Ze świata nieruchomości - strona 103

Bloki z windą... u sąsiada

Dwa bloki na wrocławskim osiedlu mają zostać zburzone. Powodem są windy, a raczej ich brak. Deweloper budując sześciopiętrowe domy postanowił zaoszczędzić i zamontował windy tylko w co drugiej klatce.
W sumie na osiedlu Piastowskim we Wrocławiu w feralnych budynkach jest 150 lokali. Mieszkańcy boją się, ze zostaną bez dachu nad głową, ponieważ powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nakazał wyburzenie bloków. Nie we wszystkich klatkach deweloper przewidział bowiem windy, które według prawa budowlanego muszą tam się znaleźć.

Deweloper tłumaczy się, że koszty budowy dźwigów znaczenie podniosłyby cenę mieszkań. A i tak mieszkańcy mogą korzystać z windy sąsiada, ponieważ  dwa najwyższe piętra budynków połączone są klatkami schodowymi. Jednak taki model socjalizacji nie za bardzo spodobał się strażnikom prawa budowlanego.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza" powiatowy inspektor  wielokrotnie prosił dewelopera o dokonanie poprawek, wszystko na nic. Teraz  klamka zapadła i najprawdopodobniej teren zostanie zrównany z ziemią.

Sprawę komplikuje fakt, że mieszkańcy do tej pory nie otrzymali aktów własności, wygląda więc na to, że cały czas mieszkają na placu budowy. Deweloper zapowiada odwołanie się od decyzji inspektora budowlanego, a sprawa najprawdopodobniej skończy się w sądzie.
wp.pl

Studnie i pompy, czyli skąd czerpać wodę

Udało się! Kupiliśmy wymarzony kawałek ziemi na wsi. Plany, które nieśmiało snuliśmy od lat, powoli nabierają kolorów. Skoro mamy już miejsce, na którym wybudujemy dom i urządzimy nareszcie ogród marzeń, zapominamy często o kwestiach istotnych.
Zdarza się niekiedy, że już po zakupie działki okazuje się, iż w okolicy nie ma wodociągu. Musimy wtedy zaplanować budowę studni oraz wybrać odpowiednią pompę, która pobiera wodę, rozprowadzając ją następnie do zlokalizowanych w naszym domu punktów poboru.

Studnie

Stosunkowo najbardziej popularne są tak zwane studnie kopane. Jednak nie wszędzie znajdą one zastosowanie. Studnie takie możemy wykopać jedynie wówczas, gdy warstwa wodonośna znajduje się na głębokości nie większej niż 20 metrów.
Studnie kopane wykonuje się z wkopywanych kolejno w grunt, betonowych kręgów.
Do pobierania wody ze znacznej głębokości służą studnie głębinowe. Elementami „składowymi” takich studni są rury, zakończone specjalnym filtrem. Budowa tego rodzaju studni nie jest łatwa, ani też zbyt tania. Wykonują je wyspecjalizowane firmy.
Jeżeli warstwa wodonośna położona jest płytko, warto zdecydować się na studnię wąskorurową, zwaną inaczej abisynką. Wykonuj się je ze specjalnych, wąskich rur, które dodatkowo zakończone są tak zwanym filtrem szpilkowym.  

Pompy

Wybierając odpowiednią pompę pamiętajmy, że musimy koniecznie dobrać ją do rodzaju studni. Właściwie dobrana zapewni komfort swobodnego dostępu do wody oraz zminimalizuje zużycie energii.

„Sercem” znajdujących się w powszechnym użyciu pomp wirowych, jest wirnik, napędzany z kolei elektrycznym silnikiem.

dom.wp

Studnie i pompy, czyli skąd czerpać wodę

Udało się! Kupiliśmy wymarzony kawałek ziemi na wsi. Plany, które nieśmiało snuliśmy od lat, powoli nabierają kolorów. Skoro mamy już miejsce, na którym wybudujemy dom i urządzimy nareszcie ogród marzeń, zapominamy często o kwestiach istotnych.
Zdarza się niekiedy, że już po zakupie działki okazuje się, iż w okolicy nie ma wodociągu. Musimy wtedy zaplanować budowę studni oraz wybrać odpowiednią pompę, która pobiera wodę, rozprowadzając ją następnie do zlokalizowanych w naszym domu punktów poboru.

Studnie

Stosunkowo najbardziej popularne są tak zwane studnie kopane. Jednak nie wszędzie znajdą one zastosowanie. Studnie takie możemy wykopać jedynie wówczas, gdy warstwa wodonośna znajduje się na głębokości nie większej niż 20 metrów.
Studnie kopane wykonuje się z wkopywanych kolejno w grunt, betonowych kręgów.
Do pobierania wody ze znacznej głębokości służą studnie głębinowe. Elementami „składowymi” takich studni są rury, zakończone specjalnym filtrem. Budowa tego rodzaju studni nie jest łatwa, ani też zbyt tania. Wykonują je wyspecjalizowane firmy.
Jeżeli warstwa wodonośna położona jest płytko, warto zdecydować się na studnię wąskorurową, zwaną inaczej abisynką. Wykonuj się je ze specjalnych, wąskich rur, które dodatkowo zakończone są tak zwanym filtrem szpilkowym.  

Pompy

Wybierając odpowiednią pompę pamiętajmy, że musimy koniecznie dobrać ją do rodzaju studni. Właściwie dobrana zapewni komfort swobodnego dostępu do wody oraz zminimalizuje zużycie energii.

„Sercem” znajdujących się w powszechnym użyciu pomp wirowych, jest wirnik, napędzany z kolei elektrycznym silnikiem.

dom.wp

Atlas Estates może sprzedawać majątek

Atlas Estates, deweloper działający w Europie Środkowo-Wschodniej, nie wyklucza sprzedaży aktywów, aby spłacić zobowiązania.

Działania mające na celu refinansowanie kredytów są podejmowane w trudnym otoczeniu kredytowym, co może doprowadzić do sprzedaży aktywów lub podjęcia innych stosownych kroków - napisano w komunikacie.

Atlas poinformował jednocześnie, że dwie kluczowe inwestycje spółki w Warszawie przebiegają zgodnie z założeniami.

Realizacja kluczowych inwestycji w Warszawie, czyli budowa drugiego etapu zespołu apartamentowców Capital Art Apartments i części mieszkalnej Platinum Towers, przebiega zgodnie z przyjętym budżetem - napisano.

Postęp prac budowlanych prowadzonych przy kluczowych inwestycjach - Capital Art Apartments i Platinum Towers - jest dobrym prognostykiem na przyszłość i spodziewamy się, że inwestycje te uda się zakończyć w kolejnych miesiącach 2009 roku i w 2010 roku - powiedział cytowany w komunikacie Quentin Spicer, przewodniczący rady dyrektorów Atlas Estates.

Pierwszy etap projektu Capital Art Apartments został zakończony i w tej chwili trwa przekazywanie lokali użytkownikom.

Atlas miał w I kwartale 2009 stratę przypisaną akcjonariuszom 16,9 mln euro wobec straty 1,6 mln euro rok wcześniej. Przychody spółki wyniosły 14,3 mln euro wobec 9,7 mln euro w I kwartale 2008 roku. Zysk z działalności operacyjnej wzrósł do 1,6 mln euro z 0,3 mln euro rok wcześniej.

(PAP)

money.pl

Atlas Estates może sprzedawać majątek

Atlas Estates, deweloper działający w Europie Środkowo-Wschodniej, nie wyklucza sprzedaży aktywów, aby spłacić zobowiązania.

Działania mające na celu refinansowanie kredytów są podejmowane w trudnym otoczeniu kredytowym, co może doprowadzić do sprzedaży aktywów lub podjęcia innych stosownych kroków - napisano w komunikacie.

Atlas poinformował jednocześnie, że dwie kluczowe inwestycje spółki w Warszawie przebiegają zgodnie z założeniami.

Realizacja kluczowych inwestycji w Warszawie, czyli budowa drugiego etapu zespołu apartamentowców Capital Art Apartments i części mieszkalnej Platinum Towers, przebiega zgodnie z przyjętym budżetem - napisano.

Postęp prac budowlanych prowadzonych przy kluczowych inwestycjach - Capital Art Apartments i Platinum Towers - jest dobrym prognostykiem na przyszłość i spodziewamy się, że inwestycje te uda się zakończyć w kolejnych miesiącach 2009 roku i w 2010 roku - powiedział cytowany w komunikacie Quentin Spicer, przewodniczący rady dyrektorów Atlas Estates.

Pierwszy etap projektu Capital Art Apartments został zakończony i w tej chwili trwa przekazywanie lokali użytkownikom.

Atlas miał w I kwartale 2009 stratę przypisaną akcjonariuszom 16,9 mln euro wobec straty 1,6 mln euro rok wcześniej. Przychody spółki wyniosły 14,3 mln euro wobec 9,7 mln euro w I kwartale 2008 roku. Zysk z działalności operacyjnej wzrósł do 1,6 mln euro z 0,3 mln euro rok wcześniej.

(PAP)

money.pl

Zysk GTC mocno poniżej prognoz

Zysk netto Globe Trade Center przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej spadł w pierwszym kwartale 2009 roku o 94 proc. rok do roku i wyniósł 2,1 mln euro.

Wynik na poziomie netto okazał się znacznie niższy od rynkowych oczekiwań, gdyż analitycy szacowali go na 16,9 mln euro.

- Jedną z przyczyn takiej obniżki zysku był wzrost rezerwy na podatek odroczony, który wynikał z osłabienia złotego wobec euro. Łączne obciążenie podatkowe wyniosło 17 mln euro. Ten negatywny trend może się odwrócić, o ile obserwowane w kwietniu umocnienie złotego utrzyma się - napisano w komunikacie prasowym GTC.

O 4 proc. niższy od konsensusu okazał się zysk operacyjny. Wyniósł on 33,1 mln euro, a rynek liczył na 34,6 mln euro.

O 11 proc. wyższe od oczekiwań są natomiast przychody GTC. Wyniosły on 45,2 mln euro i były najwyższe w dotychczasowej historii spółki.

Wpływy z wynajmu wzrosły o 47,5 proc. w stosunku rocznym,
osiągając 21,5 mln euro, a przychody ze sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych zwiększyły się o 1613 proc. do 23,7 mln euro.

- Wzrost przychodów z najmu był przede wszystkim efektem rozpoczęcia okresów czynszowych w nowo oddanych budynkach. Równolegle wzrost poziomu wynajęcia powierzchni pozwolił na poprawę rentowności operacyjnej przychodów z najmu do 76,5 proc. (z 72,2 proc. w IV kw. 2008 r.) - napisano w komunikacie prasowym GTC.

Wpływy ze sprzedaży mieszkań zwiększyły się dzięki oddaniu do użytku domów w warszawskim Osiedlu Konstancja (faza IV) oraz apartamentów Rose Garden w Bukareszcie i Park Apartments w Belgradzie. Marża brutto na sprzedaży wyniosła 20 proc. (vs. 19 proc. w IV kw. 2008 r.).

W następstwie zmiany w rachunkowości (MSR40), GTC przeszacowała do wartości godziwej nieruchomości inwestycyjne w trakcie realizacji. Postępy w budowie oraz wynajęciu powierzchni w Galerii Jurajskiej w Częstochowie oraz budynków biurowych - CB Kazimierz (Kraków), Spiral (Budapeszt), GTC Metro (Budapeszt) i City Gate (Bukareszt) wpłynęły w największym stopniu na wartość przeszacowania. Łączna wycena tych inwestycji w I kwartale 2009 roku wzrosła o 37,2 mln euro.

Z drugiej strony wzrost rynkowych stóp kapitalizacji spowodował w I kwartale br spadek wartości już ukończonych inwestycji o 13 mln euro. Przyjęte przy wycenie przeciętne stopy kapitalizacji wyniosły od 7 proc. w Polsce do średnio 7,7 proc. w pozostałych krajach.



  (PAP)
money.pl

Zysk GTC mocno poniżej prognoz

Zysk netto Globe Trade Center przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej spadł w pierwszym kwartale 2009 roku o 94 proc. rok do roku i wyniósł 2,1 mln euro.

Wynik na poziomie netto okazał się znacznie niższy od rynkowych oczekiwań, gdyż analitycy szacowali go na 16,9 mln euro.

- Jedną z przyczyn takiej obniżki zysku był wzrost rezerwy na podatek odroczony, który wynikał z osłabienia złotego wobec euro. Łączne obciążenie podatkowe wyniosło 17 mln euro. Ten negatywny trend może się odwrócić, o ile obserwowane w kwietniu umocnienie złotego utrzyma się - napisano w komunikacie prasowym GTC.

O 4 proc. niższy od konsensusu okazał się zysk operacyjny. Wyniósł on 33,1 mln euro, a rynek liczył na 34,6 mln euro.

O 11 proc. wyższe od oczekiwań są natomiast przychody GTC. Wyniosły on 45,2 mln euro i były najwyższe w dotychczasowej historii spółki.

Wpływy z wynajmu wzrosły o 47,5 proc. w stosunku rocznym,
osiągając 21,5 mln euro, a przychody ze sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych zwiększyły się o 1613 proc. do 23,7 mln euro.

- Wzrost przychodów z najmu był przede wszystkim efektem rozpoczęcia okresów czynszowych w nowo oddanych budynkach. Równolegle wzrost poziomu wynajęcia powierzchni pozwolił na poprawę rentowności operacyjnej przychodów z najmu do 76,5 proc. (z 72,2 proc. w IV kw. 2008 r.) - napisano w komunikacie prasowym GTC.

Wpływy ze sprzedaży mieszkań zwiększyły się dzięki oddaniu do użytku domów w warszawskim Osiedlu Konstancja (faza IV) oraz apartamentów Rose Garden w Bukareszcie i Park Apartments w Belgradzie. Marża brutto na sprzedaży wyniosła 20 proc. (vs. 19 proc. w IV kw. 2008 r.).

W następstwie zmiany w rachunkowości (MSR40), GTC przeszacowała do wartości godziwej nieruchomości inwestycyjne w trakcie realizacji. Postępy w budowie oraz wynajęciu powierzchni w Galerii Jurajskiej w Częstochowie oraz budynków biurowych - CB Kazimierz (Kraków), Spiral (Budapeszt), GTC Metro (Budapeszt) i City Gate (Bukareszt) wpłynęły w największym stopniu na wartość przeszacowania. Łączna wycena tych inwestycji w I kwartale 2009 roku wzrosła o 37,2 mln euro.

Z drugiej strony wzrost rynkowych stóp kapitalizacji spowodował w I kwartale br spadek wartości już ukończonych inwestycji o 13 mln euro. Przyjęte przy wycenie przeciętne stopy kapitalizacji wyniosły od 7 proc. w Polsce do średnio 7,7 proc. w pozostałych krajach.



  (PAP)
money.pl

Fundusz Pracy pomoże bezrobotnym spłacać kredyty

Pomoc w spłacie kredytów hipotecznych będzie udzielana rodzinom, w których jedna osoba po 1 lipca 2008 r. straciła pracę z powodu kryzysu.
Zmiana prawa

Jutro (19 maja) rząd rozpatrzy projekt ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły pracę. Z ostatecznej wersji wynika, że na pomoc w spłacie zadłużenia mogą liczyć rodziny, w których jeden ze współmałżonków jest bez pracy. Nie będzie więc warunku, że wsparcie będzie wypłacane, gdy bez pracy pozostaje dwoje małżonków.

Dzięki tej ustawie prawo do pomocy zyskają osoby, które w wyniku kryzysu straciły pracę i mają problem ze spłatą kredytów hipotecznych - mówi Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej.

Z takiej możliwości skorzystają tylko te osoby, które zostały zwolnione przez pracodawcę z pracy lub świadczenia usług na podstawie umów cywilnoprawnych (m.in. umowy agencyjnej, zlecenia, o dzieło lub członkostwa w spółdzielni). Dotyczy to także osób, które zlikwidowały działalność gospodarczą i nie zatrudniały pracowników.

Sytuacja takich osób jest taka sama jak tych, które zostały zwolnione z pracy, bo jedni i drudzy tracą źródło dochodów - mówi Jolanta Fedak.

Z pomocy nie skorzystają osoby, które same się zwolniły lub pracodawca rozwiązał z nimi umowę bez wypowiedzenia z winy pracownika.

Osoby ubiegające się o pomoc muszą zarejestrować się w urzędzie pracy i zyskać prawo do zasiłku dla bezrobotnych. W dniu złożenia wniosku o pomoc muszą wciąż posiadać status bezrobotnego.

Ostateczna wersja ustawy zakłada, że nie będą badane dochody rodzin ubiegających się o pomoc. Jej wypłata będzie trwać maksymalnie 12 miesięcy, a maksymalna wysokość wyniesie 1200 zł miesięcznie.

Rodzina nie będzie mogła liczyć na uzyskanie pomocy, jeśli w dniu złożenia wniosku ubiegający się o pomoc lub jego małżonek byli właścicielami innego mieszkania, domu mieszkalnego lub posiadali prawo do lokalu spółdzielczego. Na pomoc nie będzie też mogła liczyć osoba, która jest najemcą innego mieszkania lub domu jednorodzinnego.

Pomoc będzie realizowana za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego, ale pieniądze będą pochodzić z Funduszu Pracy. Wnioski o przyznawanie pomocy będą mogły być składane do 31 grudnia 2010 r. Osoby zainteresowane jej otrzymaniem muszą się jednak liczyć z tym, że po upływie dwóch lat od zakończenia jej udzielania będzie trzeba ją zwrócić. Spłata będzie się odbywać w równych nieoprocentowanych ratach przez osiem lat. Fundusz Pracy w latach 20092011 przeznaczy na ten cel 439 mln zł.



Bożena Wiktorowska
Gazeta Prawna
wp.pl

Fundusz Pracy pomoże bezrobotnym spłacać kredyty

Pomoc w spłacie kredytów hipotecznych będzie udzielana rodzinom, w których jedna osoba po 1 lipca 2008 r. straciła pracę z powodu kryzysu.
Zmiana prawa

Jutro (19 maja) rząd rozpatrzy projekt ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły pracę. Z ostatecznej wersji wynika, że na pomoc w spłacie zadłużenia mogą liczyć rodziny, w których jeden ze współmałżonków jest bez pracy. Nie będzie więc warunku, że wsparcie będzie wypłacane, gdy bez pracy pozostaje dwoje małżonków.

Dzięki tej ustawie prawo do pomocy zyskają osoby, które w wyniku kryzysu straciły pracę i mają problem ze spłatą kredytów hipotecznych - mówi Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej.

Z takiej możliwości skorzystają tylko te osoby, które zostały zwolnione przez pracodawcę z pracy lub świadczenia usług na podstawie umów cywilnoprawnych (m.in. umowy agencyjnej, zlecenia, o dzieło lub członkostwa w spółdzielni). Dotyczy to także osób, które zlikwidowały działalność gospodarczą i nie zatrudniały pracowników.

Sytuacja takich osób jest taka sama jak tych, które zostały zwolnione z pracy, bo jedni i drudzy tracą źródło dochodów - mówi Jolanta Fedak.

Z pomocy nie skorzystają osoby, które same się zwolniły lub pracodawca rozwiązał z nimi umowę bez wypowiedzenia z winy pracownika.

Osoby ubiegające się o pomoc muszą zarejestrować się w urzędzie pracy i zyskać prawo do zasiłku dla bezrobotnych. W dniu złożenia wniosku o pomoc muszą wciąż posiadać status bezrobotnego.

Ostateczna wersja ustawy zakłada, że nie będą badane dochody rodzin ubiegających się o pomoc. Jej wypłata będzie trwać maksymalnie 12 miesięcy, a maksymalna wysokość wyniesie 1200 zł miesięcznie.

Rodzina nie będzie mogła liczyć na uzyskanie pomocy, jeśli w dniu złożenia wniosku ubiegający się o pomoc lub jego małżonek byli właścicielami innego mieszkania, domu mieszkalnego lub posiadali prawo do lokalu spółdzielczego. Na pomoc nie będzie też mogła liczyć osoba, która jest najemcą innego mieszkania lub domu jednorodzinnego.

Pomoc będzie realizowana za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego, ale pieniądze będą pochodzić z Funduszu Pracy. Wnioski o przyznawanie pomocy będą mogły być składane do 31 grudnia 2010 r. Osoby zainteresowane jej otrzymaniem muszą się jednak liczyć z tym, że po upływie dwóch lat od zakończenia jej udzielania będzie trzeba ją zwrócić. Spłata będzie się odbywać w równych nieoprocentowanych ratach przez osiem lat. Fundusz Pracy w latach 20092011 przeznaczy na ten cel 439 mln zł.



Bożena Wiktorowska
Gazeta Prawna
wp.pl

Stocznie w rękach inwestora, o którym nic nie wiadomo

Majątek stoczni z Gdyni i Szczecina trafił w ręce jednego inwestora - United International Trust - o którym prawie nic nie wiadomo - pisze "Rzeczpospolita".
Gazeta podaje, że UIT, zarejestrowany na Antylach Holenderskich, jest funduszem świadczącym usługi zarządcze dla firm chcących uniknąć płacenia w swoich krajach wysokich podatków.

Właściwy kupujący powinien ujawnić się w najbliższych dniach, na razie mamy do czynienia wyłącznie z pośrednikiem - powiedział "Rzeczpospolitej" Krzysztof Fidura, przewodniczący Solidarności w stoczni szczecińskiej.

Kogo więc reprezentuje UIT? Tylko nieoficjalnie można było usłyszeć dotychczas, że kapitał z Bliskiego Wschodu. Minister skarbu Aleksander Grad powiedział gazecie, że ma jasne gwarancje, iż w obu zakładach będzie kontynuowana produkcja stoczniowa. Nie są to jednak gwarancje na piśmie, gdyż zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej przetarg wykluczał jakiekolwiek preferencje dla inwestorów planujących produkcję stoczniową - pisze "Rzeczpospolita".
wp.pl/PAP | 18.05.2009 | 06:47

Stocznie w rękach inwestora, o którym nic nie wiadomo

Majątek stoczni z Gdyni i Szczecina trafił w ręce jednego inwestora - United International Trust - o którym prawie nic nie wiadomo - pisze "Rzeczpospolita".
Gazeta podaje, że UIT, zarejestrowany na Antylach Holenderskich, jest funduszem świadczącym usługi zarządcze dla firm chcących uniknąć płacenia w swoich krajach wysokich podatków.

Właściwy kupujący powinien ujawnić się w najbliższych dniach, na razie mamy do czynienia wyłącznie z pośrednikiem - powiedział "Rzeczpospolitej" Krzysztof Fidura, przewodniczący Solidarności w stoczni szczecińskiej.

Kogo więc reprezentuje UIT? Tylko nieoficjalnie można było usłyszeć dotychczas, że kapitał z Bliskiego Wschodu. Minister skarbu Aleksander Grad powiedział gazecie, że ma jasne gwarancje, iż w obu zakładach będzie kontynuowana produkcja stoczniowa. Nie są to jednak gwarancje na piśmie, gdyż zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej przetarg wykluczał jakiekolwiek preferencje dla inwestorów planujących produkcję stoczniową - pisze "Rzeczpospolita".
wp.pl/PAP | 18.05.2009 | 06:47

Atlas Estates może sprzedawać majątek

Atlas Estates, deweloper działający w Europie Środkowo-Wschodniej, nie wyklucza sprzedaży aktywów, aby spłacić zobowiązania.

Działania mające na celu refinansowanie kredytów są podejmowane w trudnym otoczeniu kredytowym, co może doprowadzić do sprzedaży aktywów lub podjęcia innych stosownych kroków - napisano w komunikacie.

Atlas poinformował jednocześnie, że dwie kluczowe inwestycje spółki w Warszawie przebiegają zgodnie z założeniami.

Realizacja kluczowych inwestycji w Warszawie, czyli budowa drugiego etapu zespołu apartamentowców Capital Art Apartments i części mieszkalnej Platinum Towers, przebiega zgodnie z przyjętym budżetem - napisano.

Postęp prac budowlanych prowadzonych przy kluczowych inwestycjach - Capital Art Apartments i Platinum Towers - jest dobrym prognostykiem na przyszłość i spodziewamy się, że inwestycje te uda się zakończyć w kolejnych miesiącach 2009 roku i w 2010 roku - powiedział cytowany w komunikacie Quentin Spicer, przewodniczący rady dyrektorów Atlas Estates.

Pierwszy etap projektu Capital Art Apartments został zakończony i w tej chwili trwa przekazywanie lokali użytkownikom.

Atlas miał w I kwartale 2009 stratę przypisaną akcjonariuszom 16,9 mln euro wobec straty 1,6 mln euro rok wcześniej. Przychody spółki wyniosły 14,3 mln euro wobec 9,7 mln euro w I kwartale 2008 roku. Zysk z działalności operacyjnej wzrósł do 1,6 mln euro z 0,3 mln euro rok wcześniej.

interia.pl

Atlas Estates może sprzedawać majątek

Atlas Estates, deweloper działający w Europie Środkowo-Wschodniej, nie wyklucza sprzedaży aktywów, aby spłacić zobowiązania.

Działania mające na celu refinansowanie kredytów są podejmowane w trudnym otoczeniu kredytowym, co może doprowadzić do sprzedaży aktywów lub podjęcia innych stosownych kroków - napisano w komunikacie.

Atlas poinformował jednocześnie, że dwie kluczowe inwestycje spółki w Warszawie przebiegają zgodnie z założeniami.

Realizacja kluczowych inwestycji w Warszawie, czyli budowa drugiego etapu zespołu apartamentowców Capital Art Apartments i części mieszkalnej Platinum Towers, przebiega zgodnie z przyjętym budżetem - napisano.

Postęp prac budowlanych prowadzonych przy kluczowych inwestycjach - Capital Art Apartments i Platinum Towers - jest dobrym prognostykiem na przyszłość i spodziewamy się, że inwestycje te uda się zakończyć w kolejnych miesiącach 2009 roku i w 2010 roku - powiedział cytowany w komunikacie Quentin Spicer, przewodniczący rady dyrektorów Atlas Estates.

Pierwszy etap projektu Capital Art Apartments został zakończony i w tej chwili trwa przekazywanie lokali użytkownikom.

Atlas miał w I kwartale 2009 stratę przypisaną akcjonariuszom 16,9 mln euro wobec straty 1,6 mln euro rok wcześniej. Przychody spółki wyniosły 14,3 mln euro wobec 9,7 mln euro w I kwartale 2008 roku. Zysk z działalności operacyjnej wzrósł do 1,6 mln euro z 0,3 mln euro rok wcześniej.

interia.pl

Zysk GTC mocno poniżej prognoz

Zysk netto Globe Trade Center przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej spadł w pierwszym kwartale 2009 roku o 94 proc. rok do roku i wyniósł 2,1 mln euro.

Wynik na poziomie netto okazał się znacznie niższy od rynkowych oczekiwań, gdyż analitycy szacowali go na 16,9 mln euro.

- Jedną z przyczyn takiej obniżki zysku był wzrost rezerwy na podatek odroczony, który wynikał z osłabienia złotego wobec euro. Łączne obciążenie podatkowe wyniosło 17 mln euro. Ten negatywny trend może się odwrócić, o ile obserwowane w kwietniu umocnienie złotego utrzyma się - napisano w komunikacie prasowym GTC.

O 4 proc. niższy od konsensusu okazał się zysk operacyjny. Wyniósł on 33,1 mln euro, a rynek liczył na 34,6 mln euro.

O 11 proc. wyższe od oczekiwań są natomiast przychody GTC. Wyniosły on 45,2 mln euro i były najwyższe w dotychczasowej historii spółki.

Wpływy z wynajmu wzrosły o 47,5 proc. w stosunku rocznym,
osiągając 21,5 mln euro, a przychody ze sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych zwiększyły się o 1613 proc. do 23,7 mln euro.

- Wzrost przychodów z najmu był przede wszystkim efektem rozpoczęcia okresów czynszowych w nowo oddanych budynkach. Równolegle wzrost poziomu wynajęcia powierzchni pozwolił na poprawę rentowności operacyjnej przychodów z najmu do 76,5 proc. (z 72,2 proc. w IV kw. 2008 r.) - napisano w komunikacie prasowym GTC.

Wpływy ze sprzedaży mieszkań zwiększyły się dzięki oddaniu do użytku domów w warszawskim Osiedlu Konstancja (faza IV) oraz apartamentów Rose Garden w Bukareszcie i Park Apartments w Belgradzie. Marża brutto na sprzedaży wyniosła 20 proc. (vs. 19 proc. w IV kw. 2008 r.).

W następstwie zmiany w rachunkowości (MSR40), GTC przeszacowała do wartości godziwej nieruchomości inwestycyjne w trakcie realizacji. Postępy w budowie oraz wynajęciu powierzchni w Galerii Jurajskiej w Częstochowie oraz budynków biurowych - CB Kazimierz (Kraków), Spiral (Budapeszt), GTC Metro (Budapeszt) i City Gate (Bukareszt) wpłynęły w największym stopniu na wartość przeszacowania. Łączna wycena tych inwestycji w I kwartale 2009 roku wzrosła o 37,2 mln euro.

Z drugiej strony wzrost rynkowych stóp kapitalizacji spowodował w I kwartale br spadek wartości już ukończonych inwestycji o 13 mln euro. Przyjęte przy wycenie przeciętne stopy kapitalizacji wyniosły od 7 proc. w Polsce do średnio 7,7 proc. w pozostałych krajach.



  (PAP)
money.pl

Zysk GTC mocno poniżej prognoz

Zysk netto Globe Trade Center przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej spadł w pierwszym kwartale 2009 roku o 94 proc. rok do roku i wyniósł 2,1 mln euro.

Wynik na poziomie netto okazał się znacznie niższy od rynkowych oczekiwań, gdyż analitycy szacowali go na 16,9 mln euro.

- Jedną z przyczyn takiej obniżki zysku był wzrost rezerwy na podatek odroczony, który wynikał z osłabienia złotego wobec euro. Łączne obciążenie podatkowe wyniosło 17 mln euro. Ten negatywny trend może się odwrócić, o ile obserwowane w kwietniu umocnienie złotego utrzyma się - napisano w komunikacie prasowym GTC.

O 4 proc. niższy od konsensusu okazał się zysk operacyjny. Wyniósł on 33,1 mln euro, a rynek liczył na 34,6 mln euro.

O 11 proc. wyższe od oczekiwań są natomiast przychody GTC. Wyniosły on 45,2 mln euro i były najwyższe w dotychczasowej historii spółki.

Wpływy z wynajmu wzrosły o 47,5 proc. w stosunku rocznym,
osiągając 21,5 mln euro, a przychody ze sprzedaży nieruchomości mieszkaniowych zwiększyły się o 1613 proc. do 23,7 mln euro.

- Wzrost przychodów z najmu był przede wszystkim efektem rozpoczęcia okresów czynszowych w nowo oddanych budynkach. Równolegle wzrost poziomu wynajęcia powierzchni pozwolił na poprawę rentowności operacyjnej przychodów z najmu do 76,5 proc. (z 72,2 proc. w IV kw. 2008 r.) - napisano w komunikacie prasowym GTC.

Wpływy ze sprzedaży mieszkań zwiększyły się dzięki oddaniu do użytku domów w warszawskim Osiedlu Konstancja (faza IV) oraz apartamentów Rose Garden w Bukareszcie i Park Apartments w Belgradzie. Marża brutto na sprzedaży wyniosła 20 proc. (vs. 19 proc. w IV kw. 2008 r.).

W następstwie zmiany w rachunkowości (MSR40), GTC przeszacowała do wartości godziwej nieruchomości inwestycyjne w trakcie realizacji. Postępy w budowie oraz wynajęciu powierzchni w Galerii Jurajskiej w Częstochowie oraz budynków biurowych - CB Kazimierz (Kraków), Spiral (Budapeszt), GTC Metro (Budapeszt) i City Gate (Bukareszt) wpłynęły w największym stopniu na wartość przeszacowania. Łączna wycena tych inwestycji w I kwartale 2009 roku wzrosła o 37,2 mln euro.

Z drugiej strony wzrost rynkowych stóp kapitalizacji spowodował w I kwartale br spadek wartości już ukończonych inwestycji o 13 mln euro. Przyjęte przy wycenie przeciętne stopy kapitalizacji wyniosły od 7 proc. w Polsce do średnio 7,7 proc. w pozostałych krajach.



  (PAP)
money.pl

Wyspy "odbiją" jako pierwsze?

Jak podaje firma Cushman & Wakefield stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości w Wielkiej Brytanii w ostatnich dwóch miesiącach zaczęły się stabilizować, wskazując na spadek 21 z 24 wskaźników prognoz dotyczących stóp zwrotu pomiędzy marcem i kwietniem. Jest to najbardziej pozytywny obraz, jaki rysuje się od marca 2007, kiedy to stawki dla niektórych sklepów, biur oraz nieruchomości magazynowych utrzymywały się na tym samym poziomie do końca 2008 r. Jest to także pierwszy sygnał, że stopy znajdują się pod presją spadkową w najbardziej poszukiwanych sektorach rynku.

W najnowszym przeglądzie biznesowym obejmującym rynek inwestycyjny w zakresie nieruchomości w Wielkiej Brytanii analitycy firmy Cushman & Wakefield przewidują, że chociaż rynek najlepszych nieruchomości komercyjnych stabilizuje się, wartość kapitału wciąż spada ze względu na trwająca recesję i wynikającą z niej weryfikację założeń dotyczących poziomu czynszów oraz kosztów najmu. Ponadto tendencje dotyczące stóp kapitalizacji na rynku wtórnym wciąż pozostają ujemne.

Specjaliści firmy Cushman & Wakefield prognozują, że w najbliższych dwóch, trzech miesiącach 24 główne wskaźniki dotyczące stóp zwrotu ustabilizują się a aktywność inwestycyjna poprawi się, gdyż coraz więcej nabywców zaczyna rozumieć, że obecny rynek oferuje im najlepsze możliwości cenowe. Wielkość inwestycji w Wielkiej Brytanii odnotowana w 1 kw. w ujęciu trzymiesięcznym (3,6 mld funtów szterlingów) była najniższa od 2000 r. kiedy to opublikowano pierwszy raport Property Data.

David Erwin, szef działu rynków kapitałowych w Wielkiej Brytanii firmy Cushman & Wakefield, powiedział: - W perspektywie krótkoterminowej inwestorzy nie będą skłonni do pozbywania się swoich nieruchomości i przyjmą postawę zachowawczą. Główne aktywa przynoszące stały dochód, w sytuacji niskiego wskaźnika pustostanów oraz ograniczonych planów inwestycyjnych, będą poszukiwanym produktem na rynku i spodziewam się dalszego pogłębiania się różnic cenowych pomiędzy tymi i innymi grupami aktywów. Uważam również, że możemy oczekiwać nieporównywalnie większego poziomu wymuszonej sprzedaży na rynku wtórnym, w związku z czym dolny próg cenowy będzie się jeszcze obniżał. -

David Hutchings, szef działu badań w rejonie EMEA firmy Cushman & Wakefield, powiedział: - Rynek Wielkiej Brytanii wygląda obecnie niezwykle atrakcyjnie dla zagranicznych inwestorów, liczących na korzyści płynące ze słabej waluty. Nasz rynek nieruchomości komercyjnych uważany jest za najbardziej rozwinięty oraz płynny na świecie, a gospodarka w perspektywie średnioterminowej będzie charakteryzowała się mocnymi fundamentami. Wielka Brytania, gdzie zastosowano silny bodziec fiskalny, bez wątpienia znajduje się na najbardziej zaawansowanym etapie cyklu koniunkturalnego na świecie. W efekcie chociaż rynek najmu będzie jeszcze dotkliwie odczuwał skutki kryzysu, oczekuje się, że rynek inwestycyjny w zakresie nieruchomości komercyjnych odbije się jako pierwszy wśród krajów Europy Zachodniej, a sygnały ożywienia będzie można już prawdopodobnie zaobserwować pod koniec tego roku -.

INTERIA.PL/materiały prasowe

Wyspy "odbiją" jako pierwsze?

Jak podaje firma Cushman & Wakefield stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości w Wielkiej Brytanii w ostatnich dwóch miesiącach zaczęły się stabilizować, wskazując na spadek 21 z 24 wskaźników prognoz dotyczących stóp zwrotu pomiędzy marcem i kwietniem. Jest to najbardziej pozytywny obraz, jaki rysuje się od marca 2007, kiedy to stawki dla niektórych sklepów, biur oraz nieruchomości magazynowych utrzymywały się na tym samym poziomie do końca 2008 r. Jest to także pierwszy sygnał, że stopy znajdują się pod presją spadkową w najbardziej poszukiwanych sektorach rynku.

W najnowszym przeglądzie biznesowym obejmującym rynek inwestycyjny w zakresie nieruchomości w Wielkiej Brytanii analitycy firmy Cushman & Wakefield przewidują, że chociaż rynek najlepszych nieruchomości komercyjnych stabilizuje się, wartość kapitału wciąż spada ze względu na trwająca recesję i wynikającą z niej weryfikację założeń dotyczących poziomu czynszów oraz kosztów najmu. Ponadto tendencje dotyczące stóp kapitalizacji na rynku wtórnym wciąż pozostają ujemne.

Specjaliści firmy Cushman & Wakefield prognozują, że w najbliższych dwóch, trzech miesiącach 24 główne wskaźniki dotyczące stóp zwrotu ustabilizują się a aktywność inwestycyjna poprawi się, gdyż coraz więcej nabywców zaczyna rozumieć, że obecny rynek oferuje im najlepsze możliwości cenowe. Wielkość inwestycji w Wielkiej Brytanii odnotowana w 1 kw. w ujęciu trzymiesięcznym (3,6 mld funtów szterlingów) była najniższa od 2000 r. kiedy to opublikowano pierwszy raport Property Data.

David Erwin, szef działu rynków kapitałowych w Wielkiej Brytanii firmy Cushman & Wakefield, powiedział: - W perspektywie krótkoterminowej inwestorzy nie będą skłonni do pozbywania się swoich nieruchomości i przyjmą postawę zachowawczą. Główne aktywa przynoszące stały dochód, w sytuacji niskiego wskaźnika pustostanów oraz ograniczonych planów inwestycyjnych, będą poszukiwanym produktem na rynku i spodziewam się dalszego pogłębiania się różnic cenowych pomiędzy tymi i innymi grupami aktywów. Uważam również, że możemy oczekiwać nieporównywalnie większego poziomu wymuszonej sprzedaży na rynku wtórnym, w związku z czym dolny próg cenowy będzie się jeszcze obniżał. -

David Hutchings, szef działu badań w rejonie EMEA firmy Cushman & Wakefield, powiedział: - Rynek Wielkiej Brytanii wygląda obecnie niezwykle atrakcyjnie dla zagranicznych inwestorów, liczących na korzyści płynące ze słabej waluty. Nasz rynek nieruchomości komercyjnych uważany jest za najbardziej rozwinięty oraz płynny na świecie, a gospodarka w perspektywie średnioterminowej będzie charakteryzowała się mocnymi fundamentami. Wielka Brytania, gdzie zastosowano silny bodziec fiskalny, bez wątpienia znajduje się na najbardziej zaawansowanym etapie cyklu koniunkturalnego na świecie. W efekcie chociaż rynek najmu będzie jeszcze dotkliwie odczuwał skutki kryzysu, oczekuje się, że rynek inwestycyjny w zakresie nieruchomości komercyjnych odbije się jako pierwszy wśród krajów Europy Zachodniej, a sygnały ożywienia będzie można już prawdopodobnie zaobserwować pod koniec tego roku -.

INTERIA.PL/materiały prasowe

Podaż drastycznie spada

Liczba mieszkań oddanych do użytku spadła w kwietniu 2009 roku o 14,3 proc. wobec analogicznego okresu 2008 roku i wyniosła 11.757 - podał w piątek Główny Urząd Statystyczny w komunikac

Równocześnie liczba oddanych mieszkań w kwietniu wobec marca spadła o 1,5 proc.

W ciągu 4 miesięcy 2009 roku oddano 53.576 mieszkań, o 9 proc. więcej niż w 4 pierwszych miesiącach 2008 roku.

W ciągu czterech miesięcy 2009 roku liczba wydanych pozwoleń wyniosła 58.833, tj. o 19,1 proc. mniej rok do roku.

Liczba rozpoczętych budów mieszkań w ciągu czterech miesięcy wyniosła 38.834, tj. o 35,0 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2008 roku.

Komentarz Home BrokerOd początku tego roku oddano już 53 576 mieszkań, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy oddano 49 132 lokali. Te dane wskazują na to, że w tym roku może zostać pobity rekord sprzed roku, kiedy to oddano 165 189 mieszkań. Nie powinniśmy jednak spodziewać się, że z miesiąca na miesiąc przybywać będzie mieszkań do sprzedaży, ponieważ wszystkie te lokale dawno już są na rynku, sprzedawane przez deweloperów.

Część z nich można też kupić ,"z drugiej ręki'', od osób, które nabyły lokale na początku budowy w celach inwestycyjnych. Jednak to, czy teraz decydują się na sprzedaż zależy od tego jaka była cena zakupu i czy posiłkowali się kredytem hipotecznym we franku szwajcarskim. Jeżeli ktoś kupił mieszkanie na szczycie boomu to raczej będzie czekał na ponowny wzrost cen mieszkań, ponieważ teraz ma zbyt wiele do stracenia. Zdecydowanie bardziej opłaca mu się wykończyć oraz wynająć mieszkanie, chociaż ceny najmu również uległy obniżeniu.

Jak widać w najgorszej obecnie sytuacji są te osoby, które liczyły na ciągły wzrost cen nieruchomości i kupowały inwestycyjnie mieszkania wtedy, kiedy były najdroższe. Dodatkowo spadek kursu złotego spowodował, że teraz wysokość kredytu we franku szwajcarskim znacznie przewyższa wartość nieruchomości. Duża liczba dostępnych mieszkań nie sprzyja wzrostom cen, w związku z tym ,"szczytowi inwestorzy'' będą jeszcze musieli trochę poczekać na zmianę sytuacji.

A ta nastąpi dopiero wtedy, gdy polepszy się sytuacja gospodarcza, banki złagodzą politykę kredytową a deweloperzy będą oddawali mniej mieszkań do użytkowania. Spełnienie tego ostatniego warunku może nastąpić już w przyszłym roku, ponieważ zdecydowana większość projektów zaplanowanych na ten rok została wstrzymana. Co prawda kilku deweloperów zachęconych ożywieniem na rynku, które spowodowane jest obniżeniem cen mieszkań, zapowiedziało, że jeszcze w tym roku odmrozi swoje inwestycje, jest to jednak przedwczesny entuzjazm. Owszem, liczba zawieranych transakcji jest większa niż w ostatnim kwartale 2008 roku, czyli najgorszego okresu na rynku nieruchomości, ale nadal wyniki sprzedaży są znacząco niższe niż na przykład przed rokiem. O wielkim odwrocie nie można więc, póki co mówić.

Aleksandra Szarek, Home Broker

źródło informacji: PAP/INTERIA.PL

Podaż drastycznie spada

Liczba mieszkań oddanych do użytku spadła w kwietniu 2009 roku o 14,3 proc. wobec analogicznego okresu 2008 roku i wyniosła 11.757 - podał w piątek Główny Urząd Statystyczny w komunikac

Równocześnie liczba oddanych mieszkań w kwietniu wobec marca spadła o 1,5 proc.

W ciągu 4 miesięcy 2009 roku oddano 53.576 mieszkań, o 9 proc. więcej niż w 4 pierwszych miesiącach 2008 roku.

W ciągu czterech miesięcy 2009 roku liczba wydanych pozwoleń wyniosła 58.833, tj. o 19,1 proc. mniej rok do roku.

Liczba rozpoczętych budów mieszkań w ciągu czterech miesięcy wyniosła 38.834, tj. o 35,0 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2008 roku.

Komentarz Home BrokerOd początku tego roku oddano już 53 576 mieszkań, czyli o 9 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy oddano 49 132 lokali. Te dane wskazują na to, że w tym roku może zostać pobity rekord sprzed roku, kiedy to oddano 165 189 mieszkań. Nie powinniśmy jednak spodziewać się, że z miesiąca na miesiąc przybywać będzie mieszkań do sprzedaży, ponieważ wszystkie te lokale dawno już są na rynku, sprzedawane przez deweloperów.

Część z nich można też kupić ,"z drugiej ręki'', od osób, które nabyły lokale na początku budowy w celach inwestycyjnych. Jednak to, czy teraz decydują się na sprzedaż zależy od tego jaka była cena zakupu i czy posiłkowali się kredytem hipotecznym we franku szwajcarskim. Jeżeli ktoś kupił mieszkanie na szczycie boomu to raczej będzie czekał na ponowny wzrost cen mieszkań, ponieważ teraz ma zbyt wiele do stracenia. Zdecydowanie bardziej opłaca mu się wykończyć oraz wynająć mieszkanie, chociaż ceny najmu również uległy obniżeniu.

Jak widać w najgorszej obecnie sytuacji są te osoby, które liczyły na ciągły wzrost cen nieruchomości i kupowały inwestycyjnie mieszkania wtedy, kiedy były najdroższe. Dodatkowo spadek kursu złotego spowodował, że teraz wysokość kredytu we franku szwajcarskim znacznie przewyższa wartość nieruchomości. Duża liczba dostępnych mieszkań nie sprzyja wzrostom cen, w związku z tym ,"szczytowi inwestorzy'' będą jeszcze musieli trochę poczekać na zmianę sytuacji.

A ta nastąpi dopiero wtedy, gdy polepszy się sytuacja gospodarcza, banki złagodzą politykę kredytową a deweloperzy będą oddawali mniej mieszkań do użytkowania. Spełnienie tego ostatniego warunku może nastąpić już w przyszłym roku, ponieważ zdecydowana większość projektów zaplanowanych na ten rok została wstrzymana. Co prawda kilku deweloperów zachęconych ożywieniem na rynku, które spowodowane jest obniżeniem cen mieszkań, zapowiedziało, że jeszcze w tym roku odmrozi swoje inwestycje, jest to jednak przedwczesny entuzjazm. Owszem, liczba zawieranych transakcji jest większa niż w ostatnim kwartale 2008 roku, czyli najgorszego okresu na rynku nieruchomości, ale nadal wyniki sprzedaży są znacząco niższe niż na przykład przed rokiem. O wielkim odwrocie nie można więc, póki co mówić.

Aleksandra Szarek, Home Broker

źródło informacji: PAP/INTERIA.PL

Co rozliczysz w kosztach prywatnego najmu?

Osoba wynajmująca prywatnie lokal mieszkalny bądź użytkowy nie osiąga z tego tytułu wyłącznie profitów. Osiąganie przychodów z najmu, jak z każdego innego źródła, wymaga ponoszenia wydatków. Wiele z nich podatnik może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów z najmu. Jak się okazuje są to nie tylko wydatki związane z bieżącą eksploatacją lokalu.
Odsetki od kredytu

Nabycie nieruchomości trudno w dzisiejszych czasach sfinansować gotówką. Jej zakup zazwyczaj finansowany jest kredytem bankowym, którego zaciągnięcie wiąże się z koniecznością ponoszenia wydatków na opłacanie odsetek. Czy odsetkami tymi można obciążać koszty najmu?

Aby dany wydatek stanowił koszt uzyskania przychodów z danego źródła, powinien wykazywać związek z uzyskanymi z niego przychodami lub mieć na celu zachowanie albo zabezpieczenia źródła tych przychodów. W przypadku odsetek od kredytu zaciągniętego na zakup lokalu przeznaczonego na najem, związek tego kosztu z osiąganiem przychodu z tytułu najmu jest oczywisty. Gdyby nie zaciągnięty kredyt nie zostałaby nabyta nieruchomość, a tym samym nie byłoby przedmiotu najmu i możliwości uzyskania przychodu z tego tytułu.

Ustawodawca wprowadził pewne ograniczenia w podatkowym rozliczaniu odsetek od kredytów. Kosztem podatkowym nie są bowiem m.in. naliczone, lecz niezapłacone odsetki od kredytów oraz odsetki od kredytów zwiększające koszty inwestycji w okresie realizacji tych inwestycji. Stanowi tak art. 23 ust. 1 pkt 32 i pkt 33 ustawy o pdof (Dz. U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 ze zm.). Z tego względu zaliczeniu bezpośrednio do kosztów uzyskania przychodów z tytułu najmu będą podlegały wyłącznie odsetki naliczone i zapłacone po dniu oddania lokalu do używania w ramach umowy najmu, czyli uruchomienia źródła przychodu, z którym te koszty są związane. Potwierdzenie takiego stanowiska można znaleźć w interpretacjach organów podatkowych, m.in. Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy z dnia 2 lutego 2009 r., nr ITPB1-415-683/08/AK.

Natomiast odsetki naliczone przed oddaniem lokalu do używania, choćby zostały zapłacone, nie mogą obciążać bieżących kosztów najmu. Jeżeli wynajmujący zdecyduje o zaliczeniu udostępnianego przez siebie lokalu do środków trwałych, wówczas odsetki naliczone do dnia oddania go do używania będą zwiększały jego wartość początkową. Dzięki temu będą podlegały rozliczeniu w kosztach bieżących poprzez odpisy amortyzacyjne.


Wyposażenie lokalu

Coraz częściej wynajmowane są lokale, zwłaszcza mieszkalne, z pełnym lub częściowym wyposażeniem. W takim lokalu najemca może korzystać z udostępnionego przez wynajmującego m.in. sprzętu AGD, mebli oraz sprzętu RTV. Oczywiście zapewnienie najemcy wyposażenia lokalu wiąże się z poniesieniem przez wynajmującego określonych nakładów. W zależności od wartości poszczególnych elementów nabytego wyposażenia oraz przewidywanego okresu ich użytkowania, wydatki te będą zaliczane bezpośrednio do kosztów lub będą rozliczane w czasie poprzez odpisy amortyzacyjne.

W sytuacji, gdy podatnik nabywa składniki majątku w celu wyposażenia wynajmowanego lokalu i przewiduje okres ich użytkowania dłuższy niż rok, wówczas zasadniczo stanowią one środki trwałe. Wydatki poniesione na ich nabycie będą zaliczane do kosztów uzyskania przychodów z najmu poprzez odpisy amortyzacyjne.

Jeżeli jednak wartość początkowa poszczególnych elementów wyposażenia lokalu jest równa lub niższa niż 3.500 zł, podatnik może takie składniki majątku zamortyzować jednorazowo w miesiącu oddania ich do używania lub w miesiącu następnym (art. 22f ust. 3 ustawy o pdof). Może również wartość takich tzw. niskocennych składników majątku zaliczyć bezpośrednio do kosztów podatkowych w miesiącu oddania do używania, bez uznawania ich za środki trwałe (art. 22d ust. 1 ustawy o pdof). Potwierdzają to organy podatkowe, w tym Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji z dnia 15 kwietnia 2008 r., nr IPPB1/415-128/08-2/JB.


Wydatki na samochód

Administrowanie czy też np. bieżąca konserwacja lokali często wymaga od wynajmującego korzystania z prywatnego samochodu w celu dojazdu do przedmiotu najmu. Nie wszystkimi kosztami związanymi z jego używaniem wynajmujący może obciążać koszty.

Zaliczeniu do kosztów podatkowych nie będzie podlegała amortyzacja takiego samochodu. Amortyzacji, zgodnie z art. 22a ust. 1 ustawy o pdof, podlegają stanowiące majątek trwały środki transportu wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną działalnością gospodarczą albo oddane do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu. Z tego względu samochód wykorzystywany na potrzeby najmu prywatnego, ale nieoddany w najem, nie podlega amortyzacji. W konsekwencji nie można naliczać od niego odpisów amortyzacyjnych podlegających zaliczeniu do kosztów najmu.

Wydatek poniesiony na nabycie samochodu prywatnego nie może również stanowić bezpośrednio kosztów uzyskania przychodu z najmu. Z założenia bowiem samochód ten służy ogólnym potrzebom wynajmującego, a nie wyłącznie osiąganiu przychodu z najmu.

Do kosztów podatkowych wynajmujący może natomiast zaliczać wydatki na eksploatację prywatnego samochodu w części, w jakiej wydatki te mają związek z osiąganiem przychodu z najmu. Wydatki te staną się kosztem pod warunkiem, że podatnik wykaże i udokumentuje fakt wykorzystywania samochodu w działalności w zakresie najmu oraz udowodni ich związek z osiąganiem przychodów z najmu lub zachowaniem albo zabezpieczeniem ich źródła. Podobnie wskazał Dyrektor Izby Skarbowej Katowicach, w interpretacji z dnia 21stycznia 2009 r., nr IBPBII/1/415-33/08/MZ.


Gdy lokal stoi pusty

W wyniku różnych okoliczności może zdarzyć się, że lokal przez jakiś czas nie będzie wynajmowany. Nie wystąpią wówczas u wynajmującego przychody z najmu, natomiast będzie on ponosił wydatki związane z jego utrzymaniem. W tej sytuacji do kosztów uzyskania przychodów będzie on mógł zaliczyć wyłącznie wydatki, które można uznać za poniesione w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, jakim jest najem. Zaliczyć do nich można m.in. opłaty za prąd, gaz, wodę, wywóz śmieci oraz bieżące naprawy.



autor: Agata Cieśla
Gazeta Podatkowa Nr 558 z dnia 2009-05-14

interia.pl

Co rozliczysz w kosztach prywatnego najmu?

Osoba wynajmująca prywatnie lokal mieszkalny bądź użytkowy nie osiąga z tego tytułu wyłącznie profitów. Osiąganie przychodów z najmu, jak z każdego innego źródła, wymaga ponoszenia wydatków. Wiele z nich podatnik może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów z najmu. Jak się okazuje są to nie tylko wydatki związane z bieżącą eksploatacją lokalu.
Odsetki od kredytu

Nabycie nieruchomości trudno w dzisiejszych czasach sfinansować gotówką. Jej zakup zazwyczaj finansowany jest kredytem bankowym, którego zaciągnięcie wiąże się z koniecznością ponoszenia wydatków na opłacanie odsetek. Czy odsetkami tymi można obciążać koszty najmu?

Aby dany wydatek stanowił koszt uzyskania przychodów z danego źródła, powinien wykazywać związek z uzyskanymi z niego przychodami lub mieć na celu zachowanie albo zabezpieczenia źródła tych przychodów. W przypadku odsetek od kredytu zaciągniętego na zakup lokalu przeznaczonego na najem, związek tego kosztu z osiąganiem przychodu z tytułu najmu jest oczywisty. Gdyby nie zaciągnięty kredyt nie zostałaby nabyta nieruchomość, a tym samym nie byłoby przedmiotu najmu i możliwości uzyskania przychodu z tego tytułu.

Ustawodawca wprowadził pewne ograniczenia w podatkowym rozliczaniu odsetek od kredytów. Kosztem podatkowym nie są bowiem m.in. naliczone, lecz niezapłacone odsetki od kredytów oraz odsetki od kredytów zwiększające koszty inwestycji w okresie realizacji tych inwestycji. Stanowi tak art. 23 ust. 1 pkt 32 i pkt 33 ustawy o pdof (Dz. U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 ze zm.). Z tego względu zaliczeniu bezpośrednio do kosztów uzyskania przychodów z tytułu najmu będą podlegały wyłącznie odsetki naliczone i zapłacone po dniu oddania lokalu do używania w ramach umowy najmu, czyli uruchomienia źródła przychodu, z którym te koszty są związane. Potwierdzenie takiego stanowiska można znaleźć w interpretacjach organów podatkowych, m.in. Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy z dnia 2 lutego 2009 r., nr ITPB1-415-683/08/AK.

Natomiast odsetki naliczone przed oddaniem lokalu do używania, choćby zostały zapłacone, nie mogą obciążać bieżących kosztów najmu. Jeżeli wynajmujący zdecyduje o zaliczeniu udostępnianego przez siebie lokalu do środków trwałych, wówczas odsetki naliczone do dnia oddania go do używania będą zwiększały jego wartość początkową. Dzięki temu będą podlegały rozliczeniu w kosztach bieżących poprzez odpisy amortyzacyjne.


Wyposażenie lokalu

Coraz częściej wynajmowane są lokale, zwłaszcza mieszkalne, z pełnym lub częściowym wyposażeniem. W takim lokalu najemca może korzystać z udostępnionego przez wynajmującego m.in. sprzętu AGD, mebli oraz sprzętu RTV. Oczywiście zapewnienie najemcy wyposażenia lokalu wiąże się z poniesieniem przez wynajmującego określonych nakładów. W zależności od wartości poszczególnych elementów nabytego wyposażenia oraz przewidywanego okresu ich użytkowania, wydatki te będą zaliczane bezpośrednio do kosztów lub będą rozliczane w czasie poprzez odpisy amortyzacyjne.

W sytuacji, gdy podatnik nabywa składniki majątku w celu wyposażenia wynajmowanego lokalu i przewiduje okres ich użytkowania dłuższy niż rok, wówczas zasadniczo stanowią one środki trwałe. Wydatki poniesione na ich nabycie będą zaliczane do kosztów uzyskania przychodów z najmu poprzez odpisy amortyzacyjne.

Jeżeli jednak wartość początkowa poszczególnych elementów wyposażenia lokalu jest równa lub niższa niż 3.500 zł, podatnik może takie składniki majątku zamortyzować jednorazowo w miesiącu oddania ich do używania lub w miesiącu następnym (art. 22f ust. 3 ustawy o pdof). Może również wartość takich tzw. niskocennych składników majątku zaliczyć bezpośrednio do kosztów podatkowych w miesiącu oddania do używania, bez uznawania ich za środki trwałe (art. 22d ust. 1 ustawy o pdof). Potwierdzają to organy podatkowe, w tym Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji z dnia 15 kwietnia 2008 r., nr IPPB1/415-128/08-2/JB.


Wydatki na samochód

Administrowanie czy też np. bieżąca konserwacja lokali często wymaga od wynajmującego korzystania z prywatnego samochodu w celu dojazdu do przedmiotu najmu. Nie wszystkimi kosztami związanymi z jego używaniem wynajmujący może obciążać koszty.

Zaliczeniu do kosztów podatkowych nie będzie podlegała amortyzacja takiego samochodu. Amortyzacji, zgodnie z art. 22a ust. 1 ustawy o pdof, podlegają stanowiące majątek trwały środki transportu wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną działalnością gospodarczą albo oddane do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu. Z tego względu samochód wykorzystywany na potrzeby najmu prywatnego, ale nieoddany w najem, nie podlega amortyzacji. W konsekwencji nie można naliczać od niego odpisów amortyzacyjnych podlegających zaliczeniu do kosztów najmu.

Wydatek poniesiony na nabycie samochodu prywatnego nie może również stanowić bezpośrednio kosztów uzyskania przychodu z najmu. Z założenia bowiem samochód ten służy ogólnym potrzebom wynajmującego, a nie wyłącznie osiąganiu przychodu z najmu.

Do kosztów podatkowych wynajmujący może natomiast zaliczać wydatki na eksploatację prywatnego samochodu w części, w jakiej wydatki te mają związek z osiąganiem przychodu z najmu. Wydatki te staną się kosztem pod warunkiem, że podatnik wykaże i udokumentuje fakt wykorzystywania samochodu w działalności w zakresie najmu oraz udowodni ich związek z osiąganiem przychodów z najmu lub zachowaniem albo zabezpieczeniem ich źródła. Podobnie wskazał Dyrektor Izby Skarbowej Katowicach, w interpretacji z dnia 21stycznia 2009 r., nr IBPBII/1/415-33/08/MZ.


Gdy lokal stoi pusty

W wyniku różnych okoliczności może zdarzyć się, że lokal przez jakiś czas nie będzie wynajmowany. Nie wystąpią wówczas u wynajmującego przychody z najmu, natomiast będzie on ponosił wydatki związane z jego utrzymaniem. W tej sytuacji do kosztów uzyskania przychodów będzie on mógł zaliczyć wyłącznie wydatki, które można uznać za poniesione w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, jakim jest najem. Zaliczyć do nich można m.in. opłaty za prąd, gaz, wodę, wywóz śmieci oraz bieżące naprawy.



autor: Agata Cieśla
Gazeta Podatkowa Nr 558 z dnia 2009-05-14

interia.pl

16.05.2009 Raporty banków – kredytów brak

Jesteśmy na półmetku publikacji raportów kwartalnych przez banki i jak dotąd trudno znaleźć w nich optymistyczne sygnały dla kredytobiorców.
Akcjonariusze mogą się cieszyć, jeśli banki w większości wciąż wykazują zyski, ale kredytobiorcom raczej nie jest do śmiechu. Wskaźniki wypłacalności w okolicach 10 proc. nie pozwalają myśleć o zwiększeniu akcji kredytowej. Co prawda KNF wymaga tylko 8 proc., ale  większość banków woli mieć bufor na wypadek dalszego pogorszenia portfela kredytów i ewentualnego osłabienia złotego. Na tym tle nieźle wypadł Pekao SA, który w przeszłości stronił od udzielania kredytów walutowych – jego współczynnik wypłacalności przekracza 13 proc., a spory – choć mniejszy o połowę – zysk pozwala też zachować nadzieję na wzrost kapitałów banku w przyszłości. Prezes banku – Jan Krzysztof Bielecki sam przedstawił Pekao na antenie TVN CNBC, jako bank ostatniej szansy na kredyt dla przedsiębiorców. Również PKO BP czuje się na tyle mocno, by zapewniać, że każdy, kto jest dla banku wiarygodnym partnerem, kredyt dostanie (co nie jest już regułą w innych instytucjach).

Pytanie wciąż powtarzane brzmi – jak ten problem rozwiązać? Obniżenie dopuszczalnych wskaźników wypłacalności raczej nie wchodzi obecnie w grę. Sprzedaż części aktywów również (brak chętnych). Emisja akcji jest jakimś wyjściem, ale cena sprzedaży mogłaby się nie spodobać obecnym akcjonariuszom. Na świecie banki dokapitalizowywane są przez rządy, ale to są plany ratunkowe, ale nie działania na rzecz rozwoju biznesu. Wygląda więc na to, że ten trudny okres banki muszą po prostu przejść, a rok 2009 może być dla kredytobiorców rokiem płonnych nadziei na uzyskanie bankowej pożyczki.

Stosunkowo największe nadzieje można wiązać z kursem złotego. Jeśli nasza waluta zaczęłaby się umacniać, aktywa banków – tych, które udzielały kredytów w dewizach – mogłyby się poprawić i współczynniki wypłacalności wówczas by wzrosły. Być może przynajmniej część środków udałoby się przeznaczyć na akcję kredytową. W tej sytuacji, to nawet lepiej, że rząd nie musi i nie chce się angażować w podnoszenie kapitałów banków, a woli trzymać w ryzach deficyt budżetowy, ponieważ takie działanie stwarza szansę na umocnienie złotego. A raczej stwarzałoby, gdyby nie Komisja Europejska, która wszczyna wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu, co potencjalnie może złotemu zaszkodzić. Więc i ta droga wyjścia nie jest pewna.

Najpewniej dopiero wzrost zysków związany ze obecnym wzrostem marż kredytowych pozwoli na zwiększenie akcji kredytowej, a to nie stanie się szybciej niż pod koniec roku (a zapewne dopiero później). W tej sytuacji aż ciśnie się na usta populitystyczny postulat, o zmniejszenie… wynagrodzeń bankierów. Kilkadziesiąt milionów (w skali całego sektora) zaoszczędzonych na tej pozycji, może zwiększyć akcję kredytową o kilkaset milionów złotych. Być może to pieniądze, które uratują jakieś miejsca pracy w gospodarce, nawet jeśli w skali działania sektora, wydają się to być marne grosze. Ale i po marne grosze sektor bankowy się schyla, tyle że szuka ich w naszych kieszeniach – podnosząc opłaty za prowadzenie kont czy przelewy. Działanie, które w gruncie rzeczy niewiele się różni w skutkach od postulowanego „konta dla każdego” (wide postulat Związku Banków Polskich o przymusowe konta dla emerytów i rencistów). Skoro sektor tak bardzo potrzebuje kapitału, może poszukać go także we własnych kieszeniach, a nie tylko w gwarancjach skarbu państwa (a więc u podatników) i u klientów? Herezje? A może uczciwa propozycja? W końcu to bank robi biznes na tym, że udziela kredytu i to na bankach ciąży odpowiedzialność za niskie współczynniki wypłacalności dziś.
onet.pl

16.05.2009 Raporty banków – kredytów brak

Jesteśmy na półmetku publikacji raportów kwartalnych przez banki i jak dotąd trudno znaleźć w nich optymistyczne sygnały dla kredytobiorców.
Akcjonariusze mogą się cieszyć, jeśli banki w większości wciąż wykazują zyski, ale kredytobiorcom raczej nie jest do śmiechu. Wskaźniki wypłacalności w okolicach 10 proc. nie pozwalają myśleć o zwiększeniu akcji kredytowej. Co prawda KNF wymaga tylko 8 proc., ale  większość banków woli mieć bufor na wypadek dalszego pogorszenia portfela kredytów i ewentualnego osłabienia złotego. Na tym tle nieźle wypadł Pekao SA, który w przeszłości stronił od udzielania kredytów walutowych – jego współczynnik wypłacalności przekracza 13 proc., a spory – choć mniejszy o połowę – zysk pozwala też zachować nadzieję na wzrost kapitałów banku w przyszłości. Prezes banku – Jan Krzysztof Bielecki sam przedstawił Pekao na antenie TVN CNBC, jako bank ostatniej szansy na kredyt dla przedsiębiorców. Również PKO BP czuje się na tyle mocno, by zapewniać, że każdy, kto jest dla banku wiarygodnym partnerem, kredyt dostanie (co nie jest już regułą w innych instytucjach).

Pytanie wciąż powtarzane brzmi – jak ten problem rozwiązać? Obniżenie dopuszczalnych wskaźników wypłacalności raczej nie wchodzi obecnie w grę. Sprzedaż części aktywów również (brak chętnych). Emisja akcji jest jakimś wyjściem, ale cena sprzedaży mogłaby się nie spodobać obecnym akcjonariuszom. Na świecie banki dokapitalizowywane są przez rządy, ale to są plany ratunkowe, ale nie działania na rzecz rozwoju biznesu. Wygląda więc na to, że ten trudny okres banki muszą po prostu przejść, a rok 2009 może być dla kredytobiorców rokiem płonnych nadziei na uzyskanie bankowej pożyczki.

Stosunkowo największe nadzieje można wiązać z kursem złotego. Jeśli nasza waluta zaczęłaby się umacniać, aktywa banków – tych, które udzielały kredytów w dewizach – mogłyby się poprawić i współczynniki wypłacalności wówczas by wzrosły. Być może przynajmniej część środków udałoby się przeznaczyć na akcję kredytową. W tej sytuacji, to nawet lepiej, że rząd nie musi i nie chce się angażować w podnoszenie kapitałów banków, a woli trzymać w ryzach deficyt budżetowy, ponieważ takie działanie stwarza szansę na umocnienie złotego. A raczej stwarzałoby, gdyby nie Komisja Europejska, która wszczyna wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu, co potencjalnie może złotemu zaszkodzić. Więc i ta droga wyjścia nie jest pewna.

Najpewniej dopiero wzrost zysków związany ze obecnym wzrostem marż kredytowych pozwoli na zwiększenie akcji kredytowej, a to nie stanie się szybciej niż pod koniec roku (a zapewne dopiero później). W tej sytuacji aż ciśnie się na usta populitystyczny postulat, o zmniejszenie… wynagrodzeń bankierów. Kilkadziesiąt milionów (w skali całego sektora) zaoszczędzonych na tej pozycji, może zwiększyć akcję kredytową o kilkaset milionów złotych. Być może to pieniądze, które uratują jakieś miejsca pracy w gospodarce, nawet jeśli w skali działania sektora, wydają się to być marne grosze. Ale i po marne grosze sektor bankowy się schyla, tyle że szuka ich w naszych kieszeniach – podnosząc opłaty za prowadzenie kont czy przelewy. Działanie, które w gruncie rzeczy niewiele się różni w skutkach od postulowanego „konta dla każdego” (wide postulat Związku Banków Polskich o przymusowe konta dla emerytów i rencistów). Skoro sektor tak bardzo potrzebuje kapitału, może poszukać go także we własnych kieszeniach, a nie tylko w gwarancjach skarbu państwa (a więc u podatników) i u klientów? Herezje? A może uczciwa propozycja? W końcu to bank robi biznes na tym, że udziela kredytu i to na bankach ciąży odpowiedzialność za niskie współczynniki wypłacalności dziś.
onet.pl

"GW": Prawie cała Europa tonie. Najgorsze wciąż przed nami

Europa pogrąża się w największej recesji od dziesięcioleci. Gospodarka Unii skurczyła się w I kwartale aż o 4,4 proc.! Czy Polska też utonie? Wczoraj rząd, związki i pracodawcy dogadali się w sprawie ustaw antykryzysowych - informuje "Gazeta Wyborcza".
Dziesiątki tysięcy ludzi wychodzą na ulice zachodnioeuropejskich miast w proteście przeciw rosnącemu bezrobociu. W czwartek w Madrycie - 50 tys. osób. Wczoraj w Brukseli - 40 tys. Kolejne marsze w Berlinie i Pradze.

Ten strach jest uzasadniony. jak zauważa gazeta, Komisja Europejska ostrzega, że w przyszłym roku w całej Unii będzie ponad 26 mln bezrobotnych.

Złe wiadomości zdają się nie mieć końca. Wczoraj unijny urząd statystyczny opublikował dane o sytuacji 18 europejskich gospodarek w pierwszym kwartale. Aż 17 krajów -wszystkie poza Cyprem - było na minusie. Niemcy, nasz największy partner handlowy, przeżywają najcięższą recesję od 40 lat.

Na tle tych wydarzeń, Polska gospodarka trzyma się nie najgorzej, ale jak podaje gazeta, najgorsze jednak dopiero nas czeka. - II i III kwartał będą na minusie - ostrzega Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Światełkiem w tunelu jest jednak eksport.

Więcej o zagrożeniach i szansach polskiej gospodarki w czasach kryzysu w "Gazecie Wyborczej".
onet.pl

"GW": Prawie cała Europa tonie. Najgorsze wciąż przed nami

Europa pogrąża się w największej recesji od dziesięcioleci. Gospodarka Unii skurczyła się w I kwartale aż o 4,4 proc.! Czy Polska też utonie? Wczoraj rząd, związki i pracodawcy dogadali się w sprawie ustaw antykryzysowych - informuje "Gazeta Wyborcza".
Dziesiątki tysięcy ludzi wychodzą na ulice zachodnioeuropejskich miast w proteście przeciw rosnącemu bezrobociu. W czwartek w Madrycie - 50 tys. osób. Wczoraj w Brukseli - 40 tys. Kolejne marsze w Berlinie i Pradze.

Ten strach jest uzasadniony. jak zauważa gazeta, Komisja Europejska ostrzega, że w przyszłym roku w całej Unii będzie ponad 26 mln bezrobotnych.

Złe wiadomości zdają się nie mieć końca. Wczoraj unijny urząd statystyczny opublikował dane o sytuacji 18 europejskich gospodarek w pierwszym kwartale. Aż 17 krajów -wszystkie poza Cyprem - było na minusie. Niemcy, nasz największy partner handlowy, przeżywają najcięższą recesję od 40 lat.

Na tle tych wydarzeń, Polska gospodarka trzyma się nie najgorzej, ale jak podaje gazeta, najgorsze jednak dopiero nas czeka. - II i III kwartał będą na minusie - ostrzega Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Światełkiem w tunelu jest jednak eksport.

Więcej o zagrożeniach i szansach polskiej gospodarki w czasach kryzysu w "Gazecie Wyborczej".
onet.pl

Jeszcze banki, czy już piramidy finansowe?

Coś, co jeszcze kilkanaście lat temu było trudne do wyobrażenia, dziś w systemie bankowym wielu krajów stało się codziennością, wręcz normą. Banki i instytucje zaufania publicznego stały się w wielu wypadkach piramidami finansowymi, prawdziwymi kasynami.
Podejrzane sztuczki bankowe, kreatywna księgowość i preparowanie wyników stały się legalnym, powszechnym i pożądanym działaniem. Nowe zasady księgowania, rachunkowości i sprawozdawczości mogą znacząco i co najważniejsze bezkarnie zmieniać bilanse i wyniki nawet największych banków.

Kreatywna księgowość

Księgowi ruszyli na odsiecz tym instytucjom, które tak gremialnie i perfidnie oszukują swoich akcjonariuszy. Z dnia na dzień w I kw. 2009 r. wyniki tonących w toksycznych aktywach banków głównie amerykańskich poprawiły się radykalnie o 20 - 25 proc. Banki mogą więc aktualnie ustalać wartość swoich aktywów i to niezależnie od ich prawdziwej godziwej wartości rynkowej. Rynek ma tu niewiele do powiedzenia. Instytucje regulacyjne i nadzorcze szybko wyszły naprzeciw kłopotom banków i instytucji finansowych oraz wielkich korporacji. Standardy wyceny aktywów, standardy rachunkowości, audytu i sporządzania bilansów zmieniły się tak dalece, aby maksymalnie przykryć zasłoną milczenia przysłowiowe "trupy w szafie" i na jakiś jeszcze czas odłożyć ujawnienie gigantycznych strat. A te są niebagatelne. Na razie szacowane są na kwotę 7 - 9 bln USD.
Rośnie pole do manipulacji
To dzięki tak szacownym, wydawałoby się, instytucjom, jak Amerykańska Rada Standardów Rachunkowości (FASB) i brytyjskiemu Komitetowi Rachunkowości i Sprawozdawczości Finansowej, banki w majestacie prawa mogą na nowo wyceniać różnego rodzaju podejrzane, a często po prostu nic niewarte instrumenty finansowe i własne aktywa. Zmiany tego typu obok USA potwierdziły i zaakceptowały również kraje europejskie, w tym KE w jednym ze swoich ostatnich rozporządzeń. Decyzję FASB podjęto nawet ze wsteczną datą 15 marca. To z jednej strony umożliwiło bankom i dużym korporacjom cudowną zamianę strat w zyski, a przede wszystkim ukrycie prawdziwego obrazu spustoszenia we własnych bilansach.

Zombi-banki

Nic dziwnego, że bilanse dużych amerykańskich banków zaskoczyły akcjonariuszy znakomitymi wynikami za I kw. 2009 r. Zombi-banki ożyły. Bank of America poinformował, że w I kw. miał 4,2 mld USD zysku, a bank ten będzie niewątpliwie potrzebował ok. 34 mld USD pomocy ze strony państwa. Citi Group poinformowało, że miało zysk rzędu 1,6 mld USD, podobnie o bardzo wysokich zyskach poinformowały takie banki jak Wealth Fargo (3 mld USD w I kw.), Goldman Sachs (1,8 mld USD). Banki te objęto szczegółowym badaniem, czy w ogóle przetrwają kryzys, będą również potrzebować gigantycznej pomocy. Z badań wynikało, że kilka z wymienionych banków, takich jak Citi Group, Bank of America, wymaga natychmiastowego wsparcia w kwotach po 30 - 40 mld USD każdy. Skoro banki mogą wyceniać swe wątpliwe aktywa, wyceniają więc ewidentne śmieci, jako prawdziwe finansowe precjoza.
wp.pl

Jeszcze banki, czy już piramidy finansowe?

Coś, co jeszcze kilkanaście lat temu było trudne do wyobrażenia, dziś w systemie bankowym wielu krajów stało się codziennością, wręcz normą. Banki i instytucje zaufania publicznego stały się w wielu wypadkach piramidami finansowymi, prawdziwymi kasynami.
Podejrzane sztuczki bankowe, kreatywna księgowość i preparowanie wyników stały się legalnym, powszechnym i pożądanym działaniem. Nowe zasady księgowania, rachunkowości i sprawozdawczości mogą znacząco i co najważniejsze bezkarnie zmieniać bilanse i wyniki nawet największych banków.

Kreatywna księgowość

Księgowi ruszyli na odsiecz tym instytucjom, które tak gremialnie i perfidnie oszukują swoich akcjonariuszy. Z dnia na dzień w I kw. 2009 r. wyniki tonących w toksycznych aktywach banków głównie amerykańskich poprawiły się radykalnie o 20 - 25 proc. Banki mogą więc aktualnie ustalać wartość swoich aktywów i to niezależnie od ich prawdziwej godziwej wartości rynkowej. Rynek ma tu niewiele do powiedzenia. Instytucje regulacyjne i nadzorcze szybko wyszły naprzeciw kłopotom banków i instytucji finansowych oraz wielkich korporacji. Standardy wyceny aktywów, standardy rachunkowości, audytu i sporządzania bilansów zmieniły się tak dalece, aby maksymalnie przykryć zasłoną milczenia przysłowiowe "trupy w szafie" i na jakiś jeszcze czas odłożyć ujawnienie gigantycznych strat. A te są niebagatelne. Na razie szacowane są na kwotę 7 - 9 bln USD.
Rośnie pole do manipulacji
To dzięki tak szacownym, wydawałoby się, instytucjom, jak Amerykańska Rada Standardów Rachunkowości (FASB) i brytyjskiemu Komitetowi Rachunkowości i Sprawozdawczości Finansowej, banki w majestacie prawa mogą na nowo wyceniać różnego rodzaju podejrzane, a często po prostu nic niewarte instrumenty finansowe i własne aktywa. Zmiany tego typu obok USA potwierdziły i zaakceptowały również kraje europejskie, w tym KE w jednym ze swoich ostatnich rozporządzeń. Decyzję FASB podjęto nawet ze wsteczną datą 15 marca. To z jednej strony umożliwiło bankom i dużym korporacjom cudowną zamianę strat w zyski, a przede wszystkim ukrycie prawdziwego obrazu spustoszenia we własnych bilansach.

Zombi-banki

Nic dziwnego, że bilanse dużych amerykańskich banków zaskoczyły akcjonariuszy znakomitymi wynikami za I kw. 2009 r. Zombi-banki ożyły. Bank of America poinformował, że w I kw. miał 4,2 mld USD zysku, a bank ten będzie niewątpliwie potrzebował ok. 34 mld USD pomocy ze strony państwa. Citi Group poinformowało, że miało zysk rzędu 1,6 mld USD, podobnie o bardzo wysokich zyskach poinformowały takie banki jak Wealth Fargo (3 mld USD w I kw.), Goldman Sachs (1,8 mld USD). Banki te objęto szczegółowym badaniem, czy w ogóle przetrwają kryzys, będą również potrzebować gigantycznej pomocy. Z badań wynikało, że kilka z wymienionych banków, takich jak Citi Group, Bank of America, wymaga natychmiastowego wsparcia w kwotach po 30 - 40 mld USD każdy. Skoro banki mogą wyceniać swe wątpliwe aktywa, wyceniają więc ewidentne śmieci, jako prawdziwe finansowe precjoza.
wp.pl

Topnieją zyski największych banków

Tylko jeden notowany na giełdzie bank z tych, które już ujawniły wyniki, miał w pierwszym kwartale zysk wyższy niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Pozostałe wypracowały słabsze wyniki - średnio o ok. 50 proc. Pomimo tego żaden nie kwapi się do zarabiania pieniędzy poprzez udzielanie coraz większej ilości kredytów.
O rezultatach osiągniętych w pierwszym kwartale poinformowały trzy banki z pierwszej dziesiątki największych - PKO BP, BZ WBK i Kredyt Bank. Tylko grupa BZ WBK miała wynik lepszy od oczekiwań analityków. Zarobiła na czysto niemal 119 mln zł. Jednak i tak jest to zysk o 51 proc. gorszy od osiągniętego w tym samym okresie ubiegłym roku.

Grupa największego na rynku banku detalicznego PKO BP wypracowała 540,7 mln zł, to drugi wynik po Pekao SA, jednak niższy od osiągniętego w 2008 r. o ponad 43 proc. Jednak najsłabszą instytucją finansową okazał się Kredyt Bank. Stracił ponad 33 mln zł.
To rezultat rezerw, które musieliśmy stworzyć na opcje walutowe. Odczuliśmy także pogorszenie portfela kredytów konsumpcyjnych - wyjaśnia Maciej Bardan, prezes Kredyt Banku, i zapewnia, że jeśli nie nastąpi gwałtowne pogorszenie koniunktury gospodarczej, to cały rok jego grupa finansowa powinna zamknąć na plusie.
Do tej pory tylko BPH wykazał stratę za pierwszy kwartał. Nie wynika ona jednak z problemów z opcjami czy opóźnieniami klientów w spłacie kredytów, a z kosztów związanych ze zwolnieniami grupowymi pracowników. W tej sytuacji jedyną instytucją finansową notowaną na giełdzie, której udało się poprawić wynik w porównaniu z 2008 r., jest Noble Bank. Wszystkie banki po kolei chwalą się wzrostami rok do roku portfeli kredytowych: Kredyt Bank - o 57 proc., PKO BP - o 31 proc. BZ WBK - o 50 proc., ING BSK - o 35 proc. Ale skok ten uwzględnia również świetne trzy kwartały ubiegłego roku, kiedy to doskonale sprzedawały się zarówno kredyty hipoteczne, jak i dla firm. Mizernie wzrost ten wygląda, gdy porównany pierwszy kwartał tego roku z ostatnim ubiegłego, i wynosi w większości banków ok. 5-6 proc.

W Kredyt Banku uzyskaliśmy 8-procentowy wzrost. Jednak część decyzji kredytowych zapadła jeszcze w 2008 r., a tylko wypłata pożyczki nastąpiła w tym roku. Nie mogę obiecać, że taki sam wynik będzie we wszystkich kwartałach - mówi Maciej Bardan. Nie ukrywa obaw związanych z finansowaniem klientów indywidualnych. Uważa także, że nawet gdyby NBP zwiększył płynność finansową banków, to bez gwarancji państwa nie da się również odblokować kredytów dla firm.

PKO BP, który w porównaniu z końcem 2008 r. zwiększył portfel kredytów o ponad 5 mld zł (5,4 proc.), nie ukrywa natomiast, że stało się to dzięki temu, że jako jeden z nielicznych udzielał kredytów właśnie firmom. Za to bardzo mało dał ich klientom indywidualnym.
Dopóki rynek kredytowy będzie zablokowany, banki będą zwiększały zyski, podnosząc opłaty i prowizje - uważa Ignacy Suchodolski, doradca inwestycyjny ECM. Banki niechętnie to przyznają. Nazywają to optymalizacją kosztów.

Beata Tomaszkiewicz
POLSKA Gazeta Krakowska
wp.pl

Topnieją zyski największych banków

Tylko jeden notowany na giełdzie bank z tych, które już ujawniły wyniki, miał w pierwszym kwartale zysk wyższy niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Pozostałe wypracowały słabsze wyniki - średnio o ok. 50 proc. Pomimo tego żaden nie kwapi się do zarabiania pieniędzy poprzez udzielanie coraz większej ilości kredytów.
O rezultatach osiągniętych w pierwszym kwartale poinformowały trzy banki z pierwszej dziesiątki największych - PKO BP, BZ WBK i Kredyt Bank. Tylko grupa BZ WBK miała wynik lepszy od oczekiwań analityków. Zarobiła na czysto niemal 119 mln zł. Jednak i tak jest to zysk o 51 proc. gorszy od osiągniętego w tym samym okresie ubiegłym roku.

Grupa największego na rynku banku detalicznego PKO BP wypracowała 540,7 mln zł, to drugi wynik po Pekao SA, jednak niższy od osiągniętego w 2008 r. o ponad 43 proc. Jednak najsłabszą instytucją finansową okazał się Kredyt Bank. Stracił ponad 33 mln zł.
To rezultat rezerw, które musieliśmy stworzyć na opcje walutowe. Odczuliśmy także pogorszenie portfela kredytów konsumpcyjnych - wyjaśnia Maciej Bardan, prezes Kredyt Banku, i zapewnia, że jeśli nie nastąpi gwałtowne pogorszenie koniunktury gospodarczej, to cały rok jego grupa finansowa powinna zamknąć na plusie.
Do tej pory tylko BPH wykazał stratę za pierwszy kwartał. Nie wynika ona jednak z problemów z opcjami czy opóźnieniami klientów w spłacie kredytów, a z kosztów związanych ze zwolnieniami grupowymi pracowników. W tej sytuacji jedyną instytucją finansową notowaną na giełdzie, której udało się poprawić wynik w porównaniu z 2008 r., jest Noble Bank. Wszystkie banki po kolei chwalą się wzrostami rok do roku portfeli kredytowych: Kredyt Bank - o 57 proc., PKO BP - o 31 proc. BZ WBK - o 50 proc., ING BSK - o 35 proc. Ale skok ten uwzględnia również świetne trzy kwartały ubiegłego roku, kiedy to doskonale sprzedawały się zarówno kredyty hipoteczne, jak i dla firm. Mizernie wzrost ten wygląda, gdy porównany pierwszy kwartał tego roku z ostatnim ubiegłego, i wynosi w większości banków ok. 5-6 proc.

W Kredyt Banku uzyskaliśmy 8-procentowy wzrost. Jednak część decyzji kredytowych zapadła jeszcze w 2008 r., a tylko wypłata pożyczki nastąpiła w tym roku. Nie mogę obiecać, że taki sam wynik będzie we wszystkich kwartałach - mówi Maciej Bardan. Nie ukrywa obaw związanych z finansowaniem klientów indywidualnych. Uważa także, że nawet gdyby NBP zwiększył płynność finansową banków, to bez gwarancji państwa nie da się również odblokować kredytów dla firm.

PKO BP, który w porównaniu z końcem 2008 r. zwiększył portfel kredytów o ponad 5 mld zł (5,4 proc.), nie ukrywa natomiast, że stało się to dzięki temu, że jako jeden z nielicznych udzielał kredytów właśnie firmom. Za to bardzo mało dał ich klientom indywidualnym.
Dopóki rynek kredytowy będzie zablokowany, banki będą zwiększały zyski, podnosząc opłaty i prowizje - uważa Ignacy Suchodolski, doradca inwestycyjny ECM. Banki niechętnie to przyznają. Nazywają to optymalizacją kosztów.

Beata Tomaszkiewicz
POLSKA Gazeta Krakowska
wp.pl

GUS:Eksport mocno w dół. Inflacja w górę

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w kwietniu wzrosły o 0,7 procent w porównaniu do poprzedniego miesiąca, natomiast w ujęciu rocznym inflacja wyniosła 4,0 procent - podał Główny Urząd Statystyczny. W marcu inflacja roczna wyniosła 3,6 procent w skali roku.
Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w kwietniu wzrosły o 0,7 procent w porównaniu do poprzedniego miesiąca, natomiast w ujęciu rocznym inflacja wyniosła 4,0 procent - podał Główny Urząd Statystyczny. W marcu inflacja roczna wyniosła 3,6 procent w skali roku.

Zdaniem Ludwika Koteckiego wiceministra finansów inflacja spadnie poniżej 3,0 % r/r w czerwcu.

Eksport spadł o 20,3%, import - o 27,0% w I-III 2009 r.

Deficyt w handlu zagranicznym w okresie styczeń-marzec 2009 roku wyniósł 1,9 mld euro wobec 5,2 mld euro rok wcześniej, podał GUS.

Eksport w tym okresie spadł o 20,3% w ujęciu rocznym i osiągnął 22,7 mld euro, zaś import zmniejszył się o 27,0% r/r i wyniósł 24,6 mld euro.

GUS podał, że eksport liczony w USD spadł w tym okresie 2008 roku o 27,5% do 30,1 mld USD, natomiast import odnotował wzrost o 30,5% i wyniósł 32,7 mld USD. Deficyt handlowy w tym ujęciu wyniósł 2,6 mld USD wobec 7,7 mld USD rok wcześniej.

- Ujemne salda odnotowano z krajami rozwijającymi się - minus 16,7 mld zł (minus 5,1 mld USD, minus 3,8 mld euro), z krajami Europy Środkowo-Wschodniej - minus 4,2 mld zł (minus 1,4 mld USD, minus 1,0 mld euro), dodatnie saldo osiągnięto z krajami rozwiniętymi 12,7 mld zł (3,9 mld USD, 2,9 mld euro), w tym z krajami UE saldo osiągnęło poziom 15,7 mld zł (4,8 mld USD, 3,6 mld euro).

- Udział krajów rozwiniętych w eksporcie ogółem wynosił 85,8% (w tym UE 80,3%), a w imporcie 67,4% (w tym UE 59,6%) - podał GUS.

- Udział Niemiec w eksporcie był wyższy niż w analogicznym okresie ub. roku o 1,1 pkt i wyniósł 26,6%, a w imporcie niższy o 1,9 pkt i stanowił 21,6%. Dodatnie saldo wyniosło 3,2 mld zł (1,0 mld USD, 0,7 mld euro), w analogicznym okresie ub. roku saldo wyniosło minus 2,4 mld zł (minus 1,0 mld USD, minus 0,7 mld euro) - czytamy  w komunikacie.

Wśród głównych partnerów handlowych Polski wzrost dynamiki odnotowano w eksporcie do Włoch, Francji, Niderlandów, W. Brytanii i Niemiec, a w imporcie - z Chin, ze Stanów Zjednoczonych i z Republiki Korei, podał także GUS.

Od 1 maja 2004 roku oprócz danych z dokumentów celnych SAD, statystyka handlu zagranicznego korzysta, w ramach obrotów z krajami członkowskimi Unii Europejskiej, z deklaracji INTRASTAT.

ISB, IAR

GUS:Eksport mocno w dół. Inflacja w górę

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w kwietniu wzrosły o 0,7 procent w porównaniu do poprzedniego miesiąca, natomiast w ujęciu rocznym inflacja wyniosła 4,0 procent - podał Główny Urząd Statystyczny. W marcu inflacja roczna wyniosła 3,6 procent w skali roku.
Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w kwietniu wzrosły o 0,7 procent w porównaniu do poprzedniego miesiąca, natomiast w ujęciu rocznym inflacja wyniosła 4,0 procent - podał Główny Urząd Statystyczny. W marcu inflacja roczna wyniosła 3,6 procent w skali roku.

Zdaniem Ludwika Koteckiego wiceministra finansów inflacja spadnie poniżej 3,0 % r/r w czerwcu.

Eksport spadł o 20,3%, import - o 27,0% w I-III 2009 r.

Deficyt w handlu zagranicznym w okresie styczeń-marzec 2009 roku wyniósł 1,9 mld euro wobec 5,2 mld euro rok wcześniej, podał GUS.

Eksport w tym okresie spadł o 20,3% w ujęciu rocznym i osiągnął 22,7 mld euro, zaś import zmniejszył się o 27,0% r/r i wyniósł 24,6 mld euro.

GUS podał, że eksport liczony w USD spadł w tym okresie 2008 roku o 27,5% do 30,1 mld USD, natomiast import odnotował wzrost o 30,5% i wyniósł 32,7 mld USD. Deficyt handlowy w tym ujęciu wyniósł 2,6 mld USD wobec 7,7 mld USD rok wcześniej.

- Ujemne salda odnotowano z krajami rozwijającymi się - minus 16,7 mld zł (minus 5,1 mld USD, minus 3,8 mld euro), z krajami Europy Środkowo-Wschodniej - minus 4,2 mld zł (minus 1,4 mld USD, minus 1,0 mld euro), dodatnie saldo osiągnięto z krajami rozwiniętymi 12,7 mld zł (3,9 mld USD, 2,9 mld euro), w tym z krajami UE saldo osiągnęło poziom 15,7 mld zł (4,8 mld USD, 3,6 mld euro).

- Udział krajów rozwiniętych w eksporcie ogółem wynosił 85,8% (w tym UE 80,3%), a w imporcie 67,4% (w tym UE 59,6%) - podał GUS.

- Udział Niemiec w eksporcie był wyższy niż w analogicznym okresie ub. roku o 1,1 pkt i wyniósł 26,6%, a w imporcie niższy o 1,9 pkt i stanowił 21,6%. Dodatnie saldo wyniosło 3,2 mld zł (1,0 mld USD, 0,7 mld euro), w analogicznym okresie ub. roku saldo wyniosło minus 2,4 mld zł (minus 1,0 mld USD, minus 0,7 mld euro) - czytamy  w komunikacie.

Wśród głównych partnerów handlowych Polski wzrost dynamiki odnotowano w eksporcie do Włoch, Francji, Niderlandów, W. Brytanii i Niemiec, a w imporcie - z Chin, ze Stanów Zjednoczonych i z Republiki Korei, podał także GUS.

Od 1 maja 2004 roku oprócz danych z dokumentów celnych SAD, statystyka handlu zagranicznego korzysta, w ramach obrotów z krajami członkowskimi Unii Europejskiej, z deklaracji INTRASTAT.

ISB, IAR

Inflacja nie pozwoli obniżyć stóp

Rosnąca kolejny miesiąc z rzędu inflacja będzie mocnym argumentem dla jastrzębiej frakcji w Radzie Polityki Pieniężnej, więc obniżka stóp procentowych w maju jest praktycznie wykluczona.
Zdaniem analityków, mimo uspokojenia sytuacji na rynku walutowym, Rada nie będzie wystarczająco odważna, by obniżyć stopę referencyjną, która już teraz znajduje się poniżej poziomu wskaźnika CPI (3,75% przy kwietniowej inflacji wynoszącej 4,0% r/r).

- Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za kwietniowy wzrost inflacji były rosnące ceny żywności i paliw. Zwyżka cen żywności miała w głównej mierze charakter sezonowy i, w przeciwieństwie do marca, nie widać wpływu słabszego złotego, który w poprzednim miesiącu doprowadził do wzrostu cen owoców cytrusowych. Słaby złoty widoczny jest natomiast w rosnących cenach w kategorii turystyka, ponieważ powoduje zwiększenie się cen wyjazdów zorganizowanych - powiedział ekonomista Banku Millennium Grzegorz Maliszewski.
Według niego, kolejne miesiące powinny przynieść stopniowy spadek rocznego wskaźnika inflacji i powrotu do celu inflacyjnego w drugiej połowie bieżącego roku.

- Jednak prawdopodobnie następować to będzie w wolniejszym tempie niż pierwotnie szacowaliśmy. Czynnikiem niepewności dla inflacji w kolejnych miesiącach są tegoroczne zbiory, ponieważ obecna susza może przełożyć się na ich nieznaczne pogorszenie - dodał Maliszewski.

Podobne tezy przedstawiają pozostali ekonomiści, dodając kolejne spostrzeżenia oraz eksponując elementy składowe wskaźnika CPI, które były dla nich istotne z punktu widzenia przyszłości. Niemniej patrzą na kolejne miesiące z dużym optymizmem i, po ustabilizowaniu się kursu złotego, zgodnie oczekują spadku wskaźnika CPI.

- Na wyższą od oczekiwań inflację złożyć się mogły głównie dwa czynniki - kwietniowe Święta Wielkanocne, które sprzyjały wzrostowi cen żywności, oraz słabszy złoty, niekorzystnie wpływający na ceny w całym szeregu kategorii. Niemniej kwiecień najprawdopodobniej wyznaczył nowy szczyt inflacji, a począwszy od maja, nastąpią jej stopniowe spadki w kierunku celu inflacyjnego. Według naszej wstępnej prognozy w maju inflacja ukształtować się mogła w okolicach 3,7-3,8% r/r, a powrót w granice celu inflacyjnego (1,5-3,5%r/r) mógłby nastąpić pod koniec wakacji - napisali w komentarzu eksperci z Raiffeisen Bank Polska.

- W kwietniu, zgodnie z oczekiwaniami, odnotowano znaczny wzrost cen żywności, w szczególności owoców, warzyw i mięsa. Wyraźnie wzrosły również ceny transportu, a także turystyki, co związane jest z osłabieniem złotego w pierwszych miesiącach br - dodał ekonomista Banku BGŻ Wojciech Matysiak.

Także w jego opinii inflacja w kwietniu osiągnęła tegoroczny szczyt i w kolejnych miesiącach możliwy jest stopniowy spadek wskaźnika CPI, głównie z uwagi na zatwierdzone przez URE obniżki cen gazu (co może spowodować spadek inflacji nawet o około 0,3 pkt proc.), spodziewane umacnianie złotego oraz gasnący wskutek słabej sytuacji na rynku pracy popyt konsumpcyjny.
Wszyscy eksperci bardzo zgodnie natomiast oceniają przyszłe decyzje RPP - najbliższy możliwy termin poluzowania polityki pieniężnej to czerwiec - po publikacji nowej projekcji inflacji.

- Po dzisiejszej publikacji maksimum tego, na co można liczyć w tym roku ze strony RPP, to jeszcze jedna obniżka stóp w czerwcu i to w zależności od konkluzji płynących z nowej projekcji inflacji, danych, które poznamy 'po drodze', oraz kursu złotego - przewiduje główny ekonomista Banku Pekao SA Marcin Mrowiec.

- Kolejny miesiąc wzrostu inflacji jest istotnym argumentem za wstrzymaniem się z dalszymi obniżkami stóp procentowych przez RPP do czasu publikacji czerwcowej projekcji inflacji, zwłaszcza, że już w tej chwili mamy ujemny poziom realnych stóp procentowych - potwierdza Piotr Piękoś z BPH.

Podobne opinie prezentują eksperci z banków Raiffeisen oraz BZ WBK. Tylko Grzegorz Maliszewski uważa, że RPP może jednak zaskoczyć rynek.

W czwartek Główny Urząd Statystyczny (GUS) poinformował, że inflacja w kwietniu wzrosła 0,7% m/m i wyniosła 4,0% r/r. Dziesięciu uwzględnionych w ankiecie agencji ISB ekonomistów oczekiwało, że wskaźnik cen i usług konsumpcyjnych (CPI) wyniósł średnio 3,8% r/r. Prognozy oscylowały między 3,7% a 3,9%. Resort finansów szacował kwietnia poziom wskaźnika CPI na 3,9%.
Lesław Kretowicz
money.pl

Inflacja nie pozwoli obniżyć stóp

Rosnąca kolejny miesiąc z rzędu inflacja będzie mocnym argumentem dla jastrzębiej frakcji w Radzie Polityki Pieniężnej, więc obniżka stóp procentowych w maju jest praktycznie wykluczona.
Zdaniem analityków, mimo uspokojenia sytuacji na rynku walutowym, Rada nie będzie wystarczająco odważna, by obniżyć stopę referencyjną, która już teraz znajduje się poniżej poziomu wskaźnika CPI (3,75% przy kwietniowej inflacji wynoszącej 4,0% r/r).

- Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za kwietniowy wzrost inflacji były rosnące ceny żywności i paliw. Zwyżka cen żywności miała w głównej mierze charakter sezonowy i, w przeciwieństwie do marca, nie widać wpływu słabszego złotego, który w poprzednim miesiącu doprowadził do wzrostu cen owoców cytrusowych. Słaby złoty widoczny jest natomiast w rosnących cenach w kategorii turystyka, ponieważ powoduje zwiększenie się cen wyjazdów zorganizowanych - powiedział ekonomista Banku Millennium Grzegorz Maliszewski.
Według niego, kolejne miesiące powinny przynieść stopniowy spadek rocznego wskaźnika inflacji i powrotu do celu inflacyjnego w drugiej połowie bieżącego roku.

- Jednak prawdopodobnie następować to będzie w wolniejszym tempie niż pierwotnie szacowaliśmy. Czynnikiem niepewności dla inflacji w kolejnych miesiącach są tegoroczne zbiory, ponieważ obecna susza może przełożyć się na ich nieznaczne pogorszenie - dodał Maliszewski.

Podobne tezy przedstawiają pozostali ekonomiści, dodając kolejne spostrzeżenia oraz eksponując elementy składowe wskaźnika CPI, które były dla nich istotne z punktu widzenia przyszłości. Niemniej patrzą na kolejne miesiące z dużym optymizmem i, po ustabilizowaniu się kursu złotego, zgodnie oczekują spadku wskaźnika CPI.

- Na wyższą od oczekiwań inflację złożyć się mogły głównie dwa czynniki - kwietniowe Święta Wielkanocne, które sprzyjały wzrostowi cen żywności, oraz słabszy złoty, niekorzystnie wpływający na ceny w całym szeregu kategorii. Niemniej kwiecień najprawdopodobniej wyznaczył nowy szczyt inflacji, a począwszy od maja, nastąpią jej stopniowe spadki w kierunku celu inflacyjnego. Według naszej wstępnej prognozy w maju inflacja ukształtować się mogła w okolicach 3,7-3,8% r/r, a powrót w granice celu inflacyjnego (1,5-3,5%r/r) mógłby nastąpić pod koniec wakacji - napisali w komentarzu eksperci z Raiffeisen Bank Polska.

- W kwietniu, zgodnie z oczekiwaniami, odnotowano znaczny wzrost cen żywności, w szczególności owoców, warzyw i mięsa. Wyraźnie wzrosły również ceny transportu, a także turystyki, co związane jest z osłabieniem złotego w pierwszych miesiącach br - dodał ekonomista Banku BGŻ Wojciech Matysiak.

Także w jego opinii inflacja w kwietniu osiągnęła tegoroczny szczyt i w kolejnych miesiącach możliwy jest stopniowy spadek wskaźnika CPI, głównie z uwagi na zatwierdzone przez URE obniżki cen gazu (co może spowodować spadek inflacji nawet o około 0,3 pkt proc.), spodziewane umacnianie złotego oraz gasnący wskutek słabej sytuacji na rynku pracy popyt konsumpcyjny.
Wszyscy eksperci bardzo zgodnie natomiast oceniają przyszłe decyzje RPP - najbliższy możliwy termin poluzowania polityki pieniężnej to czerwiec - po publikacji nowej projekcji inflacji.

- Po dzisiejszej publikacji maksimum tego, na co można liczyć w tym roku ze strony RPP, to jeszcze jedna obniżka stóp w czerwcu i to w zależności od konkluzji płynących z nowej projekcji inflacji, danych, które poznamy 'po drodze', oraz kursu złotego - przewiduje główny ekonomista Banku Pekao SA Marcin Mrowiec.

- Kolejny miesiąc wzrostu inflacji jest istotnym argumentem za wstrzymaniem się z dalszymi obniżkami stóp procentowych przez RPP do czasu publikacji czerwcowej projekcji inflacji, zwłaszcza, że już w tej chwili mamy ujemny poziom realnych stóp procentowych - potwierdza Piotr Piękoś z BPH.

Podobne opinie prezentują eksperci z banków Raiffeisen oraz BZ WBK. Tylko Grzegorz Maliszewski uważa, że RPP może jednak zaskoczyć rynek.

W czwartek Główny Urząd Statystyczny (GUS) poinformował, że inflacja w kwietniu wzrosła 0,7% m/m i wyniosła 4,0% r/r. Dziesięciu uwzględnionych w ankiecie agencji ISB ekonomistów oczekiwało, że wskaźnik cen i usług konsumpcyjnych (CPI) wyniósł średnio 3,8% r/r. Prognozy oscylowały między 3,7% a 3,9%. Resort finansów szacował kwietnia poziom wskaźnika CPI na 3,9%.
Lesław Kretowicz
money.pl

Paribas właścicielem Fortis Bank Polska

Francuski bank BNP Paribas ma 16.738.712 akcji Fortis Bank Polska, stanowiących 99,81% kapitału i uprawniających do tyluż głosów na walnym zgromadzeniu.

BNP Paribas kupił 263.586.083 akcji Fortis Bank S.A./N.V. z siedzibą w Brukseli, reprezentujących 54,55% kapitału zakładowego i praw głosu w Fortis Bank Belgium. -W wyniku powyższego nabycia, BNP Paribas posiada obecnie, za pośrednictwem Fortis Bank Belgium, 16.738.712 akcji, stanowiących 99,81% kapitału zakładowego Fortis Bank Polska SA - głosi komunikat FBP.

Fortis podał też, że BNP Paribas nie posiada bezpośrednio ani pośrednio żadnych innych akcji Fortis Bank Polska, za wyjątkiem możliwości czasowego posiadania takich akcji przez podmioty należące do grupy BNP Paribas pośredniczące na rynkach kapitałowych w ramach prowadzonej przez nie działalności.

Zgodnie z otrzymanym zawiadomieniem, BNP Paribas w okresie 12 miesięcy od dnia powyższego nabycia, nie zamierza zwiększać udziału w Fortis Bank Polska S.A. poza przypadkiem, gdy będzie to konieczne z uwagi na przepisy prawa, w szczególności, w ramach wezwania do zapisywania się na sprzedaż lub zamianę wszystkich pozostałych akcji Fortis Bank Polska SA - czytamy dalej w komunikacie.

BNP Paribas nie może skutecznie wykonywać prawa głosu z posiadanych akcji Fortis Bank Polska do czasu wykonania obowiązku ogłoszenia wezwania na akcje oraz do czasu uzyskania przez BNP Paribas zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego na wykonywanie prawa głosu na walnym zgromadzeniu Fortis Bank Polska, podano także.

money.pl

Paribas właścicielem Fortis Bank Polska

Francuski bank BNP Paribas ma 16.738.712 akcji Fortis Bank Polska, stanowiących 99,81% kapitału i uprawniających do tyluż głosów na walnym zgromadzeniu.

BNP Paribas kupił 263.586.083 akcji Fortis Bank S.A./N.V. z siedzibą w Brukseli, reprezentujących 54,55% kapitału zakładowego i praw głosu w Fortis Bank Belgium. -W wyniku powyższego nabycia, BNP Paribas posiada obecnie, za pośrednictwem Fortis Bank Belgium, 16.738.712 akcji, stanowiących 99,81% kapitału zakładowego Fortis Bank Polska SA - głosi komunikat FBP.

Fortis podał też, że BNP Paribas nie posiada bezpośrednio ani pośrednio żadnych innych akcji Fortis Bank Polska, za wyjątkiem możliwości czasowego posiadania takich akcji przez podmioty należące do grupy BNP Paribas pośredniczące na rynkach kapitałowych w ramach prowadzonej przez nie działalności.

Zgodnie z otrzymanym zawiadomieniem, BNP Paribas w okresie 12 miesięcy od dnia powyższego nabycia, nie zamierza zwiększać udziału w Fortis Bank Polska S.A. poza przypadkiem, gdy będzie to konieczne z uwagi na przepisy prawa, w szczególności, w ramach wezwania do zapisywania się na sprzedaż lub zamianę wszystkich pozostałych akcji Fortis Bank Polska SA - czytamy dalej w komunikacie.

BNP Paribas nie może skutecznie wykonywać prawa głosu z posiadanych akcji Fortis Bank Polska do czasu wykonania obowiązku ogłoszenia wezwania na akcje oraz do czasu uzyskania przez BNP Paribas zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego na wykonywanie prawa głosu na walnym zgromadzeniu Fortis Bank Polska, podano także.

money.pl

Budowlanka upadnie bez pomocy państwa?

Przedstawiciele branży budowlanej alarmują: bez pomocy państwa budownictwo mieszkaniowe w Polsce upadnie.

Budowlańcy argumentują, że nasz kraj jest na końcu w Europie pod względem oddawanych do użytku mieszkań, choć do niedawna nasz Produkt Krajowy Brutto należał do najwyższych na kontynencie.

Członkowie Stałego Przedstawicielstwa Kongresu Budownictwa apelują do rządu o gwarancje państwowe na kredyty inwestycyjne i nieoprocentowane pożyczki na wkład własny dla osób chcących kupić mieszkanie. Przewodniczący Kongresu Roman Nowicki podkreśla, że skutecznym sposobem na poprawę sytuacji w branży byłoby także obniżenie podatku VAT. Jego zdaniem taki krok przyniósłby państwu korzyści:

Kazimierz Kirejczyk z działającej w budownictwie firmy doradczej wskazuje, że choć według statystyk nadal wiele mieszkań jest oddawanych do użytku, to jednak nowe inwestycje nie są rozpoczynane:

Przedstawiciele Kongresu Budownictwa podkreślają konieczność budowy mieszkań socjalnych, ponieważ osoby niezamożne mieszkają w coraz gorszych warunkach.

(IAR) money.pl

Budowlanka upadnie bez pomocy państwa?

Przedstawiciele branży budowlanej alarmują: bez pomocy państwa budownictwo mieszkaniowe w Polsce upadnie.

Budowlańcy argumentują, że nasz kraj jest na końcu w Europie pod względem oddawanych do użytku mieszkań, choć do niedawna nasz Produkt Krajowy Brutto należał do najwyższych na kontynencie.

Członkowie Stałego Przedstawicielstwa Kongresu Budownictwa apelują do rządu o gwarancje państwowe na kredyty inwestycyjne i nieoprocentowane pożyczki na wkład własny dla osób chcących kupić mieszkanie. Przewodniczący Kongresu Roman Nowicki podkreśla, że skutecznym sposobem na poprawę sytuacji w branży byłoby także obniżenie podatku VAT. Jego zdaniem taki krok przyniósłby państwu korzyści:

Kazimierz Kirejczyk z działającej w budownictwie firmy doradczej wskazuje, że choć według statystyk nadal wiele mieszkań jest oddawanych do użytku, to jednak nowe inwestycje nie są rozpoczynane:

Przedstawiciele Kongresu Budownictwa podkreślają konieczność budowy mieszkań socjalnych, ponieważ osoby niezamożne mieszkają w coraz gorszych warunkach.

(IAR) money.pl

Co rozliczysz w kosztach prywatnego najmu?

Osoba wynajmująca prywatnie lokal mieszkalny bądź użytkowy nie osiąga z tego tytułu wyłącznie profitów. Osiąganie przychodów z najmu, jak z każdego innego źródła, wymaga ponoszenia wydatków. Wiele z nich podatnik może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów z najmu. Jak się okazuje są to nie tylko wydatki związane z bieżącą eksploatacją lokalu.
Odsetki od kredytu

Nabycie nieruchomości trudno w dzisiejszych czasach sfinansować gotówką. Jej zakup zazwyczaj finansowany jest kredytem bankowym, którego zaciągnięcie wiąże się z koniecznością ponoszenia wydatków na opłacanie odsetek. Czy odsetkami tymi można obciążać koszty najmu?

Aby dany wydatek stanowił koszt uzyskania przychodów z danego źródła, powinien wykazywać związek z uzyskanymi z niego przychodami lub mieć na celu zachowanie albo zabezpieczenia źródła tych przychodów. W przypadku odsetek od kredytu zaciągniętego na zakup lokalu przeznaczonego na najem, związek tego kosztu z osiąganiem przychodu z tytułu najmu jest oczywisty. Gdyby nie zaciągnięty kredyt nie zostałaby nabyta nieruchomość, a tym samym nie byłoby przedmiotu najmu i możliwości uzyskania przychodu z tego tytułu.

Ustawodawca wprowadził pewne ograniczenia w podatkowym rozliczaniu odsetek od kredytów. Kosztem podatkowym nie są bowiem m.in. naliczone, lecz niezapłacone odsetki od kredytów oraz odsetki od kredytów zwiększające koszty inwestycji w okresie realizacji tych inwestycji. Stanowi tak art. 23 ust. 1 pkt 32 i pkt 33 ustawy o pdof (Dz. U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 ze zm.). Z tego względu zaliczeniu bezpośrednio do kosztów uzyskania przychodów z tytułu najmu będą podlegały wyłącznie odsetki naliczone i zapłacone po dniu oddania lokalu do używania w ramach umowy najmu, czyli uruchomienia źródła przychodu, z którym te koszty są związane. Potwierdzenie takiego stanowiska można znaleźć w interpretacjach organów podatkowych, m.in. Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy z dnia 2 lutego 2009 r., nr ITPB1-415-683/08/AK.

Natomiast odsetki naliczone przed oddaniem lokalu do używania, choćby zostały zapłacone, nie mogą obciążać bieżących kosztów najmu. Jeżeli wynajmujący zdecyduje o zaliczeniu udostępnianego przez siebie lokalu do środków trwałych, wówczas odsetki naliczone do dnia oddania go do używania będą zwiększały jego wartość początkową. Dzięki temu będą podlegały rozliczeniu w kosztach bieżących poprzez odpisy amortyzacyjne.


Wyposażenie lokalu

Coraz częściej wynajmowane są lokale, zwłaszcza mieszkalne, z pełnym lub częściowym wyposażeniem. W takim lokalu najemca może korzystać z udostępnionego przez wynajmującego m.in. sprzętu AGD, mebli oraz sprzętu RTV. Oczywiście zapewnienie najemcy wyposażenia lokalu wiąże się z poniesieniem przez wynajmującego określonych nakładów. W zależności od wartości poszczególnych elementów nabytego wyposażenia oraz przewidywanego okresu ich użytkowania, wydatki te będą zaliczane bezpośrednio do kosztów lub będą rozliczane w czasie poprzez odpisy amortyzacyjne.

W sytuacji, gdy podatnik nabywa składniki majątku w celu wyposażenia wynajmowanego lokalu i przewiduje okres ich użytkowania dłuższy niż rok, wówczas zasadniczo stanowią one środki trwałe. Wydatki poniesione na ich nabycie będą zaliczane do kosztów uzyskania przychodów z najmu poprzez odpisy amortyzacyjne.

Jeżeli jednak wartość początkowa poszczególnych elementów wyposażenia lokalu jest równa lub niższa niż 3.500 zł, podatnik może takie składniki majątku zamortyzować jednorazowo w miesiącu oddania ich do używania lub w miesiącu następnym (art. 22f ust. 3 ustawy o pdof). Może również wartość takich tzw. niskocennych składników majątku zaliczyć bezpośrednio do kosztów podatkowych w miesiącu oddania do używania, bez uznawania ich za środki trwałe (art. 22d ust. 1 ustawy o pdof). Potwierdzają to organy podatkowe, w tym Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji z dnia 15 kwietnia 2008 r., nr IPPB1/415-128/08-2/JB.


Wydatki na samochód

Administrowanie czy też np. bieżąca konserwacja lokali często wymaga od wynajmującego korzystania z prywatnego samochodu w celu dojazdu do przedmiotu najmu. Nie wszystkimi kosztami związanymi z jego używaniem wynajmujący może obciążać koszty.

Zaliczeniu do kosztów podatkowych nie będzie podlegała amortyzacja takiego samochodu. Amortyzacji, zgodnie z art. 22a ust. 1 ustawy o pdof, podlegają stanowiące majątek trwały środki transportu wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną działalnością gospodarczą albo oddane do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu. Z tego względu samochód wykorzystywany na potrzeby najmu prywatnego, ale nieoddany w najem, nie podlega amortyzacji. W konsekwencji nie można naliczać od niego odpisów amortyzacyjnych podlegających zaliczeniu do kosztów najmu.

Wydatek poniesiony na nabycie samochodu prywatnego nie może również stanowić bezpośrednio kosztów uzyskania przychodu z najmu. Z założenia bowiem samochód ten służy ogólnym potrzebom wynajmującego, a nie wyłącznie osiąganiu przychodu z najmu.

Do kosztów podatkowych wynajmujący może natomiast zaliczać wydatki na eksploatację prywatnego samochodu w części, w jakiej wydatki te mają związek z osiąganiem przychodu z najmu. Wydatki te staną się kosztem pod warunkiem, że podatnik wykaże i udokumentuje fakt wykorzystywania samochodu w działalności w zakresie najmu oraz udowodni ich związek z osiąganiem przychodów z najmu lub zachowaniem albo zabezpieczeniem ich źródła. Podobnie wskazał Dyrektor Izby Skarbowej Katowicach, w interpretacji z dnia 21stycznia 2009 r., nr IBPBII/1/415-33/08/MZ.


Gdy lokal stoi pusty

W wyniku różnych okoliczności może zdarzyć się, że lokal przez jakiś czas nie będzie wynajmowany. Nie wystąpią wówczas u wynajmującego przychody z najmu, natomiast będzie on ponosił wydatki związane z jego utrzymaniem. W tej sytuacji do kosztów uzyskania przychodów będzie on mógł zaliczyć wyłącznie wydatki, które można uznać za poniesione w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, jakim jest najem. Zaliczyć do nich można m.in. opłaty za prąd, gaz, wodę, wywóz śmieci oraz bieżące naprawy.



autor: Agata Cieśla
Gazeta Podatkowa Nr 558 z dnia 2009-05-14

źródło informacji: Gazeta Podatkowa

Co rozliczysz w kosztach prywatnego najmu?

Osoba wynajmująca prywatnie lokal mieszkalny bądź użytkowy nie osiąga z tego tytułu wyłącznie profitów. Osiąganie przychodów z najmu, jak z każdego innego źródła, wymaga ponoszenia wydatków. Wiele z nich podatnik może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów z najmu. Jak się okazuje są to nie tylko wydatki związane z bieżącą eksploatacją lokalu.
Odsetki od kredytu

Nabycie nieruchomości trudno w dzisiejszych czasach sfinansować gotówką. Jej zakup zazwyczaj finansowany jest kredytem bankowym, którego zaciągnięcie wiąże się z koniecznością ponoszenia wydatków na opłacanie odsetek. Czy odsetkami tymi można obciążać koszty najmu?

Aby dany wydatek stanowił koszt uzyskania przychodów z danego źródła, powinien wykazywać związek z uzyskanymi z niego przychodami lub mieć na celu zachowanie albo zabezpieczenia źródła tych przychodów. W przypadku odsetek od kredytu zaciągniętego na zakup lokalu przeznaczonego na najem, związek tego kosztu z osiąganiem przychodu z tytułu najmu jest oczywisty. Gdyby nie zaciągnięty kredyt nie zostałaby nabyta nieruchomość, a tym samym nie byłoby przedmiotu najmu i możliwości uzyskania przychodu z tego tytułu.

Ustawodawca wprowadził pewne ograniczenia w podatkowym rozliczaniu odsetek od kredytów. Kosztem podatkowym nie są bowiem m.in. naliczone, lecz niezapłacone odsetki od kredytów oraz odsetki od kredytów zwiększające koszty inwestycji w okresie realizacji tych inwestycji. Stanowi tak art. 23 ust. 1 pkt 32 i pkt 33 ustawy o pdof (Dz. U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 ze zm.). Z tego względu zaliczeniu bezpośrednio do kosztów uzyskania przychodów z tytułu najmu będą podlegały wyłącznie odsetki naliczone i zapłacone po dniu oddania lokalu do używania w ramach umowy najmu, czyli uruchomienia źródła przychodu, z którym te koszty są związane. Potwierdzenie takiego stanowiska można znaleźć w interpretacjach organów podatkowych, m.in. Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy z dnia 2 lutego 2009 r., nr ITPB1-415-683/08/AK.

Natomiast odsetki naliczone przed oddaniem lokalu do używania, choćby zostały zapłacone, nie mogą obciążać bieżących kosztów najmu. Jeżeli wynajmujący zdecyduje o zaliczeniu udostępnianego przez siebie lokalu do środków trwałych, wówczas odsetki naliczone do dnia oddania go do używania będą zwiększały jego wartość początkową. Dzięki temu będą podlegały rozliczeniu w kosztach bieżących poprzez odpisy amortyzacyjne.


Wyposażenie lokalu

Coraz częściej wynajmowane są lokale, zwłaszcza mieszkalne, z pełnym lub częściowym wyposażeniem. W takim lokalu najemca może korzystać z udostępnionego przez wynajmującego m.in. sprzętu AGD, mebli oraz sprzętu RTV. Oczywiście zapewnienie najemcy wyposażenia lokalu wiąże się z poniesieniem przez wynajmującego określonych nakładów. W zależności od wartości poszczególnych elementów nabytego wyposażenia oraz przewidywanego okresu ich użytkowania, wydatki te będą zaliczane bezpośrednio do kosztów lub będą rozliczane w czasie poprzez odpisy amortyzacyjne.

W sytuacji, gdy podatnik nabywa składniki majątku w celu wyposażenia wynajmowanego lokalu i przewiduje okres ich użytkowania dłuższy niż rok, wówczas zasadniczo stanowią one środki trwałe. Wydatki poniesione na ich nabycie będą zaliczane do kosztów uzyskania przychodów z najmu poprzez odpisy amortyzacyjne.

Jeżeli jednak wartość początkowa poszczególnych elementów wyposażenia lokalu jest równa lub niższa niż 3.500 zł, podatnik może takie składniki majątku zamortyzować jednorazowo w miesiącu oddania ich do używania lub w miesiącu następnym (art. 22f ust. 3 ustawy o pdof). Może również wartość takich tzw. niskocennych składników majątku zaliczyć bezpośrednio do kosztów podatkowych w miesiącu oddania do używania, bez uznawania ich za środki trwałe (art. 22d ust. 1 ustawy o pdof). Potwierdzają to organy podatkowe, w tym Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji z dnia 15 kwietnia 2008 r., nr IPPB1/415-128/08-2/JB.


Wydatki na samochód

Administrowanie czy też np. bieżąca konserwacja lokali często wymaga od wynajmującego korzystania z prywatnego samochodu w celu dojazdu do przedmiotu najmu. Nie wszystkimi kosztami związanymi z jego używaniem wynajmujący może obciążać koszty.

Zaliczeniu do kosztów podatkowych nie będzie podlegała amortyzacja takiego samochodu. Amortyzacji, zgodnie z art. 22a ust. 1 ustawy o pdof, podlegają stanowiące majątek trwały środki transportu wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną działalnością gospodarczą albo oddane do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu. Z tego względu samochód wykorzystywany na potrzeby najmu prywatnego, ale nieoddany w najem, nie podlega amortyzacji. W konsekwencji nie można naliczać od niego odpisów amortyzacyjnych podlegających zaliczeniu do kosztów najmu.

Wydatek poniesiony na nabycie samochodu prywatnego nie może również stanowić bezpośrednio kosztów uzyskania przychodu z najmu. Z założenia bowiem samochód ten służy ogólnym potrzebom wynajmującego, a nie wyłącznie osiąganiu przychodu z najmu.

Do kosztów podatkowych wynajmujący może natomiast zaliczać wydatki na eksploatację prywatnego samochodu w części, w jakiej wydatki te mają związek z osiąganiem przychodu z najmu. Wydatki te staną się kosztem pod warunkiem, że podatnik wykaże i udokumentuje fakt wykorzystywania samochodu w działalności w zakresie najmu oraz udowodni ich związek z osiąganiem przychodów z najmu lub zachowaniem albo zabezpieczeniem ich źródła. Podobnie wskazał Dyrektor Izby Skarbowej Katowicach, w interpretacji z dnia 21stycznia 2009 r., nr IBPBII/1/415-33/08/MZ.


Gdy lokal stoi pusty

W wyniku różnych okoliczności może zdarzyć się, że lokal przez jakiś czas nie będzie wynajmowany. Nie wystąpią wówczas u wynajmującego przychody z najmu, natomiast będzie on ponosił wydatki związane z jego utrzymaniem. W tej sytuacji do kosztów uzyskania przychodów będzie on mógł zaliczyć wyłącznie wydatki, które można uznać za poniesione w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, jakim jest najem. Zaliczyć do nich można m.in. opłaty za prąd, gaz, wodę, wywóz śmieci oraz bieżące naprawy.



autor: Agata Cieśla
Gazeta Podatkowa Nr 558 z dnia 2009-05-14

źródło informacji: Gazeta Podatkowa

Co dalej na rynku nieruchomości?

Kiedy po okresie dużego ożywienia na rynku mieszkaniowym, głównie w latach 2006-2007, zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy spowolnienia, niewiele osób wyobrażało sobie wówczas, że rozpędzony rynek nieruchomości mieszkaniowych napotka na poważne problemy. Tym bardziej, że zainteresowanie mieszkaniami cały czas było duże. Zdążyliśmy się już jednak przyzwyczaić do zmian, jakie zaszły w ostatnim czasie na rynku nieruchomości.

Polski rynek nieruchomości zaczął się rozwijać wraz z rozwojem gospodarczym. Coraz większe zapotrzebowanie na obiekty mieszkaniowe i komercyjne wynikało z rosnących potrzeb społeczeństwa i przedsiębiorstw. Zaczęły więc powstawać nowoczesne osiedla mieszkaniowe, apartamentowce, biurowce, galerie handlowe, magazyny itd. Niektóre z istniejących obiektów zaczęto stopniowo odnawiać, przystosowując je do zmieniającego się otoczenia. Mówiło się wówczas o rozkwicie rynku nieruchomości i wielkim placu budowy. Były kolejne plany, które jednak na skutek zawirowań na globalnym rynku finansowym zostały wstrzymane.

Jeśli odniesiemy obecną sytuację do tego, co działo się jeszcze w okresie boomu na rynku mieszkaniowym, to rzeczywiście można mówić o kryzysie na tym rynku. Tylko czy takie porównanie jest dobre? Na rynku nieruchomości, tak jak i w każdej gospodarce, występują różne okresy. Dodatkowo, nasz rynek jest młody i co pokazały ostatnie wydarzenia - jeszcze mało dojrzały. Gwałtowny wzrost cen mieszkań niezależnie od ich standardu, zakup tzw. dziury w ziemi, co na przykład w USA jest czymś niewyobrażalnym, wypowiadanie umów przedwstępnych przez niektórych deweloperów, bo drugi nabywca był w stanie zapłacić więcej - to działo się na naszym rynku jeszcze niedawno. I z całą pewnością nie było czymś normalnym.

Podobnie było na rynku najmu mieszkań. Wzrost czynszów ofertowych w przeciągu ostatnich trzech lat był wyraźnie zauważalny, w szczególności w roku 2008. Tu też, podobnie jak w przypadku mieszkań przeznaczonych na sprzedaż, zyskiwały właściwie wszystkie lokale, nawet te o odległej lokalizacji i zupełnie przeciętnych warunkach.

Korekta cen na rynku sprzedaży mieszkań, a od kilku miesięcy również na rynku najmu, jest zjawiskiem całkiem naturalnym. Ceny nie mogły przecież rosnąć w nieskończoność. Tym bardziej, że możliwości finansowe są ograniczone. A mieszkanie w pierwszej kolejności powinno zaspokajać potrzeby zwykłych obywateli, a nie inwestorów, którzy dysponują dużą gotówką.

Niektórzy pytają: czy teraz opłaca się inwestować w nieruchomości skoro na rynku najmu robi się coraz spokojniej? Ostatnie lata przyzwyczaiły właścicieli do osiągania wysokich zysków. Ten okres już się jednak powoli kończy - najwyższa pora na powrót do normalności. Inwestowanie w nieruchomości z natury ma charakter długoterminowy, a stabilne zyski rozłożone są w czasie. I tak czynsze w wielu miejscach utrzymują się na wysokim poziomie, co zapewnia właścicielom atrakcyjność wynajmu mieszkania. Lokale położone na obrzeżach miast i przeciętnym standardzie wyposażenia będą musiały przyciągnąć najemców niższymi cenami.

Rynek ochłonie po ostatnich zawirowaniach i zarówno deweloperzy, jak i kupujący mieszkania pod wynajem będą musieli dokładniej przyjrzeć się swoim inwestycjom i dostosować ich ceny do realiów. Z kolei potencjalni nabywcy mieszkań będą mogli spokojniej decydować o wyborze oferty. Ten proces dla wielu rozpocznie się jednak w momencie odblokowania akcji kredytowej.

Małgorzata Kędzierska

Analityk rynku nieruchomości

interia.pl

Co dalej na rynku nieruchomości?

Kiedy po okresie dużego ożywienia na rynku mieszkaniowym, głównie w latach 2006-2007, zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy spowolnienia, niewiele osób wyobrażało sobie wówczas, że rozpędzony rynek nieruchomości mieszkaniowych napotka na poważne problemy. Tym bardziej, że zainteresowanie mieszkaniami cały czas było duże. Zdążyliśmy się już jednak przyzwyczaić do zmian, jakie zaszły w ostatnim czasie na rynku nieruchomości.

Polski rynek nieruchomości zaczął się rozwijać wraz z rozwojem gospodarczym. Coraz większe zapotrzebowanie na obiekty mieszkaniowe i komercyjne wynikało z rosnących potrzeb społeczeństwa i przedsiębiorstw. Zaczęły więc powstawać nowoczesne osiedla mieszkaniowe, apartamentowce, biurowce, galerie handlowe, magazyny itd. Niektóre z istniejących obiektów zaczęto stopniowo odnawiać, przystosowując je do zmieniającego się otoczenia. Mówiło się wówczas o rozkwicie rynku nieruchomości i wielkim placu budowy. Były kolejne plany, które jednak na skutek zawirowań na globalnym rynku finansowym zostały wstrzymane.

Jeśli odniesiemy obecną sytuację do tego, co działo się jeszcze w okresie boomu na rynku mieszkaniowym, to rzeczywiście można mówić o kryzysie na tym rynku. Tylko czy takie porównanie jest dobre? Na rynku nieruchomości, tak jak i w każdej gospodarce, występują różne okresy. Dodatkowo, nasz rynek jest młody i co pokazały ostatnie wydarzenia - jeszcze mało dojrzały. Gwałtowny wzrost cen mieszkań niezależnie od ich standardu, zakup tzw. dziury w ziemi, co na przykład w USA jest czymś niewyobrażalnym, wypowiadanie umów przedwstępnych przez niektórych deweloperów, bo drugi nabywca był w stanie zapłacić więcej - to działo się na naszym rynku jeszcze niedawno. I z całą pewnością nie było czymś normalnym.

Podobnie było na rynku najmu mieszkań. Wzrost czynszów ofertowych w przeciągu ostatnich trzech lat był wyraźnie zauważalny, w szczególności w roku 2008. Tu też, podobnie jak w przypadku mieszkań przeznaczonych na sprzedaż, zyskiwały właściwie wszystkie lokale, nawet te o odległej lokalizacji i zupełnie przeciętnych warunkach.

Korekta cen na rynku sprzedaży mieszkań, a od kilku miesięcy również na rynku najmu, jest zjawiskiem całkiem naturalnym. Ceny nie mogły przecież rosnąć w nieskończoność. Tym bardziej, że możliwości finansowe są ograniczone. A mieszkanie w pierwszej kolejności powinno zaspokajać potrzeby zwykłych obywateli, a nie inwestorów, którzy dysponują dużą gotówką.

Niektórzy pytają: czy teraz opłaca się inwestować w nieruchomości skoro na rynku najmu robi się coraz spokojniej? Ostatnie lata przyzwyczaiły właścicieli do osiągania wysokich zysków. Ten okres już się jednak powoli kończy - najwyższa pora na powrót do normalności. Inwestowanie w nieruchomości z natury ma charakter długoterminowy, a stabilne zyski rozłożone są w czasie. I tak czynsze w wielu miejscach utrzymują się na wysokim poziomie, co zapewnia właścicielom atrakcyjność wynajmu mieszkania. Lokale położone na obrzeżach miast i przeciętnym standardzie wyposażenia będą musiały przyciągnąć najemców niższymi cenami.

Rynek ochłonie po ostatnich zawirowaniach i zarówno deweloperzy, jak i kupujący mieszkania pod wynajem będą musieli dokładniej przyjrzeć się swoim inwestycjom i dostosować ich ceny do realiów. Z kolei potencjalni nabywcy mieszkań będą mogli spokojniej decydować o wyborze oferty. Ten proces dla wielu rozpocznie się jednak w momencie odblokowania akcji kredytowej.

Małgorzata Kędzierska

Analityk rynku nieruchomości

interia.pl

Wysokie ryzyko na Sky Tower

LC Corp planuje rozpocząć w czerwcu trzeci etap projektu Przy Promenadzie w Warszawie. Spółka osiągnęła w I kwartale 2009 2,6 mln zł zysku netto i 12,2 mln zł przychodów - poinformował na konferencji prasowej Dariusz Niedośpiał, prezes spółki.

"W czerwcu rozpoczynamy trzeci etap osiedla Przy Promenadzie. Będzie się on składał z 85, głównie małych, mieszkań" - powiedział Niedośpiał. "Inwestycję wartą około 26 mln zł będziemy finansować ze środków własnych, a w późniejszym jej etapie z wpłat od klientów.

Zakładamy, że ze środków własnych przeznaczymy na ten projekt około 10 mln zł" - dodał. Prezes poinformował, że jeśli byłaby taka potrzeba spółka jest w stanie sfinansować cały projekt ze środków własnych. Niedośpiał poinformował, że sprzedaż mieszkań w drugim etapie projektu idzie zgodnie z planem. "W kwietniu sprzedaliśmy 14 mieszkań, oznacza to ożywienie sprzedaży" - powiedział. W lutym spółka informowała, że w I półroczu zamierza sprzedawać średnio 10 mieszkań miesięcznie. Prezes poinformował, że spółka prawdopodobnie nie skorzysta z opcji odkupu Sky Tower.

"Ryzyko skorzystania z opcji odkupu Sky Tower, którą mamy do lutego 2010, jest bardzo wysokie. W tym momencie wydaje się, że nie skorzystamy z tej możliwości" - stwierdził. W listopadzie 2008 Leszek Czarnecki odkupił Sky Tower od LC Corp. LC Corp osiągnął w I kwartale 2,6 mln zł skonsolidowanego zysku netto i 12,2 mln zł skonsolidowanych przychodów wobec odpowiednio 10 mln i 46,1 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Znaczny spadek przychodów wynika z braku przychodów ze sprzedaży mieszkań w tym okresie. Na wynik pozytywnie oddziaływały wyłącznie wpływy z wynajmu powierzchni w Arkadach Wrocławskich.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

Wysokie ryzyko na Sky Tower

LC Corp planuje rozpocząć w czerwcu trzeci etap projektu Przy Promenadzie w Warszawie. Spółka osiągnęła w I kwartale 2009 2,6 mln zł zysku netto i 12,2 mln zł przychodów - poinformował na konferencji prasowej Dariusz Niedośpiał, prezes spółki.

"W czerwcu rozpoczynamy trzeci etap osiedla Przy Promenadzie. Będzie się on składał z 85, głównie małych, mieszkań" - powiedział Niedośpiał. "Inwestycję wartą około 26 mln zł będziemy finansować ze środków własnych, a w późniejszym jej etapie z wpłat od klientów.

Zakładamy, że ze środków własnych przeznaczymy na ten projekt około 10 mln zł" - dodał. Prezes poinformował, że jeśli byłaby taka potrzeba spółka jest w stanie sfinansować cały projekt ze środków własnych. Niedośpiał poinformował, że sprzedaż mieszkań w drugim etapie projektu idzie zgodnie z planem. "W kwietniu sprzedaliśmy 14 mieszkań, oznacza to ożywienie sprzedaży" - powiedział. W lutym spółka informowała, że w I półroczu zamierza sprzedawać średnio 10 mieszkań miesięcznie. Prezes poinformował, że spółka prawdopodobnie nie skorzysta z opcji odkupu Sky Tower.

"Ryzyko skorzystania z opcji odkupu Sky Tower, którą mamy do lutego 2010, jest bardzo wysokie. W tym momencie wydaje się, że nie skorzystamy z tej możliwości" - stwierdził. W listopadzie 2008 Leszek Czarnecki odkupił Sky Tower od LC Corp. LC Corp osiągnął w I kwartale 2,6 mln zł skonsolidowanego zysku netto i 12,2 mln zł skonsolidowanych przychodów wobec odpowiednio 10 mln i 46,1 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Znaczny spadek przychodów wynika z braku przychodów ze sprzedaży mieszkań w tym okresie. Na wynik pozytywnie oddziaływały wyłącznie wpływy z wynajmu powierzchni w Arkadach Wrocławskich.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

Rekordowe marże deweloperów

Marże Dom Development mimo kryzysu sięgają 37 proc. Inni przedstawiciele branży twierdzą, że ich marże są znacznie niższe.
Dom Development w I kwartale tego roku zarobił 41,6 mln zł przy przychodach 190,6 mln zł. Daje to marżę na poziomie 37 proc.

Historyczna marża

-To jest marża historyczna na mieszkaniach, które sprzedawano i budowano w 2006 i 2007 roku. Jest bardzo prawdopodobne, że teraz marże są już niższe, bo skończyły się działki budowlane kupowane bardzo tanio -mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.

Dlatego deweloper stara się ograniczyć koszty, nie rozpoczyna nowych inwestycji i zwolnił 30 proc. pracowników. Dodatkowo od marca płace reszty załogi zostały obniżone o 10 proc.

Przedstawiciele większości firm deweloperskich są zaskoczeni wysoką marżą, jaką w czasie kryzysu może pochwalić się Dom Development.

-Nie mamy takich marż i nie mieliśmy ich także przed kryzysem. Jeśli na Śląsku metr kwadratowy mieszkania kosztuje ok. 4 tysięcy złotych, to biorąc pod uwagę koszty budowy, nie ma miejsca na takie marże -mówi Monika Śleziońska z MK Inwestycje.

-Nigdy nie mieliśmy większej marży niż 20 proc., a obecnie kombinujemy w Gdańsku, jak skończyć inwestycje przy marży w wysokości 8?9 proc. -dodaje Jacek Kaliszuk, dyrektor ds. realizacyjnych Polnordu.

-Marże deweloperskie spadają. Przy realizowanych teraz inwestycjach wynoszą one od 10 do 15 proc., a przy inwestycjach zakończonych, gdy mieszkania stoją i czekają, marża wynosi do 5-10 proc. -mówi Robert Micał, prezes Unidevelopment.

Drogo w niektórych miejscach

Niektórzy prezesi firm deweloperskich przyznają jednak, że nawet w czasie kryzysu można sprzedawać mieszkania z bardzo dużym zyskiem. Dotyczy to jednak tylko mniejszych inwestycji, o wyjątkowej lokalizacji.

-Na Saskiej Kępie w Warszawie nadal można uzyskać marże sięgające 30 proc. Dla naszego dużego projektu Tryton Park marża miała wynosić 27,6 proc., ale wiadomo już, że będzie ona niższa -mówi Tomasz Zganiacz, prezes Triton Development.

Marże deweloperskie zjadają koszty finansowe. Wiele mieszkań czeka na nabywców, a deweloper musi spłacać kredyty. Z drugiej strony jednak tempo obniżki marż deweloperskich hamuje spadek ceny materiałów budowlanych i robocizny. To pozwala utrzymać rentowność inwestycji mieszkaniowych.

Roman Grzyb
interia.pl

Rekordowe marże deweloperów

Marże Dom Development mimo kryzysu sięgają 37 proc. Inni przedstawiciele branży twierdzą, że ich marże są znacznie niższe.
Dom Development w I kwartale tego roku zarobił 41,6 mln zł przy przychodach 190,6 mln zł. Daje to marżę na poziomie 37 proc.

Historyczna marża

-To jest marża historyczna na mieszkaniach, które sprzedawano i budowano w 2006 i 2007 roku. Jest bardzo prawdopodobne, że teraz marże są już niższe, bo skończyły się działki budowlane kupowane bardzo tanio -mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.

Dlatego deweloper stara się ograniczyć koszty, nie rozpoczyna nowych inwestycji i zwolnił 30 proc. pracowników. Dodatkowo od marca płace reszty załogi zostały obniżone o 10 proc.

Przedstawiciele większości firm deweloperskich są zaskoczeni wysoką marżą, jaką w czasie kryzysu może pochwalić się Dom Development.

-Nie mamy takich marż i nie mieliśmy ich także przed kryzysem. Jeśli na Śląsku metr kwadratowy mieszkania kosztuje ok. 4 tysięcy złotych, to biorąc pod uwagę koszty budowy, nie ma miejsca na takie marże -mówi Monika Śleziońska z MK Inwestycje.

-Nigdy nie mieliśmy większej marży niż 20 proc., a obecnie kombinujemy w Gdańsku, jak skończyć inwestycje przy marży w wysokości 8?9 proc. -dodaje Jacek Kaliszuk, dyrektor ds. realizacyjnych Polnordu.

-Marże deweloperskie spadają. Przy realizowanych teraz inwestycjach wynoszą one od 10 do 15 proc., a przy inwestycjach zakończonych, gdy mieszkania stoją i czekają, marża wynosi do 5-10 proc. -mówi Robert Micał, prezes Unidevelopment.

Drogo w niektórych miejscach

Niektórzy prezesi firm deweloperskich przyznają jednak, że nawet w czasie kryzysu można sprzedawać mieszkania z bardzo dużym zyskiem. Dotyczy to jednak tylko mniejszych inwestycji, o wyjątkowej lokalizacji.

-Na Saskiej Kępie w Warszawie nadal można uzyskać marże sięgające 30 proc. Dla naszego dużego projektu Tryton Park marża miała wynosić 27,6 proc., ale wiadomo już, że będzie ona niższa -mówi Tomasz Zganiacz, prezes Triton Development.

Marże deweloperskie zjadają koszty finansowe. Wiele mieszkań czeka na nabywców, a deweloper musi spłacać kredyty. Z drugiej strony jednak tempo obniżki marż deweloperskich hamuje spadek ceny materiałów budowlanych i robocizny. To pozwala utrzymać rentowność inwestycji mieszkaniowych.

Roman Grzyb
interia.pl

Silny spadek dynamiki PKB w Niemczech

W I kwartale 2009 roku, według opublikowanych dziś rano wstępnych danych, niemiecka gospodarka skurczyła się o 3,8 proc. kwartał do kwartału (największy spadek od 1970 roku) i o 6,7 proc. rok do roku, po tym jak w IV kwartale spadek PKB sięgnął odpowiednio 2,2 proc. i 1,7 proc. Opublikowane dane są wyraźnie gorsze od rynkowych prognoz, które zakładały spadek dynamiki PKB o 3 proc. w relacji kwartalnej i o 6 proc. w relacji rocznej.
Kurs EUR/USD zareagował spadkiem na opublikowane dane. O godzinie 8:05 para ta testowała poziom 1,3602 dolara wobec 1,3630 tuż przed publikacją. To może być dopiero początek fali spadkowej na tej parze. Dane z Niemiec źle bowiem wróżą analogicznym publikacjom z Francji i Strefy Euro, które mogą dalej pogorszyć nastroje na rynkach.

Słabe dane z Niemiec są również nienajlepszą informacją dla polskiej gospodarki, dla której Niemcy są największym partnerem handlowym. Dlatego dane o PKB mogą również szkodzić złotemu.

Marcin R. Kiepas
X-Trade Brokers DM S.A.


Treść dostarcza

Silny spadek dynamiki PKB w Niemczech

W I kwartale 2009 roku, według opublikowanych dziś rano wstępnych danych, niemiecka gospodarka skurczyła się o 3,8 proc. kwartał do kwartału (największy spadek od 1970 roku) i o 6,7 proc. rok do roku, po tym jak w IV kwartale spadek PKB sięgnął odpowiednio 2,2 proc. i 1,7 proc. Opublikowane dane są wyraźnie gorsze od rynkowych prognoz, które zakładały spadek dynamiki PKB o 3 proc. w relacji kwartalnej i o 6 proc. w relacji rocznej.
Kurs EUR/USD zareagował spadkiem na opublikowane dane. O godzinie 8:05 para ta testowała poziom 1,3602 dolara wobec 1,3630 tuż przed publikacją. To może być dopiero początek fali spadkowej na tej parze. Dane z Niemiec źle bowiem wróżą analogicznym publikacjom z Francji i Strefy Euro, które mogą dalej pogorszyć nastroje na rynkach.

Słabe dane z Niemiec są również nienajlepszą informacją dla polskiej gospodarki, dla której Niemcy są największym partnerem handlowym. Dlatego dane o PKB mogą również szkodzić złotemu.

Marcin R. Kiepas
X-Trade Brokers DM S.A.


Treść dostarcza

Banki stawiają na zyski z prowizji

W rachunkach wyników banków w Polsce coraz ważniejszą pozycję zajmują przychody z tytułu coraz liczniejszych prowizji i opłat.
W ten sposób banki rekompensują sobie niższe dochody z tytułu działalności kredytowej – wynika z raportu Gazety Prawnej i Expandera.

W trzech pierwszych miesiącach tego roku wyraźnie zwiększyła się relacja wyniku z prowizji do wyniku odsetkowego w porównaniu z poziomem z I kwartału 2008 r.

Tym samym stała się ona jeszcze większa niż w europejskich bankach. To potwierdza, że recepty na sukces nasze instytucje nie szukają w rozwijaniu działalności, ale w drenowaniu kieszeni klientów – zauważa Krzysztof Stępień, główny ekonomista Expandera.

Najwyższą relację wyniku z prowizji w relacji do odsetkowego miał w trzech pierwszych miesiącach tego roku Bank BPH. Nieco więcej dochodów uzyskuje on z opłat, niż z całej działalności kredytowej. Niewiele mu ustępuje Bank Millennium, gdzie ten stosunek w tym okresie znacząco zbliżył się do 100 proc.
W przypadku liderów rynku – PKO BP oraz Pekao – ta relacja sięga odpowiednio 46,1 proc. oraz 57,3 proc. Przez rok podniosła się o kilka punktów procentowych. Jest też wyraźnie większa niż w całym minionym roku. A było to możliwe dzięki zwiększaniu wysokości opłat przez banki.

Podwyżki są dość duże. W przypadku PKO BP poziom prowizji wzrósł o 50 proc. w relacji z poprzednimi – zauważa Marta Jeżewska, analityk DI BRE.

W uniwersalnych bankach europejskich relacja wyniku z prowizji do odsetkowego jest wyraźnie mniejsza. W naszym regionie mamy dwa porównywalne banki – węgierski OTP oraz czeski Komercni Banka.

W rozwiniętych krajach europejskich mamy przykład holenderskiej ING Groep, gdzie opisywana relacja kształtuje się na poziomie 20 proc. Dla porównania w kontrolowanym przez Holendrów ING Banku Śląskim ten stosunek wynosi już ponad 65 proc.

Jacek Iskra

Jakie opłaty banki wprowadziły w ostatnich tygodniach - np. PKO BP, BRE Bank czy ING BSK ? Od czego zależą proporcje między wynikiem z prowizji i odsetkowym w różnych bankach ? Co jest konsekwencją wysokiej relacji wyniku prowizyjnego do odsetkowego ?

Gazeta Prawna
wp.pl

Banki stawiają na zyski z prowizji

W rachunkach wyników banków w Polsce coraz ważniejszą pozycję zajmują przychody z tytułu coraz liczniejszych prowizji i opłat.
W ten sposób banki rekompensują sobie niższe dochody z tytułu działalności kredytowej – wynika z raportu Gazety Prawnej i Expandera.

W trzech pierwszych miesiącach tego roku wyraźnie zwiększyła się relacja wyniku z prowizji do wyniku odsetkowego w porównaniu z poziomem z I kwartału 2008 r.

Tym samym stała się ona jeszcze większa niż w europejskich bankach. To potwierdza, że recepty na sukces nasze instytucje nie szukają w rozwijaniu działalności, ale w drenowaniu kieszeni klientów – zauważa Krzysztof Stępień, główny ekonomista Expandera.

Najwyższą relację wyniku z prowizji w relacji do odsetkowego miał w trzech pierwszych miesiącach tego roku Bank BPH. Nieco więcej dochodów uzyskuje on z opłat, niż z całej działalności kredytowej. Niewiele mu ustępuje Bank Millennium, gdzie ten stosunek w tym okresie znacząco zbliżył się do 100 proc.
W przypadku liderów rynku – PKO BP oraz Pekao – ta relacja sięga odpowiednio 46,1 proc. oraz 57,3 proc. Przez rok podniosła się o kilka punktów procentowych. Jest też wyraźnie większa niż w całym minionym roku. A było to możliwe dzięki zwiększaniu wysokości opłat przez banki.

Podwyżki są dość duże. W przypadku PKO BP poziom prowizji wzrósł o 50 proc. w relacji z poprzednimi – zauważa Marta Jeżewska, analityk DI BRE.

W uniwersalnych bankach europejskich relacja wyniku z prowizji do odsetkowego jest wyraźnie mniejsza. W naszym regionie mamy dwa porównywalne banki – węgierski OTP oraz czeski Komercni Banka.

W rozwiniętych krajach europejskich mamy przykład holenderskiej ING Groep, gdzie opisywana relacja kształtuje się na poziomie 20 proc. Dla porównania w kontrolowanym przez Holendrów ING Banku Śląskim ten stosunek wynosi już ponad 65 proc.

Jacek Iskra

Jakie opłaty banki wprowadziły w ostatnich tygodniach - np. PKO BP, BRE Bank czy ING BSK ? Od czego zależą proporcje między wynikiem z prowizji i odsetkowym w różnych bankach ? Co jest konsekwencją wysokiej relacji wyniku prowizyjnego do odsetkowego ?

Gazeta Prawna
wp.pl

Rynek nieruchomości bliski dna

Administracja prezydenta Baracka Obamy przewiduje, iż tempo wzrostu produktu krajowego brutto USA w IV kwartale 2009 roku wyniesie 3,5 proc., czyli prawie 2 razy więcej, niż prognozy przedstawiane przez prywatnych ekspertów.

W założeniach gospodarczych do budżetu na rok 2010 PKB USA wzrośnie o 3,5 proc. w IV kw. 2009 roku, czyli w tempie, jakie jest prognozowane na cały rok 2010. Przyczyni się do tego pakiet rozwiązań stymulujących o wartości 787 mld USD - napisała administracja w raporcie opublikowanym w poniedziałek.

Prognozy gospodarcze na IV kwartał zakładają średnio wzrost PKB na poziomie 1,8 proc., wynika z ankiety opublikowanej 10 maja przez miesięcznik Blue Chip Economic Indicators.

"Aczkolwiek spowolnienie gospodarcze do tej pory w 2009 roku okazało się silniejsze, niż przewidywała administracja w momencie przygotowywania prognozy, jeżeli system finansowy zacznie funkcjonować w bardziej normalny sposób nie ma powodów, aby nie oczekiwać nieco mocniejszego ożywienia, biorąc pod uwagę siłę obecnej recesji" - napisano w raporcie.

Zdaniem administracji Obamy, rynek nieruchomości dotrze do swojego dna w 2009 roku, a później nastąpi mocne odbicie w miarę jak ceny domów będą się stabilizować. Dodano, iż inflacja pozostanie przytłumiona w ciągu najbliższych kilku lat.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

Rynek nieruchomości bliski dna

Administracja prezydenta Baracka Obamy przewiduje, iż tempo wzrostu produktu krajowego brutto USA w IV kwartale 2009 roku wyniesie 3,5 proc., czyli prawie 2 razy więcej, niż prognozy przedstawiane przez prywatnych ekspertów.

W założeniach gospodarczych do budżetu na rok 2010 PKB USA wzrośnie o 3,5 proc. w IV kw. 2009 roku, czyli w tempie, jakie jest prognozowane na cały rok 2010. Przyczyni się do tego pakiet rozwiązań stymulujących o wartości 787 mld USD - napisała administracja w raporcie opublikowanym w poniedziałek.

Prognozy gospodarcze na IV kwartał zakładają średnio wzrost PKB na poziomie 1,8 proc., wynika z ankiety opublikowanej 10 maja przez miesięcznik Blue Chip Economic Indicators.

"Aczkolwiek spowolnienie gospodarcze do tej pory w 2009 roku okazało się silniejsze, niż przewidywała administracja w momencie przygotowywania prognozy, jeżeli system finansowy zacznie funkcjonować w bardziej normalny sposób nie ma powodów, aby nie oczekiwać nieco mocniejszego ożywienia, biorąc pod uwagę siłę obecnej recesji" - napisano w raporcie.

Zdaniem administracji Obamy, rynek nieruchomości dotrze do swojego dna w 2009 roku, a później nastąpi mocne odbicie w miarę jak ceny domów będą się stabilizować. Dodano, iż inflacja pozostanie przytłumiona w ciągu najbliższych kilku lat.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

Tanie mieszkania są na fali

Ceny mieszkań w 2009 roku będą nadal obniżać się, jednak skala spadków będzie umiarkowana - wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą Cushman & Wakefield.

- Na rynku utrzyma się tendencja spadkowa cen, jednak raczej umiarkowana. Oczekuje się, że ceny transakcyjne będą podlegały większym wahaniom niż ceny ofertowe - napisali analitycy firmy w raporcie.

- Krótkie ożywienie, jakie można było zaobserwować na rynku w I kw. 2009 r. należy traktować raczej jako zjawisko okresowe ze względu na wciąż niepewną sytuację na polskim rynku nieruchomości, rynku hipotecznym oraz rynku pracy jak również niepewne warunki gospodarcze, które mają decydujący wpływ na oczekiwania konsumentów oraz podejmowane przez nich decyzje - dodają.

Ich zdaniem nie należy raczej oczekiwać szybkiego powrotu do "zdrowego" popytu na rynku nieruchomości mieszkaniowych.

- Wprowadzenie programu "Rodzina na swoim" wspierającego budownictwo mieszkaniowe z niższego segmentu oraz powrót na rynek transakcji portfelowych po preferencyjnych cenach miały wpływ na obniżenie się cen, co w efekcie może nadal pobudzać proces sprzedaży. W strukturze sprzedaży przeważać będą lokale tańsze - wynika z raportu Cushman & Wakefield.

PAP/interia.pl

Tanie mieszkania są na fali

Ceny mieszkań w 2009 roku będą nadal obniżać się, jednak skala spadków będzie umiarkowana - wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą Cushman & Wakefield.

- Na rynku utrzyma się tendencja spadkowa cen, jednak raczej umiarkowana. Oczekuje się, że ceny transakcyjne będą podlegały większym wahaniom niż ceny ofertowe - napisali analitycy firmy w raporcie.

- Krótkie ożywienie, jakie można było zaobserwować na rynku w I kw. 2009 r. należy traktować raczej jako zjawisko okresowe ze względu na wciąż niepewną sytuację na polskim rynku nieruchomości, rynku hipotecznym oraz rynku pracy jak również niepewne warunki gospodarcze, które mają decydujący wpływ na oczekiwania konsumentów oraz podejmowane przez nich decyzje - dodają.

Ich zdaniem nie należy raczej oczekiwać szybkiego powrotu do "zdrowego" popytu na rynku nieruchomości mieszkaniowych.

- Wprowadzenie programu "Rodzina na swoim" wspierającego budownictwo mieszkaniowe z niższego segmentu oraz powrót na rynek transakcji portfelowych po preferencyjnych cenach miały wpływ na obniżenie się cen, co w efekcie może nadal pobudzać proces sprzedaży. W strukturze sprzedaży przeważać będą lokale tańsze - wynika z raportu Cushman & Wakefield.

PAP/interia.pl

Podłogówka nie do przejścia

W Wielkiej Brytanii o wiele miesięcy opóźniono otwarcie szpitala wartego 36 mln funtów, ponieważ wadliwy system ogrzewania podłogowego sprawił, że podłogi były zbyt gorące, by po nich chodzić - pisze we wtorek brytyjska prasa.

Podłogi w szpitalu Rhondda Valley w Południowej Walii, który mógłby przyjąć ponad 100 pacjentów, rozgrzewają się do prawie 40 stopni Celsjusza.

- To miał być jeden z najbardziej przyjaznych środowisku szpitali dzięki sposobowi ogrzewania - przekonywał przedstawiciel władz lokalnych Leighton Andrews.

Szpital jako jeden z pierwszych w kraju miał wykorzystywać odnawialne źródła energii. Również system ogrzewania miał się na nich opierać. Jednak pracownicy szpitala mówią, że nie mogą kontrolować temperatury podłóg w niektórych częściach budynku, w tym na korytarzach.

- Podłoga jest gorąca jak śródziemnomorska plaża - zbyt ciepła żeby stanąć na niej bosą stopą - relacjonuje jeden z pracowników.

Szpital miał przyjąć pierwszych pacjentów ubiegłej jesieni, jednak teraz pozostanie zamknięty do przyszłego roku.

PAP/interia.pl

Podłogówka nie do przejścia

W Wielkiej Brytanii o wiele miesięcy opóźniono otwarcie szpitala wartego 36 mln funtów, ponieważ wadliwy system ogrzewania podłogowego sprawił, że podłogi były zbyt gorące, by po nich chodzić - pisze we wtorek brytyjska prasa.

Podłogi w szpitalu Rhondda Valley w Południowej Walii, który mógłby przyjąć ponad 100 pacjentów, rozgrzewają się do prawie 40 stopni Celsjusza.

- To miał być jeden z najbardziej przyjaznych środowisku szpitali dzięki sposobowi ogrzewania - przekonywał przedstawiciel władz lokalnych Leighton Andrews.

Szpital jako jeden z pierwszych w kraju miał wykorzystywać odnawialne źródła energii. Również system ogrzewania miał się na nich opierać. Jednak pracownicy szpitala mówią, że nie mogą kontrolować temperatury podłóg w niektórych częściach budynku, w tym na korytarzach.

- Podłoga jest gorąca jak śródziemnomorska plaża - zbyt ciepła żeby stanąć na niej bosą stopą - relacjonuje jeden z pracowników.

Szpital miał przyjąć pierwszych pacjentów ubiegłej jesieni, jednak teraz pozostanie zamknięty do przyszłego roku.

PAP/interia.pl

Jak pozbyć się lokatora?

Dzięki instytucji dobrowolnej egzekucji wynajmujący nie będzie musiał czekać na wyrok eksmisyjny. Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje nowy projekt zmian w Ustawie o ochronie praw lokatorów, którego celem jest ożywienie rynku najmu mieszkań i spowodowanie, by wynajmujący wyszli z szarej strefy i zaczęli płacić podatki.

Właścicielem mieszkania oddawanego w najem okazjonalny będą mogły być tylko osoby fizyczne. - Umowy najmu będzie można zawierać na czas określony, maksymalnie na dziesięć lat - wyjaśnił wiceminister Piotr Styczeń podczas II Konferencji Rynku Zarządzania Nieruchomości, która odbyła się pod koniec kwietnia w Warszawie. Wystąpienie wiceministra otwierało spotkanie przeszło trzystu zarządców nieruchomości i innych uczestników rynku gospodarki nieruchomościami. - Zaletą przygotowywanych zmian ma być to, że łatwo będzie można eksmitować niechcianego lokatora. Wystarczy wystąpić z wnioskiem w tej sprawie do sądu, który nada mu klauzulę wykonalności. Nie będzie obowiązku dostarczenia najemcy lokalu socjalnego ani pomieszczenia tymczasowego. Komornik przymusowo wyprowadzi go na adres, który wskaże w umowie najmu. Przy czym nie musi on mieć tytułu prawnego do wskazanego lokalu, może to być mieszkanie dalszej lub bliższej rodziny, byleby była do umowy najmu dołączona ich zgoda.

Umowa najmu okazjonalnego zawierana byłaby notarialnie. Najemca składałby oświadczenie dotyczące miejsca ewentualnej eksmisji w przypadkach zalegania z czynszem. W ramach tej nowelizacji stawka opodatkowania najmu zostanie ujednolicona (obniżona dla umów powyżej dotychczasowego limitu 4000 euro). Interesy obu stron zabezpieczałaby rejestracja umowy w Urzędzie Skarbowym dokonywana w określonym czasie, co będzie warunkiem dla tego trybu najmu.

Zmiany w ustawie mają zabezpieczać interesy wynajmujących lokale mieszkalne, ale też obligować ich do przestrzegania przepisów, m.in. do płacenia podatków. - Najem okazjonalny będzie dotyczył tylko mieszkań należących do osób fizycznych, które nie prowadzą działalności gospodarczej w tym zakresie - wyjaśnił minister Piotr Styczeń. Dzięki umowie zawartej z najemcą łatwiej będzie się można pozbyć np. uciążliwego czy nieuczciwego lokatora, bo zamiast eksmisji zostanie wprowadzona instytucja dobrowolnej egzekucji, na którą najemca musi wyrazić zgodę w specjalnym notarialnym oświadczeniu dołączonym do umowy.

Fakt, że najemca będzie musiał podać adres, pod który może zostać przymusowo wykwaterowany, ograniczy zapewne liczbę przypadków, kiedy to wynajmujący ponosi straty z tytułu np. nieuregulowanych należności za wynajem, czy opłat za media. Jeżeli najemca nie będzie miał tytułu prawnego do innego mieszkania, musi dołączyć do umowy oświadczenie osoby, która zgadza się przyjąć go pod swój dach (poświadczone notarialnie). - W tej chwili pozbycie się najemcy trwa często latami - wyjaśnił minister Styczeń - a dzięki instytucji dobrowolnej egzekucji wynajmujący nie będzie musiał czekać na wyrok eksmisyjny.

Zmiany w ustawie obligują też właścicieli wynajmowanych mieszkań do zarejestrowania umowy najmu w urzędzie skarbowym i płacenia podatku. Gdyby właściciel nie dopełnił tego obowiązku, to w przypadku kłopotów z najemcą nie będzie mógł skorzystać z instytucji dobrowolnego poddania się egzekucji i jedyną możliwością dochodzenia swoich praw będzie wystąpienie o eksmisję lokatora.

Przepis w sprawie podatku ma wejść w życie od 1 stycznia 2010 r. Projekt ministerstwa jest już komentowany przez fachowców z rynku nieruchomości. Uwagi dotyczą głównie wskazania przez najemcę adresu, pod który można go będzie wyprowadzić w razie ewentualnej egzekucji. Osoby wynajmujące mieszkania przecież najczęściej nie mają możliwości zamieszkiwania gdzie indziej. Komentatorzy zastanawiają się wobec tego, czy nie byłoby lepiej, gdyby najemca składał w umowie oświadczenie, że dobrowolnie wyprowadzi się np. do noclegowni. Zmiany w ustawie wydają się najkorzystniejsze dla wynajmującego, któremu łatwiej będzie się pozbyć lokatora. Jednak czy zmiana zasad najmu nie ograniczy tego rynku w sposób drastyczny dla wynajmujących? (D.ORL.)

źródło informacji: Dziennik Polski

interia.pl

Jak pozbyć się lokatora?

Dzięki instytucji dobrowolnej egzekucji wynajmujący nie będzie musiał czekać na wyrok eksmisyjny. Ministerstwo Infrastruktury przygotowuje nowy projekt zmian w Ustawie o ochronie praw lokatorów, którego celem jest ożywienie rynku najmu mieszkań i spowodowanie, by wynajmujący wyszli z szarej strefy i zaczęli płacić podatki.

Właścicielem mieszkania oddawanego w najem okazjonalny będą mogły być tylko osoby fizyczne. - Umowy najmu będzie można zawierać na czas określony, maksymalnie na dziesięć lat - wyjaśnił wiceminister Piotr Styczeń podczas II Konferencji Rynku Zarządzania Nieruchomości, która odbyła się pod koniec kwietnia w Warszawie. Wystąpienie wiceministra otwierało spotkanie przeszło trzystu zarządców nieruchomości i innych uczestników rynku gospodarki nieruchomościami. - Zaletą przygotowywanych zmian ma być to, że łatwo będzie można eksmitować niechcianego lokatora. Wystarczy wystąpić z wnioskiem w tej sprawie do sądu, który nada mu klauzulę wykonalności. Nie będzie obowiązku dostarczenia najemcy lokalu socjalnego ani pomieszczenia tymczasowego. Komornik przymusowo wyprowadzi go na adres, który wskaże w umowie najmu. Przy czym nie musi on mieć tytułu prawnego do wskazanego lokalu, może to być mieszkanie dalszej lub bliższej rodziny, byleby była do umowy najmu dołączona ich zgoda.

Umowa najmu okazjonalnego zawierana byłaby notarialnie. Najemca składałby oświadczenie dotyczące miejsca ewentualnej eksmisji w przypadkach zalegania z czynszem. W ramach tej nowelizacji stawka opodatkowania najmu zostanie ujednolicona (obniżona dla umów powyżej dotychczasowego limitu 4000 euro). Interesy obu stron zabezpieczałaby rejestracja umowy w Urzędzie Skarbowym dokonywana w określonym czasie, co będzie warunkiem dla tego trybu najmu.

Zmiany w ustawie mają zabezpieczać interesy wynajmujących lokale mieszkalne, ale też obligować ich do przestrzegania przepisów, m.in. do płacenia podatków. - Najem okazjonalny będzie dotyczył tylko mieszkań należących do osób fizycznych, które nie prowadzą działalności gospodarczej w tym zakresie - wyjaśnił minister Piotr Styczeń. Dzięki umowie zawartej z najemcą łatwiej będzie się można pozbyć np. uciążliwego czy nieuczciwego lokatora, bo zamiast eksmisji zostanie wprowadzona instytucja dobrowolnej egzekucji, na którą najemca musi wyrazić zgodę w specjalnym notarialnym oświadczeniu dołączonym do umowy.

Fakt, że najemca będzie musiał podać adres, pod który może zostać przymusowo wykwaterowany, ograniczy zapewne liczbę przypadków, kiedy to wynajmujący ponosi straty z tytułu np. nieuregulowanych należności za wynajem, czy opłat za media. Jeżeli najemca nie będzie miał tytułu prawnego do innego mieszkania, musi dołączyć do umowy oświadczenie osoby, która zgadza się przyjąć go pod swój dach (poświadczone notarialnie). - W tej chwili pozbycie się najemcy trwa często latami - wyjaśnił minister Styczeń - a dzięki instytucji dobrowolnej egzekucji wynajmujący nie będzie musiał czekać na wyrok eksmisyjny.

Zmiany w ustawie obligują też właścicieli wynajmowanych mieszkań do zarejestrowania umowy najmu w urzędzie skarbowym i płacenia podatku. Gdyby właściciel nie dopełnił tego obowiązku, to w przypadku kłopotów z najemcą nie będzie mógł skorzystać z instytucji dobrowolnego poddania się egzekucji i jedyną możliwością dochodzenia swoich praw będzie wystąpienie o eksmisję lokatora.

Przepis w sprawie podatku ma wejść w życie od 1 stycznia 2010 r. Projekt ministerstwa jest już komentowany przez fachowców z rynku nieruchomości. Uwagi dotyczą głównie wskazania przez najemcę adresu, pod który można go będzie wyprowadzić w razie ewentualnej egzekucji. Osoby wynajmujące mieszkania przecież najczęściej nie mają możliwości zamieszkiwania gdzie indziej. Komentatorzy zastanawiają się wobec tego, czy nie byłoby lepiej, gdyby najemca składał w umowie oświadczenie, że dobrowolnie wyprowadzi się np. do noclegowni. Zmiany w ustawie wydają się najkorzystniejsze dla wynajmującego, któremu łatwiej będzie się pozbyć lokatora. Jednak czy zmiana zasad najmu nie ograniczy tego rynku w sposób drastyczny dla wynajmujących? (D.ORL.)

źródło informacji: Dziennik Polski

interia.pl

Rekordowe marże deweloperów

Marże Dom Development mimo kryzysu sięgają 37 proc. Inni przedstawiciele branży twierdzą, że ich marże są znacznie niższe.
Dom Development w I kwartale tego roku zarobił 41,6 mln zł przy przychodach 190,6 mln zł. Daje to marżę na poziomie 37 proc.

Historyczna marża

-To jest marża historyczna na mieszkaniach, które sprzedawano i budowano w 2006 i 2007 roku. Jest bardzo prawdopodobne, że teraz marże są już niższe, bo skończyły się działki budowlane kupowane bardzo tanio -mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.

Dlatego deweloper stara się ograniczyć koszty, nie rozpoczyna nowych inwestycji i zwolnił 30 proc. pracowników. Dodatkowo od marca płace reszty załogi zostały obniżone o 10 proc.

Przedstawiciele większości firm deweloperskich są zaskoczeni wysoką marżą, jaką w czasie kryzysu może pochwalić się Dom Development.

-Nie mamy takich marż i nie mieliśmy ich także przed kryzysem. Jeśli na Śląsku metr kwadratowy mieszkania kosztuje ok. 4 tysięcy złotych, to biorąc pod uwagę koszty budowy, nie ma miejsca na takie marże -mówi Monika Śleziońska z MK Inwestycje.

-Nigdy nie mieliśmy większej marży niż 20 proc., a obecnie kombinujemy w Gdańsku, jak skończyć inwestycje przy marży w wysokości 8?9 proc. -dodaje Jacek Kaliszuk, dyrektor ds. realizacyjnych Polnordu.

-Marże deweloperskie spadają. Przy realizowanych teraz inwestycjach wynoszą one od 10 do 15 proc., a przy inwestycjach zakończonych, gdy mieszkania stoją i czekają, marża wynosi do 5-10 proc. -mówi Robert Micał, prezes Unidevelopment.

Drogo w niektórych miejscach

Niektórzy prezesi firm deweloperskich przyznają jednak, że nawet w czasie kryzysu można sprzedawać mieszkania z bardzo dużym zyskiem. Dotyczy to jednak tylko mniejszych inwestycji, o wyjątkowej lokalizacji.

-Na Saskiej Kępie w Warszawie nadal można uzyskać marże sięgające 30 proc. Dla naszego dużego projektu Tryton Park marża miała wynosić 27,6 proc., ale wiadomo już, że będzie ona niższa -mówi Tomasz Zganiacz, prezes Triton Development.

Marże deweloperskie zjadają koszty finansowe. Wiele mieszkań czeka na nabywców, a deweloper musi spłacać kredyty. Z drugiej strony jednak tempo obniżki marż deweloperskich hamuje spadek ceny materiałów budowlanych i robocizny. To pozwala utrzymać rentowność inwestycji mieszkaniowych.

Roman Grzyb
interia.pl

Rekordowe marże deweloperów

Marże Dom Development mimo kryzysu sięgają 37 proc. Inni przedstawiciele branży twierdzą, że ich marże są znacznie niższe.
Dom Development w I kwartale tego roku zarobił 41,6 mln zł przy przychodach 190,6 mln zł. Daje to marżę na poziomie 37 proc.

Historyczna marża

-To jest marża historyczna na mieszkaniach, które sprzedawano i budowano w 2006 i 2007 roku. Jest bardzo prawdopodobne, że teraz marże są już niższe, bo skończyły się działki budowlane kupowane bardzo tanio -mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.

Dlatego deweloper stara się ograniczyć koszty, nie rozpoczyna nowych inwestycji i zwolnił 30 proc. pracowników. Dodatkowo od marca płace reszty załogi zostały obniżone o 10 proc.

Przedstawiciele większości firm deweloperskich są zaskoczeni wysoką marżą, jaką w czasie kryzysu może pochwalić się Dom Development.

-Nie mamy takich marż i nie mieliśmy ich także przed kryzysem. Jeśli na Śląsku metr kwadratowy mieszkania kosztuje ok. 4 tysięcy złotych, to biorąc pod uwagę koszty budowy, nie ma miejsca na takie marże -mówi Monika Śleziońska z MK Inwestycje.

-Nigdy nie mieliśmy większej marży niż 20 proc., a obecnie kombinujemy w Gdańsku, jak skończyć inwestycje przy marży w wysokości 8?9 proc. -dodaje Jacek Kaliszuk, dyrektor ds. realizacyjnych Polnordu.

-Marże deweloperskie spadają. Przy realizowanych teraz inwestycjach wynoszą one od 10 do 15 proc., a przy inwestycjach zakończonych, gdy mieszkania stoją i czekają, marża wynosi do 5-10 proc. -mówi Robert Micał, prezes Unidevelopment.

Drogo w niektórych miejscach

Niektórzy prezesi firm deweloperskich przyznają jednak, że nawet w czasie kryzysu można sprzedawać mieszkania z bardzo dużym zyskiem. Dotyczy to jednak tylko mniejszych inwestycji, o wyjątkowej lokalizacji.

-Na Saskiej Kępie w Warszawie nadal można uzyskać marże sięgające 30 proc. Dla naszego dużego projektu Tryton Park marża miała wynosić 27,6 proc., ale wiadomo już, że będzie ona niższa -mówi Tomasz Zganiacz, prezes Triton Development.

Marże deweloperskie zjadają koszty finansowe. Wiele mieszkań czeka na nabywców, a deweloper musi spłacać kredyty. Z drugiej strony jednak tempo obniżki marż deweloperskich hamuje spadek ceny materiałów budowlanych i robocizny. To pozwala utrzymać rentowność inwestycji mieszkaniowych.

Roman Grzyb
interia.pl

"Gazeta Prawna": Kredyt konsumencki - do 75 tys. euro

Prawnicy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pracują nad projektem nowej ustawy o kredycie konsumenckim, projekt ten trafi do Sejmu jako inicjatywa rządowa - pisze "Gazeta Prawna".
Założenia projektu przewidują m.in., ze osoby zaciągające kredyt konsumencki będą mogły bez podania przyczyny odstąpić od umowy w ciągu 14 dni, a nie jak jest obecnie w ciągu 10 dni. Za korzystanie w tym czasie z kredytu klienci będą musieli jednak płacić odsetki umowne.

Podwyższeniu ulegnie także wysokość kredytu z obecnych 80 tys. zł do 75 tys. euro. Udzielający kredytu będzie mógł pobrać od klienta rekompensatę z tytułu wcześniejszej spłaty kredytu. Ocenia się, że prowizja taka może sięgać od 0,5 do 1 proc. spłacanej przed terminem kwoty - przewiduje "GP".
onet.pl/(PAP, ak/13.05.2009, godz. 06:26)

"Gazeta Prawna": Kredyt konsumencki - do 75 tys. euro

Prawnicy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pracują nad projektem nowej ustawy o kredycie konsumenckim, projekt ten trafi do Sejmu jako inicjatywa rządowa - pisze "Gazeta Prawna".
Założenia projektu przewidują m.in., ze osoby zaciągające kredyt konsumencki będą mogły bez podania przyczyny odstąpić od umowy w ciągu 14 dni, a nie jak jest obecnie w ciągu 10 dni. Za korzystanie w tym czasie z kredytu klienci będą musieli jednak płacić odsetki umowne.

Podwyższeniu ulegnie także wysokość kredytu z obecnych 80 tys. zł do 75 tys. euro. Udzielający kredytu będzie mógł pobrać od klienta rekompensatę z tytułu wcześniejszej spłaty kredytu. Ocenia się, że prowizja taka może sięgać od 0,5 do 1 proc. spłacanej przed terminem kwoty - przewiduje "GP".
onet.pl/(PAP, ak/13.05.2009, godz. 06:26)

Znany deweloper: ceny są kryzysowe, więcej nie spadną

Potentat na rynku mieszkaniowym Dom Development prawdopodobnie nie rozpocznie w tym roku żadnej nowej inwestycji - informuje "Gazeta Wyborcza". Szefowie tej spółki nie wierzą w zmianę sytuacji na rynku kredytów i wzrost sprzedaży mieszkań.
W pierwszym kwartale deweloper sprzedał 106 nowych mieszkań. Na koniec roku spółka będzie ich miała gotowych przeszło tysiąc. Tymczasem jak prognozuje prezes Dom Development Jarosław Szanajca sytuacja gospodarcza kraju najpewniej jeszcze się pogorszy. Jak pisze "Gazeta Wyborcza" w tej sytuacji spółka postawiła na przetrwanie. Zwolniła część pracowników, reszcie obniżyła pensje.

Sytuacja rynkowa zmusiła też firmę do obniżenia cen - od 5 do 16 proc. Czy możliwe są jeszcze większe bonifikaty? - Dzisiejsze ceny są cenami kryzysowymi. Najprawdopodobniej nie poszybują wyżej, ale też nie będą spadać - twierdzi Szanajca.
onet.pl/(Gazeta Wyborcza, ak/13.05.2009, godz. 06:46)

Znany deweloper: ceny są kryzysowe, więcej nie spadną

Potentat na rynku mieszkaniowym Dom Development prawdopodobnie nie rozpocznie w tym roku żadnej nowej inwestycji - informuje "Gazeta Wyborcza". Szefowie tej spółki nie wierzą w zmianę sytuacji na rynku kredytów i wzrost sprzedaży mieszkań.
W pierwszym kwartale deweloper sprzedał 106 nowych mieszkań. Na koniec roku spółka będzie ich miała gotowych przeszło tysiąc. Tymczasem jak prognozuje prezes Dom Development Jarosław Szanajca sytuacja gospodarcza kraju najpewniej jeszcze się pogorszy. Jak pisze "Gazeta Wyborcza" w tej sytuacji spółka postawiła na przetrwanie. Zwolniła część pracowników, reszcie obniżyła pensje.

Sytuacja rynkowa zmusiła też firmę do obniżenia cen - od 5 do 16 proc. Czy możliwe są jeszcze większe bonifikaty? - Dzisiejsze ceny są cenami kryzysowymi. Najprawdopodobniej nie poszybują wyżej, ale też nie będą spadać - twierdzi Szanajca.
onet.pl/(Gazeta Wyborcza, ak/13.05.2009, godz. 06:46)

Banki pobiorą prowizję za wcześniejszą spłatę kredytu

Konsument będzie mógł bez podania przyczyny odstąpić od kredytu konsumenckiego w ciągu 14 dni, a nie tak jak jest obecnie w ciągu 10 dni. W takim przypadku bank będzie miał jednak prawo zażądać od niego zwrotu kapitału oraz odsetek za okres, w jakim konsument korzystał z kredytu.
Natomiast kredytodawca nie będzie mógł zatrzymać opłaty przygotowawczej - to tylko niektóre zmiany, jakie wprowadzi nowa ustawa o kredycie konsumenckim, do której dotarła Gazeta Prawna.

Zmieni się także wysokość kredytu konsumenckiego.
Zgodnie z unijną dyrektywą w sprawie umów o kredyty konsumenckie, za kredyt konsumencki uważa się kredyt w wysokości od 200 do 75 tys. euro. W naszej ocenie nową regulacją należy objąć także kredyty o wartości poniżej 200 euro - informuje Justyna Obrębska z UOKiK.

Zaznacza, że Urząd chce objąć zakresem nowej ustawy również niskokwotowe kredyty poniżej 200 euro po to, aby zablokować obchodzenie przepisów nowej ustawy poprzez zawieranie kilku umów na niższe kwoty.
Nad założeniami nowej ustawy o kredycie konsumenckim pracują obecnie prawnicy z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Duże zmiany planowane są przy odstąpieniu przez klienta od umowy kredytu konsumenckiego.

Jak zmienia się prawo do odstąpienia od umowy? Jakie odsetki od kapitału będzie musiał zapłacić konsument jeśli skorzystał z prawa odstąpienia od umowy? W jakiej wysokości rekompensatę będzie mógł pobrać od klienta z tytułu przedterminowej spłaty kredytu kredytodawca?

Małgorzata Kryszkiewicz
Więcej: Gazeta Prawna 13.05.2009 (92) - str.8
wp.pl

Banki pobiorą prowizję za wcześniejszą spłatę kredytu

Konsument będzie mógł bez podania przyczyny odstąpić od kredytu konsumenckiego w ciągu 14 dni, a nie tak jak jest obecnie w ciągu 10 dni. W takim przypadku bank będzie miał jednak prawo zażądać od niego zwrotu kapitału oraz odsetek za okres, w jakim konsument korzystał z kredytu.
Natomiast kredytodawca nie będzie mógł zatrzymać opłaty przygotowawczej - to tylko niektóre zmiany, jakie wprowadzi nowa ustawa o kredycie konsumenckim, do której dotarła Gazeta Prawna.

Zmieni się także wysokość kredytu konsumenckiego.
Zgodnie z unijną dyrektywą w sprawie umów o kredyty konsumenckie, za kredyt konsumencki uważa się kredyt w wysokości od 200 do 75 tys. euro. W naszej ocenie nową regulacją należy objąć także kredyty o wartości poniżej 200 euro - informuje Justyna Obrębska z UOKiK.

Zaznacza, że Urząd chce objąć zakresem nowej ustawy również niskokwotowe kredyty poniżej 200 euro po to, aby zablokować obchodzenie przepisów nowej ustawy poprzez zawieranie kilku umów na niższe kwoty.
Nad założeniami nowej ustawy o kredycie konsumenckim pracują obecnie prawnicy z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Duże zmiany planowane są przy odstąpieniu przez klienta od umowy kredytu konsumenckiego.

Jak zmienia się prawo do odstąpienia od umowy? Jakie odsetki od kapitału będzie musiał zapłacić konsument jeśli skorzystał z prawa odstąpienia od umowy? W jakiej wysokości rekompensatę będzie mógł pobrać od klienta z tytułu przedterminowej spłaty kredytu kredytodawca?

Małgorzata Kryszkiewicz
Więcej: Gazeta Prawna 13.05.2009 (92) - str.8
wp.pl

Ogródki działkowe będą już na własność

Mocno skłócone PO i PiS niespodziewanie pogodziła kwestia działek pracowniczych. Dzięki temu milion korzystających z nich rodzin mogłoby już w przyszłym roku stać się ich właścicielami.
Jak dowiedział się dziennik "Polska", obie największe partie chcą wreszcie zrealizować obietnice, którymi od końca lat 90. mamili działkowców politycy przy okazji kolejnych wyborów. PiS złożył już projekt odpowiedniej ustawy w Sejmie, a PO zamierza jeszcze latem zorganizować tzw. okrągły stół między Polskim Związkiem Działkowców, który sprzeciwia się uwłaszczeniu, a użytkownikami działek. Politycy obu partii prowadzą już rozmowy, by wypracować wspólne rozwiązanie.

Zgadzamy się z PiS-em co do idei, ale chcemy wcześniej nakłonić PZD do zgody na uwłaszczenie. Ostatnio jesteśmy zasypywani petycjami od działkowców, którzy chcą wykupić ziemię - przyznaje "Polsce" Andrzej Czerwiński, wiceszef klubu parlamentarnego PO.
Projekt PiS jednoznacznie uderza w PZD. Posłowie proponują likwidację związku (traktując go jako relikt PRL, jedyny w tej części Europy) i wykup z bonifikatą ziemi przez dotychczasowych użytkowników. Jeżeli ci będą chcieli zostać właścicielami działki, musieliby w ciągu dwóch lat od wejścia w życie ustawy złożyć odpowiedni wniosek. Za każdy rok użytkowania działki przysługiwałoby 10 proc. zniżki w opłacie. Maksymalnie można by skorzystać z 99 proc. bonifikaty. Autorzy projektu podkreślają też, że emeryci, renciści oraz wdowy i wdowcy po nich zapłacą za działki tylko 1 proc. ich wartości. Z własnej kieszeni musieliby tylko pokryć koszt rzeczoznawcy i notariusza, czyli ok. 1-1,2 tys. zł. Właściciele działek będą decydować, czy i komu je sprzedać. Mogą postawić normalny dom i w nim mieszkać.

Złożony w Sejmie projekt PiS zakłada, że na gruzach PZD powstaną dobrowolne wspólnoty działkowców. Na takie rozwiązania zgadza się już teraz spora część posłów PO - m.in. Lidia Staroń i Andrzej Kania, którzy są gorącymi orędownikami uwłaszczenia użytkowników ogródków pracowniczych.

Rozmawiamy z posłami PO o poparciu dla tego projektu. Mamy dwa orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, które kwestionują monopol PZD i nakazują wolność zrzeszania się w różnych stowarzyszeniach, więc jesteśmy pewni, że działamy zgodnie z prawem - twierdzi Andrzej Dera z PiS, współautor projektu.

A PZD nie ma dziś konkurencji. Dysponuje absolutną władzą w 5 tys. kompleksów działkowych zajmujących w całym kraju powierzchnię 44 tys. hektarów, nieraz w centrach wielkich miast. Tylko w stolicy jest 1,2 tys. ha działek, a cena metra kwadratowego w prestiżowych lokalizacjach, np. przy ul. Odyńca na warszawskim Mokotowie, sięga ok. 2-3 tys. dol. Teoretycznie właścicielem gruntów są gminy, a PZD użytkuje je wieczyście, ściągając rocznie od działkowców 44 mln zł. Działacze związku mogą jednak kontrolować, czy działki są "zadbane" i wyrzucać niepokornych. Doświadczył tego dwa lata temu Roman Michalak z Olsztyna, który chciał założyć własne stowarzyszenie działkowców.

Władze PZD nie chcą komentować propozycji PO, a projekt PiS nazywają niekonstytucyjnym, gdyż "narusza prawa nabyte związku".

Krocie za ogródek pracowniczy

Warszawa
Ogródki zajmują 2,9 proc. powierzchni miasta. Cena mkw. działki budowlanej w miejscach, gdzie się znajdują, wynosi od 200 zł (np. Wawer) do nawet 6 tys. (Stary Mokotów).

Łódź
Działki zajmują 2,5 proc. powierzchni miasta. Można je sprzedać za cenę od 500 (obrzeża) do 1 tys. zł za mkw. (Bałuty).

Wrocław
To miasto działkowiczów. Ogródki zajmują aż 4,6 proc. powierzchni miasta. Za 1 mkw. można tu wytargować od 800 do 1 tys. zł.

Poznań
Działki zajmują 3 proc. powierzchni. Metr kw. działki kosztuje w najlepszych lokalizacjach 1,8 tys. zł.

Tomasz Ł. Rożek
POLSKA Dziennik Zachodni
wp.pl

Ogródki działkowe będą już na własność

Mocno skłócone PO i PiS niespodziewanie pogodziła kwestia działek pracowniczych. Dzięki temu milion korzystających z nich rodzin mogłoby już w przyszłym roku stać się ich właścicielami.
Jak dowiedział się dziennik "Polska", obie największe partie chcą wreszcie zrealizować obietnice, którymi od końca lat 90. mamili działkowców politycy przy okazji kolejnych wyborów. PiS złożył już projekt odpowiedniej ustawy w Sejmie, a PO zamierza jeszcze latem zorganizować tzw. okrągły stół między Polskim Związkiem Działkowców, który sprzeciwia się uwłaszczeniu, a użytkownikami działek. Politycy obu partii prowadzą już rozmowy, by wypracować wspólne rozwiązanie.

Zgadzamy się z PiS-em co do idei, ale chcemy wcześniej nakłonić PZD do zgody na uwłaszczenie. Ostatnio jesteśmy zasypywani petycjami od działkowców, którzy chcą wykupić ziemię - przyznaje "Polsce" Andrzej Czerwiński, wiceszef klubu parlamentarnego PO.
Projekt PiS jednoznacznie uderza w PZD. Posłowie proponują likwidację związku (traktując go jako relikt PRL, jedyny w tej części Europy) i wykup z bonifikatą ziemi przez dotychczasowych użytkowników. Jeżeli ci będą chcieli zostać właścicielami działki, musieliby w ciągu dwóch lat od wejścia w życie ustawy złożyć odpowiedni wniosek. Za każdy rok użytkowania działki przysługiwałoby 10 proc. zniżki w opłacie. Maksymalnie można by skorzystać z 99 proc. bonifikaty. Autorzy projektu podkreślają też, że emeryci, renciści oraz wdowy i wdowcy po nich zapłacą za działki tylko 1 proc. ich wartości. Z własnej kieszeni musieliby tylko pokryć koszt rzeczoznawcy i notariusza, czyli ok. 1-1,2 tys. zł. Właściciele działek będą decydować, czy i komu je sprzedać. Mogą postawić normalny dom i w nim mieszkać.

Złożony w Sejmie projekt PiS zakłada, że na gruzach PZD powstaną dobrowolne wspólnoty działkowców. Na takie rozwiązania zgadza się już teraz spora część posłów PO - m.in. Lidia Staroń i Andrzej Kania, którzy są gorącymi orędownikami uwłaszczenia użytkowników ogródków pracowniczych.

Rozmawiamy z posłami PO o poparciu dla tego projektu. Mamy dwa orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, które kwestionują monopol PZD i nakazują wolność zrzeszania się w różnych stowarzyszeniach, więc jesteśmy pewni, że działamy zgodnie z prawem - twierdzi Andrzej Dera z PiS, współautor projektu.

A PZD nie ma dziś konkurencji. Dysponuje absolutną władzą w 5 tys. kompleksów działkowych zajmujących w całym kraju powierzchnię 44 tys. hektarów, nieraz w centrach wielkich miast. Tylko w stolicy jest 1,2 tys. ha działek, a cena metra kwadratowego w prestiżowych lokalizacjach, np. przy ul. Odyńca na warszawskim Mokotowie, sięga ok. 2-3 tys. dol. Teoretycznie właścicielem gruntów są gminy, a PZD użytkuje je wieczyście, ściągając rocznie od działkowców 44 mln zł. Działacze związku mogą jednak kontrolować, czy działki są "zadbane" i wyrzucać niepokornych. Doświadczył tego dwa lata temu Roman Michalak z Olsztyna, który chciał założyć własne stowarzyszenie działkowców.

Władze PZD nie chcą komentować propozycji PO, a projekt PiS nazywają niekonstytucyjnym, gdyż "narusza prawa nabyte związku".

Krocie za ogródek pracowniczy

Warszawa
Ogródki zajmują 2,9 proc. powierzchni miasta. Cena mkw. działki budowlanej w miejscach, gdzie się znajdują, wynosi od 200 zł (np. Wawer) do nawet 6 tys. (Stary Mokotów).

Łódź
Działki zajmują 2,5 proc. powierzchni miasta. Można je sprzedać za cenę od 500 (obrzeża) do 1 tys. zł za mkw. (Bałuty).

Wrocław
To miasto działkowiczów. Ogródki zajmują aż 4,6 proc. powierzchni miasta. Za 1 mkw. można tu wytargować od 800 do 1 tys. zł.

Poznań
Działki zajmują 3 proc. powierzchni. Metr kw. działki kosztuje w najlepszych lokalizacjach 1,8 tys. zł.

Tomasz Ł. Rożek
POLSKA Dziennik Zachodni
wp.pl

PiS: Dopłaty do kredytów nie z Funduszu Pracy

Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarność sprzeciwiają się temu, aby środki na dopłaty do kredytów hipotecznych dla bezrobotnych pochodziły z Funduszu Pracy - twierdzi Nasz Dziennik.
Zdaniem PiS i związku zawodowego, celem Funduszu Pracy nie jest spłacanie kredytów, ale ochrona miejsc pracy i pomoc w tworzeniu nowych oraz wypłata zasiłków dla bezrobotnych. Ich zdaniem, przeznaczanie środków Funduszu na dopłaty do kredytów spowoduje, iż na jego podstawowe zadania zabraknie pieniędzy. Gazeta pisze, że wydatki Funduszu z tytułu dopłat mają wzrosnąć o ponad 142 miliony złotych.
Według gazety, niepokój Solidarności budzi też to, że w ustawie budżetowej nie ma określonych wydatków związanych z kryzysem, między innymi z ochroną miejsc pracy oraz osłoną ludzi już zwolnionych. Związek krytykuje też zapis projektu, w myśl którego pomoc otrzymaliby tylko ci, którzy stracili pracę z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy, zwolnieni indywidualnie lub grupowo. W ocenie Solidarności, to rozwiązanie wybiórcze. Zdanie to podzielają posłowie PiS z sejmowej komisji polityki społecznej.

Wątpliwości co do projektu, jak pisze dziennik, zgłasza też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.



(IAR)

money.pl

PiS: Dopłaty do kredytów nie z Funduszu Pracy

Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarność sprzeciwiają się temu, aby środki na dopłaty do kredytów hipotecznych dla bezrobotnych pochodziły z Funduszu Pracy - twierdzi Nasz Dziennik.
Zdaniem PiS i związku zawodowego, celem Funduszu Pracy nie jest spłacanie kredytów, ale ochrona miejsc pracy i pomoc w tworzeniu nowych oraz wypłata zasiłków dla bezrobotnych. Ich zdaniem, przeznaczanie środków Funduszu na dopłaty do kredytów spowoduje, iż na jego podstawowe zadania zabraknie pieniędzy. Gazeta pisze, że wydatki Funduszu z tytułu dopłat mają wzrosnąć o ponad 142 miliony złotych.
Według gazety, niepokój Solidarności budzi też to, że w ustawie budżetowej nie ma określonych wydatków związanych z kryzysem, między innymi z ochroną miejsc pracy oraz osłoną ludzi już zwolnionych. Związek krytykuje też zapis projektu, w myśl którego pomoc otrzymaliby tylko ci, którzy stracili pracę z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy, zwolnieni indywidualnie lub grupowo. W ocenie Solidarności, to rozwiązanie wybiórcze. Zdanie to podzielają posłowie PiS z sejmowej komisji polityki społecznej.

Wątpliwości co do projektu, jak pisze dziennik, zgłasza też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.



(IAR)

money.pl

Dopłaty do kredytów. Pomoc znów się opóźnia

Znów opóźnia się decyzja rządu w sprawie dopłat do kredytów hipotecznych dla osób, które stracą pracę.
TVN CNBC Biznes informuje, że Rada Ministrów zajmie się projektem ustawy dopiero za tydzień, a nie - jak zapowiadał szef doradców premiera - już jutro.
- Uwagi miały między innymi ministerstwo finansów czy ministerstwo infrastruktury, ale także Związek Banków Polskich i związki zawodowe. Chodziło na przykład o doprecyzowanie przepisów definiujących, jakie osoby będą uprawnione do publicznego wsparcia, a także o brak przepisów egzekucyjnych w przypadku, gdyby korzystający z dopłat odmówił w przyszłości oddania państwu udzielonej mu pożyczki - czytamy na stronie TVN24.pl

Prawdopodobnie dopłatami rząd będzie zajmował się za tydzień. Do Sejmu odpowiedni projekt mógłby trafić jeszcze przed wakacjami.

Minister pracy Jolanta Fedak ujawniła, że jeżeli pracę straci tylko jedno z małżonków, to rodzina nie dostanie od państwa pożyczki na spłatę kredytu hipotecznego: będzie ona udzielana, gdy bez pracy będą obydwoje.

Ile pieniędzy ma trafić do potrzebujących? Jakiś czas temu minister Fedak powiedziała, że jej resort otrzymał z Ministerstwa Skarbu prawie 500 mln zł z prywatyzacji i te pieniądze mogą być wykorzystane przez Fundusz Pracy na pomoc w spłacie kredytów.

Michał Boni uważa, że 400 mln złotych pomocy powinno w zupełności wystarczyć. Jego zdaniem program obejmie od 40-tu do 100-tu tysięcy gospodarstw domowych.

(MM), (PAP), (TVN24)
Dopłaty do kredytów. Pomoc znów się opóźnia

Sprawdź najnowsze oferty w serwisie

Oceń nasz serwis

średnia ocen: 4,4

Ten serwis korzysta z mechanizmów cookies (ciasteczka)

| Polityka Cookies