Ze świata nieruchomości - strona 101

"Dziennik": Polska walczy o gigantyczne inwestycje

Polska walczy o inwestycje Arabii Saudyjskiej, która dysponuje kapitałem szacowanym na bilion dolarów. Dlatego - jak dowiaduje się "Dziennik" - w listopadzie Donald Tusk leci do Rijadu.
Premiera przyjmie w swoim pałacu król Abdullah bin Abdul Aziz Al-Saud. Stawka spotkania może okazać się wysoka. Tak dużych pieniędzy do wydania jak Arabia Saudyjska nie ma bowiem w czasach kryzysu nikt na świecie. Sam król ma 21 mld dolarów.

Do tej pory szejkowie inwestowali je w krajach pewnych: w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, we Francji. Ale teraz chcą zdywersyfikować swoje aktywa, bo zamiast przynosić zyski, lokaty w USA czy Zjednoczonym Królestwie często przynoszą straty.

"To jest nasze pięć minut. Możemy z twardymi danymi w ręku udowodnić, że jako jeden z nielicznych krajów świata mamy gospodarkę, która wciąż się rozwija" - przekonuje Adam Kułach, polski ambasador w Rijadzie.

Więcej o tym w środowej publikacji "Dziennika".
onet.pl

Moody's: 8 polskich banków zagrożonych

Agencja ratingowa Moody's Investors Service umieściła oceny wiarygodności kredytowej ośmiu polskich banków na liście obserwacyjnej z możliwością obniżenia.
Decyzja dotyczy następujących banków: PKO BP, Pekao SA, BRE Bank, BRE Bank Hipoteczny, BZ WBK, BGŻ, Lukas Bank oraz EFL. Agencja podała też w komunikacie, że jednocześnie zmieniła perspektywę długoterminowego ratingu depozytowego ING Banku Śląskiego na negatywną ze stabilnej. Moody's przypomniał też, że ratingi Banku Handlowego (A3/P-2/C-) i Banku Millennium (A3/P-2/D) umieściła na liście obserwacyjnej z perspektywą negatywną odpowiednio w marcu i kwietniu br. po obniżeniu ratingów ich inwestorów strategicznych. Wszystkie oceny wiarygodności kredytowej Banku BPH (Baa2/P-2/D-) pozostają na liście obserwacyjnej z perspektywą pozytywną ze względu na zbliżające się połączenie z GE Money Polska, podał też Moody's.

Obecna decyzja nie wypływa z kolei na ratingi Getin Banku (Ba3/NP/D-), które już znajdują się na liście ze wskazaniem negatywnym. W odniesieniu do ratingów siły finansowej (BFSR), które zostały umieszczone na liście, Moody's zauważa, że w momencie, gdy polska gospodarka wchodzi w fazę spowolnienia, wzrasta prawdopodobieństwo ogłaszania niewypłacalności przez firmy, co oznacza, że można oczekiwać wzrostu strat banków z tytułu kredytów korporacyjnych. Z kolei rosnące bezrobocie i spadek cen nieruchomości spowodują prawdopodobnie wzrost strat także w portfelach kredytów klientów detalicznych. "Oczekuje się, że te straty osłabią pozycje kapitałowe większości polskich banków na przestrzeni najbliższych dwóch lat."

Moody's podkreśla, że już od pewnego czasu uwzględniał w swoich ratingach oczekiwane straty na portfelach kredytowych banków. Jednakże znacząco zwiększył poziom oczekiwanych strat ze względu na wciąż pogarszającą się sytuację w otoczeniu sektora" - głosi komunikat. Komentując decyzje dotyczące ratingów depozytowych i dłużnych, agencja podkreśla, że w warunkach przedłużającego się kryzysu finansowego zdolność rządu i banku centralnego do wsparcia krajowych banków ulega zmniejszeniu. Moody's podjął decyzje w odniesieniu do następujących ratingów: PKO BP - na liście: BFSR na poziomie C. "Choć bank ma dominującą pozycję na rynku detalicznym oraz zdywersyfikowany portfel kredytów, ostatni gwałtowny wzrost rat w kredytach hipotecznych w walutach obcych pozostaje powodem do niepokoju" - czytamy w komunikacie.

Decyzja dotyczy także ratingu dłużnego Aa2 oraz rating dla depozytów w walucie lokalnej Aa2. Moody's podtrzymał rating dla długoterminowych depozytów w walutach obcych (A2) oraz krótkoterminowy rating depozytowy (P-1). Bank Pekao SA - na liście: BFSR na poziomie C, długoterminowy rating dla depozytów w walucie lokalnej na poziomie Aa3, podtrzymane: rating dla długoterminowych depozytów w walutach obcych (A2) oraz krótkoterminowy rating depozytowy (P-1). BRE Bank - na liście: długoterminowy rating dla depozytów na poziomie Aa3; podtrzymane: BFSR na poziomie D i krótkoterminowy rating depozytowy na poziomie P-2. BRE Bank Hipoteczny - na liście: BFSR na poziomie D; podtrzymane - ratingi depozytowe (Baa3/P-3). Bank Zachodni WBK - na liście: BFSR na poziomie C-, ratingi dla depozytów w walutach obcych oraz w walucie lokalnej (A2/P-1). Bank BGŻ - na liście: ratingi dla depozytów w walutach obcych oraz w walucie lokalnej (A2/P-1); podtrzymane - BFSR na poziomie D. Lukas Bank - na liście: BFSR na poziomie C-, ratingi dla depozytów w walutach obcych oraz w walucie lokalnej (A2/P-1). Europejski Fundusz Leasingowy (EFL) - na liście: rating A2. ING Banku Śląski - zmiana perspektywy długoterminowego ratingu depozytowego A2 na negatywną ze stabilnej, pozostałe ratingi - bez zmian.
onet.pl

Moody's: 8 polskich banków zagrożonych

Agencja ratingowa Moody's Investors Service umieściła oceny wiarygodności kredytowej ośmiu polskich banków na liście obserwacyjnej z możliwością obniżenia.
Decyzja dotyczy następujących banków: PKO BP, Pekao SA, BRE Bank, BRE Bank Hipoteczny, BZ WBK, BGŻ, Lukas Bank oraz EFL. Agencja podała też w komunikacie, że jednocześnie zmieniła perspektywę długoterminowego ratingu depozytowego ING Banku Śląskiego na negatywną ze stabilnej. Moody's przypomniał też, że ratingi Banku Handlowego (A3/P-2/C-) i Banku Millennium (A3/P-2/D) umieściła na liście obserwacyjnej z perspektywą negatywną odpowiednio w marcu i kwietniu br. po obniżeniu ratingów ich inwestorów strategicznych. Wszystkie oceny wiarygodności kredytowej Banku BPH (Baa2/P-2/D-) pozostają na liście obserwacyjnej z perspektywą pozytywną ze względu na zbliżające się połączenie z GE Money Polska, podał też Moody's.

Obecna decyzja nie wypływa z kolei na ratingi Getin Banku (Ba3/NP/D-), które już znajdują się na liście ze wskazaniem negatywnym. W odniesieniu do ratingów siły finansowej (BFSR), które zostały umieszczone na liście, Moody's zauważa, że w momencie, gdy polska gospodarka wchodzi w fazę spowolnienia, wzrasta prawdopodobieństwo ogłaszania niewypłacalności przez firmy, co oznacza, że można oczekiwać wzrostu strat banków z tytułu kredytów korporacyjnych. Z kolei rosnące bezrobocie i spadek cen nieruchomości spowodują prawdopodobnie wzrost strat także w portfelach kredytów klientów detalicznych. "Oczekuje się, że te straty osłabią pozycje kapitałowe większości polskich banków na przestrzeni najbliższych dwóch lat."

Moody's podkreśla, że już od pewnego czasu uwzględniał w swoich ratingach oczekiwane straty na portfelach kredytowych banków. Jednakże znacząco zwiększył poziom oczekiwanych strat ze względu na wciąż pogarszającą się sytuację w otoczeniu sektora" - głosi komunikat. Komentując decyzje dotyczące ratingów depozytowych i dłużnych, agencja podkreśla, że w warunkach przedłużającego się kryzysu finansowego zdolność rządu i banku centralnego do wsparcia krajowych banków ulega zmniejszeniu. Moody's podjął decyzje w odniesieniu do następujących ratingów: PKO BP - na liście: BFSR na poziomie C. "Choć bank ma dominującą pozycję na rynku detalicznym oraz zdywersyfikowany portfel kredytów, ostatni gwałtowny wzrost rat w kredytach hipotecznych w walutach obcych pozostaje powodem do niepokoju" - czytamy w komunikacie.

Decyzja dotyczy także ratingu dłużnego Aa2 oraz rating dla depozytów w walucie lokalnej Aa2. Moody's podtrzymał rating dla długoterminowych depozytów w walutach obcych (A2) oraz krótkoterminowy rating depozytowy (P-1). Bank Pekao SA - na liście: BFSR na poziomie C, długoterminowy rating dla depozytów w walucie lokalnej na poziomie Aa3, podtrzymane: rating dla długoterminowych depozytów w walutach obcych (A2) oraz krótkoterminowy rating depozytowy (P-1). BRE Bank - na liście: długoterminowy rating dla depozytów na poziomie Aa3; podtrzymane: BFSR na poziomie D i krótkoterminowy rating depozytowy na poziomie P-2. BRE Bank Hipoteczny - na liście: BFSR na poziomie D; podtrzymane - ratingi depozytowe (Baa3/P-3). Bank Zachodni WBK - na liście: BFSR na poziomie C-, ratingi dla depozytów w walutach obcych oraz w walucie lokalnej (A2/P-1). Bank BGŻ - na liście: ratingi dla depozytów w walutach obcych oraz w walucie lokalnej (A2/P-1); podtrzymane - BFSR na poziomie D. Lukas Bank - na liście: BFSR na poziomie C-, ratingi dla depozytów w walutach obcych oraz w walucie lokalnej (A2/P-1). Europejski Fundusz Leasingowy (EFL) - na liście: rating A2. ING Banku Śląski - zmiana perspektywy długoterminowego ratingu depozytowego A2 na negatywną ze stabilnej, pozostałe ratingi - bez zmian.
onet.pl

"PB" wybrał najlepszy bank

Już po raz trzeci Getin Holding zebrał najwyższe noty w rankingu "Pulsu Biznesu", w którym podsumowywane są wyniki giełdowych instytucji finansowych.
Skład na podium jest identyczny z tym po IV kwartale 2008 r. Drugie miejsce utrzymał PKO BP, a trzecie Pekao - informuje gazeta.

Przetasowania były tylko na dalszych pozycjach. Np. o trzy oczka w górę awansowały ING BSK i BZ WBK (odpowiednio na 4 i 5 miejsce). BRE Bank zaś spadł z czwartej na szóstą pozycję, m.in. przez duże obniżenie wartości depozytów.
onet.pl

"PB" wybrał najlepszy bank

Już po raz trzeci Getin Holding zebrał najwyższe noty w rankingu "Pulsu Biznesu", w którym podsumowywane są wyniki giełdowych instytucji finansowych.
Skład na podium jest identyczny z tym po IV kwartale 2008 r. Drugie miejsce utrzymał PKO BP, a trzecie Pekao - informuje gazeta.

Przetasowania były tylko na dalszych pozycjach. Np. o trzy oczka w górę awansowały ING BSK i BZ WBK (odpowiednio na 4 i 5 miejsce). BRE Bank zaś spadł z czwartej na szóstą pozycję, m.in. przez duże obniżenie wartości depozytów.
onet.pl

Klienci zwrócili 25 proc. kupionych mieszkań

Deweloperzy, którzy na początku roku liczyli na dobre wyniki w pierwszym kwartale, teraz weryfikują wcześniejsze prognozy. W tym czasie bowiem aż jedna czwarta sprzedanych przez nich mieszkań została zwrócona.
Jak obliczyła firma doradcza Reas, w największych polskich miastach - Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu i Łodzi - w pierwszym kwartale sprzedano około 4,4 tys. mieszkań. Z tego 1020 lokali klienci zwrócili. Najgorzej sytuacja wyglądała w Łodzi, gdzie na około 100 sprzedanych mieszkań tyle samo wróciło do deweloperów. Powody do niepokoju powinna mieć spółka Polnord. W pierwszym kwartale sprzedała 55 mieszkań, ale w tym samym czasie aż 23 klientów zrezygnowało z ich kupna. Jednak przedstawiciele firmy są dobrej myśli. Uważają, że najgorszy okres jest już za nimi.

Ostatni kwartał ubiegłego roku i pierwszy 2009 r. to najtrudniejszy dla nas okres. Wiele osób traciło w tym czasie pracę, a inni, obawiając się tego, weryfikowali plany zakupu mieszkań - mówi Jan Wagner, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Polnordzie.
Bywało też tak, że klienci, którzy wpłacili zaliczki, nie otrzymywali kredytu, bo bank uznał, że w przyszłości mogą być niewypłacalni.

Ze zwrotami mieszkań musiał się między innymi pogodzić Dom Development. Spółka przyjęła 20 mieszkań, ale w tym czasie sprzedała 106. Podobny problem miał J.W. Construction Holding. Jednak spółka nie chce zdradzić, ile mieszkań jej zwrócono. To zjawisko obrazowo może zilustrować jedynie wypowiedź Józefa Wojciechowskiego, największego akcjonariusza giełdowej spółki, który dla TVN CNBC powiedział:
Sytuacja deweloperów przypomina kłopoty banków. Nawet najlepszy zbankrutuje, jeśli w krótkim czasie wszyscy klienci postanowią wypłacić swoje pieniądze.

Firma Reas ujawniła, że w pierwszym kwartale w największych polskich miastach sprzedano niemal 2 tys. mieszkań więcej niż zostało oddanych do użytku.

Część z nich bowiem to pozostałości z czwartego kwartału 2008 r., kiedy deweloperzy nadal oddawali mieszkania, a sprzedaż radykalnie zaczęła spadać. Dla deweloperów pojawił się też nieoczekiwany konkurent, który do niedawna był jeszcze dobrym klientem. Są to osoby, które w okresie wzrostu cen mieszkań kupowały je jako inwestycję, lokatę kapitału. Wydawało się wówczas, że ceny będą rosły co najmniej przez kilka lat. Tymczasem kryzys sprawił, że mieszkania zaczęły tanieć. Niektórzy inwestorzy, nie chcąc już więcej czekać i tracić, postanowili je szybko sprzedać. Jan Wagner z Polnordu przyznaje, że taka konkurencja spowodowała, iż spółka sprzedała mniej mieszkań.

Według Pauliny Starzyńskiej z firmy Reas, nie wszystkie lokale z tzw. rynku pierwotno-wtórnego, czyli nowe mieszkania z drugiej ręki, zostały już wprowadzone do sprzedaży. Większość ich właścicieli czeka na lepsze czasy, kiedy nieruchomości znowu mogą zacząć drożeć. Na razie jednak sytuacja temu nie sprzyja. Bo, jak wynika z badań Reas, w pierwszym kwartale 2009 r. ceny ofertowe były średnio o 13 proc. niższe niż w tym samym okresie 2008 r. Jeszcze niższe, zwykle o 10-15 proc., były ceny transakcyjne. Dlatego w niektórych miastach sprzedaż mieszkań, w porównaniu z przełomem grudnia i stycznia, zaczęła nawet rosnąć. - Wielu deweloperów ustala teraz takie ceny mieszkań, żeby klienci mogli je kupić, korzystając z kredytu z dopłatą budżetową. Reas zwraca także uwagę, że projekty drogich osiedli mieszkaniowych są wycofywane z realizacji. Deweloperzy wstrzymali w ciągu roku w całym kraju aż 50 proc. inwestycji.

Henryk Sadowski
POLSKA Gazeta Krakowska
wp.pl

Klienci zwrócili 25 proc. kupionych mieszkań

Deweloperzy, którzy na początku roku liczyli na dobre wyniki w pierwszym kwartale, teraz weryfikują wcześniejsze prognozy. W tym czasie bowiem aż jedna czwarta sprzedanych przez nich mieszkań została zwrócona.
Jak obliczyła firma doradcza Reas, w największych polskich miastach - Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu i Łodzi - w pierwszym kwartale sprzedano około 4,4 tys. mieszkań. Z tego 1020 lokali klienci zwrócili. Najgorzej sytuacja wyglądała w Łodzi, gdzie na około 100 sprzedanych mieszkań tyle samo wróciło do deweloperów. Powody do niepokoju powinna mieć spółka Polnord. W pierwszym kwartale sprzedała 55 mieszkań, ale w tym samym czasie aż 23 klientów zrezygnowało z ich kupna. Jednak przedstawiciele firmy są dobrej myśli. Uważają, że najgorszy okres jest już za nimi.

Ostatni kwartał ubiegłego roku i pierwszy 2009 r. to najtrudniejszy dla nas okres. Wiele osób traciło w tym czasie pracę, a inni, obawiając się tego, weryfikowali plany zakupu mieszkań - mówi Jan Wagner, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Polnordzie.
Bywało też tak, że klienci, którzy wpłacili zaliczki, nie otrzymywali kredytu, bo bank uznał, że w przyszłości mogą być niewypłacalni.

Ze zwrotami mieszkań musiał się między innymi pogodzić Dom Development. Spółka przyjęła 20 mieszkań, ale w tym czasie sprzedała 106. Podobny problem miał J.W. Construction Holding. Jednak spółka nie chce zdradzić, ile mieszkań jej zwrócono. To zjawisko obrazowo może zilustrować jedynie wypowiedź Józefa Wojciechowskiego, największego akcjonariusza giełdowej spółki, który dla TVN CNBC powiedział:
Sytuacja deweloperów przypomina kłopoty banków. Nawet najlepszy zbankrutuje, jeśli w krótkim czasie wszyscy klienci postanowią wypłacić swoje pieniądze.

Firma Reas ujawniła, że w pierwszym kwartale w największych polskich miastach sprzedano niemal 2 tys. mieszkań więcej niż zostało oddanych do użytku.

Część z nich bowiem to pozostałości z czwartego kwartału 2008 r., kiedy deweloperzy nadal oddawali mieszkania, a sprzedaż radykalnie zaczęła spadać. Dla deweloperów pojawił się też nieoczekiwany konkurent, który do niedawna był jeszcze dobrym klientem. Są to osoby, które w okresie wzrostu cen mieszkań kupowały je jako inwestycję, lokatę kapitału. Wydawało się wówczas, że ceny będą rosły co najmniej przez kilka lat. Tymczasem kryzys sprawił, że mieszkania zaczęły tanieć. Niektórzy inwestorzy, nie chcąc już więcej czekać i tracić, postanowili je szybko sprzedać. Jan Wagner z Polnordu przyznaje, że taka konkurencja spowodowała, iż spółka sprzedała mniej mieszkań.

Według Pauliny Starzyńskiej z firmy Reas, nie wszystkie lokale z tzw. rynku pierwotno-wtórnego, czyli nowe mieszkania z drugiej ręki, zostały już wprowadzone do sprzedaży. Większość ich właścicieli czeka na lepsze czasy, kiedy nieruchomości znowu mogą zacząć drożeć. Na razie jednak sytuacja temu nie sprzyja. Bo, jak wynika z badań Reas, w pierwszym kwartale 2009 r. ceny ofertowe były średnio o 13 proc. niższe niż w tym samym okresie 2008 r. Jeszcze niższe, zwykle o 10-15 proc., były ceny transakcyjne. Dlatego w niektórych miastach sprzedaż mieszkań, w porównaniu z przełomem grudnia i stycznia, zaczęła nawet rosnąć. - Wielu deweloperów ustala teraz takie ceny mieszkań, żeby klienci mogli je kupić, korzystając z kredytu z dopłatą budżetową. Reas zwraca także uwagę, że projekty drogich osiedli mieszkaniowych są wycofywane z realizacji. Deweloperzy wstrzymali w ciągu roku w całym kraju aż 50 proc. inwestycji.

Henryk Sadowski
POLSKA Gazeta Krakowska
wp.pl

Gazprom wystawił PGNiG do wiatru?

Gazprom wbrew zapowiedziom nie podpisał wynegocjowanego z Polską kontraktu na dodatkowe dostawy gazu w tym roku.
Podpisanie umowy zapowiadano na 15 maja.

Prezes PGNiG Michał Szubski poinformował, że w magazynach jest tylko obowiązkowa rezerwa gazu w wysokości 360 mln m sześc. gazu.

Stan magazynów gazu jest na takim poziomie, jak zazwyczaj na koniec roku, czyli magazyny można powiedzieć są puste. Pozostała tam obowiązkowa rezerwa, która jest w gestii ministra gospodarki, czyli 360 mln metrów sześciennych gazu - podkreślił.

Pytany przez PAP o polskie rezerwy gazu, Szubski poinformował, że Gazprom wciąż nie odpowiedział PGNiG na pytanie dotyczące kontraktu na dodatkowe dostawy gazu do Polski.
Umowa między PGNiG a Gazpromem w sprawie dodatkowych dostaw była parafowana 8 maja podczas wizyty przedstawicieli polskiego rządu i PGNiG w Moskwie. Jak powiedziała wówczas PAP wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska, "nie ma już obaw, że zabraknie nam gazu na zimę". Podpisanie kontraktu między PGNiG a Gazpromem miało odbyć się 15 maja, a niedługo potem rozmowy międzyrządowe w sprawie dodatkowych dostaw gazu od 2010 roku. Jednak do tej pory kontrakt nie został sfinalizowany; nie odbyły się też rozmowy.

Chodzi o kontrakt, który zastąpi nierealizowaną od początku roku umowę z rosyjsko-ukraińską spółką RosUkrEnergo (RUE).

Szubski pytany co dzieje się z kontraktem, odpowiedział: "Dobre pytanie. Po naszej stronie wszystko zostało zrobione. Uzyskaliśmy wszystkie stosowne zgody korporacyjne na zawarcie kontraktu, łącznie ze zgodą ministra skarbu".

Dokument leży na stole. Dlaczego nasz partner nie bierze długopisu do ręki, nie potrafię odpowiedzieć. Zadaliśmy to pytanie naszym partnerom z Gazpromu i do dzisiaj nie uzyskaliśmy odpowiedzi - podkreślił. Dodał, że takie pismo zostało wysłane w piątek.

Także czekamy parę dni na ustosunkowanie się, dlaczego dokument, który został przez strony wynegocjowany i do którego żadna ze stron nie zgłasza żadnych zastrzeżeń, nie jest podpisywany - dodał.

Jak podała "Gazeta Wyborcza", powołując się na źródło zbliżone do Gazpromu: obecnie kontrakt przechodzi przez normalne wewnętrzne procedury i po ich spełnieniu zostanie podpisany.
PAP | 27.05.2009 | 10:55
wp.pl

Gazprom wystawił PGNiG do wiatru?

Gazprom wbrew zapowiedziom nie podpisał wynegocjowanego z Polską kontraktu na dodatkowe dostawy gazu w tym roku.
Podpisanie umowy zapowiadano na 15 maja.

Prezes PGNiG Michał Szubski poinformował, że w magazynach jest tylko obowiązkowa rezerwa gazu w wysokości 360 mln m sześc. gazu.

Stan magazynów gazu jest na takim poziomie, jak zazwyczaj na koniec roku, czyli magazyny można powiedzieć są puste. Pozostała tam obowiązkowa rezerwa, która jest w gestii ministra gospodarki, czyli 360 mln metrów sześciennych gazu - podkreślił.

Pytany przez PAP o polskie rezerwy gazu, Szubski poinformował, że Gazprom wciąż nie odpowiedział PGNiG na pytanie dotyczące kontraktu na dodatkowe dostawy gazu do Polski.
Umowa między PGNiG a Gazpromem w sprawie dodatkowych dostaw była parafowana 8 maja podczas wizyty przedstawicieli polskiego rządu i PGNiG w Moskwie. Jak powiedziała wówczas PAP wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska, "nie ma już obaw, że zabraknie nam gazu na zimę". Podpisanie kontraktu między PGNiG a Gazpromem miało odbyć się 15 maja, a niedługo potem rozmowy międzyrządowe w sprawie dodatkowych dostaw gazu od 2010 roku. Jednak do tej pory kontrakt nie został sfinalizowany; nie odbyły się też rozmowy.

Chodzi o kontrakt, który zastąpi nierealizowaną od początku roku umowę z rosyjsko-ukraińską spółką RosUkrEnergo (RUE).

Szubski pytany co dzieje się z kontraktem, odpowiedział: "Dobre pytanie. Po naszej stronie wszystko zostało zrobione. Uzyskaliśmy wszystkie stosowne zgody korporacyjne na zawarcie kontraktu, łącznie ze zgodą ministra skarbu".

Dokument leży na stole. Dlaczego nasz partner nie bierze długopisu do ręki, nie potrafię odpowiedzieć. Zadaliśmy to pytanie naszym partnerom z Gazpromu i do dzisiaj nie uzyskaliśmy odpowiedzi - podkreślił. Dodał, że takie pismo zostało wysłane w piątek.

Także czekamy parę dni na ustosunkowanie się, dlaczego dokument, który został przez strony wynegocjowany i do którego żadna ze stron nie zgłasza żadnych zastrzeżeń, nie jest podpisywany - dodał.

Jak podała "Gazeta Wyborcza", powołując się na źródło zbliżone do Gazpromu: obecnie kontrakt przechodzi przez normalne wewnętrzne procedury i po ich spełnieniu zostanie podpisany.
PAP | 27.05.2009 | 10:55
wp.pl

Dziś decyzja RPP. Zobacz jakie są przewidywania

Choć dane z gospodarki przemawiają za dalszym luzowaniem polityki pieniężnej, to - zdaniem analityków - Rada Polityki Pieniężnej nie dokona w maju kolejnego cięcia stóp procentowych.

Ich zdaniem, Rada uzna, że po głębokich cięciach w ostatnim czasie jeden miesiąc zwłoki nie zmieni drastycznie stanu gospodarki i spokojnie poczeka na czerwcową projekcję inflacji oraz dane o PKB za I kw. 2009 r.

Żaden z dwunastu ankietowanych przez agencję ISB ekonomistów nie oczekuje poluzowania w maju, obwiązujących parametrów polityki pieniężnej w maju. Zgodnie twierdzą, że wobec wzrostu wskaźnika CPI oraz zgodnych z oczekiwaniami kwietniowych danych na temat produkcji i sprzedaży detalicznej Rada przedłuży o kolejny miesiąc przerwę w obniżkach. Nie zmienia to jednak faktu, że RPP nadal pozostaje w cyklu łagodzenia polityki pieniężnej i w czerwcu, po projekcji inflacji, na taki krok się zdecyduje.

Posiedzenie RPP odbywa się w dniach 26-27 maja, a decyzja zostanie ogłoszona w dziś we wczesnych godzinach popołudniowych.

W listopadzie nastąpiła pierwsza - od lutego 2006 r. - 25-pkt. obniżka stóp procentowych, a grudzień, styczeń, luty i marzec przyniosły cztery kolejne cięcia i obecnie główna stopa wynosi 3,75 proc.
(PAP)
money.pl

Dziś decyzja RPP. Zobacz jakie są przewidywania

Choć dane z gospodarki przemawiają za dalszym luzowaniem polityki pieniężnej, to - zdaniem analityków - Rada Polityki Pieniężnej nie dokona w maju kolejnego cięcia stóp procentowych.

Ich zdaniem, Rada uzna, że po głębokich cięciach w ostatnim czasie jeden miesiąc zwłoki nie zmieni drastycznie stanu gospodarki i spokojnie poczeka na czerwcową projekcję inflacji oraz dane o PKB za I kw. 2009 r.

Żaden z dwunastu ankietowanych przez agencję ISB ekonomistów nie oczekuje poluzowania w maju, obwiązujących parametrów polityki pieniężnej w maju. Zgodnie twierdzą, że wobec wzrostu wskaźnika CPI oraz zgodnych z oczekiwaniami kwietniowych danych na temat produkcji i sprzedaży detalicznej Rada przedłuży o kolejny miesiąc przerwę w obniżkach. Nie zmienia to jednak faktu, że RPP nadal pozostaje w cyklu łagodzenia polityki pieniężnej i w czerwcu, po projekcji inflacji, na taki krok się zdecyduje.

Posiedzenie RPP odbywa się w dniach 26-27 maja, a decyzja zostanie ogłoszona w dziś we wczesnych godzinach popołudniowych.

W listopadzie nastąpiła pierwsza - od lutego 2006 r. - 25-pkt. obniżka stóp procentowych, a grudzień, styczeń, luty i marzec przyniosły cztery kolejne cięcia i obecnie główna stopa wynosi 3,75 proc.
(PAP)
money.pl

Kryzys się kończy? Są pierwsze oznaki ożywienia

Na pierwszej od dwóch lat poważnej fali optymizmu indeksy na GPW i giełdach światowych zyskały od końca lutego średnio 35 procent. Money.pl sprawdza na czym inwestorzy oparli swoje oczekiwania.

W ostatnich tygodniach coraz częściej mówi się o tym, że jesteśmy świadkami końca kryzysu. Powód - pojawiły się oznaki ożywienia gospodarki światowej oraz poprawy koniunktury w USA, Europie, Azji, a także w Polsce.

Analitycy podkreślają, że wskaźniki wyprzedzające - czyli te, które sygnalizują najbardziej prawdopodobny rozwój sytuacji - poprawiają się już od kilku miesięcy. Niektórzy sugerują, że oznacza to, że jesteśmy właśnie na dnie obecnej recesji. A od tego momentu ma następować poprawa kondycji największych gospodarek.

I choć wciąż w tych opiniach jest wiele pobożnych życzeń, to jedno nie ulega wątpliwości - po dwóch latach regresu, puls gospodarki świata zaczyna bić mocniej.

Wiosna przynosi ożywienie. Polska wyjdzie na plus?

W Polsce optymizm wielu ekspertów opiera się m.in. na tym co od kilkunastu tygodni dzieje się na warszawskiej giełdzie. W ciągu trzech miesięcy najważniejszy indeks WIG20 zyskał ponad 30 proc. Optymizm może jednak studzić nieco fakt, że inwestorzy przestraszyli się psychologicznej bariery 1900 punktów. Po jej przebiciu miała nastąpić fala kolejnych wzrostów. Ostatnie dni na parkiecie to walka o pokonanie tej granicy. Póki co bezskuteczna.

ZOBACZ O ILE OD DRUGIEJ POŁOWY LUTEGO URÓSŁ INDEKS WIG20:

Choć pierwsze jaskółki zwykle wiosny nie czynią i pogrążone w recesji kraje zachodnie będą długo wychodzić z impasu, to jest szansa że nie spełnią się opublikowane kilka tygodni temu prognozy Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obie instytucje spodziewają się, że Polska w tym roku znajdzie się w recesji.

Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej prognozuje, że w 2009 roku polska gospodarka zanotuje dodatnią wartość PKB.

Powrót nadziei w USA

Zdaniem wielu ekspertów o końcu kryzysu w Polsce będzie można mówić dopiero wtedy, gdy z recesji wyjdzie gospodarka Stanów Zjednoczonych, która była pierwszą ofiarą obecnego spowolnienia.

Inwestorzy i analitycy zza Oceanu iskierek nadziei szukają na swoim rynku nieruchomości.

- Kluczowa dla przyszłości sytuacji na rynkach finansowych jest sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości. Tu widać pierwsze symptomy poprawy. Indeks dostępności domów (cena domów do dochodów) osiąga rekordowe wartości, dostępność domów a rynku poprawiła się o 50 proc. Istotna też jest sytuacja na rynku pracy, a ta jest uzależniona od kondycji gospodarczej - mówi Paweł Trzaska, analityk DM Deutsche Banku.

Pozytywnych sygnałów z branży nieruchomości w USA jest więcej. Stowarzyszenie Pośredników w Handlu Nieruchomościami USA podało, że liczba umów na sprzedaż domów, podpisanych w marcu nieoczekiwanie wzrosła miesiąc do miesiąca. Wzrosły też wydatki w budownictwie.

Również przemysł USA wysyła pozytywne informacje. ISM, indeks aktywności, odnotował w kwietniu czwarty kolejny wzrost, tym razem dość znacznie przewyższając oczekiwania rynku (indeks wyniósł 40,1 pkt., wobec 36,3 pkt. w marcu i oczekiwań rynku na 38 pkt.).

Został on potwierdzony również przez indeks nastrojów gospodarstw domowych, który to odnotował wzrost do 65,1 pkt. (potwierdzając też wcześniejszy wzrost podobnego indeksu Conference Board), podczas gdy jeszcze miesiąc temu wynosił tylko 57,3 pkt.

money.pl

Kryzys się kończy? Są pierwsze oznaki ożywienia

Na pierwszej od dwóch lat poważnej fali optymizmu indeksy na GPW i giełdach światowych zyskały od końca lutego średnio 35 procent. Money.pl sprawdza na czym inwestorzy oparli swoje oczekiwania.

W ostatnich tygodniach coraz częściej mówi się o tym, że jesteśmy świadkami końca kryzysu. Powód - pojawiły się oznaki ożywienia gospodarki światowej oraz poprawy koniunktury w USA, Europie, Azji, a także w Polsce.

Analitycy podkreślają, że wskaźniki wyprzedzające - czyli te, które sygnalizują najbardziej prawdopodobny rozwój sytuacji - poprawiają się już od kilku miesięcy. Niektórzy sugerują, że oznacza to, że jesteśmy właśnie na dnie obecnej recesji. A od tego momentu ma następować poprawa kondycji największych gospodarek.

I choć wciąż w tych opiniach jest wiele pobożnych życzeń, to jedno nie ulega wątpliwości - po dwóch latach regresu, puls gospodarki świata zaczyna bić mocniej.

Wiosna przynosi ożywienie. Polska wyjdzie na plus?

W Polsce optymizm wielu ekspertów opiera się m.in. na tym co od kilkunastu tygodni dzieje się na warszawskiej giełdzie. W ciągu trzech miesięcy najważniejszy indeks WIG20 zyskał ponad 30 proc. Optymizm może jednak studzić nieco fakt, że inwestorzy przestraszyli się psychologicznej bariery 1900 punktów. Po jej przebiciu miała nastąpić fala kolejnych wzrostów. Ostatnie dni na parkiecie to walka o pokonanie tej granicy. Póki co bezskuteczna.

ZOBACZ O ILE OD DRUGIEJ POŁOWY LUTEGO URÓSŁ INDEKS WIG20:

Choć pierwsze jaskółki zwykle wiosny nie czynią i pogrążone w recesji kraje zachodnie będą długo wychodzić z impasu, to jest szansa że nie spełnią się opublikowane kilka tygodni temu prognozy Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Obie instytucje spodziewają się, że Polska w tym roku znajdzie się w recesji.

Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej prognozuje, że w 2009 roku polska gospodarka zanotuje dodatnią wartość PKB.

Powrót nadziei w USA

Zdaniem wielu ekspertów o końcu kryzysu w Polsce będzie można mówić dopiero wtedy, gdy z recesji wyjdzie gospodarka Stanów Zjednoczonych, która była pierwszą ofiarą obecnego spowolnienia.

Inwestorzy i analitycy zza Oceanu iskierek nadziei szukają na swoim rynku nieruchomości.

- Kluczowa dla przyszłości sytuacji na rynkach finansowych jest sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości. Tu widać pierwsze symptomy poprawy. Indeks dostępności domów (cena domów do dochodów) osiąga rekordowe wartości, dostępność domów a rynku poprawiła się o 50 proc. Istotna też jest sytuacja na rynku pracy, a ta jest uzależniona od kondycji gospodarczej - mówi Paweł Trzaska, analityk DM Deutsche Banku.

Pozytywnych sygnałów z branży nieruchomości w USA jest więcej. Stowarzyszenie Pośredników w Handlu Nieruchomościami USA podało, że liczba umów na sprzedaż domów, podpisanych w marcu nieoczekiwanie wzrosła miesiąc do miesiąca. Wzrosły też wydatki w budownictwie.

Również przemysł USA wysyła pozytywne informacje. ISM, indeks aktywności, odnotował w kwietniu czwarty kolejny wzrost, tym razem dość znacznie przewyższając oczekiwania rynku (indeks wyniósł 40,1 pkt., wobec 36,3 pkt. w marcu i oczekiwań rynku na 38 pkt.).

Został on potwierdzony również przez indeks nastrojów gospodarstw domowych, który to odnotował wzrost do 65,1 pkt. (potwierdzając też wcześniejszy wzrost podobnego indeksu Conference Board), podczas gdy jeszcze miesiąc temu wynosił tylko 57,3 pkt.

money.pl

Konsorcjum Stali dostarczy materiały pod budowę stadionu

Konsorcjum Stali zawarło umowę z Wrocławskim Przedsiębiorstwem Budownictwa Przemysłowego nr 2 WROBIS na dostawę stali budowlanej na potrzeby budowy stadionu we Wrocławiu. Szacunkowa wartość zamówienia to 11,725 mln zł netto.

- Konsorcjum dostarczy prefabrykaty zbrojarskie, stal prostą w wiązkach, siatki typowe i nietypowe. Wartość umowy to 11,725 mln zł netto. Konsorcjum Stali rozpocznie dostawy w maju tego roku, a zakończy w kwietniu 2010 r. - podano w komunikacie

To trzeci kontrakt Konsorcjum Stali na dostawy stali związany z budową stadionów na Euro 2012. Spółka zawarła już podobne umowy z wykonawcami stadionów w Poznaniu i Warszawie (Stadion Narodowy).

Konsorcjum Stali jest liderem w branży produkcji zbrojeń budowlanych. Obecna sieć produkcyjno-handlowa spółki składa się z 5 zakładów produkcyjnych oraz 10 oddziałów handlowych. Działalność produkcyjna prowadzona jest w pięciu zakładach, które dysponują łącznymi mocami produkcyjnymi ok. 14 tys. ton zbrojeń miesięcznie.

Konsorcjum Stali miało 1,02 mln zł jednostkowej straty netto w I kw. 2009 roku wobec 3,71 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody wyniosły 164,12 mln zł wobec 90,78 mln zł rok wcześniej.

money.pl

Konsorcjum Stali dostarczy materiały pod budowę stadionu

Konsorcjum Stali zawarło umowę z Wrocławskim Przedsiębiorstwem Budownictwa Przemysłowego nr 2 WROBIS na dostawę stali budowlanej na potrzeby budowy stadionu we Wrocławiu. Szacunkowa wartość zamówienia to 11,725 mln zł netto.

- Konsorcjum dostarczy prefabrykaty zbrojarskie, stal prostą w wiązkach, siatki typowe i nietypowe. Wartość umowy to 11,725 mln zł netto. Konsorcjum Stali rozpocznie dostawy w maju tego roku, a zakończy w kwietniu 2010 r. - podano w komunikacie

To trzeci kontrakt Konsorcjum Stali na dostawy stali związany z budową stadionów na Euro 2012. Spółka zawarła już podobne umowy z wykonawcami stadionów w Poznaniu i Warszawie (Stadion Narodowy).

Konsorcjum Stali jest liderem w branży produkcji zbrojeń budowlanych. Obecna sieć produkcyjno-handlowa spółki składa się z 5 zakładów produkcyjnych oraz 10 oddziałów handlowych. Działalność produkcyjna prowadzona jest w pięciu zakładach, które dysponują łącznymi mocami produkcyjnymi ok. 14 tys. ton zbrojeń miesięcznie.

Konsorcjum Stali miało 1,02 mln zł jednostkowej straty netto w I kw. 2009 roku wobec 3,71 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody wyniosły 164,12 mln zł wobec 90,78 mln zł rok wcześniej.

money.pl

Bój o ogródki działkowe

W Sejmie jest obecnie poselski projekt ustawy o ogrodach działkowych. Określa on zasady zakładania ogrodów działkowych i zarządzania nimi, a także prawa i obowiązki właścicieli i użytkowników oraz zasady zbywania działek na preferencyjnych warunkach. Omawiany projekt ustawy o ogrodach działkowych za fundament uznaje stworzenie takiej sytuacji prawnej działkowców w Polsce, która zgodna jest z Konstytucją RP, zasadami solidarności społecznej, zasadą samorządności i praworządności. Należało niniejszym projektem uczynić zadość orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego, który wielokrotnie podkreślał niezgodność dotychczasowych uregulowań z literą i duchem Konstytucji RP oraz podstawowymi zasadami demokracji.

Przepisy projektu przewidują, że zakładanie ogrodów działkowych jest zadaniem własnym gmin. Gminy realizują powyższe uprawnienie w drodze uchwały rady gminy, właściwej ze względu na położenie ogrodu działkowego. Kompetencje gminy w powyższym zakresie realizować będzie ustanowiony w tym celu pełnomocnik, który dokonuje następujące czynności prawne: przygotowanie podziału ogrodu na część wspólną i odrębne działki, dokonuje zbycia działek lub ustanowienia ich użytkowania, wykonywanie tymczasowego zwykłego zarządu ogrodem, zwołanie pierwszego zebrania wspólnoty i przeprowadzenie wyboru za rządu wspólnoty, koordynowanie działań pracowników urzędu w zakresie spraw związanych z zarządem ogrodu.

Sprecyzowano, jakie elementy ogrodu będą tworzyły część wspólną działkowców, a zarazem ich współwłasność. Wymieniony w art. 9 ust. 1 katalog urządzeń jest katalogiem otwartym, co oznacza, że do pojęcia "urządzenia ogrodów działkowych" można będzie zaliczyć także inne urządzenia, pod warunkiem, że będą mieścić się w wymienionym pojęciu, tzn. służyć do zaspokajania wspólnych potrzeb właścicieli i użytkowników działek.

Przepisy zakładają iż uprawa i korzystanie z działki będzie możliwe wyłącznie w dwóch formach prawnych: prawa własności oraz prawa użytkowania. Z prawem własności związana będzie współwłasność w częściach wspólnych ogrodu. Wielkość udziału w częściach wspólnych ogrodu będzie uzależniona od wielkości posiadanej działki i będzie odpowiadała stosunkowi jej powierzchni względem ogólnej powierzchni działek w ogrodzie.

Dopuszczona została możliwość likwidacji ogrodu działkowego, jednakże może się ona odbyć tylko w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi potrzebami gospodarczymi lub społecznymi. W przypadku dokonania likwidacji, właściwy organ zapewnia teren zastępczy, o powierzchni nie mniejszej niż likwidowany ogród, wyposażone w taką samą infrastrukturę. Nałożono na podmiot lub podmioty - w interesie, których nastąpiła likwidacja - obowiązek wypłaty odszkodowania za ewentualne szkody wynikłe z likwidacji ogrodu. Ponadto osobom, które nie skorzystają z możliwości uzyskania działki na terenie zastępczym, przysługiwać będzie od podmiotu w interesie, którego nastąpiła likwidacja, odszkodowanie obejmujące wartość działki albo ustanowionego na niej użytkowania, oraz zwrot poczynionych przez właściciela lub użytkownika działki nakładów. Ponadto nałożono podmiotowość prawną wspólnocie ogrodu, którą stanowią wszyscy właściciele i użytkownicy działek. Wspólnota ogrodu może, więc nabywać i zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywana. Tym samym ustawodawca zadecydował, iż podstawową jednostką ogrodnictwa działkowego w Polsce jest wspólnota ogrodu. Wspólnoty ogrodów mogą zrzeszać się na zasadzie dobrowolności, w oparciu o przepisy ustawy Prawo o stowarzyszeniach.

Wspólnotą ogrodu ma kierować zarząd wybrany przez zebranie wspólnoty ogrodu. Zadaniem zarządu ma być kierowanie sprawami z zakresu części wspólnej ogrodu. Oddzielono czynności zwykłego zarządu, które zarząd podejmuje samodzielnie, od czynności przekraczających zwykły zarząd, które wymagają uchwały zebrania wspólnoty ogrodu. Nadano członkowi wspólnoty ogrodu uprawnienie do zaskarżenia uchwały zebrania wspólnoty ogrodu do sądu powszechnego.

Umożliwiono dotychczasowym użytkownikom działek możliwość odpłatnego przekształcenia prawa użytkowania w prawo własności tej działki. Warunkiem jest złożenie wniosku odpowiednim organom w ciągu dwóch lat od dnia wejścia w życie ustawy. Dotychczasowym użytkownikom przysługuje bonifikata 10 % za każdy rok użytkowania działki i przy odliczeniu wartości poczynionych przez osobę uprawnioną nakładów, zwiększających wartość działki, przy czym łączna obniżka nie może przekroczyć 99% ceny działki. Jeżeli osobą uprawnioną jest emeryt, rencista lub wdowa (wdowiec) po nim (po niej), opłata została ustalana na 1 % ceny działki. Do okresu użytkowania działki, od którego zależy pomniejszenie opłaty wlicza się również okres użytkowania poprzedniego użytkownika, który zmarł, a osoba uprawniona była jego osobą bliską użytkującą z nim wspólnie działkę. Z uwagi na wysokie bonifikaty, wszelkie opłaty związane z przekształceniem użytkowania w prawo własności pokrywają osoby uprawnione. Wprowadzono też fundamentalny zapis, że ogrody działkowe stanowią składnik terenów zielonych oraz terenów rekreacyjnych i podlegają ochronie przewidzianej w przepisach o ochronie gruntów rolnych i leśnych, a także w przepisach o ochronie środowiska.

interia.pl

Bój o ogródki działkowe

W Sejmie jest obecnie poselski projekt ustawy o ogrodach działkowych. Określa on zasady zakładania ogrodów działkowych i zarządzania nimi, a także prawa i obowiązki właścicieli i użytkowników oraz zasady zbywania działek na preferencyjnych warunkach. Omawiany projekt ustawy o ogrodach działkowych za fundament uznaje stworzenie takiej sytuacji prawnej działkowców w Polsce, która zgodna jest z Konstytucją RP, zasadami solidarności społecznej, zasadą samorządności i praworządności. Należało niniejszym projektem uczynić zadość orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego, który wielokrotnie podkreślał niezgodność dotychczasowych uregulowań z literą i duchem Konstytucji RP oraz podstawowymi zasadami demokracji.

Przepisy projektu przewidują, że zakładanie ogrodów działkowych jest zadaniem własnym gmin. Gminy realizują powyższe uprawnienie w drodze uchwały rady gminy, właściwej ze względu na położenie ogrodu działkowego. Kompetencje gminy w powyższym zakresie realizować będzie ustanowiony w tym celu pełnomocnik, który dokonuje następujące czynności prawne: przygotowanie podziału ogrodu na część wspólną i odrębne działki, dokonuje zbycia działek lub ustanowienia ich użytkowania, wykonywanie tymczasowego zwykłego zarządu ogrodem, zwołanie pierwszego zebrania wspólnoty i przeprowadzenie wyboru za rządu wspólnoty, koordynowanie działań pracowników urzędu w zakresie spraw związanych z zarządem ogrodu.

Sprecyzowano, jakie elementy ogrodu będą tworzyły część wspólną działkowców, a zarazem ich współwłasność. Wymieniony w art. 9 ust. 1 katalog urządzeń jest katalogiem otwartym, co oznacza, że do pojęcia "urządzenia ogrodów działkowych" można będzie zaliczyć także inne urządzenia, pod warunkiem, że będą mieścić się w wymienionym pojęciu, tzn. służyć do zaspokajania wspólnych potrzeb właścicieli i użytkowników działek.

Przepisy zakładają iż uprawa i korzystanie z działki będzie możliwe wyłącznie w dwóch formach prawnych: prawa własności oraz prawa użytkowania. Z prawem własności związana będzie współwłasność w częściach wspólnych ogrodu. Wielkość udziału w częściach wspólnych ogrodu będzie uzależniona od wielkości posiadanej działki i będzie odpowiadała stosunkowi jej powierzchni względem ogólnej powierzchni działek w ogrodzie.

Dopuszczona została możliwość likwidacji ogrodu działkowego, jednakże może się ona odbyć tylko w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi potrzebami gospodarczymi lub społecznymi. W przypadku dokonania likwidacji, właściwy organ zapewnia teren zastępczy, o powierzchni nie mniejszej niż likwidowany ogród, wyposażone w taką samą infrastrukturę. Nałożono na podmiot lub podmioty - w interesie, których nastąpiła likwidacja - obowiązek wypłaty odszkodowania za ewentualne szkody wynikłe z likwidacji ogrodu. Ponadto osobom, które nie skorzystają z możliwości uzyskania działki na terenie zastępczym, przysługiwać będzie od podmiotu w interesie, którego nastąpiła likwidacja, odszkodowanie obejmujące wartość działki albo ustanowionego na niej użytkowania, oraz zwrot poczynionych przez właściciela lub użytkownika działki nakładów. Ponadto nałożono podmiotowość prawną wspólnocie ogrodu, którą stanowią wszyscy właściciele i użytkownicy działek. Wspólnota ogrodu może, więc nabywać i zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywana. Tym samym ustawodawca zadecydował, iż podstawową jednostką ogrodnictwa działkowego w Polsce jest wspólnota ogrodu. Wspólnoty ogrodów mogą zrzeszać się na zasadzie dobrowolności, w oparciu o przepisy ustawy Prawo o stowarzyszeniach.

Wspólnotą ogrodu ma kierować zarząd wybrany przez zebranie wspólnoty ogrodu. Zadaniem zarządu ma być kierowanie sprawami z zakresu części wspólnej ogrodu. Oddzielono czynności zwykłego zarządu, które zarząd podejmuje samodzielnie, od czynności przekraczających zwykły zarząd, które wymagają uchwały zebrania wspólnoty ogrodu. Nadano członkowi wspólnoty ogrodu uprawnienie do zaskarżenia uchwały zebrania wspólnoty ogrodu do sądu powszechnego.

Umożliwiono dotychczasowym użytkownikom działek możliwość odpłatnego przekształcenia prawa użytkowania w prawo własności tej działki. Warunkiem jest złożenie wniosku odpowiednim organom w ciągu dwóch lat od dnia wejścia w życie ustawy. Dotychczasowym użytkownikom przysługuje bonifikata 10 % za każdy rok użytkowania działki i przy odliczeniu wartości poczynionych przez osobę uprawnioną nakładów, zwiększających wartość działki, przy czym łączna obniżka nie może przekroczyć 99% ceny działki. Jeżeli osobą uprawnioną jest emeryt, rencista lub wdowa (wdowiec) po nim (po niej), opłata została ustalana na 1 % ceny działki. Do okresu użytkowania działki, od którego zależy pomniejszenie opłaty wlicza się również okres użytkowania poprzedniego użytkownika, który zmarł, a osoba uprawniona była jego osobą bliską użytkującą z nim wspólnie działkę. Z uwagi na wysokie bonifikaty, wszelkie opłaty związane z przekształceniem użytkowania w prawo własności pokrywają osoby uprawnione. Wprowadzono też fundamentalny zapis, że ogrody działkowe stanowią składnik terenów zielonych oraz terenów rekreacyjnych i podlegają ochronie przewidzianej w przepisach o ochronie gruntów rolnych i leśnych, a także w przepisach o ochronie środowiska.

interia.pl

Bój o ogródki działkowe

W Sejmie jest obecnie poselski projekt ustawy o ogrodach działkowych. Określa on zasady zakładania ogrodów działkowych i zarządzania nimi, a także prawa i obowiązki właścicieli i użytkowników oraz zasady zbywania działek na preferencyjnych warunkach. Omawiany projekt ustawy o ogrodach działkowych za fundament uznaje stworzenie takiej sytuacji prawnej działkowców w Polsce, która zgodna jest z Konstytucją RP, zasadami solidarności społecznej, zasadą samorządności i praworządności. Należało niniejszym projektem uczynić zadość orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego, który wielokrotnie podkreślał niezgodność dotychczasowych uregulowań z literą i duchem Konstytucji RP oraz podstawowymi zasadami demokracji.

Przepisy projektu przewidują, że zakładanie ogrodów działkowych jest zadaniem własnym gmin. Gminy realizują powyższe uprawnienie w drodze uchwały rady gminy, właściwej ze względu na położenie ogrodu działkowego. Kompetencje gminy w powyższym zakresie realizować będzie ustanowiony w tym celu pełnomocnik, który dokonuje następujące czynności prawne: przygotowanie podziału ogrodu na część wspólną i odrębne działki, dokonuje zbycia działek lub ustanowienia ich użytkowania, wykonywanie tymczasowego zwykłego zarządu ogrodem, zwołanie pierwszego zebrania wspólnoty i przeprowadzenie wyboru za rządu wspólnoty, koordynowanie działań pracowników urzędu w zakresie spraw związanych z zarządem ogrodu.

Sprecyzowano, jakie elementy ogrodu będą tworzyły część wspólną działkowców, a zarazem ich współwłasność. Wymieniony w art. 9 ust. 1 katalog urządzeń jest katalogiem otwartym, co oznacza, że do pojęcia "urządzenia ogrodów działkowych" można będzie zaliczyć także inne urządzenia, pod warunkiem, że będą mieścić się w wymienionym pojęciu, tzn. służyć do zaspokajania wspólnych potrzeb właścicieli i użytkowników działek.

Przepisy zakładają iż uprawa i korzystanie z działki będzie możliwe wyłącznie w dwóch formach prawnych: prawa własności oraz prawa użytkowania. Z prawem własności związana będzie współwłasność w częściach wspólnych ogrodu. Wielkość udziału w częściach wspólnych ogrodu będzie uzależniona od wielkości posiadanej działki i będzie odpowiadała stosunkowi jej powierzchni względem ogólnej powierzchni działek w ogrodzie.

Dopuszczona została możliwość likwidacji ogrodu działkowego, jednakże może się ona odbyć tylko w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi potrzebami gospodarczymi lub społecznymi. W przypadku dokonania likwidacji, właściwy organ zapewnia teren zastępczy, o powierzchni nie mniejszej niż likwidowany ogród, wyposażone w taką samą infrastrukturę. Nałożono na podmiot lub podmioty - w interesie, których nastąpiła likwidacja - obowiązek wypłaty odszkodowania za ewentualne szkody wynikłe z likwidacji ogrodu. Ponadto osobom, które nie skorzystają z możliwości uzyskania działki na terenie zastępczym, przysługiwać będzie od podmiotu w interesie, którego nastąpiła likwidacja, odszkodowanie obejmujące wartość działki albo ustanowionego na niej użytkowania, oraz zwrot poczynionych przez właściciela lub użytkownika działki nakładów. Ponadto nałożono podmiotowość prawną wspólnocie ogrodu, którą stanowią wszyscy właściciele i użytkownicy działek. Wspólnota ogrodu może, więc nabywać i zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywana. Tym samym ustawodawca zadecydował, iż podstawową jednostką ogrodnictwa działkowego w Polsce jest wspólnota ogrodu. Wspólnoty ogrodów mogą zrzeszać się na zasadzie dobrowolności, w oparciu o przepisy ustawy Prawo o stowarzyszeniach.

Wspólnotą ogrodu ma kierować zarząd wybrany przez zebranie wspólnoty ogrodu. Zadaniem zarządu ma być kierowanie sprawami z zakresu części wspólnej ogrodu. Oddzielono czynności zwykłego zarządu, które zarząd podejmuje samodzielnie, od czynności przekraczających zwykły zarząd, które wymagają uchwały zebrania wspólnoty ogrodu. Nadano członkowi wspólnoty ogrodu uprawnienie do zaskarżenia uchwały zebrania wspólnoty ogrodu do sądu powszechnego.

Umożliwiono dotychczasowym użytkownikom działek możliwość odpłatnego przekształcenia prawa użytkowania w prawo własności tej działki. Warunkiem jest złożenie wniosku odpowiednim organom w ciągu dwóch lat od dnia wejścia w życie ustawy. Dotychczasowym użytkownikom przysługuje bonifikata 10 % za każdy rok użytkowania działki i przy odliczeniu wartości poczynionych przez osobę uprawnioną nakładów, zwiększających wartość działki, przy czym łączna obniżka nie może przekroczyć 99% ceny działki. Jeżeli osobą uprawnioną jest emeryt, rencista lub wdowa (wdowiec) po nim (po niej), opłata została ustalana na 1 % ceny działki. Do okresu użytkowania działki, od którego zależy pomniejszenie opłaty wlicza się również okres użytkowania poprzedniego użytkownika, który zmarł, a osoba uprawniona była jego osobą bliską użytkującą z nim wspólnie działkę. Z uwagi na wysokie bonifikaty, wszelkie opłaty związane z przekształceniem użytkowania w prawo własności pokrywają osoby uprawnione. Wprowadzono też fundamentalny zapis, że ogrody działkowe stanowią składnik terenów zielonych oraz terenów rekreacyjnych i podlegają ochronie przewidzianej w przepisach o ochronie gruntów rolnych i leśnych, a także w przepisach o ochronie środowiska.

interia.pl

Bój o ogródki działkowe

W Sejmie jest obecnie poselski projekt ustawy o ogrodach działkowych. Określa on zasady zakładania ogrodów działkowych i zarządzania nimi, a także prawa i obowiązki właścicieli i użytkowników oraz zasady zbywania działek na preferencyjnych warunkach. Omawiany projekt ustawy o ogrodach działkowych za fundament uznaje stworzenie takiej sytuacji prawnej działkowców w Polsce, która zgodna jest z Konstytucją RP, zasadami solidarności społecznej, zasadą samorządności i praworządności. Należało niniejszym projektem uczynić zadość orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego, który wielokrotnie podkreślał niezgodność dotychczasowych uregulowań z literą i duchem Konstytucji RP oraz podstawowymi zasadami demokracji.

Przepisy projektu przewidują, że zakładanie ogrodów działkowych jest zadaniem własnym gmin. Gminy realizują powyższe uprawnienie w drodze uchwały rady gminy, właściwej ze względu na położenie ogrodu działkowego. Kompetencje gminy w powyższym zakresie realizować będzie ustanowiony w tym celu pełnomocnik, który dokonuje następujące czynności prawne: przygotowanie podziału ogrodu na część wspólną i odrębne działki, dokonuje zbycia działek lub ustanowienia ich użytkowania, wykonywanie tymczasowego zwykłego zarządu ogrodem, zwołanie pierwszego zebrania wspólnoty i przeprowadzenie wyboru za rządu wspólnoty, koordynowanie działań pracowników urzędu w zakresie spraw związanych z zarządem ogrodu.

Sprecyzowano, jakie elementy ogrodu będą tworzyły część wspólną działkowców, a zarazem ich współwłasność. Wymieniony w art. 9 ust. 1 katalog urządzeń jest katalogiem otwartym, co oznacza, że do pojęcia "urządzenia ogrodów działkowych" można będzie zaliczyć także inne urządzenia, pod warunkiem, że będą mieścić się w wymienionym pojęciu, tzn. służyć do zaspokajania wspólnych potrzeb właścicieli i użytkowników działek.

Przepisy zakładają iż uprawa i korzystanie z działki będzie możliwe wyłącznie w dwóch formach prawnych: prawa własności oraz prawa użytkowania. Z prawem własności związana będzie współwłasność w częściach wspólnych ogrodu. Wielkość udziału w częściach wspólnych ogrodu będzie uzależniona od wielkości posiadanej działki i będzie odpowiadała stosunkowi jej powierzchni względem ogólnej powierzchni działek w ogrodzie.

Dopuszczona została możliwość likwidacji ogrodu działkowego, jednakże może się ona odbyć tylko w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi potrzebami gospodarczymi lub społecznymi. W przypadku dokonania likwidacji, właściwy organ zapewnia teren zastępczy, o powierzchni nie mniejszej niż likwidowany ogród, wyposażone w taką samą infrastrukturę. Nałożono na podmiot lub podmioty - w interesie, których nastąpiła likwidacja - obowiązek wypłaty odszkodowania za ewentualne szkody wynikłe z likwidacji ogrodu. Ponadto osobom, które nie skorzystają z możliwości uzyskania działki na terenie zastępczym, przysługiwać będzie od podmiotu w interesie, którego nastąpiła likwidacja, odszkodowanie obejmujące wartość działki albo ustanowionego na niej użytkowania, oraz zwrot poczynionych przez właściciela lub użytkownika działki nakładów. Ponadto nałożono podmiotowość prawną wspólnocie ogrodu, którą stanowią wszyscy właściciele i użytkownicy działek. Wspólnota ogrodu może, więc nabywać i zaciągać zobowiązania, pozywać i być pozywana. Tym samym ustawodawca zadecydował, iż podstawową jednostką ogrodnictwa działkowego w Polsce jest wspólnota ogrodu. Wspólnoty ogrodów mogą zrzeszać się na zasadzie dobrowolności, w oparciu o przepisy ustawy Prawo o stowarzyszeniach.

Wspólnotą ogrodu ma kierować zarząd wybrany przez zebranie wspólnoty ogrodu. Zadaniem zarządu ma być kierowanie sprawami z zakresu części wspólnej ogrodu. Oddzielono czynności zwykłego zarządu, które zarząd podejmuje samodzielnie, od czynności przekraczających zwykły zarząd, które wymagają uchwały zebrania wspólnoty ogrodu. Nadano członkowi wspólnoty ogrodu uprawnienie do zaskarżenia uchwały zebrania wspólnoty ogrodu do sądu powszechnego.

Umożliwiono dotychczasowym użytkownikom działek możliwość odpłatnego przekształcenia prawa użytkowania w prawo własności tej działki. Warunkiem jest złożenie wniosku odpowiednim organom w ciągu dwóch lat od dnia wejścia w życie ustawy. Dotychczasowym użytkownikom przysługuje bonifikata 10 % za każdy rok użytkowania działki i przy odliczeniu wartości poczynionych przez osobę uprawnioną nakładów, zwiększających wartość działki, przy czym łączna obniżka nie może przekroczyć 99% ceny działki. Jeżeli osobą uprawnioną jest emeryt, rencista lub wdowa (wdowiec) po nim (po niej), opłata została ustalana na 1 % ceny działki. Do okresu użytkowania działki, od którego zależy pomniejszenie opłaty wlicza się również okres użytkowania poprzedniego użytkownika, który zmarł, a osoba uprawniona była jego osobą bliską użytkującą z nim wspólnie działkę. Z uwagi na wysokie bonifikaty, wszelkie opłaty związane z przekształceniem użytkowania w prawo własności pokrywają osoby uprawnione. Wprowadzono też fundamentalny zapis, że ogrody działkowe stanowią składnik terenów zielonych oraz terenów rekreacyjnych i podlegają ochronie przewidzianej w przepisach o ochronie gruntów rolnych i leśnych, a także w przepisach o ochronie środowiska.

interia.pl

Państwo ma interweniować?

Zasadność i skala opiekuńczości państwa bywają różnie oceniane - jedni uważają, że ingerencja państwa powinna być ograniczona do minimum, inni z kolei uważają, że jest ona niezbędna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Z całą pewnością istnieją takie obszary, w których państwo powinno jedynie sprawować ogólny nadzór nad ładem gospodarczym, ale są i takie dziedziny, w których aktywność państwa (zarówno na szczeblu centralnym, jak i terytorialnym) powinna być nieco większa. I wcale nie chodzi tu o bezmyślne rozdawanie pieniędzy.

Co z rynkiem nieruchomości? Czy Państwo powinno go wspierać? Czy wystarczą tylko działania regulacyjne i kontrolne? Czy może potrzebne są jeszcze inne mechanizmy? A co z mieszkaniami? Czy państwo powinno pomagać w tym zakresie?

Mieszkanie jest zbyt ważne w życiu obywateli, by mogło pozostawać wyłącznie w sferze indywidualnych zainteresowań. Państwo absolutnie nie powinno przejmować na siebie obowiązku dostarczania mieszkań. Musi jednak mieć ogólną koncepcję rozwoju mieszkalnictwa w kraju, która z kolei będzie pomocna w tworzeniu szczegółowych programów mieszkaniowych dla gmin, czyli jednostek, które są najbliżej swoich mieszkańców i najlepiej potrafią rozpoznać ich potrzeby. Takiej koncepcji właściwie nigdy u nas nie było. Część gmin ma co prawda swoje programy mieszkaniowe, ale ile z nich rzeczywiście realizowanych jest zgodnie z planem? I na ile zaspokajane są potrzeby mieszkańców?

Na lokalnym rynku mieszkaniowym działa wiele podmiotów, które w sposób bezpośredni bądź pośredni zaangażowane są w "politykę mieszkaniową", ale to gmina jest jednostką, która powinna mieć wgląd w ogólną sytuację mieszkaniową i koordynować działalność innych podmiotów związanych z mieszkalnictwem. Efekty w skali całego kraju będą jednak widoczne wówczas, gdy każda gmina przygotuje odpowiedni dla swoich warunków program, który będzie nawiązywał do ogólnej polityki mieszkaniowej państwa. Na razie w polityce mieszkaniowej, jak i w innych z resztą dziedzinach, brakuje spójnych, przemyślanych i kompleksowych rozwiązań. A to uniemożliwia prawidłowy rozwój rynku w dłuższej perspektywie czasowej.

Na początku maja br. w Warszawie odbyła się organizowana przez Stowarzyszenie Architektów Polskich i Narodowe Centrum Kultury konferencja, podczas której zaprezentowany został projekt dokumentu "Polska Polityka Architektoniczna. Polityka jakości krajobrazu, przestrzeni publicznej, architektury". Przedstawiono w nim krytyczny stan polskiej przestrzeni, którego przejawem są m.in.: niespójne kształtowanie przestrzeni centrów miejskich, substandard urbanistyczny wielu nowo wznoszonych budynków osiedli mieszkaniowych, bezładna ekspansja stref podmiejskich czy brzydota znacznej części zabudowy terenów podmiejskich i wiejskich. Wytknięto brak spójności i konsekwencji oraz profesjonalizmu w działaniu polskiego systemu zarządzania przestrzenią. Podkreślono także, że na znacznej części zurbanizowanych obszarów nie ma skoordynowanego planowania przestrzennego, a ten jest niezbędny w procesie inwestycyjnym. Barier na rynku nieruchomości jest dużo i są one dostrzegane przez różne grupy podmiotów. Wciąż jednak brakuje pomysłów i determinacji w ich pokonywaniu.

Dla prawidłowego rozwoju rynku nieruchomości konieczne jest stworzenie przemyślanych i co najważniejsze spójnych ram prawnych, uporządkowanie informacji o stanie prawnym nieruchomości (niestety są z tym problemy) oraz uświadomienie sobie, jak ważne jest otoczenie, w którym żyjemy na co dzień. Państwo ma w tym zakresie wiele do zrobienia - potrzeba bowiem jeszcze wielu rozwiązań usprawniających polski rynek nieruchomości. Wtedy podmioty z nim związane będą mogły lepiej i sprawniej funkcjonować, a ingerencja państwa będzie mogła być zdecydowanie mniejsza.

Małgorzata Kędzierska

Analityk rynku nieruchomości

interia.pl

Państwo ma interweniować?

Zasadność i skala opiekuńczości państwa bywają różnie oceniane - jedni uważają, że ingerencja państwa powinna być ograniczona do minimum, inni z kolei uważają, że jest ona niezbędna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Z całą pewnością istnieją takie obszary, w których państwo powinno jedynie sprawować ogólny nadzór nad ładem gospodarczym, ale są i takie dziedziny, w których aktywność państwa (zarówno na szczeblu centralnym, jak i terytorialnym) powinna być nieco większa. I wcale nie chodzi tu o bezmyślne rozdawanie pieniędzy.

Co z rynkiem nieruchomości? Czy Państwo powinno go wspierać? Czy wystarczą tylko działania regulacyjne i kontrolne? Czy może potrzebne są jeszcze inne mechanizmy? A co z mieszkaniami? Czy państwo powinno pomagać w tym zakresie?

Mieszkanie jest zbyt ważne w życiu obywateli, by mogło pozostawać wyłącznie w sferze indywidualnych zainteresowań. Państwo absolutnie nie powinno przejmować na siebie obowiązku dostarczania mieszkań. Musi jednak mieć ogólną koncepcję rozwoju mieszkalnictwa w kraju, która z kolei będzie pomocna w tworzeniu szczegółowych programów mieszkaniowych dla gmin, czyli jednostek, które są najbliżej swoich mieszkańców i najlepiej potrafią rozpoznać ich potrzeby. Takiej koncepcji właściwie nigdy u nas nie było. Część gmin ma co prawda swoje programy mieszkaniowe, ale ile z nich rzeczywiście realizowanych jest zgodnie z planem? I na ile zaspokajane są potrzeby mieszkańców?

Na lokalnym rynku mieszkaniowym działa wiele podmiotów, które w sposób bezpośredni bądź pośredni zaangażowane są w "politykę mieszkaniową", ale to gmina jest jednostką, która powinna mieć wgląd w ogólną sytuację mieszkaniową i koordynować działalność innych podmiotów związanych z mieszkalnictwem. Efekty w skali całego kraju będą jednak widoczne wówczas, gdy każda gmina przygotuje odpowiedni dla swoich warunków program, który będzie nawiązywał do ogólnej polityki mieszkaniowej państwa. Na razie w polityce mieszkaniowej, jak i w innych z resztą dziedzinach, brakuje spójnych, przemyślanych i kompleksowych rozwiązań. A to uniemożliwia prawidłowy rozwój rynku w dłuższej perspektywie czasowej.

Na początku maja br. w Warszawie odbyła się organizowana przez Stowarzyszenie Architektów Polskich i Narodowe Centrum Kultury konferencja, podczas której zaprezentowany został projekt dokumentu "Polska Polityka Architektoniczna. Polityka jakości krajobrazu, przestrzeni publicznej, architektury". Przedstawiono w nim krytyczny stan polskiej przestrzeni, którego przejawem są m.in.: niespójne kształtowanie przestrzeni centrów miejskich, substandard urbanistyczny wielu nowo wznoszonych budynków osiedli mieszkaniowych, bezładna ekspansja stref podmiejskich czy brzydota znacznej części zabudowy terenów podmiejskich i wiejskich. Wytknięto brak spójności i konsekwencji oraz profesjonalizmu w działaniu polskiego systemu zarządzania przestrzenią. Podkreślono także, że na znacznej części zurbanizowanych obszarów nie ma skoordynowanego planowania przestrzennego, a ten jest niezbędny w procesie inwestycyjnym. Barier na rynku nieruchomości jest dużo i są one dostrzegane przez różne grupy podmiotów. Wciąż jednak brakuje pomysłów i determinacji w ich pokonywaniu.

Dla prawidłowego rozwoju rynku nieruchomości konieczne jest stworzenie przemyślanych i co najważniejsze spójnych ram prawnych, uporządkowanie informacji o stanie prawnym nieruchomości (niestety są z tym problemy) oraz uświadomienie sobie, jak ważne jest otoczenie, w którym żyjemy na co dzień. Państwo ma w tym zakresie wiele do zrobienia - potrzeba bowiem jeszcze wielu rozwiązań usprawniających polski rynek nieruchomości. Wtedy podmioty z nim związane będą mogły lepiej i sprawniej funkcjonować, a ingerencja państwa będzie mogła być zdecydowanie mniejsza.

Małgorzata Kędzierska

Analityk rynku nieruchomości

interia.pl

Zablokowali budowę mieszkań, deweloper chce ich ukarać

Uspokajano ich, że nie będą musieli płacić, teraz trafią przed sąd. Sprawa dotyczy mieszkańców bloku przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie, od których deweloper domaga się odszkodowania za to, że na skutek ich protestu, nie udało się wybudować budynku tuż przed ich oknami. Żąda 100 tysięcy złotych od każdego mieszkańca - informuje tvnwarszawa.pl
Ma to być rekompensata za to, że inwestor nie mógł wybudować apartamentowca obok bloku przy Alejach Jerozolimskich 135. Mieszkańcy zaprotestowali, bo budynek zablokowałby im dojazd do domów. Budowa została wstrzymana, a deweloper wysłał mieszkańcom bloku pisma z żądaniem zapłaty od każdego 100 tysięcy złotych odszkodowania za poniesione straty. Nikt nie zapłacił - informuje tvnwarszawa.pl

Deweloper skierował sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Więcej w serwisie tvnwarszawa.pl
onet.pl

Zablokowali budowę mieszkań, deweloper chce ich ukarać

Uspokajano ich, że nie będą musieli płacić, teraz trafią przed sąd. Sprawa dotyczy mieszkańców bloku przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie, od których deweloper domaga się odszkodowania za to, że na skutek ich protestu, nie udało się wybudować budynku tuż przed ich oknami. Żąda 100 tysięcy złotych od każdego mieszkańca - informuje tvnwarszawa.pl
Ma to być rekompensata za to, że inwestor nie mógł wybudować apartamentowca obok bloku przy Alejach Jerozolimskich 135. Mieszkańcy zaprotestowali, bo budynek zablokowałby im dojazd do domów. Budowa została wstrzymana, a deweloper wysłał mieszkańcom bloku pisma z żądaniem zapłaty od każdego 100 tysięcy złotych odszkodowania za poniesione straty. Nikt nie zapłacił - informuje tvnwarszawa.pl

Deweloper skierował sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Więcej w serwisie tvnwarszawa.pl
onet.pl

Gaz z Rosji nie płynie

Miał być dodatkowy gaz z Rosji i bezpieczne zapasy na zimę - gazu nie ma, a zapasy maleją.
Choć spółka Gazprom Export parafowała już 8 maja kontrakt na dostawy surowca dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, faktyczne dostawy nie ruszyły. Ciśnienie... na linii Warszawa-Moskwa rośnie. Robert Wiśniewski.
wp.pl/TV Biznes | 26.05.2009 | 07:54

Gaz z Rosji nie płynie

Miał być dodatkowy gaz z Rosji i bezpieczne zapasy na zimę - gazu nie ma, a zapasy maleją.
Choć spółka Gazprom Export parafowała już 8 maja kontrakt na dostawy surowca dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, faktyczne dostawy nie ruszyły. Ciśnienie... na linii Warszawa-Moskwa rośnie. Robert Wiśniewski.
wp.pl/TV Biznes | 26.05.2009 | 07:54

Ranking: 10 najbardziej zadłużonych spółek GPW

208 miliardów złotych tyle wynoszą łączne zobowiązania i rezerwy na zobowiązania spółek notowanych na GPW. To ponad 11 razy więcej niż planowany na 2009 deficyt budżetowy Polski.
Największe zadłużenie ma czeski koncern energetyczny notowany również na praskiej giełdzie CEZ po I kwartale tego roku zobowiązania i rezerwy na zobowiązania wyniosły prawie 50 mld złotych. Jeśliby wyłączyć tę spółkę, liderem pod względem zadłużenia jest PKN Orlen - wynosi niecałe 30 mld złotych.

To wynik zestawienia Money.pl. Sprawdziliśmy zadłużenie spółek notowanych na głównym parkiecie GPW, wykluczając banki i towarzystwa ubezpieczeniowe, których zadłużenie liczy się inaczej niż pozostałych spółek.

Pod uwagę wzięliśmy dwa wskaźniki, które wykorzystywane są w analizie wskaźnikowej spółek, wskaźnik poziomu zadłużenia i zadłużenie długoterminowe.

Zadłużenie - w żadną stronę nie można przesadzać

Pierwszy - bardziej ogólny, to wskaźnik poziomu zadłużenia. Mierzy on stosunek zobowiązań spółki do jej aktywów. Im więc jest on wyższy (czyli zobowiązania rosną szybciej niż majątek firmy) tym spółka jest bardziej zadłużona, a co za tym idzie - bardziej ryzykowna dla potencjalnego inwestora.

Przyjmuje się, że wskaźnik zadłużenia ogólnego powinien mieścić się w przedziale 0,57-0,67. Średnia dla wszystkich badanych spółek to 0,47, co świadczy o relatywnie niskim zadłużeniu firm notowanych na giełdzie w Warszawie. Spośród przebadanych 332 spółek, które złożyły raport za I kw. 2009 r (tam gdzie było to możliwe wzięliśmy pod uwagę sprawozdania skonsolidowane), zaledwie 52 z nich mieszczą się w teoretycznie optymalnym przedziale.

NAJBARDZIEJ ZADŁUŻONE SPÓŁKI WG WSKAŹNIKA OGÓLNEGO ZADŁUŻENIA PO I KW. TEGO ROKU:

Spółka Wskaźnik zadłużenia (zobowiązania/aktywa) Zobowiązania
[tys. zł]
Atlantis 5,35 1932
Odlewnie 1,75 147098
Cash Flow 0,93 27661
ZNTK Łapy 0,92 34700
Hydrobudowa Polska 0,87 1115482
Pronox 0,86 225013
Torfarm 0,85 988859
Paged 0,83 272645
JW Construction 0,83 1402140
Prosper 0,82 472826

Źródło: Notoria Serwis, obliczenia własne

Najbardziej zadłużoną spółką według tego wskaźnika jest Atlantis, zajmujący się m.in. budownictwem i energią wiatrową. W I kwartale tego roku spółka nie wykazała przychodów i straciła na czysto 57 tys. złotych.

Warto zauważyć, że zbyt niski wskaźnik ogólnego zadłużenia również powinien dać do myślenia. Skoro spółka nie posiada żadnych zobowiązań - należy zadać pytanie z czego się utrzymuje? Dla inwestorów nie jest odkryciem, że ciężko jest prowadzić biznes w oparciu tylko i wyłącznie o środki własne. W takiej sytuacji może pojawić się wątpliwość, czy spółka działa nadal aktywnie. Jeśli nie, wynikiem tego może być niska wartość zadłużenia.

NAJMNIEJ ZADŁUŻONE SPÓŁKI WG WSKAŹNIKA OGÓLNEGO ZADŁUŻENIA PO I KW. TEGO ROKU:

Spółka Wskaźnik zadłużenia (zobowiązania/aktywa) Zobowiązania
[tys. zł]
IDMSA 0 0
Jupiter 0 1164
Eurofaktor 0,1 705
PC Guard 0,06 1130
Assecco Business Solutions 0,07 19812
Skyline Investment 0,08 3592
Lubawa 0,1 6300
Elkop 0,11 1671
MOJ 0,11 4148
Best 0,12 2921

Źródło: Notoria Serwis, obliczenia własne


Zadłużenie długoterminowe - tu też trzeba uważać

Drugi wskaźnik, który wzięliśmy pod uwagę to zadłużenie długoterminowe. Jego podłoże jest bardziej fundamentalne - mierzy on bowiem stosunek zobowiązań długoterminowych do kapitałów własnych. Jego budowa jest więc dosyć podobna do poprzedniego, jednak tu pod uwagę bierzemy długoterminowe zadłużenie spółki, czyli takie, którego termin spłaty przypada przynajmniej za 12 miesięcy.

Przyjmuje się, że wskaźnik ten powinien przybierać wartość 0,5. W praktyce jednak często pojawia się kłopot z utrzymaniem tak rygorystycznej normy.

Warto dokładnie przyglądać się spółkom, których wskaźnik zadłużenia długoterminowego jest większy niż 1 - innymi słowy długoterminowe długi spółki (obligacje, kredyty powyżej roku i inne) są wyższe niż kapitał własny. Taka sytuacja może ograniczyć możliwość zaciągania nowych kredytów oraz zagrażać płynności finansowej firmy.

NAJBARDZIEJ ZADŁUŻONE SPÓŁKI WG WSKAŹNIKA DŁUGOTERMINOWEGO ZADŁUŻENIA PO I KW. TEGO ROKU:

Spółka Wskaźnik zadłużenia długoterminowego Zobowiązania długoterminowe
[tys. zł]
Petrolinvest 3,2 748414
Efekt 2,36 78485
Mirbud 2,32 97478
Grajewo 1,79 870271
PEP 1,61 330750
TVN 1,61 2520615
PGF 1,54 567934
CP Energia 1,53 83928
Atlanta 1,43 49375
Echo 1,42 2408966

Źródło: Notoria Serwis, obliczenia własne

Spółek, które są w takiej właśnie sytuacji (wartość wskaźnika większa od 1) jest na GPW 30. To niewielka liczba, bo stanowi zaledwie nieco ponad 9 procent. Również średnia wartość wskaźnika zadłużenia długoterminowego to zaledwie 0,31. Generalizując można uznać że świadczy to o dobrej kondycji naszych spółek.

Jest też druga strona medalu. W rankingu najmniej zadłużonych długoterminowo spółek znalazły się te, które równocześnie przodują w rankingu długu ogólnego. Należą do nich np. Cash Flow czy Odlewnie. To również świadczy o pewnym ryzyku, że firmy nie potrafią przekształcić finansowania krótkoterminowego na długoterminowe. A zadłużenie długoterminowe jest przecież tańsze i bardziej korzystne dla firmy - od długu krótkoterminowego, który przecież już wkrótce będzie trzeba spłacić.

Paweł Satalecki

Ranking: 10 najbardziej zadłużonych spółek GPW

208 miliardów złotych tyle wynoszą łączne zobowiązania i rezerwy na zobowiązania spółek notowanych na GPW. To ponad 11 razy więcej niż planowany na 2009 deficyt budżetowy Polski.
Największe zadłużenie ma czeski koncern energetyczny notowany również na praskiej giełdzie CEZ po I kwartale tego roku zobowiązania i rezerwy na zobowiązania wyniosły prawie 50 mld złotych. Jeśliby wyłączyć tę spółkę, liderem pod względem zadłużenia jest PKN Orlen - wynosi niecałe 30 mld złotych.

To wynik zestawienia Money.pl. Sprawdziliśmy zadłużenie spółek notowanych na głównym parkiecie GPW, wykluczając banki i towarzystwa ubezpieczeniowe, których zadłużenie liczy się inaczej niż pozostałych spółek.

Pod uwagę wzięliśmy dwa wskaźniki, które wykorzystywane są w analizie wskaźnikowej spółek, wskaźnik poziomu zadłużenia i zadłużenie długoterminowe.

Zadłużenie - w żadną stronę nie można przesadzać

Pierwszy - bardziej ogólny, to wskaźnik poziomu zadłużenia. Mierzy on stosunek zobowiązań spółki do jej aktywów. Im więc jest on wyższy (czyli zobowiązania rosną szybciej niż majątek firmy) tym spółka jest bardziej zadłużona, a co za tym idzie - bardziej ryzykowna dla potencjalnego inwestora.

Przyjmuje się, że wskaźnik zadłużenia ogólnego powinien mieścić się w przedziale 0,57-0,67. Średnia dla wszystkich badanych spółek to 0,47, co świadczy o relatywnie niskim zadłużeniu firm notowanych na giełdzie w Warszawie. Spośród przebadanych 332 spółek, które złożyły raport za I kw. 2009 r (tam gdzie było to możliwe wzięliśmy pod uwagę sprawozdania skonsolidowane), zaledwie 52 z nich mieszczą się w teoretycznie optymalnym przedziale.

NAJBARDZIEJ ZADŁUŻONE SPÓŁKI WG WSKAŹNIKA OGÓLNEGO ZADŁUŻENIA PO I KW. TEGO ROKU:

Spółka Wskaźnik zadłużenia (zobowiązania/aktywa) Zobowiązania
[tys. zł]
Atlantis 5,35 1932
Odlewnie 1,75 147098
Cash Flow 0,93 27661
ZNTK Łapy 0,92 34700
Hydrobudowa Polska 0,87 1115482
Pronox 0,86 225013
Torfarm 0,85 988859
Paged 0,83 272645
JW Construction 0,83 1402140
Prosper 0,82 472826

Źródło: Notoria Serwis, obliczenia własne

Najbardziej zadłużoną spółką według tego wskaźnika jest Atlantis, zajmujący się m.in. budownictwem i energią wiatrową. W I kwartale tego roku spółka nie wykazała przychodów i straciła na czysto 57 tys. złotych.

Warto zauważyć, że zbyt niski wskaźnik ogólnego zadłużenia również powinien dać do myślenia. Skoro spółka nie posiada żadnych zobowiązań - należy zadać pytanie z czego się utrzymuje? Dla inwestorów nie jest odkryciem, że ciężko jest prowadzić biznes w oparciu tylko i wyłącznie o środki własne. W takiej sytuacji może pojawić się wątpliwość, czy spółka działa nadal aktywnie. Jeśli nie, wynikiem tego może być niska wartość zadłużenia.

NAJMNIEJ ZADŁUŻONE SPÓŁKI WG WSKAŹNIKA OGÓLNEGO ZADŁUŻENIA PO I KW. TEGO ROKU:

Spółka Wskaźnik zadłużenia (zobowiązania/aktywa) Zobowiązania
[tys. zł]
IDMSA 0 0
Jupiter 0 1164
Eurofaktor 0,1 705
PC Guard 0,06 1130
Assecco Business Solutions 0,07 19812
Skyline Investment 0,08 3592
Lubawa 0,1 6300
Elkop 0,11 1671
MOJ 0,11 4148
Best 0,12 2921

Źródło: Notoria Serwis, obliczenia własne


Zadłużenie długoterminowe - tu też trzeba uważać

Drugi wskaźnik, który wzięliśmy pod uwagę to zadłużenie długoterminowe. Jego podłoże jest bardziej fundamentalne - mierzy on bowiem stosunek zobowiązań długoterminowych do kapitałów własnych. Jego budowa jest więc dosyć podobna do poprzedniego, jednak tu pod uwagę bierzemy długoterminowe zadłużenie spółki, czyli takie, którego termin spłaty przypada przynajmniej za 12 miesięcy.

Przyjmuje się, że wskaźnik ten powinien przybierać wartość 0,5. W praktyce jednak często pojawia się kłopot z utrzymaniem tak rygorystycznej normy.

Warto dokładnie przyglądać się spółkom, których wskaźnik zadłużenia długoterminowego jest większy niż 1 - innymi słowy długoterminowe długi spółki (obligacje, kredyty powyżej roku i inne) są wyższe niż kapitał własny. Taka sytuacja może ograniczyć możliwość zaciągania nowych kredytów oraz zagrażać płynności finansowej firmy.

NAJBARDZIEJ ZADŁUŻONE SPÓŁKI WG WSKAŹNIKA DŁUGOTERMINOWEGO ZADŁUŻENIA PO I KW. TEGO ROKU:

Spółka Wskaźnik zadłużenia długoterminowego Zobowiązania długoterminowe
[tys. zł]
Petrolinvest 3,2 748414
Efekt 2,36 78485
Mirbud 2,32 97478
Grajewo 1,79 870271
PEP 1,61 330750
TVN 1,61 2520615
PGF 1,54 567934
CP Energia 1,53 83928
Atlanta 1,43 49375
Echo 1,42 2408966

Źródło: Notoria Serwis, obliczenia własne

Spółek, które są w takiej właśnie sytuacji (wartość wskaźnika większa od 1) jest na GPW 30. To niewielka liczba, bo stanowi zaledwie nieco ponad 9 procent. Również średnia wartość wskaźnika zadłużenia długoterminowego to zaledwie 0,31. Generalizując można uznać że świadczy to o dobrej kondycji naszych spółek.

Jest też druga strona medalu. W rankingu najmniej zadłużonych długoterminowo spółek znalazły się te, które równocześnie przodują w rankingu długu ogólnego. Należą do nich np. Cash Flow czy Odlewnie. To również świadczy o pewnym ryzyku, że firmy nie potrafią przekształcić finansowania krótkoterminowego na długoterminowe. A zadłużenie długoterminowe jest przecież tańsze i bardziej korzystne dla firmy - od długu krótkoterminowego, który przecież już wkrótce będzie trzeba spłacić.

Paweł Satalecki

ZBP:Liczba kredytów hipotecznych rośnie

Wartość nowo udzielonych kredytów dla klientów indywidualnych osiągnęła już 20 procent z 40-50 mld zł prognozowanych wcześniej na rok 2009. Takie informacja przekazał Komitet ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich (ZBP).
- Prognoza na rok 2009 zakładała wartość nowo udzielonych kredytów dla klientów indywidualnych na poziomie ok. 40-50 mld zł. W chwili obecnej wartość tej prognozy została zrealizowana w ok. 20% - czytamy w komunikacie.

Zdaniem ZBP, w I kw. 2009 r. nastąpił wzrost akcji kredytowej w obszarze kredytów hipotecznych mieszkaniowych oraz utrzymuje się tendencja wzrostowa liczby i wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych klientom indywidualnym.

W styczniu 2009 r. udzielono ok. 9800 kredytów, w lutym prawie 10 tys. a w marcu - ponad 13 tys., przy czym w styczniu wartość udzielonych kredytów wyniosła 2,1 mld zł, w lutym 2,3 mld zł a w marcu ponad 3 mld zł.

Jak zauważa ZBP, w poszczególnych miesiącach obserwuje się coraz większy wzrost akcji kredytowej.

Zdaniem prezesa ZBP Krzysztofa Pietraszkiewicza, kwiecień będzie jeszcze lepszy pod tym względem od marca. Będziemy odnotowywać wzrost kredytów na cele mieszkaniowe - powiedział Pietraszkiewicz podczas konferencji prasowej w czwartek.

Odbudowywanie akcji kredytowej banków, zdaniem ZBP, wynika obecnie z coraz powszechniejszego uwzględniania programów rządowych w ofertach bankowych, a także ze stabilizacji cen na rynku mieszkaniowym.

W okresie od stycznia do marca 2009 udział nowo udzielonych kredytów w walucie krajowej wzrósł do ok. 63 proc., zaś w walucie obcej do ok. 37porc. wobec odpowiednio 40proc. i 60 proc. w I kwartale 2008 r.

- Jakość portfela kredytowego po I kw. nieznacznie uległa pogorszeniu - podkreślił Pietraszkiewicz i dodał, że poziom kredytów zagrożonych jest nadal niski i waha się ok. 1,1 pkt proc.

 

money.pl

ZBP:Liczba kredytów hipotecznych rośnie

Wartość nowo udzielonych kredytów dla klientów indywidualnych osiągnęła już 20 procent z 40-50 mld zł prognozowanych wcześniej na rok 2009. Takie informacja przekazał Komitet ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich (ZBP).
- Prognoza na rok 2009 zakładała wartość nowo udzielonych kredytów dla klientów indywidualnych na poziomie ok. 40-50 mld zł. W chwili obecnej wartość tej prognozy została zrealizowana w ok. 20% - czytamy w komunikacie.

Zdaniem ZBP, w I kw. 2009 r. nastąpił wzrost akcji kredytowej w obszarze kredytów hipotecznych mieszkaniowych oraz utrzymuje się tendencja wzrostowa liczby i wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych klientom indywidualnym.

W styczniu 2009 r. udzielono ok. 9800 kredytów, w lutym prawie 10 tys. a w marcu - ponad 13 tys., przy czym w styczniu wartość udzielonych kredytów wyniosła 2,1 mld zł, w lutym 2,3 mld zł a w marcu ponad 3 mld zł.

Jak zauważa ZBP, w poszczególnych miesiącach obserwuje się coraz większy wzrost akcji kredytowej.

Zdaniem prezesa ZBP Krzysztofa Pietraszkiewicza, kwiecień będzie jeszcze lepszy pod tym względem od marca. Będziemy odnotowywać wzrost kredytów na cele mieszkaniowe - powiedział Pietraszkiewicz podczas konferencji prasowej w czwartek.

Odbudowywanie akcji kredytowej banków, zdaniem ZBP, wynika obecnie z coraz powszechniejszego uwzględniania programów rządowych w ofertach bankowych, a także ze stabilizacji cen na rynku mieszkaniowym.

W okresie od stycznia do marca 2009 udział nowo udzielonych kredytów w walucie krajowej wzrósł do ok. 63 proc., zaś w walucie obcej do ok. 37porc. wobec odpowiednio 40proc. i 60 proc. w I kwartale 2008 r.

- Jakość portfela kredytowego po I kw. nieznacznie uległa pogorszeniu - podkreślił Pietraszkiewicz i dodał, że poziom kredytów zagrożonych jest nadal niski i waha się ok. 1,1 pkt proc.

 

money.pl

USA: Bankructwo bankowego giganta

Amerykański nadzór bankowy zamknął regionalnego pożyczkodawcę z Florydy BankUnited FSB. Był to największy spośród 34 banków, które zbankrutowały w USA od początku bieżącego roku.

12,8 mld dol. aktywów (z czego 73 proc. stanowiły kredyty hipoteczne) oraz 8,6 mld dol. depozytów BankUnited Federalna Agencja Ubezpieczeń Depozytów (FDIC, na zdjęciu prezes agencji, Sheila C. Bair) sprzedała grupie firm inwestycyjnych.

Jak oświadczyła FDIC, zamknięcie mocno niedokapitalizowanego banku regionalnego było najtańszym rozwiązaniem, choć kosztowało ją aż 4,9 mld dol. To niemal tyle samo, ile FDIC wydała łącznie na likwidację 33 banków, które splajtowały wcześniej w tym roku.

BankUnited posiadał 86 placówek na południowo-wschodnim wybrzeżu Florydy. Dziś będą one normalnie funkcjonowały, choć już pod kontrolą nowego właściciela.

Wskutek nietrafionych kredytów, bank stracił w ubiegłym roku 1,2 mld dol. Tymczasem od grudnia do maja odsetek niespłacanych pożyczek wzrósł z 14 do 18 proc.

W ubiegłym roku w USA zbankrutowało 25 banków, a w pierwszych miesiącach tego roku już 34. Jednak wśród ubiegłorocznych ofiar kryzysu były także bardzo duże i znane instytucje, m.in. IndyMac (34 mld dol. aktywów) oraz Washingon Mutual (307 mld dol. aktywów), największy bank, jaki zbankrutował w historii USA.

Upadek 59 banków mocno uszczuplił zasoby kapitałowe FDIC. Aby je uzupełnić, agencja rozważa możliwość pobrania od instytucji finansowych jednorazowej opłaty w wysokości 0,20 dol. od każdych 100 dol. ubezpieczanych przez nią depozytów. Decyzja w tej sprawie ma zapaść jeszcze dziś.

(PAP)

USA: Bankructwo bankowego giganta

Amerykański nadzór bankowy zamknął regionalnego pożyczkodawcę z Florydy BankUnited FSB. Był to największy spośród 34 banków, które zbankrutowały w USA od początku bieżącego roku.

12,8 mld dol. aktywów (z czego 73 proc. stanowiły kredyty hipoteczne) oraz 8,6 mld dol. depozytów BankUnited Federalna Agencja Ubezpieczeń Depozytów (FDIC, na zdjęciu prezes agencji, Sheila C. Bair) sprzedała grupie firm inwestycyjnych.

Jak oświadczyła FDIC, zamknięcie mocno niedokapitalizowanego banku regionalnego było najtańszym rozwiązaniem, choć kosztowało ją aż 4,9 mld dol. To niemal tyle samo, ile FDIC wydała łącznie na likwidację 33 banków, które splajtowały wcześniej w tym roku.

BankUnited posiadał 86 placówek na południowo-wschodnim wybrzeżu Florydy. Dziś będą one normalnie funkcjonowały, choć już pod kontrolą nowego właściciela.

Wskutek nietrafionych kredytów, bank stracił w ubiegłym roku 1,2 mld dol. Tymczasem od grudnia do maja odsetek niespłacanych pożyczek wzrósł z 14 do 18 proc.

W ubiegłym roku w USA zbankrutowało 25 banków, a w pierwszych miesiącach tego roku już 34. Jednak wśród ubiegłorocznych ofiar kryzysu były także bardzo duże i znane instytucje, m.in. IndyMac (34 mld dol. aktywów) oraz Washingon Mutual (307 mld dol. aktywów), największy bank, jaki zbankrutował w historii USA.

Upadek 59 banków mocno uszczuplił zasoby kapitałowe FDIC. Aby je uzupełnić, agencja rozważa możliwość pobrania od instytucji finansowych jednorazowej opłaty w wysokości 0,20 dol. od każdych 100 dol. ubezpieczanych przez nią depozytów. Decyzja w tej sprawie ma zapaść jeszcze dziś.

(PAP)

Konsorcjum Stali dostarczy materiały na Stadion Narodowy

Konsorcjum Stali potwierdziło przyjęcie realizacji zamówienia firm: Hydrobudowa Polska oraz Alpine Construction Polska na dostawę stali prefabrykowanej na budowę Stadionu Narodowego w Warszawie. Szacunkowa wartość zamówienia to 22,4 mln zł netto.
To już kolejna umowa Konsorcjum na dostawy stali w związku z Euro 2012. Wcześniej podpisaliśmy kontrakt na dostawy zbrojeń budowlanych na budowę stadionu w Poznaniu. To pokazuje, że strategia budowy zakładów produkcji zbrojeń budowlanych z myślą o inwestycjach infrastrukturalnych i Euro 2012 była słuszna. Liczymy na to, że inwestycje te ruszą pełna parą w ciągu kilku miesięcy - powiedział prezes Robert Wojdyna cytowany w komunikacie.

Przewidywany termin zakończenia dostaw to 30 czerwca 2010 r.

Konsorcjum Stali jest liderem w branży produkcji zbrojeń budowlanych. Obecna sieć produkcyjno-handlowa spółki składa się z 5 zakładów produkcyjnych oraz 10 oddziałów handlowych. Działalność produkcyjna prowadzona jest w pięciu zakładach, które dysponują łącznymi mocami produkcyjnymi ok. 14 tys. ton zbrojeń miesięcznie.

Konsorcjum Stali miało 1,02 mln zł jednostkowej straty netto w I kw. 2009 roku wobec 3,71 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody wyniosły 164,12 mln zł wobec 90,78 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Konsorcjum Stali dostarczy materiały na Stadion Narodowy

Konsorcjum Stali potwierdziło przyjęcie realizacji zamówienia firm: Hydrobudowa Polska oraz Alpine Construction Polska na dostawę stali prefabrykowanej na budowę Stadionu Narodowego w Warszawie. Szacunkowa wartość zamówienia to 22,4 mln zł netto.
To już kolejna umowa Konsorcjum na dostawy stali w związku z Euro 2012. Wcześniej podpisaliśmy kontrakt na dostawy zbrojeń budowlanych na budowę stadionu w Poznaniu. To pokazuje, że strategia budowy zakładów produkcji zbrojeń budowlanych z myślą o inwestycjach infrastrukturalnych i Euro 2012 była słuszna. Liczymy na to, że inwestycje te ruszą pełna parą w ciągu kilku miesięcy - powiedział prezes Robert Wojdyna cytowany w komunikacie.

Przewidywany termin zakończenia dostaw to 30 czerwca 2010 r.

Konsorcjum Stali jest liderem w branży produkcji zbrojeń budowlanych. Obecna sieć produkcyjno-handlowa spółki składa się z 5 zakładów produkcyjnych oraz 10 oddziałów handlowych. Działalność produkcyjna prowadzona jest w pięciu zakładach, które dysponują łącznymi mocami produkcyjnymi ok. 14 tys. ton zbrojeń miesięcznie.

Konsorcjum Stali miało 1,02 mln zł jednostkowej straty netto w I kw. 2009 roku wobec 3,71 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody wyniosły 164,12 mln zł wobec 90,78 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Warimpex: Nieruchomości obudzą się pod koniec roku

Warimpex spodziewa się pierwszych oznak poprawy koniunktury pod koniec 2009 roku. W I kwartale przychody spółki spadły o 19 proc. do 14,7 mln euro - poinformował Warimpex.

- Pierwszy kwartał 2009 roku charakteryzował się niższym obłożeniem, a w związku z tym niższymi przychodami hoteli Warimpexu. Przychody Grupy zmniejszyły się o 19 proc. z 18,2 mln EUR do 14,7 mln EUR w pierwszych trzech miesiącach roku obrotowego 2009 - napisano.

Spółka oczekuje ożywienia rynku nieruchomości.

- Coraz niższe stopy procentowe i wzrastające stopy zwrotu z nieruchomości w Europie Środkowej i Wschodniej sprawiają jednak, że zainteresowanie instytucjonalnych inwestorów nieruchomościami wzrasta. Jestem więc przekonany, że rynek transakcyjny dla nieruchomości zaskoczy znowu pod koniec 2009 roku - powiedział Franz Jurkowitsch, prezes Warimpexu.

W pierwszym kwartale EBIT grupy Warimpexu spadł do minus 7,3 mln euro wobec 6,9 mln euro rok wcześniej.

(PAP)

Warimpex: Nieruchomości obudzą się pod koniec roku

Warimpex spodziewa się pierwszych oznak poprawy koniunktury pod koniec 2009 roku. W I kwartale przychody spółki spadły o 19 proc. do 14,7 mln euro - poinformował Warimpex.

- Pierwszy kwartał 2009 roku charakteryzował się niższym obłożeniem, a w związku z tym niższymi przychodami hoteli Warimpexu. Przychody Grupy zmniejszyły się o 19 proc. z 18,2 mln EUR do 14,7 mln EUR w pierwszych trzech miesiącach roku obrotowego 2009 - napisano.

Spółka oczekuje ożywienia rynku nieruchomości.

- Coraz niższe stopy procentowe i wzrastające stopy zwrotu z nieruchomości w Europie Środkowej i Wschodniej sprawiają jednak, że zainteresowanie instytucjonalnych inwestorów nieruchomościami wzrasta. Jestem więc przekonany, że rynek transakcyjny dla nieruchomości zaskoczy znowu pod koniec 2009 roku - powiedział Franz Jurkowitsch, prezes Warimpexu.

W pierwszym kwartale EBIT grupy Warimpexu spadł do minus 7,3 mln euro wobec 6,9 mln euro rok wcześniej.

(PAP)

Warimpex: Nieruchomości obudzą się pod koniec roku

Warimpex spodziewa się pierwszych oznak poprawy koniunktury pod koniec 2009 roku. W I kwartale przychody spółki spadły o 19 proc. do 14,7 mln euro - poinformował Warimpex.

- Pierwszy kwartał 2009 roku charakteryzował się niższym obłożeniem, a w związku z tym niższymi przychodami hoteli Warimpexu. Przychody Grupy zmniejszyły się o 19 proc. z 18,2 mln EUR do 14,7 mln EUR w pierwszych trzech miesiącach roku obrotowego 2009 - napisano.

Spółka oczekuje ożywienia rynku nieruchomości.

- Coraz niższe stopy procentowe i wzrastające stopy zwrotu z nieruchomości w Europie Środkowej i Wschodniej sprawiają jednak, że zainteresowanie instytucjonalnych inwestorów nieruchomościami wzrasta. Jestem więc przekonany, że rynek transakcyjny dla nieruchomości zaskoczy znowu pod koniec 2009 roku - powiedział Franz Jurkowitsch, prezes Warimpexu.

W pierwszym kwartale EBIT grupy Warimpexu spadł do minus 7,3 mln euro wobec 6,9 mln euro rok wcześniej.

(PAP)

Warimpex: Nieruchomości obudzą się pod koniec roku

Warimpex spodziewa się pierwszych oznak poprawy koniunktury pod koniec 2009 roku. W I kwartale przychody spółki spadły o 19 proc. do 14,7 mln euro - poinformował Warimpex.

- Pierwszy kwartał 2009 roku charakteryzował się niższym obłożeniem, a w związku z tym niższymi przychodami hoteli Warimpexu. Przychody Grupy zmniejszyły się o 19 proc. z 18,2 mln EUR do 14,7 mln EUR w pierwszych trzech miesiącach roku obrotowego 2009 - napisano.

Spółka oczekuje ożywienia rynku nieruchomości.

- Coraz niższe stopy procentowe i wzrastające stopy zwrotu z nieruchomości w Europie Środkowej i Wschodniej sprawiają jednak, że zainteresowanie instytucjonalnych inwestorów nieruchomościami wzrasta. Jestem więc przekonany, że rynek transakcyjny dla nieruchomości zaskoczy znowu pod koniec 2009 roku - powiedział Franz Jurkowitsch, prezes Warimpexu.

W pierwszym kwartale EBIT grupy Warimpexu spadł do minus 7,3 mln euro wobec 6,9 mln euro rok wcześniej.

(PAP)

Leasing a koszty ubezpieczenia

Przy zawieraniu umów leasingu, w szczególności gdy przedmiotem leasingu są pojazdy samochodowe, powszechnym zjawiskiem jest jednoczesne refakturowanie na leasingobiorcę kosztów ubezpieczenia przedmiotu leasingu. Problem jednak w tym, czy ubezpieczenie w tym przypadku jest usługą świadczoną przez leasingodawcę na rzecz leasingobiorcy, a przede wszystkim, czy ubezpieczenie to opodatkować należy stawką właściwą dla usługi ubezpieczeniowej, czy też dla umowy leasingu.

W większości przypadków firmy leasingowe refakturują usługę ubezpieczeniową, przyjmując tym samym stawkę właściwą dla tego rodzaju usług, czyli zwolnienie z VAT. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że praktyka ta została ostatnio zakwestionowana przez WSA we Wrocławiu w wyroku z dnia 8 grudnia 2008 r., sygn. akt I SA/Wr 881/08 przytaczanym w punkcie 2 niniejszego opracowania.

1. Usługa składająca się z kilku elementów - razem czy osobno?

Z jednej strony pamiętać należy, że w sytuacji gdy kilka świadczeń obejmuje z ekonomicznego punktu widzenia jedną usługę, powszechnie uznaje się, że usługa ta nie powinna być sztucznie dzielona dla celów podatkowych. Zdaniem większości organów podatkowych kwota należna powinna obejmować wszystkie elementy kosztów związanych ze świadczeniem przez podatnika danej usługi oraz inne elementy kształtujące w efekcie kwotę, którą sprzedawca żąda od nabywcy. Wyodrębnienie z usługi podstawowej poszczególnych jej elementów jako osobnych usług nie jest prawidłowe, jeżeli wszystkie one zmierzają do bezpośredniego zaspokojenia określonej potrzeby klienta.

Nie jest to jednak podejście jednolite. Uzasadniając swoje stanowisko organy podatkowe odwołują się również do przepisów unijnych.

Zgodnie z art. 28 dyrektywy 2006/112/WE Rady (wcześniej art. 6 (4) VI dyrektywy), w przypadku, w którym podatnik we własnym imieniu, lecz na rachunek innego podatnika bierze udział w świadczeniu usług, uznaje się, że podatnik sam nabył i wyświadczył te usługi. Uzupełnieniem tego przepisu jest art. 79 dyrektywy 2006/112/WE Rady (art. 11 (A) (3) (c) VI dyrektywy), zgodnie z którym do podstawy opodatkowania podatnik nie zalicza tych kwot (kosztów), które są mu zwracane przez zleceniodawcę, pod warunkiem że zostały one nabyte w imieniu klienta (zleceniodawcy) i na jego rachunek (czyli dokument potwierdzający poniesiony koszt opłaty np. administracyjnej musi być w tym przypadku wystawiony na nabywcę usługi).

Poza tym w art. 78 dyrektywy 2006/112/WE Rady (art. 11 (A) (2) VI dyrektywy) zawarty jest zapis, zgodnie z którym podstawa opodatkowania obejmuje:

a) podatki, cła, opłaty i podobne należności, z wyjątkiem samego VAT;

b) dodatkowe koszty, takie jak prowizje, koszty opakowania, transportu i ubezpieczenia, którymi dostawca obciąża nabywcę lub klienta.

Ten sam przepis zawiera również delegację, na mocy której państwa członkowskie mogą uznać za dodatkowe koszty również wydatki będące przedmiotem odrębnej umowy.

2. Refakturowanie kosztów ubezpieczenia w orzecznictwie

Jak widać z powyższego, przepisy polskiej ustawy o VAT nie są tak doprecyzowane jak unijne, dlatego też, zdaniem redakcji, stanowisko organów skarbowych prezentowane w przytaczanych w dalszej części artykułu wyjaśnieniach, aczkolwiek zbieżne z przepisami dyrektyw unijnych, nie jest wprost poparte przepisami ustawy.

Trzeci Urząd Skarbowy w Lublinie w postanowieniu z dnia 9 czerwca 2006 r., nr P-1/443-41/06 stwierdził, iż w przypadku umowy dzierżawy samochodu dopuszczalne jest refakturowanie towarzyszącej jej usługi ubezpieczenia tego pojazdu, pod warunkiem jednakże łącznego spełnienia dwóch warunków:

  • po pierwsze - zastrzeżenia w umowie dzierżawy odrębnego rozliczenia kosztów ubezpieczenia samochodu przez wynajmującego,

  • po drugie - uwzględnienia przez wynajmującego tej samej stawki podatku od towarów i usług lub zwolnienia od tego podatku, które były określone na fakturze wystawionej przez ubezpieczyciela.

W przypadku odsprzedaży zakupionych usług wykonanych przez osoby niebędące podatnikami VAT, refakturujący ma obowiązek naliczyć podatek od towarów i usług według stawki właściwej dla danej usługi zgodnie z Polską Klasyfikacją Wyrobów i Usług.

Zdaniem Urzędu, inaczej należy postąpić w przypadku takich kosztów jak podatek od środków transportowych (nie można go uznać za świadczenie usługi). Koszt ten nie jest związany z nabyciem usługi. Jako element ściśle związany z przedmiotem najmu stanowi on element kalkulacyjny opłaty za usługę dzierżawy. Podatek od środków transportowych niezależnie od tego, czy został wyodrębniony w umowie jako składnik czynszu z tytułu dzierżawy, czy też wyodrębniono go jako należność związaną z dzierżawą samochodu, stanowi składnik kwoty należnej z tytułu ww. usługi w rozumieniu art. 29 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług.

Na temat refakturowania kosztów ubezpieczenia samochodu stanowiącego przedmiot umowy leasingu, wypowiadał się już Sąd Najwyższy, który w wyroku wydanym w dniu 15 października 1998 r., sygn. akt III ZP 8/1998 w składzie siedmiu sędziów orzekł, że istnieje możliwość refakturowania usług ubezpieczenia przy umowie leasingu samochodu, jednak przy spełnieniu warunku, iż leasingodawca osobno rozliczy koszty ubezpieczenia samochodu oraz zastosuje tę samą stawkę podatku VAT (lub zwolnienie), jakie określone było na fakturze wystawionej przez ubezpieczyciela.

W jednym z najnowszych wyroków w tej sprawie zapadło rozstrzygnięcie niekorzystne dla firm leasingowych. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z dnia 8 grudnia 2008 r., sygn. akt I SA/Wr 881/08 orzekł, iż w przypadku świadczenia usługi leasingu wraz z ubezpieczeniem przedmiotu leasingu, mamy do czynienia z jedną usługą. W związku z tym do podstawy opodatkowania należy zaliczyć również koszty ubezpieczenia przedmiotu leasingu i do całej usługi zastosować jednakową stawkę podatku VAT - właściwą dla usługi głównej, czyli usługi leasingu. Nie ma zatem możliwości - zdaniem Sądu - odrębnego refakturowania usługi ubezpieczeniowej przy zastosowaniu zwolnienia z VAT.

W uzasadnieniu wyroku Sąd podkreślił, że ubezpieczenie jest ściśle związane z usługą leasingu. Bez usługi podstawowej, czyli usługi leasingu, świadczenie usługi ubezpieczenia przez leasingodawcę utraciłoby sens. Ubezpieczenie służy tylko zapewnieniu prawidłowego wykonania i skorzystania z usługi głównej.

Sąd uznał więc, że koszty ubezpieczenia powinny być elementem podstawy opodatkowania umowy leasingu, niezależnie od tego czy stanowią one element kalkulacyjny usługi leasingu, czy też umowa wyodrębnia koszty ubezpieczenia jako oddzielną kwotę.

3. Jednostkowy wyrok czy początek nowej linii orzeczniczej?

Powołany wyrok zaniepokoił wszystkie firmy leasingowe. Na jego podstawie można by uznać, że nie mają one możliwości refakturowania usług ubezpieczeniowych na leasingobiorcę, przy zastosowaniu wobec tych usług zwolnienia z VAT.

Faktem jest, że ustawa o VAT nie normuje wprost zasad refakturowania, ani też w ogóle zagadnieniem refakturowania się nie zajmuje. Jednak skoro praktyka pozwalała dotychczas na tego typu działanie, trudno uznać, że jest ono obecnie zabronione.

Tym bardziej że - jak wskazano w pkt 1 niniejszego opracowania - refakturowanie dopuszczają również przepisy dyrektywy.

Skoro zatem dyrektywa pozwala na refakturowanie niektórych usług, przy spełnieniu określonych warunków, to w przypadku gdy krajowe przepisy w ogóle nie regulują tej kwestii, można wprost opierać się na przepisach dyrektywy.

Ta sama dyrektywa zabrania jednak sztucznego dzielenia usługi na jej poszczególne elementy, nakazując łączne opodatkowanie danej usługi jako całości.

Trudno określić, kto w tym sporze ma ostatecznie rację i na ile przepisy podatkowe (które nie są w tym przypadku jasne i precyzyjne) mogą ingerować w cywilnoprawną zasadę swobody umów.

Na zakończenie warto podkreślić, że jest to - jak dotychczas - jednostkowy wyrok przemawiający na niekorzyść leasingodawców.
Poradnik VAT Nr 9 z dnia 2009-05-10

Leasing a koszty ubezpieczenia

Przy zawieraniu umów leasingu, w szczególności gdy przedmiotem leasingu są pojazdy samochodowe, powszechnym zjawiskiem jest jednoczesne refakturowanie na leasingobiorcę kosztów ubezpieczenia przedmiotu leasingu. Problem jednak w tym, czy ubezpieczenie w tym przypadku jest usługą świadczoną przez leasingodawcę na rzecz leasingobiorcy, a przede wszystkim, czy ubezpieczenie to opodatkować należy stawką właściwą dla usługi ubezpieczeniowej, czy też dla umowy leasingu.

W większości przypadków firmy leasingowe refakturują usługę ubezpieczeniową, przyjmując tym samym stawkę właściwą dla tego rodzaju usług, czyli zwolnienie z VAT. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że praktyka ta została ostatnio zakwestionowana przez WSA we Wrocławiu w wyroku z dnia 8 grudnia 2008 r., sygn. akt I SA/Wr 881/08 przytaczanym w punkcie 2 niniejszego opracowania.

1. Usługa składająca się z kilku elementów - razem czy osobno?

Z jednej strony pamiętać należy, że w sytuacji gdy kilka świadczeń obejmuje z ekonomicznego punktu widzenia jedną usługę, powszechnie uznaje się, że usługa ta nie powinna być sztucznie dzielona dla celów podatkowych. Zdaniem większości organów podatkowych kwota należna powinna obejmować wszystkie elementy kosztów związanych ze świadczeniem przez podatnika danej usługi oraz inne elementy kształtujące w efekcie kwotę, którą sprzedawca żąda od nabywcy. Wyodrębnienie z usługi podstawowej poszczególnych jej elementów jako osobnych usług nie jest prawidłowe, jeżeli wszystkie one zmierzają do bezpośredniego zaspokojenia określonej potrzeby klienta.

Nie jest to jednak podejście jednolite. Uzasadniając swoje stanowisko organy podatkowe odwołują się również do przepisów unijnych.

Zgodnie z art. 28 dyrektywy 2006/112/WE Rady (wcześniej art. 6 (4) VI dyrektywy), w przypadku, w którym podatnik we własnym imieniu, lecz na rachunek innego podatnika bierze udział w świadczeniu usług, uznaje się, że podatnik sam nabył i wyświadczył te usługi. Uzupełnieniem tego przepisu jest art. 79 dyrektywy 2006/112/WE Rady (art. 11 (A) (3) (c) VI dyrektywy), zgodnie z którym do podstawy opodatkowania podatnik nie zalicza tych kwot (kosztów), które są mu zwracane przez zleceniodawcę, pod warunkiem że zostały one nabyte w imieniu klienta (zleceniodawcy) i na jego rachunek (czyli dokument potwierdzający poniesiony koszt opłaty np. administracyjnej musi być w tym przypadku wystawiony na nabywcę usługi).

Poza tym w art. 78 dyrektywy 2006/112/WE Rady (art. 11 (A) (2) VI dyrektywy) zawarty jest zapis, zgodnie z którym podstawa opodatkowania obejmuje:

a) podatki, cła, opłaty i podobne należności, z wyjątkiem samego VAT;

b) dodatkowe koszty, takie jak prowizje, koszty opakowania, transportu i ubezpieczenia, którymi dostawca obciąża nabywcę lub klienta.

Ten sam przepis zawiera również delegację, na mocy której państwa członkowskie mogą uznać za dodatkowe koszty również wydatki będące przedmiotem odrębnej umowy.

2. Refakturowanie kosztów ubezpieczenia w orzecznictwie

Jak widać z powyższego, przepisy polskiej ustawy o VAT nie są tak doprecyzowane jak unijne, dlatego też, zdaniem redakcji, stanowisko organów skarbowych prezentowane w przytaczanych w dalszej części artykułu wyjaśnieniach, aczkolwiek zbieżne z przepisami dyrektyw unijnych, nie jest wprost poparte przepisami ustawy.

Trzeci Urząd Skarbowy w Lublinie w postanowieniu z dnia 9 czerwca 2006 r., nr P-1/443-41/06 stwierdził, iż w przypadku umowy dzierżawy samochodu dopuszczalne jest refakturowanie towarzyszącej jej usługi ubezpieczenia tego pojazdu, pod warunkiem jednakże łącznego spełnienia dwóch warunków:

  • po pierwsze - zastrzeżenia w umowie dzierżawy odrębnego rozliczenia kosztów ubezpieczenia samochodu przez wynajmującego,

  • po drugie - uwzględnienia przez wynajmującego tej samej stawki podatku od towarów i usług lub zwolnienia od tego podatku, które były określone na fakturze wystawionej przez ubezpieczyciela.

W przypadku odsprzedaży zakupionych usług wykonanych przez osoby niebędące podatnikami VAT, refakturujący ma obowiązek naliczyć podatek od towarów i usług według stawki właściwej dla danej usługi zgodnie z Polską Klasyfikacją Wyrobów i Usług.

Zdaniem Urzędu, inaczej należy postąpić w przypadku takich kosztów jak podatek od środków transportowych (nie można go uznać za świadczenie usługi). Koszt ten nie jest związany z nabyciem usługi. Jako element ściśle związany z przedmiotem najmu stanowi on element kalkulacyjny opłaty za usługę dzierżawy. Podatek od środków transportowych niezależnie od tego, czy został wyodrębniony w umowie jako składnik czynszu z tytułu dzierżawy, czy też wyodrębniono go jako należność związaną z dzierżawą samochodu, stanowi składnik kwoty należnej z tytułu ww. usługi w rozumieniu art. 29 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług.

Na temat refakturowania kosztów ubezpieczenia samochodu stanowiącego przedmiot umowy leasingu, wypowiadał się już Sąd Najwyższy, który w wyroku wydanym w dniu 15 października 1998 r., sygn. akt III ZP 8/1998 w składzie siedmiu sędziów orzekł, że istnieje możliwość refakturowania usług ubezpieczenia przy umowie leasingu samochodu, jednak przy spełnieniu warunku, iż leasingodawca osobno rozliczy koszty ubezpieczenia samochodu oraz zastosuje tę samą stawkę podatku VAT (lub zwolnienie), jakie określone było na fakturze wystawionej przez ubezpieczyciela.

W jednym z najnowszych wyroków w tej sprawie zapadło rozstrzygnięcie niekorzystne dla firm leasingowych. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w wyroku z dnia 8 grudnia 2008 r., sygn. akt I SA/Wr 881/08 orzekł, iż w przypadku świadczenia usługi leasingu wraz z ubezpieczeniem przedmiotu leasingu, mamy do czynienia z jedną usługą. W związku z tym do podstawy opodatkowania należy zaliczyć również koszty ubezpieczenia przedmiotu leasingu i do całej usługi zastosować jednakową stawkę podatku VAT - właściwą dla usługi głównej, czyli usługi leasingu. Nie ma zatem możliwości - zdaniem Sądu - odrębnego refakturowania usługi ubezpieczeniowej przy zastosowaniu zwolnienia z VAT.

W uzasadnieniu wyroku Sąd podkreślił, że ubezpieczenie jest ściśle związane z usługą leasingu. Bez usługi podstawowej, czyli usługi leasingu, świadczenie usługi ubezpieczenia przez leasingodawcę utraciłoby sens. Ubezpieczenie służy tylko zapewnieniu prawidłowego wykonania i skorzystania z usługi głównej.

Sąd uznał więc, że koszty ubezpieczenia powinny być elementem podstawy opodatkowania umowy leasingu, niezależnie od tego czy stanowią one element kalkulacyjny usługi leasingu, czy też umowa wyodrębnia koszty ubezpieczenia jako oddzielną kwotę.

3. Jednostkowy wyrok czy początek nowej linii orzeczniczej?

Powołany wyrok zaniepokoił wszystkie firmy leasingowe. Na jego podstawie można by uznać, że nie mają one możliwości refakturowania usług ubezpieczeniowych na leasingobiorcę, przy zastosowaniu wobec tych usług zwolnienia z VAT.

Faktem jest, że ustawa o VAT nie normuje wprost zasad refakturowania, ani też w ogóle zagadnieniem refakturowania się nie zajmuje. Jednak skoro praktyka pozwalała dotychczas na tego typu działanie, trudno uznać, że jest ono obecnie zabronione.

Tym bardziej że - jak wskazano w pkt 1 niniejszego opracowania - refakturowanie dopuszczają również przepisy dyrektywy.

Skoro zatem dyrektywa pozwala na refakturowanie niektórych usług, przy spełnieniu określonych warunków, to w przypadku gdy krajowe przepisy w ogóle nie regulują tej kwestii, można wprost opierać się na przepisach dyrektywy.

Ta sama dyrektywa zabrania jednak sztucznego dzielenia usługi na jej poszczególne elementy, nakazując łączne opodatkowanie danej usługi jako całości.

Trudno określić, kto w tym sporze ma ostatecznie rację i na ile przepisy podatkowe (które nie są w tym przypadku jasne i precyzyjne) mogą ingerować w cywilnoprawną zasadę swobody umów.

Na zakończenie warto podkreślić, że jest to - jak dotychczas - jednostkowy wyrok przemawiający na niekorzyść leasingodawców.
Poradnik VAT Nr 9 z dnia 2009-05-10

Czy państwo ma interweniować?

Zasadność i skala opiekuńczości państwa bywają różnie oceniane - jedni uważają, że ingerencja państwa powinna być ograniczona do minimum, inni z kolei uważają, że jest ona niezbędna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Z całą pewnością istnieją takie obszary, w których państwo powinno jedynie sprawować ogólny nadzór nad ładem gospodarczym, ale są i takie dziedziny, w których aktywność państwa (zarówno na szczeblu centralnym, jak i terytorialnym) powinna być nieco większa. I wcale nie chodzi tu o bezmyślne rozdawanie pieniędzy.

Co z rynkiem nieruchomości? Czy Państwo powinno go wspierać? Czy wystarczą tylko działania regulacyjne i kontrolne? Czy może potrzebne są jeszcze inne mechanizmy? A co z mieszkaniami? Czy państwo powinno pomagać w tym zakresie?

Mieszkanie jest zbyt ważne w życiu obywateli, by mogło pozostawać wyłącznie w sferze indywidualnych zainteresowań. Państwo absolutnie nie powinno przejmować na siebie obowiązku dostarczania mieszkań. Musi jednak mieć ogólną koncepcję rozwoju mieszkalnictwa w kraju, która z kolei będzie pomocna w tworzeniu szczegółowych programów mieszkaniowych dla gmin, czyli jednostek, które są najbliżej swoich mieszkańców i najlepiej potrafią rozpoznać ich potrzeby. Takiej koncepcji właściwie nigdy u nas nie było. Część gmin ma co prawda swoje programy mieszkaniowe, ale ile z nich rzeczywiście realizowanych jest zgodnie z planem? I na ile zaspokajane są potrzeby mieszkańców?

Na lokalnym rynku mieszkaniowym działa wiele podmiotów, które w sposób bezpośredni bądź pośredni zaangażowane są w "politykę mieszkaniową", ale to gmina jest jednostką, która powinna mieć wgląd w ogólną sytuację mieszkaniową i koordynować działalność innych podmiotów związanych z mieszkalnictwem. Efekty w skali całego kraju będą jednak widoczne wówczas, gdy każda gmina przygotuje odpowiedni dla swoich warunków program, który będzie nawiązywał do ogólnej polityki mieszkaniowej państwa. Na razie w polityce mieszkaniowej, jak i w innych z resztą dziedzinach, brakuje spójnych, przemyślanych i kompleksowych rozwiązań. A to uniemożliwia prawidłowy rozwój rynku w dłuższej perspektywie czasowej.

Na początku maja br. w Warszawie odbyła się organizowana przez Stowarzyszenie Architektów Polskich i Narodowe Centrum Kultury konferencja, podczas której zaprezentowany został projekt dokumentu "Polska Polityka Architektoniczna. Polityka jakości krajobrazu, przestrzeni publicznej, architektury". Przedstawiono w nim krytyczny stan polskiej przestrzeni, którego przejawem są m.in.: niespójne kształtowanie przestrzeni centrów miejskich, substandard urbanistyczny wielu nowo wznoszonych budynków osiedli mieszkaniowych, bezładna ekspansja stref podmiejskich czy brzydota znacznej części zabudowy terenów podmiejskich i wiejskich. Wytknięto brak spójności i konsekwencji oraz profesjonalizmu w działaniu polskiego systemu zarządzania przestrzenią. Podkreślono także, że na znacznej części zurbanizowanych obszarów nie ma skoordynowanego planowania przestrzennego, a ten jest niezbędny w procesie inwestycyjnym. Barier na rynku nieruchomości jest dużo i są one dostrzegane przez różne grupy podmiotów. Wciąż jednak brakuje pomysłów i determinacji w ich pokonywaniu.

Dla prawidłowego rozwoju rynku nieruchomości konieczne jest stworzenie przemyślanych i co najważniejsze spójnych ram prawnych, uporządkowanie informacji o stanie prawnym nieruchomości (niestety są z tym problemy) oraz uświadomienie sobie, jak ważne jest otoczenie, w którym żyjemy na co dzień. Państwo ma w tym zakresie wiele do zrobienia - potrzeba bowiem jeszcze wielu rozwiązań usprawniających polski rynek nieruchomości. Wtedy podmioty z nim związane będą mogły lepiej i sprawniej funkcjonować, a ingerencja państwa będzie mogła być zdecydowanie mniejsza.

Małgorzata Kędzierska

Analityk rynku nieruchomości

Czy państwo ma interweniować?

Zasadność i skala opiekuńczości państwa bywają różnie oceniane - jedni uważają, że ingerencja państwa powinna być ograniczona do minimum, inni z kolei uważają, że jest ona niezbędna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Z całą pewnością istnieją takie obszary, w których państwo powinno jedynie sprawować ogólny nadzór nad ładem gospodarczym, ale są i takie dziedziny, w których aktywność państwa (zarówno na szczeblu centralnym, jak i terytorialnym) powinna być nieco większa. I wcale nie chodzi tu o bezmyślne rozdawanie pieniędzy.

Co z rynkiem nieruchomości? Czy Państwo powinno go wspierać? Czy wystarczą tylko działania regulacyjne i kontrolne? Czy może potrzebne są jeszcze inne mechanizmy? A co z mieszkaniami? Czy państwo powinno pomagać w tym zakresie?

Mieszkanie jest zbyt ważne w życiu obywateli, by mogło pozostawać wyłącznie w sferze indywidualnych zainteresowań. Państwo absolutnie nie powinno przejmować na siebie obowiązku dostarczania mieszkań. Musi jednak mieć ogólną koncepcję rozwoju mieszkalnictwa w kraju, która z kolei będzie pomocna w tworzeniu szczegółowych programów mieszkaniowych dla gmin, czyli jednostek, które są najbliżej swoich mieszkańców i najlepiej potrafią rozpoznać ich potrzeby. Takiej koncepcji właściwie nigdy u nas nie było. Część gmin ma co prawda swoje programy mieszkaniowe, ale ile z nich rzeczywiście realizowanych jest zgodnie z planem? I na ile zaspokajane są potrzeby mieszkańców?

Na lokalnym rynku mieszkaniowym działa wiele podmiotów, które w sposób bezpośredni bądź pośredni zaangażowane są w "politykę mieszkaniową", ale to gmina jest jednostką, która powinna mieć wgląd w ogólną sytuację mieszkaniową i koordynować działalność innych podmiotów związanych z mieszkalnictwem. Efekty w skali całego kraju będą jednak widoczne wówczas, gdy każda gmina przygotuje odpowiedni dla swoich warunków program, który będzie nawiązywał do ogólnej polityki mieszkaniowej państwa. Na razie w polityce mieszkaniowej, jak i w innych z resztą dziedzinach, brakuje spójnych, przemyślanych i kompleksowych rozwiązań. A to uniemożliwia prawidłowy rozwój rynku w dłuższej perspektywie czasowej.

Na początku maja br. w Warszawie odbyła się organizowana przez Stowarzyszenie Architektów Polskich i Narodowe Centrum Kultury konferencja, podczas której zaprezentowany został projekt dokumentu "Polska Polityka Architektoniczna. Polityka jakości krajobrazu, przestrzeni publicznej, architektury". Przedstawiono w nim krytyczny stan polskiej przestrzeni, którego przejawem są m.in.: niespójne kształtowanie przestrzeni centrów miejskich, substandard urbanistyczny wielu nowo wznoszonych budynków osiedli mieszkaniowych, bezładna ekspansja stref podmiejskich czy brzydota znacznej części zabudowy terenów podmiejskich i wiejskich. Wytknięto brak spójności i konsekwencji oraz profesjonalizmu w działaniu polskiego systemu zarządzania przestrzenią. Podkreślono także, że na znacznej części zurbanizowanych obszarów nie ma skoordynowanego planowania przestrzennego, a ten jest niezbędny w procesie inwestycyjnym. Barier na rynku nieruchomości jest dużo i są one dostrzegane przez różne grupy podmiotów. Wciąż jednak brakuje pomysłów i determinacji w ich pokonywaniu.

Dla prawidłowego rozwoju rynku nieruchomości konieczne jest stworzenie przemyślanych i co najważniejsze spójnych ram prawnych, uporządkowanie informacji o stanie prawnym nieruchomości (niestety są z tym problemy) oraz uświadomienie sobie, jak ważne jest otoczenie, w którym żyjemy na co dzień. Państwo ma w tym zakresie wiele do zrobienia - potrzeba bowiem jeszcze wielu rozwiązań usprawniających polski rynek nieruchomości. Wtedy podmioty z nim związane będą mogły lepiej i sprawniej funkcjonować, a ingerencja państwa będzie mogła być zdecydowanie mniejsza.

Małgorzata Kędzierska

Analityk rynku nieruchomości

Gwałtowny wzrost złych kredytów w bankach

Pogorszenie sytuacji w gospodarce bardzo szybko odbija się na jakości portfeli kredytowych w bankach i skłania je do ograniczania „apetytu na ryzyko”.
Ostatnie dwa miesiące przyniosły niespotykany w ostatnich latach przyrost wartości należności zagrożonych w bankach – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego. W efekcie udział złych kredytów, który jeszcze w końcu ubiegłego roku wynosił 4,4 proc., w kwietniu skoczył do 5,7 proc. To najwyższy poziom od końca trzeciego kwartału 2007 r.

Pogorszenie w firmach
Z danych NBP wynika, że największe kłopoty sprawiają bankom przedsiębiorstwa. W ich przypadku odsetek złych kredytów zwiększył się w cztery miesiące niemal o połowę. Pod koniec minionego roku zagrożone kredyty dla firm stanowiły niespełna 6 proc. portfela sektora bankowego. W końcu czerwca było to już 8,7 proc.Na przełomie 2003 i 2004 r., gdy firmy odczuwały jeszcze konsekwencje poprzedniego osłabienia koniunktury, udział złych kredytów w należnościach banków od przedsiębiorstw przekraczał 26 proc. Później stopniowo spadał – do jesieni ubiegłego roku.

Wtedy dały o sobie znać konsekwencje kryzysu finansowego. Eksporterzy zostali dotknięci gwałtownym spadkiem zamówień od odbiorców zagranicznych. Negatywny wpływ na sytuację znaczącej grupy firm miało duże osłabienie złotego. Spowodowało ono wzrost wyrażonej w złotych wartości zobowiązań denominowanych w walutach obcych. Niektórzy kredytobiorcy nie byli w stanie poradzić sobie z większymi kosztami obsługi zadłużenia.

Spadek kursu złotego odbił się na sytuacji firm również poprzez dużą negatywną wycenę transakcji pochodnych zawieranych z bankami. Część przedsiębiorstw nie była w stanie wywiązać się z zobowiązań, których wartość gwałtownie się zwiększyła.

Szefowie banków nie ukrywają, że w przypadku części firm sposobem na restrukturyzację zobowiązań wynikających z opcji walutowych, jest ich zamiana na kredyty. Problem w tym, że takie należności banki automatycznie muszą traktować jako zagrożone. To jeden z powodów przyrostu „firmowych” złych kredytów.

Detal jest bezpieczniejszy...

Wyraźnie lepsza jest sytuacja klientów indywidualnych. W ich wypadku udział złych kredytów rośnie znacznie wolniej. W końcu kwietnia stanowiły one 3,7 proc. „detalicznych” portfeli banków, wobec 3,2 proc. w końcu ubiegłego roku. Na korzyść klientów indywidualnych działa fakt, że cały czas utrzymuje się wysoka dynamika akcji kredytowej. Portfel kredytowy w kwietniu był o 43 proc. większy niż rok wcześniej.

Wzrost udziału należności zagrożonych miał miejsce również wśród przedsiębiorców indywidualnych (chodzi o podmioty zatrudniające mniej niż 10 osób). Tam udział należności zagrożonych zwiększył się z 6,3 proc. w grudniu 2008 r. do 6,9 proc. cztery miesiące później. Jedyną grupą klientów banków, gdzie na początku tego roku nie doszło do pogorszenia jakości kredytów, są rolnicy indywidualni. Tu odsetek należności zagrożonych zmniejszył się o 0,1 pkt proc., do 3,4 proc.

...i bardziej opłacalny

Przyrost należności zagrożonych ma negatywny wpływ na wyniki sektora bankowego. Instytucje finansowe są bowiem zmuszone tworzyć rezerwy na niespłacane kredyty. Wzrost odpisów był jednym z głównych powodów pogorszenia wyników banków w ostatnich dwóch kwartałach. Zarówno w pierwszych trzech miesiącach tego roku, jak i w końcówce poprzedniego banki zawiązywały rezerwy o wartości 2,6 mld zł. To kwota zbliżona do łącznej wysokości odpisów w pierwszych trzech kwartałach 2008 r. – gdy nie mieliśmy jeszcze do czynienia z negatywnymi konsekwencjami kryzysu na świecie.

Zwiększanie się portfeli złych kredytów powoduje również, że banki ograniczają ryzyko i coraz mniej chętnie pożyczają pieniądze nowym klientom. Dotyczy to przede wszystkim przedsiębiorstw. W przypadku klientów indywidualnych ryzyko jest oceniane lepiej. Dotyczy to szczególnie pożyczek konsumpcyjnych, których termin spłaty jest znacznie krótszy niż kredytów mieszkaniowych czy inwestycyjnych dla firm. Ponadto marże przy kredytach konsumpcyjnych są znacznie wyższe niż przy kredytach długoterminowych.

Szybko przybywa należności zagrożonych
W końcu kwietnia wartość należności zagrożonych w portfelach banków była o 12,8 proc. większa niż rok wcześniej – wynika z danych NBP. Największy udział w przyroście miały należności „poniżej standardu”, gdzie termin opóźnienia w spłacie przekracza miesiąc, ale jest mniejszy niż trzy miesiące. To oznacza, że cały czas przybywa klientów, którzy mają problemy z terminowym wywiązywaniem się z zobowiązań wobec banków. Takie przypadki zdarzają się i w czasie najlepszej koniunktury – wówczas jednak bardzo wolno powiększają się należności „wątpliwe”, gdzie opóźnienia w spłacie dochodzą do pół roku. Teraz jest inaczej: w kwietniu ich wartość była o 4 mld zł większa niż rok wcześniej. Do niedawna banki ograniczały udział złych kredytów, pozbywając się należności straconych – gdzie opóźnienia przekraczają pół roku. W ostatnich miesiącach i ta kategoria – która najmocniej obciąża wyniki, bo wymaga tworzenia pełnych rezerw – zaczęła jednak rosnąć.


Łukasz Wilkowicz
PARKIET
wp.pl

Gwałtowny wzrost złych kredytów w bankach

Pogorszenie sytuacji w gospodarce bardzo szybko odbija się na jakości portfeli kredytowych w bankach i skłania je do ograniczania „apetytu na ryzyko”.
Ostatnie dwa miesiące przyniosły niespotykany w ostatnich latach przyrost wartości należności zagrożonych w bankach – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego. W efekcie udział złych kredytów, który jeszcze w końcu ubiegłego roku wynosił 4,4 proc., w kwietniu skoczył do 5,7 proc. To najwyższy poziom od końca trzeciego kwartału 2007 r.

Pogorszenie w firmach
Z danych NBP wynika, że największe kłopoty sprawiają bankom przedsiębiorstwa. W ich przypadku odsetek złych kredytów zwiększył się w cztery miesiące niemal o połowę. Pod koniec minionego roku zagrożone kredyty dla firm stanowiły niespełna 6 proc. portfela sektora bankowego. W końcu czerwca było to już 8,7 proc.Na przełomie 2003 i 2004 r., gdy firmy odczuwały jeszcze konsekwencje poprzedniego osłabienia koniunktury, udział złych kredytów w należnościach banków od przedsiębiorstw przekraczał 26 proc. Później stopniowo spadał – do jesieni ubiegłego roku.

Wtedy dały o sobie znać konsekwencje kryzysu finansowego. Eksporterzy zostali dotknięci gwałtownym spadkiem zamówień od odbiorców zagranicznych. Negatywny wpływ na sytuację znaczącej grupy firm miało duże osłabienie złotego. Spowodowało ono wzrost wyrażonej w złotych wartości zobowiązań denominowanych w walutach obcych. Niektórzy kredytobiorcy nie byli w stanie poradzić sobie z większymi kosztami obsługi zadłużenia.

Spadek kursu złotego odbił się na sytuacji firm również poprzez dużą negatywną wycenę transakcji pochodnych zawieranych z bankami. Część przedsiębiorstw nie była w stanie wywiązać się z zobowiązań, których wartość gwałtownie się zwiększyła.

Szefowie banków nie ukrywają, że w przypadku części firm sposobem na restrukturyzację zobowiązań wynikających z opcji walutowych, jest ich zamiana na kredyty. Problem w tym, że takie należności banki automatycznie muszą traktować jako zagrożone. To jeden z powodów przyrostu „firmowych” złych kredytów.

Detal jest bezpieczniejszy...

Wyraźnie lepsza jest sytuacja klientów indywidualnych. W ich wypadku udział złych kredytów rośnie znacznie wolniej. W końcu kwietnia stanowiły one 3,7 proc. „detalicznych” portfeli banków, wobec 3,2 proc. w końcu ubiegłego roku. Na korzyść klientów indywidualnych działa fakt, że cały czas utrzymuje się wysoka dynamika akcji kredytowej. Portfel kredytowy w kwietniu był o 43 proc. większy niż rok wcześniej.

Wzrost udziału należności zagrożonych miał miejsce również wśród przedsiębiorców indywidualnych (chodzi o podmioty zatrudniające mniej niż 10 osób). Tam udział należności zagrożonych zwiększył się z 6,3 proc. w grudniu 2008 r. do 6,9 proc. cztery miesiące później. Jedyną grupą klientów banków, gdzie na początku tego roku nie doszło do pogorszenia jakości kredytów, są rolnicy indywidualni. Tu odsetek należności zagrożonych zmniejszył się o 0,1 pkt proc., do 3,4 proc.

...i bardziej opłacalny

Przyrost należności zagrożonych ma negatywny wpływ na wyniki sektora bankowego. Instytucje finansowe są bowiem zmuszone tworzyć rezerwy na niespłacane kredyty. Wzrost odpisów był jednym z głównych powodów pogorszenia wyników banków w ostatnich dwóch kwartałach. Zarówno w pierwszych trzech miesiącach tego roku, jak i w końcówce poprzedniego banki zawiązywały rezerwy o wartości 2,6 mld zł. To kwota zbliżona do łącznej wysokości odpisów w pierwszych trzech kwartałach 2008 r. – gdy nie mieliśmy jeszcze do czynienia z negatywnymi konsekwencjami kryzysu na świecie.

Zwiększanie się portfeli złych kredytów powoduje również, że banki ograniczają ryzyko i coraz mniej chętnie pożyczają pieniądze nowym klientom. Dotyczy to przede wszystkim przedsiębiorstw. W przypadku klientów indywidualnych ryzyko jest oceniane lepiej. Dotyczy to szczególnie pożyczek konsumpcyjnych, których termin spłaty jest znacznie krótszy niż kredytów mieszkaniowych czy inwestycyjnych dla firm. Ponadto marże przy kredytach konsumpcyjnych są znacznie wyższe niż przy kredytach długoterminowych.

Szybko przybywa należności zagrożonych
W końcu kwietnia wartość należności zagrożonych w portfelach banków była o 12,8 proc. większa niż rok wcześniej – wynika z danych NBP. Największy udział w przyroście miały należności „poniżej standardu”, gdzie termin opóźnienia w spłacie przekracza miesiąc, ale jest mniejszy niż trzy miesiące. To oznacza, że cały czas przybywa klientów, którzy mają problemy z terminowym wywiązywaniem się z zobowiązań wobec banków. Takie przypadki zdarzają się i w czasie najlepszej koniunktury – wówczas jednak bardzo wolno powiększają się należności „wątpliwe”, gdzie opóźnienia w spłacie dochodzą do pół roku. Teraz jest inaczej: w kwietniu ich wartość była o 4 mld zł większa niż rok wcześniej. Do niedawna banki ograniczały udział złych kredytów, pozbywając się należności straconych – gdzie opóźnienia przekraczają pół roku. W ostatnich miesiącach i ta kategoria – która najmocniej obciąża wyniki, bo wymaga tworzenia pełnych rezerw – zaczęła jednak rosnąć.


Łukasz Wilkowicz
PARKIET
wp.pl

Straty Polski z tytułu złych długów wynoszą 28 mld zł

Money.pl dotarł do raportu, który stwierdza, że straty polskiej gospodarki z tytułu złych długów wynoszą 6,4 mld euro (około 28 mld zł). Średnie opóźnienie płatności wynosi obecnie 20 dni w porównaniu z 17 dniami rok wcześniej. Najgorsze jest jednak to, że największe opóźnienia występują w sektorze publicznym.
Zaległości płatnicze polskich władz, głównie wobec firm, wydłużyły się ze średnio 20 dni rok temu do aż 24 dni obecnie. Spółki tracą na tym rocznie 2,2 mld euro (około 10 mld zł) - wynika z raportu jednej z największych europejskich firm windykacyjnych Intrum Justitia.

Wąskie gardła

Z badania Intrum Justitia wynika, że odpisy na utracone płatności w Polsce, to średnio 3 proc. całkowitej sprzedaży (wobec 2,9 proc. rok temu). Przekłada się to na 6,4 mld euro (około 28 mld zł) strat.

- Jest to wartość dodatkowego impulsu wzrostowego, który polska gospodarka po prostu traci. Wyeliminowanie go całkowicie jest niemożliwe, ale uważam że ograniczenie opóźnień, np. o połowę, byłoby wykonalne, a to oznaczałoby odzyskanie około 15 mld zł - wskazuje Bogusław Skuza, dyrektor generalny Intrum Justitia.

Dodaje, że w szacunkach Intrum Justitia uwzględniono potencjał gospodarczy kraju w postaci PKB oraz wartość dokonywanych odpisów. 85 proc. ankietowanych to firmy zatrudniające do 250 osób, czyli stanowiące krwioobieg gospodarki.

Badanie wskazuje, że znacznie pogorszyła się struktura należności w polskiej gospodarce. Należności starsze niż 90 dni wzrosły do 17 proc. wszystkich wobec 11 proc. rok temu.


źródło: Intrum Justitia

- Należności starsze niż 90 dni tak naprawdę można traktować jako utracone. Ich znaczący wzrost w porównaniu rok do roku jest bardzo niepokojącym sygnałem - zaznacza Jakub Leja, dyrektor sprzedaży Intrum Justitia.

Państwo płaci, jak chce

Wartość opóźnień w płatnościach władz publicznych sięga w Polsce 2,2 mld euro (około 10 mld zł). Jeszcze na początku 2008 średnie opóźnienia w regulowaniu zobowiązań przez ten sektor wynosił 20 dni. Obecnie jest to już 24 dni opóźnienia.

W efekcie sektor publiczny opóźnił płatności jeszcze bardziej niż dotknięty kryzysem sektor komercyjny. Chodzi tu o wszelkiego rodzaju usługi, dostawy, czy realizację kontraktów od instytucji rządowych po  jednostki samorządu terytorialnego.

- W obliczu pogorszenia koniunktury gospodarczej tradycyjny bezwład administracyjny daje o sobie znać bardzo zdecydowanie. Ogrom procedur i brak zrozumienia, że dla małych i średnich firm te płatności to być albo nie być, przyczyniają się do powiększenia złych długów - wskazuje Jakub Leja.

Jak wskazuje dyrektor Intrum Justitia, w Skandynawii istnieją kary i opłaty administracyjne za opóźnienia w płatnościach. Tymczasem w Polsce firma, aby odzyskać swoje należności musi wynająć firmę windykacyjną, która bierze swoją prowizję. W efekcie to wierzyciel, a nie dłużnik jest narażony na

- Usprawnienie procedur płatności i zrzucenie dodatkowego ryzyka na niewiarygodnego wierzyciela spowodowałoby, że gospodarka zostałaby zasilona dodatkowymi miliardami złotych. Same firmy mogą ograniczyć swoje ryzyko z tego tytuły szukając wiarygodnych, klientów którzy dadzą firmie zysk, zamiast niespłaconych długów - zaznacza Jakub Leja.

Sebastian Gawłowski

Straty Polski z tytułu złych długów wynoszą 28 mld zł

Money.pl dotarł do raportu, który stwierdza, że straty polskiej gospodarki z tytułu złych długów wynoszą 6,4 mld euro (około 28 mld zł). Średnie opóźnienie płatności wynosi obecnie 20 dni w porównaniu z 17 dniami rok wcześniej. Najgorsze jest jednak to, że największe opóźnienia występują w sektorze publicznym.
Zaległości płatnicze polskich władz, głównie wobec firm, wydłużyły się ze średnio 20 dni rok temu do aż 24 dni obecnie. Spółki tracą na tym rocznie 2,2 mld euro (około 10 mld zł) - wynika z raportu jednej z największych europejskich firm windykacyjnych Intrum Justitia.

Wąskie gardła

Z badania Intrum Justitia wynika, że odpisy na utracone płatności w Polsce, to średnio 3 proc. całkowitej sprzedaży (wobec 2,9 proc. rok temu). Przekłada się to na 6,4 mld euro (około 28 mld zł) strat.

- Jest to wartość dodatkowego impulsu wzrostowego, który polska gospodarka po prostu traci. Wyeliminowanie go całkowicie jest niemożliwe, ale uważam że ograniczenie opóźnień, np. o połowę, byłoby wykonalne, a to oznaczałoby odzyskanie około 15 mld zł - wskazuje Bogusław Skuza, dyrektor generalny Intrum Justitia.

Dodaje, że w szacunkach Intrum Justitia uwzględniono potencjał gospodarczy kraju w postaci PKB oraz wartość dokonywanych odpisów. 85 proc. ankietowanych to firmy zatrudniające do 250 osób, czyli stanowiące krwioobieg gospodarki.

Badanie wskazuje, że znacznie pogorszyła się struktura należności w polskiej gospodarce. Należności starsze niż 90 dni wzrosły do 17 proc. wszystkich wobec 11 proc. rok temu.


źródło: Intrum Justitia

- Należności starsze niż 90 dni tak naprawdę można traktować jako utracone. Ich znaczący wzrost w porównaniu rok do roku jest bardzo niepokojącym sygnałem - zaznacza Jakub Leja, dyrektor sprzedaży Intrum Justitia.

Państwo płaci, jak chce

Wartość opóźnień w płatnościach władz publicznych sięga w Polsce 2,2 mld euro (około 10 mld zł). Jeszcze na początku 2008 średnie opóźnienia w regulowaniu zobowiązań przez ten sektor wynosił 20 dni. Obecnie jest to już 24 dni opóźnienia.

W efekcie sektor publiczny opóźnił płatności jeszcze bardziej niż dotknięty kryzysem sektor komercyjny. Chodzi tu o wszelkiego rodzaju usługi, dostawy, czy realizację kontraktów od instytucji rządowych po  jednostki samorządu terytorialnego.

- W obliczu pogorszenia koniunktury gospodarczej tradycyjny bezwład administracyjny daje o sobie znać bardzo zdecydowanie. Ogrom procedur i brak zrozumienia, że dla małych i średnich firm te płatności to być albo nie być, przyczyniają się do powiększenia złych długów - wskazuje Jakub Leja.

Jak wskazuje dyrektor Intrum Justitia, w Skandynawii istnieją kary i opłaty administracyjne za opóźnienia w płatnościach. Tymczasem w Polsce firma, aby odzyskać swoje należności musi wynająć firmę windykacyjną, która bierze swoją prowizję. W efekcie to wierzyciel, a nie dłużnik jest narażony na

- Usprawnienie procedur płatności i zrzucenie dodatkowego ryzyka na niewiarygodnego wierzyciela spowodowałoby, że gospodarka zostałaby zasilona dodatkowymi miliardami złotych. Same firmy mogą ograniczyć swoje ryzyko z tego tytuły szukając wiarygodnych, klientów którzy dadzą firmie zysk, zamiast niespłaconych długów - zaznacza Jakub Leja.

Sebastian Gawłowski

Czy Państwo powinno wspierać rynek mieszkaniowy?

Zasadność i skala opiekuńczości państwa bywają różnie oceniane - jedni uważają, że ingerencja państwa powinna być ograniczona do minimum, inni z kolei uważają, że jest ona niezbędna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Z całą pewnością istnieją takie obszary, w których państwo powinno jedynie sprawować ogólny nadzór nad ładem gospodarczym, ale są i takie dziedziny, w których aktywność państwa (zarówno na szczeblu centralnym, jak i terytorialnym) powinna być nieco większa. I wcale nie chodzi tu o bezmyślne rozdawanie pieniędzy.
Co z rynkiem nieruchomości? Czy Państwo powinno go wspierać? Czy wystarczą tylko działania regulacyjne i kontrolne? Czy może potrzebne są  jeszcze inne mechanizmy? A co z mieszkaniami? Czy państwo powinno pomagać w tym zakresie?

Mieszkanie jest zbyt ważne w życiu obywateli, by mogło pozostawać wyłącznie w sferze indywidualnych zainteresowań. Państwo absolutnie nie powinno przejmować na siebie obowiązku dostarczania mieszkań. Musi jednak mieć ogólną koncepcję rozwoju mieszkalnictwa w kraju, która z kolei będzie pomocna w tworzeniu szczegółowych programów mieszkaniowych dla gmin, czyli jednostek, które są najbliżej swoich mieszkańców i najlepiej potrafią rozpoznać ich potrzeby. Takiej koncepcji właściwie nigdy u nas nie było. Część gmin ma co prawda swoje programy mieszkaniowe, ale ile z nich rzeczywiście realizowanych jest zgodnie z planem? I na ile zaspokajane są potrzeby mieszkańców?

Na lokalnym rynku mieszkaniowym działa wiele podmiotów, które w sposób bezpośredni bądź pośredni zaangażowane są w „politykę mieszkaniową”, ale to gmina jest jednostką, która powinna mieć wgląd w ogólną sytuację mieszkaniową i koordynować działalność innych podmiotów związanych z mieszkalnictwem. Efekty w skali całego kraju będą jednak widoczne wówczas, gdy każda gmina przygotuje odpowiedni dla swoich warunków program, który będzie nawiązywał do ogólnej polityki mieszkaniowej państwa. Na razie w polityce mieszkaniowej, jak i w innych z resztą dziedzinach, brakuje spójnych, przemyślanych i kompleksowych rozwiązań. A to uniemożliwia prawidłowy rozwój rynku w dłuższej perspektywie czasowej.

Na początku maja br. w Warszawie odbyła się organizowana przez Stowarzyszenie Architektów Polskich i Narodowe Centrum Kultury konferencja, podczas której zaprezentowany został projekt dokumentu „Polska Polityka Architektoniczna. Polityka jakości krajobrazu, przestrzeni publicznej, architektury”. Przedstawiono w nim krytyczny stan polskiej przestrzeni, którego przejawem są m.in.: niespójne kształtowanie przestrzeni centrów miejskich, substandard urbanistyczny wielu nowo wznoszonych budynków osiedli mieszkaniowych, bezładna ekspansja stref podmiejskich czy brzydota znacznej części zabudowy terenów podmiejskich i wiejskich. Wytknięto brak spójności i konsekwencji oraz profesjonalizmu w działaniu polskiego systemu zarządzania przestrzenią. Podkreślono także, że na znacznej części zurbanizowanych obszarów nie ma skoordynowanego planowania przestrzennego, a ten jest niezbędny w procesie inwestycyjnym. Barier na rynku nieruchomości jest dużo i są one dostrzegane przez różne grupy podmiotów. Wciąż jednak brakuje pomysłów i determinacji w ich pokonywaniu.

Dla prawidłowego rozwoju rynku nieruchomości konieczne jest stworzenie przemyślanych i co najważniejsze spójnych ram prawnych, uporządkowanie informacji o stanie prawnym nieruchomości (niestety są z tym problemy) oraz uświadomienie sobie, jak ważne jest otoczenie, w którym żyjemy na co dzień. Państwo ma w tym zakresie wiele do zrobienia - potrzeba bowiem jeszcze wielu rozwiązań usprawniających polski rynek nieruchomości. Wtedy podmioty z nim związane będą mogły lepiej i sprawniej funkcjonować, a ingerencja państwa będzie mogła być zdecydowanie mniejsza.


Małgorzata Kędzierska
Analityk rynku nieruchomości
Wynajem.pl

Czy Państwo powinno wspierać rynek mieszkaniowy?

Zasadność i skala opiekuńczości państwa bywają różnie oceniane - jedni uważają, że ingerencja państwa powinna być ograniczona do minimum, inni z kolei uważają, że jest ona niezbędna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Z całą pewnością istnieją takie obszary, w których państwo powinno jedynie sprawować ogólny nadzór nad ładem gospodarczym, ale są i takie dziedziny, w których aktywność państwa (zarówno na szczeblu centralnym, jak i terytorialnym) powinna być nieco większa. I wcale nie chodzi tu o bezmyślne rozdawanie pieniędzy.
Co z rynkiem nieruchomości? Czy Państwo powinno go wspierać? Czy wystarczą tylko działania regulacyjne i kontrolne? Czy może potrzebne są  jeszcze inne mechanizmy? A co z mieszkaniami? Czy państwo powinno pomagać w tym zakresie?

Mieszkanie jest zbyt ważne w życiu obywateli, by mogło pozostawać wyłącznie w sferze indywidualnych zainteresowań. Państwo absolutnie nie powinno przejmować na siebie obowiązku dostarczania mieszkań. Musi jednak mieć ogólną koncepcję rozwoju mieszkalnictwa w kraju, która z kolei będzie pomocna w tworzeniu szczegółowych programów mieszkaniowych dla gmin, czyli jednostek, które są najbliżej swoich mieszkańców i najlepiej potrafią rozpoznać ich potrzeby. Takiej koncepcji właściwie nigdy u nas nie było. Część gmin ma co prawda swoje programy mieszkaniowe, ale ile z nich rzeczywiście realizowanych jest zgodnie z planem? I na ile zaspokajane są potrzeby mieszkańców?

Na lokalnym rynku mieszkaniowym działa wiele podmiotów, które w sposób bezpośredni bądź pośredni zaangażowane są w „politykę mieszkaniową”, ale to gmina jest jednostką, która powinna mieć wgląd w ogólną sytuację mieszkaniową i koordynować działalność innych podmiotów związanych z mieszkalnictwem. Efekty w skali całego kraju będą jednak widoczne wówczas, gdy każda gmina przygotuje odpowiedni dla swoich warunków program, który będzie nawiązywał do ogólnej polityki mieszkaniowej państwa. Na razie w polityce mieszkaniowej, jak i w innych z resztą dziedzinach, brakuje spójnych, przemyślanych i kompleksowych rozwiązań. A to uniemożliwia prawidłowy rozwój rynku w dłuższej perspektywie czasowej.

Na początku maja br. w Warszawie odbyła się organizowana przez Stowarzyszenie Architektów Polskich i Narodowe Centrum Kultury konferencja, podczas której zaprezentowany został projekt dokumentu „Polska Polityka Architektoniczna. Polityka jakości krajobrazu, przestrzeni publicznej, architektury”. Przedstawiono w nim krytyczny stan polskiej przestrzeni, którego przejawem są m.in.: niespójne kształtowanie przestrzeni centrów miejskich, substandard urbanistyczny wielu nowo wznoszonych budynków osiedli mieszkaniowych, bezładna ekspansja stref podmiejskich czy brzydota znacznej części zabudowy terenów podmiejskich i wiejskich. Wytknięto brak spójności i konsekwencji oraz profesjonalizmu w działaniu polskiego systemu zarządzania przestrzenią. Podkreślono także, że na znacznej części zurbanizowanych obszarów nie ma skoordynowanego planowania przestrzennego, a ten jest niezbędny w procesie inwestycyjnym. Barier na rynku nieruchomości jest dużo i są one dostrzegane przez różne grupy podmiotów. Wciąż jednak brakuje pomysłów i determinacji w ich pokonywaniu.

Dla prawidłowego rozwoju rynku nieruchomości konieczne jest stworzenie przemyślanych i co najważniejsze spójnych ram prawnych, uporządkowanie informacji o stanie prawnym nieruchomości (niestety są z tym problemy) oraz uświadomienie sobie, jak ważne jest otoczenie, w którym żyjemy na co dzień. Państwo ma w tym zakresie wiele do zrobienia - potrzeba bowiem jeszcze wielu rozwiązań usprawniających polski rynek nieruchomości. Wtedy podmioty z nim związane będą mogły lepiej i sprawniej funkcjonować, a ingerencja państwa będzie mogła być zdecydowanie mniejsza.


Małgorzata Kędzierska
Analityk rynku nieruchomości
Wynajem.pl

Co dalej na rynku nieruchomości?

Kiedy po okresie dużego ożywienia na rynku mieszkaniowym, głównie w latach 2006-2007, zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy spowolnienia, niewiele osób wyobrażało sobie wówczas, że rozpędzony rynek nieruchomości mieszkaniowych napotka na poważne problemy. Tym bardziej, że zainteresowanie mieszkaniami cały czas było duże. Zdążyliśmy się już jednak przyzwyczaić do zmian, jakie zaszły w ostatnim czasie na rynku nieruchomości.
Polski rynek nieruchomości zaczął się rozwijać wraz z rozwojem gospodarczym. Coraz większe zapotrzebowanie na obiekty mieszkaniowe i komercyjne wynikało z rosnących potrzeb społeczeństwa i przedsiębiorstw. Zaczęły więc powstawać nowoczesne osiedla mieszkaniowe, apartamentowce, biurowce, galerie handlowe, magazyny itd. Niektóre z istniejących obiektów zaczęto stopniowo odnawiać, przystosowując je do zmieniającego się otoczenia. Mówiło się wówczas o rozkwicie rynku nieruchomości i wielkim placu budowy. Były kolejne plany, które jednak na skutek zawirowań na globalnym rynku finansowym zostały wstrzymane.

Jeśli odniesiemy obecną sytuację do tego, co działo się jeszcze w okresie boomu na rynku mieszkaniowym, to rzeczywiście można mówić o kryzysie na tym rynku. Tylko czy takie porównanie jest dobre? Na rynku nieruchomości, tak jak i w każdej gospodarce, występują różne okresy. Dodatkowo, nasz rynek jest młody i co pokazały ostatnie wydarzenia - jeszcze mało dojrzały. Gwałtowny wzrost cen mieszkań niezależnie od ich standardu, zakup tzw. dziury w ziemi, co na przykład w USA jest czymś niewyobrażalnym, wypowiadanie umów przedwstępnych przez niektórych deweloperów, bo drugi nabywca był w stanie zapłacić więcej – to działo się na naszym rynku jeszcze niedawno. I z całą pewnością nie było czymś normalnym.

Podobnie było na rynku najmu mieszkań. Wzrost czynszów ofertowych w przeciągu ostatnich trzech lat był wyraźnie zauważalny, w szczególności w roku 2008. Tu też, podobnie jak w przypadku mieszkań przeznaczonych na sprzedaż, zyskiwały właściwie wszystkie lokale, nawet te o odległej lokalizacji i zupełnie przeciętnych warunkach.

Korekta cen na rynku sprzedaży mieszkań, a od kilku miesięcy również na rynku najmu, jest zjawiskiem całkiem naturalnym. Ceny nie mogły przecież rosnąć w nieskończoność. Tym bardziej, że możliwości finansowe są ograniczone. A mieszkanie w pierwszej kolejności powinno zaspokajać potrzeby zwykłych obywateli, a nie inwestorów, którzy dysponują dużą gotówką.

Niektórzy pytają: czy teraz opłaca się inwestować w nieruchomości skoro na rynku najmu robi się coraz spokojniej? Ostatnie lata przyzwyczaiły właścicieli do osiągania wysokich zysków. Ten okres już się jednak powoli kończy – najwyższa pora na powrót do normalności. Inwestowanie w nieruchomości z natury ma charakter długoterminowy, a stabilne zyski rozłożone są w czasie. I tak czynsze w wielu miejscach utrzymują się na wysokim poziomie, co zapewnia właścicielom atrakcyjność wynajmu mieszkania. Lokale położone na obrzeżach miast i przeciętnym standardzie wyposażenia będą musiały przyciągnąć najemców niższymi cenami.

Rynek ochłonie po ostatnich zawirowaniach i zarówno deweloperzy, jak i kupujący mieszkania pod wynajem będą musieli dokładniej przyjrzeć się swoim inwestycjom i dostosować ich ceny do realiów. Z kolei potencjalni nabywcy mieszkań będą mogli spokojniej decydować o wyborze oferty. Ten proces dla wielu rozpocznie się jednak w momencie odblokowania akcji kredytowej.

Małgorzata Kędzierska
Analityk Rynku Nieruchomości
Wynajem.pl

Co dalej na rynku nieruchomości?

Kiedy po okresie dużego ożywienia na rynku mieszkaniowym, głównie w latach 2006-2007, zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy spowolnienia, niewiele osób wyobrażało sobie wówczas, że rozpędzony rynek nieruchomości mieszkaniowych napotka na poważne problemy. Tym bardziej, że zainteresowanie mieszkaniami cały czas było duże. Zdążyliśmy się już jednak przyzwyczaić do zmian, jakie zaszły w ostatnim czasie na rynku nieruchomości.
Polski rynek nieruchomości zaczął się rozwijać wraz z rozwojem gospodarczym. Coraz większe zapotrzebowanie na obiekty mieszkaniowe i komercyjne wynikało z rosnących potrzeb społeczeństwa i przedsiębiorstw. Zaczęły więc powstawać nowoczesne osiedla mieszkaniowe, apartamentowce, biurowce, galerie handlowe, magazyny itd. Niektóre z istniejących obiektów zaczęto stopniowo odnawiać, przystosowując je do zmieniającego się otoczenia. Mówiło się wówczas o rozkwicie rynku nieruchomości i wielkim placu budowy. Były kolejne plany, które jednak na skutek zawirowań na globalnym rynku finansowym zostały wstrzymane.

Jeśli odniesiemy obecną sytuację do tego, co działo się jeszcze w okresie boomu na rynku mieszkaniowym, to rzeczywiście można mówić o kryzysie na tym rynku. Tylko czy takie porównanie jest dobre? Na rynku nieruchomości, tak jak i w każdej gospodarce, występują różne okresy. Dodatkowo, nasz rynek jest młody i co pokazały ostatnie wydarzenia - jeszcze mało dojrzały. Gwałtowny wzrost cen mieszkań niezależnie od ich standardu, zakup tzw. dziury w ziemi, co na przykład w USA jest czymś niewyobrażalnym, wypowiadanie umów przedwstępnych przez niektórych deweloperów, bo drugi nabywca był w stanie zapłacić więcej – to działo się na naszym rynku jeszcze niedawno. I z całą pewnością nie było czymś normalnym.

Podobnie było na rynku najmu mieszkań. Wzrost czynszów ofertowych w przeciągu ostatnich trzech lat był wyraźnie zauważalny, w szczególności w roku 2008. Tu też, podobnie jak w przypadku mieszkań przeznaczonych na sprzedaż, zyskiwały właściwie wszystkie lokale, nawet te o odległej lokalizacji i zupełnie przeciętnych warunkach.

Korekta cen na rynku sprzedaży mieszkań, a od kilku miesięcy również na rynku najmu, jest zjawiskiem całkiem naturalnym. Ceny nie mogły przecież rosnąć w nieskończoność. Tym bardziej, że możliwości finansowe są ograniczone. A mieszkanie w pierwszej kolejności powinno zaspokajać potrzeby zwykłych obywateli, a nie inwestorów, którzy dysponują dużą gotówką.

Niektórzy pytają: czy teraz opłaca się inwestować w nieruchomości skoro na rynku najmu robi się coraz spokojniej? Ostatnie lata przyzwyczaiły właścicieli do osiągania wysokich zysków. Ten okres już się jednak powoli kończy – najwyższa pora na powrót do normalności. Inwestowanie w nieruchomości z natury ma charakter długoterminowy, a stabilne zyski rozłożone są w czasie. I tak czynsze w wielu miejscach utrzymują się na wysokim poziomie, co zapewnia właścicielom atrakcyjność wynajmu mieszkania. Lokale położone na obrzeżach miast i przeciętnym standardzie wyposażenia będą musiały przyciągnąć najemców niższymi cenami.

Rynek ochłonie po ostatnich zawirowaniach i zarówno deweloperzy, jak i kupujący mieszkania pod wynajem będą musieli dokładniej przyjrzeć się swoim inwestycjom i dostosować ich ceny do realiów. Z kolei potencjalni nabywcy mieszkań będą mogli spokojniej decydować o wyborze oferty. Ten proces dla wielu rozpocznie się jednak w momencie odblokowania akcji kredytowej.

Małgorzata Kędzierska
Analityk Rynku Nieruchomości
Wynajem.pl

Okna bez reklam

Egipskie ciemności w dzień i oślepiające światło w nocy. To warunki w jakich przyszło egzystować mieszkańcom kamienic, których okna zostały przysłonięte winylową siatką reklamy. Wkrótce jednak zostanie wprowadzony zakaz wieszania takich banerów.
Budynki szczelnie owinięte gigantycznymi płachtami reklamowymi to niestety  powszechny widok w centrach polskich miast. Lokatorzy skarżą się na wysokie koszty oświetlenia ciemnych pomieszczeń, zaduch panujący w mieszkaniu, reflektory świecące nocą, ale także na depresję spowodowaną ciągłym przebywaniem w mroku.

Paradoksalnie dzieje się to za przyzwoleniem mieszkańców, a przynajmniej części z nich. Wspólnoty często przegłosowują uchwały pozwalające zawiesić taką reklamę, a zyski przeznaczają na bieżące remonty. Zazwyczaj głosują „za” ci, których okna „ocaleją” oraz gmina, która może być właścicielem nawet kilkunastu mieszkań w budynku.

Niedługo problem zniknie. Już w przyszłym tygodniu, jak informuje Rzeczpospolita", minister infrastruktury ma podpisać nowelizację rozporządzenia „w sprawie warunków technicznych jakim powinny odpowiadać budynki oraz ich usytuowania.”. Został tam ujęty wpis zakazujący wieszania wielkoformatowych reklam na budynkach wielorodzinnych.
Baner będzie można umieścić jedynie na tej ścianie kamienicy, która pozbawiona jest okien. Ewentualnie na ścianie z oknami, ale w taki sposób ich nie zasłaniać. Przepis nie dotyczy domów jednorodzinnych, biurowców czy hoteli. Rozporządzenie ma też szybko wejść w życie, bo w dwa tygodnie od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Lokatorzy żyjący dotychczas w ciemnościach nie od razu odetchną z jednak z ulgą. Niestety nie znikną wcześniej zainstalowane reklamy W nowelizacji nie ma bowiem nakazu zdjęcia istniejących już płacht. Mieszkańcom pozostają tylko roszczenia cywilnoprawne lub czekanie na zdjęcie siatki.
dom.wp

Okna bez reklam

Egipskie ciemności w dzień i oślepiające światło w nocy. To warunki w jakich przyszło egzystować mieszkańcom kamienic, których okna zostały przysłonięte winylową siatką reklamy. Wkrótce jednak zostanie wprowadzony zakaz wieszania takich banerów.
Budynki szczelnie owinięte gigantycznymi płachtami reklamowymi to niestety  powszechny widok w centrach polskich miast. Lokatorzy skarżą się na wysokie koszty oświetlenia ciemnych pomieszczeń, zaduch panujący w mieszkaniu, reflektory świecące nocą, ale także na depresję spowodowaną ciągłym przebywaniem w mroku.

Paradoksalnie dzieje się to za przyzwoleniem mieszkańców, a przynajmniej części z nich. Wspólnoty często przegłosowują uchwały pozwalające zawiesić taką reklamę, a zyski przeznaczają na bieżące remonty. Zazwyczaj głosują „za” ci, których okna „ocaleją” oraz gmina, która może być właścicielem nawet kilkunastu mieszkań w budynku.

Niedługo problem zniknie. Już w przyszłym tygodniu, jak informuje Rzeczpospolita", minister infrastruktury ma podpisać nowelizację rozporządzenia „w sprawie warunków technicznych jakim powinny odpowiadać budynki oraz ich usytuowania.”. Został tam ujęty wpis zakazujący wieszania wielkoformatowych reklam na budynkach wielorodzinnych.
Baner będzie można umieścić jedynie na tej ścianie kamienicy, która pozbawiona jest okien. Ewentualnie na ścianie z oknami, ale w taki sposób ich nie zasłaniać. Przepis nie dotyczy domów jednorodzinnych, biurowców czy hoteli. Rozporządzenie ma też szybko wejść w życie, bo w dwa tygodnie od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Lokatorzy żyjący dotychczas w ciemnościach nie od razu odetchną z jednak z ulgą. Niestety nie znikną wcześniej zainstalowane reklamy W nowelizacji nie ma bowiem nakazu zdjęcia istniejących już płacht. Mieszkańcom pozostają tylko roszczenia cywilnoprawne lub czekanie na zdjęcie siatki.
dom.wp

Truskawki z własnego balkonu

Zalet truskawek nie trzeba chyba przedstawiać nikomu. Nie każdy jednak wie, że te rosnące niemal w każdym ogrodzie niskie byliny, zawierają więcej witaminy C niż cytryny i grejpfruty. Owoce truskawek są co roku smakowitą zapowiedzią lata.
Pojawiają się już na początku czerwca i kuszą nas swoim smakiem i zapachem. Dietetycy zachwalają ich zdolności do poprawy przemiany materii. Owoce truskawek są ponadto bogate w przeróżne witaminy i składniki odżywcze. Zawierają między innymi żelazo, fosfor, wapń i magnez. Są źródłem witaminy B1, C, A oraz B2. Wysoka zawartość pektyn sprawia, iż maja duży wpływ na prawidłowe oczyszczanie się organizmu.

Nie każdy z nas zalicza się jednak do grona szczęśliwców posiadających dom z ogrodem lub własną działkę. Nie oznacza to jednak, że zmuszeni będziemy zadowolić się owocami kupionymi na rynku lub w supermarkecie. Możemy bowiem spróbować uprawiać truskawki na własnym balkonie.

Ogrodnicy do upraw skrzynkowych szczególnie polecają te odmiany deserowe, które charakteryzują się wysoką odpornością na przemarzania, na przykład stosunkowo popularną Kamę. Niewątpliwą ozdobą naszego balkonu lub tarasu będą pnące odmiany truskawek, zwane również szpalerowymi lub wiszącymi. Zalicza się do nich na przykład Albion lub Ostara. Ich zaletą jest dodatkowo fakt, iż powtarzają owocowanie. Minusem z kolei - mała wytrzymałość na mróz.

Warunkiem powodzenia w balkonowej uprawie truskawek jest wybór odpowiedniego miejsca. Musi być ono koniecznie nasłonecznione! W półcieniu owoce truskawek będą drobne, niezbyt dojrzałe i po prostu niesmaczne.

dom.wp

Truskawki z własnego balkonu

Zalet truskawek nie trzeba chyba przedstawiać nikomu. Nie każdy jednak wie, że te rosnące niemal w każdym ogrodzie niskie byliny, zawierają więcej witaminy C niż cytryny i grejpfruty. Owoce truskawek są co roku smakowitą zapowiedzią lata.
Pojawiają się już na początku czerwca i kuszą nas swoim smakiem i zapachem. Dietetycy zachwalają ich zdolności do poprawy przemiany materii. Owoce truskawek są ponadto bogate w przeróżne witaminy i składniki odżywcze. Zawierają między innymi żelazo, fosfor, wapń i magnez. Są źródłem witaminy B1, C, A oraz B2. Wysoka zawartość pektyn sprawia, iż maja duży wpływ na prawidłowe oczyszczanie się organizmu.

Nie każdy z nas zalicza się jednak do grona szczęśliwców posiadających dom z ogrodem lub własną działkę. Nie oznacza to jednak, że zmuszeni będziemy zadowolić się owocami kupionymi na rynku lub w supermarkecie. Możemy bowiem spróbować uprawiać truskawki na własnym balkonie.

Ogrodnicy do upraw skrzynkowych szczególnie polecają te odmiany deserowe, które charakteryzują się wysoką odpornością na przemarzania, na przykład stosunkowo popularną Kamę. Niewątpliwą ozdobą naszego balkonu lub tarasu będą pnące odmiany truskawek, zwane również szpalerowymi lub wiszącymi. Zalicza się do nich na przykład Albion lub Ostara. Ich zaletą jest dodatkowo fakt, iż powtarzają owocowanie. Minusem z kolei - mała wytrzymałość na mróz.

Warunkiem powodzenia w balkonowej uprawie truskawek jest wybór odpowiedniego miejsca. Musi być ono koniecznie nasłonecznione! W półcieniu owoce truskawek będą drobne, niezbyt dojrzałe i po prostu niesmaczne.

dom.wp

Milioner wystawia dom na loterię

Austriacki milioner na loterii sprzedaje swoją tyrolską willę, by uzyskane tą drogą pieniądze przeznaczyć na mikrokredyty dla mieszkańców krajów trzeciego świata - pisze dziennik "Der Standard".
47-letni Karl Rabeder sprzedaje luksusową willę o powierzchni 321 m2 z basenem, sauną i wspaniałym widokiem na tyrolskie Alpy. Willa wyceniona jest na 1,6 mln dolarów.

Do sprzedaży przygotowano 21.999 losów po 99 euro. Uzyskane środki Rabeder zainwestuje w założoną przez siebie kilka miesięcy temu organizację non profit MyMicroCredit.

Austriacki biznesmen, który fortunę zbił na wykańczaniu wnętrz, sztucznych kwiatach i akcesoriach domowych, sprzedał swoją firmę w 2004 roku.

"Od dawna jestem przekonany, że większe bogactwa i luksusy nie przekładają się na większe szczęście. Przyszedł czas, bym sprzedał dom i już „wolny” wszedł w swoje nowe życie" - powiedział gazecie.

Rabeder powiedział, że będzie teraz mieszkać i pracować w wynajętym niedużym apartamencie w Innsbrucku. Loteryjna sprzedaż domów jest w Austrii dozwolona i od kilku miesięcy cieszy się rosnącą popularnością.

klm/ ro/

Milioner wystawia dom na loterię

Austriacki milioner na loterii sprzedaje swoją tyrolską willę, by uzyskane tą drogą pieniądze przeznaczyć na mikrokredyty dla mieszkańców krajów trzeciego świata - pisze dziennik "Der Standard".
47-letni Karl Rabeder sprzedaje luksusową willę o powierzchni 321 m2 z basenem, sauną i wspaniałym widokiem na tyrolskie Alpy. Willa wyceniona jest na 1,6 mln dolarów.

Do sprzedaży przygotowano 21.999 losów po 99 euro. Uzyskane środki Rabeder zainwestuje w założoną przez siebie kilka miesięcy temu organizację non profit MyMicroCredit.

Austriacki biznesmen, który fortunę zbił na wykańczaniu wnętrz, sztucznych kwiatach i akcesoriach domowych, sprzedał swoją firmę w 2004 roku.

"Od dawna jestem przekonany, że większe bogactwa i luksusy nie przekładają się na większe szczęście. Przyszedł czas, bym sprzedał dom i już „wolny” wszedł w swoje nowe życie" - powiedział gazecie.

Rabeder powiedział, że będzie teraz mieszkać i pracować w wynajętym niedużym apartamencie w Innsbrucku. Loteryjna sprzedaż domów jest w Austrii dozwolona i od kilku miesięcy cieszy się rosnącą popularnością.

klm/ ro/

Uwaga - złodziej!

Właściciele domków letniskowych oddychają z ulgą. Skończyła się nareszcie długa i męcząca zima. Wiosenna pogoda coraz częściej sprzyja weekendowym wypadom za miasto.
Często przy okazji pierwszego wyjazdu na naszą daczę, odkrywamy niemiłe niespodzianki. Okazuje się bowiem, że nasz - opustoszały przez zimowe miesiące - letniskowy domek, stał się dla niektórych „pokusą nie do odparcia”. Klasyczne już sposoby ochrony przed włamaniem w takich domach z reguły nie skutkują. Jeżeli dacza stoi w lesie lub w dużym oddaleniu od sąsiadów, nie ma większego sensu inwestowanie w antywłamaniowe drzwi lub rolety na okna. Złodziej, przez nikogo niepokojony, po pewnym czasie pokona nawet najdroższe zabezpieczenia.

Nie sprawdzi się również instalacja alarmowa. Domki letniskowe dzieli od naszych mieszkań zazwyczaj kilkanaście lub kilkadziesiąt  kilometrów. Czas potrzebny do pokonania tej odległości będzie więc spory, a to automatycznie uniemożliwi nam sprawną interwencję w przypadku włamania. Z reguły nie możemy sobie pozwolić na luksus wynajęcia ochroniarzy. Ich praca przez całą zimę może kosztować więcej, niż wart jest nasz letni domek.

Nie warto jednak załamywać rąk! Jest parę sposobów, które - oczywiście przy odrobinie szczęścia - skutecznie odstraszą włamywaczy.
Okiennice są jednym z najstarszych „systemów antywłamaniowych”. Dziś raczej niedoceniane, a szkoda, bo spełniają istotną rolę.  Zarówno zdobią jak i stanowią praktyczną ochronę przed chłodem, zbyt intensywnym słońcem jaki przed …potencjalnym rabusiem. Pamiętajmy - statystyki wskazują, że złodzieje dostają się do naszych domów najczęściej właśnie przez okna. Jeżeli więc nie zdecydowaliśmy się wcześniej na okiennice, warto właśnie teraz w nie zainwestować. Dodadzą one wdzięku nieciekawym domkom, ozdobią ściany, a przy okazji mogą również zniechęcić potencjalnych złodziei. Pamiętajmy, iż najlepiej dodatkowo je wzmocnić, dodając kilka antywłamaniowych elementów.

Równie ważne są odpowiednio dobrane drzwi. Należy trzymać się zasady, że powinny być solidne, a przynajmniej sprawiać takie wrażenie. To nie żart! Fachowcy od lat bowiem zwracają uwagę na czynnik psychologiczny – drzwi, które wyglądają na trudne do sforsowania, mogą od razu odstraszyć włamywacza. Nie wszystkich stać na zamontowanie drzwi antywłamaniowych, zresztą nie w każdym domku będą one dobrze wyglądały. Posiadacze drewnianych chałup mogą zamówić u miejscowego stolarza solidne drewniane drzwi i wzmocnić je dodatkowo, na przykład okuciami ze stali.

Jeżeli nasz domek jest podpiwniczony, niektóre przedmioty możemy z powodzeniem ukryć „pod podłogą”. Należy jednak pamiętać, iż przedmioty cenniejsze najlepiej po prostu przewieźć jesienią do mieszkania. Unikniemy w ten sposób wielu niepotrzebnych stresów. Jeżeli w pobliżu naszego domku letniskowego mamy zaprzyjaźnionych „miejscowych”, poprośmy ich o dopilnowanie naszego dobytku. Taka sytuacja może być niekiedy kłopotliwa. Pamiętajmy więc, że najlepiej po prostu bywać w naszym domku jak najczęściej. Z jednej strony możemy dzięki temu odstraszyć potencjalnych złodziei (najczęściej są bowiem nimi „miejscowi”), a przy okazji – rozkoszować się pięknem przyrody, z dala od miejskiego zgiełku.

DP   

dom.wp

Uwaga - złodziej!

Właściciele domków letniskowych oddychają z ulgą. Skończyła się nareszcie długa i męcząca zima. Wiosenna pogoda coraz częściej sprzyja weekendowym wypadom za miasto.
Często przy okazji pierwszego wyjazdu na naszą daczę, odkrywamy niemiłe niespodzianki. Okazuje się bowiem, że nasz - opustoszały przez zimowe miesiące - letniskowy domek, stał się dla niektórych „pokusą nie do odparcia”. Klasyczne już sposoby ochrony przed włamaniem w takich domach z reguły nie skutkują. Jeżeli dacza stoi w lesie lub w dużym oddaleniu od sąsiadów, nie ma większego sensu inwestowanie w antywłamaniowe drzwi lub rolety na okna. Złodziej, przez nikogo niepokojony, po pewnym czasie pokona nawet najdroższe zabezpieczenia.

Nie sprawdzi się również instalacja alarmowa. Domki letniskowe dzieli od naszych mieszkań zazwyczaj kilkanaście lub kilkadziesiąt  kilometrów. Czas potrzebny do pokonania tej odległości będzie więc spory, a to automatycznie uniemożliwi nam sprawną interwencję w przypadku włamania. Z reguły nie możemy sobie pozwolić na luksus wynajęcia ochroniarzy. Ich praca przez całą zimę może kosztować więcej, niż wart jest nasz letni domek.

Nie warto jednak załamywać rąk! Jest parę sposobów, które - oczywiście przy odrobinie szczęścia - skutecznie odstraszą włamywaczy.
Okiennice są jednym z najstarszych „systemów antywłamaniowych”. Dziś raczej niedoceniane, a szkoda, bo spełniają istotną rolę.  Zarówno zdobią jak i stanowią praktyczną ochronę przed chłodem, zbyt intensywnym słońcem jaki przed …potencjalnym rabusiem. Pamiętajmy - statystyki wskazują, że złodzieje dostają się do naszych domów najczęściej właśnie przez okna. Jeżeli więc nie zdecydowaliśmy się wcześniej na okiennice, warto właśnie teraz w nie zainwestować. Dodadzą one wdzięku nieciekawym domkom, ozdobią ściany, a przy okazji mogą również zniechęcić potencjalnych złodziei. Pamiętajmy, iż najlepiej dodatkowo je wzmocnić, dodając kilka antywłamaniowych elementów.

Równie ważne są odpowiednio dobrane drzwi. Należy trzymać się zasady, że powinny być solidne, a przynajmniej sprawiać takie wrażenie. To nie żart! Fachowcy od lat bowiem zwracają uwagę na czynnik psychologiczny – drzwi, które wyglądają na trudne do sforsowania, mogą od razu odstraszyć włamywacza. Nie wszystkich stać na zamontowanie drzwi antywłamaniowych, zresztą nie w każdym domku będą one dobrze wyglądały. Posiadacze drewnianych chałup mogą zamówić u miejscowego stolarza solidne drewniane drzwi i wzmocnić je dodatkowo, na przykład okuciami ze stali.

Jeżeli nasz domek jest podpiwniczony, niektóre przedmioty możemy z powodzeniem ukryć „pod podłogą”. Należy jednak pamiętać, iż przedmioty cenniejsze najlepiej po prostu przewieźć jesienią do mieszkania. Unikniemy w ten sposób wielu niepotrzebnych stresów. Jeżeli w pobliżu naszego domku letniskowego mamy zaprzyjaźnionych „miejscowych”, poprośmy ich o dopilnowanie naszego dobytku. Taka sytuacja może być niekiedy kłopotliwa. Pamiętajmy więc, że najlepiej po prostu bywać w naszym domku jak najczęściej. Z jednej strony możemy dzięki temu odstraszyć potencjalnych złodziei (najczęściej są bowiem nimi „miejscowi”), a przy okazji – rozkoszować się pięknem przyrody, z dala od miejskiego zgiełku.

DP   

dom.wp

Najlepszy czs na remont?

Remont w czasie kryzysu się opłaca. Staniały materiały budowlane i robocizna. W niektórych przypadkach nawet o 50 proc.! Czy warto wyczekiwać dalszych obniżek?
Czy warto jeszcze wstrzymywać się z remontem mieszkania lub domu oczekując dalszych spadków cen materiałów budowlanych? Już teraz są one tańsze niż w zeszłym roku prawie o 30 proc., a jeżeli porównamy ceny z 2007 roku to w niektórych przypadkach spadek wynosi nawet  połowę.

Jak powiedział „Rzeczpospolitej” Wojciech Szewielski z firmy Gen-Bud trudno jednoznacznie stwierdzić, które materiały mogą podrożeć, a które stanieć w najbliższych miesiącach. Warunkuje to m.in. sytuacja na rynkach światowych, bo większość firm je produkujących to koncerny międzynarodowe.

Przez ostatnie 12 miesięcy najbardziej potaniały materiały do budowy ścian – średnio o 50 proc., do 15 proc. sięgnęły obniżki bram i ogrodzeń, najmniej zaoszczędziliśmy na farbach, lakierach i tapetach – od 3 do 10 proc. Wyjątkiem w tym trendzie były produkty importowane – np. lite podłogi egzotyczne, które podrożały o ok. 10 proc.

Teraz raczej należy spodziewać się stabilizacji cen, a nie ich spadku. Warto wykorzystać też tzw. martwy okres, który zazwyczaj trwa do początku wakacji. W tym czasie większość z nas rozważa dopiero termin przeprowadzenia remontu. Jak oceniają specjaliści remontując dom w czasie kryzysu można spokojnie „przyciąć” koszty nawet o 25 proc. Pod warunkiem, że elastycznie podejdziemy do kwestii wyposażenia mieszkania i pójdziemy na pewne ustępstwa. Warto też pamiętać o najprostszej oszczędności – zakup towaru wraz z montażem będzie objęty tylko 7- proc., a nie 22-proc. stawką VAT.
dom.wp

Najlepszy czs na remont?

Remont w czasie kryzysu się opłaca. Staniały materiały budowlane i robocizna. W niektórych przypadkach nawet o 50 proc.! Czy warto wyczekiwać dalszych obniżek?
Czy warto jeszcze wstrzymywać się z remontem mieszkania lub domu oczekując dalszych spadków cen materiałów budowlanych? Już teraz są one tańsze niż w zeszłym roku prawie o 30 proc., a jeżeli porównamy ceny z 2007 roku to w niektórych przypadkach spadek wynosi nawet  połowę.

Jak powiedział „Rzeczpospolitej” Wojciech Szewielski z firmy Gen-Bud trudno jednoznacznie stwierdzić, które materiały mogą podrożeć, a które stanieć w najbliższych miesiącach. Warunkuje to m.in. sytuacja na rynkach światowych, bo większość firm je produkujących to koncerny międzynarodowe.

Przez ostatnie 12 miesięcy najbardziej potaniały materiały do budowy ścian – średnio o 50 proc., do 15 proc. sięgnęły obniżki bram i ogrodzeń, najmniej zaoszczędziliśmy na farbach, lakierach i tapetach – od 3 do 10 proc. Wyjątkiem w tym trendzie były produkty importowane – np. lite podłogi egzotyczne, które podrożały o ok. 10 proc.

Teraz raczej należy spodziewać się stabilizacji cen, a nie ich spadku. Warto wykorzystać też tzw. martwy okres, który zazwyczaj trwa do początku wakacji. W tym czasie większość z nas rozważa dopiero termin przeprowadzenia remontu. Jak oceniają specjaliści remontując dom w czasie kryzysu można spokojnie „przyciąć” koszty nawet o 25 proc. Pod warunkiem, że elastycznie podejdziemy do kwestii wyposażenia mieszkania i pójdziemy na pewne ustępstwa. Warto też pamiętać o najprostszej oszczędności – zakup towaru wraz z montażem będzie objęty tylko 7- proc., a nie 22-proc. stawką VAT.
dom.wp

Kolejne banki podnoszą opłaty

PKO BP, ING Bank Śląski, MultiBank i Bank Millenium podniosły w ostatnim czasie ceny swoich usług. Niedługo drożej będzie też w Pekao SA i w Banku Zachodnim WBK, choć w tym ostatnim będą też obniżki. Najczęściej w górę idą opłaty za prowadzenie konta, wypłatę pieniędzy z obcych bankomatów czy korzystanie z kart.
Zdaniem Agnieszki Majchrzak z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, mamy do czynienia z działaniami, które nie są zabronione. Jak powiedziała, dopóki nie mają one charakteru uzgodnionego porozumienia pomiędzy poszczególnymi przedsiębiorcami, nie można ich uznać za zmowę cenową.

Od zmów cenowych należy odróżniać naśladownictwo cenowe, tzw. zachowania pararelne. Wynikać one mogą z polityki handlowej przedsiębiorców, którzy cenę oferowanych przez siebie produktówálub usług ustalają w oparciu o analizę cen konkurencji - zaznaczyła.
PKO BP, który prowadzi ponad 6,3 mln ROR-ów (dane na koniec marca 2009 r.), podniósł od maja miesięczną opłatę za prowadzenie rachunku Superkonto z 5,40 zł do 6,90 zł. Więcej kosztuje też opłata za przelew na rachunek w innym banku składany w oddzialeá- wzrost z 4 zł do 5 zł.
Jak poinformowałaMonika Floriańczyk z Zespołu Prasowego PKO BP, bank zdecydował się na podwyżki, by dostosować stawki do obecnych warunków na rynku oraz własnych kosztów.

Jest to pierwsza istotna zamiana taryfy od ponad trzech lat. W ciągu tego czasu na rynku rosły ceny usług, których PKO BP jest odbiorcą, a opłaty za usługi świadczone klientom nie zmieniały się. W tym czasie wprowadziliśmy wiele udogodnień dla klientów, m.in. odmiejscowienie obsługi, co było możliwe dzięki zakończeniu prac nad zintegrowanym systemem informatycznym - wyjaśniła.

Na podwyżki zdecydował się także bank ING; opłata za prowadzenie konta Standard rośnie z 7 zł do 8 zł miesięcznie. Bank wprowadził także opłatę dla rachunku Student; przed podwyżkami bezpłatne, a od 29 kwietnia opłata wynosi 2 zł na miesiąc.

ING zwiększył też opłaty dla klientów, którzy korzystając z kart, nie zapłacą więcej za zakupy niż 100 zł miesięcznie. Wówczas za użytkowanie kart opłata wzrośnie, w zależności o rodzaju konta, z 1,5 zł do 3 zł i z 4 do 6 zł.

Jak wyjaśnił Roman Jędrkowiak, dyrektor odpowiedzialny za marketing, decyzja o zmianach jest wynikiem analizy kosztów. Na koniec I kwartału 2009 roku ING Bank Ślaski prowadził 1 mln 356 tys. ROR-ów.

Od mają podrożały także usługi w MultiBanku, który prowadzi 411,6 tys. rachunków indywidualnych i firmowych (dane na koniec kwietnia 2009). Za rachunki standardowe MultiKonto w taryfie Active klienci płacą miesięcznie o 2,5 zł drożej, czyli 9,5 zł. Opłata jest zwracana, jeśli średniomiesięczne wpływy na rachunek wynoszą minimum 2,5 tys. zł lub wartość ulokowanych środków wáMultiBanku na wszystkich rachunkach bezpośrednio powiązanych z MultiKontem wynosi minimum 20átys. zł.

Wzrosły też opłaty za rachunki w taryfie Classic z 15 zł na 19,5 zł, a w taryfie Intensive z 40 zł na 49,5 zł. W obu przypadkach opłata jest zwracana, jeśli środniomiesięczny obrót na koncie wynosi 8 tys. (Classic) i 12 tys. (Intensive) lub kiedy klient na rachunkach w banku ma saldo w wysokości 100 tys. (Classic) lub 200 tys. (Intensive).

W Banku Millennium podwyższona została opłata za korzystanie z karty debetowej - z 15 zł na 20 zł rocznie. Liczba rachunków klientów indywidualnych (jedynie konta w złotówkach, bez kont oszczędnościowych) prowadzonych przez bank to ponad 1,4 mln.
Zmiany w swojej ofercie szykuje Bank Zachodni WBK. Od lipca za Konto 24 opłata wyniesie 7,5 zł; obecnie jest to 6 zł. Natomiast na obniżkę liczyć mogą posiadacze rachunku Konto Prestiż - miesięcznie zamiast 16 zł zapłacą od lipca o 1 zł mniej. Potanieją także koszty przelewu internetowego na inny rachunek; klienci Konto 24 zapłacą 50 gr zamiast 1 zł. Od lipca zmienią się również opłaty za korzystanie z bankomatów z sieci Millennium - nastąpi obniżka z obecnych 5 zł do 1 zł; za korzystanie z pozostałych bankomatów opłata to 5 zł. BZ WBK prowadzi niespełna 2 mln kont.

Zmiany w swojej taryfie przygotowało także Pekao SA. Nie dotyczą one jednak wprowadzonej w marcu tego roku nowej linii rachunków Eurokonto.

Jak poinformowała PAP Anna Papka z Biura Relacji z Mediami i Komunikacji Zarządu banku, zmiany obejmą od czerwca wcześniejszą grupę rachunków Eurokonto, w tym "starych" Eurokont banku Pekao SA oraz tych, które zostały przeniesione z Banku BPH, po fuzji Pekao z wydzieloną częścią Banku BPH.
Opłaty za prowadzenie "starych" Eurokont Banku Pekao (Eurokonto, Eurokonto Plus, VIP, Akademickie, Junior, OK) pozostaną bez zmian. Opłaty za prowadzenie Eurokont "stare BPH" zostaną podniesione o 1,04 zł za każde i wyniosą: Eurokonto Niebieskie 7,99 zł, Eurokonto Srebrne 10,99 zł, Eurokonto Max 13,99 zł.

Nie ulegną zmianie opłaty za najbardziej popularne wśród klientów operacje, m.in. zlecenia stałe, przelewy realizowane za pośrednictwem usługi PekaoInternet czy wypłaty gotówki z bankomatów własnych banku i sieci Euronet. Ponadto pakiety Eurokonto zostaną wzbogacone o bezpłatną realizację poleceń zapłaty - opłata za tę usługę zostanie od 1 czerwca zniesiona - wyjaśniła Papka.

Więcej natomiast zapłacą klienci "starych" Eurokont za wypłatę z obcych bankomatów. Na koniec 2008 r. Bank Pekao SA prowadził ponad 3,9 mln rachunków klientów detalicznych.

UOKiK w rozmowie z PAP podkreśla, że banki, wprowadzając podwyżkę swoich usług, powinny dać klientom czas na przeanalizowanie nowych warunków oraz ewentualne wypowiedzenie umowy, tak aby nie objęły ich zmiany.

Ważne, by konsumenci uważnie czytali korespondencję otrzymywaną od swojego banku, która może zawierać informację o zmianie ceny usługi oraz zapoznawali się z tabelą opłat i prowizji - zaznaczyła Majchrzak.
PAP (09:40)


Kolejne banki podnoszą opłaty

PKO BP, ING Bank Śląski, MultiBank i Bank Millenium podniosły w ostatnim czasie ceny swoich usług. Niedługo drożej będzie też w Pekao SA i w Banku Zachodnim WBK, choć w tym ostatnim będą też obniżki. Najczęściej w górę idą opłaty za prowadzenie konta, wypłatę pieniędzy z obcych bankomatów czy korzystanie z kart.
Zdaniem Agnieszki Majchrzak z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, mamy do czynienia z działaniami, które nie są zabronione. Jak powiedziała, dopóki nie mają one charakteru uzgodnionego porozumienia pomiędzy poszczególnymi przedsiębiorcami, nie można ich uznać za zmowę cenową.

Od zmów cenowych należy odróżniać naśladownictwo cenowe, tzw. zachowania pararelne. Wynikać one mogą z polityki handlowej przedsiębiorców, którzy cenę oferowanych przez siebie produktówálub usług ustalają w oparciu o analizę cen konkurencji - zaznaczyła.
PKO BP, który prowadzi ponad 6,3 mln ROR-ów (dane na koniec marca 2009 r.), podniósł od maja miesięczną opłatę za prowadzenie rachunku Superkonto z 5,40 zł do 6,90 zł. Więcej kosztuje też opłata za przelew na rachunek w innym banku składany w oddzialeá- wzrost z 4 zł do 5 zł.
Jak poinformowałaMonika Floriańczyk z Zespołu Prasowego PKO BP, bank zdecydował się na podwyżki, by dostosować stawki do obecnych warunków na rynku oraz własnych kosztów.

Jest to pierwsza istotna zamiana taryfy od ponad trzech lat. W ciągu tego czasu na rynku rosły ceny usług, których PKO BP jest odbiorcą, a opłaty za usługi świadczone klientom nie zmieniały się. W tym czasie wprowadziliśmy wiele udogodnień dla klientów, m.in. odmiejscowienie obsługi, co było możliwe dzięki zakończeniu prac nad zintegrowanym systemem informatycznym - wyjaśniła.

Na podwyżki zdecydował się także bank ING; opłata za prowadzenie konta Standard rośnie z 7 zł do 8 zł miesięcznie. Bank wprowadził także opłatę dla rachunku Student; przed podwyżkami bezpłatne, a od 29 kwietnia opłata wynosi 2 zł na miesiąc.

ING zwiększył też opłaty dla klientów, którzy korzystając z kart, nie zapłacą więcej za zakupy niż 100 zł miesięcznie. Wówczas za użytkowanie kart opłata wzrośnie, w zależności o rodzaju konta, z 1,5 zł do 3 zł i z 4 do 6 zł.

Jak wyjaśnił Roman Jędrkowiak, dyrektor odpowiedzialny za marketing, decyzja o zmianach jest wynikiem analizy kosztów. Na koniec I kwartału 2009 roku ING Bank Ślaski prowadził 1 mln 356 tys. ROR-ów.

Od mają podrożały także usługi w MultiBanku, który prowadzi 411,6 tys. rachunków indywidualnych i firmowych (dane na koniec kwietnia 2009). Za rachunki standardowe MultiKonto w taryfie Active klienci płacą miesięcznie o 2,5 zł drożej, czyli 9,5 zł. Opłata jest zwracana, jeśli średniomiesięczne wpływy na rachunek wynoszą minimum 2,5 tys. zł lub wartość ulokowanych środków wáMultiBanku na wszystkich rachunkach bezpośrednio powiązanych z MultiKontem wynosi minimum 20átys. zł.

Wzrosły też opłaty za rachunki w taryfie Classic z 15 zł na 19,5 zł, a w taryfie Intensive z 40 zł na 49,5 zł. W obu przypadkach opłata jest zwracana, jeśli środniomiesięczny obrót na koncie wynosi 8 tys. (Classic) i 12 tys. (Intensive) lub kiedy klient na rachunkach w banku ma saldo w wysokości 100 tys. (Classic) lub 200 tys. (Intensive).

W Banku Millennium podwyższona została opłata za korzystanie z karty debetowej - z 15 zł na 20 zł rocznie. Liczba rachunków klientów indywidualnych (jedynie konta w złotówkach, bez kont oszczędnościowych) prowadzonych przez bank to ponad 1,4 mln.
Zmiany w swojej ofercie szykuje Bank Zachodni WBK. Od lipca za Konto 24 opłata wyniesie 7,5 zł; obecnie jest to 6 zł. Natomiast na obniżkę liczyć mogą posiadacze rachunku Konto Prestiż - miesięcznie zamiast 16 zł zapłacą od lipca o 1 zł mniej. Potanieją także koszty przelewu internetowego na inny rachunek; klienci Konto 24 zapłacą 50 gr zamiast 1 zł. Od lipca zmienią się również opłaty za korzystanie z bankomatów z sieci Millennium - nastąpi obniżka z obecnych 5 zł do 1 zł; za korzystanie z pozostałych bankomatów opłata to 5 zł. BZ WBK prowadzi niespełna 2 mln kont.

Zmiany w swojej taryfie przygotowało także Pekao SA. Nie dotyczą one jednak wprowadzonej w marcu tego roku nowej linii rachunków Eurokonto.

Jak poinformowała PAP Anna Papka z Biura Relacji z Mediami i Komunikacji Zarządu banku, zmiany obejmą od czerwca wcześniejszą grupę rachunków Eurokonto, w tym "starych" Eurokont banku Pekao SA oraz tych, które zostały przeniesione z Banku BPH, po fuzji Pekao z wydzieloną częścią Banku BPH.
Opłaty za prowadzenie "starych" Eurokont Banku Pekao (Eurokonto, Eurokonto Plus, VIP, Akademickie, Junior, OK) pozostaną bez zmian. Opłaty za prowadzenie Eurokont "stare BPH" zostaną podniesione o 1,04 zł za każde i wyniosą: Eurokonto Niebieskie 7,99 zł, Eurokonto Srebrne 10,99 zł, Eurokonto Max 13,99 zł.

Nie ulegną zmianie opłaty za najbardziej popularne wśród klientów operacje, m.in. zlecenia stałe, przelewy realizowane za pośrednictwem usługi PekaoInternet czy wypłaty gotówki z bankomatów własnych banku i sieci Euronet. Ponadto pakiety Eurokonto zostaną wzbogacone o bezpłatną realizację poleceń zapłaty - opłata za tę usługę zostanie od 1 czerwca zniesiona - wyjaśniła Papka.

Więcej natomiast zapłacą klienci "starych" Eurokont za wypłatę z obcych bankomatów. Na koniec 2008 r. Bank Pekao SA prowadził ponad 3,9 mln rachunków klientów detalicznych.

UOKiK w rozmowie z PAP podkreśla, że banki, wprowadzając podwyżkę swoich usług, powinny dać klientom czas na przeanalizowanie nowych warunków oraz ewentualne wypowiedzenie umowy, tak aby nie objęły ich zmiany.

Ważne, by konsumenci uważnie czytali korespondencję otrzymywaną od swojego banku, która może zawierać informację o zmianie ceny usługi oraz zapoznawali się z tabelą opłat i prowizji - zaznaczyła Majchrzak.
PAP (09:40)


BŚ: w Polsce w '09 wzrost PKB o 0,5 proc., w '10 o 1 proc.

Zdaniem ekspertów Banku Światowego, PKB Polski w 2009 roku wzrośnie o 0,5 proc., zaś w 2010 roku o 1 proc. W perspektywie średnioterminowej nastąpi konsolidacja fiskalna.
"Sądzimy, że w Polsce jest osiągalny niewielki dodatni wzrost PKB w 2009 r. To nie wyklucza, że w jednym z kwartałów będziemy mieć ujemny wzrost gospodarczy" - powiedział PAP Leszek Kąsek, ekonomista Banku Światowego.
Zdaniem Kąska, decydujące dla polskiej gospodarki będą warunki zewnętrzne oraz to, czy uda się uniknąć wyraźnego ograniczenia akcji kredytowej (credit crunch).

"Czekamy na publikację PKB za I kwartał. Możliwe, że będziemy musieli nasze przewidywania zrewidować. Nikt się raczej nie spodziewa, że będziemy je rewidować w górę" - dodał.

Analitycy Banku Światowego spodziewają się konsolidacji fiskalnej w perspektywie średnioterminowej.

"Poczekajmy na to co zrobi rząd. Czekamy na zapowiadaną nowelizację budżetu na ten rok i na budżet na 2010 rok" - powiedział Kąsek.
onet.pl

BŚ: w Polsce w '09 wzrost PKB o 0,5 proc., w '10 o 1 proc.

Zdaniem ekspertów Banku Światowego, PKB Polski w 2009 roku wzrośnie o 0,5 proc., zaś w 2010 roku o 1 proc. W perspektywie średnioterminowej nastąpi konsolidacja fiskalna.
"Sądzimy, że w Polsce jest osiągalny niewielki dodatni wzrost PKB w 2009 r. To nie wyklucza, że w jednym z kwartałów będziemy mieć ujemny wzrost gospodarczy" - powiedział PAP Leszek Kąsek, ekonomista Banku Światowego.
Zdaniem Kąska, decydujące dla polskiej gospodarki będą warunki zewnętrzne oraz to, czy uda się uniknąć wyraźnego ograniczenia akcji kredytowej (credit crunch).

"Czekamy na publikację PKB za I kwartał. Możliwe, że będziemy musieli nasze przewidywania zrewidować. Nikt się raczej nie spodziewa, że będziemy je rewidować w górę" - dodał.

Analitycy Banku Światowego spodziewają się konsolidacji fiskalnej w perspektywie średnioterminowej.

"Poczekajmy na to co zrobi rząd. Czekamy na zapowiadaną nowelizację budżetu na ten rok i na budżet na 2010 rok" - powiedział Kąsek.
onet.pl

Banki uciekają od hipotek

W pierwszym kwartale 2009 roku liczba udzielonych kredytów hipotecznych spadła o 40 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Była też mniejsza o 34 proc. w zestawieniu z poprzednim kwartałem - wynika z raportu Open Finance.

Zdaniem autorów przyczyną takiego stanu rzeczy jest słabsza kondycja sektora bankowego w Polsce, a także obawa przed jej pogorszeniem.

Banki uciekają od hipotek

W tej sytuacji tylko pięć na czternaście ankietowanych banków zwiększyło sprzedaż kredytów w porównaniu do I kw. 2008 r. i w każdym przypadku dotyczyło to banków prowadzących wcześniej konserwatywną politykę udzielania kredytów walutowych.

Przy równoczesnym spadku cen nieruchomości oraz wzrostu wymagań dotyczących wkładu własnego, przełożyło się to na obniżenie w ciągu roku przeciętnej wartości kredytu hipotecznego o ponad 7 proc. do ok. 175 tys. złotych.

Waluty w odwrocie

W I kwartale zaobserwowano  znaczny spadek liczby udzielonych kredytów walutowych. W pierwszych trzech miesiącach 2009 roku stanowiły one 28,5 proc. portfela kredytowego, podczas gdy przed rokiem trzy na cztery kredyty nominowane były w walutach.

Według autorów raportu przyczyną odwrotu od kredytów walutowych są kłopoty z pozyskaniem finansowania w walutach obcych oraz marże, które znacząco wzrosły w ostatnich miesiącach. Ponadto wielu klientów dostrzegło ryzyko kursowe jakie wiąże się z zaciąganiem tego rodzaju zobowiązań.

Hitem jest Rodzina na Swoim

Jak wynika z raportu popularność zyskują natomiast kredyty preferencyjne w ramach programu Rodzina na Swoim (państwo przez osiem lat spłaca połowę odsetek). Obecnie już prawie co dziewiąty kredyt hipoteczny (10,7 proc.) zaciągany jest w ramach tego rozwiązania, a liczba udzielonych kredytów w ankietowanych bankach wzrosła o 150 proc. w porównaniu do stanu sprzed roku.

Banki uciekają od hipotek

Banki uciekają od hipotek

W pierwszym kwartale 2009 roku liczba udzielonych kredytów hipotecznych spadła o 40 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Była też mniejsza o 34 proc. w zestawieniu z poprzednim kwartałem - wynika z raportu Open Finance.

Zdaniem autorów przyczyną takiego stanu rzeczy jest słabsza kondycja sektora bankowego w Polsce, a także obawa przed jej pogorszeniem.

Banki uciekają od hipotek

W tej sytuacji tylko pięć na czternaście ankietowanych banków zwiększyło sprzedaż kredytów w porównaniu do I kw. 2008 r. i w każdym przypadku dotyczyło to banków prowadzących wcześniej konserwatywną politykę udzielania kredytów walutowych.

Przy równoczesnym spadku cen nieruchomości oraz wzrostu wymagań dotyczących wkładu własnego, przełożyło się to na obniżenie w ciągu roku przeciętnej wartości kredytu hipotecznego o ponad 7 proc. do ok. 175 tys. złotych.

Waluty w odwrocie

W I kwartale zaobserwowano  znaczny spadek liczby udzielonych kredytów walutowych. W pierwszych trzech miesiącach 2009 roku stanowiły one 28,5 proc. portfela kredytowego, podczas gdy przed rokiem trzy na cztery kredyty nominowane były w walutach.

Według autorów raportu przyczyną odwrotu od kredytów walutowych są kłopoty z pozyskaniem finansowania w walutach obcych oraz marże, które znacząco wzrosły w ostatnich miesiącach. Ponadto wielu klientów dostrzegło ryzyko kursowe jakie wiąże się z zaciąganiem tego rodzaju zobowiązań.

Hitem jest Rodzina na Swoim

Jak wynika z raportu popularność zyskują natomiast kredyty preferencyjne w ramach programu Rodzina na Swoim (państwo przez osiem lat spłaca połowę odsetek). Obecnie już prawie co dziewiąty kredyt hipoteczny (10,7 proc.) zaciągany jest w ramach tego rozwiązania, a liczba udzielonych kredytów w ankietowanych bankach wzrosła o 150 proc. w porównaniu do stanu sprzed roku.

Banki uciekają od hipotek

Konsorcjum Stali dostarczy materiały na Stadion Narodowy

Konsorcjum Stali potwierdziło przyjęcie realizacji zamówienia firm: Hydrobudowa Polska oraz Alpine Construction Polska na dostawę stali prefabrykowanej na budowę Stadionu Narodowego w Warszawie. Szacunkowa wartość zamówienia to 22,4 mln zł netto.
To już kolejna umowa Konsorcjum na dostawy stali w związku z Euro 2012. Wcześniej podpisaliśmy kontrakt na dostawy zbrojeń budowlanych na budowę stadionu w Poznaniu. To pokazuje, że strategia budowy zakładów produkcji zbrojeń budowlanych z myślą o inwestycjach infrastrukturalnych i Euro 2012 była słuszna. Liczymy na to, że inwestycje te ruszą pełna parą w ciągu kilku miesięcy - powiedział prezes Robert Wojdyna cytowany w komunikacie.

Przewidywany termin zakończenia dostaw to 30 czerwca 2010 r.

Konsorcjum Stali jest liderem w branży produkcji zbrojeń budowlanych. Obecna sieć produkcyjno-handlowa spółki składa się z 5 zakładów produkcyjnych oraz 10 oddziałów handlowych. Działalność produkcyjna prowadzona jest w pięciu zakładach, które dysponują łącznymi mocami produkcyjnymi ok. 14 tys. ton zbrojeń miesięcznie.

Konsorcjum Stali miało 1,02 mln zł jednostkowej straty netto w I kw. 2009 roku wobec 3,71 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody wyniosły 164,12 mln zł wobec 90,78 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Konsorcjum Stali dostarczy materiały na Stadion Narodowy

Konsorcjum Stali potwierdziło przyjęcie realizacji zamówienia firm: Hydrobudowa Polska oraz Alpine Construction Polska na dostawę stali prefabrykowanej na budowę Stadionu Narodowego w Warszawie. Szacunkowa wartość zamówienia to 22,4 mln zł netto.
To już kolejna umowa Konsorcjum na dostawy stali w związku z Euro 2012. Wcześniej podpisaliśmy kontrakt na dostawy zbrojeń budowlanych na budowę stadionu w Poznaniu. To pokazuje, że strategia budowy zakładów produkcji zbrojeń budowlanych z myślą o inwestycjach infrastrukturalnych i Euro 2012 była słuszna. Liczymy na to, że inwestycje te ruszą pełna parą w ciągu kilku miesięcy - powiedział prezes Robert Wojdyna cytowany w komunikacie.

Przewidywany termin zakończenia dostaw to 30 czerwca 2010 r.

Konsorcjum Stali jest liderem w branży produkcji zbrojeń budowlanych. Obecna sieć produkcyjno-handlowa spółki składa się z 5 zakładów produkcyjnych oraz 10 oddziałów handlowych. Działalność produkcyjna prowadzona jest w pięciu zakładach, które dysponują łącznymi mocami produkcyjnymi ok. 14 tys. ton zbrojeń miesięcznie.

Konsorcjum Stali miało 1,02 mln zł jednostkowej straty netto w I kw. 2009 roku wobec 3,71 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody wyniosły 164,12 mln zł wobec 90,78 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Transakcji na rynku nieruchomości coraz mniej

Mniejsze agencje nieruchomości zwalniają pracowników, zatrudniają ich na niepełny etat lub zamykają biura. Wszystko przez to, że sprzedają się tylko małe mieszkania, a pośrednicy na konkurencyjnym rynku muszą rezygnować z prowizji od kupującego.

Na rynku są małe firmy, które od dłuższego czasu nie miały żadnych transakcji sprzedaży nieruchomości - mówi Janusz Schmidt z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Według danych Ogólnopolskiego Systemu Wielokrotnego Oferowania Nieruchomości MLS w tej chwili liczba transakcji na rynku wtórnym nieruchomości jest pięć razy mniejsza niż przed kryzysem.

Nieliczne transakcje

- W porównaniu z 2007 rokiem liczba transakcji na rynku spadła o 80-85 proc. - potwierdza Jerzy Sobański z agencji Akces.

- Według mnie w ostatnim roku liczba transakcji spadła o 50 proc - szacuje z kolei Joanna Iwanowska z Polanowscy Real Esteta Consultants.

To musiało wpłynąć na sytuację agencji pośrednictwa nieruchomości, które muszą ciąć koszty. Dlatego coraz częściej pracownicy agencji są zatrudniani na niepełny etat lub proponuje się im samozatrudnienie. Czasem też dochodzi do zwolnień.

- Znam firmy, które zwolniły nawet połowę pracowników. U nas zwolnienia objęły 10-15 proc. pracowników, ale musieliśmy zamknąć pięć z 20 naszych biur - nie ukrywa Jerzy Sobański.

Mniej na reklamę

Aby ograniczyć koszty, pośrednicy zdecydowanie zmniejszyli też nakłady na reklamę. Przedstawiciel jednej z agencji nieoficjalnie przyznał, że o ile w poprzednich latach pośrednik wydawał rocznie na reklamę prasową 1 mln zł, o tyle w tym roku musi na to wystarczyć kwota 30 tys. zł. W lepszej sytuacji są oczywiście duże agencje nieruchomości.

- Wielkie firmy zawsze dają sobie radę, bo mają większe rezerwy finansowe. Często przechwytują klientów mniejszych firm - mówi Janusz Schmidt.

- Od marca zyski powróciły, bo rynek transakcji powoli rośnie - mówi Joanna Iwanowska.

- Od lutego mamy nawet więcej transakcji niż w ubiegłym roku, ale sprzedajemy głównie mieszkania w cenach do 300 tys. złotych, czyli dwa razy tańsze niż przed rokiem - dodaje Mariusz Kania, prezes Metrohouse.

Kupujący nie płaci prowizji

Przychody firmy są więc mniejsze. Zmniejszyły się też marże za pośrednictwo. O ile sprzedający nadal musi zwyczajowo płacić pośrednikowi 2,9 proc. wartości nieruchomości, o tyle kupujący jest najczęściej z tej opłaty zwolniony (często jest to efekt negocjacji).

- W tej chwili 3/4 transakcji kupna na rynku nieruchomości to transakcje gotówkowe, bez kredytu bankowego, o który jest bardzo trudno - mówi Mariusz Kania. Właśnie dlatego niektóre mieszkania są w ofertach pośredników po kilka miesięcy.

Wiele zależy jednak od wartości mieszkania. Trudno zbywalne są mieszkania duże i drogie. Mniejsze lokale mogą liczyć na to, że szybciej znajdą nabywcę.

- Średni czas, w którym oferta przestaje być aktualna, jest teraz dłuższy o ponad 43 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem - mówi Marta Kosińska z portalu szybko.pl.

Podobnie jest w bazach danych typowych agencji nieruchomości.

- W Polanowskim przy rozsądnie ustawionej cenie mieszkanie sprzedaje się zwykle w ciągu dwóch, sześciu miesięcy - mówi Joanna Iwanowska.

Niektórzy uważają, że można sprzedać mieszkanie szybciej, ale dotyczy to tzw. okazji, czyli mieszkań, których właściciel jest zdesperowany i gotowy sprzedać je poniżej cen rynkowych.

Najem - sposób na przetrwanie

- Można sprzedać mieszkanie w ciągu trzech, czterech tygodni. To musi być jednak cena bez zakładki na negocjacje czy testowanie rynku - mówi Mariusz Kania.

W praktyce cena dobrze skalkulowana oznacza, że powinna być ona niska. Wielu sprzedawców nie chce jednak słyszeć o obniżeniu ceny. Dlatego w bazach danych są oferty czekające na nabywców prawie rok.

Wszyscy podkreślają, że pośrednicy żyją teraz z najmu.

- Obroty z najmu wzrosły nam o100 proc. W tej chwili już 20 proc. naszych obrotów to najem - mówi Mariusz Kania.

- Dla nas najem to 30 proc. przychodów i 70 proc. wszystkich transakcji - dodaje Joanna Iwanowska.

Jednak najem jedynie łagodzi skutki kryzysu.

- Nie jest to sposób na rozwój firmy, ale jedynie na przetrwanie - twierdzi Janusz Schmidt.

Roman Grzyb

interia.pl

Transakcji na rynku nieruchomości coraz mniej

Mniejsze agencje nieruchomości zwalniają pracowników, zatrudniają ich na niepełny etat lub zamykają biura. Wszystko przez to, że sprzedają się tylko małe mieszkania, a pośrednicy na konkurencyjnym rynku muszą rezygnować z prowizji od kupującego.

Na rynku są małe firmy, które od dłuższego czasu nie miały żadnych transakcji sprzedaży nieruchomości - mówi Janusz Schmidt z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Według danych Ogólnopolskiego Systemu Wielokrotnego Oferowania Nieruchomości MLS w tej chwili liczba transakcji na rynku wtórnym nieruchomości jest pięć razy mniejsza niż przed kryzysem.

Nieliczne transakcje

- W porównaniu z 2007 rokiem liczba transakcji na rynku spadła o 80-85 proc. - potwierdza Jerzy Sobański z agencji Akces.

- Według mnie w ostatnim roku liczba transakcji spadła o 50 proc - szacuje z kolei Joanna Iwanowska z Polanowscy Real Esteta Consultants.

To musiało wpłynąć na sytuację agencji pośrednictwa nieruchomości, które muszą ciąć koszty. Dlatego coraz częściej pracownicy agencji są zatrudniani na niepełny etat lub proponuje się im samozatrudnienie. Czasem też dochodzi do zwolnień.

- Znam firmy, które zwolniły nawet połowę pracowników. U nas zwolnienia objęły 10-15 proc. pracowników, ale musieliśmy zamknąć pięć z 20 naszych biur - nie ukrywa Jerzy Sobański.

Mniej na reklamę

Aby ograniczyć koszty, pośrednicy zdecydowanie zmniejszyli też nakłady na reklamę. Przedstawiciel jednej z agencji nieoficjalnie przyznał, że o ile w poprzednich latach pośrednik wydawał rocznie na reklamę prasową 1 mln zł, o tyle w tym roku musi na to wystarczyć kwota 30 tys. zł. W lepszej sytuacji są oczywiście duże agencje nieruchomości.

- Wielkie firmy zawsze dają sobie radę, bo mają większe rezerwy finansowe. Często przechwytują klientów mniejszych firm - mówi Janusz Schmidt.

- Od marca zyski powróciły, bo rynek transakcji powoli rośnie - mówi Joanna Iwanowska.

- Od lutego mamy nawet więcej transakcji niż w ubiegłym roku, ale sprzedajemy głównie mieszkania w cenach do 300 tys. złotych, czyli dwa razy tańsze niż przed rokiem - dodaje Mariusz Kania, prezes Metrohouse.

Kupujący nie płaci prowizji

Przychody firmy są więc mniejsze. Zmniejszyły się też marże za pośrednictwo. O ile sprzedający nadal musi zwyczajowo płacić pośrednikowi 2,9 proc. wartości nieruchomości, o tyle kupujący jest najczęściej z tej opłaty zwolniony (często jest to efekt negocjacji).

- W tej chwili 3/4 transakcji kupna na rynku nieruchomości to transakcje gotówkowe, bez kredytu bankowego, o który jest bardzo trudno - mówi Mariusz Kania. Właśnie dlatego niektóre mieszkania są w ofertach pośredników po kilka miesięcy.

Wiele zależy jednak od wartości mieszkania. Trudno zbywalne są mieszkania duże i drogie. Mniejsze lokale mogą liczyć na to, że szybciej znajdą nabywcę.

- Średni czas, w którym oferta przestaje być aktualna, jest teraz dłuższy o ponad 43 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem - mówi Marta Kosińska z portalu szybko.pl.

Podobnie jest w bazach danych typowych agencji nieruchomości.

- W Polanowskim przy rozsądnie ustawionej cenie mieszkanie sprzedaje się zwykle w ciągu dwóch, sześciu miesięcy - mówi Joanna Iwanowska.

Niektórzy uważają, że można sprzedać mieszkanie szybciej, ale dotyczy to tzw. okazji, czyli mieszkań, których właściciel jest zdesperowany i gotowy sprzedać je poniżej cen rynkowych.

Najem - sposób na przetrwanie

- Można sprzedać mieszkanie w ciągu trzech, czterech tygodni. To musi być jednak cena bez zakładki na negocjacje czy testowanie rynku - mówi Mariusz Kania.

W praktyce cena dobrze skalkulowana oznacza, że powinna być ona niska. Wielu sprzedawców nie chce jednak słyszeć o obniżeniu ceny. Dlatego w bazach danych są oferty czekające na nabywców prawie rok.

Wszyscy podkreślają, że pośrednicy żyją teraz z najmu.

- Obroty z najmu wzrosły nam o100 proc. W tej chwili już 20 proc. naszych obrotów to najem - mówi Mariusz Kania.

- Dla nas najem to 30 proc. przychodów i 70 proc. wszystkich transakcji - dodaje Joanna Iwanowska.

Jednak najem jedynie łagodzi skutki kryzysu.

- Nie jest to sposób na rozwój firmy, ale jedynie na przetrwanie - twierdzi Janusz Schmidt.

Roman Grzyb

interia.pl

Skandal w Nowym Jorku

Osiem lat po tragedii World Trade Center nadal teren tzw. Ground Zero stoi niezabudowany. Niezbędna będzie interwencja rządu.

Od siedmiu miesięcy nie mogą się porozumieć właściciel terenu (Port Authority of New York and New Jersey) z deweloperem (Larry Silverstein), który miał postawić pięć budynków. Na trzy znalazł finansowanie, na dwa - nie i chce aby właściciel terenu o to zadbał. Port, owszem, znalazł pieniądze w kwocie 800 mln USD, lecz tylko na jeden budynek i uważa, że dwa wieżowce w zupełności teraz wystarczą.

Dzisiaj w willi Michaela Bloomberga (burmistrza Nowego Jorku) odbędzie się ważne spotkanie polityków z obydwu stanów. Nie wiadomo co ono może dać - w miejscu po World Trade Center powstać ma 10 mln m kw. powierzchni biurowej, na którą nie ma teraz chętnych i stąd brak pieniędzy. Miasto Nowy Jork zagwarantowało wynajem zaledwie połowy powierzchni w jednym budynku.

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL

źródło informacji: INTERIA.PL


Sprawdź najnowsze oferty w serwisie

Oceń nasz serwis

średnia ocen: 4,4

Ten serwis korzysta z mechanizmów cookies (ciasteczka)

| Polityka Cookies