Ze świata nieruchomości - strona 102

Skandal w Nowym Jorku

Osiem lat po tragedii World Trade Center nadal teren tzw. Ground Zero stoi niezabudowany. Niezbędna będzie interwencja rządu.

Od siedmiu miesięcy nie mogą się porozumieć właściciel terenu (Port Authority of New York and New Jersey) z deweloperem (Larry Silverstein), który miał postawić pięć budynków. Na trzy znalazł finansowanie, na dwa - nie i chce aby właściciel terenu o to zadbał. Port, owszem, znalazł pieniądze w kwocie 800 mln USD, lecz tylko na jeden budynek i uważa, że dwa wieżowce w zupełności teraz wystarczą.

Dzisiaj w willi Michaela Bloomberga (burmistrza Nowego Jorku) odbędzie się ważne spotkanie polityków z obydwu stanów. Nie wiadomo co ono może dać - w miejscu po World Trade Center powstać ma 10 mln m kw. powierzchni biurowej, na którą nie ma teraz chętnych i stąd brak pieniędzy. Miasto Nowy Jork zagwarantowało wynajem zaledwie połowy powierzchni w jednym budynku.

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL

źródło informacji: INTERIA.PL


Kolejne banki pozwane

UOKiK skierował do sądu pozwy dotyczące uznania kolejnych klauzul za niedozwolone. Zakwestionowano m.in. obowiązek zapłaty dodatkowej prowizji wtedy, kiedy bank wypowiada umowę oraz dowolne pobieranie opłat za monity i wezwania do zapłaty. Jeden z banków już wycofał się ze stosowania kwestionowanych postanowień.

UOKiK prowadzi stały monitoring wzorców umownych stosowanych przez przedsiębiorców działających w różnych branżach. Zgodnie z kodeksem cywilnym, postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy.

Skierowane pozwy do sądu dotyczą warunków umów o kredyt hipoteczny stosowanych przez Nykredit oraz Lukas Bank. Urząd kwestionuje postanowienie, zgodnie z którym w przypadku wypowiedzenia umowy przez bank, konsument był zobowiązywany do uiszczenia odsetek i dodatkowej prowizji za wcześniejszą spłatę kredytu. Zdaniem Urzędu, działanie to jest sprzeczne z dobrymi obyczajami oraz rażąco narusza interesy konsumentów, ponieważ stosuje się wobec nich podwójną sankcję.

UOKiK prowadzi stały monitoring wzorców umownych stosowanych przez przedsiębiorców działających w różnych branżach. Zgodnie z kodeksem cywilnym, postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy.

Skierowane pozwy do sądu dotyczą warunków umów o kredyt hipoteczny stosowanych przez Nykredit oraz Lukas Bank. Urząd kwestionuje postanowienie, zgodnie z którym w przypadku wypowiedzenia umowy przez bank, konsument był zobowiązywany do uiszczenia odsetek i dodatkowej prowizji za wcześniejszą spłatę kredytu. Zdaniem Urzędu, działanie to jest sprzeczne z dobrymi obyczajami oraz rażąco narusza interesy konsumentów, ponieważ stosuje się wobec nich podwójną sankcję.

Ponadto, jeżeli to konsument podejmie decyzję o wcześniejszej spłacie kredytu wiąże się ona zazwyczaj ze standardowo pobieraną prowizją, która ma zrekompensować bankowi utratę odsetek w związku z krótszym okresem kredytowania. Natomiast, żądanie zapłacenia dodatkowej prowizji wynikającej z decyzji banku o wypowiedzeniu umowy, może naruszać interesy konsumenta.

Wątpliwości UOKiK budzi również brak wskazania procedur przy ustalaniu opłat związanych z dochodzeniem wierzytelności. Jeżeli konsument spóźniał się ze spłatą kredytu, bank pobierał opłaty za każdorazowe upomnienie telefoniczne 13 zł, korespondencję 15 zł, wyjazd interwencyjny 50 zł. UOKiK nie kwestionuje wysokości pobieranych opłat, ale arbitralność w ich ustalaniu. W opinii Urzędu zasady i częstotliwość korzystania z tych środków powinny być jasno i precyzyjnie sformułowane, a nie ustalane dowolnie.

Co więcej, bank mógł stosować wszystkie środki równocześnie: poza wysyłaną korespondencją, telefonicznie upominać kredytobiorcę - w związku z tym konsument musiał ponosić dodatkowe i nieuzasadnione koszty. Urząd również podkreśla, że zgodnie z prawem, jeżeli kredytobiorca spóźnia się ze spłatą rat kredytu, bank ma prawo naliczać odsetki za zwłokę, które wystarczająco pokrywają ewentualne szkody poniesione przez bank związane z opóźnieniami w spłacie.

Kolejną klauzulą jest postanowienie dotyczące braku możliwości zwrotu składki zapłaconej na ubezpieczenie niskiego wkładu własnego po ustaniu ryzyka. Wykupienie ubezpieczenia zastępuje zabezpieczenie kredytu w postaci wkładu własnego i chroni bank przed ryzykiem związanym z brakiem spłaty zobowiązania. Ryzyko to ustaje wraz ze spłatą części kredytu stanowiącej tzw. niski wkład własny.

W momencie ustania ryzyka, zdaniem Urzędu, bank powinien zwrócić składkę za okres niewykorzystanej ochrony ubezpieczeniowej. Brak zwrotu nadpłaconej składki naraża konsumenta na koszty, które nie wynikają z wykonywania umowy i narusza jego interes ekonomiczny.

Jeżeli sąd podzieli argumenty Prezesa Urzędu, zakwestionowane postanowienia zostaną wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych, a ich stosowanie w obrocie z konsumentami będzie zabronione.

Jeśli przedsiębiorcy mimo to będą ją stosowali, UOKiK może wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów i w konsekwencji nałożyć na przedsiębiorcę karę w wysokości do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu. Obecnie w rejestrze zawierającym ponad 1600 niedozwolonych klauzul - 92 dotyczy usług finansowych.

źródło informacji: PAP

interia.pl

Kolejne banki pozwane

UOKiK skierował do sądu pozwy dotyczące uznania kolejnych klauzul za niedozwolone. Zakwestionowano m.in. obowiązek zapłaty dodatkowej prowizji wtedy, kiedy bank wypowiada umowę oraz dowolne pobieranie opłat za monity i wezwania do zapłaty. Jeden z banków już wycofał się ze stosowania kwestionowanych postanowień.

UOKiK prowadzi stały monitoring wzorców umownych stosowanych przez przedsiębiorców działających w różnych branżach. Zgodnie z kodeksem cywilnym, postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy.

Skierowane pozwy do sądu dotyczą warunków umów o kredyt hipoteczny stosowanych przez Nykredit oraz Lukas Bank. Urząd kwestionuje postanowienie, zgodnie z którym w przypadku wypowiedzenia umowy przez bank, konsument był zobowiązywany do uiszczenia odsetek i dodatkowej prowizji za wcześniejszą spłatę kredytu. Zdaniem Urzędu, działanie to jest sprzeczne z dobrymi obyczajami oraz rażąco narusza interesy konsumentów, ponieważ stosuje się wobec nich podwójną sankcję.

UOKiK prowadzi stały monitoring wzorców umownych stosowanych przez przedsiębiorców działających w różnych branżach. Zgodnie z kodeksem cywilnym, postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy.

Skierowane pozwy do sądu dotyczą warunków umów o kredyt hipoteczny stosowanych przez Nykredit oraz Lukas Bank. Urząd kwestionuje postanowienie, zgodnie z którym w przypadku wypowiedzenia umowy przez bank, konsument był zobowiązywany do uiszczenia odsetek i dodatkowej prowizji za wcześniejszą spłatę kredytu. Zdaniem Urzędu, działanie to jest sprzeczne z dobrymi obyczajami oraz rażąco narusza interesy konsumentów, ponieważ stosuje się wobec nich podwójną sankcję.

Ponadto, jeżeli to konsument podejmie decyzję o wcześniejszej spłacie kredytu wiąże się ona zazwyczaj ze standardowo pobieraną prowizją, która ma zrekompensować bankowi utratę odsetek w związku z krótszym okresem kredytowania. Natomiast, żądanie zapłacenia dodatkowej prowizji wynikającej z decyzji banku o wypowiedzeniu umowy, może naruszać interesy konsumenta.

Wątpliwości UOKiK budzi również brak wskazania procedur przy ustalaniu opłat związanych z dochodzeniem wierzytelności. Jeżeli konsument spóźniał się ze spłatą kredytu, bank pobierał opłaty za każdorazowe upomnienie telefoniczne 13 zł, korespondencję 15 zł, wyjazd interwencyjny 50 zł. UOKiK nie kwestionuje wysokości pobieranych opłat, ale arbitralność w ich ustalaniu. W opinii Urzędu zasady i częstotliwość korzystania z tych środków powinny być jasno i precyzyjnie sformułowane, a nie ustalane dowolnie.

Co więcej, bank mógł stosować wszystkie środki równocześnie: poza wysyłaną korespondencją, telefonicznie upominać kredytobiorcę - w związku z tym konsument musiał ponosić dodatkowe i nieuzasadnione koszty. Urząd również podkreśla, że zgodnie z prawem, jeżeli kredytobiorca spóźnia się ze spłatą rat kredytu, bank ma prawo naliczać odsetki za zwłokę, które wystarczająco pokrywają ewentualne szkody poniesione przez bank związane z opóźnieniami w spłacie.

Kolejną klauzulą jest postanowienie dotyczące braku możliwości zwrotu składki zapłaconej na ubezpieczenie niskiego wkładu własnego po ustaniu ryzyka. Wykupienie ubezpieczenia zastępuje zabezpieczenie kredytu w postaci wkładu własnego i chroni bank przed ryzykiem związanym z brakiem spłaty zobowiązania. Ryzyko to ustaje wraz ze spłatą części kredytu stanowiącej tzw. niski wkład własny.

W momencie ustania ryzyka, zdaniem Urzędu, bank powinien zwrócić składkę za okres niewykorzystanej ochrony ubezpieczeniowej. Brak zwrotu nadpłaconej składki naraża konsumenta na koszty, które nie wynikają z wykonywania umowy i narusza jego interes ekonomiczny.

Jeżeli sąd podzieli argumenty Prezesa Urzędu, zakwestionowane postanowienia zostaną wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych, a ich stosowanie w obrocie z konsumentami będzie zabronione.

Jeśli przedsiębiorcy mimo to będą ją stosowali, UOKiK może wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów i w konsekwencji nałożyć na przedsiębiorcę karę w wysokości do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu. Obecnie w rejestrze zawierającym ponad 1600 niedozwolonych klauzul - 92 dotyczy usług finansowych.

źródło informacji: PAP

interia.pl

Hipoteki: Głęboki spadek

W pierwszym kwartale bieżącego roku liczba udzielonych kredytów hipotecznych spadła o 40 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Była też mniejsza o 34 proc. w zestawieniu z poprzednim kwartałem - wynika z raportu Open Finance.

Zebrane wśród czternastu największych banków dane dotyczące rynku kredytów hipotecznych przedstawiają obraz zniszczenia, jakiego w tym segmencie rynku dokonał kryzys finansowy. Spadek liczby udzielonych kredytów obserwowaliśmy co prawda od dłuższego czasu (siedmiu kwartałów), ale dopiero teraz nabrał on tak dużego tempa.

Przyczyn takiego stanu rzeczy można wyróżnić kilka, ale generalną jest słabsza kondycja sektora bankowego w Polsce i obawa przed jej pogorszeniem. Wyniki kwartalne banków (za I kw. 2009 r.) wskazały na spadek współczynników wypłacalności związany bądź to z osłabieniem złotego (a więc wzrostem wartości aktywów) bądź z rezerwami i odpisami tworzonymi na niespłacane kredyty (a więc spadkiem kapitałów własnych), bądź też z obydwoma tymi czynnikami łącznie. Stąd zmniejszona skłonność banków do udzielania kredytów, idący za tym wzrost ich ceny (marż), a w konsekwencji mniejsza liczba osób z sukcesem starających się o kredyt.

Z przesłanych do Open Finance ankiet wynika, że tylko pięć na czternaście banków zwiększyło sprzedaż kredytów w porównaniu do I kw. 2008 r. i w każdym przypadku dotyczyło to banków prowadzących wcześniej konserwatywną politykę udzielania kredytów walutowych. Ze względu na poufny charakter danych jednostkowych, tylko wyobraźni czytelników pozostawiamy skalę spadku liczby kredytów w bankach, które w przeszłości prowadziły ekspansywną politykę kredytową z naciskiem na kredyty walutowe.

Warto zauważyć silny spadek liczby kredytów w relacji do IV kw. 2008 r., w którym kryzys już trwał, a banki już zacieśniały akcję kredytową. Jednym z powodów jest sezonowość rynku (spadek liczby udzielonych kredytów między I kw. 2008 r. i IV kw. 2007 r. wyniósł 16,6 proc.) - pierwszy kwartał roku zwykle jest słabszy niż poprzedzająca go końcówka roku. Druga sprawa to relatywnie mocne wyniki z czwartego kwartału, a zwłaszcza z października, kiedy klienci zdecydowanie przyspieszyli wypłatę kredytów w obawie przed ich wstrzymaniem w czasie rozpoczynającego się kryzysu.

Kwartalna dynamika liczby udzielanych kredytów

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank Pekao, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank, Nordea Bank Polska, Deutsche Bank PBC

Nie tak źle w skali roku

Po raz drugi przedstawiamy wyniki sprzedaży kredytów hipotecznych w ujęciu dwunastomiesięcznym. Celem jest wyeliminowanie z danych turbulencji rynkowych związanych z sezonowością rynku i okresowymi wahnięciami koniunktury. Kryzys finansowy wymyka się spod tej definicji i w ujęciu czterech kwartałów zanotowaliśmy spadek liczby udzielanych kredytów o 18 proc. W tym ujęciu prezentowane dane będą z opóźnieniem przedstawiać wpływ kryzysu na sprzedaż hipotek, choćby ze względu na bardzo dobry drugi kwartał ubiegłego roku, czy prosty fakt, że zaostrzenie kryzysu datuje się na upadek banku Lehman Bros. we wrześniu 2008 r.

Dynamika liczby udzielonych kredytów - w ujęciu 12-miesięcznym

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank

Mniejsze kwoty

W porównaniu do stanu sprzed roku przeciętna wartość kredytu hipotecznego obniżyła się o ponad 7 proc. do ok. 175 tys. zł, co wiąże się zarówno ze spadkiem cen nieruchomości, jak również z wymaganiami dotyczącymi wkładu własnego od kredytobiorców. Spadek kwoty kredytu nie jest tak silny jak spadek cen mieszkań (według cen transakcyjnych monitorowanych przez Open Finance sięga on 10-15 proc. w głównych miastach Polski), ponieważ kredyty przyznawane są obecnie głównie lepiej uposażonym klientom.

W porównaniu do czwartego kwartału wartość przeciętnego kredytu spadła o 4,3 proc., ale trzeba pamiętać, że z kolei w czwartym kwartale zanotowaliśmy aż 20-proc. spadek wartości przeciętnego kredytu (wobec trzeciego kwartału). Mamy więc do czynienia z tzw. efektem niskiej bazy.

Średnia wartość udzielonych kredytów

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank Pekao, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank

Waluty w odwrocie

Obserwator rynku kredytowego nie będzie specjalnie zaskoczony spadkiem liczby udzielonych kredytów walutowych, które w I kw. 2009 r. stanowiły 28,5 proc. portfela kredytowego (wśród banków, które podały tego rodzaju dane), podczas gdy przed rokiem trzy na cztery kredyty nominowane były w walutach. Można więc mówić o odwróceniu proporcji na korzyść złotego. Przyczyny są jasno zdefiniowane - kłopoty z pozyskaniem finansowania w walutach obcych przez banki przełożyły się na dostępność tego rodzaju kredytów w kraju. Marże od tych kredytów są znacząco wyższe, a dodatkowo wielu klientów dostrzegło ryzyko kursowe jakie wiąże się z zaciąganiem tego rodzaju zobowiązań. W efekcie popularność kredytów w walutach obcych znalazła się w fazie schyłkowej, a kredyty walutowe z popularnych, stały się ekskluzywnymi.

Udział kredytów walutowych w kredytach ogółem

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank Pekao, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank, Nordea Bank Polska, Deutsche Bank PBC

Rodzina na swoim

Zastępuje je za to z powodzeniem program kredytów preferencyjnych "Rodzina na Swoim", w którym państwo przez osiem lat spłaca połowę odsetek za kredytobiorców uprawnionych do wzięcia udziału w programie. Obecnie już prawie co dziewiąty kredyt hipoteczny (10,7 proc.) zaciągany jest w ramach tego rozwiązania, a liczba udzielonych kredytów w ankietowanych bankach wzrosła o 150 proc. w porównaniu do stanu sprzed roku. Oczekujemy, że popularność tego kredytu będzie rosła i w całym 2009 r. będzie stanowić nawet 10-15 proc. całego rynku kredytów hipotecznych (w ujęciu ilościowym). Zaledwie trzy miesiące temu szacowaliśmy udział tych kredytów na 5 proc. (w całym 2009 r.), ale przez ten czas popularność programu wyraźnie wzrosła.

Komentarz i prognoza

Dane za pierwszy kwartał były zgodne z naszymi oczekiwaniami i nadal spodziewamy się, że rynek kredytów hipotecznych skurczy się o 30-40 proc. w ujęciu ilościowym w 2009 r., zakładając niewielką jego poprawę w drugiej części roku, do czego może przyczynić się odczuwalna już odwilż na rynkach pieniężnych na świecie oraz obserwowany spadek cen mieszkań. Z satysfakcją odnotowaliśmy, że wyniki ankiety Open Finance są prawie w 100 proc. zbieżne ze wstępnymi danymi opublikowanymi przez Związek Banków Polskich, który przed miesiącem poinformował o spadku liczby udzielonych kredytów do 35 tys. z 60 tys. w I kw. 2008 r. (spadek o 41,7 proc.).

W najbliższych miesiącach spodziewamy się dużych utrudnień w dostępie do kredytów hipotecznych ze strony większości banków obecnych w Polsce. Pole do dalszych obniżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej wydaje się być ograniczone i może co najwyżej w części zrekompensować przyszłym kredytobiorcom już dokonany wzrost marż od kredytów hipotecznych. Sądzimy, że najniższy poziom udzielanych kredytów hipotecznych zostanie osiągnięty w trzecim kwartale, który jest sezonowo słabszym okresem na rynku kredytów, a w kolejnych kwartałach będziemy oczekiwali stopniowej poprawy w dostępności kredytów, zwłaszcza jeśli do tego czasu doszłoby do umocnienia złotego lub przynajmniej stabilizacji jego notowań. Skutkowałoby to poprawą współczynników wypłacalności lub przynajmniej przekonaniem banków, że współczynniki te mogłyby nie ulegać dalszemu pogorszeniu.

Emil Szweda, Bernard Waszczyk - Open Finance

interia.pl

Hipoteki: Głęboki spadek

W pierwszym kwartale bieżącego roku liczba udzielonych kredytów hipotecznych spadła o 40 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Była też mniejsza o 34 proc. w zestawieniu z poprzednim kwartałem - wynika z raportu Open Finance.

Zebrane wśród czternastu największych banków dane dotyczące rynku kredytów hipotecznych przedstawiają obraz zniszczenia, jakiego w tym segmencie rynku dokonał kryzys finansowy. Spadek liczby udzielonych kredytów obserwowaliśmy co prawda od dłuższego czasu (siedmiu kwartałów), ale dopiero teraz nabrał on tak dużego tempa.

Przyczyn takiego stanu rzeczy można wyróżnić kilka, ale generalną jest słabsza kondycja sektora bankowego w Polsce i obawa przed jej pogorszeniem. Wyniki kwartalne banków (za I kw. 2009 r.) wskazały na spadek współczynników wypłacalności związany bądź to z osłabieniem złotego (a więc wzrostem wartości aktywów) bądź z rezerwami i odpisami tworzonymi na niespłacane kredyty (a więc spadkiem kapitałów własnych), bądź też z obydwoma tymi czynnikami łącznie. Stąd zmniejszona skłonność banków do udzielania kredytów, idący za tym wzrost ich ceny (marż), a w konsekwencji mniejsza liczba osób z sukcesem starających się o kredyt.

Z przesłanych do Open Finance ankiet wynika, że tylko pięć na czternaście banków zwiększyło sprzedaż kredytów w porównaniu do I kw. 2008 r. i w każdym przypadku dotyczyło to banków prowadzących wcześniej konserwatywną politykę udzielania kredytów walutowych. Ze względu na poufny charakter danych jednostkowych, tylko wyobraźni czytelników pozostawiamy skalę spadku liczby kredytów w bankach, które w przeszłości prowadziły ekspansywną politykę kredytową z naciskiem na kredyty walutowe.

Warto zauważyć silny spadek liczby kredytów w relacji do IV kw. 2008 r., w którym kryzys już trwał, a banki już zacieśniały akcję kredytową. Jednym z powodów jest sezonowość rynku (spadek liczby udzielonych kredytów między I kw. 2008 r. i IV kw. 2007 r. wyniósł 16,6 proc.) - pierwszy kwartał roku zwykle jest słabszy niż poprzedzająca go końcówka roku. Druga sprawa to relatywnie mocne wyniki z czwartego kwartału, a zwłaszcza z października, kiedy klienci zdecydowanie przyspieszyli wypłatę kredytów w obawie przed ich wstrzymaniem w czasie rozpoczynającego się kryzysu.

Kwartalna dynamika liczby udzielanych kredytów

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank Pekao, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank, Nordea Bank Polska, Deutsche Bank PBC

Nie tak źle w skali roku

Po raz drugi przedstawiamy wyniki sprzedaży kredytów hipotecznych w ujęciu dwunastomiesięcznym. Celem jest wyeliminowanie z danych turbulencji rynkowych związanych z sezonowością rynku i okresowymi wahnięciami koniunktury. Kryzys finansowy wymyka się spod tej definicji i w ujęciu czterech kwartałów zanotowaliśmy spadek liczby udzielanych kredytów o 18 proc. W tym ujęciu prezentowane dane będą z opóźnieniem przedstawiać wpływ kryzysu na sprzedaż hipotek, choćby ze względu na bardzo dobry drugi kwartał ubiegłego roku, czy prosty fakt, że zaostrzenie kryzysu datuje się na upadek banku Lehman Bros. we wrześniu 2008 r.

Dynamika liczby udzielonych kredytów - w ujęciu 12-miesięcznym

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank

Mniejsze kwoty

W porównaniu do stanu sprzed roku przeciętna wartość kredytu hipotecznego obniżyła się o ponad 7 proc. do ok. 175 tys. zł, co wiąże się zarówno ze spadkiem cen nieruchomości, jak również z wymaganiami dotyczącymi wkładu własnego od kredytobiorców. Spadek kwoty kredytu nie jest tak silny jak spadek cen mieszkań (według cen transakcyjnych monitorowanych przez Open Finance sięga on 10-15 proc. w głównych miastach Polski), ponieważ kredyty przyznawane są obecnie głównie lepiej uposażonym klientom.

W porównaniu do czwartego kwartału wartość przeciętnego kredytu spadła o 4,3 proc., ale trzeba pamiętać, że z kolei w czwartym kwartale zanotowaliśmy aż 20-proc. spadek wartości przeciętnego kredytu (wobec trzeciego kwartału). Mamy więc do czynienia z tzw. efektem niskiej bazy.

Średnia wartość udzielonych kredytów

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank Pekao, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank

Waluty w odwrocie

Obserwator rynku kredytowego nie będzie specjalnie zaskoczony spadkiem liczby udzielonych kredytów walutowych, które w I kw. 2009 r. stanowiły 28,5 proc. portfela kredytowego (wśród banków, które podały tego rodzaju dane), podczas gdy przed rokiem trzy na cztery kredyty nominowane były w walutach. Można więc mówić o odwróceniu proporcji na korzyść złotego. Przyczyny są jasno zdefiniowane - kłopoty z pozyskaniem finansowania w walutach obcych przez banki przełożyły się na dostępność tego rodzaju kredytów w kraju. Marże od tych kredytów są znacząco wyższe, a dodatkowo wielu klientów dostrzegło ryzyko kursowe jakie wiąże się z zaciąganiem tego rodzaju zobowiązań. W efekcie popularność kredytów w walutach obcych znalazła się w fazie schyłkowej, a kredyty walutowe z popularnych, stały się ekskluzywnymi.

Udział kredytów walutowych w kredytach ogółem

Open Finance

Na podstawie danych nadesłanych przez: PKO BP, Bank Pekao, Bank BGŻ, Bank Millennium, Kredyt Bank, DomBank, BZ WBK, ING BSK, mBank, MultiBank, Santander Consumer Bank, Metrobank, Nordea Bank Polska, Deutsche Bank PBC

Rodzina na swoim

Zastępuje je za to z powodzeniem program kredytów preferencyjnych "Rodzina na Swoim", w którym państwo przez osiem lat spłaca połowę odsetek za kredytobiorców uprawnionych do wzięcia udziału w programie. Obecnie już prawie co dziewiąty kredyt hipoteczny (10,7 proc.) zaciągany jest w ramach tego rozwiązania, a liczba udzielonych kredytów w ankietowanych bankach wzrosła o 150 proc. w porównaniu do stanu sprzed roku. Oczekujemy, że popularność tego kredytu będzie rosła i w całym 2009 r. będzie stanowić nawet 10-15 proc. całego rynku kredytów hipotecznych (w ujęciu ilościowym). Zaledwie trzy miesiące temu szacowaliśmy udział tych kredytów na 5 proc. (w całym 2009 r.), ale przez ten czas popularność programu wyraźnie wzrosła.

Komentarz i prognoza

Dane za pierwszy kwartał były zgodne z naszymi oczekiwaniami i nadal spodziewamy się, że rynek kredytów hipotecznych skurczy się o 30-40 proc. w ujęciu ilościowym w 2009 r., zakładając niewielką jego poprawę w drugiej części roku, do czego może przyczynić się odczuwalna już odwilż na rynkach pieniężnych na świecie oraz obserwowany spadek cen mieszkań. Z satysfakcją odnotowaliśmy, że wyniki ankiety Open Finance są prawie w 100 proc. zbieżne ze wstępnymi danymi opublikowanymi przez Związek Banków Polskich, który przed miesiącem poinformował o spadku liczby udzielonych kredytów do 35 tys. z 60 tys. w I kw. 2008 r. (spadek o 41,7 proc.).

W najbliższych miesiącach spodziewamy się dużych utrudnień w dostępie do kredytów hipotecznych ze strony większości banków obecnych w Polsce. Pole do dalszych obniżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej wydaje się być ograniczone i może co najwyżej w części zrekompensować przyszłym kredytobiorcom już dokonany wzrost marż od kredytów hipotecznych. Sądzimy, że najniższy poziom udzielanych kredytów hipotecznych zostanie osiągnięty w trzecim kwartale, który jest sezonowo słabszym okresem na rynku kredytów, a w kolejnych kwartałach będziemy oczekiwali stopniowej poprawy w dostępności kredytów, zwłaszcza jeśli do tego czasu doszłoby do umocnienia złotego lub przynajmniej stabilizacji jego notowań. Skutkowałoby to poprawą współczynników wypłacalności lub przynajmniej przekonaniem banków, że współczynniki te mogłyby nie ulegać dalszemu pogorszeniu.

Emil Szweda, Bernard Waszczyk - Open Finance

interia.pl

Korekta nadal ważna

Rynki znajdują się nadal w korekcie. Widać, iż na na Wall Street przełamane w zeszłym tygodniu trendy wzrostowe powstrzymały wzrosty. Należy uznać, iż S&P500 zmienia trend średnioterminowy na horyzontalny.

Obecne ograniczenia ruchów cen to poziomy kanał między około 878, a 930. Wygląd Nasdaq oraz DJIA jest podobny. Dopiero wybicie się indeksów z prostokątów może wyznaczyć dalszy kierunek. Warto jednak pamiętać, iż ewentualne spadki przypomną inwestorom o wieloletniej formacji podwójnego szczytu na S&P500. W krótkim i średnim terminie, fakt jej potencjalnej realizacji jest bez znaczenia. Istotne jest jednak, iż może ona kreować i podtrzymywać złe nastroje. Na razie jednak, cały czas szanse byków i niedźwiedzi są wyrównane.

Poza rynkami akcji zmiennością raczyły inwestorów rynki metali szlachetnych i rynek walutowy. Wróciła pamiętana z lat ubiegłych wysoka korelacja ceny złota i EURUSD. Wspomniane aktywa są w trendach wzrostowych. Podstawowa analiza wykresów wskazuje, iż pierwsze opory na złocie znajdują się kilkanaście dolarów wyżej, później dopiero medialne 1000USD. EURUSD kieruje się już wyraźnie w kierunku 1.45. Warto zwrócić uwagę na wykres tej pary w horyzoncie ostatnich 30 lat. Jeżeli przez ostatnie 8 miesięcy rynek bronił wsparcia w okolicach 1.35 to para EURUSD może wrócić do trendu wzrostowego zapoczątkowanego w latach osiemdziesiątych. Oznaczałoby to dalsza utrzymującą się zmienność tej pary, jak i innych aktywów.

Głównym wydarzeniem wczorajszego dnia było - i wydaje się następnych tygodni będzie - ostrzeżenie wydane przez agencję Standard&Poors dla papierów dłużnych wydanych przez rządy USA i Wielkiej Brytanii. Atmosfera na rynkach kredytowych jest więc napięta. Obniżenie ratingów dla wspomnianych krajów, oznaczałoby prawdopodobnie, iż przynajmniej połowa dłużnych aktywów na świecie musiałaby mieć obniżone oceny. W efekcie takiej obniżki agencje lawinowo obniżałyby ratingi innych krajów, a następnie spółek. Wspomniane aktywa powinny "płacić" wyższe oprocentowanie co w konsekwencji podniosłoby koszt finansowania dla innych jednostek/aktywów. Warto obserwować ten temat szczególnie mając na uwadze możliwą chęć rehabilitacji agencji ratingowych za opieszałe decyzje obniżenia ocen światowych banków i jednostek hipotecznych w USA.

Niezależnie od rynku emocji nie brakuje co utrudnia pracę inwestorom długoterminowym, ale jest źródłem okazji właściwie na wszystkich aktywach dla działających w krótkim i średnim terminie. O godzinie 7:59 w City Index UK100 CFD (odpowiednik FTSE100) kwotowany jest na poziomie 4355, nieznacznie wyżej niż jego zamknięcie wczoraj na poziomie 4345. Natomiast GERMANY30 CFD (odpowiednik DAX) kwotowany jest na poziomie 4907, podobnie wyżej niż jego wczorajsze zamknięcie na poziomie 4901.

Informacje, którymi interesuje się rynek:

- Standard&Poor ostrzegł Wielką Brytanię, iż może utracić najwyższy rating kredytowy (The Wall Street Journal)

- Bank Japonii jest zdania, iż większy spadek gospodarki niż w pierwszym kwartale nie będzie miał miejsca, główna stopa procentowa pozostaje na poziomie 0,1% (Bloomberg),

- w odpowiedzi na spekulacje Washington Post o możliwej upadłości GM w przyszłym tygodniu, informuje się, iż decyzje mogą nie być powzięte przed 1 czerwca - źródło zbliżone do spółki kwotowane przez agencje informacyjne (Reuters),

- kolejne ratunkowe finansowanie dla GMAC - 7,5 mld USD wczoraj, może wzrosnąć do 14 mld USD przez co rząd USA stanie się akcjonariuszem większościowym (Marketwatch).

Łukasz Wardyn

źródło informacji: City Index / o. w Polsce

Korekta nadal ważna

Rynki znajdują się nadal w korekcie. Widać, iż na na Wall Street przełamane w zeszłym tygodniu trendy wzrostowe powstrzymały wzrosty. Należy uznać, iż S&P500 zmienia trend średnioterminowy na horyzontalny.

Obecne ograniczenia ruchów cen to poziomy kanał między około 878, a 930. Wygląd Nasdaq oraz DJIA jest podobny. Dopiero wybicie się indeksów z prostokątów może wyznaczyć dalszy kierunek. Warto jednak pamiętać, iż ewentualne spadki przypomną inwestorom o wieloletniej formacji podwójnego szczytu na S&P500. W krótkim i średnim terminie, fakt jej potencjalnej realizacji jest bez znaczenia. Istotne jest jednak, iż może ona kreować i podtrzymywać złe nastroje. Na razie jednak, cały czas szanse byków i niedźwiedzi są wyrównane.

Poza rynkami akcji zmiennością raczyły inwestorów rynki metali szlachetnych i rynek walutowy. Wróciła pamiętana z lat ubiegłych wysoka korelacja ceny złota i EURUSD. Wspomniane aktywa są w trendach wzrostowych. Podstawowa analiza wykresów wskazuje, iż pierwsze opory na złocie znajdują się kilkanaście dolarów wyżej, później dopiero medialne 1000USD. EURUSD kieruje się już wyraźnie w kierunku 1.45. Warto zwrócić uwagę na wykres tej pary w horyzoncie ostatnich 30 lat. Jeżeli przez ostatnie 8 miesięcy rynek bronił wsparcia w okolicach 1.35 to para EURUSD może wrócić do trendu wzrostowego zapoczątkowanego w latach osiemdziesiątych. Oznaczałoby to dalsza utrzymującą się zmienność tej pary, jak i innych aktywów.

Głównym wydarzeniem wczorajszego dnia było - i wydaje się następnych tygodni będzie - ostrzeżenie wydane przez agencję Standard&Poors dla papierów dłużnych wydanych przez rządy USA i Wielkiej Brytanii. Atmosfera na rynkach kredytowych jest więc napięta. Obniżenie ratingów dla wspomnianych krajów, oznaczałoby prawdopodobnie, iż przynajmniej połowa dłużnych aktywów na świecie musiałaby mieć obniżone oceny. W efekcie takiej obniżki agencje lawinowo obniżałyby ratingi innych krajów, a następnie spółek. Wspomniane aktywa powinny "płacić" wyższe oprocentowanie co w konsekwencji podniosłoby koszt finansowania dla innych jednostek/aktywów. Warto obserwować ten temat szczególnie mając na uwadze możliwą chęć rehabilitacji agencji ratingowych za opieszałe decyzje obniżenia ocen światowych banków i jednostek hipotecznych w USA.

Niezależnie od rynku emocji nie brakuje co utrudnia pracę inwestorom długoterminowym, ale jest źródłem okazji właściwie na wszystkich aktywach dla działających w krótkim i średnim terminie. O godzinie 7:59 w City Index UK100 CFD (odpowiednik FTSE100) kwotowany jest na poziomie 4355, nieznacznie wyżej niż jego zamknięcie wczoraj na poziomie 4345. Natomiast GERMANY30 CFD (odpowiednik DAX) kwotowany jest na poziomie 4907, podobnie wyżej niż jego wczorajsze zamknięcie na poziomie 4901.

Informacje, którymi interesuje się rynek:

- Standard&Poor ostrzegł Wielką Brytanię, iż może utracić najwyższy rating kredytowy (The Wall Street Journal)

- Bank Japonii jest zdania, iż większy spadek gospodarki niż w pierwszym kwartale nie będzie miał miejsca, główna stopa procentowa pozostaje na poziomie 0,1% (Bloomberg),

- w odpowiedzi na spekulacje Washington Post o możliwej upadłości GM w przyszłym tygodniu, informuje się, iż decyzje mogą nie być powzięte przed 1 czerwca - źródło zbliżone do spółki kwotowane przez agencje informacyjne (Reuters),

- kolejne ratunkowe finansowanie dla GMAC - 7,5 mld USD wczoraj, może wzrosnąć do 14 mld USD przez co rząd USA stanie się akcjonariuszem większościowym (Marketwatch).

Łukasz Wardyn

źródło informacji: City Index / o. w Polsce

Polski system finansowy zagrożony przez niespłacane kredyty

Szefowie największych polskich banków ostrzegają, że polski system finansowy jest zagrożony. Przybywa bowiem osób, które szukają nowych kredytów na spłatę poprzednich - czytamy w "Dzienniku".

Według szacunków zamieszczonych w Biuletynie Informacji Kredytowej, ok. 600 tys. klientów ma już więcej niż sześć pożyczek.

Prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki uważa, że wartość pożyczek konsumpcyjnych, które mogą nie zostać spłacone sięga astronomicznej kwoty 45 mld zł. To aż jedna trzecia wszystkich kredytów na kartach czy zaciągniętych na kupno samochodów, sprzętu RTV i AGD.

Gazeta twierdzi, że skala zjawiska może być jeszcze większa, bo jeśli banki odmawiają klientom pieniędzy, idą oni do firm pożyczkowych czy pożyczkowych portali działających w internecie. A te nie dostarczają danych o dłużnikach do Biura Informacji Kredytowej, z którego korzystają banki, a wiedza o skali ich działalności jest bliska zeru.

źródło informacji: PAP/Dziennik

interia.pl

Polski system finansowy zagrożony przez niespłacane kredyty

Szefowie największych polskich banków ostrzegają, że polski system finansowy jest zagrożony. Przybywa bowiem osób, które szukają nowych kredytów na spłatę poprzednich - czytamy w "Dzienniku".

Według szacunków zamieszczonych w Biuletynie Informacji Kredytowej, ok. 600 tys. klientów ma już więcej niż sześć pożyczek.

Prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki uważa, że wartość pożyczek konsumpcyjnych, które mogą nie zostać spłacone sięga astronomicznej kwoty 45 mld zł. To aż jedna trzecia wszystkich kredytów na kartach czy zaciągniętych na kupno samochodów, sprzętu RTV i AGD.

Gazeta twierdzi, że skala zjawiska może być jeszcze większa, bo jeśli banki odmawiają klientom pieniędzy, idą oni do firm pożyczkowych czy pożyczkowych portali działających w internecie. A te nie dostarczają danych o dłużnikach do Biura Informacji Kredytowej, z którego korzystają banki, a wiedza o skali ich działalności jest bliska zeru.

źródło informacji: PAP/Dziennik

interia.pl

Lokal oddaj po dobroci

Wyjechałeś za granicę, a masz mieszkanie komunalne? Uważaj, bo możesz je stracić. Urzędnicy zaczęli właśnie odbierać lokale tym, którzy je opuścili lub nielegalnie podnajmują - pisze "Życie Warszawy".

Coraz więcej lokali w domach komunalnych stoi pustych. I to od kilku lat. Gdzie są lokatorzy? ? Wyjechali do pracy za granicę, a mieszkania w Warszawie traktują jak miejsce na wakacje ? uważają urzędnicy.

- Sąsiad zabrał całą rodzinę do Irlandii - potwierdza pan Tadeusz, lokator domu przy ul. Grójeckiej. " A mieszkanie od trzech lat stoi puste. Dlaczego administracja nie odda tego lokalu komuś, kto czeka w miejskiej kolejce?"

Mieszkania komunalne trzeba wynajmować na czas nieokreślony - tak stanowi prawo. Nie można np. co kilka lat weryfikować zarobków lokatorów i sprawdzać, czy mieszkanie nadal im się należy. Wymówić lokal można tylko wówczas, gdy najemca nie płaci, gdy przez 12 miesięcy nie ma go w nim lub jeśli go podnajmuje. Odzyskanie raz zajętego mieszkania jest niemal niemożliwe. Ale teraz nieuczciwi najemcy zadrżeli ze strachu.

- Po ogłoszeniu podwyżki czynszu uruchomiliśmy akcję "Poznaj swojego sąsiada" - opowiada gazecie wiceburmistrz Woli Marek Lipiński. " Administratorzy ruszyli do lokatorów z pismami o podwyżkach. Skontrolowaliśmy w ten sposób 11 tys. mieszkań".

PAP/Życie Warszawy

interia.pl

Lokal oddaj po dobroci

Wyjechałeś za granicę, a masz mieszkanie komunalne? Uważaj, bo możesz je stracić. Urzędnicy zaczęli właśnie odbierać lokale tym, którzy je opuścili lub nielegalnie podnajmują - pisze "Życie Warszawy".

Coraz więcej lokali w domach komunalnych stoi pustych. I to od kilku lat. Gdzie są lokatorzy? ? Wyjechali do pracy za granicę, a mieszkania w Warszawie traktują jak miejsce na wakacje ? uważają urzędnicy.

- Sąsiad zabrał całą rodzinę do Irlandii - potwierdza pan Tadeusz, lokator domu przy ul. Grójeckiej. " A mieszkanie od trzech lat stoi puste. Dlaczego administracja nie odda tego lokalu komuś, kto czeka w miejskiej kolejce?"

Mieszkania komunalne trzeba wynajmować na czas nieokreślony - tak stanowi prawo. Nie można np. co kilka lat weryfikować zarobków lokatorów i sprawdzać, czy mieszkanie nadal im się należy. Wymówić lokal można tylko wówczas, gdy najemca nie płaci, gdy przez 12 miesięcy nie ma go w nim lub jeśli go podnajmuje. Odzyskanie raz zajętego mieszkania jest niemal niemożliwe. Ale teraz nieuczciwi najemcy zadrżeli ze strachu.

- Po ogłoszeniu podwyżki czynszu uruchomiliśmy akcję "Poznaj swojego sąsiada" - opowiada gazecie wiceburmistrz Woli Marek Lipiński. " Administratorzy ruszyli do lokatorów z pismami o podwyżkach. Skontrolowaliśmy w ten sposób 11 tys. mieszkań".

PAP/Życie Warszawy

interia.pl

Skandal w Nowym Jorku

Osiem lat po tragedii World Trade Center nadal teren tzw. Ground Zero stoi niezabudowany. Niezbędna będzie interwencja rządu.

Od siedmiu miesięcy nie mogą się porozumieć właściciel terenu (Port Authority of New York and New Jersey) z deweloperem (Larry Silverstein), który miał postawić pięć budynków. Na trzy znalazł finansowanie, na dwa - nie i chce aby właściciel terenu o to zadbał. Port, owszem, znalazł pieniądze w kwocie 800 mln USD, lecz tylko na jeden budynek i uważa, że dwa wieżowce w zupełności teraz wystarczą.

Dzisiaj w willi Michaela Bloomberga (burmistrza Nowego Jorku) odbędzie się ważne spotkanie polityków z obydwu stanów. Nie wiadomo co ono może dać - w miejscu po World Trade Center powstać ma 10 mln m kw. powierzchni biurowej, na którą nie ma teraz chętnych i stąd brak pieniędzy. Miasto Nowy Jork zagwarantowało wynajem zaledwie połowy powierzchni w jednym budynku.

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL

źródło informacji: INTERIA.PL

Skandal w Nowym Jorku

Osiem lat po tragedii World Trade Center nadal teren tzw. Ground Zero stoi niezabudowany. Niezbędna będzie interwencja rządu.

Od siedmiu miesięcy nie mogą się porozumieć właściciel terenu (Port Authority of New York and New Jersey) z deweloperem (Larry Silverstein), który miał postawić pięć budynków. Na trzy znalazł finansowanie, na dwa - nie i chce aby właściciel terenu o to zadbał. Port, owszem, znalazł pieniądze w kwocie 800 mln USD, lecz tylko na jeden budynek i uważa, że dwa wieżowce w zupełności teraz wystarczą.

Dzisiaj w willi Michaela Bloomberga (burmistrza Nowego Jorku) odbędzie się ważne spotkanie polityków z obydwu stanów. Nie wiadomo co ono może dać - w miejscu po World Trade Center powstać ma 10 mln m kw. powierzchni biurowej, na którą nie ma teraz chętnych i stąd brak pieniędzy. Miasto Nowy Jork zagwarantowało wynajem zaledwie połowy powierzchni w jednym budynku.

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL

źródło informacji: INTERIA.PL

Gdzie zamieszkać z "Rodziną"?

Program "Rodzina na swoim'', choć dostępny jest już od 2006 roku, dopiero od początku tego roku, po podwyższeniu limitów cen mieszkań, które mogą być objęte dopłatami, zaczął cieszyć się popularnością. Od stycznia do kwietnia udzielono już prawie 6,5 tysiąca kredytów z dopłatą ze skarbu państwa, na łączną kwotę ponad 1 miliarda złotych.

Dofinansowanie do prawie połowy odsetek przez okres 8 lat (przy kredycie w złotych) to często jedyna szansa na zakup własnego mieszkania dla wielu osób. Jest to również dobra okazja dla deweloperów, którzy od kilku miesięcy borykają się ze słabą sprzedażą swoich inwestycji. Wielu z nich zdecydowało się na obniżenie cen do poziomu zgodnego z określonymi limitami. Od 1 kwietnia w większości miast zostały one podwyższone, dzięki czemu coraz więcej ofert kwalifikuje się do programu "Rodzina na swoim".

Jak wobec tego wybrać najbardziej atrakcyjne mieszkanie? Specjaliści z biura nieruchomości Home Broker przejrzeli dostępne w tej chwili na tynku oferty deweloperów i wybrali te, które wydały się najciekawsze w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Największy wybór oferowała Warszawa, gdzie limit jest dość wysoki (7 257,60 PLN/mkw.), ale większość inwestycji zlokalizowana jest w najmniej atrakcyjnych lokalizacjach jak Białołęka. Home Broker udało się jednak znaleźć ciekawe projekty w lepszych lokalizacjach, gdzie chociaż pewna część mieszkań kwalifikuje się do dopłat w ramach programu "Rodzina na swoim". Najmniej mieszkań oferują deweloperzy z Krakowa, ponieważ w tym mieście limit jest wyjątkowo niski (5 340,30 PLN/mkw.). We Wrocławiu sporo inwestycji dostępnych w ramach programu "Rodzina na swoim" można znaleźć na bardzo popularnych Krzykach, a to dlatego, że limit (6 295,10 PLN/mkw.) jest zbliżony do średniej ceny mieszkań w tym mieście.

Z każdego z tych miast wybrano trzy (subiektywnie)najciekawsze inwestycje.

Warszawa (limit 7 257,60 zł/mkw.)


INTERIA.PL

Najciekawszą, w tej chwili inwestycją realizowaną w Warszawie, w której znajdziemy mieszkania dostępne w ramach "Rodzina na swoim", jest naszym zdaniem Osiedle Dobrolin, realizowane przez firmę Dantex. To co wyróżnia tą inwestycję jest bliskość centrum, i rozwinięta sieć komunikacyjna, pozwalająca na szybki dojazd do dowolnej części miasta. Biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowana większość osiedli, gdzie ceny mieszkań pozwalają na zakup mieszkania z dopłatą, zlokalizowana jest na obrzeżach miasta (np. na Białołęce) Osiedle Dobrolin w pełni zasługuje na pierwsze miejsce.

Kolejny projekt to Osiedle Królowej Jadwigi, realizowane przez firmę Euro-City II. Ten kompleks mieszkaniowy zlokalizowany jest w bardzo zielonej części Bielan, w sąsiedztwie Parku Młocińskiego, Lasu Bielańskiego i Kampinoskiego Parku Narodowego. Dzięki dobrej komunikacji (bliskość metra) dojazd do centrum miasta nie stanowi problemu.

Trzecia inwestycja zlokalizowana jest co prawda na Białołęce, ale zasługuje na uwagę. Niska zabudowa Osiedla Nadwiślańskiego, realizowanego przez firmę Ponar Real Estate, oraz wkomponowana między budynki zieleń tworzą kameralny charakter. W pobliżu znajduje się Kanałek Żerański, którego widokiem będzie się mogła cieszyć część mieszkańców.

Kraków (limit 5 340,30 zł/mkw.)


INTERIA.PL

Osiedle Mały Przewóz firmy IMS Budownictwo jest naszym zdaniem jedną z najciekawszych inwestycji, gdzie cena mieszkań pozwala na skorzystanie z dofinansowania do kredytu. Osiedle zlokalizowane jest w jednej z najbardziej popularnych dzielnic Krakowa, czyli na Podgórzu. Rozbudowana sieć autobusowa pozwala na szybki dojazd do pobliskiego centrum, a planowana linia szybkiego tramwaju jeszcze ten czas skróci. Dużą zaletą jest też to, że w sierpniu na terenie osiedla zostanie uruchomione przedszkole.

Na drugim miejscu znajduje się Osiedle Pod Fortem, realizowane przez firmę Gant Development. Zaletą jest to, że kompleks znajduje się w cichym i zielonym miejscu. Ponadto komunikacja z najważniejszymi punktami miasta jest dobra. Plus należy się za to, że deweloper nie wyklucza dodatkowych upustów w ramach promocji "Podaj swoją cenę".

Ostatnia inwestycja, o nazwie Fajny Dom realizowana jest przez firmę M-Invest. To, co wyróżnia ten projekt to duża ilość przestrzeni, ponieważ budynki zajmą tylko 24 proc. terenu, którego wielkość to aż 6,5 ha. Dzięki temu pomiędzy budynkami znajdzie się dużo zieleni, a prace prowadzone są tak, aby pozostało jak najwięcej znajdujących się tam już drzew.

Wrocław (limit 6 295,10 zł/mkw.)


INTERIA.PL

- Pierwsze miejsce na podium zajmuje Osiedle Mieszczańskie, realizowane przez firmę Atal S.A. Inwestycja ta znajduje się praktycznie w centrum miasta, na bardzo popularnych Krzykach, dzięki temu komunikacja z pozostałymi dzielnicami jest bardzo dobra. W najbliższej okolicy znajdują się ścieżki rowerowe oraz tereny zielone, takie jak np. Park Południowy czy Park Wschodni.

Kolejną inwestycją jest Tęczowe Osiedle, firmy Gant Development. Jest ono zlokalizowane, podobnie jak poprzednia inwestycja, na terenie dzielnicy Krzyki. Osiedle wyróżnia ciekawa, nowoczesna architektura i różnorodność dostępnych mieszkań oraz domów w zabudowie szeregowej. Tak jak w przypadku inwestycji w Krakowie deweloper daje możliwość dalszych negocjacji cen mieszkań.

Ostatnia inwestycja, realizowana przez firmę AS-BAU, znajduje się w bardziej odległej części Wrocławia, Muchomorze Wielkim. Na powierzchni 14 ha znajdzie się kilka kameralnych budynków, a w nich mieszkania i apartamenty. Osiedle wyróżnia się dużą ilością terenów zielonych w najbliższej okolicy.

- Tworząc nasz ranking inwestycji dostępnych w ramach programu "Rodzina na swoim" sugerowaliśmy się przede wszystkim dobrą lokalizacją i komfortem przyszłych mieszkańców - podkreśla Aleksandra Szarek z Home Broker. - Zależało nam również na bezpieczeństwie zakupu, dlatego wszystkie wybrane przez nas inwestycje mają krótki termin realizacji lub już są gotowe. Dzięki temu można mieć pewność, że budynki zostaną ukończone - dodaje. Ponadto przyszli mieszkańcy nie będą musieli długo czekać na wprowadzenie się.

INTERIA.PL

Gdzie zamieszkać z "Rodziną"?

Program "Rodzina na swoim'', choć dostępny jest już od 2006 roku, dopiero od początku tego roku, po podwyższeniu limitów cen mieszkań, które mogą być objęte dopłatami, zaczął cieszyć się popularnością. Od stycznia do kwietnia udzielono już prawie 6,5 tysiąca kredytów z dopłatą ze skarbu państwa, na łączną kwotę ponad 1 miliarda złotych.

Dofinansowanie do prawie połowy odsetek przez okres 8 lat (przy kredycie w złotych) to często jedyna szansa na zakup własnego mieszkania dla wielu osób. Jest to również dobra okazja dla deweloperów, którzy od kilku miesięcy borykają się ze słabą sprzedażą swoich inwestycji. Wielu z nich zdecydowało się na obniżenie cen do poziomu zgodnego z określonymi limitami. Od 1 kwietnia w większości miast zostały one podwyższone, dzięki czemu coraz więcej ofert kwalifikuje się do programu "Rodzina na swoim".

Jak wobec tego wybrać najbardziej atrakcyjne mieszkanie? Specjaliści z biura nieruchomości Home Broker przejrzeli dostępne w tej chwili na tynku oferty deweloperów i wybrali te, które wydały się najciekawsze w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Największy wybór oferowała Warszawa, gdzie limit jest dość wysoki (7 257,60 PLN/mkw.), ale większość inwestycji zlokalizowana jest w najmniej atrakcyjnych lokalizacjach jak Białołęka. Home Broker udało się jednak znaleźć ciekawe projekty w lepszych lokalizacjach, gdzie chociaż pewna część mieszkań kwalifikuje się do dopłat w ramach programu "Rodzina na swoim". Najmniej mieszkań oferują deweloperzy z Krakowa, ponieważ w tym mieście limit jest wyjątkowo niski (5 340,30 PLN/mkw.). We Wrocławiu sporo inwestycji dostępnych w ramach programu "Rodzina na swoim" można znaleźć na bardzo popularnych Krzykach, a to dlatego, że limit (6 295,10 PLN/mkw.) jest zbliżony do średniej ceny mieszkań w tym mieście.

Z każdego z tych miast wybrano trzy (subiektywnie)najciekawsze inwestycje.

Warszawa (limit 7 257,60 zł/mkw.)


INTERIA.PL

Najciekawszą, w tej chwili inwestycją realizowaną w Warszawie, w której znajdziemy mieszkania dostępne w ramach "Rodzina na swoim", jest naszym zdaniem Osiedle Dobrolin, realizowane przez firmę Dantex. To co wyróżnia tą inwestycję jest bliskość centrum, i rozwinięta sieć komunikacyjna, pozwalająca na szybki dojazd do dowolnej części miasta. Biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowana większość osiedli, gdzie ceny mieszkań pozwalają na zakup mieszkania z dopłatą, zlokalizowana jest na obrzeżach miasta (np. na Białołęce) Osiedle Dobrolin w pełni zasługuje na pierwsze miejsce.

Kolejny projekt to Osiedle Królowej Jadwigi, realizowane przez firmę Euro-City II. Ten kompleks mieszkaniowy zlokalizowany jest w bardzo zielonej części Bielan, w sąsiedztwie Parku Młocińskiego, Lasu Bielańskiego i Kampinoskiego Parku Narodowego. Dzięki dobrej komunikacji (bliskość metra) dojazd do centrum miasta nie stanowi problemu.

Trzecia inwestycja zlokalizowana jest co prawda na Białołęce, ale zasługuje na uwagę. Niska zabudowa Osiedla Nadwiślańskiego, realizowanego przez firmę Ponar Real Estate, oraz wkomponowana między budynki zieleń tworzą kameralny charakter. W pobliżu znajduje się Kanałek Żerański, którego widokiem będzie się mogła cieszyć część mieszkańców.

Kraków (limit 5 340,30 zł/mkw.)


INTERIA.PL

Osiedle Mały Przewóz firmy IMS Budownictwo jest naszym zdaniem jedną z najciekawszych inwestycji, gdzie cena mieszkań pozwala na skorzystanie z dofinansowania do kredytu. Osiedle zlokalizowane jest w jednej z najbardziej popularnych dzielnic Krakowa, czyli na Podgórzu. Rozbudowana sieć autobusowa pozwala na szybki dojazd do pobliskiego centrum, a planowana linia szybkiego tramwaju jeszcze ten czas skróci. Dużą zaletą jest też to, że w sierpniu na terenie osiedla zostanie uruchomione przedszkole.

Na drugim miejscu znajduje się Osiedle Pod Fortem, realizowane przez firmę Gant Development. Zaletą jest to, że kompleks znajduje się w cichym i zielonym miejscu. Ponadto komunikacja z najważniejszymi punktami miasta jest dobra. Plus należy się za to, że deweloper nie wyklucza dodatkowych upustów w ramach promocji "Podaj swoją cenę".

Ostatnia inwestycja, o nazwie Fajny Dom realizowana jest przez firmę M-Invest. To, co wyróżnia ten projekt to duża ilość przestrzeni, ponieważ budynki zajmą tylko 24 proc. terenu, którego wielkość to aż 6,5 ha. Dzięki temu pomiędzy budynkami znajdzie się dużo zieleni, a prace prowadzone są tak, aby pozostało jak najwięcej znajdujących się tam już drzew.

Wrocław (limit 6 295,10 zł/mkw.)


INTERIA.PL

- Pierwsze miejsce na podium zajmuje Osiedle Mieszczańskie, realizowane przez firmę Atal S.A. Inwestycja ta znajduje się praktycznie w centrum miasta, na bardzo popularnych Krzykach, dzięki temu komunikacja z pozostałymi dzielnicami jest bardzo dobra. W najbliższej okolicy znajdują się ścieżki rowerowe oraz tereny zielone, takie jak np. Park Południowy czy Park Wschodni.

Kolejną inwestycją jest Tęczowe Osiedle, firmy Gant Development. Jest ono zlokalizowane, podobnie jak poprzednia inwestycja, na terenie dzielnicy Krzyki. Osiedle wyróżnia ciekawa, nowoczesna architektura i różnorodność dostępnych mieszkań oraz domów w zabudowie szeregowej. Tak jak w przypadku inwestycji w Krakowie deweloper daje możliwość dalszych negocjacji cen mieszkań.

Ostatnia inwestycja, realizowana przez firmę AS-BAU, znajduje się w bardziej odległej części Wrocławia, Muchomorze Wielkim. Na powierzchni 14 ha znajdzie się kilka kameralnych budynków, a w nich mieszkania i apartamenty. Osiedle wyróżnia się dużą ilością terenów zielonych w najbliższej okolicy.

- Tworząc nasz ranking inwestycji dostępnych w ramach programu "Rodzina na swoim" sugerowaliśmy się przede wszystkim dobrą lokalizacją i komfortem przyszłych mieszkańców - podkreśla Aleksandra Szarek z Home Broker. - Zależało nam również na bezpieczeństwie zakupu, dlatego wszystkie wybrane przez nas inwestycje mają krótki termin realizacji lub już są gotowe. Dzięki temu można mieć pewność, że budynki zostaną ukończone - dodaje. Ponadto przyszli mieszkańcy nie będą musieli długo czekać na wprowadzenie się.

INTERIA.PL

Polaku, węgiel jest tani

Można tanio kupić zwykły węgiel kamienny, spadły ceny brunatnego. Ekowęgiel, najlepszy do ogrzewania domów, już drożeje.
Każdy, kto do ogrzewania domu używa zwykłego węgla kamiennego, może go kupić tanio. Nie ma szans na tańszy zakup ekowęgla, czyli węgla kamiennego m.in. o obniżonej emisji pyłów.

- Popyt przekracza podaż. Od kwietnia cena tego węgla zaczęła rosnąć i w lipcu będzie 5 proc. wyższa niż w marcu - mówi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.

Kompania sprzedała w 2008 roku 650 tys. ton ekowęgla i liczy, że w tym roku utrzyma sprzedaż na zbliżonym poziomie. Nie może zwiększyć produkcji, bo konieczny jest węgiel o odpowiedniej jakości, którego brakuje.

- Biorąc pod uwagę ceny gazu i oleju opałowego, ogrzewanie domu ekowęglem jest prawie dwukrotnie tańsze - wyjaśnia Leon Kurczabiński z Katowickiego Holdingu Węglowego.
KHW w 2008 roku sprzedał 260 tys. ton węgla kwalifikowanego. W tym roku chce podnieść zbyt do 300 tys. ton. Holding po sezonie grzewczym nie obniżył cen.

Spadły ceny w Kopalni Węgla Brunatnego Sieniawa. Obniżka wynosi 10 proc., ale nie obejmuje najtańszego produktu: węgla propal, który kosztuje 115 zł za tonę. Stał się konkurencyjny dla węgla kamiennego, który ma dwa razy większą kaloryczność.

- Używanie węgla brunatnego jest opłacalne w odległości 200 km od kopalni. Przy większych odległościach koszt transportu jest tak wysoki, że ogrzewanie węglem brunatnym staje się nieopłacalne - przyznaje Rafał Tomaszewski z KWB Sieniawa.

Popyt na węgiel brunatny byłby większy, ale barierą są ceny pieców przystosowanych do jego spalania. Można kupić tylko piece sprowadzane z Czech i Węgier, które kosztują ok. 13,5 tys. zł. Tymczasem dobry piec na węgiel kamienny jest o około 30 proc. tańszy.

Ireneusz Chojnacki
interia.pl

Polaku, węgiel jest tani

Można tanio kupić zwykły węgiel kamienny, spadły ceny brunatnego. Ekowęgiel, najlepszy do ogrzewania domów, już drożeje.
Każdy, kto do ogrzewania domu używa zwykłego węgla kamiennego, może go kupić tanio. Nie ma szans na tańszy zakup ekowęgla, czyli węgla kamiennego m.in. o obniżonej emisji pyłów.

- Popyt przekracza podaż. Od kwietnia cena tego węgla zaczęła rosnąć i w lipcu będzie 5 proc. wyższa niż w marcu - mówi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.

Kompania sprzedała w 2008 roku 650 tys. ton ekowęgla i liczy, że w tym roku utrzyma sprzedaż na zbliżonym poziomie. Nie może zwiększyć produkcji, bo konieczny jest węgiel o odpowiedniej jakości, którego brakuje.

- Biorąc pod uwagę ceny gazu i oleju opałowego, ogrzewanie domu ekowęglem jest prawie dwukrotnie tańsze - wyjaśnia Leon Kurczabiński z Katowickiego Holdingu Węglowego.
KHW w 2008 roku sprzedał 260 tys. ton węgla kwalifikowanego. W tym roku chce podnieść zbyt do 300 tys. ton. Holding po sezonie grzewczym nie obniżył cen.

Spadły ceny w Kopalni Węgla Brunatnego Sieniawa. Obniżka wynosi 10 proc., ale nie obejmuje najtańszego produktu: węgla propal, który kosztuje 115 zł za tonę. Stał się konkurencyjny dla węgla kamiennego, który ma dwa razy większą kaloryczność.

- Używanie węgla brunatnego jest opłacalne w odległości 200 km od kopalni. Przy większych odległościach koszt transportu jest tak wysoki, że ogrzewanie węglem brunatnym staje się nieopłacalne - przyznaje Rafał Tomaszewski z KWB Sieniawa.

Popyt na węgiel brunatny byłby większy, ale barierą są ceny pieców przystosowanych do jego spalania. Można kupić tylko piece sprowadzane z Czech i Węgier, które kosztują ok. 13,5 tys. zł. Tymczasem dobry piec na węgiel kamienny jest o około 30 proc. tańszy.

Ireneusz Chojnacki
interia.pl

PROGNOZY:Polska liderem w grupie EU10

Kraje EU10 są w recesji, aktywność gospodarcza tego regionu może spaść w tym roku o 3 procent, a w przyszłym roku osiągnie stagnację; w 2010 roku może być w regionie aż 5 mln osób bez pracy - wynika z najnowszego raportu Banku Światowego, do którego dotarła PAP.

W skład EU10 wchodzą: Polska, Bułgaria, Czechy, Estonia, Węgry, Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowacja i Słowenia. Bank powołuje się na wiosenne prognozy Komisji Europejskiej, według których bezrobocie wzrośnie w regionie z 6,5 proc. w 2008 roku do 9,2 proc. w 2009 roku oraz do 10,4 proc. w 2010 roku; czyli z 3 do 5 mln ludzi.

W Polsce - według danych KE, na które powołuje się BŚ - stopa bezrobocia może sięgnąć w 2010 roku 12 procent.

Bezrobocie rośnie także w takich krajach regionu, jak Polska, Słowacja, czy Węgry i prawdopodobnie przekroczy 10 procent do 2010 roku - czytamy w raporcie. Dalszą presję na rynek pracy wywrą rodacy powracający z pogrążonych w kryzysie krajów tj. Anglia, Irlandia czy Hiszpania. Według BŚ, do tych krajów od 2004 roku wyemigrowało ponad milion mieszkańców EU10.

"Spadek wzrostu gospodarczego w krajach EU10 był szybszy i ostrzejszy niż spodziewano się na początku kryzysu" - ocenili eksperci BŚ. Przypomnieli, że jeszcze w pierwszym kwartale 2008 roku cały region odnotowywał wzrost, podczas gdy w ostatnim kwartale ubiegłego roku w porównaniu do 2007 roku kraje tj. Łotwa, Estonia, Litwa i Słowacja miały dwucyfrowe spadki w stopach wzrostu.

Ekonomiści BŚ oczekują skurczenia się gospodarek wszystkich krajów EU10 w tym roku oraz nieznacznej poprawy tylko w niektórych krajach w 2010 roku. Najbardziej narażone na spadki PKB będą kraje z dużymi deficytami na rachunkach bieżących, wysoką inflacją oraz dużym napływem kapitału powiązanego z bankami.

Do takich krajów, według wykresów BŚ, nie należy Polska. Autorzy raportu przytaczają prognozy, według których polskie PKB ma odnotować wzrost w 2010 roku: o 1,3 proc. według Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz o 0,8 proc. według Komisji Europejskiej. Podkreślają jednak, że w obecnych warunkach trudno jest ocenić perspektywy gospodarcze, oraz że nawet gospodarki o zdrowych fundamentach są narażone na ryzyko pochodzące z zewnątrz.

Zdaniem autorów raportu, recesja w EU10 to skutek światowego kryzysu finansowego oraz recesji w bogatych krajach, co zmniejszyło popyt na eksport z EU10. Wartość eksportu regionu spadła w lutym br. aż o 37 proc. w ujęciu rok do roku, a w styczniu o 32 proc.

"Ograniczenie światowych wydatków na dobra kapitałowe i środki trwałe zmniejszyło eksport produkcji przemysłowej, tj. samochody i elektronika" - czytamy. Zjawiska te dotyczą także produkcji przemysłowej Polski.

Nasz kraj wyróżnia się natomiast na tle innych państw EU10, jeśli chodzi o przepływ kapitału. "Kryzys finansowy zredukował przepływ kapitału do regionu EU10. (...) Napływ brutto do krajów bałtyckich, Bułgarii, Polski, Rumunii i Słowacji skurczył się z ok. 6 mld dol. w trzecim kwartale 2008 roku do 2 mld dol. w czwartym kwartale 2008 roku i 1,5 mld dol. w pierwszym kwartale 2009 roku" - czytamy.

Spadek ten, zdaniem autorów, odzwierciedla głównie zmniejszenie kredytowania przez banki, podczas gdy globalne rynki papierów wartościowych (bond markets) otworzyły się ponownie na pożyczkobiorców z rynków wschodzących tj. Meksyk, Polska i Indonezja w pierwszych miesiącach 2009 roku.

Polska jest jedynym krajem EU10, który charakteryzuje się dodatnim bilansem pożyczek zagranicznych (positive net foreign lending), głównie w stosunku do banków, co pomogło zrekompensować pewne odpływy pod koniec 2008 roku- czytamy w raporcie.

Eksperci BŚ zwrócili jednak uwagę na spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce (FDI) - o blisko 30 proc. r/r w ciągu dwóch pierwszych miesięcy br. W tym samy czasie spadły one w Czechach, Estonii i na Łotwie o ponad połowę.

We wszystkich krajach regionu odczuwany jest ostry spadek kredytowania, "który finansował znaczną część obserwowanego w ostatnich latach wzrostu regionu" - ostrzegają eksperci BŚ.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

PROGNOZY:Polska liderem w grupie EU10

Kraje EU10 są w recesji, aktywność gospodarcza tego regionu może spaść w tym roku o 3 procent, a w przyszłym roku osiągnie stagnację; w 2010 roku może być w regionie aż 5 mln osób bez pracy - wynika z najnowszego raportu Banku Światowego, do którego dotarła PAP.

W skład EU10 wchodzą: Polska, Bułgaria, Czechy, Estonia, Węgry, Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowacja i Słowenia. Bank powołuje się na wiosenne prognozy Komisji Europejskiej, według których bezrobocie wzrośnie w regionie z 6,5 proc. w 2008 roku do 9,2 proc. w 2009 roku oraz do 10,4 proc. w 2010 roku; czyli z 3 do 5 mln ludzi.

W Polsce - według danych KE, na które powołuje się BŚ - stopa bezrobocia może sięgnąć w 2010 roku 12 procent.

Bezrobocie rośnie także w takich krajach regionu, jak Polska, Słowacja, czy Węgry i prawdopodobnie przekroczy 10 procent do 2010 roku - czytamy w raporcie. Dalszą presję na rynek pracy wywrą rodacy powracający z pogrążonych w kryzysie krajów tj. Anglia, Irlandia czy Hiszpania. Według BŚ, do tych krajów od 2004 roku wyemigrowało ponad milion mieszkańców EU10.

"Spadek wzrostu gospodarczego w krajach EU10 był szybszy i ostrzejszy niż spodziewano się na początku kryzysu" - ocenili eksperci BŚ. Przypomnieli, że jeszcze w pierwszym kwartale 2008 roku cały region odnotowywał wzrost, podczas gdy w ostatnim kwartale ubiegłego roku w porównaniu do 2007 roku kraje tj. Łotwa, Estonia, Litwa i Słowacja miały dwucyfrowe spadki w stopach wzrostu.

Ekonomiści BŚ oczekują skurczenia się gospodarek wszystkich krajów EU10 w tym roku oraz nieznacznej poprawy tylko w niektórych krajach w 2010 roku. Najbardziej narażone na spadki PKB będą kraje z dużymi deficytami na rachunkach bieżących, wysoką inflacją oraz dużym napływem kapitału powiązanego z bankami.

Do takich krajów, według wykresów BŚ, nie należy Polska. Autorzy raportu przytaczają prognozy, według których polskie PKB ma odnotować wzrost w 2010 roku: o 1,3 proc. według Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz o 0,8 proc. według Komisji Europejskiej. Podkreślają jednak, że w obecnych warunkach trudno jest ocenić perspektywy gospodarcze, oraz że nawet gospodarki o zdrowych fundamentach są narażone na ryzyko pochodzące z zewnątrz.

Zdaniem autorów raportu, recesja w EU10 to skutek światowego kryzysu finansowego oraz recesji w bogatych krajach, co zmniejszyło popyt na eksport z EU10. Wartość eksportu regionu spadła w lutym br. aż o 37 proc. w ujęciu rok do roku, a w styczniu o 32 proc.

"Ograniczenie światowych wydatków na dobra kapitałowe i środki trwałe zmniejszyło eksport produkcji przemysłowej, tj. samochody i elektronika" - czytamy. Zjawiska te dotyczą także produkcji przemysłowej Polski.

Nasz kraj wyróżnia się natomiast na tle innych państw EU10, jeśli chodzi o przepływ kapitału. "Kryzys finansowy zredukował przepływ kapitału do regionu EU10. (...) Napływ brutto do krajów bałtyckich, Bułgarii, Polski, Rumunii i Słowacji skurczył się z ok. 6 mld dol. w trzecim kwartale 2008 roku do 2 mld dol. w czwartym kwartale 2008 roku i 1,5 mld dol. w pierwszym kwartale 2009 roku" - czytamy.

Spadek ten, zdaniem autorów, odzwierciedla głównie zmniejszenie kredytowania przez banki, podczas gdy globalne rynki papierów wartościowych (bond markets) otworzyły się ponownie na pożyczkobiorców z rynków wschodzących tj. Meksyk, Polska i Indonezja w pierwszych miesiącach 2009 roku.

Polska jest jedynym krajem EU10, który charakteryzuje się dodatnim bilansem pożyczek zagranicznych (positive net foreign lending), głównie w stosunku do banków, co pomogło zrekompensować pewne odpływy pod koniec 2008 roku- czytamy w raporcie.

Eksperci BŚ zwrócili jednak uwagę na spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce (FDI) - o blisko 30 proc. r/r w ciągu dwóch pierwszych miesięcy br. W tym samy czasie spadły one w Czechach, Estonii i na Łotwie o ponad połowę.

We wszystkich krajach regionu odczuwany jest ostry spadek kredytowania, "który finansował znaczną część obserwowanego w ostatnich latach wzrostu regionu" - ostrzegają eksperci BŚ.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

Bankomat potrąci 2,5 do 4 proc.

Wyjeżdżając na wakacje, warto zamiast gotówki zabierać ze sobą karty płatnicze. GP podpowiada, co powinny wiedzieć osoby, które wybierają się do dziesięciu krajów najpopularniejszych, jeśli chodzi o zagraniczne wyjazdy Polaków.
Karty są najpewniejszym środkiem dostępu do naszych pieniędzy w podróży. Warto też pamiętać, że w przypadku utraty karty odpowiedzialność posiadacza karty za wszystkie transakcje dokonane nią przez osoby nieuprawnione jest ograniczona do kwoty równowartości 150 euro. Natomiast po zgłoszeniu bankowi zastrzeżenia karty odpowiedzialność klienta zostaje wyłączona całkowicie.

Okres wakacyjnych wyjazdów to dla banków prawdziwe prowizyjne żniwa. Zarabiają nie tylko na wysokich prowizjach za wypłaty z obcych bankomatów, ale również za przewalutowanie - zauważa Michał Macierzyński, analityk finansowy Bankier.pl.
Aby zapewnić sobie pełne bezpieczeństwo finansowe podczas wakacji, konieczne jest zabranie co najmniej dwóch kart płatniczych. Jeśli jedną z kart zgubimy, zostanie nam ukradziona lub zatrzyma ją bankomat, zawsze pozostanie jeszcze druga, z której będziemy mogli korzystać.

Jadąc za granicę, warto wziąć ze sobą kartę embosowaną (tzw. wypukłą). Przyda się ona w hotelach, wypożyczalniach czy na autostradowych bramkach. Dla własnego bezpieczeństwa warto też zaopatrzyć się w karty dwóch systemów, najlepiej z dwóch różnych banków. Okazuje się bowiem, że w niektórych krajach bardziej rozpowszechniony jest MasterCard niż Visa, a do tego czasami zdarzają się problemy przy autoryzacji transakcji. Wówczas uratuje nas właśnie owa wypukłość karty.

Przed samym wyjazdem warto również sprawdzić, czy nasz bank nie stosuje jakichś stałych lub planowanych przerw w autoryzacji kart. Może się bowiem zdarzyć, że polski środek nocy wypada w innym kraju na środek dnia, kiedy to najczęściej korzysta się z karty.

W jaki sposób są przeliczane na złote wszystkie transakcje dokonywane polskimi kartami płatniczymi za granicą? Jakie są opłaty za korzystanie z bankomatu oraz ile kosztuje prowadzenie konta, do którego przypisana jest karta - w wybranych krajach? Jakie banki oferują najwięcej darmowych bankomatów?

Jacek Iskra
Więcej: Gazeta Prawna 21.05.2009 (98) - str.A2-3
Gazeta Prawna
wp.pl

Bankomat potrąci 2,5 do 4 proc.

Wyjeżdżając na wakacje, warto zamiast gotówki zabierać ze sobą karty płatnicze. GP podpowiada, co powinny wiedzieć osoby, które wybierają się do dziesięciu krajów najpopularniejszych, jeśli chodzi o zagraniczne wyjazdy Polaków.
Karty są najpewniejszym środkiem dostępu do naszych pieniędzy w podróży. Warto też pamiętać, że w przypadku utraty karty odpowiedzialność posiadacza karty za wszystkie transakcje dokonane nią przez osoby nieuprawnione jest ograniczona do kwoty równowartości 150 euro. Natomiast po zgłoszeniu bankowi zastrzeżenia karty odpowiedzialność klienta zostaje wyłączona całkowicie.

Okres wakacyjnych wyjazdów to dla banków prawdziwe prowizyjne żniwa. Zarabiają nie tylko na wysokich prowizjach za wypłaty z obcych bankomatów, ale również za przewalutowanie - zauważa Michał Macierzyński, analityk finansowy Bankier.pl.
Aby zapewnić sobie pełne bezpieczeństwo finansowe podczas wakacji, konieczne jest zabranie co najmniej dwóch kart płatniczych. Jeśli jedną z kart zgubimy, zostanie nam ukradziona lub zatrzyma ją bankomat, zawsze pozostanie jeszcze druga, z której będziemy mogli korzystać.

Jadąc za granicę, warto wziąć ze sobą kartę embosowaną (tzw. wypukłą). Przyda się ona w hotelach, wypożyczalniach czy na autostradowych bramkach. Dla własnego bezpieczeństwa warto też zaopatrzyć się w karty dwóch systemów, najlepiej z dwóch różnych banków. Okazuje się bowiem, że w niektórych krajach bardziej rozpowszechniony jest MasterCard niż Visa, a do tego czasami zdarzają się problemy przy autoryzacji transakcji. Wówczas uratuje nas właśnie owa wypukłość karty.

Przed samym wyjazdem warto również sprawdzić, czy nasz bank nie stosuje jakichś stałych lub planowanych przerw w autoryzacji kart. Może się bowiem zdarzyć, że polski środek nocy wypada w innym kraju na środek dnia, kiedy to najczęściej korzysta się z karty.

W jaki sposób są przeliczane na złote wszystkie transakcje dokonywane polskimi kartami płatniczymi za granicą? Jakie są opłaty za korzystanie z bankomatu oraz ile kosztuje prowadzenie konta, do którego przypisana jest karta - w wybranych krajach? Jakie banki oferują najwięcej darmowych bankomatów?

Jacek Iskra
Więcej: Gazeta Prawna 21.05.2009 (98) - str.A2-3
Gazeta Prawna
wp.pl

Prawo zabudowy ułatwi inwestycje w miastach

Osoby prywatne, inwestorzy i deweloperzy uzyskają prawo do legalnej zabudowy na cudzych gruntach. Pozwoli ono na wznoszenie osiedli, centrów handlowych, budowę parkingów podziemnych lub metra na cudzych działkach. Inwestor będzie mógł ustanawiać na prawie zabudowy hipotekę. Ułatwi to zaciąganie kredytów pod inwestycje.
Prace nad przygotowaniem takiej zmiany do kodeksu cywilnego kończy Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości.

Do ustanowienia prawa zabudowy konieczne będzie zawarcie umowy między właścicielem nieruchomości a inwestorem. Prawo zabudowy będzie ograniczonym prawem rzeczowym wpisywanym do ksiąg wieczystych.

Będzie ono miało charakter prawa uniwersalnego, to znaczy że będzie mogło być ustanawiane przez każdy podmiot, zarówno przez osoby fizyczne, jak i osoby prawne. Także Skarb Państwa lub gminy będą mogły ustanawiać prawo zabudowy. To zasadnicza różnica w porównaniu z użytkowaniem wieczystym, które może być ustanawiane tylko na gruntach Skarbu Państwa i samorządu - mówi prof. dr hab. Jerzy Pisuliński z Uniwersytetu Jagiellońskiego, współpracownik kancelarii Debenedetti Majewski Szcześniak, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.
Dopuszczalne będzie ustanowienie kilku praw zabudowy na jednej nieruchomości. Można będzie ustanowić prawo zabudowy obejmujące na przykład prawo do budowy garażu podziemnego, a z kolei inny inwestor miałby prawo do budowy centrum handlowego nad tym garażem.

Co zyskają inwestorzy, a co właściciele - na stosowaniu prawa zabudowy? Czy w ramach prawa zabudowy uprawniony mógłby budować obiekty zarówno na, jak i pod ziemią? Co przesądza o atrakcyjności prawa zabudowy? Co stanie się z użytkowaniem wieczystym? Jakie są założenia do drugiego projektu - ustawy o własności obiektów budowlanych?

Ewa Grączewska-Ivanova
Więcej: Gazeta Prawna 21.05.2009 (98) - str.7
Gazeta Prawna
wp.pl

Prawo zabudowy ułatwi inwestycje w miastach

Osoby prywatne, inwestorzy i deweloperzy uzyskają prawo do legalnej zabudowy na cudzych gruntach. Pozwoli ono na wznoszenie osiedli, centrów handlowych, budowę parkingów podziemnych lub metra na cudzych działkach. Inwestor będzie mógł ustanawiać na prawie zabudowy hipotekę. Ułatwi to zaciąganie kredytów pod inwestycje.
Prace nad przygotowaniem takiej zmiany do kodeksu cywilnego kończy Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości.

Do ustanowienia prawa zabudowy konieczne będzie zawarcie umowy między właścicielem nieruchomości a inwestorem. Prawo zabudowy będzie ograniczonym prawem rzeczowym wpisywanym do ksiąg wieczystych.

Będzie ono miało charakter prawa uniwersalnego, to znaczy że będzie mogło być ustanawiane przez każdy podmiot, zarówno przez osoby fizyczne, jak i osoby prawne. Także Skarb Państwa lub gminy będą mogły ustanawiać prawo zabudowy. To zasadnicza różnica w porównaniu z użytkowaniem wieczystym, które może być ustanawiane tylko na gruntach Skarbu Państwa i samorządu - mówi prof. dr hab. Jerzy Pisuliński z Uniwersytetu Jagiellońskiego, współpracownik kancelarii Debenedetti Majewski Szcześniak, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.
Dopuszczalne będzie ustanowienie kilku praw zabudowy na jednej nieruchomości. Można będzie ustanowić prawo zabudowy obejmujące na przykład prawo do budowy garażu podziemnego, a z kolei inny inwestor miałby prawo do budowy centrum handlowego nad tym garażem.

Co zyskają inwestorzy, a co właściciele - na stosowaniu prawa zabudowy? Czy w ramach prawa zabudowy uprawniony mógłby budować obiekty zarówno na, jak i pod ziemią? Co przesądza o atrakcyjności prawa zabudowy? Co stanie się z użytkowaniem wieczystym? Jakie są założenia do drugiego projektu - ustawy o własności obiektów budowlanych?

Ewa Grączewska-Ivanova
Więcej: Gazeta Prawna 21.05.2009 (98) - str.7
Gazeta Prawna
wp.pl

Banki wprowadzają opłaty za wypłaty pieniędzy z bankomatów innych firm

Banki szukają oszczędności i dlatego wprowadzają opłaty za korzystanie z bankomatów innych firm. Takie podwyżki wprowadził bank Millennium, a w najbliższym czasie zamierza to zrobić Raiffeisen Bank.
Od początku tego miesiąca klienci Millennium muszą płacić za wypłatę pieniędzy z bankomatów Euronetu.

- Opłata za wypłatę gotówki ze wszystkich kont osobistych Euronetu wyniesie 5 zł - czytamy w komunikacie przesłanym przez bank do klientów.
Do tej pory te wypłaty były bezpłatne. Trzeba też płacić za sprawdzenie konta 2 zł. Bank tłumaczy, że jest to spowodowane wzrostem kosztów.
To wynika z wygaśnięcia umowy z siecią Euronet - dodaje Anna Borowiec-Góra z Banku Millennium.

Zapewnia ona, że nie miało to związku z chęcią szukania przez bank oszczędności. Na osłodę klienci mający rachunek Premium otrzymali możliwość bezpłatnej wypłaty pieniędzy z sieci bankomatów BZ WBK i Cash4You. Jednak obie te sieci mają łącznie mniej niż 1,5 tys. bankomatów w całej Polsce. Sieć Euronetu, z prawie 1,9 tys. bankomatów, jest jedną z największych w kraju.
Bankomatów Cash4You jest najwięcej w mniejszych miejscowościach. Dla osób tam mieszkających może to być nawet poprawa, ale generalnie bezpłatnych bankomatów będzie mniej mówi Jarosław Sadowski z Expandera.

Na pewno już niebawem pogorszy się także sytuacja klientów Raiffeisen Bank.
Dotychczas ze wszystkich bankomatów wypłacali oni pieniądze bezpłatnie. Od 1 czerwca bezpłatne będą tylko bankomaty w oddziałach banku i w sieci Euronetu. Za wypłaty z innych bankomatów trzeba będzie zapłacić 3,99 zł - mówi Jarosław Sadowski.

Zdaniem ekspertów, jest kwestią czasu, gdy kolejne banki wprowadzą lub podwyższą opłaty za wypłatę pieniędzy z bankomatów.

Banki będą musiały podnosić wszelkiego rodzaju opłaty, w tym także te od wypłat pieniędzy z bankomatów, bo spadają ich zyski i nadal trwa kosztowna wojna o depozyty mówi Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego.

Instytucje finansowe nie będą pobierać opłat przy wypłacie pieniędzy z własnej sieci, natomiast będą podnosić opłaty za wypłaty z cudzych bankomatów. Banki bardzo dokładnie przyjrzały się ostatnio wszystkim swoim kosztom. Ewentualny wzrost opłat dla klientów ma związek z opłatami ponoszonymi na rzecz operatorów sieci bankomatów - mówi Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich.

Według niego do tej pory banki dopłacały do tego interesu. W przypadku sieci bankomatów innych banków możliwa jest wymiana.

Być może banki będą się teraz częściej dogadywały między sobą i udostępniały wzajemnie swoim klientom własną sieć bankomatów - twierdzi Jarosław Sadowski.

Takich przykładów jest dużo. Najnowszy dotyczy współpracy banku Millennium i BZ WBK.
Od lipca wszyscy nasi klienci będą mogli za złotówkę wyciągać pieniądze z bankomatów Millennium, choć dzisiaj płacą za to 5 złotych - mówi Piotr Gajdziński z BZ WBK.

W wypadku sieci niebankowych bezpłatna wypłata z bankomatu oznacza dla banku wymierne koszty. Jednak mimo to klienci Alior Banku i Nordei nadal za darmo wypłacają pieniądze z wszystkich bankomatów w Polsce. W kilku innych bankach (np. w BOŚ czy Toyota Bank) bezpłatna jest określona liczba wypłat w danym miesiącu. Natomiast w Volkswagen Bank promocja dotycząca darmowego dostępu do wszystkich bankomatów z logo VISA kończy się w lipcu.

Generalnie wypłata pieniędzy z bankomatu nienależącego do banku, w którym mamy konto, lub niebędącego w sieci, z którą nasz bank ma umowę, kosztuje obecnie 45 zł. I na razie żaden bank i żadna sieć bankomatów nie zapowiada podniesienia tej stawki.

Roman Grzyb
Gazeta Prawna
wp.pl

Banki wprowadzają opłaty za wypłaty pieniędzy z bankomatów innych firm

Banki szukają oszczędności i dlatego wprowadzają opłaty za korzystanie z bankomatów innych firm. Takie podwyżki wprowadził bank Millennium, a w najbliższym czasie zamierza to zrobić Raiffeisen Bank.
Od początku tego miesiąca klienci Millennium muszą płacić za wypłatę pieniędzy z bankomatów Euronetu.

- Opłata za wypłatę gotówki ze wszystkich kont osobistych Euronetu wyniesie 5 zł - czytamy w komunikacie przesłanym przez bank do klientów.
Do tej pory te wypłaty były bezpłatne. Trzeba też płacić za sprawdzenie konta 2 zł. Bank tłumaczy, że jest to spowodowane wzrostem kosztów.
To wynika z wygaśnięcia umowy z siecią Euronet - dodaje Anna Borowiec-Góra z Banku Millennium.

Zapewnia ona, że nie miało to związku z chęcią szukania przez bank oszczędności. Na osłodę klienci mający rachunek Premium otrzymali możliwość bezpłatnej wypłaty pieniędzy z sieci bankomatów BZ WBK i Cash4You. Jednak obie te sieci mają łącznie mniej niż 1,5 tys. bankomatów w całej Polsce. Sieć Euronetu, z prawie 1,9 tys. bankomatów, jest jedną z największych w kraju.
Bankomatów Cash4You jest najwięcej w mniejszych miejscowościach. Dla osób tam mieszkających może to być nawet poprawa, ale generalnie bezpłatnych bankomatów będzie mniej mówi Jarosław Sadowski z Expandera.

Na pewno już niebawem pogorszy się także sytuacja klientów Raiffeisen Bank.
Dotychczas ze wszystkich bankomatów wypłacali oni pieniądze bezpłatnie. Od 1 czerwca bezpłatne będą tylko bankomaty w oddziałach banku i w sieci Euronetu. Za wypłaty z innych bankomatów trzeba będzie zapłacić 3,99 zł - mówi Jarosław Sadowski.

Zdaniem ekspertów, jest kwestią czasu, gdy kolejne banki wprowadzą lub podwyższą opłaty za wypłatę pieniędzy z bankomatów.

Banki będą musiały podnosić wszelkiego rodzaju opłaty, w tym także te od wypłat pieniędzy z bankomatów, bo spadają ich zyski i nadal trwa kosztowna wojna o depozyty mówi Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego.

Instytucje finansowe nie będą pobierać opłat przy wypłacie pieniędzy z własnej sieci, natomiast będą podnosić opłaty za wypłaty z cudzych bankomatów. Banki bardzo dokładnie przyjrzały się ostatnio wszystkim swoim kosztom. Ewentualny wzrost opłat dla klientów ma związek z opłatami ponoszonymi na rzecz operatorów sieci bankomatów - mówi Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich.

Według niego do tej pory banki dopłacały do tego interesu. W przypadku sieci bankomatów innych banków możliwa jest wymiana.

Być może banki będą się teraz częściej dogadywały między sobą i udostępniały wzajemnie swoim klientom własną sieć bankomatów - twierdzi Jarosław Sadowski.

Takich przykładów jest dużo. Najnowszy dotyczy współpracy banku Millennium i BZ WBK.
Od lipca wszyscy nasi klienci będą mogli za złotówkę wyciągać pieniądze z bankomatów Millennium, choć dzisiaj płacą za to 5 złotych - mówi Piotr Gajdziński z BZ WBK.

W wypadku sieci niebankowych bezpłatna wypłata z bankomatu oznacza dla banku wymierne koszty. Jednak mimo to klienci Alior Banku i Nordei nadal za darmo wypłacają pieniądze z wszystkich bankomatów w Polsce. W kilku innych bankach (np. w BOŚ czy Toyota Bank) bezpłatna jest określona liczba wypłat w danym miesiącu. Natomiast w Volkswagen Bank promocja dotycząca darmowego dostępu do wszystkich bankomatów z logo VISA kończy się w lipcu.

Generalnie wypłata pieniędzy z bankomatu nienależącego do banku, w którym mamy konto, lub niebędącego w sieci, z którą nasz bank ma umowę, kosztuje obecnie 45 zł. I na razie żaden bank i żadna sieć bankomatów nie zapowiada podniesienia tej stawki.

Roman Grzyb
Gazeta Prawna
wp.pl

Inflacja nie pozwoli obniżyć stóp

Rosnąca kolejny miesiąc z rzędu inflacja będzie mocnym argumentem dla jastrzębiej frakcji w Radzie Polityki Pieniężnej, więc obniżka stóp procentowych w maju jest praktycznie wykluczona.
Zdaniem analityków, mimo uspokojenia sytuacji na rynku walutowym, Rada nie będzie wystarczająco odważna, by obniżyć stopę referencyjną, która już teraz znajduje się poniżej poziomu wskaźnika CPI (3,75% przy kwietniowej inflacji wynoszącej 4,0% r/r).

- Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za kwietniowy wzrost inflacji były rosnące ceny żywności i paliw. Zwyżka cen żywności miała w głównej mierze charakter sezonowy i, w przeciwieństwie do marca, nie widać wpływu słabszego złotego, który w poprzednim miesiącu doprowadził do wzrostu cen owoców cytrusowych. Słaby złoty widoczny jest natomiast w rosnących cenach w kategorii turystyka, ponieważ powoduje zwiększenie się cen wyjazdów zorganizowanych - powiedział ekonomista Banku Millennium Grzegorz Maliszewski.
Według niego, kolejne miesiące powinny przynieść stopniowy spadek rocznego wskaźnika inflacji i powrotu do celu inflacyjnego w drugiej połowie bieżącego roku.

- Jednak prawdopodobnie następować to będzie w wolniejszym tempie niż pierwotnie szacowaliśmy. Czynnikiem niepewności dla inflacji w kolejnych miesiącach są tegoroczne zbiory, ponieważ obecna susza może przełożyć się na ich nieznaczne pogorszenie - dodał Maliszewski.

Podobne tezy przedstawiają pozostali ekonomiści, dodając kolejne spostrzeżenia oraz eksponując elementy składowe wskaźnika CPI, które były dla nich istotne z punktu widzenia przyszłości. Niemniej patrzą na kolejne miesiące z dużym optymizmem i, po ustabilizowaniu się kursu złotego, zgodnie oczekują spadku wskaźnika CPI.

- Na wyższą od oczekiwań inflację złożyć się mogły głównie dwa czynniki - kwietniowe Święta Wielkanocne, które sprzyjały wzrostowi cen żywności, oraz słabszy złoty, niekorzystnie wpływający na ceny w całym szeregu kategorii. Niemniej kwiecień najprawdopodobniej wyznaczył nowy szczyt inflacji, a począwszy od maja, nastąpią jej stopniowe spadki w kierunku celu inflacyjnego. Według naszej wstępnej prognozy w maju inflacja ukształtować się mogła w okolicach 3,7-3,8% r/r, a powrót w granice celu inflacyjnego (1,5-3,5%r/r) mógłby nastąpić pod koniec wakacji - napisali w komentarzu eksperci z Raiffeisen Bank Polska.

- W kwietniu, zgodnie z oczekiwaniami, odnotowano znaczny wzrost cen żywności, w szczególności owoców, warzyw i mięsa. Wyraźnie wzrosły również ceny transportu, a także turystyki, co związane jest z osłabieniem złotego w pierwszych miesiącach br - dodał ekonomista Banku BGŻ Wojciech Matysiak.

Także w jego opinii inflacja w kwietniu osiągnęła tegoroczny szczyt i w kolejnych miesiącach możliwy jest stopniowy spadek wskaźnika CPI, głównie z uwagi na zatwierdzone przez URE obniżki cen gazu (co może spowodować spadek inflacji nawet o około 0,3 pkt proc.), spodziewane umacnianie złotego oraz gasnący wskutek słabej sytuacji na rynku pracy popyt konsumpcyjny.
Wszyscy eksperci bardzo zgodnie natomiast oceniają przyszłe decyzje RPP - najbliższy możliwy termin poluzowania polityki pieniężnej to czerwiec - po publikacji nowej projekcji inflacji.

- Po dzisiejszej publikacji maksimum tego, na co można liczyć w tym roku ze strony RPP, to jeszcze jedna obniżka stóp w czerwcu i to w zależności od konkluzji płynących z nowej projekcji inflacji, danych, które poznamy 'po drodze', oraz kursu złotego - przewiduje główny ekonomista Banku Pekao SA Marcin Mrowiec.

- Kolejny miesiąc wzrostu inflacji jest istotnym argumentem za wstrzymaniem się z dalszymi obniżkami stóp procentowych przez RPP do czasu publikacji czerwcowej projekcji inflacji, zwłaszcza, że już w tej chwili mamy ujemny poziom realnych stóp procentowych - potwierdza Piotr Piękoś z BPH.

Podobne opinie prezentują eksperci z banków Raiffeisen oraz BZ WBK. Tylko Grzegorz Maliszewski uważa, że RPP może jednak zaskoczyć rynek.

W czwartek Główny Urząd Statystyczny (GUS) poinformował, że inflacja w kwietniu wzrosła 0,7% m/m i wyniosła 4,0% r/r. Dziesięciu uwzględnionych w ankiecie agencji ISB ekonomistów oczekiwało, że wskaźnik cen i usług konsumpcyjnych (CPI) wyniósł średnio 3,8% r/r. Prognozy oscylowały między 3,7% a 3,9%. Resort finansów szacował kwietnia poziom wskaźnika CPI na 3,9%.
Lesław Kretowicz

Inflacja nie pozwoli obniżyć stóp

Rosnąca kolejny miesiąc z rzędu inflacja będzie mocnym argumentem dla jastrzębiej frakcji w Radzie Polityki Pieniężnej, więc obniżka stóp procentowych w maju jest praktycznie wykluczona.
Zdaniem analityków, mimo uspokojenia sytuacji na rynku walutowym, Rada nie będzie wystarczająco odważna, by obniżyć stopę referencyjną, która już teraz znajduje się poniżej poziomu wskaźnika CPI (3,75% przy kwietniowej inflacji wynoszącej 4,0% r/r).

- Głównym czynnikiem odpowiedzialnym za kwietniowy wzrost inflacji były rosnące ceny żywności i paliw. Zwyżka cen żywności miała w głównej mierze charakter sezonowy i, w przeciwieństwie do marca, nie widać wpływu słabszego złotego, który w poprzednim miesiącu doprowadził do wzrostu cen owoców cytrusowych. Słaby złoty widoczny jest natomiast w rosnących cenach w kategorii turystyka, ponieważ powoduje zwiększenie się cen wyjazdów zorganizowanych - powiedział ekonomista Banku Millennium Grzegorz Maliszewski.
Według niego, kolejne miesiące powinny przynieść stopniowy spadek rocznego wskaźnika inflacji i powrotu do celu inflacyjnego w drugiej połowie bieżącego roku.

- Jednak prawdopodobnie następować to będzie w wolniejszym tempie niż pierwotnie szacowaliśmy. Czynnikiem niepewności dla inflacji w kolejnych miesiącach są tegoroczne zbiory, ponieważ obecna susza może przełożyć się na ich nieznaczne pogorszenie - dodał Maliszewski.

Podobne tezy przedstawiają pozostali ekonomiści, dodając kolejne spostrzeżenia oraz eksponując elementy składowe wskaźnika CPI, które były dla nich istotne z punktu widzenia przyszłości. Niemniej patrzą na kolejne miesiące z dużym optymizmem i, po ustabilizowaniu się kursu złotego, zgodnie oczekują spadku wskaźnika CPI.

- Na wyższą od oczekiwań inflację złożyć się mogły głównie dwa czynniki - kwietniowe Święta Wielkanocne, które sprzyjały wzrostowi cen żywności, oraz słabszy złoty, niekorzystnie wpływający na ceny w całym szeregu kategorii. Niemniej kwiecień najprawdopodobniej wyznaczył nowy szczyt inflacji, a począwszy od maja, nastąpią jej stopniowe spadki w kierunku celu inflacyjnego. Według naszej wstępnej prognozy w maju inflacja ukształtować się mogła w okolicach 3,7-3,8% r/r, a powrót w granice celu inflacyjnego (1,5-3,5%r/r) mógłby nastąpić pod koniec wakacji - napisali w komentarzu eksperci z Raiffeisen Bank Polska.

- W kwietniu, zgodnie z oczekiwaniami, odnotowano znaczny wzrost cen żywności, w szczególności owoców, warzyw i mięsa. Wyraźnie wzrosły również ceny transportu, a także turystyki, co związane jest z osłabieniem złotego w pierwszych miesiącach br - dodał ekonomista Banku BGŻ Wojciech Matysiak.

Także w jego opinii inflacja w kwietniu osiągnęła tegoroczny szczyt i w kolejnych miesiącach możliwy jest stopniowy spadek wskaźnika CPI, głównie z uwagi na zatwierdzone przez URE obniżki cen gazu (co może spowodować spadek inflacji nawet o około 0,3 pkt proc.), spodziewane umacnianie złotego oraz gasnący wskutek słabej sytuacji na rynku pracy popyt konsumpcyjny.
Wszyscy eksperci bardzo zgodnie natomiast oceniają przyszłe decyzje RPP - najbliższy możliwy termin poluzowania polityki pieniężnej to czerwiec - po publikacji nowej projekcji inflacji.

- Po dzisiejszej publikacji maksimum tego, na co można liczyć w tym roku ze strony RPP, to jeszcze jedna obniżka stóp w czerwcu i to w zależności od konkluzji płynących z nowej projekcji inflacji, danych, które poznamy 'po drodze', oraz kursu złotego - przewiduje główny ekonomista Banku Pekao SA Marcin Mrowiec.

- Kolejny miesiąc wzrostu inflacji jest istotnym argumentem za wstrzymaniem się z dalszymi obniżkami stóp procentowych przez RPP do czasu publikacji czerwcowej projekcji inflacji, zwłaszcza, że już w tej chwili mamy ujemny poziom realnych stóp procentowych - potwierdza Piotr Piękoś z BPH.

Podobne opinie prezentują eksperci z banków Raiffeisen oraz BZ WBK. Tylko Grzegorz Maliszewski uważa, że RPP może jednak zaskoczyć rynek.

W czwartek Główny Urząd Statystyczny (GUS) poinformował, że inflacja w kwietniu wzrosła 0,7% m/m i wyniosła 4,0% r/r. Dziesięciu uwzględnionych w ankiecie agencji ISB ekonomistów oczekiwało, że wskaźnik cen i usług konsumpcyjnych (CPI) wyniósł średnio 3,8% r/r. Prognozy oscylowały między 3,7% a 3,9%. Resort finansów szacował kwietnia poziom wskaźnika CPI na 3,9%.
Lesław Kretowicz

Rafako zbuduje instalację za 258 mln zł

Rafako podpisało z PGE Zespół Elektrowni Dolna Odra umowę o wartości około 258 mln zł na budowę instalacji odsiarczania spalin dla dwóch bloków w Elektrowni Dolna Odra.

Spółka już wcześniej informowała, że jej oferta została uznana za najkorzystniejszą.

Termin zakończenia realizacji przypada na marzec 2012 roku.

 



  (PAP)
money.pl

Rafako zbuduje instalację za 258 mln zł

Rafako podpisało z PGE Zespół Elektrowni Dolna Odra umowę o wartości około 258 mln zł na budowę instalacji odsiarczania spalin dla dwóch bloków w Elektrowni Dolna Odra.

Spółka już wcześniej informowała, że jej oferta została uznana za najkorzystniejszą.

Termin zakończenia realizacji przypada na marzec 2012 roku.

 



  (PAP)
money.pl

Rząd pomoże spłacać kredyty tym, którzy stracili pracę

Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski zapowiada, że koalicja zrobi wszystko, by ustawa o dopłatach została przez Sejm przyjęta w czerwcu. - Marzy mi się, żeby ta ustawa mogła obowiązywać od 1 lipca 2009 roku - powiedział. Miesięczna dopłata może sięgnąć nawet 1200 zł.

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły prac. Projekt przygotowało ministerstwo pracy i polityki społecznej.

Według jego założeń, wsparcie będą mogły otrzymać osoby, które utraciły pracę po 1 lipca 2008 roku. Nawet jeśli były zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych: umów agencyjnych, umów zleceń czy o dzieło.

Na pomoc będą mogli liczyć też małżonkowie posiadający wspólnotę majątkową, jeżeli pracę utracił współmałżonek niebędący kredytobiorcą.

Zgodnie z oczekiwaniami osoby, które zwrócą się się o dopłaty będą mogły liczyć na  wsparcie w wysokości do 1,2 tys. zł miesięcznie. Pomoc będzie wypłacana jednak maksymalnie przez 12 miesięcy.

Pomoc będzie wypłacana z Funduszu Pracy. Fundusz dostanie na ten cel pieniądze pochodzące z wpływów z prywatyzacji mienia Skarbu Państwa.

Pieniądze będzie spłacał natomiast Bank Gospodarstwa Krajowego. Trafią one na rachunek instytucji, w której kredyt zaciągnięto.

O pomocy zdecyduje starosta

Gdzie można zwracać się o pomoc? Decyzję o przyznaniu wsparcia finansowego na spłatę kredytu mieszkaniowego ma przyznawać starosta, a wniosek należy składać do urzędu pracy, w którym dana osoba jest zarejestrowana.

Zgodnie z projektem, zwrot udzielonego wsparcie będzie rozpoczynał się po upływie 2 lat od zaprzestania płatności rat pomocy. - Zwrot ten ma być nieoprocentowany i rozłożony równomiernie w ciągu 8 lat po upływie karencji - informuje CIR.

Od tej reguły będą jednak wyjątki. Starosta będzie mógł bowiem odroczyć termin płatności, rozłożyć na raty, umorzyć w całości lub w części spłatę zobowiązania, np. w przypadkach utrzymującej się trudnej sytuacji materialnej.

Pośpiech potrzebny

Parlament powinien jak najszybciej uchwalić ustawę, bo w kraju od kilku lat lawinowo rosło zadłużenie Polaków z tytułu kredytu hipotecznego. Jeśli połączyć to ze zwiększającym się bezrobociem, które w kwietniu sięgnęło 11 proc., może się okazać, że chętnych na pomoc jest wielu.

Wzrost zadłużenia Polaków z tytułu kredytu hipotecznego w mln złotych
Lata złotowe walutowe ogółem
2005 15 569,8 20 273,4 35 807,2
2006 28 123,3 49 258,3 77 705,6
2007 52 391,4 64 449,1 116 840,5
2008 59 097,8 134 970,2 194 068

źródło: NBP


(MM), (MC), ISB

Rząd pomoże spłacać kredyty tym, którzy stracili pracę

Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski zapowiada, że koalicja zrobi wszystko, by ustawa o dopłatach została przez Sejm przyjęta w czerwcu. - Marzy mi się, żeby ta ustawa mogła obowiązywać od 1 lipca 2009 roku - powiedział. Miesięczna dopłata może sięgnąć nawet 1200 zł.

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły prac. Projekt przygotowało ministerstwo pracy i polityki społecznej.

Według jego założeń, wsparcie będą mogły otrzymać osoby, które utraciły pracę po 1 lipca 2008 roku. Nawet jeśli były zatrudnione na podstawie umów cywilno-prawnych: umów agencyjnych, umów zleceń czy o dzieło.

Na pomoc będą mogli liczyć też małżonkowie posiadający wspólnotę majątkową, jeżeli pracę utracił współmałżonek niebędący kredytobiorcą.

Zgodnie z oczekiwaniami osoby, które zwrócą się się o dopłaty będą mogły liczyć na  wsparcie w wysokości do 1,2 tys. zł miesięcznie. Pomoc będzie wypłacana jednak maksymalnie przez 12 miesięcy.

Pomoc będzie wypłacana z Funduszu Pracy. Fundusz dostanie na ten cel pieniądze pochodzące z wpływów z prywatyzacji mienia Skarbu Państwa.

Pieniądze będzie spłacał natomiast Bank Gospodarstwa Krajowego. Trafią one na rachunek instytucji, w której kredyt zaciągnięto.

O pomocy zdecyduje starosta

Gdzie można zwracać się o pomoc? Decyzję o przyznaniu wsparcia finansowego na spłatę kredytu mieszkaniowego ma przyznawać starosta, a wniosek należy składać do urzędu pracy, w którym dana osoba jest zarejestrowana.

Zgodnie z projektem, zwrot udzielonego wsparcie będzie rozpoczynał się po upływie 2 lat od zaprzestania płatności rat pomocy. - Zwrot ten ma być nieoprocentowany i rozłożony równomiernie w ciągu 8 lat po upływie karencji - informuje CIR.

Od tej reguły będą jednak wyjątki. Starosta będzie mógł bowiem odroczyć termin płatności, rozłożyć na raty, umorzyć w całości lub w części spłatę zobowiązania, np. w przypadkach utrzymującej się trudnej sytuacji materialnej.

Pośpiech potrzebny

Parlament powinien jak najszybciej uchwalić ustawę, bo w kraju od kilku lat lawinowo rosło zadłużenie Polaków z tytułu kredytu hipotecznego. Jeśli połączyć to ze zwiększającym się bezrobociem, które w kwietniu sięgnęło 11 proc., może się okazać, że chętnych na pomoc jest wielu.

Wzrost zadłużenia Polaków z tytułu kredytu hipotecznego w mln złotych
Lata złotowe walutowe ogółem
2005 15 569,8 20 273,4 35 807,2
2006 28 123,3 49 258,3 77 705,6
2007 52 391,4 64 449,1 116 840,5
2008 59 097,8 134 970,2 194 068

źródło: NBP


(MM), (MC), ISB

Nieruchomości Skarbu Państwa wciąż poza ewidencją

Samorządowcy biją na alarm. Wykonanie obowiązującej od dwóch lat ustawy o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa i samorządów stanęło pod znakiem zapytania. Opóźnienia w inwentaryzowaniu gruntów są gigantyczne.

Przykładowo w województwie śląskim ostateczny wykaz sporządziło 70 proc. powiatów. - Z zebranych informacji wynika, że wykazy, o których mowa w ustawie, obejmują około 459 tys. działek (na około 3,2 mln działek w województwie śląskim), z czego około 236 tys. działek stanowi własność Skarbu Państwa, a 125 tys. wymaga przeprowadzenia postępowania w celu ujawnienia prawa własności Skarbu Państwa - mówi Mirosław Puzia, śląski wojewódzki inspektor nadzoru geodezyjnego i kartograficznego. Dodaje, że z dotychczas nadesłanych sprawozdań wynika, iż w odniesieniu do nieruchomości Skarbu Państwa do wydziałów ksiąg wieczystych złożono około 5100 wniosków o ujawnienie prawa własności Skarbu Państwa, obejmujących łącznie 13,6 tys. działek o powierzchni ok. 4195 ha.

Z kolei w świętokrzyskim w stosunku do nieruchomości stanowiących własność Skarbu Państwa liczba działek objętych działaniem ustawy wynosi 97 877, w tym 23 258 działek wymaga regulacji stanu prawnego. Do tej pory złożono 576 wniosków do sądów wieczysto-księgowych, które objęły 3110 działek.

- Starostowie nie mają środków na stworzenie wykazów nieruchomości - tłumaczy Ludwik Węgrzyn, ekspert Związku Powiatów Polskich. - Do dzisiaj resorty finansów i spraw wewnętrznych nie ustaliły, kto ma uruchomić rezerwę budżetową na opracowanie przez starostów wykazów nieruchomości. Nadal brak jest też decyzji dotyczącej sposobu podziału tej rezerwy.

Łukasz Sobiech

interia.pl

Nieruchomości Skarbu Państwa wciąż poza ewidencją

Samorządowcy biją na alarm. Wykonanie obowiązującej od dwóch lat ustawy o ujawnieniu w księgach wieczystych prawa własności nieruchomości Skarbu Państwa i samorządów stanęło pod znakiem zapytania. Opóźnienia w inwentaryzowaniu gruntów są gigantyczne.

Przykładowo w województwie śląskim ostateczny wykaz sporządziło 70 proc. powiatów. - Z zebranych informacji wynika, że wykazy, o których mowa w ustawie, obejmują około 459 tys. działek (na około 3,2 mln działek w województwie śląskim), z czego około 236 tys. działek stanowi własność Skarbu Państwa, a 125 tys. wymaga przeprowadzenia postępowania w celu ujawnienia prawa własności Skarbu Państwa - mówi Mirosław Puzia, śląski wojewódzki inspektor nadzoru geodezyjnego i kartograficznego. Dodaje, że z dotychczas nadesłanych sprawozdań wynika, iż w odniesieniu do nieruchomości Skarbu Państwa do wydziałów ksiąg wieczystych złożono około 5100 wniosków o ujawnienie prawa własności Skarbu Państwa, obejmujących łącznie 13,6 tys. działek o powierzchni ok. 4195 ha.

Z kolei w świętokrzyskim w stosunku do nieruchomości stanowiących własność Skarbu Państwa liczba działek objętych działaniem ustawy wynosi 97 877, w tym 23 258 działek wymaga regulacji stanu prawnego. Do tej pory złożono 576 wniosków do sądów wieczysto-księgowych, które objęły 3110 działek.

- Starostowie nie mają środków na stworzenie wykazów nieruchomości - tłumaczy Ludwik Węgrzyn, ekspert Związku Powiatów Polskich. - Do dzisiaj resorty finansów i spraw wewnętrznych nie ustaliły, kto ma uruchomić rezerwę budżetową na opracowanie przez starostów wykazów nieruchomości. Nadal brak jest też decyzji dotyczącej sposobu podziału tej rezerwy.

Łukasz Sobiech

interia.pl

TK: Gmina musi płacić

Przepisy nakładające na gminę obowiązek wypłaty odszkodowań za grunty zajęte pod budowę gminnych dróg są zgodne z konstytucją, orzekł we wtorek Trybunał Konstytucyjny (TK).

Trybunał rozpoznawał skargę Rady Miasta Legionowo, zdaniem której, ustawa z 13 października 1998 r. ("Przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną"), narusza konstytucję.

Jak argumentowała Rada Legionowa, ustawa łamie konstytucyjną gwarancję mówiącą, że dochody jednostek samorządu terytorialnego będą dostosowane do zakresu nałożonych na nie zadań. Narzuca bowiem na gminy obowiązek wypłaty odszkodowań za grunty zajęte pod drogi gminne, nie uznając tego jednocześnie za dodatkowe zadanie gminy. Efektem tego jest brak dodatkowych pieniędzy na wypłatę odszkodowań za zajęcie gruntów pod budowę dróg.

Według autorów skargi, koszty odszkodowań zawsze powinien ponosić Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego, ale przy zapewnieniu im źródeł sfinansowania tego zadania.

Rada Miasta Legionowo zakwestionowała także przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 21 września 2004 r. w sprawie wyceny nieruchomości zajmowanych pod budowę dróg. "Zostały one wydane bez upoważnienia ustawowego, co narusza przepisy konstytucji, a do tego są wadliwe" - dowodziła Rada Legionowa.

Wadliwość przepisów ma, zdaniem skarżących, polegać na tym, że nakazują one odnosić się do cen rynkowych gruntów przyległych do tych, które są przejmowane pod gminne drogi. "Może to powodować znaczne zawyżenie realnej wartości gruntów przejmowanych pod budowę dróg" - podkreślono w skardze.

TK uznał jednak, że zaskarżone przez Radę Legionowa przepisy rozporządzenia w sprawie wyceny gruntów nie są sprzeczne z konstytucją.

Jak wyjaśnił sędzia sprawozdawca Zbigniew Cieślak, w ustawie o gospodarce nieruchomościami jest upoważnienie dla Rady Ministrów do wydania przepisów wskazujących do czego wyceniający grunt powinien się odnieść. W tym wypadku są to grunty sąsiednie do przejmowanych przez gminę na gminną drogę.

W sprawie zgodności z konstytucją przepisów ustawy "Przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną", TK umorzył postępowanie uznając, że wydanie wyroku nie jest potrzebne.

"Wyrok w identycznej sprawie został już wydany 28 lutego 2008 r. Trybunał wskazał w nim, że wypłata odszkodowania przez gminę nie jest dla niej nowym zadaniem. Zajmując grunt pod drogę gmina zyskuje nowy majątek a to zobowiązuje, np. do wypłaty odszkodowania" - uzasadnił stanowisko TK sędzia Cieślak.

Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski powiedział PAP po rozprawie, iż "jest bardzo prawdopodobne, że sprawa odszkodowań trafi jeszcze do Trybunału ze względu na różnicę w wysokości uzyskiwanych odszkodowań, które mogą być dla jednych nawet 5 razy wyższe niż dla innych, ze względu na różnicę wartości gruntów sąsiadujących z gruntem przejmowanym na drogę".

Radca prawny gminy Legionowo Paweł Brzozowski powiedział, że "także niektórzy sędziowie Trybunału mieli wątpliwości co do racjonalności zaskarżonych przepisów".

"Przegrana przed TK oznacza dla nas ogromne trudności finansowe. Musimy bowiem znaleźć ok. 116 mln zł na odszkodowania, podczas gdy budżet gminy to 140 mln zł. Będziemy musieli wziąć ok. 40 mln zł kredytu i być może sprzedać jakieś gminne nieruchomości" - powiedział Smogorzewski.

źródło informacji: PAP

interia.pl

TK: Gmina musi płacić

Przepisy nakładające na gminę obowiązek wypłaty odszkodowań za grunty zajęte pod budowę gminnych dróg są zgodne z konstytucją, orzekł we wtorek Trybunał Konstytucyjny (TK).

Trybunał rozpoznawał skargę Rady Miasta Legionowo, zdaniem której, ustawa z 13 października 1998 r. ("Przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną"), narusza konstytucję.

Jak argumentowała Rada Legionowa, ustawa łamie konstytucyjną gwarancję mówiącą, że dochody jednostek samorządu terytorialnego będą dostosowane do zakresu nałożonych na nie zadań. Narzuca bowiem na gminy obowiązek wypłaty odszkodowań za grunty zajęte pod drogi gminne, nie uznając tego jednocześnie za dodatkowe zadanie gminy. Efektem tego jest brak dodatkowych pieniędzy na wypłatę odszkodowań za zajęcie gruntów pod budowę dróg.

Według autorów skargi, koszty odszkodowań zawsze powinien ponosić Skarb Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego, ale przy zapewnieniu im źródeł sfinansowania tego zadania.

Rada Miasta Legionowo zakwestionowała także przepisy rozporządzenia Rady Ministrów z 21 września 2004 r. w sprawie wyceny nieruchomości zajmowanych pod budowę dróg. "Zostały one wydane bez upoważnienia ustawowego, co narusza przepisy konstytucji, a do tego są wadliwe" - dowodziła Rada Legionowa.

Wadliwość przepisów ma, zdaniem skarżących, polegać na tym, że nakazują one odnosić się do cen rynkowych gruntów przyległych do tych, które są przejmowane pod gminne drogi. "Może to powodować znaczne zawyżenie realnej wartości gruntów przejmowanych pod budowę dróg" - podkreślono w skardze.

TK uznał jednak, że zaskarżone przez Radę Legionowa przepisy rozporządzenia w sprawie wyceny gruntów nie są sprzeczne z konstytucją.

Jak wyjaśnił sędzia sprawozdawca Zbigniew Cieślak, w ustawie o gospodarce nieruchomościami jest upoważnienie dla Rady Ministrów do wydania przepisów wskazujących do czego wyceniający grunt powinien się odnieść. W tym wypadku są to grunty sąsiednie do przejmowanych przez gminę na gminną drogę.

W sprawie zgodności z konstytucją przepisów ustawy "Przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną", TK umorzył postępowanie uznając, że wydanie wyroku nie jest potrzebne.

"Wyrok w identycznej sprawie został już wydany 28 lutego 2008 r. Trybunał wskazał w nim, że wypłata odszkodowania przez gminę nie jest dla niej nowym zadaniem. Zajmując grunt pod drogę gmina zyskuje nowy majątek a to zobowiązuje, np. do wypłaty odszkodowania" - uzasadnił stanowisko TK sędzia Cieślak.

Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski powiedział PAP po rozprawie, iż "jest bardzo prawdopodobne, że sprawa odszkodowań trafi jeszcze do Trybunału ze względu na różnicę w wysokości uzyskiwanych odszkodowań, które mogą być dla jednych nawet 5 razy wyższe niż dla innych, ze względu na różnicę wartości gruntów sąsiadujących z gruntem przejmowanym na drogę".

Radca prawny gminy Legionowo Paweł Brzozowski powiedział, że "także niektórzy sędziowie Trybunału mieli wątpliwości co do racjonalności zaskarżonych przepisów".

"Przegrana przed TK oznacza dla nas ogromne trudności finansowe. Musimy bowiem znaleźć ok. 116 mln zł na odszkodowania, podczas gdy budżet gminy to 140 mln zł. Będziemy musieli wziąć ok. 40 mln zł kredytu i być może sprzedać jakieś gminne nieruchomości" - powiedział Smogorzewski.

źródło informacji: PAP

interia.pl

Więcej ryczałtu z najmu

Ministerstwo Finansów opublikowało informację dotyczącą rozliczenia ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych za 2008 rok. Wynika z niej, że w ubiegłym roku ponad 40 tys. więcej osób wybrało tę formę rozliczeń. W sumie było 713 583 podatników ryczałtu.

Liczba opłacających ryczałt z działalności gospodarczej wzrosła o niecałe 8 tys. Natomiast liczba podatników, którzy opłacali ryczałt z najmu, wzrosła o ponad 32 tys. w porównaniu z 2007 rokiem.

Te dane mogą dziwić, zwłaszcza jeśli chodzi o działalność gospodarczą. Od kilku lat w ryczałcie występowała stała tendencja: podatników płacących ryczałt od najmu przybywało, a z działalności ubywało.

W 2008 roku było inaczej - w obu przypadkach wzrosła liczba podatników. To ciekawe zestawienie, gdyż od 1 stycznia 2008 r. zmniejszył się limit dla ryczałtu z działalności gospodarczej z 250 tys. do 150 tys. euro, po przekroczeniu którego traci się prawo do korzystania z tej formy opodatkowania. Gdy tę zmianę wprowadzano, eksperci prognozowali, że liczba podatników ryczałtu znacznie spadnie. Tymczasem jest odwrotnie. Powodem takiej sytuacji może być spowolnienie gospodarcze, a tym samym mniejsze przychody małych przedsiębiorstw.

Ewa Matyszewska

interia.pl

Więcej ryczałtu z najmu

Ministerstwo Finansów opublikowało informację dotyczącą rozliczenia ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych za 2008 rok. Wynika z niej, że w ubiegłym roku ponad 40 tys. więcej osób wybrało tę formę rozliczeń. W sumie było 713 583 podatników ryczałtu.

Liczba opłacających ryczałt z działalności gospodarczej wzrosła o niecałe 8 tys. Natomiast liczba podatników, którzy opłacali ryczałt z najmu, wzrosła o ponad 32 tys. w porównaniu z 2007 rokiem.

Te dane mogą dziwić, zwłaszcza jeśli chodzi o działalność gospodarczą. Od kilku lat w ryczałcie występowała stała tendencja: podatników płacących ryczałt od najmu przybywało, a z działalności ubywało.

W 2008 roku było inaczej - w obu przypadkach wzrosła liczba podatników. To ciekawe zestawienie, gdyż od 1 stycznia 2008 r. zmniejszył się limit dla ryczałtu z działalności gospodarczej z 250 tys. do 150 tys. euro, po przekroczeniu którego traci się prawo do korzystania z tej formy opodatkowania. Gdy tę zmianę wprowadzano, eksperci prognozowali, że liczba podatników ryczałtu znacznie spadnie. Tymczasem jest odwrotnie. Powodem takiej sytuacji może być spowolnienie gospodarcze, a tym samym mniejsze przychody małych przedsiębiorstw.

Ewa Matyszewska

interia.pl

1200 zł dopłaty do kredytu

Osoby, które straciły pracę, będą mogły do końca 2010 roku złożyć wniosek do starosty o pomoc w spłacie kredytu mieszkaniowego.
Na wczorajszym posiedzeniu Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły pracę. Niewykluczone, że jeszcze w tym tygodniu zostanie on skierowany do Sejmu.

Projekt zakłada wsparcie z Funduszu Pracy dla osób, które spłacają kredyty mieszkaniowe i straciły pracę po 1 lipca 2008 r. Z pomocy będzie mogła skorzystać także rodzina, jeśli między współmałżonkami istnieje wspólność majątkowa i jeżeli jeden z małżonków nie ma pracy.
Zainteresowani będą mogli otrzymać co miesiąc przez rok maksymalnie 1200 zł. Po dwóch latach po zakończeniu wypłacania tego wsparcia będą musieli oddać pieniądze w równych ratach w ciągu ośmiu lat. Zwracane przez nich kwoty nie będą oprocentowane.

Z pomocy finansowej będą mogli skorzystać pracownicy zwolnieni przez pracodawcę, osoby, z którymi firmy rozwiązały umowy cywilnoprawne, oraz ci, którzy zlikwidowali działalność gospodarczą i nie zatrudniali pracowników. Wsparcia nie otrzymają osoby, które same zwolniły się z pracy, i te, z którymi pracodawca rozwiązał umowę bez wypowiedzenia z ich winy. Projekt przewiduje, że o pomoc nie będzie też mogła ubiegać się osoba, która ma inne mieszkanie lub dom jednorodzinny, posiada do innego lokalu jedno z praw spółdzielczych lub jest najemcą innego lokalu lub domu.

O pomoc mogą ubiegać się osoby, które po utracie pracy zarejestrują się w urzędzie pracy jako bezrobotni. Muszą też pobierać zasiłek, a w dniu składania wniosku o wsparcie finansowe do starosty za pośrednictwem urzędu pracy są nadal zarejestrowane jako bezrobotni. Wniosek o pomoc trzeba złożyć do końca 2010 roku.

Paweł Jakubczak
interia.pl

1200 zł dopłaty do kredytu

Osoby, które straciły pracę, będą mogły do końca 2010 roku złożyć wniosek do starosty o pomoc w spłacie kredytu mieszkaniowego.
Na wczorajszym posiedzeniu Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły pracę. Niewykluczone, że jeszcze w tym tygodniu zostanie on skierowany do Sejmu.

Projekt zakłada wsparcie z Funduszu Pracy dla osób, które spłacają kredyty mieszkaniowe i straciły pracę po 1 lipca 2008 r. Z pomocy będzie mogła skorzystać także rodzina, jeśli między współmałżonkami istnieje wspólność majątkowa i jeżeli jeden z małżonków nie ma pracy.
Zainteresowani będą mogli otrzymać co miesiąc przez rok maksymalnie 1200 zł. Po dwóch latach po zakończeniu wypłacania tego wsparcia będą musieli oddać pieniądze w równych ratach w ciągu ośmiu lat. Zwracane przez nich kwoty nie będą oprocentowane.

Z pomocy finansowej będą mogli skorzystać pracownicy zwolnieni przez pracodawcę, osoby, z którymi firmy rozwiązały umowy cywilnoprawne, oraz ci, którzy zlikwidowali działalność gospodarczą i nie zatrudniali pracowników. Wsparcia nie otrzymają osoby, które same zwolniły się z pracy, i te, z którymi pracodawca rozwiązał umowę bez wypowiedzenia z ich winy. Projekt przewiduje, że o pomoc nie będzie też mogła ubiegać się osoba, która ma inne mieszkanie lub dom jednorodzinny, posiada do innego lokalu jedno z praw spółdzielczych lub jest najemcą innego lokalu lub domu.

O pomoc mogą ubiegać się osoby, które po utracie pracy zarejestrują się w urzędzie pracy jako bezrobotni. Muszą też pobierać zasiłek, a w dniu składania wniosku o wsparcie finansowe do starosty za pośrednictwem urzędu pracy są nadal zarejestrowane jako bezrobotni. Wniosek o pomoc trzeba złożyć do końca 2010 roku.

Paweł Jakubczak
interia.pl

Najgorsze jeszcze przed Słowacją

Najgorsze jeszcze przed Słowacją
Kryzys potężnie uderzył w Słowację. Stopa bezrobocia w kwietniu br. wyniosła tam 10,92 proc. (zwyżka rok do roku 3,54 proc., miesiąc do miesiąca 0,59 proc.). Jest najwyższa od trzech lat. Ludzi bez zatrudnienia jest tyle (325 tys.) ile było przed wyborami, które wyniosły Roberta Fico na fotel premiera.

Rząd i opozycja przerzucają się argumentami kto zawinił tej sytuacji. Ci, którzy są przy władzy radują się, iż ostatnio nie było zwolnień grupowych. Opozycja ostrzega, że rok do roku przybyło 102 tys. bezrobotnych (miesiąc do miesiąca 13 tys.) i na rynek pracy wejdzie jesienią 30 tys. absolwentów. W związku z tym przybędzie ok. 18 tys. nowych bezrobotnych. Analitycy rynku pracy twierdzą - najgorsze przed Słowacją. Na koniec tego roku bezrobotnych będzie 390 tys., na początku 2010 r. aż 410 tys. ludzi. Poprawa sytuacji gospodarczej kraju naszych południowych sąsiadów nastąpić ma dopiero w drugiej połowie przyszłego roku.

Być może do tej pory zmieni się kodeks pracy. Państwo ma płacić każdej firmie 830 euro za każdego przyjętego do pracy z gwarancją, że nie zostanie zwolniony przez 12 miesięcy. Jeszcze w 2002 r. na Słowacji stopa bezrobocia wynosiła 18,07 proc. Systematycznie spadała do najniższego poziomu w ub. roku (7,38 proc.). Teraz najwięcej ludzi bez pracy jest w okręgu Rimavska Sobota (31,45 proc.), najmniej w Bratysławie (2,51 proc.).

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL


Najgorsze jeszcze przed Słowacją

Najgorsze jeszcze przed Słowacją
Kryzys potężnie uderzył w Słowację. Stopa bezrobocia w kwietniu br. wyniosła tam 10,92 proc. (zwyżka rok do roku 3,54 proc., miesiąc do miesiąca 0,59 proc.). Jest najwyższa od trzech lat. Ludzi bez zatrudnienia jest tyle (325 tys.) ile było przed wyborami, które wyniosły Roberta Fico na fotel premiera.

Rząd i opozycja przerzucają się argumentami kto zawinił tej sytuacji. Ci, którzy są przy władzy radują się, iż ostatnio nie było zwolnień grupowych. Opozycja ostrzega, że rok do roku przybyło 102 tys. bezrobotnych (miesiąc do miesiąca 13 tys.) i na rynek pracy wejdzie jesienią 30 tys. absolwentów. W związku z tym przybędzie ok. 18 tys. nowych bezrobotnych. Analitycy rynku pracy twierdzą - najgorsze przed Słowacją. Na koniec tego roku bezrobotnych będzie 390 tys., na początku 2010 r. aż 410 tys. ludzi. Poprawa sytuacji gospodarczej kraju naszych południowych sąsiadów nastąpić ma dopiero w drugiej połowie przyszłego roku.

Być może do tej pory zmieni się kodeks pracy. Państwo ma płacić każdej firmie 830 euro za każdego przyjętego do pracy z gwarancją, że nie zostanie zwolniony przez 12 miesięcy. Jeszcze w 2002 r. na Słowacji stopa bezrobocia wynosiła 18,07 proc. Systematycznie spadała do najniższego poziomu w ub. roku (7,38 proc.). Teraz najwięcej ludzi bez pracy jest w okręgu Rimavska Sobota (31,45 proc.), najmniej w Bratysławie (2,51 proc.).

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL


Dzienna kapitalizacja odsetek sposobem na podatek Belki

Kilka banków oferuje lokaty, które umożliwiają uniknięcie płacenia podatku Belki. Podatek nie musi być płacony, jeśli należna kwota jest mniejsza niż 49 groszy.
Banki znalazły sposób na uniknięcie podatku Belki. Bazuje on na znanym także z formularza PIT mechanizmie, że należne kwoty zaokrągla się w górę lub w dół. Jeśli więc należne właścicielowi lokaty odsetki są mniejsze niż 2,5 zł, to podatek liczony jest od 2 zł i wówczas jest on mniejszy niż 50 gr. Dzięki temu fiskus nie może pobrać podatku.

Najlepsze efekty dają lokaty o dziennej kapitalizacji odsetek, bo można na nich odłożyć duże sumy. Mają one wyższe oprocentowanie niż zwykłe lokaty. Jednak trzeba pilnować, aby suma na koncie nie przekroczyła określonego limitu.

– To, czy zapłacimy podatek dochodowy od zysków kapitałowych, zależy od kwoty złożonej na rachunku, oprocentowania i od tego, jak często dokonywana jest kapitalizacja odsetek – twierdzi Mateusz Ostrowski z Open Finance.

– Przepisy Ordynacji podatkowej regulują kwestie zaokrągleń podstawy opodatkowania. Na gruncie prawa podatkowego nie uregulowano odrębnych zasad opodatkowania odsetek uzyskanych z takich lokat – mówi Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Finansów.

Sposób na uniknięcie podatku wykorzystują Eurobank, Alior i Toyota Bank. W Toyota Bank jest konto młodzieżowe Clik. Aby nie zapłacić podatku, nie można zgromadzić na nim więcej niż 18 213 złotych. Oprocentowanie tego konta jest wysokie, bo taki sam zysk dałaby zwykła opodatkowana lokata, dająca 6,17 proc. zysku.

– Wykorzystujemy ten mechanizm umożliwiający uniknięcie podatku od odsetek bankowych, ale jest to u nas produkt niszowy. Warunkiem otwarcia takiego konta jest korzystanie przez pełnomocnika (rodzica) z jakiejś innej usługi w naszym banku – mówi Krzysztof Surowiec z Toyota Bank.

Jeszcze wyższe odsetki daje konto oszczędnościowe w Eurobanku (porównywalne ze zwykłą lokatą dającą 6,47 proc.).

– Zainteresowanie rachunkiem z kapitalizacją dzienną wzrosło ponad pięciokrotnie od dnia wprowadzenia go do naszej oferty – mówi Marcin Chabier z Eurobanku.

W tym wypadku maksymalna kwota, jaką można utrzymać na koncie, bez konieczności płacenia podatku to 15 027 zł. Jeśli dysponujemy większą gotówką, to można założyć kilka lokat. Teoretycznie najwięcej pieniędzy na koncie antypodatkowym z dzienną kapitalizacją można zgromadzić w Alior Banku. Niestety jedynie połowa kwoty zgromadzonej na rachunku jest oprocentowana. W praktyce więc nie zapłacimy podatku Belki, ale należne nam odsetki nie będą wysokie (4 proc. dla całej kwoty).

Ten sam mechanizm związany z zaokrąglaniem odsetek wykorzystują też 10-dniowe i 7-dniowe lokaty oferowane przez Bank Pocztowy i Open Finance. Kwoty takich lokat są jednak bardzo małe. W Open Finance to jedynie 1297 złotych, a w Banku Pocztowym niewiele ponad 2 tys. zł.
Zasady lokat antypodatkowych

Jak działają lokaty antypodatkowe z dzienną kapitalizacją odsetek

- Od odsetek z każdej lokaty należy zapłacić 19 proc. podatku. Jednak przepisy mówią, że jeśli kwota naliczonego podatku wynosi do 49 groszy, to nie jest on płacony

- Aby zapłacić taki podatek, kwota odsetek nie może przekroczyć 2,49 zł

- Odsetki w wysokości 2,49 zł w różnych bankach uzyskuje się od różnych kwot, w zależności od wysokości oprocentowania i częstotliwości kapitalizacji odsetek

- Jeśli kwota lokaty jest większa, to trzeba zapłacić podatek. Często jest on nawet większy niż 19 proc., gdyż zaokrągla się go w górę (jeśli rzeczywista wartość podatku to 51 gr, płaci się 1 zł)


Roman Grzyb
onet.pl

Dzienna kapitalizacja odsetek sposobem na podatek Belki

Kilka banków oferuje lokaty, które umożliwiają uniknięcie płacenia podatku Belki. Podatek nie musi być płacony, jeśli należna kwota jest mniejsza niż 49 groszy.
Banki znalazły sposób na uniknięcie podatku Belki. Bazuje on na znanym także z formularza PIT mechanizmie, że należne kwoty zaokrągla się w górę lub w dół. Jeśli więc należne właścicielowi lokaty odsetki są mniejsze niż 2,5 zł, to podatek liczony jest od 2 zł i wówczas jest on mniejszy niż 50 gr. Dzięki temu fiskus nie może pobrać podatku.

Najlepsze efekty dają lokaty o dziennej kapitalizacji odsetek, bo można na nich odłożyć duże sumy. Mają one wyższe oprocentowanie niż zwykłe lokaty. Jednak trzeba pilnować, aby suma na koncie nie przekroczyła określonego limitu.

– To, czy zapłacimy podatek dochodowy od zysków kapitałowych, zależy od kwoty złożonej na rachunku, oprocentowania i od tego, jak często dokonywana jest kapitalizacja odsetek – twierdzi Mateusz Ostrowski z Open Finance.

– Przepisy Ordynacji podatkowej regulują kwestie zaokrągleń podstawy opodatkowania. Na gruncie prawa podatkowego nie uregulowano odrębnych zasad opodatkowania odsetek uzyskanych z takich lokat – mówi Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Finansów.

Sposób na uniknięcie podatku wykorzystują Eurobank, Alior i Toyota Bank. W Toyota Bank jest konto młodzieżowe Clik. Aby nie zapłacić podatku, nie można zgromadzić na nim więcej niż 18 213 złotych. Oprocentowanie tego konta jest wysokie, bo taki sam zysk dałaby zwykła opodatkowana lokata, dająca 6,17 proc. zysku.

– Wykorzystujemy ten mechanizm umożliwiający uniknięcie podatku od odsetek bankowych, ale jest to u nas produkt niszowy. Warunkiem otwarcia takiego konta jest korzystanie przez pełnomocnika (rodzica) z jakiejś innej usługi w naszym banku – mówi Krzysztof Surowiec z Toyota Bank.

Jeszcze wyższe odsetki daje konto oszczędnościowe w Eurobanku (porównywalne ze zwykłą lokatą dającą 6,47 proc.).

– Zainteresowanie rachunkiem z kapitalizacją dzienną wzrosło ponad pięciokrotnie od dnia wprowadzenia go do naszej oferty – mówi Marcin Chabier z Eurobanku.

W tym wypadku maksymalna kwota, jaką można utrzymać na koncie, bez konieczności płacenia podatku to 15 027 zł. Jeśli dysponujemy większą gotówką, to można założyć kilka lokat. Teoretycznie najwięcej pieniędzy na koncie antypodatkowym z dzienną kapitalizacją można zgromadzić w Alior Banku. Niestety jedynie połowa kwoty zgromadzonej na rachunku jest oprocentowana. W praktyce więc nie zapłacimy podatku Belki, ale należne nam odsetki nie będą wysokie (4 proc. dla całej kwoty).

Ten sam mechanizm związany z zaokrąglaniem odsetek wykorzystują też 10-dniowe i 7-dniowe lokaty oferowane przez Bank Pocztowy i Open Finance. Kwoty takich lokat są jednak bardzo małe. W Open Finance to jedynie 1297 złotych, a w Banku Pocztowym niewiele ponad 2 tys. zł.
Zasady lokat antypodatkowych

Jak działają lokaty antypodatkowe z dzienną kapitalizacją odsetek

- Od odsetek z każdej lokaty należy zapłacić 19 proc. podatku. Jednak przepisy mówią, że jeśli kwota naliczonego podatku wynosi do 49 groszy, to nie jest on płacony

- Aby zapłacić taki podatek, kwota odsetek nie może przekroczyć 2,49 zł

- Odsetki w wysokości 2,49 zł w różnych bankach uzyskuje się od różnych kwot, w zależności od wysokości oprocentowania i częstotliwości kapitalizacji odsetek

- Jeśli kwota lokaty jest większa, to trzeba zapłacić podatek. Często jest on nawet większy niż 19 proc., gdyż zaokrągla się go w górę (jeśli rzeczywista wartość podatku to 51 gr, płaci się 1 zł)


Roman Grzyb
onet.pl

PROGNOZY:Gdzie lokować pieniądze?

W opinii dr. Marka Mobiusa, prezesa Templeton Asset Management, Polska, jako jeden z nielicznych krajów w regionie, może odnotować w 2009 roku dodatni poziom wzrostu PKB. Natomiast Rosja, biorąc pod uwagę ogromną powierzchnię, dużą liczbę ludności i bogactwo złóż naturalnych, może w dłuższej perspektywie stać się jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek świata.

Jak ocenia Pan sytuację gospodarczą na świecie?

Obecna sytuacja wygląda tak, że osoby indywidualne, firmy i poszczególne kraje mają wielką szansę przezwyciężyć kryzys światowy przy wsparciu ze strony rządów i banków centralnych. Uważamy, że rynki wschodzące będą odgrywać coraz większą rolę na światowej arenie gospodarczej. Prym będą wiodły kraje takie jak Chiny i Indie, dzięki ich relatywnie lepszej sytuacji makroekonomicznej i finansowej.

Które regiony uważa Pan za szczególnie atrakcyjne pod względem inwestycyjnym?

Na każdym rynku można znaleźć co najmniej kilka dobrych okazji, dlatego wszystkie rynki wschodzące wyglądają obiecująco, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę niedawne korekty. Oczekuje się, że w warunkach ogólnoświatowego spowolnienia gospodarczego rynki wschodzące będą nadal rozwijać się w tempie o wiele szybszym niż rynki rozwinięte. Znaczne rezerwy walutowe to kolejny oręż w rękach krajów wschodzących, zapewniający im odporność na wstrząsy zewnętrzne.

Przykładowo, Chiny dysponują rezerwami w wysokości blisko 2 miliardów USD. Co ważniejsze z naszego punktu widzenia, obecne wyceny na rynkach wschodzących wyglądają bardzo atrakcyjnie. W niektórych krajach, np. w Turcji i Rosji, współczynniki ceny do zysków kształtują się obecnie na poziomie jednocyfrowym.

Największym skupiskiem rynków wschodzących na świecie jest Azja. Kraje azjatyckie rozwijają się stosunkowo szybko. Należą do nich Chiny i Indie, państwa o ogromnej populacji, w których rośnie przychód na jednego mieszkańca, a rynki kapitałowe przeżywają dynamiczny rozwój. Wzrost gospodarczy utrzymuje się tam na stosunkowo wysokim poziomie, rośnie dochód per capita, ceny aktywów pozostają atrakcyjne i realizowane są reformy mające na celu poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej i inwestowania.

Atrakcyjnie prezentują się także wyceny akcji na rynkach Europy Wschodniej, niekiedy nawet bardzo, tak jak w przypadku Węgier i Turcji, które to rynki oferują jednocyfrowe wskaźniki ceny do zysków. Polska, jako jeden z nielicznych krajów w regionie, może odnotować w 2009 roku dodatni poziom wzrostu PKP. Kursy tamtejszych akcji nie są jednak tak atrakcyjne, jak na kilku innych rynkach w tej części Europy. Kolejnym interesującym rynkiem jest Rosja. Biorąc pod uwagę ogromną powierzchnię, dużą liczbę ludności i bogactwo złóż naturalnych, kraj ten może w dłuższej perspektywie stać się jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek świata.

Większość krajów Ameryki Łacińskiej

radzi sobie całkiem nieźle, zważywszy na obecne warunki makroekonomiczne, choć niektóre rynki, np. Meksyk, zdają się mocniej odczuwać skutki kryzysu światowego. Na szczęście, dzięki ożywieniu międzyregionalnej wymiany handlowej, udało się częściowo zrekompensować negatywne skutki spadku popytu w USA. Jednym z głównych atutów tego regionu jest olbrzymi rynek konsumencki i ogromny popyt na towary i usługi, a do tego świetne spółki o niewielkim poziomie lewarowania i niskich kosztach operacyjnych. Ponadto, występujące tu zasoby naturalne należą do najbogatszych na świecie. Takie kraje, jak Peru i Chile, należą do największych światowych producentów miedzi na świecie. Meksyk jest eksporterem netto ropy naftowej. Brazylia to czołowy eksporter rudy żelaza i surowców miękkich, takich jak soja i kawa. Eksporterem ropy naftowej, kawy, węgla itp. jest także Kolumbia. Giełdy surowcowe co prawda ucierpiały w wyniku niedawnego spadku cen, ale wiele spółek zachowuje rentowność przy obecnym poziomie cenowym.

Interesująco zaczynają się także rysować perspektywy nowych rynków wschodzących (frontier markets). Z zainteresowaniem obserwujemy na przykład Bliski Wschód. Uważamy, że region ten ma duży potencjał wzrostu i rozwoju, zwłaszcza, jeśli utrzymany zostanie obecny kurs reform polityczno-gospodarczych. Innym ciekawym obszarem jest Afryka. Do RPA zaczynają dołączać inne atrakcyjne inwestycyjnie rynki z tego regionu.

Jakie są Pana zdaniem największe zagrożenia dla gospodarki światowej?

-utrata pewności siebie i zaufania do rynków

-nadmierne lub nieskuteczne przepisy

-protekcjonizm gospodarczy

-odejście od filozofii gospodarki rynkowej

Skąd bierze się Pana optymizm, jeśli chodzi o rynki wschodzące?

Jednym z podstawowych argumentów przemawiających za optymistycznymi prognozami jest szybki wzrost podaży pieniądza, nie tylko w USA, ale na całym świecie. Rządy robią co mogą, by zapobiec deflacji, pompując dużą ilość pieniądza do gospodarki.

Gdzie pieniądze ulokować?

Pieniądz ten trzeba gdzieś ulokować, a obecne stopy procentowe, na przykład w USA, nie są zbyt zachęcające. Inwestorzy powoli odzyskują zaufanie do rynków i szukają lepszych źródeł zysku. W takiej sytuacji, oczywistym wyborem są akcje.

Jeśli zaś chodzi konkretnie o rynki wschodzące to nasz optymizm opieramy na tym, że rynki te:

-są niedoszacowane, oferują niskie wyceny i korzystne czynniki fundamentalne,

-mają waluty o zaniżonej wartości,

-będą, zdaniem ekonomistów, rozwijać się generalnie szybciej niż rynki rozwinięte,

-osiągną pozycje liderów, dzięki relatywnie lepszej sytuacji makroekonomicznej i finansowej,

-mają duże rezerwy walutowe, dzięki czemu są bardziej odporne na wstrząsy zewnętrzne,

-prowadzą ostrożną politykę fiskalną,

-rozszerzają wzajemny handel i stosunki gospodarcze, przez co stają się w mniejszym stopniu zależne od rynków rozwiniętych,

-stanowią ogromny rynek konsumencki i wielki rynek pracy,

-mają bogate złoża surowców naturalnych (Rosja, Brazylia, RPA),

-mają duży potencjał rozwoju w takich dziedzinach jak infrastruktura.

Doktor Mark Mobius, dyrektor zarządzający Templeton Asset Management Ltd.

Doktor Mark Mobius, dołączył do firmy Templeton w 1987 roku jako prezes Templeton Emerging Markets Fund, Inc. Prowadząc działania poprzez biura zlokalizowane w 14 krajach określanych mianem rynków wschodzących, zarządza portfelami akcji tych rynków. Dr Mobius spędził ponad 30 lat pracując na rynkach wschodzących całego świata.

INTERIA.PL

PROGNOZY:Gdzie lokować pieniądze?

W opinii dr. Marka Mobiusa, prezesa Templeton Asset Management, Polska, jako jeden z nielicznych krajów w regionie, może odnotować w 2009 roku dodatni poziom wzrostu PKB. Natomiast Rosja, biorąc pod uwagę ogromną powierzchnię, dużą liczbę ludności i bogactwo złóż naturalnych, może w dłuższej perspektywie stać się jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek świata.

Jak ocenia Pan sytuację gospodarczą na świecie?

Obecna sytuacja wygląda tak, że osoby indywidualne, firmy i poszczególne kraje mają wielką szansę przezwyciężyć kryzys światowy przy wsparciu ze strony rządów i banków centralnych. Uważamy, że rynki wschodzące będą odgrywać coraz większą rolę na światowej arenie gospodarczej. Prym będą wiodły kraje takie jak Chiny i Indie, dzięki ich relatywnie lepszej sytuacji makroekonomicznej i finansowej.

Które regiony uważa Pan za szczególnie atrakcyjne pod względem inwestycyjnym?

Na każdym rynku można znaleźć co najmniej kilka dobrych okazji, dlatego wszystkie rynki wschodzące wyglądają obiecująco, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę niedawne korekty. Oczekuje się, że w warunkach ogólnoświatowego spowolnienia gospodarczego rynki wschodzące będą nadal rozwijać się w tempie o wiele szybszym niż rynki rozwinięte. Znaczne rezerwy walutowe to kolejny oręż w rękach krajów wschodzących, zapewniający im odporność na wstrząsy zewnętrzne.

Przykładowo, Chiny dysponują rezerwami w wysokości blisko 2 miliardów USD. Co ważniejsze z naszego punktu widzenia, obecne wyceny na rynkach wschodzących wyglądają bardzo atrakcyjnie. W niektórych krajach, np. w Turcji i Rosji, współczynniki ceny do zysków kształtują się obecnie na poziomie jednocyfrowym.

Największym skupiskiem rynków wschodzących na świecie jest Azja. Kraje azjatyckie rozwijają się stosunkowo szybko. Należą do nich Chiny i Indie, państwa o ogromnej populacji, w których rośnie przychód na jednego mieszkańca, a rynki kapitałowe przeżywają dynamiczny rozwój. Wzrost gospodarczy utrzymuje się tam na stosunkowo wysokim poziomie, rośnie dochód per capita, ceny aktywów pozostają atrakcyjne i realizowane są reformy mające na celu poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej i inwestowania.

Atrakcyjnie prezentują się także wyceny akcji na rynkach Europy Wschodniej, niekiedy nawet bardzo, tak jak w przypadku Węgier i Turcji, które to rynki oferują jednocyfrowe wskaźniki ceny do zysków. Polska, jako jeden z nielicznych krajów w regionie, może odnotować w 2009 roku dodatni poziom wzrostu PKP. Kursy tamtejszych akcji nie są jednak tak atrakcyjne, jak na kilku innych rynkach w tej części Europy. Kolejnym interesującym rynkiem jest Rosja. Biorąc pod uwagę ogromną powierzchnię, dużą liczbę ludności i bogactwo złóż naturalnych, kraj ten może w dłuższej perspektywie stać się jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek świata.

Większość krajów Ameryki Łacińskiej

radzi sobie całkiem nieźle, zważywszy na obecne warunki makroekonomiczne, choć niektóre rynki, np. Meksyk, zdają się mocniej odczuwać skutki kryzysu światowego. Na szczęście, dzięki ożywieniu międzyregionalnej wymiany handlowej, udało się częściowo zrekompensować negatywne skutki spadku popytu w USA. Jednym z głównych atutów tego regionu jest olbrzymi rynek konsumencki i ogromny popyt na towary i usługi, a do tego świetne spółki o niewielkim poziomie lewarowania i niskich kosztach operacyjnych. Ponadto, występujące tu zasoby naturalne należą do najbogatszych na świecie. Takie kraje, jak Peru i Chile, należą do największych światowych producentów miedzi na świecie. Meksyk jest eksporterem netto ropy naftowej. Brazylia to czołowy eksporter rudy żelaza i surowców miękkich, takich jak soja i kawa. Eksporterem ropy naftowej, kawy, węgla itp. jest także Kolumbia. Giełdy surowcowe co prawda ucierpiały w wyniku niedawnego spadku cen, ale wiele spółek zachowuje rentowność przy obecnym poziomie cenowym.

Interesująco zaczynają się także rysować perspektywy nowych rynków wschodzących (frontier markets). Z zainteresowaniem obserwujemy na przykład Bliski Wschód. Uważamy, że region ten ma duży potencjał wzrostu i rozwoju, zwłaszcza, jeśli utrzymany zostanie obecny kurs reform polityczno-gospodarczych. Innym ciekawym obszarem jest Afryka. Do RPA zaczynają dołączać inne atrakcyjne inwestycyjnie rynki z tego regionu.

Jakie są Pana zdaniem największe zagrożenia dla gospodarki światowej?

-utrata pewności siebie i zaufania do rynków

-nadmierne lub nieskuteczne przepisy

-protekcjonizm gospodarczy

-odejście od filozofii gospodarki rynkowej

Skąd bierze się Pana optymizm, jeśli chodzi o rynki wschodzące?

Jednym z podstawowych argumentów przemawiających za optymistycznymi prognozami jest szybki wzrost podaży pieniądza, nie tylko w USA, ale na całym świecie. Rządy robią co mogą, by zapobiec deflacji, pompując dużą ilość pieniądza do gospodarki.

Gdzie pieniądze ulokować?

Pieniądz ten trzeba gdzieś ulokować, a obecne stopy procentowe, na przykład w USA, nie są zbyt zachęcające. Inwestorzy powoli odzyskują zaufanie do rynków i szukają lepszych źródeł zysku. W takiej sytuacji, oczywistym wyborem są akcje.

Jeśli zaś chodzi konkretnie o rynki wschodzące to nasz optymizm opieramy na tym, że rynki te:

-są niedoszacowane, oferują niskie wyceny i korzystne czynniki fundamentalne,

-mają waluty o zaniżonej wartości,

-będą, zdaniem ekonomistów, rozwijać się generalnie szybciej niż rynki rozwinięte,

-osiągną pozycje liderów, dzięki relatywnie lepszej sytuacji makroekonomicznej i finansowej,

-mają duże rezerwy walutowe, dzięki czemu są bardziej odporne na wstrząsy zewnętrzne,

-prowadzą ostrożną politykę fiskalną,

-rozszerzają wzajemny handel i stosunki gospodarcze, przez co stają się w mniejszym stopniu zależne od rynków rozwiniętych,

-stanowią ogromny rynek konsumencki i wielki rynek pracy,

-mają bogate złoża surowców naturalnych (Rosja, Brazylia, RPA),

-mają duży potencjał rozwoju w takich dziedzinach jak infrastruktura.

Doktor Mark Mobius, dyrektor zarządzający Templeton Asset Management Ltd.

Doktor Mark Mobius, dołączył do firmy Templeton w 1987 roku jako prezes Templeton Emerging Markets Fund, Inc. Prowadząc działania poprzez biura zlokalizowane w 14 krajach określanych mianem rynków wschodzących, zarządza portfelami akcji tych rynków. Dr Mobius spędził ponad 30 lat pracując na rynkach wschodzących całego świata.

INTERIA.PL

Polbank anuluje aneksy

Polbank EFG poddał się presji klientów. Zamierza całkowicie wycofać się z pomysłu aneksowania umów. Anuluje też podpisane już załączniki - dowiedziała się GP.
Wczoraj Polbank nieoczekiwanie anulował aneksy do umów kredytowych (chodzi o kredyty hipoteczne), które podwyższały koszt kredytu i wysokość pojedynczych rat. Jeszcze w ubiegłym tygodniu bank stał na stanowisku, że podpisane aneksy wciąż obowiązują.

- Zdecydowaliśmy się na anulowanie wszystkich aneksów do umów kredytów hipotecznych podpisanych w związku ze wzrostem kwoty zadłużenia, spowodowanym deprecjacją złotego. Od środy zaczniemy się kontaktować ze wszystkimi zainteresowanymi osobami i przywrócimy im warunki, jakie miały przed podpisaniem wspomnianych aneksów - powiedział GP Paweł Maliszewski, dyrektor marketingu Polbanku EFG.

Sprawa dotyczy ponad tysiąca spośród prawie 32 tys. tysięcy klientów Polbanku, którzy zdecydowali się na kredyty hipoteczne w tym banku. W marcu w z związku z osłabieniem złotego Polbank EFG rozpoczął rozmowy z grupą klientów, których kredyt znacznie przekroczył kwotę 100 proc. wartości zabezpieczającej go nieruchomości. Proponował im ustanowienie dodatkowego zabezpieczenia, częściową spłatę kredytu lub czasowe podwyższenie marży kredytu.

- To nie była propozycja, raczej żądanie. Przedstawiciel banku dał mi do zrozumienia, że gdybym nie zgodziła się na nowe warunki, Polbank może wypowiedzieć umowę - mówi czytelniczka, która zgodziła się na podwyższenie marży banku i podpisała aneks do umowy.

W niektórych przypadkach marża banku - a więc koszt samego kredytu - wzrosła o ponad 2 pkt proc. W przypadku kredytu w wysokości 150 tys. CHF wiąże się to z podwyższeniem kredytu o nawet 100 tys. zł (aneksy dotyczyły głównie kredytów we frankach).

Jak przekonywał Kazimierz Stańczak, dyrektor generalny Polbanku, konieczność aneksowania umów wynikała bezpośrednio z tzw. rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego, a także z umowy kredytu hipotecznego. Problem w tym, że Polbank jako oddział greckiego Eurobanku EFG, działający na podstawie tamtejszej licencji bankowej, nie musi się stosować do wytycznych polskiego nadzoru. Podobnie zamieszanie zinterpretowała sama KNF, przypomniał jednak, że w momencie podpisywania umowy bank powinien uwzględnić w analizach niestabilność kosztów pozyskiwania finansowania akcji kredytowej oraz przygotować się na taką ewentualność. Nieoficjalnie szef nadzoru Stanisław Kluza zasugerował też Polbankowi wycofanie się renegocjacji zawartych już umów kredytowych. 30 marca bank zrezygnował z indeksowania umów.

- Działaliśmy zgodnie z obowiązującymi rekomendacjami KNF. Jednak w związku z interpretacjami tych przepisów, które pojawiły się w ostatnich dniach, poprosiliśmy Komisję o oficjalną ich wykładnię - tłumaczył wtedy Kazimierz Stańczak.

To, że bank zaprzestał rozmów w sprawie negocjacji, to jedno. Długo jednak nie chciał anulować podpisanych już aneksów. Z naszych informacji wynika, że problem dotyczy około tysiąca osób.

Satysfakcji ze zmiany stanowiska Polbanku nie kryje KNF.

- Uważamy, że niewłaściwe jest wykorzystywanie przez banki obecnych warunków panujących na rynku do zwiększania rentowności kosztem klientów, np. poprzez podwyższanie marż czy rozszerzanie spreadów przy kredytach walutowych. Informowaliśmy o tym w marcu, tuż po tym, gdy dotarły do nas sygnały od klientów zaniepokojonych działaniami banków. Nasza interwencja przyniosła oczekiwany skutek - powiedziała nam Marta Chmielewska-Racławska z KNF.

Jak przypomniała, przepisy zabraniają jednak KNF ingerowania w indywidualne umowy.

Jacek Iskra
interia.pl

Polbank anuluje aneksy

Polbank EFG poddał się presji klientów. Zamierza całkowicie wycofać się z pomysłu aneksowania umów. Anuluje też podpisane już załączniki - dowiedziała się GP.
Wczoraj Polbank nieoczekiwanie anulował aneksy do umów kredytowych (chodzi o kredyty hipoteczne), które podwyższały koszt kredytu i wysokość pojedynczych rat. Jeszcze w ubiegłym tygodniu bank stał na stanowisku, że podpisane aneksy wciąż obowiązują.

- Zdecydowaliśmy się na anulowanie wszystkich aneksów do umów kredytów hipotecznych podpisanych w związku ze wzrostem kwoty zadłużenia, spowodowanym deprecjacją złotego. Od środy zaczniemy się kontaktować ze wszystkimi zainteresowanymi osobami i przywrócimy im warunki, jakie miały przed podpisaniem wspomnianych aneksów - powiedział GP Paweł Maliszewski, dyrektor marketingu Polbanku EFG.

Sprawa dotyczy ponad tysiąca spośród prawie 32 tys. tysięcy klientów Polbanku, którzy zdecydowali się na kredyty hipoteczne w tym banku. W marcu w z związku z osłabieniem złotego Polbank EFG rozpoczął rozmowy z grupą klientów, których kredyt znacznie przekroczył kwotę 100 proc. wartości zabezpieczającej go nieruchomości. Proponował im ustanowienie dodatkowego zabezpieczenia, częściową spłatę kredytu lub czasowe podwyższenie marży kredytu.

- To nie była propozycja, raczej żądanie. Przedstawiciel banku dał mi do zrozumienia, że gdybym nie zgodziła się na nowe warunki, Polbank może wypowiedzieć umowę - mówi czytelniczka, która zgodziła się na podwyższenie marży banku i podpisała aneks do umowy.

W niektórych przypadkach marża banku - a więc koszt samego kredytu - wzrosła o ponad 2 pkt proc. W przypadku kredytu w wysokości 150 tys. CHF wiąże się to z podwyższeniem kredytu o nawet 100 tys. zł (aneksy dotyczyły głównie kredytów we frankach).

Jak przekonywał Kazimierz Stańczak, dyrektor generalny Polbanku, konieczność aneksowania umów wynikała bezpośrednio z tzw. rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego, a także z umowy kredytu hipotecznego. Problem w tym, że Polbank jako oddział greckiego Eurobanku EFG, działający na podstawie tamtejszej licencji bankowej, nie musi się stosować do wytycznych polskiego nadzoru. Podobnie zamieszanie zinterpretowała sama KNF, przypomniał jednak, że w momencie podpisywania umowy bank powinien uwzględnić w analizach niestabilność kosztów pozyskiwania finansowania akcji kredytowej oraz przygotować się na taką ewentualność. Nieoficjalnie szef nadzoru Stanisław Kluza zasugerował też Polbankowi wycofanie się renegocjacji zawartych już umów kredytowych. 30 marca bank zrezygnował z indeksowania umów.

- Działaliśmy zgodnie z obowiązującymi rekomendacjami KNF. Jednak w związku z interpretacjami tych przepisów, które pojawiły się w ostatnich dniach, poprosiliśmy Komisję o oficjalną ich wykładnię - tłumaczył wtedy Kazimierz Stańczak.

To, że bank zaprzestał rozmów w sprawie negocjacji, to jedno. Długo jednak nie chciał anulować podpisanych już aneksów. Z naszych informacji wynika, że problem dotyczy około tysiąca osób.

Satysfakcji ze zmiany stanowiska Polbanku nie kryje KNF.

- Uważamy, że niewłaściwe jest wykorzystywanie przez banki obecnych warunków panujących na rynku do zwiększania rentowności kosztem klientów, np. poprzez podwyższanie marż czy rozszerzanie spreadów przy kredytach walutowych. Informowaliśmy o tym w marcu, tuż po tym, gdy dotarły do nas sygnały od klientów zaniepokojonych działaniami banków. Nasza interwencja przyniosła oczekiwany skutek - powiedziała nam Marta Chmielewska-Racławska z KNF.

Jak przypomniała, przepisy zabraniają jednak KNF ingerowania w indywidualne umowy.

Jacek Iskra
interia.pl

Pierwszy kwartał 2009 r. na rynkach lokalnych

Fakt, iż lokalizacja to podstawowa i najważniejsza cecha nieruchomości to truizm. Należy o tym pamiętać również w trakcie przygotowywania analiz rynku nieruchomości. Im większy jest poziom szczegółowości analizy, tym przedstawiane dane są bliższe rzeczywistości i lepiej odzwierciedlają rynkową sytuację.

Dlatego co najmniej raz w każdym kwartale analizujemy ceny w największych miastach, z uwzględnieniem dzielnic, a czasem wręcz osiedli, z uwzględnieniem wielkości. Przedstawiamy również strukturę cenową oferowanych nieruchomości i porównujemy ją z sytuacją sprzed roku. W ten sposób powstaje bardziej precyzyjny obraz rynku nieruchomości w największych polskich miastach.

Warszawa

* Średnia cena metra kwadratowego mieszkania na rynku wtórnym dla całej Warszawy w kwietniu 2009 wynosi 8300 złotych i jest o 6,2 proc. niższa niż w kwietniu 2008.

* W ciągu pierwszych czterech miesięcy 2009 roku średnie ceny spadły o 5,3 proc.

* Podaż mieszkań na sprzedaż jest o 35,5 proc. większa niż w I kwartale 2008 roku

* W porównaniu z analogicznym okresem 2008 roku radykalnie zmieniła się struktura cenowa mieszkań dostępnych na rynku wtórnym. W cenie do 7 tys. za metr jest niemal 10 proc. całości oferty w porównaniu z 2,3 proc. w zeszłym roku. Z 16 proc. do niemal 27 proc. zwiększyła się liczba mieszkań w cenie od 7 do 8 tysięcy.

* Zmiana cen mieszkań w zależności od wielkości, w skali roku, przedstawia się następująco: kawalerki (-4,8 proc.), 2 pokojowe (-7,8 proc.), 3 pokojowe (-7,8 proc.), 4 pokojowe (-5,1 proc.), 5 pokojowe (-5 proc.).

* Są dzielnice, które w IV w porównaniu z grudniem 2008 odnotowały nieznaczny wzrost średniej ceny, należą do nich: Mokotów (+3 proc.), Praga Południe (+2 proc.), Saska Kępa (+1 proc.), Wilanów po znacznym spadku w poprzednim kwartale tym razem +2 proc. Na Bielanach, Ursynowie, Wawrze i we Włochach ceny nie zmieniły się.

* Najwyższe spadki w ciągu ostatnich czterech miesięcy odnotowaliśmy na Trachominie (-6 proc.), Pradze Północ (-5 proc.) i na Targówku (-5 proc.)

* Dane z ostatnich miesięcy i porównanie z zeszłym rokiem wskazują na kilka dzielnic, gdzie ceny są bardzo stabilne. Należą do nich Mokotów, Saska Kępa, Ursynów, Wola i Żoliborz

* Średnia cena powyżej 10 tysięcy za metr utrzymuje się już jedynie w Śródmieściu

* Najtańszymi dzielnicami są Targówek, Wawer, Gocław, Bródno. Wszędzie tam cena spadła poniżej 7 tys. za metr kwadratowy.

Jarosław Sadowski

Poniżej pełny raport w załączniku.

źródło informacji: Expander.pl

intria.pl

Pierwszy kwartał 2009 r. na rynkach lokalnych

Fakt, iż lokalizacja to podstawowa i najważniejsza cecha nieruchomości to truizm. Należy o tym pamiętać również w trakcie przygotowywania analiz rynku nieruchomości. Im większy jest poziom szczegółowości analizy, tym przedstawiane dane są bliższe rzeczywistości i lepiej odzwierciedlają rynkową sytuację.

Dlatego co najmniej raz w każdym kwartale analizujemy ceny w największych miastach, z uwzględnieniem dzielnic, a czasem wręcz osiedli, z uwzględnieniem wielkości. Przedstawiamy również strukturę cenową oferowanych nieruchomości i porównujemy ją z sytuacją sprzed roku. W ten sposób powstaje bardziej precyzyjny obraz rynku nieruchomości w największych polskich miastach.

Warszawa

* Średnia cena metra kwadratowego mieszkania na rynku wtórnym dla całej Warszawy w kwietniu 2009 wynosi 8300 złotych i jest o 6,2 proc. niższa niż w kwietniu 2008.

* W ciągu pierwszych czterech miesięcy 2009 roku średnie ceny spadły o 5,3 proc.

* Podaż mieszkań na sprzedaż jest o 35,5 proc. większa niż w I kwartale 2008 roku

* W porównaniu z analogicznym okresem 2008 roku radykalnie zmieniła się struktura cenowa mieszkań dostępnych na rynku wtórnym. W cenie do 7 tys. za metr jest niemal 10 proc. całości oferty w porównaniu z 2,3 proc. w zeszłym roku. Z 16 proc. do niemal 27 proc. zwiększyła się liczba mieszkań w cenie od 7 do 8 tysięcy.

* Zmiana cen mieszkań w zależności od wielkości, w skali roku, przedstawia się następująco: kawalerki (-4,8 proc.), 2 pokojowe (-7,8 proc.), 3 pokojowe (-7,8 proc.), 4 pokojowe (-5,1 proc.), 5 pokojowe (-5 proc.).

* Są dzielnice, które w IV w porównaniu z grudniem 2008 odnotowały nieznaczny wzrost średniej ceny, należą do nich: Mokotów (+3 proc.), Praga Południe (+2 proc.), Saska Kępa (+1 proc.), Wilanów po znacznym spadku w poprzednim kwartale tym razem +2 proc. Na Bielanach, Ursynowie, Wawrze i we Włochach ceny nie zmieniły się.

* Najwyższe spadki w ciągu ostatnich czterech miesięcy odnotowaliśmy na Trachominie (-6 proc.), Pradze Północ (-5 proc.) i na Targówku (-5 proc.)

* Dane z ostatnich miesięcy i porównanie z zeszłym rokiem wskazują na kilka dzielnic, gdzie ceny są bardzo stabilne. Należą do nich Mokotów, Saska Kępa, Ursynów, Wola i Żoliborz

* Średnia cena powyżej 10 tysięcy za metr utrzymuje się już jedynie w Śródmieściu

* Najtańszymi dzielnicami są Targówek, Wawer, Gocław, Bródno. Wszędzie tam cena spadła poniżej 7 tys. za metr kwadratowy.

Jarosław Sadowski

Poniżej pełny raport w załączniku.

źródło informacji: Expander.pl

intria.pl

Nareszcie łatwiej można będzie eksmitować niechcianego lokatora!

Ponad 7 tys. spraw eksmisyjnych prowadzą rocznie komornicy. Gdyby prawo nie chroniło tak bardzo lokatorów, eksmisji byłoby zapewne więcej. Obowiązujące przepisy nie sprzyjają właścicielom, pozbawiając ich praktycznie możliwości pozbycia się lokatorów, nawet takich, którzy korzystają z mieszkania bez umowy. Nowelizacja przepisów zaproponowana przez rząd ma zmienić tę sytuację i zapewnić większe prawa właścicielom mieszkań.
Pan Tomasz jest właścicielem mieszkania w centrum Krakowa. W związku z tym, iż sam w nim nie mieszka, postanowił je wynająć. Atrakcyjny czynsz i lokalizacja sprawiły, że najemca znalazł się błyskawicznie. O ile na początku najemca nie sprawiał problemów, z czasem opóźniał regulowanie zaległości, a ostatnio przestał w ogóle płacić. Pan Tomasz chciał pozbyć się lokatora i wymienił zamki w mieszkaniu, ten wystąpił jednak do sądu o przywrócenie posiadania. Najemca powrócił więc do mieszkania a pan Tomasz musiał wszcząć sprawę o eksmisję. Teraz, mimo że posiada prawomocny wyrok, nie może nic zrobić, czeka aż gmina wskaże lokal socjalny, gdyż lokator ma małoletnie dziecko i nie można go eksmitować do pomieszczenia tymczasowego. Najemca nie płaci czynszu ani opłat, natomiast właściciel musi je uiszczać, gdyż na nim spoczywają te obowiązki. Zastanawia się: "Jak to jest możliwe, aby właściciel nie mógł wyrzucić z mieszkania lokatora, który za nic nie płac i śmieje mu się w twarz? Prawo ewidentnie chroni najemców zapominając o właścicielach mieszkań!"

Rząd pracuje nad projektem

Problemy opisane w powyższej sytuacji nie są obce wielu właścicielom mieszkań, którzy postanowili je wynająć, a teraz nie mogą pozbyć się uciążliwych lokatorów. Ochronę najemcom zapewnia bowiem ustawa z 2001roku o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego i niektórych innych ustaw. Wkrótce ma to się jednak zmienić, gdyż rząd pracuje nad projektem ustawy zmieniającym kontrowersyjne przepisy. Nowelizacja ma zmniejszyć zakres uprawnień najemców - zapewniając im jednak wystarczającą ochronę przed bezpodstawnym wyrzuceniem z mieszkania - informuje serwis e-prawnik.pl

Najem okazjonalny

Ustawa wprowadza do systemu prawa tzw. najem okazjonalny . Umowa o najem okazjonalny będzie umową terminową, zawieraną maksymalnie na okres 10 lat. Jednym z elementów umowy będzie notarialne oświadczenie najemcy, w którym dobrowolnie poddaje się egzekucji na wypadek rozwiązania umowy najmu. Najemca będzie także zobowiązany wskazać mieszkanie, do którego będzie można go przekwaterować, jeśli zajdzie konieczność skierowania sprawy na drogę postępowania egzekucyjnego. Jeżeli lokator utraci możliwość zamieszkania we wskazanym przez niego lokalu, wówczas będzie musiał o tym powiadomić wynajmującego i wskazać inny lokal. Załącznikiem do umowy ma być także notarialnie poświadczone oświadczenie właściciela lokalu wskazanego przez najemcę o prawie do zamieszkiwania w nim najemcy po ewentualnej eksmisji - ma to zapobiec wskazywaniu fikcyjnych adresów.

Nie wskazanie przez najemcę mieszkania może skutkować rozwiązaniem umowy za siedmiodniowym wypowiedzeniem.

Wystarczy klauzula wykonalności

Rozwiązania powyższe będą dużym ułatwieniem dla właścicieli lokali, którzy nie będą musieli występować z powództwem eksmisyjnym. Wystarczające będzie bowiem nadanie klauzuli wykonalności aktowi notarialnemu, w którym lokator dobrowolnie poddał się egzekucji. Zlikwidowana zostanie także najważniejsza przeszkoda eksmisyjna - konieczność zapewnienia lokatorowi lokalu socjalnego m, czy też pomieszczenia tymczasowego. Lokator zostanie bowiem przeniesiony do mieszkania, które sam wskazał. Nowelizacja nie ogranicza więc uzasadnionej ochrony lokatorów - nadal nie będą oni mogli być eksmitowani na bruk - zamiana uniemożliwia jednak korzystanie z cudzego mieszkania bezpodstawnie.

Aby móc skorzystać z powyższych rozwiązań konieczne będzie jednak zgłoszenie podpisania umowy o najem naczelnikowi urzędu skarbowego. Konstrukcja ta zapewnia więc z jednej strony szerszą ochronę właścicielom mieszkań, z drugiej strony zniechęca do nieformalnego wynajmowania mieszkań w celu unikania obowiązków podatkowych.

Przyczyny rozwiązania umowy najmu częściowo pokrywają się z przyczynami ogólnymi. Nadal podstawą wypowiedzenia umowy najmu będzie używanie lokalu w sposób sprzeczny z umową, podnajem albo oddanie lokalu do używania innej osobie bez zgody właściciela bądź też pozostawanie w zwłoce z zapłatą czynszu przez okres trzech miesięcy. Taką przyczyną będzie także rażące wykroczenie przeciwko porządkowi domowemu.

Warto dodać, iż wysokość wynagrodzenia notariusza za czynności dokonane w związku z zawarciem umowy najmu okazjonalnego nie będzie mogła przekraczać piątej części minimalnego wynagrodzenia za pracę (aktualnie jest to koszt ok. 260 zł) - wskazuje serwis e-prawnik.pl.

Aby ustawa weszła w życie musi zostać uchwalona przez Sejm, Senat i podpisana przez prezydenta.

Grzegorz Pawelec , ekspert serwisu www.e-prawnik.pl

źródło informacji: INTERIA.PL

Nareszcie łatwiej można będzie eksmitować niechcianego lokatora!

Ponad 7 tys. spraw eksmisyjnych prowadzą rocznie komornicy. Gdyby prawo nie chroniło tak bardzo lokatorów, eksmisji byłoby zapewne więcej. Obowiązujące przepisy nie sprzyjają właścicielom, pozbawiając ich praktycznie możliwości pozbycia się lokatorów, nawet takich, którzy korzystają z mieszkania bez umowy. Nowelizacja przepisów zaproponowana przez rząd ma zmienić tę sytuację i zapewnić większe prawa właścicielom mieszkań.
Pan Tomasz jest właścicielem mieszkania w centrum Krakowa. W związku z tym, iż sam w nim nie mieszka, postanowił je wynająć. Atrakcyjny czynsz i lokalizacja sprawiły, że najemca znalazł się błyskawicznie. O ile na początku najemca nie sprawiał problemów, z czasem opóźniał regulowanie zaległości, a ostatnio przestał w ogóle płacić. Pan Tomasz chciał pozbyć się lokatora i wymienił zamki w mieszkaniu, ten wystąpił jednak do sądu o przywrócenie posiadania. Najemca powrócił więc do mieszkania a pan Tomasz musiał wszcząć sprawę o eksmisję. Teraz, mimo że posiada prawomocny wyrok, nie może nic zrobić, czeka aż gmina wskaże lokal socjalny, gdyż lokator ma małoletnie dziecko i nie można go eksmitować do pomieszczenia tymczasowego. Najemca nie płaci czynszu ani opłat, natomiast właściciel musi je uiszczać, gdyż na nim spoczywają te obowiązki. Zastanawia się: "Jak to jest możliwe, aby właściciel nie mógł wyrzucić z mieszkania lokatora, który za nic nie płac i śmieje mu się w twarz? Prawo ewidentnie chroni najemców zapominając o właścicielach mieszkań!"

Rząd pracuje nad projektem

Problemy opisane w powyższej sytuacji nie są obce wielu właścicielom mieszkań, którzy postanowili je wynająć, a teraz nie mogą pozbyć się uciążliwych lokatorów. Ochronę najemcom zapewnia bowiem ustawa z 2001roku o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego i niektórych innych ustaw. Wkrótce ma to się jednak zmienić, gdyż rząd pracuje nad projektem ustawy zmieniającym kontrowersyjne przepisy. Nowelizacja ma zmniejszyć zakres uprawnień najemców - zapewniając im jednak wystarczającą ochronę przed bezpodstawnym wyrzuceniem z mieszkania - informuje serwis e-prawnik.pl

Najem okazjonalny

Ustawa wprowadza do systemu prawa tzw. najem okazjonalny . Umowa o najem okazjonalny będzie umową terminową, zawieraną maksymalnie na okres 10 lat. Jednym z elementów umowy będzie notarialne oświadczenie najemcy, w którym dobrowolnie poddaje się egzekucji na wypadek rozwiązania umowy najmu. Najemca będzie także zobowiązany wskazać mieszkanie, do którego będzie można go przekwaterować, jeśli zajdzie konieczność skierowania sprawy na drogę postępowania egzekucyjnego. Jeżeli lokator utraci możliwość zamieszkania we wskazanym przez niego lokalu, wówczas będzie musiał o tym powiadomić wynajmującego i wskazać inny lokal. Załącznikiem do umowy ma być także notarialnie poświadczone oświadczenie właściciela lokalu wskazanego przez najemcę o prawie do zamieszkiwania w nim najemcy po ewentualnej eksmisji - ma to zapobiec wskazywaniu fikcyjnych adresów.

Nie wskazanie przez najemcę mieszkania może skutkować rozwiązaniem umowy za siedmiodniowym wypowiedzeniem.

Wystarczy klauzula wykonalności

Rozwiązania powyższe będą dużym ułatwieniem dla właścicieli lokali, którzy nie będą musieli występować z powództwem eksmisyjnym. Wystarczające będzie bowiem nadanie klauzuli wykonalności aktowi notarialnemu, w którym lokator dobrowolnie poddał się egzekucji. Zlikwidowana zostanie także najważniejsza przeszkoda eksmisyjna - konieczność zapewnienia lokatorowi lokalu socjalnego m, czy też pomieszczenia tymczasowego. Lokator zostanie bowiem przeniesiony do mieszkania, które sam wskazał. Nowelizacja nie ogranicza więc uzasadnionej ochrony lokatorów - nadal nie będą oni mogli być eksmitowani na bruk - zamiana uniemożliwia jednak korzystanie z cudzego mieszkania bezpodstawnie.

Aby móc skorzystać z powyższych rozwiązań konieczne będzie jednak zgłoszenie podpisania umowy o najem naczelnikowi urzędu skarbowego. Konstrukcja ta zapewnia więc z jednej strony szerszą ochronę właścicielom mieszkań, z drugiej strony zniechęca do nieformalnego wynajmowania mieszkań w celu unikania obowiązków podatkowych.

Przyczyny rozwiązania umowy najmu częściowo pokrywają się z przyczynami ogólnymi. Nadal podstawą wypowiedzenia umowy najmu będzie używanie lokalu w sposób sprzeczny z umową, podnajem albo oddanie lokalu do używania innej osobie bez zgody właściciela bądź też pozostawanie w zwłoce z zapłatą czynszu przez okres trzech miesięcy. Taką przyczyną będzie także rażące wykroczenie przeciwko porządkowi domowemu.

Warto dodać, iż wysokość wynagrodzenia notariusza za czynności dokonane w związku z zawarciem umowy najmu okazjonalnego nie będzie mogła przekraczać piątej części minimalnego wynagrodzenia za pracę (aktualnie jest to koszt ok. 260 zł) - wskazuje serwis e-prawnik.pl.

Aby ustawa weszła w życie musi zostać uchwalona przez Sejm, Senat i podpisana przez prezydenta.

Grzegorz Pawelec , ekspert serwisu www.e-prawnik.pl

źródło informacji: INTERIA.PL

Bułgaria: nieuczciwi rolnicy mają zwracać unijnie pieniądze

Ponad 330 bułgarskich rolników ma zwrócić unijne dotacje do gruntów rolnych, ponieważ oszukali w oświadczeniach i zawyżyli obszary swoich gospodarstw - poinformował minister rolnictwa Walery Cwetanow, cytowany przez wtorkową prasę sofijską.
Ci, którzy nakłamali najbardziej, podając ponad dwukrotnie zawyżone informacje dotyczące areału, nie tylko oddadzą środki unijne, lecz także zostaną pozbawieni prawa do dotacji na ten i następny rok.
Deklarowanie nieprawdziwych danych przez bułgarskich rolników w celu wyłudzenia dotacji unijnych zdarza się nie po raz pierwszy. W marcu ministerstwo rolnictwa poinformowało, że obszar ziem uprawnych i pastwisk, zgłoszony przez rolników w celu uzyskania dotacji unijnych, były zawyżony o 23 proc. w stosunku do stanu faktycznego. Zawyżone dane zgłosiło 5 tys. rolników.

W ocenie Komisji Europejskiej, która w 2008 roku zamroziła udzielenie Bułgarii ponad 300 mln euro z programu SAPARD (Specjalny Program Akcesyjny na Rzecz Rozwoju Rolnictwa i Obszarów Wiejskich), w bułgarskim resorcie rolnictwa i w agencji zarządzającej środkami unijnymi panuje bałagan i brak kontroli. Groźba dalszych sankcji wobec Bułgarii za brak gospodarności w zarządzaniu środkami unijnymi w dziedzinie rolnictwa nie jest zażegnana - piszą wtorkowe gazety sofijskie.

W lipcu 2008 roku Komisja Europejska zamroziła łącznie ponad 500 mln euro środków unijnych dla Bułgarii z powodu korupcji przy ich wykorzystywaniu.
onet.pl

Bułgaria: nieuczciwi rolnicy mają zwracać unijnie pieniądze

Ponad 330 bułgarskich rolników ma zwrócić unijne dotacje do gruntów rolnych, ponieważ oszukali w oświadczeniach i zawyżyli obszary swoich gospodarstw - poinformował minister rolnictwa Walery Cwetanow, cytowany przez wtorkową prasę sofijską.
Ci, którzy nakłamali najbardziej, podając ponad dwukrotnie zawyżone informacje dotyczące areału, nie tylko oddadzą środki unijne, lecz także zostaną pozbawieni prawa do dotacji na ten i następny rok.
Deklarowanie nieprawdziwych danych przez bułgarskich rolników w celu wyłudzenia dotacji unijnych zdarza się nie po raz pierwszy. W marcu ministerstwo rolnictwa poinformowało, że obszar ziem uprawnych i pastwisk, zgłoszony przez rolników w celu uzyskania dotacji unijnych, były zawyżony o 23 proc. w stosunku do stanu faktycznego. Zawyżone dane zgłosiło 5 tys. rolników.

W ocenie Komisji Europejskiej, która w 2008 roku zamroziła udzielenie Bułgarii ponad 300 mln euro z programu SAPARD (Specjalny Program Akcesyjny na Rzecz Rozwoju Rolnictwa i Obszarów Wiejskich), w bułgarskim resorcie rolnictwa i w agencji zarządzającej środkami unijnymi panuje bałagan i brak kontroli. Groźba dalszych sankcji wobec Bułgarii za brak gospodarności w zarządzaniu środkami unijnymi w dziedzinie rolnictwa nie jest zażegnana - piszą wtorkowe gazety sofijskie.

W lipcu 2008 roku Komisja Europejska zamroziła łącznie ponad 500 mln euro środków unijnych dla Bułgarii z powodu korupcji przy ich wykorzystywaniu.
onet.pl

Wiadomości walutowe

Brytyjski funt najmocniejszy do USD od ponad czterech miesięcy
Kurs funta szterlinga do USD wzrósł we wtorek rano o 2 centy (ok. 0,9 proc.) sięgając najwyższego poziomu od końca grudnia 2008 r. Za funta płacono we wtorek przed południem 1,5476 USD.
Najniższy kurs do USD funt osiągnął w styczniu - 1,34 USD/GBP.

Wśród powodów wskazuje się na rosnący apetyt na ryzyko spowodowany oznakami optymizmu na temat poprawy globalnej gospodarki. To pozytywne nastawienie sprzyja też walutom rynków wschodzących.

Innym powodem są doniesienia o sondażowych rozmowach rządowej agencji UKFI (United Kingdom Financial Investments) z potencjalnymi inwestorami w sprawie sprzedaży części udziałów w kontrolowanych przez rząd grupach bankowych RBS i Lloyds.

O około 0,3 proc. wzrósł kurs GBP/EUR. Indeks FTSE-100 w porównaniu z poziomem otwarcia był w południe wyższy o ok. 1 proc. Kurs funta jest blisko skorelowany z notowaniami londyńskiego parkietu, największym w Europie rynkiem akcji.

W wyniku rekapitalizacji brytyjski skarb państwa jest właścicielem 43,5 proc. Lloyds Banking Group i 70 proc. RBS (Royal Bank of Scotland). Nieoficjalne doniesienia sugerują, iż w ciągu 12 miesięcy rząd mógłby zacząć zmniejszać swoje udziały w obu bankach, choć zachowałby w nich kontrolny udział przez kilka lat.
onet.pl/(PAP, tm/ 19.05.2009, godz. 14:18)

Wiadomości walutowe

Brytyjski funt najmocniejszy do USD od ponad czterech miesięcy
Kurs funta szterlinga do USD wzrósł we wtorek rano o 2 centy (ok. 0,9 proc.) sięgając najwyższego poziomu od końca grudnia 2008 r. Za funta płacono we wtorek przed południem 1,5476 USD.
Najniższy kurs do USD funt osiągnął w styczniu - 1,34 USD/GBP.

Wśród powodów wskazuje się na rosnący apetyt na ryzyko spowodowany oznakami optymizmu na temat poprawy globalnej gospodarki. To pozytywne nastawienie sprzyja też walutom rynków wschodzących.

Innym powodem są doniesienia o sondażowych rozmowach rządowej agencji UKFI (United Kingdom Financial Investments) z potencjalnymi inwestorami w sprawie sprzedaży części udziałów w kontrolowanych przez rząd grupach bankowych RBS i Lloyds.

O około 0,3 proc. wzrósł kurs GBP/EUR. Indeks FTSE-100 w porównaniu z poziomem otwarcia był w południe wyższy o ok. 1 proc. Kurs funta jest blisko skorelowany z notowaniami londyńskiego parkietu, największym w Europie rynkiem akcji.

W wyniku rekapitalizacji brytyjski skarb państwa jest właścicielem 43,5 proc. Lloyds Banking Group i 70 proc. RBS (Royal Bank of Scotland). Nieoficjalne doniesienia sugerują, iż w ciągu 12 miesięcy rząd mógłby zacząć zmniejszać swoje udziały w obu bankach, choć zachowałby w nich kontrolny udział przez kilka lat.
onet.pl/(PAP, tm/ 19.05.2009, godz. 14:18)

GUS podał dane o wynagrodzeniach i zatrudnieniu w przedsiębiorstwach

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu br. spadło o 1,1% w stosunku do poprzedniego miesiąca, a w ujęciu rocznym wzrosło o 4,8% i wyniosło 3294,76 zł, podał w komunikacie Główny Urząd Statystyczny.
Przeciętne zatrudnienie w przedsiębiorstwach w kwietniu 2009 roku spadło w stosunku do poprzedniego miesiąca o 0,3%, natomiast w ujęciu rocznym spadło o 1,4% i wyniosło 5308,8 tys. osób, podał GUS.

Ekonomiści bankowi oczekiwali, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w kwietniu wzrosło średnio o 4,6% r/r. Ich oczekiwania wahały się od 3,9% do 5,1%. Średnia oczekiwań dziesiątki ekonomistów co do zmiany poziomu zatrudnienia w przedsiębiorstwach wyniosła -1,9% (oczekiwania: -1,2% do -3,8%).
onet.pl/(ISB, dd/19.05.2009)

GUS podał dane o wynagrodzeniach i zatrudnieniu w przedsiębiorstwach

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu br. spadło o 1,1% w stosunku do poprzedniego miesiąca, a w ujęciu rocznym wzrosło o 4,8% i wyniosło 3294,76 zł, podał w komunikacie Główny Urząd Statystyczny.
Przeciętne zatrudnienie w przedsiębiorstwach w kwietniu 2009 roku spadło w stosunku do poprzedniego miesiąca o 0,3%, natomiast w ujęciu rocznym spadło o 1,4% i wyniosło 5308,8 tys. osób, podał GUS.

Ekonomiści bankowi oczekiwali, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w kwietniu wzrosło średnio o 4,6% r/r. Ich oczekiwania wahały się od 3,9% do 5,1%. Średnia oczekiwań dziesiątki ekonomistów co do zmiany poziomu zatrudnienia w przedsiębiorstwach wyniosła -1,9% (oczekiwania: -1,2% do -3,8%).
onet.pl/(ISB, dd/19.05.2009)

Wysokie bonifikaty zachęcą do przejmowania ogrodów

Szykuje się kolejna bitwa o rodzinne ogrody działkowe – marszałek Sejmu skierował poselski projekt ustawy o ogrodach działkowych do pierwszego czytania w Sejmie.
Najwięcej emocji budzą zasady uwłaszczenia działkowców, które przewidują możliwość odpłatnego przekształcenia prawa użytkowania działki w prawo własności.

Każdy obecny użytkownik działki będzie miał dwa lata od chwili wejścia w życie ustawy na złożenie wniosku do wójta (burmistrza, prezydenta), starosty lub marszałka województwa albo w przypadku działki stanowiącej własność Skarbu Państwa do starosty. Oni też podejmą decyzje o uzyskaniu przez wnioskodawcę tytułu własności. Ostateczne decyzje urzędów mają stanowić podstawę wpisu do księgi wieczystej.Działkowcy, otrzymując tytuł prawny do ogrodu, uzyskają, może nie kapitał, ale pewność korzystania z niego. Konstrukcja projektowanego rozwiązania nie jest nowa. Jest to kalka z przepisów o wspólnotach mieszkaniowych. Tak jak właściciele mieszkań tworzą wspólnotę, tak właściciele działek staną się wspólnotą ogrodów. Uzyska ona zdolność pozywania i bycia pozywanymi – wyjaśnia Jędrzej Kondek, adwokat z kancelarii Barylski Olszewski Brzozowski.

W przypadku niezłożenia wniosku w ciągu dwóch lat roszczenie działkowca o przekształcenie prawa użytkowania w prawo własności wygaśnie. Będzie mu przysługiwało pierwszeństwo do zawarcia w drodze bezprzetargowej umowy o oddanie działki w użytkowanie, najem lub dzierżawę.

Użytkownik otrzyma prawo do uzyskania własności działki. To nie żaden przywilej. Biorąc pod uwagę nawet przepisy o zasiedzeniu, to użytkownik działki ma i dziś prawo do wystąpienia o tytuł jej własności do gminy. Nie wyobrażam sobie, żeby gmina mogła skutecznie odmówić przekształcenia użytkowania we własność – podnosi Andrzej Dera, poseł reprezentujący posłów wnioskodawców.

Jerzy Kowalski

Co uzyskają działkowcy, po przyjęciu przez Sejm projektu ustawy ? Jakie przepisy powinny być stosowane do ustalenia ceny działki ? O ile może zostać obniżona opłata za przekształcenie działki we własność ? Dlaczego związek działkowców protestuje przeciwko projektowi ?
Gazeta Prawna
wp.pl

Wysokie bonifikaty zachęcą do przejmowania ogrodów

Szykuje się kolejna bitwa o rodzinne ogrody działkowe – marszałek Sejmu skierował poselski projekt ustawy o ogrodach działkowych do pierwszego czytania w Sejmie.
Najwięcej emocji budzą zasady uwłaszczenia działkowców, które przewidują możliwość odpłatnego przekształcenia prawa użytkowania działki w prawo własności.

Każdy obecny użytkownik działki będzie miał dwa lata od chwili wejścia w życie ustawy na złożenie wniosku do wójta (burmistrza, prezydenta), starosty lub marszałka województwa albo w przypadku działki stanowiącej własność Skarbu Państwa do starosty. Oni też podejmą decyzje o uzyskaniu przez wnioskodawcę tytułu własności. Ostateczne decyzje urzędów mają stanowić podstawę wpisu do księgi wieczystej.Działkowcy, otrzymując tytuł prawny do ogrodu, uzyskają, może nie kapitał, ale pewność korzystania z niego. Konstrukcja projektowanego rozwiązania nie jest nowa. Jest to kalka z przepisów o wspólnotach mieszkaniowych. Tak jak właściciele mieszkań tworzą wspólnotę, tak właściciele działek staną się wspólnotą ogrodów. Uzyska ona zdolność pozywania i bycia pozywanymi – wyjaśnia Jędrzej Kondek, adwokat z kancelarii Barylski Olszewski Brzozowski.

W przypadku niezłożenia wniosku w ciągu dwóch lat roszczenie działkowca o przekształcenie prawa użytkowania w prawo własności wygaśnie. Będzie mu przysługiwało pierwszeństwo do zawarcia w drodze bezprzetargowej umowy o oddanie działki w użytkowanie, najem lub dzierżawę.

Użytkownik otrzyma prawo do uzyskania własności działki. To nie żaden przywilej. Biorąc pod uwagę nawet przepisy o zasiedzeniu, to użytkownik działki ma i dziś prawo do wystąpienia o tytuł jej własności do gminy. Nie wyobrażam sobie, żeby gmina mogła skutecznie odmówić przekształcenia użytkowania we własność – podnosi Andrzej Dera, poseł reprezentujący posłów wnioskodawców.

Jerzy Kowalski

Co uzyskają działkowcy, po przyjęciu przez Sejm projektu ustawy ? Jakie przepisy powinny być stosowane do ustalenia ceny działki ? O ile może zostać obniżona opłata za przekształcenie działki we własność ? Dlaczego związek działkowców protestuje przeciwko projektowi ?
Gazeta Prawna
wp.pl

Przybywa złych kredytów

Obecna recesja i towarzyszące jej kłopoty kredytobiorców dopiero odbiją się na wynikach europejskich banków.

Problem wzrostu odsetka „złych długów”, z którym mierzyć się dziś muszą polskie banki, nie ogranicza się do naszego kraju. Od Rosji po Hiszpanię potężne instytucje finansowe odkładają znaczne rezerwy na pokrycie przyszłych strat z tytułu pogorszenia się jakości portfela kredytowego. Niektórzy eksperci obawiają się, że problem okaże się większy od oczekiwań i znacząco opóźni wyjście banków z kryzysu.

Tylko w pierwszych trzech-czterech miesiącach roku wartość niespłaconych długów w większości państw Europy wzrosła o kilkanaście procent, a w niektórych aż o 1/3 lub o połowę. Wszędzie za zjawiskiem tym stoją rosnące bezrobocie i kłopoty finansowe firm cierpiących na spadek popytu.
Bez pomocy ani rusz?

Na to nakładają się czynniki krajowe. W Wielkiej Brytanii na przykład jest to fatalna sytuacja na rynku nieruchomości komercyjnych. Banki domagają się od firm, które wzięły kredyty na ich budowę, zrekompensowania spadku wartości rynkowej obciążonych hipoteką obiektów, co nie jest łatwe. Ocenia się, że kredyty zabezpieczone takimi nieruchomościami stanowią aż połowę brytyjskich „złych długów”. Będzie to oczywiście hamulcem dla rozwoju akcji kredytowej. Ale same banki powinny jakoś przetrwać, zważywszy na ilość pieniądza wpompowanego w nie przez władze - mówi Martin Ellis, główny ekonomista HBOS.

Większe obawy budzić może spadek cen domów w Hiszpanii. Według wczorajszych danych, udział niespłaconych kredytów w portfelach tamtejszych banków podskoczył w ciągu roku ponadtrzykrotnie, do 4,17 proc., czyli poziomu najwyższego od 12 lat. W przypadku kas oszczędnościowych, obejmujących prawie połowę tego rynku, wskaźnik wynosi już 6 proc., a analitycy Credit Suisse szacują, że w przyszłym roku wzrośnie do 14 proc. Ich zdaniem, oznaczałoby to konieczność pozyskania przez te instytucje 60 mld euro na pokrycie strat.

Jeśli wnosić z rezerw utworzonych przez największe banki, w Niemczech odsetek kredytów niespłaconych przez 30 dni po terminie na razie lekko przekracza 3 proc. Jednak ekonomiści przestrzegają, że zagrożone pożyczki konsumpcyjne, na przykład samochodowe, dopiero się ujawnią. Była to jedna z przesłanek stworzenia systemu złych banków, do których trafią te aktywa.

Najgorsze przed nami

Zdaniem ekonomistów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, regionem najbardziej dotkniętym „złymi długami” jest Europa Środkowa i Wschodnia. Według nich, zagrożone może być nawet 35 proc. udzielonych tu kredytów, co ostatecznie przełoży się na odpisanie 7 proc. wartości aktywów. Szef MFW Dominique Strauss-Kahn ostrzegł w piątek aktywne w regionie banki zachodnie, że aby podołać temu wyzwaniu, muszą stawić mu czoła wspólnie.

Mimo szybkiego wzrostu, odsetek „złych” kredytów jest jeszcze w większości państw na historycznie bezpiecznym poziomie 3-6 proc. W Polsce sięgnął on 5,3 proc., ale na przykład ekonomista Banku Handlowego Piotr Kalisz prognozuje dalszy wzrost do 6,7–8 proc. na koniec 2010 r. Byłby to świetny wynik w porównaniu z państwami bałkańskimi, a przede wszystkim bałtyckimi. Trudno dziś wyobrazić sobie kredytowanie łotewskiej gospodarki przez banki bez pieniędzy od MFW czy EBOiR.

Michał Kowalczyk
PARKIET/wp.pl

Przybywa złych kredytów

Obecna recesja i towarzyszące jej kłopoty kredytobiorców dopiero odbiją się na wynikach europejskich banków.

Problem wzrostu odsetka „złych długów”, z którym mierzyć się dziś muszą polskie banki, nie ogranicza się do naszego kraju. Od Rosji po Hiszpanię potężne instytucje finansowe odkładają znaczne rezerwy na pokrycie przyszłych strat z tytułu pogorszenia się jakości portfela kredytowego. Niektórzy eksperci obawiają się, że problem okaże się większy od oczekiwań i znacząco opóźni wyjście banków z kryzysu.

Tylko w pierwszych trzech-czterech miesiącach roku wartość niespłaconych długów w większości państw Europy wzrosła o kilkanaście procent, a w niektórych aż o 1/3 lub o połowę. Wszędzie za zjawiskiem tym stoją rosnące bezrobocie i kłopoty finansowe firm cierpiących na spadek popytu.
Bez pomocy ani rusz?

Na to nakładają się czynniki krajowe. W Wielkiej Brytanii na przykład jest to fatalna sytuacja na rynku nieruchomości komercyjnych. Banki domagają się od firm, które wzięły kredyty na ich budowę, zrekompensowania spadku wartości rynkowej obciążonych hipoteką obiektów, co nie jest łatwe. Ocenia się, że kredyty zabezpieczone takimi nieruchomościami stanowią aż połowę brytyjskich „złych długów”. Będzie to oczywiście hamulcem dla rozwoju akcji kredytowej. Ale same banki powinny jakoś przetrwać, zważywszy na ilość pieniądza wpompowanego w nie przez władze - mówi Martin Ellis, główny ekonomista HBOS.

Większe obawy budzić może spadek cen domów w Hiszpanii. Według wczorajszych danych, udział niespłaconych kredytów w portfelach tamtejszych banków podskoczył w ciągu roku ponadtrzykrotnie, do 4,17 proc., czyli poziomu najwyższego od 12 lat. W przypadku kas oszczędnościowych, obejmujących prawie połowę tego rynku, wskaźnik wynosi już 6 proc., a analitycy Credit Suisse szacują, że w przyszłym roku wzrośnie do 14 proc. Ich zdaniem, oznaczałoby to konieczność pozyskania przez te instytucje 60 mld euro na pokrycie strat.

Jeśli wnosić z rezerw utworzonych przez największe banki, w Niemczech odsetek kredytów niespłaconych przez 30 dni po terminie na razie lekko przekracza 3 proc. Jednak ekonomiści przestrzegają, że zagrożone pożyczki konsumpcyjne, na przykład samochodowe, dopiero się ujawnią. Była to jedna z przesłanek stworzenia systemu złych banków, do których trafią te aktywa.

Najgorsze przed nami

Zdaniem ekonomistów Międzynarodowego Funduszu Walutowego, regionem najbardziej dotkniętym „złymi długami” jest Europa Środkowa i Wschodnia. Według nich, zagrożone może być nawet 35 proc. udzielonych tu kredytów, co ostatecznie przełoży się na odpisanie 7 proc. wartości aktywów. Szef MFW Dominique Strauss-Kahn ostrzegł w piątek aktywne w regionie banki zachodnie, że aby podołać temu wyzwaniu, muszą stawić mu czoła wspólnie.

Mimo szybkiego wzrostu, odsetek „złych” kredytów jest jeszcze w większości państw na historycznie bezpiecznym poziomie 3-6 proc. W Polsce sięgnął on 5,3 proc., ale na przykład ekonomista Banku Handlowego Piotr Kalisz prognozuje dalszy wzrost do 6,7–8 proc. na koniec 2010 r. Byłby to świetny wynik w porównaniu z państwami bałkańskimi, a przede wszystkim bałtyckimi. Trudno dziś wyobrazić sobie kredytowanie łotewskiej gospodarki przez banki bez pieniędzy od MFW czy EBOiR.

Michał Kowalczyk
PARKIET/wp.pl

Nie spłacasz kredytu? Rób to z głową

Firmy od kilku miesięcy zwalniają pracowników albo obcinają im wynagrodzenia, waluty poszybowały w górę, a banki natychmiast tam, gdzie mogły, podniosły oprocentowanie i koszty obsługi rachunków, kart, a zwłaszcza kredytów. Efekt - coraz więcej osób ma kłopoty ze spłatą swoich rat kredytowych.
Tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy 2008 roku bankom przybyło 3,1 mld zł zagrożonych kredytów. W sumie na koniec ubiegłego roku mieliśmy problemy ze spłaceniem pożyczek na sumę 31,6 mld zł!

Specjaliści Narodowego Banku Polskiego nie są zbyt odkrywczy, podając w swoich raportach, że największe spustoszenia w naszym portfelu poczyniły kredyty hipoteczne denominowane we frankach szwajcarskich. Według danych NBP do niedawna stanowiły one aż 96 proc. wszystkich udzielanych w naszym kraju kredytów w walutach obcych.

Za sprawą gwałtownie tracącego na wartości złotego w ciągu kilku miesięcy ubiegłego roku rata kredytu we frankach zaciągniętego na 30 lat na mieszkanie warte 300 tys. zł wzrosła z 1740 zł do ponad 2 tys. zł. Różnica spora, biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku i kiepskie rokowania na przyszłość.



Paradoksy hipoteki

Co ciekawe, mimo że raty kredytów hipotecznych opiewają na zdecydowanie najwyższe kwoty, to akurat te zobowiązania spłacamy zdecydowanie najsumienniej.

Dlaczego tak się dzieje? - zastanawia się Justyna Szafraniec, dyrektor departamentu komunikacji i analiz Finamo. Otóż utrata lokum dla wielu Polaków, tak przywiązanych do tradycji, byłaby osobistą tragedią. Własny dom czy też mieszkanie dają nam poczucie niezależności i są wyznacznikiem statusu. Inna sprawa, że kredyty hipoteczne w ostatnich latach zaciągali głównie ludzie młodzi, przedstawiciele klasy średniej lub osoby do niej aspirujące - wykształceni, pełni werwy specjaliści, którzy ze znalezieniem pracy mają zdecydowanie najmniej problemów - wyjaśnia.

(Żródło:InfoMonitor,BIK)


Inny paradoks dotyczący kredytów hipotecznych jest taki: mimo iż są to zobowiązania na setki tysięcy złotych, to banki wykazują o wiele więcej zrozumienia dla klientów, borykających się z problemami finansowymi niż w przypadku kredytów ratalnych, gotówkowych czy kart kredytowych. Jest tylko jeden warunek - trzeba odpowiednio szybko usiąść z przedstawicielami banku do rozmów.
Zasada jest taka, że nie można czekać do ostatniej chwili, to znaczy do momentu, kiedy bank po kilku monitach szykuje się do odzyskania należności na drodze sądowej - dowiadujemy się w jednych oddziałów banku Millennium.

Czego możemy się spodziewać po zgłoszeniu do banku? Większość z nich w takich wypadkach nie ma ustalonej ścieżki załatwiania takich spraw i każdą rozpatruje indywidualnie. Najwięcej wygrają klienci, którzy uczciwie przedstawią sytuację i pójdą "na współpracę" z bankowcami.
Mamy kilka sposobów rozwiązania tego typu problemów - mówi Grzegorz Adamski z Banku Zachodniego WBK.
wp.pl/
Poniedziałek, 18 maja 2009

Nie spłacasz kredytu? Rób to z głową

Firmy od kilku miesięcy zwalniają pracowników albo obcinają im wynagrodzenia, waluty poszybowały w górę, a banki natychmiast tam, gdzie mogły, podniosły oprocentowanie i koszty obsługi rachunków, kart, a zwłaszcza kredytów. Efekt - coraz więcej osób ma kłopoty ze spłatą swoich rat kredytowych.
Tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy 2008 roku bankom przybyło 3,1 mld zł zagrożonych kredytów. W sumie na koniec ubiegłego roku mieliśmy problemy ze spłaceniem pożyczek na sumę 31,6 mld zł!

Specjaliści Narodowego Banku Polskiego nie są zbyt odkrywczy, podając w swoich raportach, że największe spustoszenia w naszym portfelu poczyniły kredyty hipoteczne denominowane we frankach szwajcarskich. Według danych NBP do niedawna stanowiły one aż 96 proc. wszystkich udzielanych w naszym kraju kredytów w walutach obcych.

Za sprawą gwałtownie tracącego na wartości złotego w ciągu kilku miesięcy ubiegłego roku rata kredytu we frankach zaciągniętego na 30 lat na mieszkanie warte 300 tys. zł wzrosła z 1740 zł do ponad 2 tys. zł. Różnica spora, biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku i kiepskie rokowania na przyszłość.



Paradoksy hipoteki

Co ciekawe, mimo że raty kredytów hipotecznych opiewają na zdecydowanie najwyższe kwoty, to akurat te zobowiązania spłacamy zdecydowanie najsumienniej.

Dlaczego tak się dzieje? - zastanawia się Justyna Szafraniec, dyrektor departamentu komunikacji i analiz Finamo. Otóż utrata lokum dla wielu Polaków, tak przywiązanych do tradycji, byłaby osobistą tragedią. Własny dom czy też mieszkanie dają nam poczucie niezależności i są wyznacznikiem statusu. Inna sprawa, że kredyty hipoteczne w ostatnich latach zaciągali głównie ludzie młodzi, przedstawiciele klasy średniej lub osoby do niej aspirujące - wykształceni, pełni werwy specjaliści, którzy ze znalezieniem pracy mają zdecydowanie najmniej problemów - wyjaśnia.

(Żródło:InfoMonitor,BIK)


Inny paradoks dotyczący kredytów hipotecznych jest taki: mimo iż są to zobowiązania na setki tysięcy złotych, to banki wykazują o wiele więcej zrozumienia dla klientów, borykających się z problemami finansowymi niż w przypadku kredytów ratalnych, gotówkowych czy kart kredytowych. Jest tylko jeden warunek - trzeba odpowiednio szybko usiąść z przedstawicielami banku do rozmów.
Zasada jest taka, że nie można czekać do ostatniej chwili, to znaczy do momentu, kiedy bank po kilku monitach szykuje się do odzyskania należności na drodze sądowej - dowiadujemy się w jednych oddziałów banku Millennium.

Czego możemy się spodziewać po zgłoszeniu do banku? Większość z nich w takich wypadkach nie ma ustalonej ścieżki załatwiania takich spraw i każdą rozpatruje indywidualnie. Najwięcej wygrają klienci, którzy uczciwie przedstawią sytuację i pójdą "na współpracę" z bankowcami.
Mamy kilka sposobów rozwiązania tego typu problemów - mówi Grzegorz Adamski z Banku Zachodniego WBK.
wp.pl/
Poniedziałek, 18 maja 2009

Cebulowe królestwo

Odpowiednio dobrane rośliny cebulowe ozdobią nasz ogród od wczesnej wiosny, aż do późnej jesieni. Wybór gatunków jest naprawdę ogromny.
Trudno wyobrazić sobie wiosenny ogród bez „klasycznych” już tulipanów i narcyzów. Pamiętajmy, iż musimy je posadzić koniecznie wczesną jesienią. Doceńmy popularne niegdyś szafirki. Te niewielkie rośliny najlepiej rosną na glebach żyznych i przepuszczalnych. Preferują stanowiska słoneczne, dopuszczalny jest również półcień. Cebulki szafirków sadzimy oczywiście jesienią, na głębokości nie większej niż 10 centymetrów.

Warte polecenia są również hiacyntowce. Rośliny te wymagają gleby żyznej (najlepiej wzbogaconej kompostem) i wilgotnej. Cebulki tych kwiatów sadzimy nieco płycej niż szafirków – optymalna głębokość to około 7 centymetrów. Najbardziej rozpowszechniony jest hiacyntowiec hiszpański, którego fioletowe, różowe lub białe kwiaty na efektownych długich łodygach są niebanalną ozdobą wielu ogrodów.

I choć rośliny cebulowe najbardziej kojarzą się nam z wiosną, ich piękno możemy podziwiać również latem. To właśnie o tej porze roku zakwitają największe z nich- na przykład lilie lub kanny. Pierwsze z nich nie wymagają chyba dokładnego opisu. Każdy z nas kojarzy je, choćby jako przepiękne kwiaty cięte. Lilie są wymagające w uprawie. Ich cebule sadzi się na głębokości około 20 centymetrów. Rośliny te rosną na stanowiskach słonecznych, wymagają gleb żyznych, wilgotnych i bogatych w próchnicę. Musimy również pamiętać, iż są szczególnie wrażliwe na brak wody.

Z kolei „tropikalne” kanny bardzo źle znoszą niskie temperatury. Stanowisko uprawy tych roślin musi być koniecznie słoneczne! Oprócz wspaniałych, dużych kwiatów (w zależności od odmiany – różowych, kremowych lub pomarańczowych), ich ozdobą są również szerokie, mięsiste liście. Z kwitnących latem roślin cebulowych najczęściej sadzi się również pustynnika, galtonię białawą, czosnek ozdobny, cynobrówkę lub kaladium dwubarwne.
Jesienią nasz ogród ozdobi na pewno czosnek (Allium glaucum). Roślina kwitnie wczesną jesienią, upiększając nasz ogród drobnymi różowymi kwiatami.

Jeżeli pod koniec sierpnia pokusimy się o posadzenie zimowitów, jesienią nasza rabata zamieni się w efektownie wyglądającą różową łąkę. Nasz jesienny ogród ozdobią także na przykład amarylki nadobne, dzwonki kropkowane oraz cyklameny neapolitańskie.

Większość wymienionych w artykule roślin cebulowych najlepiej sadzić na stanowiskach słonecznych. Cóż jednak począć, gdy nasz ogród w większości jest zacieniony? Nie załamujmy się! Okazuje się bowiem, że w nieprzebranym bogactwie „cebulek” naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Ogrodnicy polecają zwłaszcza Erythronium, zwanego popularnie „psim zębem”. Ta niewielka roślina, podobnie jak lilie, musi być posadzona dość głęboko. Najlepiej zaś rośnie zwłaszcza w miejscach zacienionych. Z innych cieniolubnych roślin cebulowych warto wymienić szachownicę kostkowaną, kaladium dwubarwne, cyklamena neapolitańskiego, narcyza oraz endymiona.

DP
dom.wp

Cebulowe królestwo

Odpowiednio dobrane rośliny cebulowe ozdobią nasz ogród od wczesnej wiosny, aż do późnej jesieni. Wybór gatunków jest naprawdę ogromny.
Trudno wyobrazić sobie wiosenny ogród bez „klasycznych” już tulipanów i narcyzów. Pamiętajmy, iż musimy je posadzić koniecznie wczesną jesienią. Doceńmy popularne niegdyś szafirki. Te niewielkie rośliny najlepiej rosną na glebach żyznych i przepuszczalnych. Preferują stanowiska słoneczne, dopuszczalny jest również półcień. Cebulki szafirków sadzimy oczywiście jesienią, na głębokości nie większej niż 10 centymetrów.

Warte polecenia są również hiacyntowce. Rośliny te wymagają gleby żyznej (najlepiej wzbogaconej kompostem) i wilgotnej. Cebulki tych kwiatów sadzimy nieco płycej niż szafirków – optymalna głębokość to około 7 centymetrów. Najbardziej rozpowszechniony jest hiacyntowiec hiszpański, którego fioletowe, różowe lub białe kwiaty na efektownych długich łodygach są niebanalną ozdobą wielu ogrodów.

I choć rośliny cebulowe najbardziej kojarzą się nam z wiosną, ich piękno możemy podziwiać również latem. To właśnie o tej porze roku zakwitają największe z nich- na przykład lilie lub kanny. Pierwsze z nich nie wymagają chyba dokładnego opisu. Każdy z nas kojarzy je, choćby jako przepiękne kwiaty cięte. Lilie są wymagające w uprawie. Ich cebule sadzi się na głębokości około 20 centymetrów. Rośliny te rosną na stanowiskach słonecznych, wymagają gleb żyznych, wilgotnych i bogatych w próchnicę. Musimy również pamiętać, iż są szczególnie wrażliwe na brak wody.

Z kolei „tropikalne” kanny bardzo źle znoszą niskie temperatury. Stanowisko uprawy tych roślin musi być koniecznie słoneczne! Oprócz wspaniałych, dużych kwiatów (w zależności od odmiany – różowych, kremowych lub pomarańczowych), ich ozdobą są również szerokie, mięsiste liście. Z kwitnących latem roślin cebulowych najczęściej sadzi się również pustynnika, galtonię białawą, czosnek ozdobny, cynobrówkę lub kaladium dwubarwne.
Jesienią nasz ogród ozdobi na pewno czosnek (Allium glaucum). Roślina kwitnie wczesną jesienią, upiększając nasz ogród drobnymi różowymi kwiatami.

Jeżeli pod koniec sierpnia pokusimy się o posadzenie zimowitów, jesienią nasza rabata zamieni się w efektownie wyglądającą różową łąkę. Nasz jesienny ogród ozdobią także na przykład amarylki nadobne, dzwonki kropkowane oraz cyklameny neapolitańskie.

Większość wymienionych w artykule roślin cebulowych najlepiej sadzić na stanowiskach słonecznych. Cóż jednak począć, gdy nasz ogród w większości jest zacieniony? Nie załamujmy się! Okazuje się bowiem, że w nieprzebranym bogactwie „cebulek” naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Ogrodnicy polecają zwłaszcza Erythronium, zwanego popularnie „psim zębem”. Ta niewielka roślina, podobnie jak lilie, musi być posadzona dość głęboko. Najlepiej zaś rośnie zwłaszcza w miejscach zacienionych. Z innych cieniolubnych roślin cebulowych warto wymienić szachownicę kostkowaną, kaladium dwubarwne, cyklamena neapolitańskiego, narcyza oraz endymiona.

DP
dom.wp

Luksusowy apartamentowiec dla studentów

Odrapane ściany, wspólne łazienki i kuchnie to codzienność polskich akademików. Ale nie wszystkich. Z tej niechlubnej tradycji postanowił wyłamać się łódzki Uniwersytet Medyczny, który dla swoich studentów wykupuje luksusowy apartamentowiec.
Uczelnia ma 8,5 tysiąca studentów, a tylko co ósmy ma miejsce w akademiku. Jednak największy problem, jak informuje „Gazeta Wyborcza” jest ze stancjami dla komercyjnych studentów anglojęzycznych, którzy za miesiąc w akademiku płacą dwa razy więcej niż Polacy, czyli 800 zł. Takich osób jest ponad 300. Do tej pory narzekali i czekali na poprawę warunków mieszkaniowych. I wreszcie się doczekali.  
Władze uczelni w końcu postanowiły rozwiązać problem kupując w ratach luksusowy apartamentowiec. Jeszcze na początku zeszłego roku – kiedy rozpoczynano budowę -  metr kwadratowy w tym budynku wyceniano na 6 tys. złotych. Zaplanowano recepcję, ochronę i cichobieżne windy. Niestety deweloper nie „wyrobił się” przed kryzysem i nie zdążył dokończyć budowy. Copernicus stał więc niedokończony. A inwestor nerwowo poszukiwał wyjścia z tej nieciekawej sytuacji.  

Dlatego oferta, z którą wyszła łódzka uczelnia był dla dewelopera świetną propozycją. Budynek nieco przeprojektowano. Zamiast luksusowych mieszkań powstaną jednoosobowe pokoje z łazienkami. Kuchnia przypadać będzie na trzech studentów. Przewidziano nawet kaplicę dla muzułmanów. Wszystko tak by powstał akademik o standardzie trzygwiazdkowego hotelu.
dom.wp

Luksusowy apartamentowiec dla studentów

Odrapane ściany, wspólne łazienki i kuchnie to codzienność polskich akademików. Ale nie wszystkich. Z tej niechlubnej tradycji postanowił wyłamać się łódzki Uniwersytet Medyczny, który dla swoich studentów wykupuje luksusowy apartamentowiec.
Uczelnia ma 8,5 tysiąca studentów, a tylko co ósmy ma miejsce w akademiku. Jednak największy problem, jak informuje „Gazeta Wyborcza” jest ze stancjami dla komercyjnych studentów anglojęzycznych, którzy za miesiąc w akademiku płacą dwa razy więcej niż Polacy, czyli 800 zł. Takich osób jest ponad 300. Do tej pory narzekali i czekali na poprawę warunków mieszkaniowych. I wreszcie się doczekali.  
Władze uczelni w końcu postanowiły rozwiązać problem kupując w ratach luksusowy apartamentowiec. Jeszcze na początku zeszłego roku – kiedy rozpoczynano budowę -  metr kwadratowy w tym budynku wyceniano na 6 tys. złotych. Zaplanowano recepcję, ochronę i cichobieżne windy. Niestety deweloper nie „wyrobił się” przed kryzysem i nie zdążył dokończyć budowy. Copernicus stał więc niedokończony. A inwestor nerwowo poszukiwał wyjścia z tej nieciekawej sytuacji.  

Dlatego oferta, z którą wyszła łódzka uczelnia był dla dewelopera świetną propozycją. Budynek nieco przeprojektowano. Zamiast luksusowych mieszkań powstaną jednoosobowe pokoje z łazienkami. Kuchnia przypadać będzie na trzech studentów. Przewidziano nawet kaplicę dla muzułmanów. Wszystko tak by powstał akademik o standardzie trzygwiazdkowego hotelu.
dom.wp

Sposób na kryzys, czyli przenosimy dom

Wprawdzie w ostatnich tygodniach ceny materiałów budowlanych spadły, wielu z nas boleśnie odczuło kryzys ekonomiczny na przysłowiowej „własnej skórze”. Niewielu więc wciąż może sobie pozwolić na zakup mieszkania lub budowę nowego domu.
Wprawdzie w ostatnich tygodniach ceny materiałów budowlanych spadły, wielu z nas boleśnie odczuło kryzys ekonomiczny na przysłowiowej „własnej skórze”. Niewielu więc wciąż może sobie pozwolić na zakup mieszkania lub budowę nowego domu.

Rezygnacja z własnych marzeń jest bolesna. Część z nas od wielu lat marzy o wyprowadzeniu się z miasta. Chcemy uciec od wszechobecnego zgiełku, pośpiechu, spalin, hałasu i stresu. Pragniemy zamieszkać na wsi, być po prostu „bliżej natury”. Jeżeli więc jesteśmy już posiadaczami działki, a pieniędzy na budowę nowego domu wciąż brakuje, pomyślmy o przeniesieniu starej wiejskiej chałupy.

Pomysł z początku może wydawać się absurdalny i zarezerwowany jedynie dla „pasjonatów”. Przecież wiejskie chatki, choć niezwykle urokliwe, bardzo często są w opłakanym stanie technicznym. Nie do końca jest to prawdą. Eksperci są zgodni, że drewno jest najzdrowszym materiałem budowlanym. Odpowiednio zakonserwowane może być również bardzo trwałe.

Jeżeli zdecydowani jesteśmy na zamieszkanie w drewnianej chacie, lub, jeżeli budynek ma służyć za domek letniskowy, czas rozpocząć poszukiwania. Oczywiście, najlepiej będzie, gdy znajdziemy taki dom w pobliżu naszej działki. Krótszy transport oznacza oczywiście znaczne zmniejszenie kosztów całej inwestycji.

Stare chałupy bardzo często stoją obok nowych budynków, a gospodarze chętnie się ich pozbywają. Czasami warto wybrać się na małą przejażdżkę i samemu wypatrzeć odpowiedni dom. Dobrym rozwiązaniem może być także zamieszczenie ogłoszenia w lokalnej prasie i przeszukanie ofert w internecie. Zazwyczaj jednak wieści o takim domu rozchodzą się pocztą pantoflową.
wp.pl

Sposób na kryzys, czyli przenosimy dom

Wprawdzie w ostatnich tygodniach ceny materiałów budowlanych spadły, wielu z nas boleśnie odczuło kryzys ekonomiczny na przysłowiowej „własnej skórze”. Niewielu więc wciąż może sobie pozwolić na zakup mieszkania lub budowę nowego domu.
Wprawdzie w ostatnich tygodniach ceny materiałów budowlanych spadły, wielu z nas boleśnie odczuło kryzys ekonomiczny na przysłowiowej „własnej skórze”. Niewielu więc wciąż może sobie pozwolić na zakup mieszkania lub budowę nowego domu.

Rezygnacja z własnych marzeń jest bolesna. Część z nas od wielu lat marzy o wyprowadzeniu się z miasta. Chcemy uciec od wszechobecnego zgiełku, pośpiechu, spalin, hałasu i stresu. Pragniemy zamieszkać na wsi, być po prostu „bliżej natury”. Jeżeli więc jesteśmy już posiadaczami działki, a pieniędzy na budowę nowego domu wciąż brakuje, pomyślmy o przeniesieniu starej wiejskiej chałupy.

Pomysł z początku może wydawać się absurdalny i zarezerwowany jedynie dla „pasjonatów”. Przecież wiejskie chatki, choć niezwykle urokliwe, bardzo często są w opłakanym stanie technicznym. Nie do końca jest to prawdą. Eksperci są zgodni, że drewno jest najzdrowszym materiałem budowlanym. Odpowiednio zakonserwowane może być również bardzo trwałe.

Jeżeli zdecydowani jesteśmy na zamieszkanie w drewnianej chacie, lub, jeżeli budynek ma służyć za domek letniskowy, czas rozpocząć poszukiwania. Oczywiście, najlepiej będzie, gdy znajdziemy taki dom w pobliżu naszej działki. Krótszy transport oznacza oczywiście znaczne zmniejszenie kosztów całej inwestycji.

Stare chałupy bardzo często stoją obok nowych budynków, a gospodarze chętnie się ich pozbywają. Czasami warto wybrać się na małą przejażdżkę i samemu wypatrzeć odpowiedni dom. Dobrym rozwiązaniem może być także zamieszczenie ogłoszenia w lokalnej prasie i przeszukanie ofert w internecie. Zazwyczaj jednak wieści o takim domu rozchodzą się pocztą pantoflową.
wp.pl

Bloki z windą... u sąsiada

Dwa bloki na wrocławskim osiedlu mają zostać zburzone. Powodem są windy, a raczej ich brak. Deweloper budując sześciopiętrowe domy postanowił zaoszczędzić i zamontował windy tylko w co drugiej klatce.
W sumie na osiedlu Piastowskim we Wrocławiu w feralnych budynkach jest 150 lokali. Mieszkańcy boją się, ze zostaną bez dachu nad głową, ponieważ powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nakazał wyburzenie bloków. Nie we wszystkich klatkach deweloper przewidział bowiem windy, które według prawa budowlanego muszą tam się znaleźć.

Deweloper tłumaczy się, że koszty budowy dźwigów znaczenie podniosłyby cenę mieszkań. A i tak mieszkańcy mogą korzystać z windy sąsiada, ponieważ  dwa najwyższe piętra budynków połączone są klatkami schodowymi. Jednak taki model socjalizacji nie za bardzo spodobał się strażnikom prawa budowlanego.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza" powiatowy inspektor  wielokrotnie prosił dewelopera o dokonanie poprawek, wszystko na nic. Teraz  klamka zapadła i najprawdopodobniej teren zostanie zrównany z ziemią.

Sprawę komplikuje fakt, że mieszkańcy do tej pory nie otrzymali aktów własności, wygląda więc na to, że cały czas mieszkają na placu budowy. Deweloper zapowiada odwołanie się od decyzji inspektora budowlanego, a sprawa najprawdopodobniej skończy się w sądzie.
wp.pl

Sprawdź najnowsze oferty w serwisie

Oceń nasz serwis

średnia ocen: 4,4

Ten serwis korzysta z mechanizmów cookies (ciasteczka)

| Polityka Cookies