Ze świata nieruchomości - strona 96

Sanatoria będą się prywatyzować

Jeszcze w tym roku ma zakończyć się prywatyzacja pierwszych czterech uzdrowisk. Nie czekając na jej wynik, sanatoria same próbują ratować swoją sytuację.
Na przełomie II i III kwartału ma zakończyć się prywatyzacja uzdrowiska w Ustce, Kamieniu Pomorskim, Wieńcu i Przerzeczynie. Są to pierwsze z 18 uzdrowisk wystawionych na sprzedaż przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Procesem prywatyzacji objęte było także uzdrowisko Kraków Swoszowice.

Został on jednak zakończony bez wyłonienia inwestora. Złożone oferty były poniżej naszych oczekiwań - informuje Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.
Termin składania przez inwestorów ofert w procesie prywatyzacji upływa 22 czerwca. Jak poinformowało MSP, do kolejnego etapu prywatyzacji, polegającego na negocjacjach, przeszły cztery krajowe firmy, w tym spółka STP Investement z Bochni, będąca udziałowcem firmy Stalprodukt.

To oznacza, że nie ma chętnych na polskie uzdrowiska wśród zagranicznych inwestorów. Resort liczył szczególnie na firmy z Bliskiego Wschodu, gdzie oferta polskich sanatoriów była prezentowana.

W kwietniu ruszył poza tym proces prywatyzacji kolejnych uzdrowisk.

Do końca czerwca ma zostać podpisana umowa na sporządzenie analiz przedprywatyzacyjnych przez firmę doradczą Arcanum w uzdrowiskach Świeradów Czerniawa, Cieplice i Szczawno-Jedlina - wyjaśnia rzecznik MSP.

Oprócz tego 15 czerwca upłynął termin nadsyłania ofert na wybór doradcy w procesie prywatyzacji Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego Ustroń, Uzdrowiska Wysowa, Inowrocław i Połczyn, a 18 czerwca Zespołu Uzdrowisk Kłodzkich. Na te pierwsze oferty złożyło siedem firm, na te ostatnie osiem.

Na szybkie zakończenie procesów prywatyzacyjnych liczą sanatoria, które od lat zmagają się z brakiem środków na modernizacje i remonty. Na 25 spółek aż osiem przynosi straty.

Nie czekając na wyniki prywatyzacji, uzdrowiska same starają się zadbać o swoją przyszłość. W tym roku sprzyjać im będzie osłabienie się złotego. Dlatego liczą nawet na kilkudziesięcioprocentowy wzrost przyjazdów kuracjuszy z Niemiec oraz Czech, gdzie po modernizacji uzdrowisk ceny bardzo wzrosły.



Patrycja Otto
Gazeta Prawna
wp.pl

Będzie można handlować mieszkaniami z seniorami

Chociaż w Polsce nie można jeszcze udzielać odwróconych kredytów hipotecznych, to jedna z prywatnych firm wprowadziła na rynek produkt, który łudząco je przypomina.
Modyfikując znaną prawu cywilnemu instytucję dożywocia, Fundusz Hipoteczny Dom (FHD) oferuje osobom w podeszłym wieku dożywotnią rentę w zamian za przeniesienie na nią prawa własności do domu czy mieszkania. Wysokość oferowanych świadczeń jest jednak zaskakująco niska w stosunku do cen przekazywanych nieruchomości.

Żeby skorzystać z oferowanej przez spółkę hipoteki odwróconej, trzeba mieć ukończone 65 lat i być właścicielem mieszkania lub domu. Osoby, które podpiszą z funduszem umowę, otrzymają comiesięczną, dożywotnią rentę i będą miały prawo do dożywotniego zamieszkiwania w mieszkaniu lub domu. W zamian po śmierci seniora na fundusz przejdzie pełne prawo własności do nieruchomości. Tym samym nie mogą ubiegać się o nią spadkobiercy.
Część prawników zarzuca funduszowi, że bezpodstawnie nazywa swój produkt hipoteką odwróconą, podczas gdy w Polsce nie ma przepisów zapewniających odpowiedni poziom zabezpieczenia dla osób starszych decydujących się na skorzystanie z takiego rozwiązania.
- Posługiwanie się nazwą produktu hipoteka odwrócona jest wprowadzeniem opinii publicznej w błąd. Nie ma on nic wspólnego z instytucją funkcjonująca w różnych porządkach prawnych na świecie - podkreśla Jerzy Bańka ze Związku Banków Polskich.

Ilu seniorów zgłosiło juz chęć skorzystania z oferty FHD? Co zasadniczo odróżnia hipotekę odwróconą w wydaniu modelowym od propozycji FHD? Komu się bardziej opłaca proponowane rozwiązanie? Dlaczego eksperci finansowi sceptycznie podchodzą do oferty FHD?

Adam Makosz
Gazeta Prawna
wp.,pl

Będzie można handlować mieszkaniami z seniorami

Chociaż w Polsce nie można jeszcze udzielać odwróconych kredytów hipotecznych, to jedna z prywatnych firm wprowadziła na rynek produkt, który łudząco je przypomina.
Modyfikując znaną prawu cywilnemu instytucję dożywocia, Fundusz Hipoteczny Dom (FHD) oferuje osobom w podeszłym wieku dożywotnią rentę w zamian za przeniesienie na nią prawa własności do domu czy mieszkania. Wysokość oferowanych świadczeń jest jednak zaskakująco niska w stosunku do cen przekazywanych nieruchomości.

Żeby skorzystać z oferowanej przez spółkę hipoteki odwróconej, trzeba mieć ukończone 65 lat i być właścicielem mieszkania lub domu. Osoby, które podpiszą z funduszem umowę, otrzymają comiesięczną, dożywotnią rentę i będą miały prawo do dożywotniego zamieszkiwania w mieszkaniu lub domu. W zamian po śmierci seniora na fundusz przejdzie pełne prawo własności do nieruchomości. Tym samym nie mogą ubiegać się o nią spadkobiercy.
Część prawników zarzuca funduszowi, że bezpodstawnie nazywa swój produkt hipoteką odwróconą, podczas gdy w Polsce nie ma przepisów zapewniających odpowiedni poziom zabezpieczenia dla osób starszych decydujących się na skorzystanie z takiego rozwiązania.
- Posługiwanie się nazwą produktu hipoteka odwrócona jest wprowadzeniem opinii publicznej w błąd. Nie ma on nic wspólnego z instytucją funkcjonująca w różnych porządkach prawnych na świecie - podkreśla Jerzy Bańka ze Związku Banków Polskich.

Ilu seniorów zgłosiło juz chęć skorzystania z oferty FHD? Co zasadniczo odróżnia hipotekę odwróconą w wydaniu modelowym od propozycji FHD? Komu się bardziej opłaca proponowane rozwiązanie? Dlaczego eksperci finansowi sceptycznie podchodzą do oferty FHD?

Adam Makosz
Gazeta Prawna
wp.,pl

Najdroższe lokalizacje

Według najnowszego raportu firmy CB Richard Ellis "Global Office Occupancy Costs" najdroższe lokalizacje pod względem wynajmu powierzchni biurowej na świecie to centrum Tokio, dzielnica West End w Londynie oraz Moskwa.

Warszawa zajmuje w rankingu 41 miejsce. Analizowane stawki uwzględniają wszystkie koszty, jakie najemca musi ponieść, jeśli chce wynająć biuro w najlepszych biurowcach w Warszawie - czynsz, koszty eksploatacyjne, ewentualne inne opłaty. - Teraz odnotowujemy znaczne spadki podstawowych stawek ofertowych nie tylko w Centrum Warszawy, ale również w pozostałych dzielnicach, jak też innych miastach regionalnych. Szacujemy, iż od czasu, gdy czynsze osiągały najwyższy pułap, czyli od połowy 2008 r., najwyższe stawki zostały obniżone średnio o 20 - 25% w Centrum oraz 10 - 15% w pozostałych lokalizacjach w stolicy - czytamy w raporcie. Spowolnienie ekonomiczne zdecydowanie zahamowało popyt na nowe powierzchnie biurowe i spowodowało wzrost ilości pustostanów w budynkach istniejących oraz tych w budowie.

Jednocześnie jest to najbardziej korzystny czas dla najemców, którzy zmuszeni są do poszukiwania nowego biura. Deweloperzy znacznie bardziej skłonni są do negocjacji, do oferowania większych zachęt i upustów, zwłaszcza w budynkach będących jeszcze na etapie budowy. Okazją mogą być również oferty podnajmu, które coraz częściej pojawiają się na rynku.

Charles Wardroper, Dyrektor Zarządzający w firmie CB Richard Ellis w Polsce, powiedział: "Najprawdopodobniej największe spadki mamy już za sobą. Przewidujemy, iż do końca 2009r. zanotujemy jeszcze kolejne obniżki, jednakże nie powinny one być aż tak drastyczne, jak to miało miejsce do tej pory. W średnim okresie czasu, takie unormowanie się cen niewątpliwie będzie miało korzystny wpływ na rynek zarówno najmu, jak też inwestycyjny w Polsce, która w porównaniu do innych krajów stawała się coraz mniej konkurencyjna."

W najdroższej lokalizacji świata, w centrum Tokio, za metr kwadratowy biura trzeba zapłacić ponad 124 euro. Na kolejnych miejscach znajdują się londyński West End (około 116 euro za mkw.), Moskwa (około 115 euro za mkw.) oraz Centralny Obszar Biznesu w Hong Kongu (ponad 100 euro za mkw.). W czołówce najdroższych biur na świecie, znalazły się również inne europejskie miasta - Paryż (około 77 euro za mkw.), londyńska dzielnica City (ponad 70 euro za mkw.) oraz zamykający pierwszą dziesiątkę Dublin (około 63 euro za metr).

Najbardziej dynamiczny wzrost czynszów w ciągu ostatnich 12 miesięcy odnotowano w Marsylii (Francja), Perth (Australia) i Charlotte (USA). Natomiast największy spadek czynszów zaobserwowano w Singapurze, Nowym Jorku (USA) i Hong Kongu.


INTERIA.PL

10 najdroższych lokalizacji świata - wynajem powierzchni biurowej

Czynsze najmu podane są w Euro za m. kw. miesięcznie, włączając opłaty dodatkowe oraz lokalne podatki.


INTERIA.PL

50 najdroższych lokalizacji świata - wynajem powierzchni biurowej - 31 marca 2009

Czynsze najmu podane są w Euro za m. kw. miesięcznie, włączając opłaty dodatkowe oraz lokalne podatki

Żródło: CB Richard Ellis Research

interia.pl

Najdroższe lokalizacje

Według najnowszego raportu firmy CB Richard Ellis "Global Office Occupancy Costs" najdroższe lokalizacje pod względem wynajmu powierzchni biurowej na świecie to centrum Tokio, dzielnica West End w Londynie oraz Moskwa.

Warszawa zajmuje w rankingu 41 miejsce. Analizowane stawki uwzględniają wszystkie koszty, jakie najemca musi ponieść, jeśli chce wynająć biuro w najlepszych biurowcach w Warszawie - czynsz, koszty eksploatacyjne, ewentualne inne opłaty. - Teraz odnotowujemy znaczne spadki podstawowych stawek ofertowych nie tylko w Centrum Warszawy, ale również w pozostałych dzielnicach, jak też innych miastach regionalnych. Szacujemy, iż od czasu, gdy czynsze osiągały najwyższy pułap, czyli od połowy 2008 r., najwyższe stawki zostały obniżone średnio o 20 - 25% w Centrum oraz 10 - 15% w pozostałych lokalizacjach w stolicy - czytamy w raporcie. Spowolnienie ekonomiczne zdecydowanie zahamowało popyt na nowe powierzchnie biurowe i spowodowało wzrost ilości pustostanów w budynkach istniejących oraz tych w budowie.

Jednocześnie jest to najbardziej korzystny czas dla najemców, którzy zmuszeni są do poszukiwania nowego biura. Deweloperzy znacznie bardziej skłonni są do negocjacji, do oferowania większych zachęt i upustów, zwłaszcza w budynkach będących jeszcze na etapie budowy. Okazją mogą być również oferty podnajmu, które coraz częściej pojawiają się na rynku.

Charles Wardroper, Dyrektor Zarządzający w firmie CB Richard Ellis w Polsce, powiedział: "Najprawdopodobniej największe spadki mamy już za sobą. Przewidujemy, iż do końca 2009r. zanotujemy jeszcze kolejne obniżki, jednakże nie powinny one być aż tak drastyczne, jak to miało miejsce do tej pory. W średnim okresie czasu, takie unormowanie się cen niewątpliwie będzie miało korzystny wpływ na rynek zarówno najmu, jak też inwestycyjny w Polsce, która w porównaniu do innych krajów stawała się coraz mniej konkurencyjna."

W najdroższej lokalizacji świata, w centrum Tokio, za metr kwadratowy biura trzeba zapłacić ponad 124 euro. Na kolejnych miejscach znajdują się londyński West End (około 116 euro za mkw.), Moskwa (około 115 euro za mkw.) oraz Centralny Obszar Biznesu w Hong Kongu (ponad 100 euro za mkw.). W czołówce najdroższych biur na świecie, znalazły się również inne europejskie miasta - Paryż (około 77 euro za mkw.), londyńska dzielnica City (ponad 70 euro za mkw.) oraz zamykający pierwszą dziesiątkę Dublin (około 63 euro za metr).

Najbardziej dynamiczny wzrost czynszów w ciągu ostatnich 12 miesięcy odnotowano w Marsylii (Francja), Perth (Australia) i Charlotte (USA). Natomiast największy spadek czynszów zaobserwowano w Singapurze, Nowym Jorku (USA) i Hong Kongu.


INTERIA.PL

10 najdroższych lokalizacji świata - wynajem powierzchni biurowej

Czynsze najmu podane są w Euro za m. kw. miesięcznie, włączając opłaty dodatkowe oraz lokalne podatki.


INTERIA.PL

50 najdroższych lokalizacji świata - wynajem powierzchni biurowej - 31 marca 2009

Czynsze najmu podane są w Euro za m. kw. miesięcznie, włączając opłaty dodatkowe oraz lokalne podatki

Żródło: CB Richard Ellis Research

interia.pl

"Rodzina na swoim" - dla kogo ten program?

Gdy mówi się o obecnym rynku mieszkaniowym, to nie sposób pominąć programu rządowego "Rodzina na swoim". Kredyt z dopłatą stał się popularnym produktem bankowym. Coraz większa popularność rządowego wsparcia w zakupie własnego mieszkania powoduje, że mimo młodego wieku ustawy i jej nowelizacji, już dyskutuje się o różnych zmianach. Deweloperzy wręcz chcieliby, by w ustawie pojawiło się ograniczenie pozwalające wyłącznie im pośrednio korzystać z programu. Czy nie za dużo już zamieszania wokół "Rodziny na swoim"?
Ustawa z 8 września 2006 roku o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania powstała z myślą o małżonkach i osobach samotnie wychowujących przynajmniej jedno małoletnie dziecko, dziecko - bez względu na jego wiek, na które pobierany jest zasiłek pielęgnacyjny oraz dziecko do ukończenia przez nie 25. roku życia, uczące się w szkołach. Teraz jednak pojawiają się głosy, by beneficjentami państwowej dopłaty do części oprocentowania kredytu mogłyby być osoby samotne. Bank Gospodarstwa Krajowego informuje o rekordowych ilościach udzielanych kredytów z dopłatą, z drugiej strony napływają informacje o dostosowaniu budżetu do zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Gdyby proponowany zapis został dodany do już znowelizowanej raz ustawy, to nasuwa się podstawowe pytanie: czy budżet będzie w stanie udźwignąć ciężar finansowego wsparcia w uzyskaniu własnego M?

Tym żyje rynek

Od wielu lat mówi się o zaniedbaniach w sferze mieszkalnictwa. Przede wszystkim brakuje kompleksowej i dostosowanej do warunków gospodarczych strategii rozwoju mieszkalnictwa. Większość działań charakteryzuje się fragmentarycznością, a nierzadko odnosi się wrażenie, że część rozwiązań jest "na próbę". Pojawiają się i znikają. Program "Rodzina na swoim" nie przyjął się od razu na rynku - głównie za sprawą wysokich cen mieszkań. Wtedy mówiło się o konieczności podwyższenia limitów cenowych m kw. lokali. I tak też się stało. 2 stycznia weszła jednak w życie nowelizacja ustawy, która wprowadziła korzystne zmiany - możliwość przystąpienia osób z najbliższej rodziny do umowy kredytu preferencyjnego oraz wzrost mnożnika (z 1,3 do 1,4) stosowanego do ustalenia limitu ceny. Jednocześnie sytuacja na rynku zmusiła deweloperów do obniżenia cen mieszkań. Te równoczesne działania przyniosły rezultaty - coraz większą liczbę udzielanych kredytów z dopłatami (szansa na spełnienie marzenia o własnym gniazdku dla wielu osób) oraz sprzedaż części gotowych mieszkań (pomocny dla deweloperów dotkniętych skutkami globalnych zawirowań).

Można pokusić się o stwierdzenie, że rynek nieruchomości żyje teraz kredytami z dopłatami.

Sytuację próbują wykorzystać deweloperzy

Polski Związek Firm Deweloperskich zaproponował nawet, by w ustawie zawarte zostało ograniczenie do zakupu mieszkań na rynku pierwotnym. "Rodzina na swoim" nie została jednak stworzona dla deweloperów, ale dla młodych osób, które chciałyby zakupić swoje pierwsze mieszkanie lub mały dom. Wprowadzenie takiego zapisu byłoby poważnym błędem i ograniczeniem dla nabywców. To oni sami powinni decydować, z jakiej oferty chcą skorzystać. Deweloperzy powinni przede wszystkim dostosować się do preferencji i możliwości finansowych Polaków. Skoro największym zainteresowaniem cieszą się "tanie" mieszkania, to jest to wyraźny sygnał do dokonania zmian w strategii. Deweloperzy w żadnym wypadku nie powinni opierać swojej działalności na rządowym programie, lecz samodzielnie szukać rozwiązań, które pomogą funkcjonować w różnych okresach. Ale nie tylko deweloperzy próbują wykorzystać popularność rządowego programu. Czynią to też banki. Okazuje się, że w przypadku niektórych kredytów rata kredytu z dopłatą państwa do jego oprocentowania jest wyższa aniżeli rata zwykłego kredytu.

Pierwsze gniazdko

Kilkuletnie wsparcie państwa w finansowaniu mieszkania pomaga młodym ludziom zbudować swoje pierwsze gniazdko. Wokół programu zrobiło się za dużo szumu. Niestety niektóre podmioty za bardzo próbują wykorzystać popularność "Rodziny na Swoim" i wystawiają tym samym opinię o sobie. Oby zamieszanie wokół programu nie spowodowało ograniczenia jego dostępności albo całkowitego jego wycofania. Jego popularność dowodzi, że jest potrzebny na rynku. Wystarczy przy nim za bardzo nie mieszać.

Małgorzata Kędzierska, analityk rynku nieruchomości

Wynajem.pl

interia.pl

"Rodzina na swoim" - dla kogo ten program?

Gdy mówi się o obecnym rynku mieszkaniowym, to nie sposób pominąć programu rządowego "Rodzina na swoim". Kredyt z dopłatą stał się popularnym produktem bankowym. Coraz większa popularność rządowego wsparcia w zakupie własnego mieszkania powoduje, że mimo młodego wieku ustawy i jej nowelizacji, już dyskutuje się o różnych zmianach. Deweloperzy wręcz chcieliby, by w ustawie pojawiło się ograniczenie pozwalające wyłącznie im pośrednio korzystać z programu. Czy nie za dużo już zamieszania wokół "Rodziny na swoim"?
Ustawa z 8 września 2006 roku o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania powstała z myślą o małżonkach i osobach samotnie wychowujących przynajmniej jedno małoletnie dziecko, dziecko - bez względu na jego wiek, na które pobierany jest zasiłek pielęgnacyjny oraz dziecko do ukończenia przez nie 25. roku życia, uczące się w szkołach. Teraz jednak pojawiają się głosy, by beneficjentami państwowej dopłaty do części oprocentowania kredytu mogłyby być osoby samotne. Bank Gospodarstwa Krajowego informuje o rekordowych ilościach udzielanych kredytów z dopłatą, z drugiej strony napływają informacje o dostosowaniu budżetu do zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Gdyby proponowany zapis został dodany do już znowelizowanej raz ustawy, to nasuwa się podstawowe pytanie: czy budżet będzie w stanie udźwignąć ciężar finansowego wsparcia w uzyskaniu własnego M?

Tym żyje rynek

Od wielu lat mówi się o zaniedbaniach w sferze mieszkalnictwa. Przede wszystkim brakuje kompleksowej i dostosowanej do warunków gospodarczych strategii rozwoju mieszkalnictwa. Większość działań charakteryzuje się fragmentarycznością, a nierzadko odnosi się wrażenie, że część rozwiązań jest "na próbę". Pojawiają się i znikają. Program "Rodzina na swoim" nie przyjął się od razu na rynku - głównie za sprawą wysokich cen mieszkań. Wtedy mówiło się o konieczności podwyższenia limitów cenowych m kw. lokali. I tak też się stało. 2 stycznia weszła jednak w życie nowelizacja ustawy, która wprowadziła korzystne zmiany - możliwość przystąpienia osób z najbliższej rodziny do umowy kredytu preferencyjnego oraz wzrost mnożnika (z 1,3 do 1,4) stosowanego do ustalenia limitu ceny. Jednocześnie sytuacja na rynku zmusiła deweloperów do obniżenia cen mieszkań. Te równoczesne działania przyniosły rezultaty - coraz większą liczbę udzielanych kredytów z dopłatami (szansa na spełnienie marzenia o własnym gniazdku dla wielu osób) oraz sprzedaż części gotowych mieszkań (pomocny dla deweloperów dotkniętych skutkami globalnych zawirowań).

Można pokusić się o stwierdzenie, że rynek nieruchomości żyje teraz kredytami z dopłatami.

Sytuację próbują wykorzystać deweloperzy

Polski Związek Firm Deweloperskich zaproponował nawet, by w ustawie zawarte zostało ograniczenie do zakupu mieszkań na rynku pierwotnym. "Rodzina na swoim" nie została jednak stworzona dla deweloperów, ale dla młodych osób, które chciałyby zakupić swoje pierwsze mieszkanie lub mały dom. Wprowadzenie takiego zapisu byłoby poważnym błędem i ograniczeniem dla nabywców. To oni sami powinni decydować, z jakiej oferty chcą skorzystać. Deweloperzy powinni przede wszystkim dostosować się do preferencji i możliwości finansowych Polaków. Skoro największym zainteresowaniem cieszą się "tanie" mieszkania, to jest to wyraźny sygnał do dokonania zmian w strategii. Deweloperzy w żadnym wypadku nie powinni opierać swojej działalności na rządowym programie, lecz samodzielnie szukać rozwiązań, które pomogą funkcjonować w różnych okresach. Ale nie tylko deweloperzy próbują wykorzystać popularność rządowego programu. Czynią to też banki. Okazuje się, że w przypadku niektórych kredytów rata kredytu z dopłatą państwa do jego oprocentowania jest wyższa aniżeli rata zwykłego kredytu.

Pierwsze gniazdko

Kilkuletnie wsparcie państwa w finansowaniu mieszkania pomaga młodym ludziom zbudować swoje pierwsze gniazdko. Wokół programu zrobiło się za dużo szumu. Niestety niektóre podmioty za bardzo próbują wykorzystać popularność "Rodziny na Swoim" i wystawiają tym samym opinię o sobie. Oby zamieszanie wokół programu nie spowodowało ograniczenia jego dostępności albo całkowitego jego wycofania. Jego popularność dowodzi, że jest potrzebny na rynku. Wystarczy przy nim za bardzo nie mieszać.

Małgorzata Kędzierska, analityk rynku nieruchomości

Wynajem.pl

interia.pl

JWC:U deweloperów taniej?

Biorąc kredyt za pośrednictwem dewelopera, można uzyskać niższą marżę, prowizję i szybciej załatwić wszystkie procedury. Nie należy spodziewać się, że bank łagodniej oceni naszą zdolność kredytową.
Niemal każdy deweloper ma w swojej ofercie propozycje kredytowania zakupu nieruchomości przez współpracujące z nim banki. Taki kredyt jest zwykle tańszy od tych dostępnych bezpośrednio w oddziałach banków.

Nasza oferta kredytowa jest na ogół lepsza, gdyż mamy podpisane umowy m.in. z tymi bankami, które finansują nasze inwestycje - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka, dyrektor pionu ekonomicznego J.W. Construction.

Dzięki umowom z bankami oferujemy dużo korzystniejsze warunki kredytowe niż te proponowane przez bank klientom z ulicy - dodaje Alicja Kościesz z Orco Poland.

Sami bankowcy potwierdzają, że są zainteresowani ułatwieniami w finansowaniu zakupu mieszkań w tych budynkach, których budowę kredytuje ich bank.

Jeśli deweloper ma kredyt w banku, to rzeczywiście często jest specjalna oferta dla osób kupujących mieszkanie na takim osiedlu - mówi Iwona Załuska z Upper Finance.

Nie należy jednak się spodziewać, że bank złagodzi swoje wymagania dotyczące oceny zdolności kredytowej i udziału własnego w finansowanej nieruchomości.

Wszystkie podstawowe warunki kredytowe są standardowe. Preferencje mogą dotyczyć tylko wysokości marży, prowizji lub innych opłat - mówi Agnieszka Nachyła z Banku Millennium.

Tak jak przy zwykłym kredycie trzeba więc posiadać odpowiednie dochody i zabezpieczenie. Za pośrednictwem dewelopera kredyt może być jednak tańszy. W Polnordzie przy kredycie mieszkaniowym z Noredea Bank marża przez pierwsze dwa lata nie jest pobierana, a potniej wynosi 1,7 proc. Marża przy pożyczkach mieszkaniowych PKO BP, oferowana w tej samej firmie, wynosi od 1,8 do 2 proc. Podobna oferta kredytowa PKO BP jest też w Dom Development.

Proponowana za naszym pośrednictwem marża jest o 0,5 pkt proc. niższa niż w standardowej ofercie banku. Prowizja zamiast 2 proc. wynosi 1 proc. Często w tych specjalnych ofertach kredytowych brak jest też opłat za oszacowanie wartości nieruchomości - mówi Janusz Stolarczyk z Dom Development.

Takie kredyty hipoteczne są dla banków nieco bezpieczniejsze.

Jeśli wcześniej kredytujemy dewelopera, to jest oczywiste, że mamy wiedzę na temat inwestycji budowlanej, w ramach której konkretne mieszkania będą zabezpieczeniem udzielanych klientom kredytów mieszkaniowych - mówi Izabela Świderek-Kowalczyk z PKO BP.

Pośrednicy kredytowi twierdzą, że PKO BP jest obecnie zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe dostępne za pośrednictwem deweloperów. Klient może w tym banku liczyć na niską cenę kredytu oraz szybsze rozpatrzenie wniosku.

Jeśli dana inwestycja jest znana bankowi, to oczywiste, że dużo szybciej można uzyskać w banku kredyt mówi Piotr Hirny, prezes Hirny BD.

Podobnie twierdzą inni deweloperzy.

W każdym banku, z którym współpracujemy, jest wytypowana osoba, która się z nami kontaktuje, zna naszą firmę i nasze inwestycje. To bardzo skraca procedurę kredytową - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Wszystkie te elementy powodują, że coraz więcej klientów korzysta z pomocy deweloperów przy kredycie.

W tej chwili nawet 60?70 proc. osób kupujących u nas mieszkania korzysta z takiej specjalnej oferty kredytowej - twierdzi Janusz Stolarczyk.

Roman Grzyb
Czwartek, 18 czerwca (07:06)
interia.pl

JWC:U deweloperów taniej?

Biorąc kredyt za pośrednictwem dewelopera, można uzyskać niższą marżę, prowizję i szybciej załatwić wszystkie procedury. Nie należy spodziewać się, że bank łagodniej oceni naszą zdolność kredytową.
Niemal każdy deweloper ma w swojej ofercie propozycje kredytowania zakupu nieruchomości przez współpracujące z nim banki. Taki kredyt jest zwykle tańszy od tych dostępnych bezpośrednio w oddziałach banków.

Nasza oferta kredytowa jest na ogół lepsza, gdyż mamy podpisane umowy m.in. z tymi bankami, które finansują nasze inwestycje - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka, dyrektor pionu ekonomicznego J.W. Construction.

Dzięki umowom z bankami oferujemy dużo korzystniejsze warunki kredytowe niż te proponowane przez bank klientom z ulicy - dodaje Alicja Kościesz z Orco Poland.

Sami bankowcy potwierdzają, że są zainteresowani ułatwieniami w finansowaniu zakupu mieszkań w tych budynkach, których budowę kredytuje ich bank.

Jeśli deweloper ma kredyt w banku, to rzeczywiście często jest specjalna oferta dla osób kupujących mieszkanie na takim osiedlu - mówi Iwona Załuska z Upper Finance.

Nie należy jednak się spodziewać, że bank złagodzi swoje wymagania dotyczące oceny zdolności kredytowej i udziału własnego w finansowanej nieruchomości.

Wszystkie podstawowe warunki kredytowe są standardowe. Preferencje mogą dotyczyć tylko wysokości marży, prowizji lub innych opłat - mówi Agnieszka Nachyła z Banku Millennium.

Tak jak przy zwykłym kredycie trzeba więc posiadać odpowiednie dochody i zabezpieczenie. Za pośrednictwem dewelopera kredyt może być jednak tańszy. W Polnordzie przy kredycie mieszkaniowym z Noredea Bank marża przez pierwsze dwa lata nie jest pobierana, a potniej wynosi 1,7 proc. Marża przy pożyczkach mieszkaniowych PKO BP, oferowana w tej samej firmie, wynosi od 1,8 do 2 proc. Podobna oferta kredytowa PKO BP jest też w Dom Development.

Proponowana za naszym pośrednictwem marża jest o 0,5 pkt proc. niższa niż w standardowej ofercie banku. Prowizja zamiast 2 proc. wynosi 1 proc. Często w tych specjalnych ofertach kredytowych brak jest też opłat za oszacowanie wartości nieruchomości - mówi Janusz Stolarczyk z Dom Development.

Takie kredyty hipoteczne są dla banków nieco bezpieczniejsze.

Jeśli wcześniej kredytujemy dewelopera, to jest oczywiste, że mamy wiedzę na temat inwestycji budowlanej, w ramach której konkretne mieszkania będą zabezpieczeniem udzielanych klientom kredytów mieszkaniowych - mówi Izabela Świderek-Kowalczyk z PKO BP.

Pośrednicy kredytowi twierdzą, że PKO BP jest obecnie zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe dostępne za pośrednictwem deweloperów. Klient może w tym banku liczyć na niską cenę kredytu oraz szybsze rozpatrzenie wniosku.

Jeśli dana inwestycja jest znana bankowi, to oczywiste, że dużo szybciej można uzyskać w banku kredyt mówi Piotr Hirny, prezes Hirny BD.

Podobnie twierdzą inni deweloperzy.

W każdym banku, z którym współpracujemy, jest wytypowana osoba, która się z nami kontaktuje, zna naszą firmę i nasze inwestycje. To bardzo skraca procedurę kredytową - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Wszystkie te elementy powodują, że coraz więcej klientów korzysta z pomocy deweloperów przy kredycie.

W tej chwili nawet 60?70 proc. osób kupujących u nas mieszkania korzysta z takiej specjalnej oferty kredytowej - twierdzi Janusz Stolarczyk.

Roman Grzyb
Czwartek, 18 czerwca (07:06)
interia.pl

Banki nie podzielą się zyskiem

W kasach banków mogą pozostać zyski wypracowane w roku 2009. Tylko dwa giełdowe banki mogą podzielić się w tym roku z akcjonariuszami zyskami za rok 2008. Jednym z nich jest Noble Bank, który na dywidendę przeznaczył 45,2 mln zł.
To zresztą o 54 mln zł mniej, niż pierwotnie planował. Była to reakcja na zalecenie Komisji Nadzoru Finansowego, która zasugerowała, aby banki jak największą część zysku przeznaczyły na podwyższenie funduszy własnych. Drugi bank, który zapewne wypłaci dywidendę, to PKO BP. Jego zarząd postąpił wbrew KNF i rekomenduje przeznaczenie na dywidendę całego zysku za 2008 rok, niemal 2,9 mld zł.

Pozostałe banki zyski zachowały. Spośród ich szefów tylko prezes Banku Handlowego bezpośrednio wyraził chęć powrotu do wypłacania dywidend w 2010 roku, jeśli warunki na to pozwolą. Pozostali o dywidendach za ten rok rozmawiać jeszcze nie chcą.

Coraz częściej mówią o nich analitycy. Szczególnie od momentu, kiedy Sławomir Kluza, przewodniczący KNF, zapowiedział, że urząd rozważy, czy będzie zalecać bankom niewypłacanie dywidend także z tegorocznych zysków.

- W naszych prognozach nie zakładamy wypłaty dywidend z zysków banków za 2009 rok - tak skomentowała wypowiedź szefa KNF Hanna Kędziora z DM PKO BP.

- Wypłaty dywidend będą zależały m.in. od zysków, które w tym roku w bankach będą dużo słabsze, oraz od sytuacji gospodarczej w 2010 roku, decydującej o skali ewentualnych strat banków na niespłaconych kredytach. Do tego dochodzi KNF, który może ponowić rekomendację co do zysków. Nawet jeśli dojdzie do wypłat, dywidendy będą znacznie mniejsze niż w ubiegłych, dobrych latach. W naszym podstawowym scenariuszu zakładamy, że dywidend w bankach nie będzie - mówi Michał Sobolewski z IDMSA.

Z wyliczeń GP na podstawie prognoz dla ośmiu giełdowych banków wynika, że ich zyski mogą spaść średnio o ok. 50 proc.

- Banki, których współczynniki wypłacalności, po zachowaniu zysków za 2008 rok, będą w okolicach 10-11 proc., będą konserwatywnie podchodzić do dzielenia się zyskiem - dodaje Tomasz Bursa z Ipopema Securities.

- Jeśli spełni się nasz scenariusz stopniowej poprawy sytuacji, niektóre z banków będą miały w 2010 roku dosyć duże możliwości wypłaty dywidendy. To Bank Handlowy, Pekao czy ING Bank Śląski. W przypadku PKO BP wypłata dywidendy będzie związana z decyzjami politycznymi - mówi Sebastian Buczek z Quercus TFI.

Małgorzata Kwiatkowska
interia.pl

Banki nie podzielą się zyskiem

W kasach banków mogą pozostać zyski wypracowane w roku 2009. Tylko dwa giełdowe banki mogą podzielić się w tym roku z akcjonariuszami zyskami za rok 2008. Jednym z nich jest Noble Bank, który na dywidendę przeznaczył 45,2 mln zł.
To zresztą o 54 mln zł mniej, niż pierwotnie planował. Była to reakcja na zalecenie Komisji Nadzoru Finansowego, która zasugerowała, aby banki jak największą część zysku przeznaczyły na podwyższenie funduszy własnych. Drugi bank, który zapewne wypłaci dywidendę, to PKO BP. Jego zarząd postąpił wbrew KNF i rekomenduje przeznaczenie na dywidendę całego zysku za 2008 rok, niemal 2,9 mld zł.

Pozostałe banki zyski zachowały. Spośród ich szefów tylko prezes Banku Handlowego bezpośrednio wyraził chęć powrotu do wypłacania dywidend w 2010 roku, jeśli warunki na to pozwolą. Pozostali o dywidendach za ten rok rozmawiać jeszcze nie chcą.

Coraz częściej mówią o nich analitycy. Szczególnie od momentu, kiedy Sławomir Kluza, przewodniczący KNF, zapowiedział, że urząd rozważy, czy będzie zalecać bankom niewypłacanie dywidend także z tegorocznych zysków.

- W naszych prognozach nie zakładamy wypłaty dywidend z zysków banków za 2009 rok - tak skomentowała wypowiedź szefa KNF Hanna Kędziora z DM PKO BP.

- Wypłaty dywidend będą zależały m.in. od zysków, które w tym roku w bankach będą dużo słabsze, oraz od sytuacji gospodarczej w 2010 roku, decydującej o skali ewentualnych strat banków na niespłaconych kredytach. Do tego dochodzi KNF, który może ponowić rekomendację co do zysków. Nawet jeśli dojdzie do wypłat, dywidendy będą znacznie mniejsze niż w ubiegłych, dobrych latach. W naszym podstawowym scenariuszu zakładamy, że dywidend w bankach nie będzie - mówi Michał Sobolewski z IDMSA.

Z wyliczeń GP na podstawie prognoz dla ośmiu giełdowych banków wynika, że ich zyski mogą spaść średnio o ok. 50 proc.

- Banki, których współczynniki wypłacalności, po zachowaniu zysków za 2008 rok, będą w okolicach 10-11 proc., będą konserwatywnie podchodzić do dzielenia się zyskiem - dodaje Tomasz Bursa z Ipopema Securities.

- Jeśli spełni się nasz scenariusz stopniowej poprawy sytuacji, niektóre z banków będą miały w 2010 roku dosyć duże możliwości wypłaty dywidendy. To Bank Handlowy, Pekao czy ING Bank Śląski. W przypadku PKO BP wypłata dywidendy będzie związana z decyzjami politycznymi - mówi Sebastian Buczek z Quercus TFI.

Małgorzata Kwiatkowska
interia.pl

To początek końca kryzysu?

W ocenie prezesa Narodowego Banku Polskiego, Sławomira Skrzypka można już zauważyć "początek końca kryzysu" finansowego, co daje możliwość analizy ewentualnych scenariuszy tzw. odrodzenia gospodarczego.

- Czy mamy początek końca kryzysu? Myślę, że to jest początek jego końca, ale przed nami jeszcze dużo pracy, aby móc pełne owoce tych zmian zbierać - powiedział w niedzielę w Warszawie prezes NBP.

Jak dodał, jest wiele sygnałów i symptomów, bardzo pozytywnych. - Można więc powiedzieć, że już ten koniec kryzysu zaczyna być widoczny i powoli zaczynamy analizować możliwe scenariusze tzw. odrodzenia i powrotu na zrównoważoną ścieżkę rozwoju - podkreślił.

Skrzypek wrócił w sobotę z dwudniowego Forum Ekonomicznym w Korei.

- Dyskusja na temat kryzysu była obecna na forum w Korei. Azja jest szczególnie ważnym miejscem, dlatego tam też pojechałem, ponieważ jest tam gospodarka chińska oraz wiele gospodarek związanych z tzw. rynkami wschodzącymi. Te ostatnie będą odgrywały zapewne kluczowe role - powiedział dziennikarzom prezes NBP podczas dnia otwartego NBP.

źródło informacji: PAP

interia.pl

To początek końca kryzysu?

W ocenie prezesa Narodowego Banku Polskiego, Sławomira Skrzypka można już zauważyć "początek końca kryzysu" finansowego, co daje możliwość analizy ewentualnych scenariuszy tzw. odrodzenia gospodarczego.

- Czy mamy początek końca kryzysu? Myślę, że to jest początek jego końca, ale przed nami jeszcze dużo pracy, aby móc pełne owoce tych zmian zbierać - powiedział w niedzielę w Warszawie prezes NBP.

Jak dodał, jest wiele sygnałów i symptomów, bardzo pozytywnych. - Można więc powiedzieć, że już ten koniec kryzysu zaczyna być widoczny i powoli zaczynamy analizować możliwe scenariusze tzw. odrodzenia i powrotu na zrównoważoną ścieżkę rozwoju - podkreślił.

Skrzypek wrócił w sobotę z dwudniowego Forum Ekonomicznym w Korei.

- Dyskusja na temat kryzysu była obecna na forum w Korei. Azja jest szczególnie ważnym miejscem, dlatego tam też pojechałem, ponieważ jest tam gospodarka chińska oraz wiele gospodarek związanych z tzw. rynkami wschodzącymi. Te ostatnie będą odgrywały zapewne kluczowe role - powiedział dziennikarzom prezes NBP podczas dnia otwartego NBP.

źródło informacji: PAP

interia.pl

Kredyty: Zastanów się 2 razy

Kredyt gotówkowy z ubezpieczeniem może być nawet dwa razy droższy od standardowej oferty. Dlatego przed podpisaniem umowy warto zastanowić się dwa razy.

Amatorom szybkich pożyczek bankowcy proponują dodatkowe ubezpieczenia: na życie, od utraty pracy, od następstw nieszczęśliwych wypadków. Czasami są to ubezpieczenia obowiązkowe, niekiedy zaś dobrowolne. W przypadku owej dobrowolności można mieć jednak pewne wątpliwości - często klient musi się wykazać dużą odpornością na argumenty sprzedawcy. Ten bowiem na sprzedaży kredytu z ubezpieczeniem zazwyczaj zarabia więcej.

Polisa to zresztą także spora korzyść dla banku, który z ubezpieczenia do kredytu bierze najczęściej 80 proc., a do ubezpieczyciela trafia pozostałe 20 proc. Nie mówiąc o tym, że polisa to także dodatkowe zabezpieczenie. Kredyt bezpieczniejszy jest z punktu widzenia banku tańszy. Tyle tylko, że niekoniecznie dla klienta.

W Open Finance przeanalizowaliśmy ofertę kredytów gotówkowych 21 banków dla kwoty 5 tys. zł na okres 12 miesięcy. Z banków, do których wysłaliśmy ankiety, na niewygodne dla instytucji zajmujących się consumer finance pytania nie odpowiedziały nam m.in. Dominet Bank i Euro Bank. W pozostałych instytucjach przeanalizowaliśmy oferty bez ubezpieczenia i z dodatkowymi polisami. Sprawdziliśmy też, co dzieje się z całkowitym kosztem kredytu, który pokazuje, ile musimy bankowi oddać ponad to, co od niego pożyczyliśmy. Pełne zestawienia prezentujemy w załączonych tabelach.

Najczęściej oferta banków wygląda tak, że w wariantach z ubezpieczeniem proponuje się takie samo oprocentowanie i prowizję, a do nich po prostu dolicza koszt polisy. To z kolei może oznaczać, że kredyt będzie znacznie droższy. Dla przykładu, w Cetelem Banku całkowity koszt przykładowego kredytu bez ubezpieczenia to niecałe 572 zł. Tymczasem z pełnym pakietem ubezpieczeń pożyczka kosztować będzie już prawie 1022 zł. Z kolei w Santander Banku całkowity koszt bez ubezpieczenia wynosi 738 zł, a z dwoma pakietami ubezpieczeń 1400 zł.

Kredyt z ubezpieczeniem będzie również droższy w innych bankach, choć niekoniecznie aż tak bardzo. Na drugim biegunie mamy np. Allianz Bank, gdzie zamiast 594 zł możemy zapłacić 672, 679, albo 744 zł - w zależności od wybranego pakietu ubezpieczeń. Koszty ubezpieczeń są więc niższe, ale w końcu to bank należący do grupy ubezpieczeniowej.

Niektóre banki konstruują ofertę jeszcze inaczej. Klient, który skorzysta z kredytu z ubezpieczeniem, może liczyć na niższe oprocentowanie czy prowizję. Można więc powiedzieć, że w tym przypadku banki dzielą się z klientami korzyścią, jaką mają z ubezpieczenia kredytu. Klient musi jednak zdawać sobie sprawę, że mimo tego kredyt i tak może być droższy. Nie można ulegać złudzeniu, jakie tworzy obniżka oprocentowania, która zresztą często wykorzystywana jest jako marketingowy argument.

Taka propozycja na pierwszy rzut oka może wydawać się atrakcyjna bo nie dość, że klient będzie miał tańszy kredyt, to jeszcze dostanie coś ekstra. Niestety w przypadku usług finansowych ocenianie "na oko" zazwyczaj kończy się źle dla naszego portfela.

W większości przypadków oferty z dodatkowym ubezpieczeniem są droższe, mimo że mają parametry korzystniejsze niż standardowe propozycje. Wystarczy spojrzeć na wysokość raty czy całkowity koszt kredytu. I tak dla przykładu w Invest-Banku oprocentowanie dla nowego klienta może zostać obniżone z 18,9 do 16,9 proc. w wersji z ubezpieczeniem na życie, ale kredyt i tak będzie droższy o 160 zł.

Na tym tle ciekawie wyglądają oferty db kredyt czy Alior Banku, gdzie oferta z ubezpieczeniem może być tańsza od standardowej. Tego rodzaju gratki są jednak najczęściej chwilowymi promocjami. Tak jest np. w db kredyt, gdzie oprocentowanie w wariancie z ubezpieczeniem obniżone jest aż o 10 punktów procentowych.

Wcześniej, przed rozpoczęciem promocji, obniżka sięgała tylko 2 punktów procentowych. Poza tym w db kredyt znajdziemy jeszcze kilka innych wariantów z ubezpieczeniem, niektóre z nich będą droższe niż ten przesłany nam przez bank. Co do Alior Banku to ten wciąż ma status nowego gracza walczącego o rynek, więc taka atrakcyjna oferta nie powinna dziwić.

Oczywiście bankowcy mogą odpowiedzieć, że przecież dostajemy kredyty z bonusem w postaci ubezpieczenia, które może nam się przydać. W razie utraty pracy albo wypadku to ubezpieczyciel zajmie się spłaceniem naszego kredytu.

Trzeba jednak pamiętać, że otrzymanie odszkodowania nie jest takie proste, bo w ubezpieczeniach od kredytów aż roi się od tzw. wyłączeń. Utrata pracy musi nastąpić na określonych warunkach. Nie może to być np. zwolnienie dyscyplinarne czy za porozumieniem stron. Jeśli pracodawca zaproponuje obniżenie pensji, a my odmówimy i odejdziemy, to też ubezpieczenie nie będzie przysługiwało.

Na tym nie koniec, bo czasami musimy się liczyć nawet z kilkumiesięczną karencją, czyli z tym, że ubezpieczenie będzie działać dopiero po zapłaceniu trzech rat. Są też ograniczenia co do wysokości odszkodowania, może się bowiem okazać, że obejmuje ono maksymalnie cześć rat. Trzeba też pamiętać, że to, co ogólnie nazywamy ubezpieczeniem do kredytu, może się zasadniczo różnić.

Ważny jest zakres takiej polisy, czyli czy jest to tylko i wyłącznie ubezpieczenie na życie, czy może jeszcze od utraty pracy, czy też niezdolności do pracy? To, że ten zakres może się różnić, pokazuje przykład kredytu w ING Banku, gdzie ubezpieczenie od utraty pracy obejmuje nie tylko raty kredytowe, ale również comiesięczny rachunek za prąd, gaz, i czynsz.

Ubezpieczenia do kredytów są przede wszystkim dodatkowym sposobem zarobku dla banków - i to sposobem, na który klienci zwracają mniejszą uwagę. Poza bankami, w instytucjach pożyczkowych mogą być sposobem na ominięcie tzw. ustawy antylichwiarskiej, która nie ogranicza wysokości kosztów ubezpieczeń do kredytów. Z punktu widzenia klienta ubezpieczenie kredytu w pierwszej kolejności będzie dodatkowym kosztem, choć oczywiście nietrudno wyobrazić sobie sytuacje, w których może się ono przydać. Warto jednak dobrze się zastanowić czy ubezpieczenie jest nam naprawdę potrzebne.

Wybrane oferty kredytów gotówkowych - porównanie wariantów bez i z ubezpieczeniem znajdziesz w załączniku pod tekstem

Mateusz Ostrowski, Michał Sadrak

źródło informacji: Open Finance

interia.pl

Kredyty: Zastanów się 2 razy

Kredyt gotówkowy z ubezpieczeniem może być nawet dwa razy droższy od standardowej oferty. Dlatego przed podpisaniem umowy warto zastanowić się dwa razy.

Amatorom szybkich pożyczek bankowcy proponują dodatkowe ubezpieczenia: na życie, od utraty pracy, od następstw nieszczęśliwych wypadków. Czasami są to ubezpieczenia obowiązkowe, niekiedy zaś dobrowolne. W przypadku owej dobrowolności można mieć jednak pewne wątpliwości - często klient musi się wykazać dużą odpornością na argumenty sprzedawcy. Ten bowiem na sprzedaży kredytu z ubezpieczeniem zazwyczaj zarabia więcej.

Polisa to zresztą także spora korzyść dla banku, który z ubezpieczenia do kredytu bierze najczęściej 80 proc., a do ubezpieczyciela trafia pozostałe 20 proc. Nie mówiąc o tym, że polisa to także dodatkowe zabezpieczenie. Kredyt bezpieczniejszy jest z punktu widzenia banku tańszy. Tyle tylko, że niekoniecznie dla klienta.

W Open Finance przeanalizowaliśmy ofertę kredytów gotówkowych 21 banków dla kwoty 5 tys. zł na okres 12 miesięcy. Z banków, do których wysłaliśmy ankiety, na niewygodne dla instytucji zajmujących się consumer finance pytania nie odpowiedziały nam m.in. Dominet Bank i Euro Bank. W pozostałych instytucjach przeanalizowaliśmy oferty bez ubezpieczenia i z dodatkowymi polisami. Sprawdziliśmy też, co dzieje się z całkowitym kosztem kredytu, który pokazuje, ile musimy bankowi oddać ponad to, co od niego pożyczyliśmy. Pełne zestawienia prezentujemy w załączonych tabelach.

Najczęściej oferta banków wygląda tak, że w wariantach z ubezpieczeniem proponuje się takie samo oprocentowanie i prowizję, a do nich po prostu dolicza koszt polisy. To z kolei może oznaczać, że kredyt będzie znacznie droższy. Dla przykładu, w Cetelem Banku całkowity koszt przykładowego kredytu bez ubezpieczenia to niecałe 572 zł. Tymczasem z pełnym pakietem ubezpieczeń pożyczka kosztować będzie już prawie 1022 zł. Z kolei w Santander Banku całkowity koszt bez ubezpieczenia wynosi 738 zł, a z dwoma pakietami ubezpieczeń 1400 zł.

Kredyt z ubezpieczeniem będzie również droższy w innych bankach, choć niekoniecznie aż tak bardzo. Na drugim biegunie mamy np. Allianz Bank, gdzie zamiast 594 zł możemy zapłacić 672, 679, albo 744 zł - w zależności od wybranego pakietu ubezpieczeń. Koszty ubezpieczeń są więc niższe, ale w końcu to bank należący do grupy ubezpieczeniowej.

Niektóre banki konstruują ofertę jeszcze inaczej. Klient, który skorzysta z kredytu z ubezpieczeniem, może liczyć na niższe oprocentowanie czy prowizję. Można więc powiedzieć, że w tym przypadku banki dzielą się z klientami korzyścią, jaką mają z ubezpieczenia kredytu. Klient musi jednak zdawać sobie sprawę, że mimo tego kredyt i tak może być droższy. Nie można ulegać złudzeniu, jakie tworzy obniżka oprocentowania, która zresztą często wykorzystywana jest jako marketingowy argument.

Taka propozycja na pierwszy rzut oka może wydawać się atrakcyjna bo nie dość, że klient będzie miał tańszy kredyt, to jeszcze dostanie coś ekstra. Niestety w przypadku usług finansowych ocenianie "na oko" zazwyczaj kończy się źle dla naszego portfela.

W większości przypadków oferty z dodatkowym ubezpieczeniem są droższe, mimo że mają parametry korzystniejsze niż standardowe propozycje. Wystarczy spojrzeć na wysokość raty czy całkowity koszt kredytu. I tak dla przykładu w Invest-Banku oprocentowanie dla nowego klienta może zostać obniżone z 18,9 do 16,9 proc. w wersji z ubezpieczeniem na życie, ale kredyt i tak będzie droższy o 160 zł.

Na tym tle ciekawie wyglądają oferty db kredyt czy Alior Banku, gdzie oferta z ubezpieczeniem może być tańsza od standardowej. Tego rodzaju gratki są jednak najczęściej chwilowymi promocjami. Tak jest np. w db kredyt, gdzie oprocentowanie w wariancie z ubezpieczeniem obniżone jest aż o 10 punktów procentowych.

Wcześniej, przed rozpoczęciem promocji, obniżka sięgała tylko 2 punktów procentowych. Poza tym w db kredyt znajdziemy jeszcze kilka innych wariantów z ubezpieczeniem, niektóre z nich będą droższe niż ten przesłany nam przez bank. Co do Alior Banku to ten wciąż ma status nowego gracza walczącego o rynek, więc taka atrakcyjna oferta nie powinna dziwić.

Oczywiście bankowcy mogą odpowiedzieć, że przecież dostajemy kredyty z bonusem w postaci ubezpieczenia, które może nam się przydać. W razie utraty pracy albo wypadku to ubezpieczyciel zajmie się spłaceniem naszego kredytu.

Trzeba jednak pamiętać, że otrzymanie odszkodowania nie jest takie proste, bo w ubezpieczeniach od kredytów aż roi się od tzw. wyłączeń. Utrata pracy musi nastąpić na określonych warunkach. Nie może to być np. zwolnienie dyscyplinarne czy za porozumieniem stron. Jeśli pracodawca zaproponuje obniżenie pensji, a my odmówimy i odejdziemy, to też ubezpieczenie nie będzie przysługiwało.

Na tym nie koniec, bo czasami musimy się liczyć nawet z kilkumiesięczną karencją, czyli z tym, że ubezpieczenie będzie działać dopiero po zapłaceniu trzech rat. Są też ograniczenia co do wysokości odszkodowania, może się bowiem okazać, że obejmuje ono maksymalnie cześć rat. Trzeba też pamiętać, że to, co ogólnie nazywamy ubezpieczeniem do kredytu, może się zasadniczo różnić.

Ważny jest zakres takiej polisy, czyli czy jest to tylko i wyłącznie ubezpieczenie na życie, czy może jeszcze od utraty pracy, czy też niezdolności do pracy? To, że ten zakres może się różnić, pokazuje przykład kredytu w ING Banku, gdzie ubezpieczenie od utraty pracy obejmuje nie tylko raty kredytowe, ale również comiesięczny rachunek za prąd, gaz, i czynsz.

Ubezpieczenia do kredytów są przede wszystkim dodatkowym sposobem zarobku dla banków - i to sposobem, na który klienci zwracają mniejszą uwagę. Poza bankami, w instytucjach pożyczkowych mogą być sposobem na ominięcie tzw. ustawy antylichwiarskiej, która nie ogranicza wysokości kosztów ubezpieczeń do kredytów. Z punktu widzenia klienta ubezpieczenie kredytu w pierwszej kolejności będzie dodatkowym kosztem, choć oczywiście nietrudno wyobrazić sobie sytuacje, w których może się ono przydać. Warto jednak dobrze się zastanowić czy ubezpieczenie jest nam naprawdę potrzebne.

Wybrane oferty kredytów gotówkowych - porównanie wariantów bez i z ubezpieczeniem znajdziesz w załączniku pod tekstem

Mateusz Ostrowski, Michał Sadrak

źródło informacji: Open Finance

interia.pl

Nawet 8,5 mld zł dywidend

Rząd nie chce powiedzieć, jaka naprawdę jest sytuacja finansów państwa. Jeśli tragiczna, to możliwe, że zdecyduje się na drenaż spółek, w których ma coś do powiedzenia - donosi "Rzeczpospolita".
Kasa państwa nie jest w najlepszym stanie. Mizerne są wpływy z podatków – aż o 5,2 proc. mniejsze niż w ubiegłym roku (dane na koniec maja) – choć w budżecie założono, że w całym roku wzrosną o 10,2 proc.

Jeśli takie wskaźniki utrzymałyby się do końca roku, kasa państwa otrzymałaby z podatków o 35 mld zł mniej, niż założono.

Jednym ze sposobów na zwiększenie dochodów budżetowych jest podwyższenie dochodów z wypłaty dywidendy ze spółek, w których Skarb Państwa ma znaczące udziały. Jak wynika z szacunków „Rz”, gdyby rząd zażądał wypłaty całego zysku w formie dywidendy, uzyskałby z największych firm ok. 8,5 mld zł wobec zaplanowanych w budżecie 2,9 mld zł.

Największe pieniądze państwo może otrzymać z PZU i PKO BP.

Więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".
(Rzeczpospolita, pw/22.06.2009, godz. 08:03)
onet.pl

Nawet 8,5 mld zł dywidend

Rząd nie chce powiedzieć, jaka naprawdę jest sytuacja finansów państwa. Jeśli tragiczna, to możliwe, że zdecyduje się na drenaż spółek, w których ma coś do powiedzenia - donosi "Rzeczpospolita".
Kasa państwa nie jest w najlepszym stanie. Mizerne są wpływy z podatków – aż o 5,2 proc. mniejsze niż w ubiegłym roku (dane na koniec maja) – choć w budżecie założono, że w całym roku wzrosną o 10,2 proc.

Jeśli takie wskaźniki utrzymałyby się do końca roku, kasa państwa otrzymałaby z podatków o 35 mld zł mniej, niż założono.

Jednym ze sposobów na zwiększenie dochodów budżetowych jest podwyższenie dochodów z wypłaty dywidendy ze spółek, w których Skarb Państwa ma znaczące udziały. Jak wynika z szacunków „Rz”, gdyby rząd zażądał wypłaty całego zysku w formie dywidendy, uzyskałby z największych firm ok. 8,5 mld zł wobec zaplanowanych w budżecie 2,9 mld zł.

Największe pieniądze państwo może otrzymać z PZU i PKO BP.

Więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".
(Rzeczpospolita, pw/22.06.2009, godz. 08:03)
onet.pl

PKB Środkowo - Wschodniej Europy spadnie w 2009 o 1,6 proc., a światowa gospodarka skurczy się o 2,9 proc.

Gospodarki Środkowo - Wschodniej Europy skurczą się w 2009 r. o 1,6 proc. - ocenił w opublikowanym w poniedziałek raporcie Bank Światowy.
Kraje WNP zanotują spadek PKB o 6,2 proc. - podał BŚ.

Gospodarka Rosji skurczy się zaś w tym roku o 7,5 proc., a w 2010 powróci do wzrostu na poziomie 2,5 proc. - wynika z prognozy Banku Światowego.

W 2010 r. gospodarka w tym regionie odnotuje wzrost o 1,6 proc. - ocenia BŚ.

Światowa gospodarka odnotuje w tym roku spadek PKB o 2,9 proc. - ocenia w swoim najnowszym raporcie Bank Światowy.

Jeszcze w marcu bank prognozował na ten rok spadek globalnego PKB o 1,7 proc. Na 2010 r. BŚ zakłada natomiast wzrost światowego PKB o 2,0 proc.

W poprzedniej, marcowej prognozie, Bank szacował wzrost PKB w przyszłym roku na 2,3 proc. Bank ocenia, że ozdrowienie w gospodarce będzie dużo bardziej stonowane niż normalnie.

Zakłada, że globalna ekspansja gospodarcze może się rozpocząć w II połowie tego roku. BŚ ocenia, że PKB USA może w tym roku spaść o 3,0 proc., a Japonii o 6,8 proc.

Dla strefy euro BŚ zakłada spadek tegorocznego PKB o 4,5 proc.

Bank ocenia, że konieczna jest bardziej odważna polityka i więcej koordynacji w zwalczaniu globalnego kryzysu.
(PAP, pw/22.06.2009, godz. 09:32)
onet.pl

PKB Środkowo - Wschodniej Europy spadnie w 2009 o 1,6 proc., a światowa gospodarka skurczy się o 2,9 proc.

Gospodarki Środkowo - Wschodniej Europy skurczą się w 2009 r. o 1,6 proc. - ocenił w opublikowanym w poniedziałek raporcie Bank Światowy.
Kraje WNP zanotują spadek PKB o 6,2 proc. - podał BŚ.

Gospodarka Rosji skurczy się zaś w tym roku o 7,5 proc., a w 2010 powróci do wzrostu na poziomie 2,5 proc. - wynika z prognozy Banku Światowego.

W 2010 r. gospodarka w tym regionie odnotuje wzrost o 1,6 proc. - ocenia BŚ.

Światowa gospodarka odnotuje w tym roku spadek PKB o 2,9 proc. - ocenia w swoim najnowszym raporcie Bank Światowy.

Jeszcze w marcu bank prognozował na ten rok spadek globalnego PKB o 1,7 proc. Na 2010 r. BŚ zakłada natomiast wzrost światowego PKB o 2,0 proc.

W poprzedniej, marcowej prognozie, Bank szacował wzrost PKB w przyszłym roku na 2,3 proc. Bank ocenia, że ozdrowienie w gospodarce będzie dużo bardziej stonowane niż normalnie.

Zakłada, że globalna ekspansja gospodarcze może się rozpocząć w II połowie tego roku. BŚ ocenia, że PKB USA może w tym roku spaść o 3,0 proc., a Japonii o 6,8 proc.

Dla strefy euro BŚ zakłada spadek tegorocznego PKB o 4,5 proc.

Bank ocenia, że konieczna jest bardziej odważna polityka i więcej koordynacji w zwalczaniu globalnego kryzysu.
(PAP, pw/22.06.2009, godz. 09:32)
onet.pl

Białe świadectwa uchronią firmy przed karami

Jednostki sektora publicznego będą musiały już w 2010 roku zmniejszyć zużycie energii o 1 proc. w stosunku do tej, którą wykorzystały w tym roku. W każdym kolejnym roku mają redukować zapotrzebowanie na energię o kolejny 1 proc. Takie obowiązki wynikają dla naszego kraju z dyrektywy unijnej w sprawie efektywności końcowego wykorzystania energii.
Teraz obowiązki te znalazły się w przygotowanym przez Ministerstwo Gospodarki projekcie ustawy o efektywności energetycznej, która trafiła już do resortowych konsultacji.

Jeszcze w tym roku do obsługi tej ustawy powstanie nowy zawód audytora energetycznego, a na rynku pojawią się świadectwa efektywności energetycznej, które będą dowodem przeprowadzonych przedsięwzięć modernizacyjnych. Podmioty publiczne zostaną zobowiązane do audytu energetycznego.
Celem projektu jest stworzenie ram prawnych dla działań na rzecz wzrostu efektywności energetycznej gospodarki, obejmujących mechanizm wsparcia i prowadzących do uzyskania wymiernych oszczędności energii wymaganych na podstawie dyrektywy - tłumaczy Henryk Majchrzak, dyrektor Departamentu Energetyki Ministerstwa Gospodarki.

Dodaje, że chodzi o zwiększenie oszczędności energii przez odbiorców końcowych, sprawności jej wytwarzania oraz zmniejszenie strat w jej przesyłaniu i dystrybucji.
Więcej: Gazeta Prawna 22.06.2009 (119) - str.10

Białe świadectwa uchronią firmy przed karami

Jednostki sektora publicznego będą musiały już w 2010 roku zmniejszyć zużycie energii o 1 proc. w stosunku do tej, którą wykorzystały w tym roku. W każdym kolejnym roku mają redukować zapotrzebowanie na energię o kolejny 1 proc. Takie obowiązki wynikają dla naszego kraju z dyrektywy unijnej w sprawie efektywności końcowego wykorzystania energii.
Teraz obowiązki te znalazły się w przygotowanym przez Ministerstwo Gospodarki projekcie ustawy o efektywności energetycznej, która trafiła już do resortowych konsultacji.

Jeszcze w tym roku do obsługi tej ustawy powstanie nowy zawód audytora energetycznego, a na rynku pojawią się świadectwa efektywności energetycznej, które będą dowodem przeprowadzonych przedsięwzięć modernizacyjnych. Podmioty publiczne zostaną zobowiązane do audytu energetycznego.
Celem projektu jest stworzenie ram prawnych dla działań na rzecz wzrostu efektywności energetycznej gospodarki, obejmujących mechanizm wsparcia i prowadzących do uzyskania wymiernych oszczędności energii wymaganych na podstawie dyrektywy - tłumaczy Henryk Majchrzak, dyrektor Departamentu Energetyki Ministerstwa Gospodarki.

Dodaje, że chodzi o zwiększenie oszczędności energii przez odbiorców końcowych, sprawności jej wytwarzania oraz zmniejszenie strat w jej przesyłaniu i dystrybucji.
Więcej: Gazeta Prawna 22.06.2009 (119) - str.10

Ceny najmu mieszkań już nie spadną

Średnie ceny najmu w Warszawie, Poznaniu i Trójmieście nie zmieniły się od maja. Wakacje to najlepszy okres na szukanie lokalu do wynajęcia, bo jest więcej wolnych mieszkań. Do jesieni, kiedy rozpocznie się rok akademicki, ceny najmu mogą minimalnie wzrosnąć.
W porównaniu z końcem 2008 roku stawki czynszu za najem mieszkań w większości dużych miast spadły o 10-15 proc.

Spadki nie są duże, na pewno są mniejsze niż spadki cen mieszkań do sprzedaży - mówi Aleksandra Szarek z Home Brokers.
W Łodzi najtaniej

Od początku kwietnia czynsze już nie spadają lub spadki są minimalne. W czerwcu niewielki spadek czynszów odnotowano jedynie w Krakowie i Wrocławiu.
Z dużych aglomeracji miejskich ceny powróciły już do poziomu z początku roku w Trójmieście - mówi Małgorzata Kędzierska z portalu Wynajem.pl.

Nadal najdroższym miastem jest Warszawa, gdzie za wynajęcie niewielkiego dwupokojowego mieszkania trzeba miesięcznie zapłacić ok. 2 tys. zł. Do stolicy przyjeżdża najwięcej osób poszukujących pracy. Wynajęcie trzypokojowego lokalu kosztuje nawet o 1 tys. zł więcej.

Biorąc pod uwagę cenę najmu 1 mkw. mieszkania, najdroższe są kawalerki, których oferta rynkowa jest również najmniejsza. Z dużych miast najtaniej mieszkanie można wynająć w Łodzi, gdzie czynsze są nawet o połowę niższe niż w stolicy. Do czynszu najmu trzeba jeszcze dodać opłaty związane z eksploatacją lokalu: rachunki za gaz, prąd, wodę i kanalizację oraz ewentualnie za telefon i telewizję kablową.

Ponieważ łączny wydatek na najem jest niemały, coraz częściej mieszkanie wynajmuje kilka osób.
Dlatego największy popyt jest na mieszkania dwupokojowe o powierzchni 4050 mkw., koniecznie z osobną kuchnią - mówi Robert Chojnacki, prezes redNet Property Group.

Koszt najmu można zmniejszyć podczas bezpośrednich negocjacji z właścicielem mieszkania.
Duży margines negocjacyjny jest przy dużych i drogich mieszkaniach. Jeśli najemcą jest duża firma, która jest zainteresowana najmem na dłuższy czas, to margines negocjacyjny jest większy. Właściciel może obniżyć cenę, bo wie, że przez dłuższy czas będzie miał spokój z szukaniem najemcy - dodaje Robert Chojnacki.

Czas na zmianę lokum

Przy drogich, dużych mieszkaniach można wytargować obniżkę ceny nawet o 15 proc. Przy mniejszych lokalach, najbardziej popularnych, pole do negocjacji jest mniejsze.
Przy odpowiednio skalkulowanej cenie nie należy liczyć na większą obniżkę czynszu niż 100 zł miesięcznie - mówi Tomasz Labiedź, pośrednik w obrocie nieruchomościami.

W przeciwieństwie do rynku mieszkań do sprzedaży rynek najmu jest dość płynny.
Mieszkania wynajmują się wolniej niż pod koniec 2008 roku, ale nie jest źle, bo średnio zajmuje to dwa miesiące. Wszystko zależy od ceny i położenia. Jeśli ktoś jest bardziej skłonny do obniżek, to wynajmie mieszkanie szybciej - mówi Aleksandra Szarek.

Bogata oferta

Zdaniem pośredników zaczyna się najlepszy czas, by szukać mieszkania do wynajęcia.
Wielu studentom, którzy są największą grupą najemców mieszkań w dużych miastach, kończy się umowa najmu. Wolą zaoszczędzić przez wakacyjne miesiące i nie płacić za mieszkanie. Teraz jest największy wybór lokali - mówi Małgorzata Kędzierska.

Jesienią sytuacja się zmieni. Nie należy jednak spodziewać się dużego wzrostu cen.
Czynsze najmu wzrosną maksymalnie o kilka procent - mówi Aleksandra Szarek
wp.pl
Roman Grzyb
Gazeta Prawna

Ceny najmu mieszkań już nie spadną

Średnie ceny najmu w Warszawie, Poznaniu i Trójmieście nie zmieniły się od maja. Wakacje to najlepszy okres na szukanie lokalu do wynajęcia, bo jest więcej wolnych mieszkań. Do jesieni, kiedy rozpocznie się rok akademicki, ceny najmu mogą minimalnie wzrosnąć.
W porównaniu z końcem 2008 roku stawki czynszu za najem mieszkań w większości dużych miast spadły o 10-15 proc.

Spadki nie są duże, na pewno są mniejsze niż spadki cen mieszkań do sprzedaży - mówi Aleksandra Szarek z Home Brokers.
W Łodzi najtaniej

Od początku kwietnia czynsze już nie spadają lub spadki są minimalne. W czerwcu niewielki spadek czynszów odnotowano jedynie w Krakowie i Wrocławiu.
Z dużych aglomeracji miejskich ceny powróciły już do poziomu z początku roku w Trójmieście - mówi Małgorzata Kędzierska z portalu Wynajem.pl.

Nadal najdroższym miastem jest Warszawa, gdzie za wynajęcie niewielkiego dwupokojowego mieszkania trzeba miesięcznie zapłacić ok. 2 tys. zł. Do stolicy przyjeżdża najwięcej osób poszukujących pracy. Wynajęcie trzypokojowego lokalu kosztuje nawet o 1 tys. zł więcej.

Biorąc pod uwagę cenę najmu 1 mkw. mieszkania, najdroższe są kawalerki, których oferta rynkowa jest również najmniejsza. Z dużych miast najtaniej mieszkanie można wynająć w Łodzi, gdzie czynsze są nawet o połowę niższe niż w stolicy. Do czynszu najmu trzeba jeszcze dodać opłaty związane z eksploatacją lokalu: rachunki za gaz, prąd, wodę i kanalizację oraz ewentualnie za telefon i telewizję kablową.

Ponieważ łączny wydatek na najem jest niemały, coraz częściej mieszkanie wynajmuje kilka osób.
Dlatego największy popyt jest na mieszkania dwupokojowe o powierzchni 4050 mkw., koniecznie z osobną kuchnią - mówi Robert Chojnacki, prezes redNet Property Group.

Koszt najmu można zmniejszyć podczas bezpośrednich negocjacji z właścicielem mieszkania.
Duży margines negocjacyjny jest przy dużych i drogich mieszkaniach. Jeśli najemcą jest duża firma, która jest zainteresowana najmem na dłuższy czas, to margines negocjacyjny jest większy. Właściciel może obniżyć cenę, bo wie, że przez dłuższy czas będzie miał spokój z szukaniem najemcy - dodaje Robert Chojnacki.

Czas na zmianę lokum

Przy drogich, dużych mieszkaniach można wytargować obniżkę ceny nawet o 15 proc. Przy mniejszych lokalach, najbardziej popularnych, pole do negocjacji jest mniejsze.
Przy odpowiednio skalkulowanej cenie nie należy liczyć na większą obniżkę czynszu niż 100 zł miesięcznie - mówi Tomasz Labiedź, pośrednik w obrocie nieruchomościami.

W przeciwieństwie do rynku mieszkań do sprzedaży rynek najmu jest dość płynny.
Mieszkania wynajmują się wolniej niż pod koniec 2008 roku, ale nie jest źle, bo średnio zajmuje to dwa miesiące. Wszystko zależy od ceny i położenia. Jeśli ktoś jest bardziej skłonny do obniżek, to wynajmie mieszkanie szybciej - mówi Aleksandra Szarek.

Bogata oferta

Zdaniem pośredników zaczyna się najlepszy czas, by szukać mieszkania do wynajęcia.
Wielu studentom, którzy są największą grupą najemców mieszkań w dużych miastach, kończy się umowa najmu. Wolą zaoszczędzić przez wakacyjne miesiące i nie płacić za mieszkanie. Teraz jest największy wybór lokali - mówi Małgorzata Kędzierska.

Jesienią sytuacja się zmieni. Nie należy jednak spodziewać się dużego wzrostu cen.
Czynsze najmu wzrosną maksymalnie o kilka procent - mówi Aleksandra Szarek
wp.pl
Roman Grzyb
Gazeta Prawna

GTC wybuduje galerię Harfa w Pradze

Globe Trade Center (GTC) rozpoczyna budowę galerii Harfa w Pradze. Firma podpisała w związku z tym umowę kredytową z Eurohypo AG w wysokości 147 mln euro.
Koszt realizacji pierwszej inwestycji GTC na rynku nieruchomości handlowych w Republice Czeskiej zostanie pokryty ze środków własnych oraz kredytu w wysokości 147 mln euro, uzyskanego z banku Eurohypo AG - czytamy w komunikacie.

W Galerii Harfa będzie się znajdować 41 000 mkw. powierzchni handlowo-rozrywkowej oraz 20 000 m. kw. powierzchni biurowej. GTC podpisała już umowy najmu obejmujące blisko 15 000 m. kw. powierzchni handlowej.

Ukończenie budowy galerii Harfa planowane jest na IV kw. 2010 roku - czytamy dalej.

Spółka Globe Trade Centre (GTC) miała 9,65 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 122,37 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 203,23 mln zł wobec 57,12 mln zł rok wcześniej.
money.pl

GTC wybuduje galerię Harfa w Pradze

Globe Trade Center (GTC) rozpoczyna budowę galerii Harfa w Pradze. Firma podpisała w związku z tym umowę kredytową z Eurohypo AG w wysokości 147 mln euro.
Koszt realizacji pierwszej inwestycji GTC na rynku nieruchomości handlowych w Republice Czeskiej zostanie pokryty ze środków własnych oraz kredytu w wysokości 147 mln euro, uzyskanego z banku Eurohypo AG - czytamy w komunikacie.

W Galerii Harfa będzie się znajdować 41 000 mkw. powierzchni handlowo-rozrywkowej oraz 20 000 m. kw. powierzchni biurowej. GTC podpisała już umowy najmu obejmujące blisko 15 000 m. kw. powierzchni handlowej.

Ukończenie budowy galerii Harfa planowane jest na IV kw. 2010 roku - czytamy dalej.

Spółka Globe Trade Centre (GTC) miała 9,65 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 122,37 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 203,23 mln zł wobec 57,12 mln zł rok wcześniej.
money.pl

PA Nova sprzedała dom towarowy Kauflandowi

Spółka budowlano-deweloperska PA Nova sprzedała Kaufland Polska Markety nieruchomość z budynkiem domu towarowego. Wartość umowy wyniosła 31,0 mln zł.
Zgodnie z zapisami umowy (...) sprzedający zbył nieruchomość (...) z budynkiem samoobsługowego domu towarowego wraz z infrastrukturą towarzyszącą (...) za cenę netto 31.026.132,16 zł powiększoną o podatek od towarów i usług - czytamy w komunikacie.

Wcześniej PA Nova informowała o zawarciu ze spółką Kaufland umowy na wybudowanie w systemie pod klucz budynku przeznaczonego na działalność samoobsługowego domu towarowego za 21 mln zł oraz o sprzedaży nieruchomości wraz z samoobsługowym domem towarowym i towarzyszącą infrastrukturą o powierzchni sprzedaży nie przekraczającej 2.000 m kw. za 19,36 mln zł.

Spółka PA Nova miała 5,80 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 7,17 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 50,71 mln zł wobec 35,36 mln zł rok wcześniej.

W ujęciu jednostkowym, w I kw. 2009 roku spółka miała 6,67 mln zł zysku netto wobec 7,17 mln zł zysku rok wcześniej.

money.pl

PA Nova sprzedała dom towarowy Kauflandowi

Spółka budowlano-deweloperska PA Nova sprzedała Kaufland Polska Markety nieruchomość z budynkiem domu towarowego. Wartość umowy wyniosła 31,0 mln zł.
Zgodnie z zapisami umowy (...) sprzedający zbył nieruchomość (...) z budynkiem samoobsługowego domu towarowego wraz z infrastrukturą towarzyszącą (...) za cenę netto 31.026.132,16 zł powiększoną o podatek od towarów i usług - czytamy w komunikacie.

Wcześniej PA Nova informowała o zawarciu ze spółką Kaufland umowy na wybudowanie w systemie pod klucz budynku przeznaczonego na działalność samoobsługowego domu towarowego za 21 mln zł oraz o sprzedaży nieruchomości wraz z samoobsługowym domem towarowym i towarzyszącą infrastrukturą o powierzchni sprzedaży nie przekraczającej 2.000 m kw. za 19,36 mln zł.

Spółka PA Nova miała 5,80 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 7,17 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 50,71 mln zł wobec 35,36 mln zł rok wcześniej.

W ujęciu jednostkowym, w I kw. 2009 roku spółka miała 6,67 mln zł zysku netto wobec 7,17 mln zł zysku rok wcześniej.

money.pl

Warimpex i UBM wybudują nowy hotel

Około 110 mln zł ma kosztować powstający w centrum Katowic czterogwiazdkowy hotel Angelo, budowany przez austriackie spółki Warimpex i UBM. Ukończenie inwestycji zaplanowano na marzec przyszłego roku. Austriacy myślą o budowie kolejnych podobnych obiektów w Polsce.

To szósty hotel marki Angelo po Monachium, Pradze, Pilźnie, Bukareszcie i Jekaterynburgu.

Alexander Jurkowitsch z Warimpeksu powiedział, że jego spółka razem z UBM myśli o kolejnych inwestycjach w Polsce. "Tak samo atrakcyjne jak Katowice byłyby dla nas takie miasta jak Warszawa, Poznań, Gdańsk, ale też np. Białystok. Ten katowicki obiekt ma być dobrym startem do kolejnych projektów" - oświadczył Jurkowitsch.

Nowy hotel będzie miał 197 pokoi i apartamentów.

(PAP)

money.pl

Warimpex i UBM wybudują nowy hotel

Około 110 mln zł ma kosztować powstający w centrum Katowic czterogwiazdkowy hotel Angelo, budowany przez austriackie spółki Warimpex i UBM. Ukończenie inwestycji zaplanowano na marzec przyszłego roku. Austriacy myślą o budowie kolejnych podobnych obiektów w Polsce.

To szósty hotel marki Angelo po Monachium, Pradze, Pilźnie, Bukareszcie i Jekaterynburgu.

Alexander Jurkowitsch z Warimpeksu powiedział, że jego spółka razem z UBM myśli o kolejnych inwestycjach w Polsce. "Tak samo atrakcyjne jak Katowice byłyby dla nas takie miasta jak Warszawa, Poznań, Gdańsk, ale też np. Białystok. Ten katowicki obiekt ma być dobrym startem do kolejnych projektów" - oświadczył Jurkowitsch.

Nowy hotel będzie miał 197 pokoi i apartamentów.

(PAP)

money.pl

Budimeks wypłaci dywidendę

Środowe walne Budimeksu zdecydowało o wypłacie 149 mln zł dywidendy, co daje 5,84 zł na akcję.

Dniem prawa do dywidendy jest 2 lipca. Wypłata nastąpi 20 lipca.

Na dywidendę przeznaczony zostanie cały ubiegłoroczny zysk spółki, czyli 49,2 mln zł, oraz dodatkowo 99,9 mln zł z kapitału zapasowego.

Podczas walnego prezes Marek Michałowski argumentował wysokość dywidendy bardzo dobrą sytuacją finansową spółki. Na koniec 2008 roku Budimex miał 540 mln zł środków finansowych netto.

(PAP)

money.pl

Budimeks wypłaci dywidendę

Środowe walne Budimeksu zdecydowało o wypłacie 149 mln zł dywidendy, co daje 5,84 zł na akcję.

Dniem prawa do dywidendy jest 2 lipca. Wypłata nastąpi 20 lipca.

Na dywidendę przeznaczony zostanie cały ubiegłoroczny zysk spółki, czyli 49,2 mln zł, oraz dodatkowo 99,9 mln zł z kapitału zapasowego.

Podczas walnego prezes Marek Michałowski argumentował wysokość dywidendy bardzo dobrą sytuacją finansową spółki. Na koniec 2008 roku Budimex miał 540 mln zł środków finansowych netto.

(PAP)

money.pl

Asseco Systems wyposaży halę sportową

Spółka Asseco Systems podpisała umowę na wykończenie i wyposażenie Hali Sportowo-Widowiskowej, ulokowanej na granicy Gdańska i Sopotu, o wartości ponad 114 mln zł brutto. Spółka jest w 100 proc. zależne od Asseco Poland.
Spółka Asseco Systems wygrała postępowanie przetargowe o uzyskanie zamówienia na 'Wykonanie robót budowlanych w zakresie instalacji sanitarnych i teletechnicznych oraz dostaw i montażu wyposażenia, oraz wykonanie projektów wykonawczych zamiennych dla instalacji grzewczo-chłodniczej i systemu telewizji dozorowej dla inwestycji Budowa Wielofunkcyjnej Hali Sportowo-Widowiskowej na granicy miast Gdańska i Sopotu wraz z zapewnieniem ich finansowania w latach 2010-2019' - czytamy w komunikacie.

Grupa Asseco Poland miała 75,05 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 51,01 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 710,02 mln zł wobec 414,60 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Asseco Systems wyposaży halę sportową

Spółka Asseco Systems podpisała umowę na wykończenie i wyposażenie Hali Sportowo-Widowiskowej, ulokowanej na granicy Gdańska i Sopotu, o wartości ponad 114 mln zł brutto. Spółka jest w 100 proc. zależne od Asseco Poland.
Spółka Asseco Systems wygrała postępowanie przetargowe o uzyskanie zamówienia na 'Wykonanie robót budowlanych w zakresie instalacji sanitarnych i teletechnicznych oraz dostaw i montażu wyposażenia, oraz wykonanie projektów wykonawczych zamiennych dla instalacji grzewczo-chłodniczej i systemu telewizji dozorowej dla inwestycji Budowa Wielofunkcyjnej Hali Sportowo-Widowiskowej na granicy miast Gdańska i Sopotu wraz z zapewnieniem ich finansowania w latach 2010-2019' - czytamy w komunikacie.

Grupa Asseco Poland miała 75,05 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 51,01 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 710,02 mln zł wobec 414,60 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Torfarm powiększa swoje biura

Spółka Torfarm, która po przejęciu Prospera ma ok. 30 proc. polskiego rynku sprzedaży hurtowej leków, podpisała dwie 15-letnie umowy najmu budynków magazynowo-biurowych. Szacunkowa łączna wartość obu umów wynosi 32,4 mln euro.
Zarząd Torfarm otrzymał podpisane w dniu 4 czerwca 2009 r. umowy najmu pomiędzy Como Development 6 Sp. z o.o. i Como Development 8 Sp. z o.o. a emitentem. Przedmiotem umów jest najem dwóch nowoczesnych budynków magazynowo-biurowych o powierzchni około 23 tys. mkw. położonego w Warszawie oraz o powierzchni około 11,5 tys. mkw. położonego w Swarzędzu lub Poznaniu - głosi komunikat.

Zgodnie z zawartymi umowami, wynajmujący zobowiązują się do zakupu działek, uzyskania pozwoleń na budowę oraz wybudowania na działkach budynków magazynowo-biurowych zgodnie z ustalonymi opisami i harmonogramem. Emitent zobowiązał się do najmu budynków na okres 15 lat od dnia wydania przedmiotów najmu do użytkowania. Umowy zwierają możliwość przedłużenia okresu najmu, podano także.

Szacunkowa wartość płatności z tytułu najmu wynosi za okres 15 lat łącznie dla obu obiektów ok. 32,4 mln euro (146,1 mln złotych wg kursu średniego NBP z dnia otrzymania umowy). Kwoty czynszu będą aktualizowane corocznie o zmianę wskaźnika cen konsumenckich w strefie euro. Średni szacowany roczny koszt najmu wyniesie 9,7 mln zł - czytamy w komunikacie.

W myśl umowy budynki zostaną przekazane Torfarmowi do 31 marca 2010 r. dla obiektu w Warszawie oraz do 31 sierpnia 2010 r. dla obiektu w Swarzędzu lub Poznaniu.

Po uruchomieniu nowych magazynów rozwiązane zostaną umowy najmu obiektów użytkowanych dotychczas przez spółki grupy kapitałowej w województwie mazowieckim i wielkopolskim, a obiekty będące własnością Torfarmu zostaną przeznaczone do sprzedaży lub wynajęcia - czytamy dalej.

Spółka miała po audycie 14,10 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w 2008 roku wobec 16,35 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 3969,63 mln zł wobec 3288,79 mln zł rok wcześniej.

money.pl

Torfarm powiększa swoje biura

Spółka Torfarm, która po przejęciu Prospera ma ok. 30 proc. polskiego rynku sprzedaży hurtowej leków, podpisała dwie 15-letnie umowy najmu budynków magazynowo-biurowych. Szacunkowa łączna wartość obu umów wynosi 32,4 mln euro.
Zarząd Torfarm otrzymał podpisane w dniu 4 czerwca 2009 r. umowy najmu pomiędzy Como Development 6 Sp. z o.o. i Como Development 8 Sp. z o.o. a emitentem. Przedmiotem umów jest najem dwóch nowoczesnych budynków magazynowo-biurowych o powierzchni około 23 tys. mkw. położonego w Warszawie oraz o powierzchni około 11,5 tys. mkw. położonego w Swarzędzu lub Poznaniu - głosi komunikat.

Zgodnie z zawartymi umowami, wynajmujący zobowiązują się do zakupu działek, uzyskania pozwoleń na budowę oraz wybudowania na działkach budynków magazynowo-biurowych zgodnie z ustalonymi opisami i harmonogramem. Emitent zobowiązał się do najmu budynków na okres 15 lat od dnia wydania przedmiotów najmu do użytkowania. Umowy zwierają możliwość przedłużenia okresu najmu, podano także.

Szacunkowa wartość płatności z tytułu najmu wynosi za okres 15 lat łącznie dla obu obiektów ok. 32,4 mln euro (146,1 mln złotych wg kursu średniego NBP z dnia otrzymania umowy). Kwoty czynszu będą aktualizowane corocznie o zmianę wskaźnika cen konsumenckich w strefie euro. Średni szacowany roczny koszt najmu wyniesie 9,7 mln zł - czytamy w komunikacie.

W myśl umowy budynki zostaną przekazane Torfarmowi do 31 marca 2010 r. dla obiektu w Warszawie oraz do 31 sierpnia 2010 r. dla obiektu w Swarzędzu lub Poznaniu.

Po uruchomieniu nowych magazynów rozwiązane zostaną umowy najmu obiektów użytkowanych dotychczas przez spółki grupy kapitałowej w województwie mazowieckim i wielkopolskim, a obiekty będące własnością Torfarmu zostaną przeznaczone do sprzedaży lub wynajęcia - czytamy dalej.

Spółka miała po audycie 14,10 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w 2008 roku wobec 16,35 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 3969,63 mln zł wobec 3288,79 mln zł rok wcześniej.

money.pl

Stabilne wyniki Polimeksu-Mostostal

Wyniki Polimeksu-Mostostalu w drugim kwartale tego roku będą na podobnym poziomie jak w drugim kwartale 2008 roku - powiedział dziennikarzom Konrad Jaskóła, prezes spółki.

Drugi kwartał tego roku, zarówno pod względem zyskowności jak i przychodów, będzie na podobnym poziomie jak II kw 2008 roku - powiedział.

Jednak podtrzymuję, że w całym 2009 roku zanotujemy ok. 20-proc. wzrost, a marża netto, jak już wcześniej zapowiadałem, będzie wyższa niż 3 proc. - dodał.

W II kw 2008 roku zysk netto grupy, przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej, wyniósł 27,9 mln zł, zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 54,5 mln zł, a przychody wyniosły  1,11 mld zł.

(PAP)

money.pl

Stabilne wyniki Polimeksu-Mostostal

Wyniki Polimeksu-Mostostalu w drugim kwartale tego roku będą na podobnym poziomie jak w drugim kwartale 2008 roku - powiedział dziennikarzom Konrad Jaskóła, prezes spółki.

Drugi kwartał tego roku, zarówno pod względem zyskowności jak i przychodów, będzie na podobnym poziomie jak II kw 2008 roku - powiedział.

Jednak podtrzymuję, że w całym 2009 roku zanotujemy ok. 20-proc. wzrost, a marża netto, jak już wcześniej zapowiadałem, będzie wyższa niż 3 proc. - dodał.

W II kw 2008 roku zysk netto grupy, przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej, wyniósł 27,9 mln zł, zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 54,5 mln zł, a przychody wyniosły  1,11 mld zł.

(PAP)

money.pl

Mostostal Warszawa wybuduje stadion w Puławach?

Konsorcjum Mostostalu Warszawa złożyło najkorzystniejszą ofertę w przetargu na przebudowę stadionu miejskiego MOSiR w Puławach o wartości 46,3 mln zł brutto, poinformowała agencję ISB w środę rzecznik spółki Agnieszka Kuźma-Filipek.
Złożyliśmy najkorzystniejszą ofertę, o wartości 46,3 mln zł brutto - powiedziała ISB Kuźma-Filipek. Przy ocenie ofert 90% wagi miała cena, dodała.

Zastrzegła, że choć zamawiający (Zarząd Inwestycji Miejskich w Puławach) wskazał konsorcjum Mostostalu jako podmiot wybrany w postępowaniu przetargowym, do poniedziałku pozostali dwaj oferenci mają czas na złożenie ewentualnych protestów.

MOSiR Puławy podał na swojej stronie internetowej, że przebudowa i rozbudowa stadionu miejskiego obejmie m.in. budowę areny lekkoatletycznej z boiskiem do gry w piłkę oraz trybun dla 4018 osób, a także budynku głównego, zaplecza areny lekkoatletycznej i boisk wraz z trybuną VIP, aquaparku, placu zabaw dla dzieci.

Spółka Mostostal Warszawa miała 26,90 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 19,16 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 570,76 mln zł wobec 417,65 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Mostostal Warszawa wybuduje stadion w Puławach?

Konsorcjum Mostostalu Warszawa złożyło najkorzystniejszą ofertę w przetargu na przebudowę stadionu miejskiego MOSiR w Puławach o wartości 46,3 mln zł brutto, poinformowała agencję ISB w środę rzecznik spółki Agnieszka Kuźma-Filipek.
Złożyliśmy najkorzystniejszą ofertę, o wartości 46,3 mln zł brutto - powiedziała ISB Kuźma-Filipek. Przy ocenie ofert 90% wagi miała cena, dodała.

Zastrzegła, że choć zamawiający (Zarząd Inwestycji Miejskich w Puławach) wskazał konsorcjum Mostostalu jako podmiot wybrany w postępowaniu przetargowym, do poniedziałku pozostali dwaj oferenci mają czas na złożenie ewentualnych protestów.

MOSiR Puławy podał na swojej stronie internetowej, że przebudowa i rozbudowa stadionu miejskiego obejmie m.in. budowę areny lekkoatletycznej z boiskiem do gry w piłkę oraz trybun dla 4018 osób, a także budynku głównego, zaplecza areny lekkoatletycznej i boisk wraz z trybuną VIP, aquaparku, placu zabaw dla dzieci.

Spółka Mostostal Warszawa miała 26,90 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 19,16 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 570,76 mln zł wobec 417,65 mln zł rok wcześniej.
money.pl

Zupełnie nowy projekt roponośny

Orlen zacznie, wspólnie z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem, wydobywać ropę z jednego z krajowych złóż - pisze "Parkiet".
Chodzi najprawdopodobniej o zagospodarowanie należącej do PGNiG koncesji na zachodzie Polski.

Projekt nie jest duży, ale za to praktycznie gotowy do realizacji.
Oszacowano już nawet zasoby złoża, które ma być eksploatowane - powiedziała "Parkietowi" anonimowo osoba związana z jednym z koncernów.

Nie będzie to pierwsze tego typu porozumienie. Kilka lat temu czterostronną umowę dotyczącą współdziałania przy wydobyciu podpisywali ówcześni szefowie obu firm oraz prezesi Lotosu i Nafty Polskiej.

Potem były także porozumienia dwustronne. Na razie nie przyniosły żadnych konkretnych efektów. Dlatego też analitycy sceptycznie podchodzą do kolejnego, które mają teraz zawrzeć Orlen i PGNiG.
wp.pl

Zupełnie nowy projekt roponośny

Orlen zacznie, wspólnie z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem, wydobywać ropę z jednego z krajowych złóż - pisze "Parkiet".
Chodzi najprawdopodobniej o zagospodarowanie należącej do PGNiG koncesji na zachodzie Polski.

Projekt nie jest duży, ale za to praktycznie gotowy do realizacji.
Oszacowano już nawet zasoby złoża, które ma być eksploatowane - powiedziała "Parkietowi" anonimowo osoba związana z jednym z koncernów.

Nie będzie to pierwsze tego typu porozumienie. Kilka lat temu czterostronną umowę dotyczącą współdziałania przy wydobyciu podpisywali ówcześni szefowie obu firm oraz prezesi Lotosu i Nafty Polskiej.

Potem były także porozumienia dwustronne. Na razie nie przyniosły żadnych konkretnych efektów. Dlatego też analitycy sceptycznie podchodzą do kolejnego, które mają teraz zawrzeć Orlen i PGNiG.
wp.pl

Gazowy kryzys znów grozi Europie

Jak pisze "Gazeta Wyborcza" Europie grozi kolejny kryzys gazowy. To nie kwestia miesięcy, ale tygodni - ostrzega szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.
Naprawdę grozi nam kolejny wielki gazowy kryzys, i to nie jest kwestia miesięcy, ale tygodni - powiedział Barroso po zakończeniu wczorajszego szczytu UE, cytuje AFP. Barroso cytowany przez dziennik dodał: Nie możemy wejść w ten kolejny kryzys jak lunatyk. Musimy ochronić obywateli Europy.

Zaledwie pół roku temu Europa przeżyła największy dotąd gazowy kryzys, kiedy pierwszy raz w historii Gazprom na trzy tygodnie wstrzymał tranzyt swojego surowca przez ukraińskie gazociągi na Zachód.
z
Gaz z tych rur zaspokaja jedną piątą potrzeb UE. Dostawy wznowiono, gdy ukraiński Naftohaz podpisał z Gazpromem umowę na 11 lat, zobowiązując się płacić "europejską cenę" za gaz, czyli prawie trzy razy drożej.
Widmo kryzysu wróciło, bo Ukraina importuje mniej gazu, niż uzgodniła z Rosją.

Więcej na ten temat w "Gazecie Wyborczej".
wp.pl

Gazowy kryzys znów grozi Europie

Jak pisze "Gazeta Wyborcza" Europie grozi kolejny kryzys gazowy. To nie kwestia miesięcy, ale tygodni - ostrzega szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.
Naprawdę grozi nam kolejny wielki gazowy kryzys, i to nie jest kwestia miesięcy, ale tygodni - powiedział Barroso po zakończeniu wczorajszego szczytu UE, cytuje AFP. Barroso cytowany przez dziennik dodał: Nie możemy wejść w ten kolejny kryzys jak lunatyk. Musimy ochronić obywateli Europy.

Zaledwie pół roku temu Europa przeżyła największy dotąd gazowy kryzys, kiedy pierwszy raz w historii Gazprom na trzy tygodnie wstrzymał tranzyt swojego surowca przez ukraińskie gazociągi na Zachód.
z
Gaz z tych rur zaspokaja jedną piątą potrzeb UE. Dostawy wznowiono, gdy ukraiński Naftohaz podpisał z Gazpromem umowę na 11 lat, zobowiązując się płacić "europejską cenę" za gaz, czyli prawie trzy razy drożej.
Widmo kryzysu wróciło, bo Ukraina importuje mniej gazu, niż uzgodniła z Rosją.

Więcej na ten temat w "Gazecie Wyborczej".
wp.pl

Moody's obniżył ratingi dla pięciu polskich banków

Agencja ratingowa Moody's obniżyła ratingi pięciu polskich banków: PKO BP, Pekao SA, Banku Zachodniego WBK, Banku Gospodarki Żywnościowej oraz Banku Handlowego - poinformowała agencja w czwartek w komunikacie.

Rating BFSR PKO BP został obniżony do C minus z C, Pekao do C minus z C, BZ WBK do D plus z C minus, Banku Handlowego do D plus z C minus.

Pod koniec maja agencja Moody's umieściła ratingi ośmiu polskich banków na liście obserwacyjnej z możliwością ich obniżenia.

Umieszczenie na liście obserwacyjnej dotknęło ratingi: Banku PKO BP, Pekao, BRE Banku, BRE Banku Hipotecznego, BZ WBK, BGŻ, Lukas Banku i Europejskiego Funduszu Leasingowego. Wcześniej taką decyzję Moody's podjął w przypadku Banku Millennium oraz Banku Handlowego.

źródło informacji: PAP

interia.pl

Moody's obniżył ratingi dla pięciu polskich banków

Agencja ratingowa Moody's obniżyła ratingi pięciu polskich banków: PKO BP, Pekao SA, Banku Zachodniego WBK, Banku Gospodarki Żywnościowej oraz Banku Handlowego - poinformowała agencja w czwartek w komunikacie.

Rating BFSR PKO BP został obniżony do C minus z C, Pekao do C minus z C, BZ WBK do D plus z C minus, Banku Handlowego do D plus z C minus.

Pod koniec maja agencja Moody's umieściła ratingi ośmiu polskich banków na liście obserwacyjnej z możliwością ich obniżenia.

Umieszczenie na liście obserwacyjnej dotknęło ratingi: Banku PKO BP, Pekao, BRE Banku, BRE Banku Hipotecznego, BZ WBK, BGŻ, Lukas Banku i Europejskiego Funduszu Leasingowego. Wcześniej taką decyzję Moody's podjął w przypadku Banku Millennium oraz Banku Handlowego.

źródło informacji: PAP

interia.pl

Gaz ziemny ponownie zyskuje sympatię inwestorów

Od początku tego roku, gaz ziemny w Stanach Zjednoczonych jest surowcem o najsłabszej kondycji. Teraz jego sytuacja zaczyna się jednak poprawiać. Ma to związek z rosnącą sympatią spekulantów, lecz przede wszystkim z czynnikami fundamentalnymi. Ceny mogą rosnąć.

Wśród inwestorów zainteresowanych gazem największą popularnością cieszy się rynek amerykański. Właśnie dlatego to na nim warto skupić swoją uwagę. Gdy w zeszłym tygodniu ceny gazu osiągnęły dynamikę -30 proc. w stosunku do stycznia br., ropa naftowa drożała o ponad 55 proc.

Dotychczas rynki te poruszały się zgodnie, głównie z powodu podobieństw czynników, jakie determinowały ich ceny. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku, obecny był wzrastający popyt w skali przewyższającej zdolności do pokrycia zapotrzebowania. Sytuacja ta zmieniła się jednak diametralnie, gdy pierwszy raz od II wojny światowej recesja ogarnęła jednocześnie Stany Zjednoczone, Japonię i gospodarki strefy euro.

Popyt gwałtownie zaczął spadać, a ze względu na fakt ścisłego powiązania rynku gazu z sytuacją w przemyśle, który najsilniej odczuwa skutki kryzysu, zapasy tego surowca rosły zdecydowanie silniej niż ropy naftowej. Doprowadziło to do sytuacji, w której ropa była 17 razy droższa niż wynosi średnia historyczna dla tej relacji (ok. 9,5). Cena gazu za milion brytyjskich jednostek termicznych (MMBtu), w najniższym punkcie w tym roku, osiągnęła 3,45 USD.

Okazało się jednak, że po tej cenie opłaca się w Stanach zamienić węgiel na gaz do produkcji energii elektrycznej. Patrząc przez pryzmat emisji dwutlenku węgla to szczególnie optymistyczny akcent. Spalanie gazu ziemnego emituje przecież o ok. 40 proc. mniej szkodliwych substancji, niż spalanie węgla. Właśnie ten czynnik stanowi istotne wsparcie dla cen, które mają nikłe szanse na zejście poniżej 3,50 USD. To pobudziło popyt spekulantów.

W ostatnich dniach cena gazu ziemnego osiągnęła 4,25 USD/MMBtu. W głównej mierze, sytuacja ta związana była ze spekulacyjnymi transakcjami, których ideą było wykorzystanie ogromnej różnicy cen ropy i gazu. Przeważały jednak aspekty związane z prognozami pogody w Stanach. Szacuje się bowiem, że w lipcu średnia temperatura w południowych stanach dojdzie do 38 st. C, co automatycznie zwiększa mocno popyt na prąd ze względu na większe wykorzystanie klimatyzatorów.

Ponadto, mimo trwania recesji, sektor przemysłowy stabilizuje się, czego odzwierciedleniem są pozytywne odczyty danych obrazujących nastroje i oczekiwania rynku. Zaczyna wracać popyt na energię, a niezwykle tani gaz ziemny dodatkowo zachęca inwestorów do szukania atrakcyjnych zysków na tym rynku. Osiągniecie 5,00 USD/MMBtu w horyzoncie 3 miesięcy staje się realnym scenariuszem.

Michał Poła

źródło informacji: NWAI

intria.pl

Gaz ziemny ponownie zyskuje sympatię inwestorów

Od początku tego roku, gaz ziemny w Stanach Zjednoczonych jest surowcem o najsłabszej kondycji. Teraz jego sytuacja zaczyna się jednak poprawiać. Ma to związek z rosnącą sympatią spekulantów, lecz przede wszystkim z czynnikami fundamentalnymi. Ceny mogą rosnąć.

Wśród inwestorów zainteresowanych gazem największą popularnością cieszy się rynek amerykański. Właśnie dlatego to na nim warto skupić swoją uwagę. Gdy w zeszłym tygodniu ceny gazu osiągnęły dynamikę -30 proc. w stosunku do stycznia br., ropa naftowa drożała o ponad 55 proc.

Dotychczas rynki te poruszały się zgodnie, głównie z powodu podobieństw czynników, jakie determinowały ich ceny. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku, obecny był wzrastający popyt w skali przewyższającej zdolności do pokrycia zapotrzebowania. Sytuacja ta zmieniła się jednak diametralnie, gdy pierwszy raz od II wojny światowej recesja ogarnęła jednocześnie Stany Zjednoczone, Japonię i gospodarki strefy euro.

Popyt gwałtownie zaczął spadać, a ze względu na fakt ścisłego powiązania rynku gazu z sytuacją w przemyśle, który najsilniej odczuwa skutki kryzysu, zapasy tego surowca rosły zdecydowanie silniej niż ropy naftowej. Doprowadziło to do sytuacji, w której ropa była 17 razy droższa niż wynosi średnia historyczna dla tej relacji (ok. 9,5). Cena gazu za milion brytyjskich jednostek termicznych (MMBtu), w najniższym punkcie w tym roku, osiągnęła 3,45 USD.

Okazało się jednak, że po tej cenie opłaca się w Stanach zamienić węgiel na gaz do produkcji energii elektrycznej. Patrząc przez pryzmat emisji dwutlenku węgla to szczególnie optymistyczny akcent. Spalanie gazu ziemnego emituje przecież o ok. 40 proc. mniej szkodliwych substancji, niż spalanie węgla. Właśnie ten czynnik stanowi istotne wsparcie dla cen, które mają nikłe szanse na zejście poniżej 3,50 USD. To pobudziło popyt spekulantów.

W ostatnich dniach cena gazu ziemnego osiągnęła 4,25 USD/MMBtu. W głównej mierze, sytuacja ta związana była ze spekulacyjnymi transakcjami, których ideą było wykorzystanie ogromnej różnicy cen ropy i gazu. Przeważały jednak aspekty związane z prognozami pogody w Stanach. Szacuje się bowiem, że w lipcu średnia temperatura w południowych stanach dojdzie do 38 st. C, co automatycznie zwiększa mocno popyt na prąd ze względu na większe wykorzystanie klimatyzatorów.

Ponadto, mimo trwania recesji, sektor przemysłowy stabilizuje się, czego odzwierciedleniem są pozytywne odczyty danych obrazujących nastroje i oczekiwania rynku. Zaczyna wracać popyt na energię, a niezwykle tani gaz ziemny dodatkowo zachęca inwestorów do szukania atrakcyjnych zysków na tym rynku. Osiągniecie 5,00 USD/MMBtu w horyzoncie 3 miesięcy staje się realnym scenariuszem.

Michał Poła

źródło informacji: NWAI

intria.pl

"Rodzina na swoim" - dla kogo ten program?

Gdy mówi się o obecnym rynku mieszkaniowym, to nie sposób pominąć programu rządowego "Rodzina na swoim". Kredyt z dopłatą stał się popularnym produktem bankowym. Coraz większa popularność rządowego wsparcia w zakupie własnego mieszkania powoduje, że mimo młodego wieku ustawy i jej nowelizacji, już dyskutuje się o różnych zmianach. Deweloperzy wręcz chcieliby, by w ustawie pojawiło się ograniczenie pozwalające wyłącznie im pośrednio korzystać z programu. Czy nie za dużo już zamieszania wokół "Rodziny na swoim"?
Ustawa z 8 września 2006 roku o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania powstała z myślą o małżonkach i osobach samotnie wychowujących przynajmniej jedno małoletnie dziecko, dziecko - bez względu na jego wiek, na które pobierany jest zasiłek pielęgnacyjny oraz dziecko do ukończenia przez nie 25. roku życia, uczące się w szkołach. Teraz jednak pojawiają się głosy, by beneficjentami państwowej dopłaty do części oprocentowania kredytu mogłyby być osoby samotne. Bank Gospodarstwa Krajowego informuje o rekordowych ilościach udzielanych kredytów z dopłatą, z drugiej strony napływają informacje o dostosowaniu budżetu do zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Gdyby proponowany zapis został dodany do już znowelizowanej raz ustawy, to nasuwa się podstawowe pytanie: czy budżet będzie w stanie udźwignąć ciężar finansowego wsparcia w uzyskaniu własnego M?

Tym żyje rynek

Od wielu lat mówi się o zaniedbaniach w sferze mieszkalnictwa. Przede wszystkim brakuje kompleksowej i dostosowanej do warunków gospodarczych strategii rozwoju mieszkalnictwa. Większość działań charakteryzuje się fragmentarycznością, a nierzadko odnosi się wrażenie, że część rozwiązań jest "na próbę". Pojawiają się i znikają. Program "Rodzina na swoim" nie przyjął się od razu na rynku - głównie za sprawą wysokich cen mieszkań. Wtedy mówiło się o konieczności podwyższenia limitów cenowych m kw. lokali. I tak też się stało. 2 stycznia weszła jednak w życie nowelizacja ustawy, która wprowadziła korzystne zmiany - możliwość przystąpienia osób z najbliższej rodziny do umowy kredytu preferencyjnego oraz wzrost mnożnika (z 1,3 do 1,4) stosowanego do ustalenia limitu ceny. Jednocześnie sytuacja na rynku zmusiła deweloperów do obniżenia cen mieszkań. Te równoczesne działania przyniosły rezultaty - coraz większą liczbę udzielanych kredytów z dopłatami (szansa na spełnienie marzenia o własnym gniazdku dla wielu osób) oraz sprzedaż części gotowych mieszkań (pomocny dla deweloperów dotkniętych skutkami globalnych zawirowań).

Można pokusić się o stwierdzenie, że rynek nieruchomości żyje teraz kredytami z dopłatami.

Sytuację próbują wykorzystać deweloperzy

Polski Związek Firm Deweloperskich zaproponował nawet, by w ustawie zawarte zostało ograniczenie do zakupu mieszkań na rynku pierwotnym. "Rodzina na swoim" nie została jednak stworzona dla deweloperów, ale dla młodych osób, które chciałyby zakupić swoje pierwsze mieszkanie lub mały dom. Wprowadzenie takiego zapisu byłoby poważnym błędem i ograniczeniem dla nabywców. To oni sami powinni decydować, z jakiej oferty chcą skorzystać. Deweloperzy powinni przede wszystkim dostosować się do preferencji i możliwości finansowych Polaków. Skoro największym zainteresowaniem cieszą się "tanie" mieszkania, to jest to wyraźny sygnał do dokonania zmian w strategii. Deweloperzy w żadnym wypadku nie powinni opierać swojej działalności na rządowym programie, lecz samodzielnie szukać rozwiązań, które pomogą funkcjonować w różnych okresach. Ale nie tylko deweloperzy próbują wykorzystać popularność rządowego programu. Czynią to też banki. Okazuje się, że w przypadku niektórych kredytów rata kredytu z dopłatą państwa do jego oprocentowania jest wyższa aniżeli rata zwykłego kredytu.

Pierwsze gniazdko

Kilkuletnie wsparcie państwa w finansowaniu mieszkania pomaga młodym ludziom zbudować swoje pierwsze gniazdko. Wokół programu zrobiło się za dużo szumu. Niestety niektóre podmioty za bardzo próbują wykorzystać popularność "Rodziny na Swoim" i wystawiają tym samym opinię o sobie. Oby zamieszanie wokół programu nie spowodowało ograniczenia jego dostępności albo całkowitego jego wycofania. Jego popularność dowodzi, że jest potrzebny na rynku. Wystarczy przy nim za bardzo nie mieszać.

Małgorzata Kędzierska, analityk rynku nieruchomości

Wynajem.pl

interia.pl

"Rodzina na swoim" - dla kogo ten program?

Gdy mówi się o obecnym rynku mieszkaniowym, to nie sposób pominąć programu rządowego "Rodzina na swoim". Kredyt z dopłatą stał się popularnym produktem bankowym. Coraz większa popularność rządowego wsparcia w zakupie własnego mieszkania powoduje, że mimo młodego wieku ustawy i jej nowelizacji, już dyskutuje się o różnych zmianach. Deweloperzy wręcz chcieliby, by w ustawie pojawiło się ograniczenie pozwalające wyłącznie im pośrednio korzystać z programu. Czy nie za dużo już zamieszania wokół "Rodziny na swoim"?
Ustawa z 8 września 2006 roku o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania powstała z myślą o małżonkach i osobach samotnie wychowujących przynajmniej jedno małoletnie dziecko, dziecko - bez względu na jego wiek, na które pobierany jest zasiłek pielęgnacyjny oraz dziecko do ukończenia przez nie 25. roku życia, uczące się w szkołach. Teraz jednak pojawiają się głosy, by beneficjentami państwowej dopłaty do części oprocentowania kredytu mogłyby być osoby samotne. Bank Gospodarstwa Krajowego informuje o rekordowych ilościach udzielanych kredytów z dopłatą, z drugiej strony napływają informacje o dostosowaniu budżetu do zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Gdyby proponowany zapis został dodany do już znowelizowanej raz ustawy, to nasuwa się podstawowe pytanie: czy budżet będzie w stanie udźwignąć ciężar finansowego wsparcia w uzyskaniu własnego M?

Tym żyje rynek

Od wielu lat mówi się o zaniedbaniach w sferze mieszkalnictwa. Przede wszystkim brakuje kompleksowej i dostosowanej do warunków gospodarczych strategii rozwoju mieszkalnictwa. Większość działań charakteryzuje się fragmentarycznością, a nierzadko odnosi się wrażenie, że część rozwiązań jest "na próbę". Pojawiają się i znikają. Program "Rodzina na swoim" nie przyjął się od razu na rynku - głównie za sprawą wysokich cen mieszkań. Wtedy mówiło się o konieczności podwyższenia limitów cenowych m kw. lokali. I tak też się stało. 2 stycznia weszła jednak w życie nowelizacja ustawy, która wprowadziła korzystne zmiany - możliwość przystąpienia osób z najbliższej rodziny do umowy kredytu preferencyjnego oraz wzrost mnożnika (z 1,3 do 1,4) stosowanego do ustalenia limitu ceny. Jednocześnie sytuacja na rynku zmusiła deweloperów do obniżenia cen mieszkań. Te równoczesne działania przyniosły rezultaty - coraz większą liczbę udzielanych kredytów z dopłatami (szansa na spełnienie marzenia o własnym gniazdku dla wielu osób) oraz sprzedaż części gotowych mieszkań (pomocny dla deweloperów dotkniętych skutkami globalnych zawirowań).

Można pokusić się o stwierdzenie, że rynek nieruchomości żyje teraz kredytami z dopłatami.

Sytuację próbują wykorzystać deweloperzy

Polski Związek Firm Deweloperskich zaproponował nawet, by w ustawie zawarte zostało ograniczenie do zakupu mieszkań na rynku pierwotnym. "Rodzina na swoim" nie została jednak stworzona dla deweloperów, ale dla młodych osób, które chciałyby zakupić swoje pierwsze mieszkanie lub mały dom. Wprowadzenie takiego zapisu byłoby poważnym błędem i ograniczeniem dla nabywców. To oni sami powinni decydować, z jakiej oferty chcą skorzystać. Deweloperzy powinni przede wszystkim dostosować się do preferencji i możliwości finansowych Polaków. Skoro największym zainteresowaniem cieszą się "tanie" mieszkania, to jest to wyraźny sygnał do dokonania zmian w strategii. Deweloperzy w żadnym wypadku nie powinni opierać swojej działalności na rządowym programie, lecz samodzielnie szukać rozwiązań, które pomogą funkcjonować w różnych okresach. Ale nie tylko deweloperzy próbują wykorzystać popularność rządowego programu. Czynią to też banki. Okazuje się, że w przypadku niektórych kredytów rata kredytu z dopłatą państwa do jego oprocentowania jest wyższa aniżeli rata zwykłego kredytu.

Pierwsze gniazdko

Kilkuletnie wsparcie państwa w finansowaniu mieszkania pomaga młodym ludziom zbudować swoje pierwsze gniazdko. Wokół programu zrobiło się za dużo szumu. Niestety niektóre podmioty za bardzo próbują wykorzystać popularność "Rodziny na Swoim" i wystawiają tym samym opinię o sobie. Oby zamieszanie wokół programu nie spowodowało ograniczenia jego dostępności albo całkowitego jego wycofania. Jego popularność dowodzi, że jest potrzebny na rynku. Wystarczy przy nim za bardzo nie mieszać.

Małgorzata Kędzierska, analityk rynku nieruchomości

Wynajem.pl

interia.pl

Gminy coraz chętniej budują za prywatne pieniądze

Po trzech miesiącach od wejścia w życie nowych przepisów o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP) pojawiają się już pierwsze inwestycje realizowane w ten właśnie sposób. Na zrealizowanie publicznej inwestycji z prywatnych pieniędzy zdecydował się Powiat Lidzbarski. W takiej formie lokalne władze chcą wybudować Termy Warmińskie.

Do poniedziałku przedsiębiorcy mogą składać wnioski o zawarcie umowy o partnerstwie publiczno-prywatnym z Powiatem Lidzbarskim. Kontrahent prywatny w ramach projektu Term Warmińskich ma zaprojektować, wybudować i zarządzać kompleksem basenów geotermalnych, hoteli i zapleczem sportowym w Lidzbarku Warmińskim.

- Termy Warmińskie to najbardziej zaawansowany projekt PPP w Polsce. Jest przy tym wyjątkowy, bo łączy ze sobą finansowanie ze środków unijnych oraz finansowanie przez partnera prywatnego - wyjaśnia Witold Grzybowski, ekspert z zakresu PPP i partner w Dolnośląskiej Grupie Doradczej.

Inwestycja jest warta ok. 35 mln euro, z czego połowę środków przekaże zarząd województwa z Unijnego Programu Rozwoju Regionalnego. Pozostałą sumę da proporcjonalnie partner prywatny.

Pomimo że PPP daje samorządom korzystne warunki finansowania inwestycji, bowiem pieniądze wykłada prywatny inwestor, to samorządy na razie znacznie chętniej sięgają po koncesje na roboty budowlane, czyli po tzw. małe PPP. Koncesje ogłaszały m.in.: Gostynin, Kraków, Ostrów Wielkopolski oraz Wrocław.

Ewa Grączewska-Ivanova

interia.pl

Gminy coraz chętniej budują za prywatne pieniądze

Po trzech miesiącach od wejścia w życie nowych przepisów o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP) pojawiają się już pierwsze inwestycje realizowane w ten właśnie sposób. Na zrealizowanie publicznej inwestycji z prywatnych pieniędzy zdecydował się Powiat Lidzbarski. W takiej formie lokalne władze chcą wybudować Termy Warmińskie.

Do poniedziałku przedsiębiorcy mogą składać wnioski o zawarcie umowy o partnerstwie publiczno-prywatnym z Powiatem Lidzbarskim. Kontrahent prywatny w ramach projektu Term Warmińskich ma zaprojektować, wybudować i zarządzać kompleksem basenów geotermalnych, hoteli i zapleczem sportowym w Lidzbarku Warmińskim.

- Termy Warmińskie to najbardziej zaawansowany projekt PPP w Polsce. Jest przy tym wyjątkowy, bo łączy ze sobą finansowanie ze środków unijnych oraz finansowanie przez partnera prywatnego - wyjaśnia Witold Grzybowski, ekspert z zakresu PPP i partner w Dolnośląskiej Grupie Doradczej.

Inwestycja jest warta ok. 35 mln euro, z czego połowę środków przekaże zarząd województwa z Unijnego Programu Rozwoju Regionalnego. Pozostałą sumę da proporcjonalnie partner prywatny.

Pomimo że PPP daje samorządom korzystne warunki finansowania inwestycji, bowiem pieniądze wykłada prywatny inwestor, to samorządy na razie znacznie chętniej sięgają po koncesje na roboty budowlane, czyli po tzw. małe PPP. Koncesje ogłaszały m.in.: Gostynin, Kraków, Ostrów Wielkopolski oraz Wrocław.

Ewa Grączewska-Ivanova

interia.pl

Wolnego prądu ze świecą szukać

Po dwóch latach od formalnej liberalizacji na krajowym rynku prądu, konkurencji jak nie było, tak nie ma - zauważa "Puls Biznesu".

Mali i wielcy klienci polskich firm energetycznych nie chcą wybierać. Nie mają z czego - konstatuje gazeta. 1 lipca 2009 r. upływa druga rocznica pełnego uwolnienia polskiego rynku energii elektrycznej. Teoretycznie pełnego, bo większość gospodarstw domowych, klientów państwowych grup energetycznych wciąż rozlicza się z dostawcami według cen zatwierdzonych przez regulatora. Problem też w tym, iż po prostu nie chcą wybierać.

Według danych Urzędu Regulacji Energetyki, od 1 lipca 2007 r. do końca marca 2009 r. dostawcę prądu postanowiło zmienić zaledwie 956 klientów indywidualnych. Odbiorcy biznesowi, z których najwięksi zyskali swobodę wyboru kilka lat wcześniej, zdecydowali się na zmianę tylko w 212 przypadkach - odnotowuje gazeta.

Więcej o tej sprawie w dzisiejszej publikacji "Pulsu Biznesu".

źródło informacji: PAP/PulsBiznesu

interia.pl

Wolnego prądu ze świecą szukać

Po dwóch latach od formalnej liberalizacji na krajowym rynku prądu, konkurencji jak nie było, tak nie ma - zauważa "Puls Biznesu".

Mali i wielcy klienci polskich firm energetycznych nie chcą wybierać. Nie mają z czego - konstatuje gazeta. 1 lipca 2009 r. upływa druga rocznica pełnego uwolnienia polskiego rynku energii elektrycznej. Teoretycznie pełnego, bo większość gospodarstw domowych, klientów państwowych grup energetycznych wciąż rozlicza się z dostawcami według cen zatwierdzonych przez regulatora. Problem też w tym, iż po prostu nie chcą wybierać.

Według danych Urzędu Regulacji Energetyki, od 1 lipca 2007 r. do końca marca 2009 r. dostawcę prądu postanowiło zmienić zaledwie 956 klientów indywidualnych. Odbiorcy biznesowi, z których najwięksi zyskali swobodę wyboru kilka lat wcześniej, zdecydowali się na zmianę tylko w 212 przypadkach - odnotowuje gazeta.

Więcej o tej sprawie w dzisiejszej publikacji "Pulsu Biznesu".

źródło informacji: PAP/PulsBiznesu

interia.pl

Miliony za zgodę na powiększenie parku narodowego

Ministerstwo Środowiska proponuje dwóm gminom - Narewka i Białowieża - 150 milionów złotych w programach rozwojowych za zgodę na powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Jeśli samorządy odmówią, pieniędzy nie będzie - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Dziennik przypomina, że gdy dziewięć lat temu z podobną propozycją przyjechał do Puszczy Białowieskiej ówczesny minister środowiska, został obrzucony jajkami.
Minister środowiska Maciej Nowicki, który przyjeżdża dziś do Puszczy Białowieskiej, tłumaczy "Gazecie Wyborczej", że gminy dostaną ofertę oznaczającą możliwość dokonania niebywałego skoku cywilizacyjnego. Nowicki zauważa, że roczny budżet gminy Białowieża to około 7 milionów złotych.

Minister podkreśla, że Białowieski Park Narodowy musi zostać powiększony. "Puszcza, która jest perłą na skalę europejską, a nawet światową na to zasługuje" - mówi Maciej Nowicki. Dodaje, że zgodnie z polskim prawem potrzeba na to zgody samorządów. Rząd chce, by gminy Narewka i Białowieża wyraziły zgodę na powiększenie parku na połowę polskiej części puszczy.
(IAR, dd/19.06.2009, godz. 07:26)
onet.pl

Miliony za zgodę na powiększenie parku narodowego

Ministerstwo Środowiska proponuje dwóm gminom - Narewka i Białowieża - 150 milionów złotych w programach rozwojowych za zgodę na powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Jeśli samorządy odmówią, pieniędzy nie będzie - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Dziennik przypomina, że gdy dziewięć lat temu z podobną propozycją przyjechał do Puszczy Białowieskiej ówczesny minister środowiska, został obrzucony jajkami.
Minister środowiska Maciej Nowicki, który przyjeżdża dziś do Puszczy Białowieskiej, tłumaczy "Gazecie Wyborczej", że gminy dostaną ofertę oznaczającą możliwość dokonania niebywałego skoku cywilizacyjnego. Nowicki zauważa, że roczny budżet gminy Białowieża to około 7 milionów złotych.

Minister podkreśla, że Białowieski Park Narodowy musi zostać powiększony. "Puszcza, która jest perłą na skalę europejską, a nawet światową na to zasługuje" - mówi Maciej Nowicki. Dodaje, że zgodnie z polskim prawem potrzeba na to zgody samorządów. Rząd chce, by gminy Narewka i Białowieża wyraziły zgodę na powiększenie parku na połowę polskiej części puszczy.
(IAR, dd/19.06.2009, godz. 07:26)
onet.pl

Hipoteka zabezpieczy także odsetki wpisane do księgi

Możliwe będzie zabezpieczenie jedną hipoteką dwóch i więcej wierzytelności przyszłych oraz wpisanie do hipoteki zwykłej wierzytelności o zmiennej stopie oprocentowania.
Wczoraj w Sejmie odbyła się debata nad projektem nowelizacji ustawy o księgach wieczystych i hipotece, który powstał w wyniku połączenia w komisjach sejmowych projektu poselskiego oraz projektu rządowego. Członkowie Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, którzy są odpowiedzialni za prace nad tą nowelizacją, zarekomendowali przyjęcie ustawy. Podobne stanowisko zajął przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości.

Istotną zmianą zaproponowaną w projekcie jest wprowadzenie możliwości zabezpieczenia hipoteką więcej niż jednej wierzytelności przyszłej. Jeśli wierzytelność nie powstanie mimo upływu dziesięciu lat od ustanowienia hipoteki, właściciel nieruchomości będzie mógł żądać zniesienia hipoteki za wynagrodzeniem. Możliwe stałoby się też zabezpieczenie hipoteką zwykłą wierzytelności warunkowych i przyszłych.

Możliwość żądania zniesienia hipoteki jest nowatorskim rozwiązaniem, ale wydaje się, że może ono przyspieszyć obrót nieruchomościami i zmniejszyć koszty transakcji, gdyż nie trzeba będzie ustanawiać dla każdej wierzytelności osobnej hipoteki mówi Barbara Bartuś, poseł PiS i członek sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Projekt umożliwi też zabezpieczenie hipoteką roszczeń o odsetki i przyznane koszty postępowania, jeżeli nie uległy one przedawnieniu. Roszczenie o odsetki będzie jednak mogło korzystać z zabezpieczenie tylko wtedy, gdy wysokość odsetek została ujawniona we wpisie hipoteki. Zmiana wysokości odsetek określonych według zmiennej stopy oprocentowania nie wymagałaby przy tym zmiany wpisu w księdze, jeśli we wpisie zostałaby określona maksymalna ich wysokość. W praktyce możliwe byłoby więc zabezpieczenie hipoteką zwykłą wierzytelności o zmiennej stopie oprocentowania.

Zmiany te stanowią korzystne rozwiązania zarówno dla kredytobiorców, jak i sądów prowadzących księgi wieczyste, gdyż obniżą koszty ustanawiania zabezpieczeń i zmniejszą zadania sądów dokonujących wpisów hipotek - mówi Maciej Kujawski z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Zgodnie z projektem możliwe będzie też rozporządzanie przez właściciela nieruchomości opróżnionym miejscem hipotecznym. Jeżeli jakaś hipoteka wygaśnie, to właściciel nieruchomości będzie mógł na tym miejscu ustanowić nową hipotekę albo przenieść na to miejsce którąkolwiek z hipotek obciążających nieruchomość.

10 lat to czas, po jakim właściciel nieruchomości będzie mógł żądać zniesienia hipoteki



Arkadiusz Jaraszek
Gazeta Prawna
wp.pl

Hipoteka zabezpieczy także odsetki wpisane do księgi

Możliwe będzie zabezpieczenie jedną hipoteką dwóch i więcej wierzytelności przyszłych oraz wpisanie do hipoteki zwykłej wierzytelności o zmiennej stopie oprocentowania.
Wczoraj w Sejmie odbyła się debata nad projektem nowelizacji ustawy o księgach wieczystych i hipotece, który powstał w wyniku połączenia w komisjach sejmowych projektu poselskiego oraz projektu rządowego. Członkowie Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, którzy są odpowiedzialni za prace nad tą nowelizacją, zarekomendowali przyjęcie ustawy. Podobne stanowisko zajął przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości.

Istotną zmianą zaproponowaną w projekcie jest wprowadzenie możliwości zabezpieczenia hipoteką więcej niż jednej wierzytelności przyszłej. Jeśli wierzytelność nie powstanie mimo upływu dziesięciu lat od ustanowienia hipoteki, właściciel nieruchomości będzie mógł żądać zniesienia hipoteki za wynagrodzeniem. Możliwe stałoby się też zabezpieczenie hipoteką zwykłą wierzytelności warunkowych i przyszłych.

Możliwość żądania zniesienia hipoteki jest nowatorskim rozwiązaniem, ale wydaje się, że może ono przyspieszyć obrót nieruchomościami i zmniejszyć koszty transakcji, gdyż nie trzeba będzie ustanawiać dla każdej wierzytelności osobnej hipoteki mówi Barbara Bartuś, poseł PiS i członek sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Projekt umożliwi też zabezpieczenie hipoteką roszczeń o odsetki i przyznane koszty postępowania, jeżeli nie uległy one przedawnieniu. Roszczenie o odsetki będzie jednak mogło korzystać z zabezpieczenie tylko wtedy, gdy wysokość odsetek została ujawniona we wpisie hipoteki. Zmiana wysokości odsetek określonych według zmiennej stopy oprocentowania nie wymagałaby przy tym zmiany wpisu w księdze, jeśli we wpisie zostałaby określona maksymalna ich wysokość. W praktyce możliwe byłoby więc zabezpieczenie hipoteką zwykłą wierzytelności o zmiennej stopie oprocentowania.

Zmiany te stanowią korzystne rozwiązania zarówno dla kredytobiorców, jak i sądów prowadzących księgi wieczyste, gdyż obniżą koszty ustanawiania zabezpieczeń i zmniejszą zadania sądów dokonujących wpisów hipotek - mówi Maciej Kujawski z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Zgodnie z projektem możliwe będzie też rozporządzanie przez właściciela nieruchomości opróżnionym miejscem hipotecznym. Jeżeli jakaś hipoteka wygaśnie, to właściciel nieruchomości będzie mógł na tym miejscu ustanowić nową hipotekę albo przenieść na to miejsce którąkolwiek z hipotek obciążających nieruchomość.

10 lat to czas, po jakim właściciel nieruchomości będzie mógł żądać zniesienia hipoteki



Arkadiusz Jaraszek
Gazeta Prawna
wp.pl

Łotwa bankrutuje?

Jeśli nie pomoże Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, w sierpniu na Łotwie lekarze, policjanci i nauczyciele nie dostaną pensji. Już w lipcu ich zarobki spadną o 20%, a emerytury o 10% Kraj wrze - pisze "Gazeta Wyborcza".
A miało być inaczej. Jeszcze niedawno Łotwa była nazywana bałtyckim tygrysem. Dwa lata temu jej gospodarka rozwijała się w tempie ponad 10% rocznie.

- Teraz Łotwa znalazła się na skraju bankructwa. Możemy go uniknąć, radykalnie zmniejszając wydatki publiczne - powiedział w specjalnym oświadczeniu łotewski premier Valdis Dombrovskis. - Chciałbym przeprosić mieszkańców za tę sytuację i okres próby, który wspólnie będziemy musieli wytrzymać - dodał.
Nie przekonał Łotyszy. W czwartek przeciwko cięciom pensji na ulicach Rygi demonstrowało 5 tys. osób. To sporo jak na kraj liczący ledwie 2,3 mln mieszkańców. - Nie możemy ratować państwa kosztem emerytów, nauczycieli, lekarzy czy policjantów - mówił Peteris Krigers, szef Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych Łotwy. Demonstranci nieśli transparenty "Nie kradnijcie od biednych emerytów".

We wtorek łotewski parlament przyjął opracowany przez rząd program oszczędności budżetowych. Ogranicza on planowane wydatki o 700 mln euro, czyli 10%. Wszystko po to, by choć trochę załatać błyskawicznie rosnącą dziurę budżetową.

Oprócz obniżek pensji i emerytur program przewiduje m.in. obcięcie o połowę dodatków na dzieci dla pracujących rodziców i podwyżki niektórych podatków, np. akcyzy na piwo o 50%, a na mocne alkohole o prawie 8%. Cięcia te mają wejść w życie już od lipca.
wp.pl

Łotwa bankrutuje?

Jeśli nie pomoże Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, w sierpniu na Łotwie lekarze, policjanci i nauczyciele nie dostaną pensji. Już w lipcu ich zarobki spadną o 20%, a emerytury o 10% Kraj wrze - pisze "Gazeta Wyborcza".
A miało być inaczej. Jeszcze niedawno Łotwa była nazywana bałtyckim tygrysem. Dwa lata temu jej gospodarka rozwijała się w tempie ponad 10% rocznie.

- Teraz Łotwa znalazła się na skraju bankructwa. Możemy go uniknąć, radykalnie zmniejszając wydatki publiczne - powiedział w specjalnym oświadczeniu łotewski premier Valdis Dombrovskis. - Chciałbym przeprosić mieszkańców za tę sytuację i okres próby, który wspólnie będziemy musieli wytrzymać - dodał.
Nie przekonał Łotyszy. W czwartek przeciwko cięciom pensji na ulicach Rygi demonstrowało 5 tys. osób. To sporo jak na kraj liczący ledwie 2,3 mln mieszkańców. - Nie możemy ratować państwa kosztem emerytów, nauczycieli, lekarzy czy policjantów - mówił Peteris Krigers, szef Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych Łotwy. Demonstranci nieśli transparenty "Nie kradnijcie od biednych emerytów".

We wtorek łotewski parlament przyjął opracowany przez rząd program oszczędności budżetowych. Ogranicza on planowane wydatki o 700 mln euro, czyli 10%. Wszystko po to, by choć trochę załatać błyskawicznie rosnącą dziurę budżetową.

Oprócz obniżek pensji i emerytur program przewiduje m.in. obcięcie o połowę dodatków na dzieci dla pracujących rodziców i podwyżki niektórych podatków, np. akcyzy na piwo o 50%, a na mocne alkohole o prawie 8%. Cięcia te mają wejść w życie już od lipca.
wp.pl

TFI nie czekały z rozbudową dystrybucji na poprawę nastrojów

TFI starają się poszerzyć swoje sieci dystrybucji mimo spadku sprzedaży jednostek wynikającego z kryzysu.
W wielu TFI liczba dystrybutorów w ubiegłym roku wzrosła, choć towarzystwa w trakcie roku rezygnowały z niektórych dystrybutorów, pozyskując na ich miejsce innych. Do podobnych ruchów dochodziło w I połowie tego roku.

W oczekiwaniu na poprawę sytuacji na rynku nie dochodziło do znacznych ograniczeń w sieci sprzedaży, ale wymieniani byli najmniej efektywni dystrybutorzy pod względem sprzedaży mówi przedstawiciel jednego z TFI.
Najmniejszą liczbą dystrybutorów na rynku dysponują największe, należące do banków TFI, ale to ich sieci sprzedaży są najbardziej rozległe. Korzystają bowiem z placówek całej grupy finansowej. Np. Pioneer Pekao TFI ma tylko pięciu dystrybutorów, ale jego fundusze można kupić w ponad 1000 placówek. Ale bankowe TFI nadal szukają pomysłów na poszerzenie dystrybucji.

Prowadzimy obecnie kilka projektów m. in. zmierzających do zwiększenia dostępności naszych produktów - mówi Łukasz Górnicki z PKO TFI.

W ciągu ostatnich dwóch lat rozwiązaliśmy umowę z trzema dystrybutorami, ale jednocześnie rozpoczęliśmy współpracę z dwoma kolejnymi. Obecnie prowadzimy rozmowy z dwoma, trzema podmiotami na rynku - mówi Monika Wroblewska z ING TFI.

Na początku czerwca fundusze BZ WBK AIB TFI pojawiły się w ofercie kolejnego dystrybutora. To dziesięć placówek CDM Pekao, które obsługują zamożnych klientów. Ze wsparcia grupy finansowej korzysta też TFI PZU.

Największym dystrybutorem funduszy TFI PZU jest PZU Życie i PZU. Współpracujemy z 16 podmiotami spoza grupy. Docelowo chcemy być u 20 zewnętrznych dystrybutorów mówi Tomasz Bracki z TFI PZU.

Im mniejsza grupa kapitałowa, do której należy TFI, tym większa liczba dystrybutorów.

W niezależnym Skarbcu TFI w ciągu półtora roku pojawiło się ich sześciu.

Mamy ambicje sukcesywnego zwiększania udziału w rynku. Dlatego w ostatnich latach zwiększaliśmy sieć sprzedaży - mówi Piotr Bieńkuński z zarządu Skarbiec TFI.

Noble Funds TFI jest w trakcie rozmów z potencjalnymi partnerami. Liczę, że na koniec roku liczba dystrybutorów wzrośnie - mówi Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds.

Quercus TFI, jeden z najmłodszych na rynku, chce mieć trzech, czterech nowych dystrybutorów do końca roku.



Małgorzata Kwiatkowska
Gazeta Prawna
wp.pl

TFI nie czekały z rozbudową dystrybucji na poprawę nastrojów

TFI starają się poszerzyć swoje sieci dystrybucji mimo spadku sprzedaży jednostek wynikającego z kryzysu.
W wielu TFI liczba dystrybutorów w ubiegłym roku wzrosła, choć towarzystwa w trakcie roku rezygnowały z niektórych dystrybutorów, pozyskując na ich miejsce innych. Do podobnych ruchów dochodziło w I połowie tego roku.

W oczekiwaniu na poprawę sytuacji na rynku nie dochodziło do znacznych ograniczeń w sieci sprzedaży, ale wymieniani byli najmniej efektywni dystrybutorzy pod względem sprzedaży mówi przedstawiciel jednego z TFI.
Najmniejszą liczbą dystrybutorów na rynku dysponują największe, należące do banków TFI, ale to ich sieci sprzedaży są najbardziej rozległe. Korzystają bowiem z placówek całej grupy finansowej. Np. Pioneer Pekao TFI ma tylko pięciu dystrybutorów, ale jego fundusze można kupić w ponad 1000 placówek. Ale bankowe TFI nadal szukają pomysłów na poszerzenie dystrybucji.

Prowadzimy obecnie kilka projektów m. in. zmierzających do zwiększenia dostępności naszych produktów - mówi Łukasz Górnicki z PKO TFI.

W ciągu ostatnich dwóch lat rozwiązaliśmy umowę z trzema dystrybutorami, ale jednocześnie rozpoczęliśmy współpracę z dwoma kolejnymi. Obecnie prowadzimy rozmowy z dwoma, trzema podmiotami na rynku - mówi Monika Wroblewska z ING TFI.

Na początku czerwca fundusze BZ WBK AIB TFI pojawiły się w ofercie kolejnego dystrybutora. To dziesięć placówek CDM Pekao, które obsługują zamożnych klientów. Ze wsparcia grupy finansowej korzysta też TFI PZU.

Największym dystrybutorem funduszy TFI PZU jest PZU Życie i PZU. Współpracujemy z 16 podmiotami spoza grupy. Docelowo chcemy być u 20 zewnętrznych dystrybutorów mówi Tomasz Bracki z TFI PZU.

Im mniejsza grupa kapitałowa, do której należy TFI, tym większa liczba dystrybutorów.

W niezależnym Skarbcu TFI w ciągu półtora roku pojawiło się ich sześciu.

Mamy ambicje sukcesywnego zwiększania udziału w rynku. Dlatego w ostatnich latach zwiększaliśmy sieć sprzedaży - mówi Piotr Bieńkuński z zarządu Skarbiec TFI.

Noble Funds TFI jest w trakcie rozmów z potencjalnymi partnerami. Liczę, że na koniec roku liczba dystrybutorów wzrośnie - mówi Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds.

Quercus TFI, jeden z najmłodszych na rynku, chce mieć trzech, czterech nowych dystrybutorów do końca roku.



Małgorzata Kwiatkowska
Gazeta Prawna
wp.pl

Wyższe oprocentowanie lokat w SKOK-ach

Oprocentowanie lokat w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych jest zwykle o 1 pkt proc. wyższe niż w bankach. SKOK-i oferują też tańsze kredyty.
Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa im. M. Kopernika ma w ofercie lokatę trzymiesięczną dającą w skali roku 7,95 proc. odsetek.

Zwykły klient nie znajdzie w tej chwili w banku lepszej oferty depozytowej - mówi Paweł Majtkowski z Finamo.
We wszystkich sprawdzonych przez nas kasach oprocentowanie depozytów przekracza 6,6 proc. rocznie, czyli jest wyższe niż w bankach. Trzeba jednak pamiętać, że aby skorzystać z oferty SKOK-ów, trzeba być ich członkiem. W praktyce wiąże się to z koniecznością wykupienia udziału i opłaceniem wpisowego. Kwoty dodatkowych opłat w poszczególnych instytucjach są bardzo różne. Od 52 zł w SKOK im. M. Kopernika do 90 zł w kasie im. F. Stefczyka.

Trzeba pamiętać, że udział własny i wpisowe wnoszone są tylko raz, a udział własny jest zwracany, gdy osoba wycofuje się ze SKOK-u - mówi Wiktor Kamiński, wiceprezes Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej.

Trzeba się też liczyć z comiesięczną składką członkowską. Większość kas zrezygnowała z jej pobierania, ale 10 zł miesięcznie zapłacimy np. w SKOK im. Z. Chmielewskiego. Te dodatkowe opłaty powodują, że dla osób dysponujących małymi kapitałami i zainteresowanych oszczędzaniem w krótkim okresie oferta SKOK-ów może nie być lepsza od propozycji banków. Jednak już przy lokatach powyżej 1 tys. zł, nawet przy uwzględnieniu dodatkowych kosztów, SKOK-i oferują wyższe oprocentowanie. Korzystniejsze jest też najczęściej oprocentowanie pożyczek

Sprawdziliśmy wysokość miesięcznych raty przy kredycie w wysokości 5 tys. zł na rok. Najmniej (435 zł) zapłacimy miesięcznie w kasie Chmielewskiego. Przy takim samym kredycie w bankach najmniej zapłacimy w Polbanku, 444 zł - mówi Paweł Majtkowski.

Przeciętna rata takiej pożyczki w bankach jest wyższa, oscyluje wokół 470-480 złotych.

SKOK-i mają niższą marże odsetkową niż banki, czyli mniejsze widełki między oprocentowaniem lokat i kredytów mówi Paweł Majtkowski.

Dlaczego tak się dzieje?

SKOK-i nie mają takich zabezpieczeń kapitałowych, więc nie muszą przechowywać tylu pieniędzy i tworzyć rezerwy - mówi Ryszard Petru z SGH.

Być może niektóre produkty oferowane przez kasy są bardziej atrakcyjne dla klienta, ale nie wiemy, jak się to będzie przekładać na bezpieczeństwo funkcjonowania tych instytucji - dodaje Mariusz Zygierewicz ze Związku Banków Polskich.

Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe nie korzystają z systemu gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Posiadają własny system gwarancji lokat. Składa się on z Funduszu Stabilizacyjnego, do którego kasy muszą wpłacać 1 proc. swoich aktywów, oraz z Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych, w którym są ubezpieczone wszystkie lokaty w SKOK-ach.

Depozyty naszych klientów są ubezpieczone do równowartości 50 tys. euro - mówi Wiktor Kamiński.

Do SKOK-ów należy 1,9 mln Polaków.

W stosunku do sumy bilansowej banków jesteśmy w okolicach 1 proc., ale nasz udział w rynku rośnie. W I kwartale wartość depozytów gospodarstw domowych wzrosła o 13 proc. - mówi Wiktor Kamiński.

W tym czasie depozyty banków zwiększyły się o 9 proc.



Roman Grzyb
Gazeta Prawna
wp.pl

Wyższe oprocentowanie lokat w SKOK-ach

Oprocentowanie lokat w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych jest zwykle o 1 pkt proc. wyższe niż w bankach. SKOK-i oferują też tańsze kredyty.
Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa im. M. Kopernika ma w ofercie lokatę trzymiesięczną dającą w skali roku 7,95 proc. odsetek.

Zwykły klient nie znajdzie w tej chwili w banku lepszej oferty depozytowej - mówi Paweł Majtkowski z Finamo.
We wszystkich sprawdzonych przez nas kasach oprocentowanie depozytów przekracza 6,6 proc. rocznie, czyli jest wyższe niż w bankach. Trzeba jednak pamiętać, że aby skorzystać z oferty SKOK-ów, trzeba być ich członkiem. W praktyce wiąże się to z koniecznością wykupienia udziału i opłaceniem wpisowego. Kwoty dodatkowych opłat w poszczególnych instytucjach są bardzo różne. Od 52 zł w SKOK im. M. Kopernika do 90 zł w kasie im. F. Stefczyka.

Trzeba pamiętać, że udział własny i wpisowe wnoszone są tylko raz, a udział własny jest zwracany, gdy osoba wycofuje się ze SKOK-u - mówi Wiktor Kamiński, wiceprezes Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej.

Trzeba się też liczyć z comiesięczną składką członkowską. Większość kas zrezygnowała z jej pobierania, ale 10 zł miesięcznie zapłacimy np. w SKOK im. Z. Chmielewskiego. Te dodatkowe opłaty powodują, że dla osób dysponujących małymi kapitałami i zainteresowanych oszczędzaniem w krótkim okresie oferta SKOK-ów może nie być lepsza od propozycji banków. Jednak już przy lokatach powyżej 1 tys. zł, nawet przy uwzględnieniu dodatkowych kosztów, SKOK-i oferują wyższe oprocentowanie. Korzystniejsze jest też najczęściej oprocentowanie pożyczek

Sprawdziliśmy wysokość miesięcznych raty przy kredycie w wysokości 5 tys. zł na rok. Najmniej (435 zł) zapłacimy miesięcznie w kasie Chmielewskiego. Przy takim samym kredycie w bankach najmniej zapłacimy w Polbanku, 444 zł - mówi Paweł Majtkowski.

Przeciętna rata takiej pożyczki w bankach jest wyższa, oscyluje wokół 470-480 złotych.

SKOK-i mają niższą marże odsetkową niż banki, czyli mniejsze widełki między oprocentowaniem lokat i kredytów mówi Paweł Majtkowski.

Dlaczego tak się dzieje?

SKOK-i nie mają takich zabezpieczeń kapitałowych, więc nie muszą przechowywać tylu pieniędzy i tworzyć rezerwy - mówi Ryszard Petru z SGH.

Być może niektóre produkty oferowane przez kasy są bardziej atrakcyjne dla klienta, ale nie wiemy, jak się to będzie przekładać na bezpieczeństwo funkcjonowania tych instytucji - dodaje Mariusz Zygierewicz ze Związku Banków Polskich.

Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe nie korzystają z systemu gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Posiadają własny system gwarancji lokat. Składa się on z Funduszu Stabilizacyjnego, do którego kasy muszą wpłacać 1 proc. swoich aktywów, oraz z Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych, w którym są ubezpieczone wszystkie lokaty w SKOK-ach.

Depozyty naszych klientów są ubezpieczone do równowartości 50 tys. euro - mówi Wiktor Kamiński.

Do SKOK-ów należy 1,9 mln Polaków.

W stosunku do sumy bilansowej banków jesteśmy w okolicach 1 proc., ale nasz udział w rynku rośnie. W I kwartale wartość depozytów gospodarstw domowych wzrosła o 13 proc. - mówi Wiktor Kamiński.

W tym czasie depozyty banków zwiększyły się o 9 proc.



Roman Grzyb
Gazeta Prawna
wp.pl

Bitwa o każdy kilometr przyszłych autostrad

Firmy z całego świata chcą ratować się przed skutkami kryzysu, budując drogi w Polsce pisze "Puls Biznesu".
Dziennik wyjaśnia, że dla wielu firm, inwestycje w sektorze infrastrukturalnym to sposób na przetrwanie kryzysu. Jest to bowiem w okresie, gdy praktycznie stanął sektor nieruchomości, pewne zajęcie. Co więcej, zbliżają się mistrzostwa w piłce nożnej. Przed Polską stoi wielka szansa, by w końcu stworzyć przyzwoitą sieć dróg.
"Puls Biznesu" przypomina, że minister infrastruktury zapowiedział powstanie do czerwca 2012 roku ponad 900 kilometrów autostrad i ponad 2100 kilometrów dróg ekspresowych. Wartość inwestycji infrastrukturalnych na najbliższe lata szacowana jest na 100 miliardów złotych. A nie wszystkie przetargi zostały rozstrzygnięte. Dziennik zaznacza, że budową polskich dróg zainteresowani są wykonawcy z całej Unii.

Więcej w "Pulsie Biznesu".
onet.pl

Bitwa o każdy kilometr przyszłych autostrad

Firmy z całego świata chcą ratować się przed skutkami kryzysu, budując drogi w Polsce pisze "Puls Biznesu".
Dziennik wyjaśnia, że dla wielu firm, inwestycje w sektorze infrastrukturalnym to sposób na przetrwanie kryzysu. Jest to bowiem w okresie, gdy praktycznie stanął sektor nieruchomości, pewne zajęcie. Co więcej, zbliżają się mistrzostwa w piłce nożnej. Przed Polską stoi wielka szansa, by w końcu stworzyć przyzwoitą sieć dróg.
"Puls Biznesu" przypomina, że minister infrastruktury zapowiedział powstanie do czerwca 2012 roku ponad 900 kilometrów autostrad i ponad 2100 kilometrów dróg ekspresowych. Wartość inwestycji infrastrukturalnych na najbliższe lata szacowana jest na 100 miliardów złotych. A nie wszystkie przetargi zostały rozstrzygnięte. Dziennik zaznacza, że budową polskich dróg zainteresowani są wykonawcy z całej Unii.

Więcej w "Pulsie Biznesu".
onet.pl

Kryzysowe cięcie stolicy

W budżecie Warszawy do 2013 roku zabraknie około trzech miliardów złotych. Urzędnicy z ratusza rozważają, z jakich inwestycji zrezygnować. Na decyzję mają czas do jesieni.
"Życie Warszawy" wyjaśnia, że do końca 2013 roku ratusz chciał wydać na inwestycje ponad 15 miliardów złotych. Ponieważ do kasy miasta wpłynie mniej pieniędzy niż się spodziewano, budżet na inwestycje zmaleje do 13,5 miliarda złotych.

Jak czytamy w dzienniku, burmistrzowie 18 dzielnic dostali pismo, w którym prezydent stwierdza, że kłopoty finansowe stolicy to skutek światowej recesji i zaleca im szukanie oszczędności.
Braki wynikają między innymi z tego, że mniejsze będą wpływy z podatków PIT czy CIT przez kolejne cztery lata będą średnio o 700 milionów złotych rocznie.

W 2010 roku ratusz nie może też liczyć na wielomilionowe wpływy ze sprzedaży nieruchomości w centrum miasta czy z prywatyzacji spółek.

"Życie Warszawy" dowiedziało się, że skreślenia mogą objąć na przykład duże projekty drogowe, które nie są jeszcze w pełni przygotowane.

Gazeta zaznacza, że priorytetem do realizacji pozostaną natomiast te projekty, które mają szanse na dofinansowanie z Unii Europejskiej - jak budowa oczyszczalni ścieków Czajka czy Centrum Nauki Kopernik.
wp.pl

Kryzysowe cięcie stolicy

W budżecie Warszawy do 2013 roku zabraknie około trzech miliardów złotych. Urzędnicy z ratusza rozważają, z jakich inwestycji zrezygnować. Na decyzję mają czas do jesieni.
"Życie Warszawy" wyjaśnia, że do końca 2013 roku ratusz chciał wydać na inwestycje ponad 15 miliardów złotych. Ponieważ do kasy miasta wpłynie mniej pieniędzy niż się spodziewano, budżet na inwestycje zmaleje do 13,5 miliarda złotych.

Jak czytamy w dzienniku, burmistrzowie 18 dzielnic dostali pismo, w którym prezydent stwierdza, że kłopoty finansowe stolicy to skutek światowej recesji i zaleca im szukanie oszczędności.
Braki wynikają między innymi z tego, że mniejsze będą wpływy z podatków PIT czy CIT przez kolejne cztery lata będą średnio o 700 milionów złotych rocznie.

W 2010 roku ratusz nie może też liczyć na wielomilionowe wpływy ze sprzedaży nieruchomości w centrum miasta czy z prywatyzacji spółek.

"Życie Warszawy" dowiedziało się, że skreślenia mogą objąć na przykład duże projekty drogowe, które nie są jeszcze w pełni przygotowane.

Gazeta zaznacza, że priorytetem do realizacji pozostaną natomiast te projekty, które mają szanse na dofinansowanie z Unii Europejskiej - jak budowa oczyszczalni ścieków Czajka czy Centrum Nauki Kopernik.
wp.pl

U deweloperów tańsze kredyty

Biorąc kredyt za pośrednictwem dewelopera, można uzyskać niższą marżę, prowizję i szybciej załatwić wszystkie procedury. Nie należy spodziewać się, że bank łagodniej oceni naszą zdolność kredytową.
Niemal każdy deweloper ma w swojej ofercie propozycje kredytowania zakupu nieruchomości przez współpracujące z nim banki. Taki kredyt jest zwykle tańszy od tych dostępnych bezpośrednio w oddziałach banków.
Nasza oferta kredytowa jest na ogół lepsza, gdyż mamy podpisane umowy m.in. z tymi bankami, które finansują nasze inwestycje - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka, dyrektor pionu ekonomicznego J.W. Construction.

Dzięki umowom z bankami oferujemy dużo korzystniejsze warunki kredytowe niż te proponowane przez bank klientom z ulicy - dodaje Alicja Kościesz z Orco Poland.

Sami bankowcy potwierdzają, że są zainteresowani ułatwieniami w finansowaniu zakupu mieszkań w tych budynkach, których budowę kredytuje ich bank.

Jeśli deweloper ma kredyt w banku, to rzeczywiście często jest specjalna oferta dla osób kupujących mieszkanie na takim osiedlu - mówi Iwona Załuska z Upper Finance.
Nie należy jednak się spodziewać, że bank złagodzi swoje wymagania dotyczące oceny zdolności kredytowej i udziału własnego w finansowanej nieruchomości.
Wszystkie podstawowe warunki kredytowe są standardowe. Preferencje mogą dotyczyć tylko wysokości marży, prowizji lub innych opłat - mówi Agnieszka Nachyła z Banku Millennium.

Tak jak przy zwykłym kredycie trzeba więc posiadać odpowiednie dochody i zabezpieczenie. Za pośrednictwem dewelopera kredyt może być jednak tańszy. W Polnordzie przy kredycie mieszkaniowym z Noredea Bank marża przez pierwsze dwa lata nie jest pobierana, a potniej wynosi 1,7 proc. Marża przy pożyczkach mieszkaniowych PKO BP, oferowana w tej samej firmie, wynosi od 1,8 do 2 proc. Podobna oferta kredytowa PKO BP jest też w Dom Development.

Proponowana za naszym pośrednictwem marża jest o 0,5 pkt proc. niższa niż w standardowej ofercie banku. Prowizja zamiast 2 proc. wynosi 1 proc. Często w tych specjalnych ofertach kredytowych brak jest też opłat za oszacowanie wartości nieruchomości - mówi Janusz Stolarczyk z Dom Development.

Takie kredyty hipoteczne są dla banków nieco bezpieczniejsze.
Jeśli wcześniej kredytujemy dewelopera, to jest oczywiste, że mamy wiedzę na temat inwestycji budowlanej, w ramach której konkretne mieszkania będą zabezpieczeniem udzielanych klientom kredytów mieszkaniowych - mówi Izabela Świderek-Kowalczyk z PKO BP.

Pośrednicy kredytowi twierdzą, że PKO BP jest obecnie zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe dostępne za pośrednictwem deweloperów. Klient może w tym banku liczyć na niską cenę kredytu oraz szybsze rozpatrzenie wniosku.
Jeśli dana inwestycja jest znana bankowi, to oczywiste, że dużo szybciej można uzyskać w banku kredyt - mówi Piotr Hirny, prezes Hirny BD.

Podobnie twierdzą inni deweloperzy.
W każdym banku, z którym współpracujemy, jest wytypowana osoba, która się z nami kontaktuje, zna naszą firmę i nasze inwestycje. To bardzo skraca procedurę kredytową - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Wszystkie te elementy powodują, że coraz więcej klientów korzysta z pomocy deweloperów przy kredycie.
W tej chwili nawet 6070 proc. osób kupujących u nas mieszkania korzysta z takiej specjalnej oferty kredytowej - twierdzi Janusz Stolarczyk.

Roman Grzyb
Gazeta Prawna
wp.pl

U deweloperów tańsze kredyty

Biorąc kredyt za pośrednictwem dewelopera, można uzyskać niższą marżę, prowizję i szybciej załatwić wszystkie procedury. Nie należy spodziewać się, że bank łagodniej oceni naszą zdolność kredytową.
Niemal każdy deweloper ma w swojej ofercie propozycje kredytowania zakupu nieruchomości przez współpracujące z nim banki. Taki kredyt jest zwykle tańszy od tych dostępnych bezpośrednio w oddziałach banków.
Nasza oferta kredytowa jest na ogół lepsza, gdyż mamy podpisane umowy m.in. z tymi bankami, które finansują nasze inwestycje - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka, dyrektor pionu ekonomicznego J.W. Construction.

Dzięki umowom z bankami oferujemy dużo korzystniejsze warunki kredytowe niż te proponowane przez bank klientom z ulicy - dodaje Alicja Kościesz z Orco Poland.

Sami bankowcy potwierdzają, że są zainteresowani ułatwieniami w finansowaniu zakupu mieszkań w tych budynkach, których budowę kredytuje ich bank.

Jeśli deweloper ma kredyt w banku, to rzeczywiście często jest specjalna oferta dla osób kupujących mieszkanie na takim osiedlu - mówi Iwona Załuska z Upper Finance.
Nie należy jednak się spodziewać, że bank złagodzi swoje wymagania dotyczące oceny zdolności kredytowej i udziału własnego w finansowanej nieruchomości.
Wszystkie podstawowe warunki kredytowe są standardowe. Preferencje mogą dotyczyć tylko wysokości marży, prowizji lub innych opłat - mówi Agnieszka Nachyła z Banku Millennium.

Tak jak przy zwykłym kredycie trzeba więc posiadać odpowiednie dochody i zabezpieczenie. Za pośrednictwem dewelopera kredyt może być jednak tańszy. W Polnordzie przy kredycie mieszkaniowym z Noredea Bank marża przez pierwsze dwa lata nie jest pobierana, a potniej wynosi 1,7 proc. Marża przy pożyczkach mieszkaniowych PKO BP, oferowana w tej samej firmie, wynosi od 1,8 do 2 proc. Podobna oferta kredytowa PKO BP jest też w Dom Development.

Proponowana za naszym pośrednictwem marża jest o 0,5 pkt proc. niższa niż w standardowej ofercie banku. Prowizja zamiast 2 proc. wynosi 1 proc. Często w tych specjalnych ofertach kredytowych brak jest też opłat za oszacowanie wartości nieruchomości - mówi Janusz Stolarczyk z Dom Development.

Takie kredyty hipoteczne są dla banków nieco bezpieczniejsze.
Jeśli wcześniej kredytujemy dewelopera, to jest oczywiste, że mamy wiedzę na temat inwestycji budowlanej, w ramach której konkretne mieszkania będą zabezpieczeniem udzielanych klientom kredytów mieszkaniowych - mówi Izabela Świderek-Kowalczyk z PKO BP.

Pośrednicy kredytowi twierdzą, że PKO BP jest obecnie zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe dostępne za pośrednictwem deweloperów. Klient może w tym banku liczyć na niską cenę kredytu oraz szybsze rozpatrzenie wniosku.
Jeśli dana inwestycja jest znana bankowi, to oczywiste, że dużo szybciej można uzyskać w banku kredyt - mówi Piotr Hirny, prezes Hirny BD.

Podobnie twierdzą inni deweloperzy.
W każdym banku, z którym współpracujemy, jest wytypowana osoba, która się z nami kontaktuje, zna naszą firmę i nasze inwestycje. To bardzo skraca procedurę kredytową - mówi Małgorzata Szwarc-Sroka.

Wszystkie te elementy powodują, że coraz więcej klientów korzysta z pomocy deweloperów przy kredycie.
W tej chwili nawet 6070 proc. osób kupujących u nas mieszkania korzysta z takiej specjalnej oferty kredytowej - twierdzi Janusz Stolarczyk.

Roman Grzyb
Gazeta Prawna
wp.pl

Ranking miast polskich: gdzie się żyje najlepiej?

"Przekrój" przygotował pierwszy w Polsce ranking miast przyjaznych obywatelowi. Pod lupę wzięto liczbę miejsc w żłobkach czy kolejkę do ginekologa.
Każdy mieszkaniec miasta jest z czegoś niezadowolony. Pamiętając, że w naturze Polaka jest twierdzenie, że u sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona, postanowiliśmy - nie na podstawie subiektywnych opinii, ale obiektywnych kryteriów - sprawdzić, jak mieszka się w polskich miastach. Choć oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że na pytanie: „Jak żyje ci się w twoim mieście, co cię denerwuje, a co cieszy?”, każdy z nas odpowiedziałby inaczej.

Pod lupę wzięliśmy 26 miast – wszystkie, które mają powyżej 175 tysięcy mieszkańców, oraz te, w których znajdują się siedziby województw. Sprawdziliśmy też pozycję Sopotu, który uważany jest za wymarzone miejsce do życia.

Miasta ocenialiśmy w 24 kategoriach. Ponieważ nie każda z nich jest tak samo istotna, przyznaliśmy im różne wagi punktowe. Za najważniejsze kryterium uznaliśmy średnie dochody na członka rodziny oraz poziom bezrobocia. To one pozwalają bowiem ocenić, na jakim poziomie możemy w danym mieście utrzymać rodzinę. Za ważny czynnik wpływający na jakość życia uznaliśmy także ceny nieruchomości oraz średnią cenę zużycia metra sześciennego wody (pokazują koszty życia w danym mieście).

Miasta nie lubią rowerzystów

O tym, jak ważne jest szybkie i sprawne przemieszczanie się z domu do pracy, nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać. By ustalić, jak miasta radzą sobie z tym problemem, sprawdziliśmy, iloma miejscami na mieszkańca dysponują publiczne środki transportu. Pod uwagę wzięliśmy także gęstość zaludnienia oraz gęstość dróg i ulic. Te trzy wskaźniki są w stanie pokazać nam, jak sprawnie można się po danym mieście poruszać.

Warszawa znacząco wyprzedza inne miasta pod względem liczby miejsc w środkach transportu publicznego, ale już zdecydowanie przegrywa pod względem sieci dróg i ulic. Ten ból zna chyba każdy zmotoryzowany warszawiak. Ale już zupełnie inaczej jest w Gdyni, gdzie zarówno podróżowanie komunikacją miejską, jak i samochodem jest łatwiejsze i komfortowe.

Oceniając dostępność środków transportu publicznego, „ekstrapunkty” doliczaliśmy za działania, które zachęcają mieszkańców do rezygnowania z poruszania się samochodem – po 10 punktów przyznaliśmy Warszawie za metro oraz Gdańskowi, Sopotowi i Gdyni za SKM.

Sprawdziliśmy, jak w miastach traktowany jest jeden z najpowszechniejszych w wielu zachodnich krajach środków lokomocji, czyli rower. Porównaliśmy, ile kilometrów ścieżek rowerowych przypada w każdym z miast na tysiąc mieszkańców. Wyliczenia nas nie zaskoczyły – 400 metrów w Gdyni to naprawdę smutny rekord.
Daleko do cywilizacji

Postanowiliśmy też sprawdzić, jak w polskich miastach dba się o ludzi starszych i schorowanych. Tu oprócz liczby miejsc w szpitalach w przeliczeniu na liczbę mieszkańców ważnym wskaźnikiem było, ile pieniędzy Narodowy Fundusz Zdrowia przeznacza na opiekę długoterminową (to wydatki, jakie NFZ musi ponosić w sytuacji, gdy trafimy na przykład na wózek inwalidzki). W niektórych miastach suma ta nie przekracza nawet 10 złotych na jednego mieszkańca w skali roku!
wp.pl

Sprawdź najnowsze oferty w serwisie

Oceń nasz serwis

średnia ocen: 4,4

Ten serwis korzysta z mechanizmów cookies (ciasteczka)

| Polityka Cookies