Zgodnie z planami, w pierwszym etapie powstałaby instalacja o wydajności 1.100 ton rocznie, natomiast w drugim, w zależności m.in. od popytu, produkcja byłaby zwiększona 10-20-krotnie.
Realizacja pierwszego etapu, obejmującego budowę instalacji produkcyjnej, laboratorium badawczo-naukowego oraz dokończenie badań żywieniowych kosztowałoby około 15 mln zł.
Z kolei koszt drugiego etapu obliczono na 15-30 mln zł.
Decyzję w sprawie przyjęcia strategii średniookresowej podjąć ma WZA Skotanu zwołane na 6 lipca.
(PAP)
interia.pl
Zgodnie z planami, w pierwszym etapie powstałaby instalacja o wydajności 1.100 ton rocznie, natomiast w drugim, w zależności m.in. od popytu, produkcja byłaby zwiększona 10-20-krotnie.
Realizacja pierwszego etapu, obejmującego budowę instalacji produkcyjnej, laboratorium badawczo-naukowego oraz dokończenie badań żywieniowych kosztowałoby około 15 mln zł.
Z kolei koszt drugiego etapu obliczono na 15-30 mln zł.
Decyzję w sprawie przyjęcia strategii średniookresowej podjąć ma WZA Skotanu zwołane na 6 lipca.
(PAP)
interia.pl
Wczoraj odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych. Ma on zastąpić ustawę z 2003 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych (Dz.U. nr 50, poz. 424, z późn. zm.). Zgodnie z tym projektem konsumenci uzyskają prawo do wpisywania na czarną listę dłużników osoby prywatne, deweloperów, biura podróży czy pracodawców, którzy zalegają z zapłatą wynagrodzeń. Konsumenci będą mogli także przekazywać do BIG-ów dane o przedsiębiorcach zalegających ze zwrotem kosztów za wadliwy towar. Dziś uprawnienia takie mają tylko przedsiębiorcy i takie podmioty, jak np. spółdzielnie czy wspólnoty mieszkaniowe.
Osoby prywatne
- Celem nowej ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych jest rozszerzenie jej oddziaływania na wszystkich obywateli. Osiągniemy dzięki temu równość osób fizycznych wobec innych wierzycieli, dyscyplinę finansową, przeciwdziałanie zatorom płatniczym i zwiększenie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego - mówi Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki.
Dodaje, że nowe uprawnienia otrzymają osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej i wierzyciele wtórni, tacy jak firmy faktoringowe i windykatorzy.
- Aby osoba fizyczna mogła zgłosić wierzyciela do BIG-u, musi ona posiadać orzeczenie z tytułem wykonalności, musi minąć 14 dni od wezwania do spłaty długu i ostrzeżenia o zgłoszeniu do BIG oraz trzeba będzie podać do biura dane o organie orzekającym, który wydał tytuł wykonawczy - wyjaśnia wiceminister gospodarki.
Stanowisko BIG
Wprowadzenie możliwości zgłaszania dłużników przez osoby fizyczne popierają BIG-i.
- Jest to realizacja naszego postulatu zgłoszonego podczas prac nad nowelizacją ustawy. Otrzymywaliśmy pytania od konsumentów, czy mogą umieścić w rejestrze dane nieuczciwego pracodawcy, biura podróży, dewelopera, który nie wywiązał się z umowy - wskazuje Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów BIG.
Tytuł wykonawczy
Konsumenci nie są zadowoleni z nowych rozwiązań. Chcą oni dalej idących zmian.
- Nie rozumiem, dlaczego z góry zakłada się 100-procentową uczciwość przedsiębiorcy? Wierzyciel przedsiębiorca nie będzie musiał przedstawiać tytułu wykonawczego, aby wpisać do BIG-u dłużnika przedsiębiorcę lub konsumenta, natomiast osoba prywatna, wpisując do BIG przedsiębiorcę lub inną osobę prywatną, będzie musiała przedstawić prawomocny wyrok czy ugodę sądową - wskazuje czytelniczka.
Jej zdaniem również przedsiębiorca, zamieszczając dane o konsumencie, musi przedstawiać tytuł wykonawczy.
Nowelizacja wprowadza także możliwość przekazywania do BIG, z inicjatywy wierzyciela, pozytywnej informacji gospodarczej. Będzie ona informowała o tym, że konsument lub przedsiębiorca zapłacił terminowo fakturę za telefon lub ratę pożyczki.
Projekt skierowano do prac specjalnej komisji nadzwyczajnej.
Ewa Grączewska-Ivanova
interia.pl
Wczoraj odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych. Ma on zastąpić ustawę z 2003 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych (Dz.U. nr 50, poz. 424, z późn. zm.). Zgodnie z tym projektem konsumenci uzyskają prawo do wpisywania na czarną listę dłużników osoby prywatne, deweloperów, biura podróży czy pracodawców, którzy zalegają z zapłatą wynagrodzeń. Konsumenci będą mogli także przekazywać do BIG-ów dane o przedsiębiorcach zalegających ze zwrotem kosztów za wadliwy towar. Dziś uprawnienia takie mają tylko przedsiębiorcy i takie podmioty, jak np. spółdzielnie czy wspólnoty mieszkaniowe.
Osoby prywatne
- Celem nowej ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych jest rozszerzenie jej oddziaływania na wszystkich obywateli. Osiągniemy dzięki temu równość osób fizycznych wobec innych wierzycieli, dyscyplinę finansową, przeciwdziałanie zatorom płatniczym i zwiększenie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego - mówi Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki.
Dodaje, że nowe uprawnienia otrzymają osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej i wierzyciele wtórni, tacy jak firmy faktoringowe i windykatorzy.
- Aby osoba fizyczna mogła zgłosić wierzyciela do BIG-u, musi ona posiadać orzeczenie z tytułem wykonalności, musi minąć 14 dni od wezwania do spłaty długu i ostrzeżenia o zgłoszeniu do BIG oraz trzeba będzie podać do biura dane o organie orzekającym, który wydał tytuł wykonawczy - wyjaśnia wiceminister gospodarki.
Stanowisko BIG
Wprowadzenie możliwości zgłaszania dłużników przez osoby fizyczne popierają BIG-i.
- Jest to realizacja naszego postulatu zgłoszonego podczas prac nad nowelizacją ustawy. Otrzymywaliśmy pytania od konsumentów, czy mogą umieścić w rejestrze dane nieuczciwego pracodawcy, biura podróży, dewelopera, który nie wywiązał się z umowy - wskazuje Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów BIG.
Tytuł wykonawczy
Konsumenci nie są zadowoleni z nowych rozwiązań. Chcą oni dalej idących zmian.
- Nie rozumiem, dlaczego z góry zakłada się 100-procentową uczciwość przedsiębiorcy? Wierzyciel przedsiębiorca nie będzie musiał przedstawiać tytułu wykonawczego, aby wpisać do BIG-u dłużnika przedsiębiorcę lub konsumenta, natomiast osoba prywatna, wpisując do BIG przedsiębiorcę lub inną osobę prywatną, będzie musiała przedstawić prawomocny wyrok czy ugodę sądową - wskazuje czytelniczka.
Jej zdaniem również przedsiębiorca, zamieszczając dane o konsumencie, musi przedstawiać tytuł wykonawczy.
Nowelizacja wprowadza także możliwość przekazywania do BIG, z inicjatywy wierzyciela, pozytywnej informacji gospodarczej. Będzie ona informowała o tym, że konsument lub przedsiębiorca zapłacił terminowo fakturę za telefon lub ratę pożyczki.
Projekt skierowano do prac specjalnej komisji nadzwyczajnej.
Ewa Grączewska-Ivanova
interia.pl
Skargę do Ministra skierował w imieniu swoich mocodawców pełnomocnik właściciela lokalu usługowego posiadającego w nieruchomości 52% udziałów. Skarga dotyczyła bezzasadnego obciążenia kosztami zarządu. Skarżący zaznaczył, że wspólnotę tworzy 144 właścicieli wyodrębnionych lokali samodzielnych, w tym jeden właściciel lokalu handlowo-usługowego posiadający 52% udziałów w nieruchomości wspólnej.
Do zarządzania nieruchomością mają zastosowanie przepisy ustawy o własności lokali. Wybrany zarząd wspólnoty, działając na podstawie prawomocnej uchwały uprawniającej do zawarcia umowy i ustalenia wynagrodzenia zarządcy, zawarł umowę o zarządzanie nieruchomością wspólna z zarządca nieruchomości. W umowie wskazano imię i nazwisko zarządcy nieruchomości, numer jego licencji zawodowej oraz zamieszczono oświadczenie o posiadanym ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z wykonywaniem czynności zarządzania nieruchomością.
Właściciel lokalu usługowego posiadający w nieruchomości 52% udziałów wniósł do zarządcy, a następnie do Ministra, o nie naliczanie kosztów zarządu w związku z posiadanymi udziałami w nieruchomości wspólnej. W swoim uzasadnieniu stwierdził, że w swoim lokalu prowadzi działalność gospodarcza i we własnym zakresie przy pomocy własnych służb administracyjno - technicznych wykonuje czynności związane z zarządzaniem swoja własnością. W momencie złożenia skargi zadłużenie skarżącego z tytułu opłat za zarządzanie nieruchomością wspólna było bardzo wysokie.
Komisja Odpowiedzialności Zawodowej, po przeanalizowaniu zgromadzonych dokumentów w sprawie wskazała, że zgodnie z art. 13 ust. 1 ustawy o własności lokali - właściciel lokalu ponosi wydatki związane z utrzymaniem swojego lokalu w nieruchomości, jest również zobowiązany do uczestniczenia w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej. Ponadto, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa wynikającymi z art. 14 ustawy o własności lokali, każdy właściciel lokalu jest zobowiązany do ponoszenia kosztów zarządu nieruchomością wspólna.
Odnosząc się działań podjętych przez zarządcę nieruchomości Komisja, stwierdziła, że zakres uprawnień i obowiązków zarządcy wynikał z przepisów ustawy oraz z umowy o zarządzanie. Zarządca nieruchomości wykonywał czynności zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów prawa i standardów zawodowych. Z akt przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego wynikało, że właściciel lokalu usługowego uczestniczył wyjaśniającego corocznych zebraniach sprawozdawczych, na których był uchwalany plan gospodarczy zarządu nieruchomością wspólna i opłaty na pokrycie kosztów zarządu. Właściciel lokalu użytkowego mógł skorzystać z przysługującego mu prawa wynikającego z art. 25 ustawy o własności lokali i skierować uchwały podjęte przez wspólnotę mieszkaniowa do Sadu według uzasadnieniem, że według jego oceny naruszają one zasady prawidłowego zarządzania nieruchomością wspólna lub w inny sposób naruszają jego interes. Takie działania nie zostały podjęte przez wnoszącego skargę. Podsumowując całość zgromadzonego materiału dowodowego Komisja nie dopatrzyła się uchybień w pracy zarządcy nieruchomością. Według Komisji złożenie skargi przez pełnomocnika właściciela lokalu usługowego wynikało z braku znajomości przepisów prawa. Komisja przedłożyła wniosek o umorzenie prowadzonego postępowania z tytułu odpowiedzialności zawodowej.
www.SerwisPrawa.pl
interia.pl
Skargę do Ministra skierował w imieniu swoich mocodawców pełnomocnik właściciela lokalu usługowego posiadającego w nieruchomości 52% udziałów. Skarga dotyczyła bezzasadnego obciążenia kosztami zarządu. Skarżący zaznaczył, że wspólnotę tworzy 144 właścicieli wyodrębnionych lokali samodzielnych, w tym jeden właściciel lokalu handlowo-usługowego posiadający 52% udziałów w nieruchomości wspólnej.
Do zarządzania nieruchomością mają zastosowanie przepisy ustawy o własności lokali. Wybrany zarząd wspólnoty, działając na podstawie prawomocnej uchwały uprawniającej do zawarcia umowy i ustalenia wynagrodzenia zarządcy, zawarł umowę o zarządzanie nieruchomością wspólna z zarządca nieruchomości. W umowie wskazano imię i nazwisko zarządcy nieruchomości, numer jego licencji zawodowej oraz zamieszczono oświadczenie o posiadanym ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z wykonywaniem czynności zarządzania nieruchomością.
Właściciel lokalu usługowego posiadający w nieruchomości 52% udziałów wniósł do zarządcy, a następnie do Ministra, o nie naliczanie kosztów zarządu w związku z posiadanymi udziałami w nieruchomości wspólnej. W swoim uzasadnieniu stwierdził, że w swoim lokalu prowadzi działalność gospodarcza i we własnym zakresie przy pomocy własnych służb administracyjno - technicznych wykonuje czynności związane z zarządzaniem swoja własnością. W momencie złożenia skargi zadłużenie skarżącego z tytułu opłat za zarządzanie nieruchomością wspólna było bardzo wysokie.
Komisja Odpowiedzialności Zawodowej, po przeanalizowaniu zgromadzonych dokumentów w sprawie wskazała, że zgodnie z art. 13 ust. 1 ustawy o własności lokali - właściciel lokalu ponosi wydatki związane z utrzymaniem swojego lokalu w nieruchomości, jest również zobowiązany do uczestniczenia w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej. Ponadto, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa wynikającymi z art. 14 ustawy o własności lokali, każdy właściciel lokalu jest zobowiązany do ponoszenia kosztów zarządu nieruchomością wspólna.
Odnosząc się działań podjętych przez zarządcę nieruchomości Komisja, stwierdziła, że zakres uprawnień i obowiązków zarządcy wynikał z przepisów ustawy oraz z umowy o zarządzanie. Zarządca nieruchomości wykonywał czynności zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów prawa i standardów zawodowych. Z akt przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego wynikało, że właściciel lokalu usługowego uczestniczył wyjaśniającego corocznych zebraniach sprawozdawczych, na których był uchwalany plan gospodarczy zarządu nieruchomością wspólna i opłaty na pokrycie kosztów zarządu. Właściciel lokalu użytkowego mógł skorzystać z przysługującego mu prawa wynikającego z art. 25 ustawy o własności lokali i skierować uchwały podjęte przez wspólnotę mieszkaniowa do Sadu według uzasadnieniem, że według jego oceny naruszają one zasady prawidłowego zarządzania nieruchomością wspólna lub w inny sposób naruszają jego interes. Takie działania nie zostały podjęte przez wnoszącego skargę. Podsumowując całość zgromadzonego materiału dowodowego Komisja nie dopatrzyła się uchybień w pracy zarządcy nieruchomością. Według Komisji złożenie skargi przez pełnomocnika właściciela lokalu usługowego wynikało z braku znajomości przepisów prawa. Komisja przedłożyła wniosek o umorzenie prowadzonego postępowania z tytułu odpowiedzialności zawodowej.
www.SerwisPrawa.pl
interia.pl
Perspektywa dla Polski nadal pozostaje stabilna. Nie oczekujemy, że to się zmieni po informacjach o planowanej nowelizacji budżetowej, które nie były dużym zaskoczeniem - powiedział Edward Parker w rozmowie telefonicznej z PAP.
- Ewidentnie recesja ma wpływ na finanse publiczne i polskie władze starają się wypracować równowagę pomiędzy nadmiernym wzrostem wydatków budżetowych, jednocześnie nie zacieśniając polityki fiskalnej w stopniu wzmagającym recesję - uważa Parker.- Jednak w średniej perspektywie konieczne będzie podjęcie takich działań, które pozwolą obniżyć deficyt finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB - powiedział Parker.
Wysokie ryzyko na złotym!
Tymczasem jak podaje "Rzeczpospolita", międzynarodowa grupa finansowo-ubezpieczeniowa Euler Hermes obniża ogólny rating dla Polski do B z poprzedniego BB. Polska otrzymała o jeden stopień niższą ocenę makroekonomiczną, podobnie o jeden stopień wzrosło ogólne ryzyko gospodarcze. Choć nie wypadamy źle, wyprzedza nas Słowacja i Słowenia.
Nasz kraj dostaje duży minus za zbytnie uzależnienie od Niemiec w kwestii eksportu, za osłabionego złotego i za zwiększone ryzyko walutowe. Analitycy podkreślają niezdecydowanie rządu w walce z kryzysem - donosi dziennik. Nasze atuty to stabilność polityczna, przyjazne nastawienie rządu do rynku i zróżnicowana produkcja.
PAP/INTERIA.PL
Perspektywa dla Polski nadal pozostaje stabilna. Nie oczekujemy, że to się zmieni po informacjach o planowanej nowelizacji budżetowej, które nie były dużym zaskoczeniem - powiedział Edward Parker w rozmowie telefonicznej z PAP.
- Ewidentnie recesja ma wpływ na finanse publiczne i polskie władze starają się wypracować równowagę pomiędzy nadmiernym wzrostem wydatków budżetowych, jednocześnie nie zacieśniając polityki fiskalnej w stopniu wzmagającym recesję - uważa Parker.- Jednak w średniej perspektywie konieczne będzie podjęcie takich działań, które pozwolą obniżyć deficyt finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB - powiedział Parker.
Wysokie ryzyko na złotym!
Tymczasem jak podaje "Rzeczpospolita", międzynarodowa grupa finansowo-ubezpieczeniowa Euler Hermes obniża ogólny rating dla Polski do B z poprzedniego BB. Polska otrzymała o jeden stopień niższą ocenę makroekonomiczną, podobnie o jeden stopień wzrosło ogólne ryzyko gospodarcze. Choć nie wypadamy źle, wyprzedza nas Słowacja i Słowenia.
Nasz kraj dostaje duży minus za zbytnie uzależnienie od Niemiec w kwestii eksportu, za osłabionego złotego i za zwiększone ryzyko walutowe. Analitycy podkreślają niezdecydowanie rządu w walce z kryzysem - donosi dziennik. Nasze atuty to stabilność polityczna, przyjazne nastawienie rządu do rynku i zróżnicowana produkcja.
PAP/INTERIA.PL
Gant nie wyklucza powrotu do tego projektu, kiedy sytuacja na rynku ulegnie poprawie. W takiej sytuacji zostanie zwołane nadzwyczajne walne zgromadzenia akcjonariuszy spółki, które podejmie decyzje o nowej emisji.
Deweloper podkreśla, że cały czas zainteresowany jest ekspansją na rynku krakowskim. - Planujemy w Krakowie nabyć nieruchomość za gotówkę. Cały czas prowadzę negocjacje z właścicielami nieruchomości - powiedział Feliks..
Gant planuje też zaproszenie funduszy do współfinansowania wartej około 12 mln zł inwestycji handlowej w Bogatyni. - Mamy potwierdzenie rezerwacji na 65 proc. powierzchni w naszym projekcie komercyjnym w Bogatyni. Rozpoczniemy go, jeśli fundusze, którym zostanie to zaproponowane, wezmą w tym udział - powiedział Feliks.
Spółka rozważa zaangażowanie w dwa inne projekt komercyjne, wiceprezes nie chciał jednak ujawnić o jakie inwestycje chodzi.
W pierwszym kwartale 2009 Gant sprzedał 164 mieszkania, w drugim wynik będzie lepszy. - Jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań to w drugim kwartale już przekroczyliśmy pułap pierwszego kwartału - powiedział
Gant nie wyklucza powrotu do tego projektu, kiedy sytuacja na rynku ulegnie poprawie. W takiej sytuacji zostanie zwołane nadzwyczajne walne zgromadzenia akcjonariuszy spółki, które podejmie decyzje o nowej emisji.
Deweloper podkreśla, że cały czas zainteresowany jest ekspansją na rynku krakowskim. - Planujemy w Krakowie nabyć nieruchomość za gotówkę. Cały czas prowadzę negocjacje z właścicielami nieruchomości - powiedział Feliks..
Gant planuje też zaproszenie funduszy do współfinansowania wartej około 12 mln zł inwestycji handlowej w Bogatyni. - Mamy potwierdzenie rezerwacji na 65 proc. powierzchni w naszym projekcie komercyjnym w Bogatyni. Rozpoczniemy go, jeśli fundusze, którym zostanie to zaproponowane, wezmą w tym udział - powiedział Feliks.
Spółka rozważa zaangażowanie w dwa inne projekt komercyjne, wiceprezes nie chciał jednak ujawnić o jakie inwestycje chodzi.
W pierwszym kwartale 2009 Gant sprzedał 164 mieszkania, w drugim wynik będzie lepszy. - Jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań to w drugim kwartale już przekroczyliśmy pułap pierwszego kwartału - powiedział
Poziom kredytowych rat banki ustalają nie na podstawie stopy procentowej RPP, a głównie na podstawie wskaźnika WIBOR 3M, czyli średniej wartości oprocentowania trzymiesięcznych pożyczek, jakich udzielają sobie nawzajem.
Do niedawna oba wskaźniki zmieniały się niemal równolegle. Jednak od 10 kwietnia ten znacznie ważniejszy dla kredytobiorców - WIBOR - zamiast podążać za stopami Rady, wystrzelił w przeciwnym kierunku. Dlaczego? Bo banki żądają we wzajemnych rozliczeniach wyższych odsetek, niż sugeruje to Rada.
Poziom stóp procentowych RPP i wskaźnika
WIBOR 3M od stycznia 2008 roku
... stopa referencyjna NBP ... wskaźnik WIBOR 3M .
źródło: NBP, Money.pl
Jeszcze 25 marca różnica między poziomem stóp RPP a WIBOR-em wynosiła zaledwie 0,2 punktu procentowego. Dziś - uwzględniając obowiązującą, nową stopę RPP - różnica sięga już 1,12 punktu.
Gdyby oba wskaźniki poruszały się naturalnym dotąd, równoległym torem, wczoraj WIBOR wynosiłby około 4 procent i od dziś kierowałby się w okolice 3,75 procent. Tymczasem wczoraj jego poziom wynosił 4,62 proc.
Polacy przepłacają w ratach
Dla kredytobiorców te ułamki procentów przekładają się jednak na realne i wcale niemałe kwoty. Money.pl sprawdził, ile dziś wynosi rata kredytu hipotecznego, a ile - gdyby nie zaskakujący wzrost WIBOR-u - wynosić powinna.
Jako przykład posłużył nam kredyt na kwotę 300 tysięcy złotych, zaciągnięty na 30 lat, którego oprocentowanie wynosi WIBOR 3M powiększony o 2-procentową marżę banku. Wczoraj rata takiego kredytu wynosiła 1920 złotych. Przy naturalnym poziomie WIBORU powinna być niższa o 120 złotych.
źródło: szacunki Money.pl
Kalkulator kredytowy. Sprawdź jaką ratę Ty zapłacisz
Czy rynek zareaguje na decyzję RPP po myśli kredytobiorców? To niestety mało prawdopodobne. Nawet jeśli WIBOR 3M tym razem pójdzie w ślad głównych stóp, to tylko nieznacznie. Na powrót wysokości rat do poziomów, na jakie mogłyby wskazywać stopy RPP, w najbliższym czasie liczyć nie możemy.
Poziom kredytowych rat banki ustalają nie na podstawie stopy procentowej RPP, a głównie na podstawie wskaźnika WIBOR 3M, czyli średniej wartości oprocentowania trzymiesięcznych pożyczek, jakich udzielają sobie nawzajem.
Do niedawna oba wskaźniki zmieniały się niemal równolegle. Jednak od 10 kwietnia ten znacznie ważniejszy dla kredytobiorców - WIBOR - zamiast podążać za stopami Rady, wystrzelił w przeciwnym kierunku. Dlaczego? Bo banki żądają we wzajemnych rozliczeniach wyższych odsetek, niż sugeruje to Rada.
Poziom stóp procentowych RPP i wskaźnika
WIBOR 3M od stycznia 2008 roku
... stopa referencyjna NBP ... wskaźnik WIBOR 3M .
źródło: NBP, Money.pl
Jeszcze 25 marca różnica między poziomem stóp RPP a WIBOR-em wynosiła zaledwie 0,2 punktu procentowego. Dziś - uwzględniając obowiązującą, nową stopę RPP - różnica sięga już 1,12 punktu.
Gdyby oba wskaźniki poruszały się naturalnym dotąd, równoległym torem, wczoraj WIBOR wynosiłby około 4 procent i od dziś kierowałby się w okolice 3,75 procent. Tymczasem wczoraj jego poziom wynosił 4,62 proc.
Polacy przepłacają w ratach
Dla kredytobiorców te ułamki procentów przekładają się jednak na realne i wcale niemałe kwoty. Money.pl sprawdził, ile dziś wynosi rata kredytu hipotecznego, a ile - gdyby nie zaskakujący wzrost WIBOR-u - wynosić powinna.
Jako przykład posłużył nam kredyt na kwotę 300 tysięcy złotych, zaciągnięty na 30 lat, którego oprocentowanie wynosi WIBOR 3M powiększony o 2-procentową marżę banku. Wczoraj rata takiego kredytu wynosiła 1920 złotych. Przy naturalnym poziomie WIBORU powinna być niższa o 120 złotych.
źródło: szacunki Money.pl
Kalkulator kredytowy. Sprawdź jaką ratę Ty zapłacisz
Czy rynek zareaguje na decyzję RPP po myśli kredytobiorców? To niestety mało prawdopodobne. Nawet jeśli WIBOR 3M tym razem pójdzie w ślad głównych stóp, to tylko nieznacznie. Na powrót wysokości rat do poziomów, na jakie mogłyby wskazywać stopy RPP, w najbliższym czasie liczyć nie możemy.
Królewska Wieża powstanie w mieście Jaddah nad Morzem Czerwonym, niedaleko lotniska. Będą się w niej znajdować biura, hotele i rezydencje.
Obecnie najwyższy budynek świata znajduje się w Stanach Zjednoczonych i ma 600 metrów wysokości. We wrześniu jego miejsce zajmie o 200 metrów wyższy wieżowiec Burj Dubaj, który powstaje w Emiratach Arabskich.
Wyglądem nawiązuje do kwiatu pusytni, ma również islamskie ornamenty. Na 206 piętrach zmieszczą się apartamenty, biura i hotele, o których wystrój zadbali najsłynniejsi projektanci.
Królewska Wieża powstanie w mieście Jaddah nad Morzem Czerwonym, niedaleko lotniska. Będą się w niej znajdować biura, hotele i rezydencje.
Obecnie najwyższy budynek świata znajduje się w Stanach Zjednoczonych i ma 600 metrów wysokości. We wrześniu jego miejsce zajmie o 200 metrów wyższy wieżowiec Burj Dubaj, który powstaje w Emiratach Arabskich.
Wyglądem nawiązuje do kwiatu pusytni, ma również islamskie ornamenty. Na 206 piętrach zmieszczą się apartamenty, biura i hotele, o których wystrój zadbali najsłynniejsi projektanci.
Rzecznik wystąpił do Prezydenta o skierowanie zmienionej ustawy Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw, do Trybunału Konstytucyjnego.
Okazuje się ze w nowych przepisach jest przewaga "wszelkich chwytów dozwolonych" w tym godzących w konstytucyjne prawa i wolności osób trzecich. Wg Rzecznika Praw Obywatelskich rejestracja budowy nie uruchamia trybu administracyjnego umożliwiającego zweryfikowanie stopnia oddziaływania inwestycji budowlanej na sąsiadujące nieruchomości pomijając tym samym prawo własności. Organy administracyjne nie będą również zobligowane do powiadamiania osób trzecich o planowanej budowie czy robotach budowlanych.
W konsekwencji poszkodowany przez inwestora wnosząc sprawę na drogę sądową będzie zobowiązany do poniesienia całkowitych kosztów procesu pozostając przy tym bez jakiegokolwiek wsparcia państwa. Ponadto orzeczenie wyroku może nastąpić w terminie późniejszym niż zakończenie inwestycji budowlanej.
Organy administracji państwowej za sprawą znowelizowanej ustawy zdejmują z siebie obowiązek ochrony zainteresowanych podmiotów. Poza tym nie są one w stanie w czasie 30 dni zapoznać się z otrzymaną dokumentacją, co powoduje automatycznie rejestrację budowy i zgodę na rozpoczęcie inwestycji. Te sytuacje Rzecznik Praw Obywatelskich określił jako "milczącą zgodę" administracji publicznej.
Brak informacji i kontroli może spowodować nieład urbanistyczno-architektoniczny. Tryb roszczenia o wstrzymanie budowy również jest na niekorzyść właścicieli sąsiadujących nieruchomości, ponieważ wygasa w miesiąc od rozpoczęcia budowy. A o rozpoczęciu budowy mogą świadczyć takie czynności jak prace geodezyjne, czy wykonanie przyłączy do sieci na potrzeby procesu budowlanego. Zatem jest to zbyt krótki okres czasu, jeśli chodzi o możliwości zauważenia tego typu prac przez właścicieli sąsiadujących nieruchomości i wystąpienia z roszczeniem wstrzymania budowy.
- Stworzenie dobrego prawa jest zadaniem niezwykle trudnym. - mówi Justyna Zemanek architekt firmy ARCHETON Sp. z o.o. - Trzeba uwzględnić interesy wszystkich zainteresowanych stron oraz przewidzieć różnorodne konsekwencje nowych zapisów, a zmiany i ułatwienia muszą dotyczyć wielu obszarów.
Ułatwienie procesu inwestycyjnego miało pomoc w skróceniu czasu realizacji inwestycji, usuwając inwestorom wszelkie przeszkody. Obiecujące perspektywy rozwoju branży budowlanej prysnęły jak czar mydlanej banki. Wszyscy liczyli na wzrost indywidualnych inwestycji i przyjemną realizację marzeń. Tymczasem widmo samowoli ustawodawczej jak i budowlanej przekreśliło nadzieje na jakiekolwiek przejrzyste przepisy.
źródło informacji: INTERIA.PL/materiały prasowe
Rzecznik wystąpił do Prezydenta o skierowanie zmienionej ustawy Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw, do Trybunału Konstytucyjnego.
Okazuje się ze w nowych przepisach jest przewaga "wszelkich chwytów dozwolonych" w tym godzących w konstytucyjne prawa i wolności osób trzecich. Wg Rzecznika Praw Obywatelskich rejestracja budowy nie uruchamia trybu administracyjnego umożliwiającego zweryfikowanie stopnia oddziaływania inwestycji budowlanej na sąsiadujące nieruchomości pomijając tym samym prawo własności. Organy administracyjne nie będą również zobligowane do powiadamiania osób trzecich o planowanej budowie czy robotach budowlanych.
W konsekwencji poszkodowany przez inwestora wnosząc sprawę na drogę sądową będzie zobowiązany do poniesienia całkowitych kosztów procesu pozostając przy tym bez jakiegokolwiek wsparcia państwa. Ponadto orzeczenie wyroku może nastąpić w terminie późniejszym niż zakończenie inwestycji budowlanej.
Organy administracji państwowej za sprawą znowelizowanej ustawy zdejmują z siebie obowiązek ochrony zainteresowanych podmiotów. Poza tym nie są one w stanie w czasie 30 dni zapoznać się z otrzymaną dokumentacją, co powoduje automatycznie rejestrację budowy i zgodę na rozpoczęcie inwestycji. Te sytuacje Rzecznik Praw Obywatelskich określił jako "milczącą zgodę" administracji publicznej.
Brak informacji i kontroli może spowodować nieład urbanistyczno-architektoniczny. Tryb roszczenia o wstrzymanie budowy również jest na niekorzyść właścicieli sąsiadujących nieruchomości, ponieważ wygasa w miesiąc od rozpoczęcia budowy. A o rozpoczęciu budowy mogą świadczyć takie czynności jak prace geodezyjne, czy wykonanie przyłączy do sieci na potrzeby procesu budowlanego. Zatem jest to zbyt krótki okres czasu, jeśli chodzi o możliwości zauważenia tego typu prac przez właścicieli sąsiadujących nieruchomości i wystąpienia z roszczeniem wstrzymania budowy.
- Stworzenie dobrego prawa jest zadaniem niezwykle trudnym. - mówi Justyna Zemanek architekt firmy ARCHETON Sp. z o.o. - Trzeba uwzględnić interesy wszystkich zainteresowanych stron oraz przewidzieć różnorodne konsekwencje nowych zapisów, a zmiany i ułatwienia muszą dotyczyć wielu obszarów.
Ułatwienie procesu inwestycyjnego miało pomoc w skróceniu czasu realizacji inwestycji, usuwając inwestorom wszelkie przeszkody. Obiecujące perspektywy rozwoju branży budowlanej prysnęły jak czar mydlanej banki. Wszyscy liczyli na wzrost indywidualnych inwestycji i przyjemną realizację marzeń. Tymczasem widmo samowoli ustawodawczej jak i budowlanej przekreśliło nadzieje na jakiekolwiek przejrzyste przepisy.
źródło informacji: INTERIA.PL/materiały prasowe
- Trudno odpowiedzieć, czy (poziom stóp - PAP) jest właściwy, natomiast można powiedzieć wprost, że jeżeli przyjmiemy, że inflacja faktycznie ukształtuje się w tym przedziale (wskazanym przez projekcję inflacji NBP - PAP), stopa referencyjna jest prawie zerowa realnie i pole do dalszych obniżek jest minimalne - powiedziała Wasilewska-Trenkner w Radiu PiN.
- Ja osobiście nie widzę potrzeby ich dalszych obniżek w najbliższym czasie. Najbliższy czas to może być do końca roku, aczkolwiek bardzo pilnie trzeba patrzeć na to, co się dzieje na rynkach światowych. Jeśli faktycznie ruszy fala ożywienia, zmiany cen surowców mogą się okazać dla nas zagrożeniem inflacyjnym - dodała.
- Paradoksalnie może się okazać w pewnym momencie, że podwyżka byłaby decyzją lepszą niż obniżka. Jeżeli by te procesy, o których się w tej chwili mówi - że to pierwsze kiełkujące oznaki, bardzo bujnie się rozwinęły - to tak się może zdarzyć - oceniła członek RPP.
Zdaniem Wasilewskiej-Trenkner zagrożenia dla inflacji są wciąż obecne, głównie ze strony cen ropy na rynkach światowych oraz kursu złotego.
- Zagrożenia (dla inflacji - PAP) ciągle są obecne.
interia.pl
- Trudno odpowiedzieć, czy (poziom stóp - PAP) jest właściwy, natomiast można powiedzieć wprost, że jeżeli przyjmiemy, że inflacja faktycznie ukształtuje się w tym przedziale (wskazanym przez projekcję inflacji NBP - PAP), stopa referencyjna jest prawie zerowa realnie i pole do dalszych obniżek jest minimalne - powiedziała Wasilewska-Trenkner w Radiu PiN.
- Ja osobiście nie widzę potrzeby ich dalszych obniżek w najbliższym czasie. Najbliższy czas to może być do końca roku, aczkolwiek bardzo pilnie trzeba patrzeć na to, co się dzieje na rynkach światowych. Jeśli faktycznie ruszy fala ożywienia, zmiany cen surowców mogą się okazać dla nas zagrożeniem inflacyjnym - dodała.
- Paradoksalnie może się okazać w pewnym momencie, że podwyżka byłaby decyzją lepszą niż obniżka. Jeżeli by te procesy, o których się w tej chwili mówi - że to pierwsze kiełkujące oznaki, bardzo bujnie się rozwinęły - to tak się może zdarzyć - oceniła członek RPP.
Zdaniem Wasilewskiej-Trenkner zagrożenia dla inflacji są wciąż obecne, głównie ze strony cen ropy na rynkach światowych oraz kursu złotego.
- Zagrożenia (dla inflacji - PAP) ciągle są obecne.
interia.pl
Lokata z loterią była oferowana od 20 kwietnia do 19 czerwca. Minimalna wartość depozytu wynosiła 5 tys. złotych.
Lokatę z loterią promowała kampania telewizyjna, której gwiazdą był hollywoodzki aktor Danny DeVito.
money.pl
(PAP)
Lokata z loterią była oferowana od 20 kwietnia do 19 czerwca. Minimalna wartość depozytu wynosiła 5 tys. złotych.
Lokatę z loterią promowała kampania telewizyjna, której gwiazdą był hollywoodzki aktor Danny DeVito.
money.pl
(PAP)
Minister finansów przedstawił rządowe pomysły na łatanie rosnącej dziury w państwowej kasie. I choć póki Jacek Rostowski (na zdjęciu) uspokaja, że w tym roku podatki nie urosną, to strażnik państwowej kasy nie wyklucza, że w 2010 roku stawki niektórych z nich mogą zostać zmienione.
VAT to łakomy kąsek Ale nie do ruszenia?
Najbardziej kusząca - z punktu widzenia rządzących - jest perspektywa podwyższenia podstawowej stawki VAT. Państwo czerpie bowiem najwięcej z wpływów z podatku od towarów i usług. W tegorocznym budżecie 118,5 z 303 mld zł dochodów budżetu to właśnie pieniądze z VAT-u.
Według szacunków podniesienie podstawowej stawki tylko o 1 pkt proc., do poziomu 23 proc. to w ciągu roku nawet 5 mld zł więcej w budżecie.
Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, teoretycznie możliwa jest podwyżka nawet o 3 pkt. proc. Unijna dyrektywa mówi bowiem, że podstawowa stawka VAT nie może przekraczać 25 proc.
Gdyby - w obliczu nagłego i poważnego załamania finansów publicznych - rząd musiał zdecydować się na taki krok, do kasy państwa wpłynęłoby aż o 15 mld zł więcej niż obecnie.
By uzyskać podobny efekt - jak wyliczyli analitycy banku ING - wystarczyłoby podnieść o 1 pkt. proc. nie tylko podstawową stawkę VAT, ale też obniżoną - 7 proc. - którą obłożone są takie towary, jak: żywność, leki czy mieszkania. W sumie taka operacja dałaby budżetowi właśnie ok. 15 mld złotych.
Ale podwyżka VAT to tylko teoretycznie prosty sposób na szybkie łatanie dziury w budżecie. Prezydent Lech Kaczyński na pewno zawetuje ustawę zwiększającą obciążenia najuboższych Polaków. A Lewica takie weto poprze.
Akcyzą w dziurę. Rząd znów złupi kierowców?
Drugim podatkiem, którego podwyżkę już w tym roku brano pod uwagę, jest akcyza. Płacimy ją: gdy tankujemy i kupujemy alkohol lub papierosy.
W tym roku - mimo protestów producentów - rząd podnosił już stawki tego podatku m.in. na piwo i wódkę. Od lutego więcej płacą też palacze.
Zdaniem producentów kolejne podwyżki przyniosą skutek odwrotny od zamierzonego. Polacy zrezygnują z używek. W efekcie zmaleją wpływy do budżetu.
To może nie przekonać rządu, który do przyszłej podwyżki może wykorzystać wygodny pretekst. Osłabienie złotego spowodowało, że stawki podatku spadły poniżej wymaganego przez UE minimum. - Dlatego zmiany w akcyzie są niemal pewne - mówi Andrzej Rzońca, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Jest jeszcze akcyza na paliwa, która oprócz tego, że daje budżetowi najwięcej - w tym roku ma to być niemal połowa z 58 mld zł wpływów z akcyzy - to przy podwyżce dającej wymierne efekty, nie niesie ze sobą ryzyka spadku wpływów.
Z powodu paliwa droższego o 12,2 gr na litrze - akcyza wyższa o 10 gr plus VAT - Polacy nie zrezygnują z jazdy samochodem. A taka właśnie podwyżka dałaby budżetowi dodatkowe niemal 3 mld zł.
Gdy zestawimy ta kwotę z tą, którą można zyskać podnosząc stawkę VAT do 23 proc. okazuje się, że taka operacja dałaby ok. 8 mld zł. To niemal tyle samo, o ile rząd zwiększy tegoroczny deficyt.
Oznaczałoby to, że każda Polska rodzina dorzuciłaby się do przyszłorocznego budżetu po ok. 550 zł. Czyli po ok. 45 zł miesięcznie.
Gdyby VAT urósł do 25 proc. A akcyza na litrze benzyny, oleju napędowego i gazu LPG byłaby o 10 gr na litrze wyższa, to każda rodzina dorzuciłaby do wspólnej kasy nieco ponad 1200 zł rocznie więcej niż w tym roku. Czyli po ok. 100 zł miesięcznie.
VAT i akcyza to nie wszystko. Jest jeszcze składka rentowa
Podwyżki VAT i akcyzy to nie jedyne źródło, z którego rząd może uzyskać dodatkowe dochody. Według Andrzeja Rzońcy w grę wchodzi jeszcze podwyżka składki rentowej. Wydaje się to o tyle prawdopodobne, że SLD - które krytykowało zmiany wprowadzone przez Zytę Gilowską - może taki pomysł poprzeć. Szacowano, że obniżka wprowadzona przez rząd PiS pozbawiła budżet ok. 20 mld złotych.
Gdyby składka urosła z obecnych 6 do 13 procent - tyle wynosiła na początku 2007 roku - każdy z nas co miesiąc dostawałby - przy tych samych zarobkach brutto - od kilkudziesięciu do kilkuset złotych mniej niż dziś.
źródło Money.pl, wartości orientacyjne
W skali roku osoby zarabiające najmniej w tym scenariuszu straciłyby około 720 złotych. Przy zarobkach na poziomie pięciu tysięcy, fiskus zabrałby z pensji dodatkowe 2,4 tys. złotych.
Maciej Miskiewicz, (BARD)
Minister finansów przedstawił rządowe pomysły na łatanie rosnącej dziury w państwowej kasie. I choć póki Jacek Rostowski (na zdjęciu) uspokaja, że w tym roku podatki nie urosną, to strażnik państwowej kasy nie wyklucza, że w 2010 roku stawki niektórych z nich mogą zostać zmienione.
VAT to łakomy kąsek Ale nie do ruszenia?
Najbardziej kusząca - z punktu widzenia rządzących - jest perspektywa podwyższenia podstawowej stawki VAT. Państwo czerpie bowiem najwięcej z wpływów z podatku od towarów i usług. W tegorocznym budżecie 118,5 z 303 mld zł dochodów budżetu to właśnie pieniądze z VAT-u.
Według szacunków podniesienie podstawowej stawki tylko o 1 pkt proc., do poziomu 23 proc. to w ciągu roku nawet 5 mld zł więcej w budżecie.
Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, teoretycznie możliwa jest podwyżka nawet o 3 pkt. proc. Unijna dyrektywa mówi bowiem, że podstawowa stawka VAT nie może przekraczać 25 proc.
Gdyby - w obliczu nagłego i poważnego załamania finansów publicznych - rząd musiał zdecydować się na taki krok, do kasy państwa wpłynęłoby aż o 15 mld zł więcej niż obecnie.
By uzyskać podobny efekt - jak wyliczyli analitycy banku ING - wystarczyłoby podnieść o 1 pkt. proc. nie tylko podstawową stawkę VAT, ale też obniżoną - 7 proc. - którą obłożone są takie towary, jak: żywność, leki czy mieszkania. W sumie taka operacja dałaby budżetowi właśnie ok. 15 mld złotych.
Ale podwyżka VAT to tylko teoretycznie prosty sposób na szybkie łatanie dziury w budżecie. Prezydent Lech Kaczyński na pewno zawetuje ustawę zwiększającą obciążenia najuboższych Polaków. A Lewica takie weto poprze.
Akcyzą w dziurę. Rząd znów złupi kierowców?
Drugim podatkiem, którego podwyżkę już w tym roku brano pod uwagę, jest akcyza. Płacimy ją: gdy tankujemy i kupujemy alkohol lub papierosy.
W tym roku - mimo protestów producentów - rząd podnosił już stawki tego podatku m.in. na piwo i wódkę. Od lutego więcej płacą też palacze.
Zdaniem producentów kolejne podwyżki przyniosą skutek odwrotny od zamierzonego. Polacy zrezygnują z używek. W efekcie zmaleją wpływy do budżetu.
To może nie przekonać rządu, który do przyszłej podwyżki może wykorzystać wygodny pretekst. Osłabienie złotego spowodowało, że stawki podatku spadły poniżej wymaganego przez UE minimum. - Dlatego zmiany w akcyzie są niemal pewne - mówi Andrzej Rzońca, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Jest jeszcze akcyza na paliwa, która oprócz tego, że daje budżetowi najwięcej - w tym roku ma to być niemal połowa z 58 mld zł wpływów z akcyzy - to przy podwyżce dającej wymierne efekty, nie niesie ze sobą ryzyka spadku wpływów.
Z powodu paliwa droższego o 12,2 gr na litrze - akcyza wyższa o 10 gr plus VAT - Polacy nie zrezygnują z jazdy samochodem. A taka właśnie podwyżka dałaby budżetowi dodatkowe niemal 3 mld zł.
Gdy zestawimy ta kwotę z tą, którą można zyskać podnosząc stawkę VAT do 23 proc. okazuje się, że taka operacja dałaby ok. 8 mld zł. To niemal tyle samo, o ile rząd zwiększy tegoroczny deficyt.
Oznaczałoby to, że każda Polska rodzina dorzuciłaby się do przyszłorocznego budżetu po ok. 550 zł. Czyli po ok. 45 zł miesięcznie.
Gdyby VAT urósł do 25 proc. A akcyza na litrze benzyny, oleju napędowego i gazu LPG byłaby o 10 gr na litrze wyższa, to każda rodzina dorzuciłaby do wspólnej kasy nieco ponad 1200 zł rocznie więcej niż w tym roku. Czyli po ok. 100 zł miesięcznie.
VAT i akcyza to nie wszystko. Jest jeszcze składka rentowa
Podwyżki VAT i akcyzy to nie jedyne źródło, z którego rząd może uzyskać dodatkowe dochody. Według Andrzeja Rzońcy w grę wchodzi jeszcze podwyżka składki rentowej. Wydaje się to o tyle prawdopodobne, że SLD - które krytykowało zmiany wprowadzone przez Zytę Gilowską - może taki pomysł poprzeć. Szacowano, że obniżka wprowadzona przez rząd PiS pozbawiła budżet ok. 20 mld złotych.
Gdyby składka urosła z obecnych 6 do 13 procent - tyle wynosiła na początku 2007 roku - każdy z nas co miesiąc dostawałby - przy tych samych zarobkach brutto - od kilkudziesięciu do kilkuset złotych mniej niż dziś.
źródło Money.pl, wartości orientacyjne
W skali roku osoby zarabiające najmniej w tym scenariuszu straciłyby około 720 złotych. Przy zarobkach na poziomie pięciu tysięcy, fiskus zabrałby z pensji dodatkowe 2,4 tys. złotych.
Maciej Miskiewicz, (BARD)
Nieznacznie tańsze niż przed miesiącem były oferty sprzedaży mieszkań w Poznaniu (-1,1), Warszawie (-1 proc.) i Katowicach (-0,7 proc.). 1,5-procentowy wzrost średniej ceny ofertowej zanotował Kraków. O 1,1 proc. wyższa była średnia cena mieszkań wystawionych do sprzedaży w maju w Białymstoku, a o 0,8 proc. w Łodzi.
tab
Stabilne kredyty złotowe
Od ostatniego wspólnego raportu Oferty.net i Open Finance (20 maja) trzymiesięczne stopy WIBOR wzrosły o 6 pkt bazowych do 4,62 proc. przy czym praktycznie od końca maja pozostają one stabilne na obecnym poziomie. Od połowy kwietnia stopa WIBOR wzrosła o 50 pkt, ponieważ banki operujące na rynku międzybankowym uznały, że Rada Polityki Pieniężnej zakończyła w I kwartale br. cykl obniżek stóp procentowych.
Obecna sytuacja nie wymaga jednak dalszego wzrostu stóp WIBOR, ponieważ rynek pieniężny jako taki jest dostatecznie płynny, a ostatnie dane i przewidywania nie wskazują na ryzyko wzrostu inflacji w przyszłości. Dlatego można sądzić, że sytuacja na rynku pieniężnym pozostanie stabilna, lub ewentualnie ulegnie poprawie z punktu widzenia osób posiadających kredyty złotowe, których oprocentowanie zależne jest od stóp WIBOR. Poprawa będzie możliwa, jeśli rynek uzyska przekonanie, że RPP wróci do obniżek stóp procentowych. Analitycy Grupy Noble Bank spodziewają się obniżek o 50 pkt przed końcem roku, co sprowadziłoby trzymiesięczny WIBOR z powrotem w okolice 4,10 proc. i obniżyło raty istniejących kredytów hipotecznych o ok. 5 proc.
tab
Według Emila Szwedy z Open Finance nie jest natomiast przesądzone, że skorzystają na tym nowi kredytobiorcy. W ostatnich miesiącach proces podnoszenia marż kredytowych w bankach zatrzymał się (w odniesieniu do kredytów hipotecznych), lecz nie jest pewnym, na jak długo. Współczynniki wypłacalności banków nadal utrzymują się na niskich poziomach i w najbliższym czasie brak jest przesłanek dotyczących możliwości ich poprawy. W szczególności wypłata dywidendy przez PKO BP w kwocie 2,9 mld PLN może dodatkowo - choć czasowo - ograniczyć zdolność sektora do udzielania kredytów. Dlatego nie da się wykluczyć, że przeciętna marża od kredytu z niskim lub zerowym wkładem własnym wzrośnie z obecnych 3,2 proc. (mediana), co byłoby dla przyszłych kredytobiorców przeciwwagą dla oczekiwanych decyzji RPP.
Wyższe raty kredytowe we frankach
Od ostatniego raportu (20 maja) do 17 czerwca kurs franka wzrósł z 2,875 do 3,0 PLN czyli o 4,3 proc. i w takim właśnie stosunku wzrosły raty kredytów hipotecznych nominowanych w tej walucie, co potwierdzają wyliczenia Open Finance. Zmienność kursu walutowego pozostanie w najbliższym czasie głównym czynnikiem wpływającym na wysokość rat kredytów, ponieważ Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) nie ma możliwości dalszego obniżania stóp procentowych, a rozpoczęcie cyklu podwyżek wydaje się być dość odległe (i sprzeczne z deklaracjami samego SNB).
Jak się okazuje, próby wpłynięcia SNB na osłabienie franka wobec euro przez interwencje walutowe okazały się mało skuteczne, lub też obecny poziom notowań tej pary uznawany jest już za satysfakcjonujący dla władz banku centralnego (obecny kurs jest o 3 proc. niższy od dołka z 10 marca).
Nie widać powodów, dla których w najbliższym czasie miałoby nastąpić pogorszenie lub poprawienie sytuacji na rynku walutowym (z punktu widzenia posiadaczy kredytów walutowych). Złoty pozostaje słaby, a jedynym czynnikiem wzrostu jego wartości może być poprawa bilansu handlowego. Jednak ze względu na spadek eksportu (szybszy niż importu) nie jest to obecnie czynnik wywierający dostatecznie dużą presję na umocnienie złotego. Taką presję mógłby wywołać napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych i choć Polska ma warunki do tego, by przyciągać inwestorów, to jednocześnie światowy kryzys gospodarczy powstrzymuje powstawanie nowych inwestycji na całym świecie (nie tylko w Polsce). Stabilny, choć wysoki kurs franka, może się więc utrzymywać przez kilka miesięcy, jednak w dłuższym terminie wyższe jest prawdopodobieństwo spadku jego notowań.
Mniej zakupów "na wyrost"
Ograniczenie dostępności kredytów hipotecznych oraz spowolnienie gospodarcze skutkujące coraz częstszymi obawami o zatrudnienie i przyszłe dochody sprawiają, że osoby decydujące się na zakup mieszkania zdecydowanie racjonalniej podchodzą do kwestii jego wielkości i ceny. Zdaniem Marcina Drogomireckiego z serwisu Oferty.net, klienci szukają teraz przede wszystkim mieszkań takich, które odpowiadają ich rzeczywistym potrzebom i realnym możliwościom finansowym. Moda na kupowanie mieszkań "na wyrost" minęła.
W takiej sytuacji znów zaobserwować można wzrost zainteresowania mieszkaniami o mniejszych powierzchniach, o mniejszej liczbie pokoi. Z uwagi na najniższe ceny największą popularnością cieszą się mieszkania jedno- i dwupokojowe. Ich wybór jest obecnie duży a rozpiętość średnich cen - biorąc pod uwagę różne miasta - ogromna. Widać to szczególnie na przykładzie Warszawy i bądź co bądź nie tak odległej Łodzi; w stolicy ceny kawalerek są ponad dwukrotnie wyższe.
Znamienny jest także fakt, że wartość dwóch kawalerek w Poznaniu jest niższa od średniej ceny mieszkania 2-pokojowego w Warszawie.
tab
Rynek wtórny sprzedaży mieszkań w Warszawie
Ceny mieszkań w Warszawie są niezmiennie jednymi z najdroższych w Polsce. Droższe pozostają tylko apartamenty w kurortach nad morzem i w górach. Jednak ostatni rok przyniósł nie tylko wyraźny spadek cen (-8,1 proc.) ale też istotne zmiany w strukturze podaży ofert w stolicy. Analiza ofert publikowanych w serwisie Oferty.net wskazuje na zdecydowany wzrost udziału mieszkań, których cena ofertowa nie przekracza 7000 PLN za m kw.. W kwietniu 2008 roku wynosił on 6,3 proc. a w maju br. już 15,6 proc. Jednocześnie zdecydowanie, bo o blisko połowę, zmniejszył się udział ofert w cenie pow. 11 000 PLN; w kwietniu 2008 taką cenę ofertową miała niemal co piąta nowa oferta (18,9 proc.) a w maju br. już tylko jedna na dziesięć (10,8 proc.).
interia.pl
Nieznacznie tańsze niż przed miesiącem były oferty sprzedaży mieszkań w Poznaniu (-1,1), Warszawie (-1 proc.) i Katowicach (-0,7 proc.). 1,5-procentowy wzrost średniej ceny ofertowej zanotował Kraków. O 1,1 proc. wyższa była średnia cena mieszkań wystawionych do sprzedaży w maju w Białymstoku, a o 0,8 proc. w Łodzi.
tab
Stabilne kredyty złotowe
Od ostatniego wspólnego raportu Oferty.net i Open Finance (20 maja) trzymiesięczne stopy WIBOR wzrosły o 6 pkt bazowych do 4,62 proc. przy czym praktycznie od końca maja pozostają one stabilne na obecnym poziomie. Od połowy kwietnia stopa WIBOR wzrosła o 50 pkt, ponieważ banki operujące na rynku międzybankowym uznały, że Rada Polityki Pieniężnej zakończyła w I kwartale br. cykl obniżek stóp procentowych.
Obecna sytuacja nie wymaga jednak dalszego wzrostu stóp WIBOR, ponieważ rynek pieniężny jako taki jest dostatecznie płynny, a ostatnie dane i przewidywania nie wskazują na ryzyko wzrostu inflacji w przyszłości. Dlatego można sądzić, że sytuacja na rynku pieniężnym pozostanie stabilna, lub ewentualnie ulegnie poprawie z punktu widzenia osób posiadających kredyty złotowe, których oprocentowanie zależne jest od stóp WIBOR. Poprawa będzie możliwa, jeśli rynek uzyska przekonanie, że RPP wróci do obniżek stóp procentowych. Analitycy Grupy Noble Bank spodziewają się obniżek o 50 pkt przed końcem roku, co sprowadziłoby trzymiesięczny WIBOR z powrotem w okolice 4,10 proc. i obniżyło raty istniejących kredytów hipotecznych o ok. 5 proc.
tab
Według Emila Szwedy z Open Finance nie jest natomiast przesądzone, że skorzystają na tym nowi kredytobiorcy. W ostatnich miesiącach proces podnoszenia marż kredytowych w bankach zatrzymał się (w odniesieniu do kredytów hipotecznych), lecz nie jest pewnym, na jak długo. Współczynniki wypłacalności banków nadal utrzymują się na niskich poziomach i w najbliższym czasie brak jest przesłanek dotyczących możliwości ich poprawy. W szczególności wypłata dywidendy przez PKO BP w kwocie 2,9 mld PLN może dodatkowo - choć czasowo - ograniczyć zdolność sektora do udzielania kredytów. Dlatego nie da się wykluczyć, że przeciętna marża od kredytu z niskim lub zerowym wkładem własnym wzrośnie z obecnych 3,2 proc. (mediana), co byłoby dla przyszłych kredytobiorców przeciwwagą dla oczekiwanych decyzji RPP.
Wyższe raty kredytowe we frankach
Od ostatniego raportu (20 maja) do 17 czerwca kurs franka wzrósł z 2,875 do 3,0 PLN czyli o 4,3 proc. i w takim właśnie stosunku wzrosły raty kredytów hipotecznych nominowanych w tej walucie, co potwierdzają wyliczenia Open Finance. Zmienność kursu walutowego pozostanie w najbliższym czasie głównym czynnikiem wpływającym na wysokość rat kredytów, ponieważ Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) nie ma możliwości dalszego obniżania stóp procentowych, a rozpoczęcie cyklu podwyżek wydaje się być dość odległe (i sprzeczne z deklaracjami samego SNB).
Jak się okazuje, próby wpłynięcia SNB na osłabienie franka wobec euro przez interwencje walutowe okazały się mało skuteczne, lub też obecny poziom notowań tej pary uznawany jest już za satysfakcjonujący dla władz banku centralnego (obecny kurs jest o 3 proc. niższy od dołka z 10 marca).
Nie widać powodów, dla których w najbliższym czasie miałoby nastąpić pogorszenie lub poprawienie sytuacji na rynku walutowym (z punktu widzenia posiadaczy kredytów walutowych). Złoty pozostaje słaby, a jedynym czynnikiem wzrostu jego wartości może być poprawa bilansu handlowego. Jednak ze względu na spadek eksportu (szybszy niż importu) nie jest to obecnie czynnik wywierający dostatecznie dużą presję na umocnienie złotego. Taką presję mógłby wywołać napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych i choć Polska ma warunki do tego, by przyciągać inwestorów, to jednocześnie światowy kryzys gospodarczy powstrzymuje powstawanie nowych inwestycji na całym świecie (nie tylko w Polsce). Stabilny, choć wysoki kurs franka, może się więc utrzymywać przez kilka miesięcy, jednak w dłuższym terminie wyższe jest prawdopodobieństwo spadku jego notowań.
Mniej zakupów "na wyrost"
Ograniczenie dostępności kredytów hipotecznych oraz spowolnienie gospodarcze skutkujące coraz częstszymi obawami o zatrudnienie i przyszłe dochody sprawiają, że osoby decydujące się na zakup mieszkania zdecydowanie racjonalniej podchodzą do kwestii jego wielkości i ceny. Zdaniem Marcina Drogomireckiego z serwisu Oferty.net, klienci szukają teraz przede wszystkim mieszkań takich, które odpowiadają ich rzeczywistym potrzebom i realnym możliwościom finansowym. Moda na kupowanie mieszkań "na wyrost" minęła.
W takiej sytuacji znów zaobserwować można wzrost zainteresowania mieszkaniami o mniejszych powierzchniach, o mniejszej liczbie pokoi. Z uwagi na najniższe ceny największą popularnością cieszą się mieszkania jedno- i dwupokojowe. Ich wybór jest obecnie duży a rozpiętość średnich cen - biorąc pod uwagę różne miasta - ogromna. Widać to szczególnie na przykładzie Warszawy i bądź co bądź nie tak odległej Łodzi; w stolicy ceny kawalerek są ponad dwukrotnie wyższe.
Znamienny jest także fakt, że wartość dwóch kawalerek w Poznaniu jest niższa od średniej ceny mieszkania 2-pokojowego w Warszawie.
tab
Rynek wtórny sprzedaży mieszkań w Warszawie
Ceny mieszkań w Warszawie są niezmiennie jednymi z najdroższych w Polsce. Droższe pozostają tylko apartamenty w kurortach nad morzem i w górach. Jednak ostatni rok przyniósł nie tylko wyraźny spadek cen (-8,1 proc.) ale też istotne zmiany w strukturze podaży ofert w stolicy. Analiza ofert publikowanych w serwisie Oferty.net wskazuje na zdecydowany wzrost udziału mieszkań, których cena ofertowa nie przekracza 7000 PLN za m kw.. W kwietniu 2008 roku wynosił on 6,3 proc. a w maju br. już 15,6 proc. Jednocześnie zdecydowanie, bo o blisko połowę, zmniejszył się udział ofert w cenie pow. 11 000 PLN; w kwietniu 2008 taką cenę ofertową miała niemal co piąta nowa oferta (18,9 proc.) a w maju br. już tylko jedna na dziesięć (10,8 proc.).
interia.pl
PLN WALUTY OGÓŁEM
(w mln zł)
maj 67.760,7 145.818,6 213.579,3
kwiecień 66.310,7 143.333,7 209.644,4
PAP/INTERIA.PL
PLN WALUTY OGÓŁEM
(w mln zł)
maj 67.760,7 145.818,6 213.579,3
kwiecień 66.310,7 143.333,7 209.644,4
PAP/INTERIA.PL
"To jest oczywiście sprawa każdej ze spółek i musi być negocjowana pomiędzy zarządem spółek a załogą; natomiast z naszej strony (...) nie ma zgody na takie proste ogólne podwyżki, jakie są proponowane w Enei" - dodał.
Związkowcy spółki Enea rozpoczęli w poniedziałek o godz. 7 rano dwugodzinny strajk ostrzegawczy, podczas którego pracownicy mieli powstrzymywać się od usuwania awarii poza sytuacjami nagłymi, takimi jak pożar. Protest objął województwa: wielkopolskie, zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie i lubuskie. Według przewodniczącego komisji międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Piotra Adamskiego, strajkowało ponad 3 tys. pracowników energetycznej spółki.
Adamski poinformował, że strajk miał związek z nieprzestrzeganiem przez spółkę Enea Operator podstawowych zasad prawa pracy; chodzi m.in. o brak corocznych podwyżek i przedłużanie umów na czas określony. Jeżeli protest nie przyniesie żadnego skutku, związkowcy zamierzają zorganizować strajk generalny - dodał.
Minister Grad zauważył również, że związki zawodowe Enei nie zgadzają się na prywatyzację spółki, mimo że w ubiegłym roku domagały się pisemnego zobowiązania do jej przeprowadzenia wraz z terminem.
Z uwagi na to, że nie wiedzieliśmy, jak się sytuacja rozwinie na rynkach finansowych, takiego oświadczenia nie chcieliśmy wydać. Ostatecznie (...) zobowiązałem się do tego, że spółka zostanie sprywatyzowana i że akcje, które będą w posiadaniu pracowników, będą mogły być sprzedawane na tych samych zasadach, na jakich będzie je sprzedawał Skarb Państwa, a dzisiaj słyszę, że związki zawodowe nie zgadzają się na prywatyzację - wyjaśnił minister.
Do końca tego roku Ministerstwo Skarbu Państwa planuje przeprowadzić drugi etap prywatyzacji spółki. W ramach ubiegłorocznej oferty publicznej inwestorzy objęli pakiet akcji, stanowiący ok. 23,5 proc. kapitału zakładowego; obecnie Skarb Państwa posiada 76,5 proc. akcji Enei.
Zarząd spółki Enea jest w trakcie sporu zbiorowego ze związkowcami. Według rzeczniczki poznańskiej firmy Ewy Katulskiej, zarząd jest gotowy do dalszych rozmów ze związkowcami. "Ostatnie rozmowy i spotkania nie przyniosły rezultatów, stąd dzisiejsza akcja protestacyjna, która jest kolejnym etapem sporu. Zarząd jest otwarty na dialog i chce rozmawiać, a obu stronom zależy na dojściu do porozumienia i zakończeniu sporu" - powiedziała.
źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
"To jest oczywiście sprawa każdej ze spółek i musi być negocjowana pomiędzy zarządem spółek a załogą; natomiast z naszej strony (...) nie ma zgody na takie proste ogólne podwyżki, jakie są proponowane w Enei" - dodał.
Związkowcy spółki Enea rozpoczęli w poniedziałek o godz. 7 rano dwugodzinny strajk ostrzegawczy, podczas którego pracownicy mieli powstrzymywać się od usuwania awarii poza sytuacjami nagłymi, takimi jak pożar. Protest objął województwa: wielkopolskie, zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie i lubuskie. Według przewodniczącego komisji międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Piotra Adamskiego, strajkowało ponad 3 tys. pracowników energetycznej spółki.
Adamski poinformował, że strajk miał związek z nieprzestrzeganiem przez spółkę Enea Operator podstawowych zasad prawa pracy; chodzi m.in. o brak corocznych podwyżek i przedłużanie umów na czas określony. Jeżeli protest nie przyniesie żadnego skutku, związkowcy zamierzają zorganizować strajk generalny - dodał.
Minister Grad zauważył również, że związki zawodowe Enei nie zgadzają się na prywatyzację spółki, mimo że w ubiegłym roku domagały się pisemnego zobowiązania do jej przeprowadzenia wraz z terminem.
Z uwagi na to, że nie wiedzieliśmy, jak się sytuacja rozwinie na rynkach finansowych, takiego oświadczenia nie chcieliśmy wydać. Ostatecznie (...) zobowiązałem się do tego, że spółka zostanie sprywatyzowana i że akcje, które będą w posiadaniu pracowników, będą mogły być sprzedawane na tych samych zasadach, na jakich będzie je sprzedawał Skarb Państwa, a dzisiaj słyszę, że związki zawodowe nie zgadzają się na prywatyzację - wyjaśnił minister.
Do końca tego roku Ministerstwo Skarbu Państwa planuje przeprowadzić drugi etap prywatyzacji spółki. W ramach ubiegłorocznej oferty publicznej inwestorzy objęli pakiet akcji, stanowiący ok. 23,5 proc. kapitału zakładowego; obecnie Skarb Państwa posiada 76,5 proc. akcji Enei.
Zarząd spółki Enea jest w trakcie sporu zbiorowego ze związkowcami. Według rzeczniczki poznańskiej firmy Ewy Katulskiej, zarząd jest gotowy do dalszych rozmów ze związkowcami. "Ostatnie rozmowy i spotkania nie przyniosły rezultatów, stąd dzisiejsza akcja protestacyjna, która jest kolejnym etapem sporu. Zarząd jest otwarty na dialog i chce rozmawiać, a obu stronom zależy na dojściu do porozumienia i zakończeniu sporu" - powiedziała.
źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Decyzja KE wynika z faktu, że deficyt finansów publicznych Polski wyniósł 3,9 proc. PKB w 2008 roku, czyli powyżej dopuszczonej wartości referencyjnej 3 proc. Według majowych prognoz gospodarczych KE, tegoroczny deficyt w Polsce ma wzrosnąć do 6,6 proc. PKB, a przyszłoroczny przekroczy 7 proc. Oznacza to, że nie jest tymczasowy.
"Jeśli nie będzie środków korygujących, sytuacja poważnie się pogorszy" - przestrzegł unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin"Gdyby prognozy wzrostu były takie, jak zakładał polski rząd, to termin na poprawę byłby krótszy. Ale dostałem informacje od polskiego ministra finansów Jacka Rostowskiego, że deficyt będzie raczej zgodny z naszymi prognozami, a nie takimi, jak mówił rząd, czyli 4,6 proc.; zaś wzrost będzie bliski zera. Biorąc pod uwagę nasze prognozy a także ponowną ocenę sytuacji przez polski rząd, uważamy, że odpowiedni termin to 2012 rok" - oświadczył komisarz.
Otwierając procedurę nadmiernego deficytu przeciwko Polsce, Komisja Europejska (KE) zaleciła poprawę kontroli wykonania budżetu. Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wskazał, że polski rząd był zaskoczony zeszłorocznym deficytem finansów publicznych w wysokości 3,9 proc. PKB.
"Ostatnie doświadczenia pokazują nam, że kontrola budżetowa w Polsce musi być poprawiona. Fakt, że rząd nie był świadom, że na koniec zeszłego roku deficyt wyniósł 3,9 proc. pokazuje, że mechanizmy kontroli budżetowej nie funkcjonują sprawnie. Potrzebna jest poprawa" - powiedział Almunia.
Jego zdaniem, problemem jest stosowanie w Polsce metody kasowej przy obliczaniu deficytu, podczas gdy unijny standard to metoda memoriałowa, uwzględniająca zobowiązania do wydatków, które faktycznie nie zostały jeszcze poniesione.
"Cały nasz nadzór, metody księgowe, prognozy są oparte na (...) zasadach obliczania deficytu metodą memoriałową.(...), zaś Polska przywiązywała uwagę do liczb kasowych (...). Minister (finansów Jacek Rostowski) dowiedział się o tej różnicy w dniu, kiedy GUS powiadomił Eurostat, że deficyt wyniósł 3,9 proc. Spotkałem go i spytałem:
Jacek, co się dzieje? A on powiedział: muszę sprawdzić, to bardzo dziwne" - relacjonował dziennikarzom Almunia.
Przypomnijmy iż
Wydając w tym roku podobne decyzje, KE była łagodna wobec krajów członkowskich, które wraz z pogłębiającą się recesją zwiększyły swoje deficyty: dała czas Francji i Hiszpanii aż do 2012 r., a Irlandii do 2013 r., na zrównoważenie finansów publicznych. Niewykluczone jednak, że nakaże zrobić to Polsce do końca 2011 r., co byłoby zgodne z polskimi planami, zakładającymi wejście do strefy euro od 2012 r. Taką datę - do końca 2011 r. - podaje też Reuters, powołując się na dokument KE.
Zapowiadając tę decyzję w maju Komisja Europejska podkreśliła, że "przekroczenie dopuszczalnego pułapu wynika głównie z faktu, że niedawne dobre czasy zostały tylko w pewnym stopniu wykorzystane przez Polskę do konsolidacji finansów publicznych i reform po stronie wydatków, zwłaszcza w dziedzinie opieki społecznej" - głosi dokument KE.
Kto pokpił sprawę?
Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wcześniej ubolewał, że rząd nie wykorzystał wzrostu PKB o 4,8 proc. do reform strukturalnych. Uspokajał jednak, że procedura, którą Polska była już objęta w latach 2004-2008, nie jest żadną karą, tylko ma pomóc wydobyć się z kryzysu.
KE przedstawi swoją tzw. rekomendację w tej sprawie unijnej Radzie Ekofin (ministrom finansów "27"). Wtedy Rada zdecyduje kwalifikowaną większością głosów o jej przyjęciu. Nadmierny deficyt nie jest sam w sobie przeszkodą w wejściu do systemu stabilizacji kursu ERM2, który jest dwuletnim "przedsionkiem" przed wstąpieniem do strefy euro. Co innego przyjęcie nowego kraju do strefy euro - tutaj KE, podobnie jak Europejski Bank Centralny i kraje członkowskie wykluczają poluzowanie kryteriów, wśród których jest obowiązek obniżenia deficytu poniżej 3 proc.
W kryzysie wszystkie kraje są skonfrontowane ze spadkiem wzrostu gospodarczego i dochodów do budżetu i jednocześnie prawie wszystkie podnoszą wydatki na pobudzenie gospodarcze - stąd nadmierne deficyty budżetowe.
Poza Polską, procedura nadmiernego deficytu ma być także otwarta wobec Malty, Rumunii i Litwy.
KE wszczęła już w lutym taką samą procedurę wobec czterech krajów: Francji, Hiszpanii, Irlandii i Grecji. Wcześniej otwarte procedury miały już Wielka Brytania i Węgry (które w środę dostaną nowy termin na zejście do 3 proc.).
W zeszłym tygodniu Almunia zapowiedział na jesień otwarcie procedury nadmiernego deficytu wobec kolejnych dziewięciu krajów.
źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Decyzja KE wynika z faktu, że deficyt finansów publicznych Polski wyniósł 3,9 proc. PKB w 2008 roku, czyli powyżej dopuszczonej wartości referencyjnej 3 proc. Według majowych prognoz gospodarczych KE, tegoroczny deficyt w Polsce ma wzrosnąć do 6,6 proc. PKB, a przyszłoroczny przekroczy 7 proc. Oznacza to, że nie jest tymczasowy.
"Jeśli nie będzie środków korygujących, sytuacja poważnie się pogorszy" - przestrzegł unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin"Gdyby prognozy wzrostu były takie, jak zakładał polski rząd, to termin na poprawę byłby krótszy. Ale dostałem informacje od polskiego ministra finansów Jacka Rostowskiego, że deficyt będzie raczej zgodny z naszymi prognozami, a nie takimi, jak mówił rząd, czyli 4,6 proc.; zaś wzrost będzie bliski zera. Biorąc pod uwagę nasze prognozy a także ponowną ocenę sytuacji przez polski rząd, uważamy, że odpowiedni termin to 2012 rok" - oświadczył komisarz.
Otwierając procedurę nadmiernego deficytu przeciwko Polsce, Komisja Europejska (KE) zaleciła poprawę kontroli wykonania budżetu. Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wskazał, że polski rząd był zaskoczony zeszłorocznym deficytem finansów publicznych w wysokości 3,9 proc. PKB.
"Ostatnie doświadczenia pokazują nam, że kontrola budżetowa w Polsce musi być poprawiona. Fakt, że rząd nie był świadom, że na koniec zeszłego roku deficyt wyniósł 3,9 proc. pokazuje, że mechanizmy kontroli budżetowej nie funkcjonują sprawnie. Potrzebna jest poprawa" - powiedział Almunia.
Jego zdaniem, problemem jest stosowanie w Polsce metody kasowej przy obliczaniu deficytu, podczas gdy unijny standard to metoda memoriałowa, uwzględniająca zobowiązania do wydatków, które faktycznie nie zostały jeszcze poniesione.
"Cały nasz nadzór, metody księgowe, prognozy są oparte na (...) zasadach obliczania deficytu metodą memoriałową.(...), zaś Polska przywiązywała uwagę do liczb kasowych (...). Minister (finansów Jacek Rostowski) dowiedział się o tej różnicy w dniu, kiedy GUS powiadomił Eurostat, że deficyt wyniósł 3,9 proc. Spotkałem go i spytałem:
Jacek, co się dzieje? A on powiedział: muszę sprawdzić, to bardzo dziwne" - relacjonował dziennikarzom Almunia.
Przypomnijmy iż
Wydając w tym roku podobne decyzje, KE była łagodna wobec krajów członkowskich, które wraz z pogłębiającą się recesją zwiększyły swoje deficyty: dała czas Francji i Hiszpanii aż do 2012 r., a Irlandii do 2013 r., na zrównoważenie finansów publicznych. Niewykluczone jednak, że nakaże zrobić to Polsce do końca 2011 r., co byłoby zgodne z polskimi planami, zakładającymi wejście do strefy euro od 2012 r. Taką datę - do końca 2011 r. - podaje też Reuters, powołując się na dokument KE.
Zapowiadając tę decyzję w maju Komisja Europejska podkreśliła, że "przekroczenie dopuszczalnego pułapu wynika głównie z faktu, że niedawne dobre czasy zostały tylko w pewnym stopniu wykorzystane przez Polskę do konsolidacji finansów publicznych i reform po stronie wydatków, zwłaszcza w dziedzinie opieki społecznej" - głosi dokument KE.
Kto pokpił sprawę?
Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wcześniej ubolewał, że rząd nie wykorzystał wzrostu PKB o 4,8 proc. do reform strukturalnych. Uspokajał jednak, że procedura, którą Polska była już objęta w latach 2004-2008, nie jest żadną karą, tylko ma pomóc wydobyć się z kryzysu.
KE przedstawi swoją tzw. rekomendację w tej sprawie unijnej Radzie Ekofin (ministrom finansów "27"). Wtedy Rada zdecyduje kwalifikowaną większością głosów o jej przyjęciu. Nadmierny deficyt nie jest sam w sobie przeszkodą w wejściu do systemu stabilizacji kursu ERM2, który jest dwuletnim "przedsionkiem" przed wstąpieniem do strefy euro. Co innego przyjęcie nowego kraju do strefy euro - tutaj KE, podobnie jak Europejski Bank Centralny i kraje członkowskie wykluczają poluzowanie kryteriów, wśród których jest obowiązek obniżenia deficytu poniżej 3 proc.
W kryzysie wszystkie kraje są skonfrontowane ze spadkiem wzrostu gospodarczego i dochodów do budżetu i jednocześnie prawie wszystkie podnoszą wydatki na pobudzenie gospodarcze - stąd nadmierne deficyty budżetowe.
Poza Polską, procedura nadmiernego deficytu ma być także otwarta wobec Malty, Rumunii i Litwy.
KE wszczęła już w lutym taką samą procedurę wobec czterech krajów: Francji, Hiszpanii, Irlandii i Grecji. Wcześniej otwarte procedury miały już Wielka Brytania i Węgry (które w środę dostaną nowy termin na zejście do 3 proc.).
W zeszłym tygodniu Almunia zapowiedział na jesień otwarcie procedury nadmiernego deficytu wobec kolejnych dziewięciu krajów.
źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Najbardziej popularnymi formami zaspokajania potrzeb mieszkaniowych w przypadku grupy studentów jest wynajem pokoju (lub miejsca) w domu studenckim, wynajem mieszkania bądź miejsca w pokoju czy też kupno własnego "M".
Ta ostatnia forma dotyczy jednak niewielkiego odsetka studentów. Jest to związane głównie z brakiem posiadania stałej, dobrze płatnej pracy, która pozwoli zdobyć wymaganą przez banki zdolność kredytową.
Średnio za mkw. mieszkania na rynku wtórnym we Wrocławiu trzeba obecnie zapłacić 6 731 PLN (Tabela 1. przedstawia ceny mieszkań na wrocławskim rynku wtórnym, jakie kształtowały się od stycznia do kwietnia 2009 roku). Cena mkw. mieszkań od dewelopera kształtuje się z kolei na poziomie 7 831 PLN. Jest to więc bardzo duży wydatek. Tym bardziej, że część studentów nie ma pewności czy po zakończeniu studiów będzie chciała osiąść na stałe we Wrocławiu.
Tabela 1. Ceny mieszkań na rynku wtórnym we Wrocławiu od stycznia do kwietnia 2009 roku.
źródło: Oferty.net
Decydując się na zakup 50-metrowego mieszkania z wtórnego rynku nieruchomości przy oprocentowaniu 6,5% na 30 lub 40 lat nasza rata wyniesie odpowiednio 2149,03 i 2528,27 PLN (wartość uśredniona, oferta różni się w poszczególnych bankach). Kupując takie mieszkanie od dewelopera zapłacimy miesięczne o ok. 200-400 PLN więcej. Dokładne dane przedstawia poniższa tabela:
Tabela 2. Raty kredytu hipotecznego przy 30- i 40-letnim okresie spłaty.
źródło: http://kalkulator.kredyt-hipoteczny.biz.pl
Dlatego też większość wrocławskich studentów decyduje się na wynajem mieszkania bądź też pokoju w domu studenckim. Biorąc pod uwagę wariant drugi należy się liczyć z wydatkiem rzędu 280-400 PLN miesięcznie. Oczywiste jest, że decydując się na zamieszkanie ze współlokatorami koszty te będą niższe. Za pokój 2-osobowy opłata w domu studenckim wyniesie 300-380 PLN, natomiast w 3-osobowym 280-340 PLN miesięcznie. Wiadomo jednak, że ilość miejsc w akademikach jest ograniczona, dlatego studenci zmuszeni są do szukania mieszkań na rynku wynajmu.
Jak wynika z raportu Wynajem.pl średnia cena najmu za mkw. od stycznia do maja spadła o 3 zł. W styczniu 2009 roku wyniosła ona 41 PLN, w lutym 40 PLN, natomiast od marca do maja utrzymywała się na stałym poziomie i wyniosła 38 PLN. Przykładowo, w styczniu br. za wynajem 50-metrowego mieszkania zapłaciliśmy 2050 PLN, natomiast w czerwcu już 1900 PLN. Tak więc dla 50-metrowego mieszkania spadek czynszu wyniósł odpowiednio 150 PLN.
Tabela 3. Ceny w PLN/mkw. za wynajem mieszkania we Wrocławiu od stycznia do maja 2009 roku.
źródło: Wynajem.pl
Najbardziej popularnymi formami zaspokajania potrzeb mieszkaniowych w przypadku grupy studentów jest wynajem pokoju (lub miejsca) w domu studenckim, wynajem mieszkania bądź miejsca w pokoju czy też kupno własnego "M".
Ta ostatnia forma dotyczy jednak niewielkiego odsetka studentów. Jest to związane głównie z brakiem posiadania stałej, dobrze płatnej pracy, która pozwoli zdobyć wymaganą przez banki zdolność kredytową.
Średnio za mkw. mieszkania na rynku wtórnym we Wrocławiu trzeba obecnie zapłacić 6 731 PLN (Tabela 1. przedstawia ceny mieszkań na wrocławskim rynku wtórnym, jakie kształtowały się od stycznia do kwietnia 2009 roku). Cena mkw. mieszkań od dewelopera kształtuje się z kolei na poziomie 7 831 PLN. Jest to więc bardzo duży wydatek. Tym bardziej, że część studentów nie ma pewności czy po zakończeniu studiów będzie chciała osiąść na stałe we Wrocławiu.
Tabela 1. Ceny mieszkań na rynku wtórnym we Wrocławiu od stycznia do kwietnia 2009 roku.
źródło: Oferty.net
Decydując się na zakup 50-metrowego mieszkania z wtórnego rynku nieruchomości przy oprocentowaniu 6,5% na 30 lub 40 lat nasza rata wyniesie odpowiednio 2149,03 i 2528,27 PLN (wartość uśredniona, oferta różni się w poszczególnych bankach). Kupując takie mieszkanie od dewelopera zapłacimy miesięczne o ok. 200-400 PLN więcej. Dokładne dane przedstawia poniższa tabela:
Tabela 2. Raty kredytu hipotecznego przy 30- i 40-letnim okresie spłaty.
źródło: http://kalkulator.kredyt-hipoteczny.biz.pl
Dlatego też większość wrocławskich studentów decyduje się na wynajem mieszkania bądź też pokoju w domu studenckim. Biorąc pod uwagę wariant drugi należy się liczyć z wydatkiem rzędu 280-400 PLN miesięcznie. Oczywiste jest, że decydując się na zamieszkanie ze współlokatorami koszty te będą niższe. Za pokój 2-osobowy opłata w domu studenckim wyniesie 300-380 PLN, natomiast w 3-osobowym 280-340 PLN miesięcznie. Wiadomo jednak, że ilość miejsc w akademikach jest ograniczona, dlatego studenci zmuszeni są do szukania mieszkań na rynku wynajmu.
Jak wynika z raportu Wynajem.pl średnia cena najmu za mkw. od stycznia do maja spadła o 3 zł. W styczniu 2009 roku wyniosła ona 41 PLN, w lutym 40 PLN, natomiast od marca do maja utrzymywała się na stałym poziomie i wyniosła 38 PLN. Przykładowo, w styczniu br. za wynajem 50-metrowego mieszkania zapłaciliśmy 2050 PLN, natomiast w czerwcu już 1900 PLN. Tak więc dla 50-metrowego mieszkania spadek czynszu wyniósł odpowiednio 150 PLN.
Tabela 3. Ceny w PLN/mkw. za wynajem mieszkania we Wrocławiu od stycznia do maja 2009 roku.
źródło: Wynajem.pl
średnia ocen: 4,4