Ze świata nieruchomości - strona 95

Gant nie podzieli się zyskiem

Zwyczajne Walne Zgromadzenie spółki Gant Development zdecydowało o niewypłacaniu dywidendy z zysku za 2008 r., poinformowała spółka.
Walne Zgromadzenie (...) postanawia, iż zysk za rok obrotowy 2008 w kwocie netto 85.092.204,49 zł wykazany w sprawozdaniu finansowym za rok obrotowy 2008 przeznaczyć w całości na kapitał zapasowy - czytamy w treści uchwały.

Gant miał po audycie 90,83 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w 2008 roku wobec 83,15 mln zł zysku rok wcześniej. W ujęciu jednostkowym, w 2008 roku spółka miała 85,09 mln zł zysku netto wobec 2,10 mln zł zysku rok wcześniej.

Spółka miała 18,42 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w I kw. 2009 roku wobec 1,77 mln zł straty rok wcześniej. Skonsolidowane przychody wyniosły 83,43 mln zł wobec 12,78 mln zł rok wcześniej.


money.pl

Skotan planuje budowę własnej drożdżowni

Skotan w strategii na lata 2009-2012 planuje dwuetapową budowę własnej drożdżowni o wydajności około 12.000-23.000 ton drożdży paszowych rocznie - poinformowała spółka w zarysie zaproponowanej przez zarząd strategii.

Zgodnie z planami, w pierwszym etapie powstałaby instalacja o wydajności 1.100 ton rocznie, natomiast w drugim, w zależności m.in. od popytu, produkcja byłaby zwiększona 10-20-krotnie.

Realizacja pierwszego etapu, obejmującego budowę instalacji produkcyjnej, laboratorium badawczo-naukowego oraz dokończenie badań żywieniowych kosztowałoby około 15 mln zł.

Z kolei koszt drugiego etapu obliczono na 15-30 mln zł.

Decyzję w sprawie przyjęcia strategii średniookresowej podjąć ma WZA  Skotanu zwołane na 6 lipca.

(PAP)

interia.pl

Skotan planuje budowę własnej drożdżowni

Skotan w strategii na lata 2009-2012 planuje dwuetapową budowę własnej drożdżowni o wydajności około 12.000-23.000 ton drożdży paszowych rocznie - poinformowała spółka w zarysie zaproponowanej przez zarząd strategii.

Zgodnie z planami, w pierwszym etapie powstałaby instalacja o wydajności 1.100 ton rocznie, natomiast w drugim, w zależności m.in. od popytu, produkcja byłaby zwiększona 10-20-krotnie.

Realizacja pierwszego etapu, obejmującego budowę instalacji produkcyjnej, laboratorium badawczo-naukowego oraz dokończenie badań żywieniowych kosztowałoby około 15 mln zł.

Z kolei koszt drugiego etapu obliczono na 15-30 mln zł.

Decyzję w sprawie przyjęcia strategii średniookresowej podjąć ma WZA  Skotanu zwołane na 6 lipca.

(PAP)

interia.pl

Firmy niepłacące pensji trafią na czarne listy

Nowelizacja ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych, umożliwi konsumentom wpisywanie na czarną listę dłużników dane osób prywatnych, deweloperów, biur podróży czy pracodawców, którzy nie płacą pensji na czas, a nawet przedsiębiorców zalegających ze zwrotem kosztów za wadliwy towar.

Wczoraj odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych. Ma on zastąpić ustawę z 2003 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych (Dz.U. nr 50, poz. 424, z późn. zm.). Zgodnie z tym projektem konsumenci uzyskają prawo do wpisywania na czarną listę dłużników osoby prywatne, deweloperów, biura podróży czy pracodawców, którzy zalegają z zapłatą wynagrodzeń. Konsumenci będą mogli także przekazywać do BIG-ów dane o przedsiębiorcach zalegających ze zwrotem kosztów za wadliwy towar. Dziś uprawnienia takie mają tylko przedsiębiorcy i takie podmioty, jak np. spółdzielnie czy wspólnoty mieszkaniowe.

Osoby prywatne

- Celem nowej ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych jest rozszerzenie jej oddziaływania na wszystkich obywateli. Osiągniemy dzięki temu równość osób fizycznych wobec innych wierzycieli, dyscyplinę finansową, przeciwdziałanie zatorom płatniczym i zwiększenie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego - mówi Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki.

Dodaje, że nowe uprawnienia otrzymają osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej i wierzyciele wtórni, tacy jak firmy faktoringowe i windykatorzy.

- Aby osoba fizyczna mogła zgłosić wierzyciela do BIG-u, musi ona posiadać orzeczenie z tytułem wykonalności, musi minąć 14 dni od wezwania do spłaty długu i ostrzeżenia o zgłoszeniu do BIG oraz trzeba będzie podać do biura dane o organie orzekającym, który wydał tytuł wykonawczy - wyjaśnia wiceminister gospodarki.

Stanowisko BIG

Wprowadzenie możliwości zgłaszania dłużników przez osoby fizyczne popierają BIG-i.

- Jest to realizacja naszego postulatu zgłoszonego podczas prac nad nowelizacją ustawy. Otrzymywaliśmy pytania od konsumentów, czy mogą umieścić w rejestrze dane nieuczciwego pracodawcy, biura podróży, dewelopera, który nie wywiązał się z umowy - wskazuje Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów BIG.

Tytuł wykonawczy

Konsumenci nie są zadowoleni z nowych rozwiązań. Chcą oni dalej idących zmian.

- Nie rozumiem, dlaczego z góry zakłada się 100-procentową uczciwość przedsiębiorcy? Wierzyciel przedsiębiorca nie będzie musiał przedstawiać tytułu wykonawczego, aby wpisać do BIG-u dłużnika przedsiębiorcę lub konsumenta, natomiast osoba prywatna, wpisując do BIG przedsiębiorcę lub inną osobę prywatną, będzie musiała przedstawić prawomocny wyrok czy ugodę sądową - wskazuje czytelniczka.

Jej zdaniem również przedsiębiorca, zamieszczając dane o konsumencie, musi przedstawiać tytuł wykonawczy.

Nowelizacja wprowadza także możliwość przekazywania do BIG, z inicjatywy wierzyciela, pozytywnej informacji gospodarczej. Będzie ona informowała o tym, że konsument lub przedsiębiorca zapłacił terminowo fakturę za telefon lub ratę pożyczki.

Projekt skierowano do prac specjalnej komisji nadzwyczajnej.

Ewa Grączewska-Ivanova

interia.pl

Firmy niepłacące pensji trafią na czarne listy

Nowelizacja ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych, umożliwi konsumentom wpisywanie na czarną listę dłużników dane osób prywatnych, deweloperów, biur podróży czy pracodawców, którzy nie płacą pensji na czas, a nawet przedsiębiorców zalegających ze zwrotem kosztów za wadliwy towar.

Wczoraj odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych. Ma on zastąpić ustawę z 2003 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych (Dz.U. nr 50, poz. 424, z późn. zm.). Zgodnie z tym projektem konsumenci uzyskają prawo do wpisywania na czarną listę dłużników osoby prywatne, deweloperów, biura podróży czy pracodawców, którzy zalegają z zapłatą wynagrodzeń. Konsumenci będą mogli także przekazywać do BIG-ów dane o przedsiębiorcach zalegających ze zwrotem kosztów za wadliwy towar. Dziś uprawnienia takie mają tylko przedsiębiorcy i takie podmioty, jak np. spółdzielnie czy wspólnoty mieszkaniowe.

Osoby prywatne

- Celem nowej ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych jest rozszerzenie jej oddziaływania na wszystkich obywateli. Osiągniemy dzięki temu równość osób fizycznych wobec innych wierzycieli, dyscyplinę finansową, przeciwdziałanie zatorom płatniczym i zwiększenie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego - mówi Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki.

Dodaje, że nowe uprawnienia otrzymają osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej i wierzyciele wtórni, tacy jak firmy faktoringowe i windykatorzy.

- Aby osoba fizyczna mogła zgłosić wierzyciela do BIG-u, musi ona posiadać orzeczenie z tytułem wykonalności, musi minąć 14 dni od wezwania do spłaty długu i ostrzeżenia o zgłoszeniu do BIG oraz trzeba będzie podać do biura dane o organie orzekającym, który wydał tytuł wykonawczy - wyjaśnia wiceminister gospodarki.

Stanowisko BIG

Wprowadzenie możliwości zgłaszania dłużników przez osoby fizyczne popierają BIG-i.

- Jest to realizacja naszego postulatu zgłoszonego podczas prac nad nowelizacją ustawy. Otrzymywaliśmy pytania od konsumentów, czy mogą umieścić w rejestrze dane nieuczciwego pracodawcy, biura podróży, dewelopera, który nie wywiązał się z umowy - wskazuje Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów BIG.

Tytuł wykonawczy

Konsumenci nie są zadowoleni z nowych rozwiązań. Chcą oni dalej idących zmian.

- Nie rozumiem, dlaczego z góry zakłada się 100-procentową uczciwość przedsiębiorcy? Wierzyciel przedsiębiorca nie będzie musiał przedstawiać tytułu wykonawczego, aby wpisać do BIG-u dłużnika przedsiębiorcę lub konsumenta, natomiast osoba prywatna, wpisując do BIG przedsiębiorcę lub inną osobę prywatną, będzie musiała przedstawić prawomocny wyrok czy ugodę sądową - wskazuje czytelniczka.

Jej zdaniem również przedsiębiorca, zamieszczając dane o konsumencie, musi przedstawiać tytuł wykonawczy.

Nowelizacja wprowadza także możliwość przekazywania do BIG, z inicjatywy wierzyciela, pozytywnej informacji gospodarczej. Będzie ona informowała o tym, że konsument lub przedsiębiorca zapłacił terminowo fakturę za telefon lub ratę pożyczki.

Projekt skierowano do prac specjalnej komisji nadzwyczajnej.

Ewa Grączewska-Ivanova

interia.pl

Kto pokrywa koszty zarządu?

Odmowa pokrycia kosztów zarządu nieruchomością wspólna przez właściciela posiadającego większość udziałów w nieruchomości.

Skargę do Ministra skierował w imieniu swoich mocodawców pełnomocnik właściciela lokalu usługowego posiadającego w nieruchomości 52% udziałów. Skarga dotyczyła bezzasadnego obciążenia kosztami zarządu. Skarżący zaznaczył, że wspólnotę tworzy 144 właścicieli wyodrębnionych lokali samodzielnych, w tym jeden właściciel lokalu handlowo-usługowego posiadający 52% udziałów w nieruchomości wspólnej.

Do zarządzania nieruchomością mają zastosowanie przepisy ustawy o własności lokali. Wybrany zarząd wspólnoty, działając na podstawie prawomocnej uchwały uprawniającej do zawarcia umowy i ustalenia wynagrodzenia zarządcy, zawarł umowę o zarządzanie nieruchomością wspólna z zarządca nieruchomości. W umowie wskazano imię i nazwisko zarządcy nieruchomości, numer jego licencji zawodowej oraz zamieszczono oświadczenie o posiadanym ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z wykonywaniem czynności zarządzania nieruchomością.

Właściciel lokalu usługowego posiadający w nieruchomości 52% udziałów wniósł do zarządcy, a następnie do Ministra, o nie naliczanie kosztów zarządu w związku z posiadanymi udziałami w nieruchomości wspólnej. W swoim uzasadnieniu stwierdził, że w swoim lokalu prowadzi działalność gospodarcza i we własnym zakresie przy pomocy własnych służb administracyjno - technicznych wykonuje czynności związane z zarządzaniem swoja własnością. W momencie złożenia skargi zadłużenie skarżącego z tytułu opłat za zarządzanie nieruchomością wspólna było bardzo wysokie.

Komisja Odpowiedzialności Zawodowej, po przeanalizowaniu zgromadzonych dokumentów w sprawie wskazała, że zgodnie z art. 13 ust. 1 ustawy o własności lokali - właściciel lokalu ponosi wydatki związane z utrzymaniem swojego lokalu w nieruchomości, jest również zobowiązany do uczestniczenia w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej. Ponadto, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa wynikającymi z art. 14 ustawy o własności lokali, każdy właściciel lokalu jest zobowiązany do ponoszenia kosztów zarządu nieruchomością wspólna.

Odnosząc się działań podjętych przez zarządcę nieruchomości Komisja, stwierdziła, że zakres uprawnień i obowiązków zarządcy wynikał z przepisów ustawy oraz z umowy o zarządzanie. Zarządca nieruchomości wykonywał czynności zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów prawa i standardów zawodowych. Z akt przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego wynikało, że właściciel lokalu usługowego uczestniczył wyjaśniającego corocznych zebraniach sprawozdawczych, na których był uchwalany plan gospodarczy zarządu nieruchomością wspólna i opłaty na pokrycie kosztów zarządu. Właściciel lokalu użytkowego mógł skorzystać z przysługującego mu prawa wynikającego z art. 25 ustawy o własności lokali i skierować uchwały podjęte przez wspólnotę mieszkaniowa do Sadu według uzasadnieniem, że według jego oceny naruszają one zasady prawidłowego zarządzania nieruchomością wspólna lub w inny sposób naruszają jego interes. Takie działania nie zostały podjęte przez wnoszącego skargę. Podsumowując całość zgromadzonego materiału dowodowego Komisja nie dopatrzyła się uchybień w pracy zarządcy nieruchomością. Według Komisji złożenie skargi przez pełnomocnika właściciela lokalu usługowego wynikało z braku znajomości przepisów prawa. Komisja przedłożyła wniosek o umorzenie prowadzonego postępowania z tytułu odpowiedzialności zawodowej.

www.SerwisPrawa.pl

źródło informacji: SerwisPrawa

interia.pl

Kto pokrywa koszty zarządu?

Odmowa pokrycia kosztów zarządu nieruchomością wspólna przez właściciela posiadającego większość udziałów w nieruchomości.

Skargę do Ministra skierował w imieniu swoich mocodawców pełnomocnik właściciela lokalu usługowego posiadającego w nieruchomości 52% udziałów. Skarga dotyczyła bezzasadnego obciążenia kosztami zarządu. Skarżący zaznaczył, że wspólnotę tworzy 144 właścicieli wyodrębnionych lokali samodzielnych, w tym jeden właściciel lokalu handlowo-usługowego posiadający 52% udziałów w nieruchomości wspólnej.

Do zarządzania nieruchomością mają zastosowanie przepisy ustawy o własności lokali. Wybrany zarząd wspólnoty, działając na podstawie prawomocnej uchwały uprawniającej do zawarcia umowy i ustalenia wynagrodzenia zarządcy, zawarł umowę o zarządzanie nieruchomością wspólna z zarządca nieruchomości. W umowie wskazano imię i nazwisko zarządcy nieruchomości, numer jego licencji zawodowej oraz zamieszczono oświadczenie o posiadanym ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z wykonywaniem czynności zarządzania nieruchomością.

Właściciel lokalu usługowego posiadający w nieruchomości 52% udziałów wniósł do zarządcy, a następnie do Ministra, o nie naliczanie kosztów zarządu w związku z posiadanymi udziałami w nieruchomości wspólnej. W swoim uzasadnieniu stwierdził, że w swoim lokalu prowadzi działalność gospodarcza i we własnym zakresie przy pomocy własnych służb administracyjno - technicznych wykonuje czynności związane z zarządzaniem swoja własnością. W momencie złożenia skargi zadłużenie skarżącego z tytułu opłat za zarządzanie nieruchomością wspólna było bardzo wysokie.

Komisja Odpowiedzialności Zawodowej, po przeanalizowaniu zgromadzonych dokumentów w sprawie wskazała, że zgodnie z art. 13 ust. 1 ustawy o własności lokali - właściciel lokalu ponosi wydatki związane z utrzymaniem swojego lokalu w nieruchomości, jest również zobowiązany do uczestniczenia w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej. Ponadto, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa wynikającymi z art. 14 ustawy o własności lokali, każdy właściciel lokalu jest zobowiązany do ponoszenia kosztów zarządu nieruchomością wspólna.

Odnosząc się działań podjętych przez zarządcę nieruchomości Komisja, stwierdziła, że zakres uprawnień i obowiązków zarządcy wynikał z przepisów ustawy oraz z umowy o zarządzanie. Zarządca nieruchomości wykonywał czynności zgodnie z zasadami wynikającymi z przepisów prawa i standardów zawodowych. Z akt przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego wynikało, że właściciel lokalu usługowego uczestniczył wyjaśniającego corocznych zebraniach sprawozdawczych, na których był uchwalany plan gospodarczy zarządu nieruchomością wspólna i opłaty na pokrycie kosztów zarządu. Właściciel lokalu użytkowego mógł skorzystać z przysługującego mu prawa wynikającego z art. 25 ustawy o własności lokali i skierować uchwały podjęte przez wspólnotę mieszkaniowa do Sadu według uzasadnieniem, że według jego oceny naruszają one zasady prawidłowego zarządzania nieruchomością wspólna lub w inny sposób naruszają jego interes. Takie działania nie zostały podjęte przez wnoszącego skargę. Podsumowując całość zgromadzonego materiału dowodowego Komisja nie dopatrzyła się uchybień w pracy zarządcy nieruchomością. Według Komisji złożenie skargi przez pełnomocnika właściciela lokalu usługowego wynikało z braku znajomości przepisów prawa. Komisja przedłożyła wniosek o umorzenie prowadzonego postępowania z tytułu odpowiedzialności zawodowej.

www.SerwisPrawa.pl

źródło informacji: SerwisPrawa

interia.pl

Wzrost deficytu bez wpływu na pozycję Polski

Perspektywa dla Polski pozostaje stabilna. Nie powinna ulec zmianie w związku z nowelizacją budżetu - powiedział Edward Parker, dyrektor departamentu Europy Wschodniej Fitch Ratings.

Perspektywa dla Polski nadal pozostaje stabilna. Nie oczekujemy, że to się zmieni po informacjach o planowanej nowelizacji budżetowej, które nie były dużym zaskoczeniem - powiedział Edward Parker w rozmowie telefonicznej z PAP.

- Ewidentnie recesja ma wpływ na finanse publiczne i polskie władze starają się wypracować równowagę pomiędzy nadmiernym wzrostem wydatków budżetowych, jednocześnie nie zacieśniając polityki fiskalnej w stopniu wzmagającym recesję - uważa Parker.- Jednak w średniej perspektywie konieczne będzie podjęcie takich działań, które pozwolą obniżyć deficyt finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB - powiedział Parker.

Wysokie ryzyko na złotym!

Tymczasem jak podaje "Rzeczpospolita", międzynarodowa grupa finansowo-ubezpieczeniowa Euler Hermes obniża ogólny rating dla Polski do B z poprzedniego BB. Polska otrzymała o jeden stopień niższą ocenę makroekonomiczną, podobnie o jeden stopień wzrosło ogólne ryzyko gospodarcze. Choć nie wypadamy źle, wyprzedza nas Słowacja i Słowenia.

Nasz kraj dostaje duży minus za zbytnie uzależnienie od Niemiec w kwestii eksportu, za osłabionego złotego i za zwiększone ryzyko walutowe. Analitycy podkreślają niezdecydowanie rządu w walce z kryzysem - donosi dziennik. Nasze atuty to stabilność polityczna, przyjazne nastawienie rządu do rynku i zróżnicowana produkcja.

PAP/INTERIA.PL

Wzrost deficytu bez wpływu na pozycję Polski

Perspektywa dla Polski pozostaje stabilna. Nie powinna ulec zmianie w związku z nowelizacją budżetu - powiedział Edward Parker, dyrektor departamentu Europy Wschodniej Fitch Ratings.

Perspektywa dla Polski nadal pozostaje stabilna. Nie oczekujemy, że to się zmieni po informacjach o planowanej nowelizacji budżetowej, które nie były dużym zaskoczeniem - powiedział Edward Parker w rozmowie telefonicznej z PAP.

- Ewidentnie recesja ma wpływ na finanse publiczne i polskie władze starają się wypracować równowagę pomiędzy nadmiernym wzrostem wydatków budżetowych, jednocześnie nie zacieśniając polityki fiskalnej w stopniu wzmagającym recesję - uważa Parker.- Jednak w średniej perspektywie konieczne będzie podjęcie takich działań, które pozwolą obniżyć deficyt finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB - powiedział Parker.

Wysokie ryzyko na złotym!

Tymczasem jak podaje "Rzeczpospolita", międzynarodowa grupa finansowo-ubezpieczeniowa Euler Hermes obniża ogólny rating dla Polski do B z poprzedniego BB. Polska otrzymała o jeden stopień niższą ocenę makroekonomiczną, podobnie o jeden stopień wzrosło ogólne ryzyko gospodarcze. Choć nie wypadamy źle, wyprzedza nas Słowacja i Słowenia.

Nasz kraj dostaje duży minus za zbytnie uzależnienie od Niemiec w kwestii eksportu, za osłabionego złotego i za zwiększone ryzyko walutowe. Analitycy podkreślają niezdecydowanie rządu w walce z kryzysem - donosi dziennik. Nasze atuty to stabilność polityczna, przyjazne nastawienie rządu do rynku i zróżnicowana produkcja.

PAP/INTERIA.PL

Dziadkowie odziedziczą to, co teraz przejmuje gmina

Od 28 czerwca 2009 r. rozszerzy się krąg spadkobierców ustawowych dziedziczących po spadkobiercy, który nie rozporządził w testamencie majątkiem na wypadek śmierci.
Do spadku zostaną dopuszczeni dziadkowie i pasierbowie, a rodzice uzyskają większy udział w masie spadkowej po bezdzietnym spadkodawcy kosztem jego rodzeństwa.

Samotna matka po swoim bezdzietnym dziecku otrzyma połowę spadku, dziedzicząc w zbiegu z jego małżonkiem wówczas, gdy ojcostwo biologicznego ojca dziecka nie zostało ustalone.
Rozszerzenie kręgu spadkobierców ustawowych spowoduje ograniczenie dziedziczenia przez gminę właściwą dla ostatniego miejsca zamieszkania spadkobiercy oraz przez Skarb Państwa w sytuacji, gdy spadkodawca miał ostatnie miejsce zamieszkania za granicą - mówi adwokat Maria Urbańska z kancelarii Kosiński i Wspólnicy.

Nowe zasady dziedziczenia przewidują przepisy ustawy z 2 kwietnia 2009 r. o zmianie ustawy kodeks cywilny (Dz.U. nr 79, poz. 662). Zmienione reguły będą jednak dotyczyły tylko spadków otwartych po wejściu w życie nowej ustawy, czyli po 28 czerwca.

W kręgu spadkobierców ustawowych znaleźli się dziadkowie zarówno ze strony ojca, jak i matki, oraz ich zstępni, czyli ciotki, wujowie i stryjowie zmarłego. Dziadkowie dziedziczą jednak tylko wówczas, gdyby zmarły nie pozostawił małżonka i bliższych krewnych: dzieci, wnuków, rodziców, rodzeństwa i zstępnych rodzeństwa, którzy chcieliby i mogliby po nim dziedziczyć. Ich udziały są jednakowe i nie ma znaczenia, czy pozostają w związku małżeńskim.

W jaki sposób zwiększą się uprawnienia rodziców kosztem rodzeństwa spadkodawcy? Czy nowela rozszerzyła krąg spadkobierców ustawowych również na zstępnych dziadków? Kiedy pasierbowie będą mieli większe prawo do spadku niż gmina lub Skarb Państwa?

Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz
Gazeta Prawna
wp.pl

Dziadkowie odziedziczą to, co teraz przejmuje gmina

Od 28 czerwca 2009 r. rozszerzy się krąg spadkobierców ustawowych dziedziczących po spadkobiercy, który nie rozporządził w testamencie majątkiem na wypadek śmierci.
Do spadku zostaną dopuszczeni dziadkowie i pasierbowie, a rodzice uzyskają większy udział w masie spadkowej po bezdzietnym spadkodawcy kosztem jego rodzeństwa.

Samotna matka po swoim bezdzietnym dziecku otrzyma połowę spadku, dziedzicząc w zbiegu z jego małżonkiem wówczas, gdy ojcostwo biologicznego ojca dziecka nie zostało ustalone.
Rozszerzenie kręgu spadkobierców ustawowych spowoduje ograniczenie dziedziczenia przez gminę właściwą dla ostatniego miejsca zamieszkania spadkobiercy oraz przez Skarb Państwa w sytuacji, gdy spadkodawca miał ostatnie miejsce zamieszkania za granicą - mówi adwokat Maria Urbańska z kancelarii Kosiński i Wspólnicy.

Nowe zasady dziedziczenia przewidują przepisy ustawy z 2 kwietnia 2009 r. o zmianie ustawy kodeks cywilny (Dz.U. nr 79, poz. 662). Zmienione reguły będą jednak dotyczyły tylko spadków otwartych po wejściu w życie nowej ustawy, czyli po 28 czerwca.

W kręgu spadkobierców ustawowych znaleźli się dziadkowie zarówno ze strony ojca, jak i matki, oraz ich zstępni, czyli ciotki, wujowie i stryjowie zmarłego. Dziadkowie dziedziczą jednak tylko wówczas, gdyby zmarły nie pozostawił małżonka i bliższych krewnych: dzieci, wnuków, rodziców, rodzeństwa i zstępnych rodzeństwa, którzy chcieliby i mogliby po nim dziedziczyć. Ich udziały są jednakowe i nie ma znaczenia, czy pozostają w związku małżeńskim.

W jaki sposób zwiększą się uprawnienia rodziców kosztem rodzeństwa spadkodawcy? Czy nowela rozszerzyła krąg spadkobierców ustawowych również na zstępnych dziadków? Kiedy pasierbowie będą mieli większe prawo do spadku niż gmina lub Skarb Państwa?

Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz
Gazeta Prawna
wp.pl

Kryzys dotyka ambasady

14 z 31 placówek dyplomatycznych, które wynajmują nieruchomości od kontrolowanej przez Skarb Państwa firmy Dipservice, spóźnia się z płaceniem.
- To kwoty od 300 zł do nawet ok. 100 tys. zł - mówi "Rzeczpospolitej" Jędrzej Kunowski, rzecznik prasowy Dipservice.

Jak się nieoficjalnie dowiedział dziennik, na koniec maja duże zaległości miały ambasady: Pakistanu - 91 tys. zł, Maroka - 45 tys., Jemenu - ponad 32 tys. i Nigerii - ponad 28 tys.

Ale największym dłużnikiem okazało się Kongo. Jest winne Dipservice 135 tys. zł.
Mimo wielu monitów nie zapłaciło. W kwietniu minął ostateczny termin wyznaczony przez właściciela budynku i ambasada musiała się wyprowadzić.

Rzecznik Kunowski potwierdza, że jedna z placówek opuściła nieruchomość należącą do spółki. - Nie mogę jednak ujawnić, o placówkę, jakiego kraju chodzi - zastrzega w rozmowie z "Rz".
wp.pl

Kryzys dotyka ambasady

14 z 31 placówek dyplomatycznych, które wynajmują nieruchomości od kontrolowanej przez Skarb Państwa firmy Dipservice, spóźnia się z płaceniem.
- To kwoty od 300 zł do nawet ok. 100 tys. zł - mówi "Rzeczpospolitej" Jędrzej Kunowski, rzecznik prasowy Dipservice.

Jak się nieoficjalnie dowiedział dziennik, na koniec maja duże zaległości miały ambasady: Pakistanu - 91 tys. zł, Maroka - 45 tys., Jemenu - ponad 32 tys. i Nigerii - ponad 28 tys.

Ale największym dłużnikiem okazało się Kongo. Jest winne Dipservice 135 tys. zł.
Mimo wielu monitów nie zapłaciło. W kwietniu minął ostateczny termin wyznaczony przez właściciela budynku i ambasada musiała się wyprowadzić.

Rzecznik Kunowski potwierdza, że jedna z placówek opuściła nieruchomość należącą do spółki. - Nie mogę jednak ujawnić, o placówkę, jakiego kraju chodzi - zastrzega w rozmowie z "Rz".
wp.pl

Raty: zmiana waluty może się nie opłacić

Nawet ponad 1,5 tys. zł może kosztować aneks do umowy zmieniający walutę spłaty kredytu np. ze złotego na franka szwajcarskiego.
Sprawdziliśmy, jakie warunki spłaty kredytów zaproponują banki od 1 lipca i jakie koszty będą musieli ponieść kredytobiorcy, którzy zdecydują się skorzystać z Rekomendacji SII Komisji Nadzoru Finansowego. Już wcześniej spłaty w walucie mogli dokonywać klienci Dominet Banku, Fortis Banku, DB PBC oraz Banku BPH. Od środy taką możliwość będą mieli też klienci pozostałych banków.

Bank powinien umożliwić klientowi raz w ciągu trwania umowy zmianę sposobu spłaty rat na spłatę w walucie indeksowanej. Celem jest odebranie monopolu banku na wymianę waluty dla kredytobiorcy i tym samym zniechęcenie go do rozszerzania spreadów walutowych, których przy kredytach denominowanych nie da się całkowicie uniknąć - mówi Marta Chmielewska-Racławska z KNF.

Jak wynika z danych zebranych przez Expandera, podstawowym kosztem jest aneks do umowy zmieniający warunki spłaty. Stawka za tę operację wynosi od 50 zł (Alior Bank i Pekao) do 500 zł w Millennium. W tym banku jest to opłata nie za aneks, ale zmianę rachunku do obsługi kredytu.

Liderem pod względem wysokości tej stawki jest Nordea Bank. Prowizja za zmianę waluty wynosi tam 0,75 proc. kwoty pozostałej do spłaty. Jeśli kredytobiorca ma do spłaty np. jeszcze równowartość 250 tys. zł, opłata wyniesie aż 1875 zł - wylicza Katarzyna Siwek, analityk Expandera.

Chociaż do wejścia w życie Rekomendacji pozostało kilka dni, trzy banki mBank, BGŻ i Eurobank albo nie podjęły jeszcze decyzji, albo nie są gotowe do ich upublicznienia. Ciekawy jest też przypadek GE Money Banku, który jako jedyny rozważa zmianę stawki marży kredytowej dla osób, które wybiorą spłatę w walucie. Warto też zwrócić uwagę, że dwa banki PKO BP i Deutsche Bank przygotowały promocyjne rozwiązania.

Pierwszy standardowo pobiera za aneks 150 zł lub 50 zł za zmianę rachunku, z którego spłacany jest kredyt (dotyczy pozostałych kredytów). Jednak osoby, które do 15 września 2009 r. złożą dyspozycję zmiany tego rachunku na nowo otwarte Konto Oszczędnościowe, nie zapłacą opłaty za zmianę rachunku.

Deutsche Bank PBC pracuje z kolei nad nietypowym rozwiązaniem dla swoich, ale też zewnętrznych kredytobiorców. Jak wynika z naszych informacji, jeszcze w lipcu chce zaoferować możliwość bezgotówkowego przewalutowywania złotych na franka na takich warunkach, że koszty tej operacji będą porównywalne z zakupem waluty w kantorze.

Dokonując przewalutowania u nas, klienci mają możliwość zmniejszenia kosztów związanych z taką operacją przy minimalnych formalnościach i braku dodatkowych opłat mówi Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Banku.

Kredytobiorca, który zdecyduje się spłacać ratę w walucie, ma do wyboru dwa rozwiązania: wpłacać gotówkę w kasie banku lub przelewać środki z innego banku. W większości banków nie będzie konieczności posiadania konta walutowego. Nie we wszystkich bankach możliwa będzie wpłata gotówkowa waluty w kasie, te jednak, które będą takie wpłaty przyjmować, nie będą naliczać prowizji.

Gdy nie ma możliwości wpłaty waluty w kasie banku, jedynym rozwiązaniem jest przelew z innego banku. Ten może jednak kosztować kilkadziesiąt złotych i więcej. Prowizja może być bowiem pobrana nawet dwukrotnie od banku, z którego przelew wychodzi, i od tego, do którego waluta jest przelewana. W takim wypadku korzyści ze spłaty raty w walucie nie będzie - zauważa Katarzyna Siwek.

Jacek Iskra
wp.pl

Raty: zmiana waluty może się nie opłacić

Nawet ponad 1,5 tys. zł może kosztować aneks do umowy zmieniający walutę spłaty kredytu np. ze złotego na franka szwajcarskiego.
Sprawdziliśmy, jakie warunki spłaty kredytów zaproponują banki od 1 lipca i jakie koszty będą musieli ponieść kredytobiorcy, którzy zdecydują się skorzystać z Rekomendacji SII Komisji Nadzoru Finansowego. Już wcześniej spłaty w walucie mogli dokonywać klienci Dominet Banku, Fortis Banku, DB PBC oraz Banku BPH. Od środy taką możliwość będą mieli też klienci pozostałych banków.

Bank powinien umożliwić klientowi raz w ciągu trwania umowy zmianę sposobu spłaty rat na spłatę w walucie indeksowanej. Celem jest odebranie monopolu banku na wymianę waluty dla kredytobiorcy i tym samym zniechęcenie go do rozszerzania spreadów walutowych, których przy kredytach denominowanych nie da się całkowicie uniknąć - mówi Marta Chmielewska-Racławska z KNF.

Jak wynika z danych zebranych przez Expandera, podstawowym kosztem jest aneks do umowy zmieniający warunki spłaty. Stawka za tę operację wynosi od 50 zł (Alior Bank i Pekao) do 500 zł w Millennium. W tym banku jest to opłata nie za aneks, ale zmianę rachunku do obsługi kredytu.

Liderem pod względem wysokości tej stawki jest Nordea Bank. Prowizja za zmianę waluty wynosi tam 0,75 proc. kwoty pozostałej do spłaty. Jeśli kredytobiorca ma do spłaty np. jeszcze równowartość 250 tys. zł, opłata wyniesie aż 1875 zł - wylicza Katarzyna Siwek, analityk Expandera.

Chociaż do wejścia w życie Rekomendacji pozostało kilka dni, trzy banki mBank, BGŻ i Eurobank albo nie podjęły jeszcze decyzji, albo nie są gotowe do ich upublicznienia. Ciekawy jest też przypadek GE Money Banku, który jako jedyny rozważa zmianę stawki marży kredytowej dla osób, które wybiorą spłatę w walucie. Warto też zwrócić uwagę, że dwa banki PKO BP i Deutsche Bank przygotowały promocyjne rozwiązania.

Pierwszy standardowo pobiera za aneks 150 zł lub 50 zł za zmianę rachunku, z którego spłacany jest kredyt (dotyczy pozostałych kredytów). Jednak osoby, które do 15 września 2009 r. złożą dyspozycję zmiany tego rachunku na nowo otwarte Konto Oszczędnościowe, nie zapłacą opłaty za zmianę rachunku.

Deutsche Bank PBC pracuje z kolei nad nietypowym rozwiązaniem dla swoich, ale też zewnętrznych kredytobiorców. Jak wynika z naszych informacji, jeszcze w lipcu chce zaoferować możliwość bezgotówkowego przewalutowywania złotych na franka na takich warunkach, że koszty tej operacji będą porównywalne z zakupem waluty w kantorze.

Dokonując przewalutowania u nas, klienci mają możliwość zmniejszenia kosztów związanych z taką operacją przy minimalnych formalnościach i braku dodatkowych opłat mówi Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Banku.

Kredytobiorca, który zdecyduje się spłacać ratę w walucie, ma do wyboru dwa rozwiązania: wpłacać gotówkę w kasie banku lub przelewać środki z innego banku. W większości banków nie będzie konieczności posiadania konta walutowego. Nie we wszystkich bankach możliwa będzie wpłata gotówkowa waluty w kasie, te jednak, które będą takie wpłaty przyjmować, nie będą naliczać prowizji.

Gdy nie ma możliwości wpłaty waluty w kasie banku, jedynym rozwiązaniem jest przelew z innego banku. Ten może jednak kosztować kilkadziesiąt złotych i więcej. Prowizja może być bowiem pobrana nawet dwukrotnie od banku, z którego przelew wychodzi, i od tego, do którego waluta jest przelewana. W takim wypadku korzyści ze spłaty raty w walucie nie będzie - zauważa Katarzyna Siwek.

Jacek Iskra
wp.pl

Gant szuka ziemi pod nowe budowy

- Spółka cały czas prowadzi rozmowy na temat zakupu nieruchomości pod nowe inwestycje - poinformował Henryk Feliks, wiceprezes Ganta.
Firma poinformowała, że nie będzie w tym celi przeprowadzała nowych emisji akcji. - W przypadku nabycia projektu mieszkaniowego w Krakowie szczegółowa analiza pokazała rzeczy, które nie były oczywiste od początku, dlatego z tego zrezygnowaliśmy - powiedział Feliks.
- W przypadku projektu biurowego we Wrocławiu, zarząd i rada nadzorcza negatywnie rekomendowały wchodzenie w takiego typu projekt w tym momencie. Na rynku nie ma kapitału dłużnego, a tego typu projekt wymaga sporej ilości pieniędzy - dodał wiceszef dewelopera.

Gant nie wyklucza powrotu do tego projektu, kiedy sytuacja na rynku ulegnie poprawie. W takiej sytuacji zostanie zwołane nadzwyczajne walne zgromadzenia akcjonariuszy spółki, które podejmie decyzje o nowej emisji.

Deweloper podkreśla, że cały czas zainteresowany jest ekspansją na rynku krakowskim. - Planujemy w Krakowie nabyć nieruchomość za gotówkę. Cały czas prowadzę negocjacje z właścicielami nieruchomości - powiedział Feliks..

Gant planuje też zaproszenie funduszy do współfinansowania wartej około 12 mln zł inwestycji handlowej w Bogatyni. - Mamy potwierdzenie rezerwacji na 65 proc. powierzchni w naszym projekcie komercyjnym w Bogatyni. Rozpoczniemy go, jeśli fundusze, którym zostanie to zaproponowane, wezmą w tym udział - powiedział Feliks.

Spółka rozważa zaangażowanie w dwa inne projekt komercyjne, wiceprezes nie chciał jednak ujawnić o jakie inwestycje chodzi.

W pierwszym kwartale 2009 Gant sprzedał 164 mieszkania, w drugim wynik będzie lepszy. - Jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań to w drugim kwartale już przekroczyliśmy pułap pierwszego kwartału - powiedział

(PAP)
money.pl

Gant szuka ziemi pod nowe budowy

- Spółka cały czas prowadzi rozmowy na temat zakupu nieruchomości pod nowe inwestycje - poinformował Henryk Feliks, wiceprezes Ganta.
Firma poinformowała, że nie będzie w tym celi przeprowadzała nowych emisji akcji. - W przypadku nabycia projektu mieszkaniowego w Krakowie szczegółowa analiza pokazała rzeczy, które nie były oczywiste od początku, dlatego z tego zrezygnowaliśmy - powiedział Feliks.
- W przypadku projektu biurowego we Wrocławiu, zarząd i rada nadzorcza negatywnie rekomendowały wchodzenie w takiego typu projekt w tym momencie. Na rynku nie ma kapitału dłużnego, a tego typu projekt wymaga sporej ilości pieniędzy - dodał wiceszef dewelopera.

Gant nie wyklucza powrotu do tego projektu, kiedy sytuacja na rynku ulegnie poprawie. W takiej sytuacji zostanie zwołane nadzwyczajne walne zgromadzenia akcjonariuszy spółki, które podejmie decyzje o nowej emisji.

Deweloper podkreśla, że cały czas zainteresowany jest ekspansją na rynku krakowskim. - Planujemy w Krakowie nabyć nieruchomość za gotówkę. Cały czas prowadzę negocjacje z właścicielami nieruchomości - powiedział Feliks..

Gant planuje też zaproszenie funduszy do współfinansowania wartej około 12 mln zł inwestycji handlowej w Bogatyni. - Mamy potwierdzenie rezerwacji na 65 proc. powierzchni w naszym projekcie komercyjnym w Bogatyni. Rozpoczniemy go, jeśli fundusze, którym zostanie to zaproponowane, wezmą w tym udział - powiedział Feliks.

Spółka rozważa zaangażowanie w dwa inne projekt komercyjne, wiceprezes nie chciał jednak ujawnić o jakie inwestycje chodzi.

W pierwszym kwartale 2009 Gant sprzedał 164 mieszkania, w drugim wynik będzie lepszy. - Jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań to w drugim kwartale już przekroczyliśmy pułap pierwszego kwartału - powiedział

(PAP)
money.pl

Drgnęło w nieruchomościach. Rynek odrywa się od dna?

W czerwcu w Wielkiej Brytanii sprzedano najwięcej domów od października 2008 roku.
Jak donosi serwis BBC, który powołuje się na dane HM Revenue and Customs - czyli brytyjskiego urzędu skarbowego - w czerwcu w Wielkiej Brytanii sprzedano 62 tys. domów, które kosztowały co najmniej 40 tys. funtów. To aż o 7 proc. więcej niż w maju.
Najnowsze dane pokazują, że ożywienie - które zaczęło się kilka miesięcy temu - wciąż jest widoczne na rynku nieruchomości. I choć majowe wartości są najwyższe od października 2008 roku, to wciąż pozostają daleko w tyle za wielkościami obserwowanymi w czasie boomu.
Także BBA - stowarzyszenie zrzeszające brytyjskie banki - podkreśla, że od sześciu miesięcy systematycznie rośnie liczba udzielanych kredytów hipotecznych. W maju udzielono ich ponad 31 tysięcy. O 15 proc. więcej niż przed rokiem.
MM)
Drgnęło w nieruchomościach. Rynek odrywa się od dna?

Drgnęło w nieruchomościach. Rynek odrywa się od dna?

W czerwcu w Wielkiej Brytanii sprzedano najwięcej domów od października 2008 roku.
Jak donosi serwis BBC, który powołuje się na dane HM Revenue and Customs - czyli brytyjskiego urzędu skarbowego - w czerwcu w Wielkiej Brytanii sprzedano 62 tys. domów, które kosztowały co najmniej 40 tys. funtów. To aż o 7 proc. więcej niż w maju.
Najnowsze dane pokazują, że ożywienie - które zaczęło się kilka miesięcy temu - wciąż jest widoczne na rynku nieruchomości. I choć majowe wartości są najwyższe od października 2008 roku, to wciąż pozostają daleko w tyle za wielkościami obserwowanymi w czasie boomu.
Także BBA - stowarzyszenie zrzeszające brytyjskie banki - podkreśla, że od sześciu miesięcy systematycznie rośnie liczba udzielanych kredytów hipotecznych. W maju udzielono ich ponad 31 tysięcy. O 15 proc. więcej niż przed rokiem.
MM)
Drgnęło w nieruchomościach. Rynek odrywa się od dna?

Stopy spadają, a kredyty i tak nie tanieją

Kredytobiorcy po ostatnich decyzjach RPP powinni płacić bankom mniej. Rata za kredyt hipoteczny na 300 tysięcy złotych powinna być niższa nawet o 120 złotych. Ale nie jest i szybko nie będzie.
Rada Polityki Pieniężnej obniżyła wczoraj stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu 3,5 procent. W normalnych warunkach oznaczałoby to również rychłe obniżenie rat bankowych kredytów. Jednak od kwietnia warunki normalne już nie są.

Poziom kredytowych rat banki ustalają nie na podstawie stopy procentowej RPP, a głównie na podstawie wskaźnika WIBOR 3M, czyli średniej wartości oprocentowania trzymiesięcznych pożyczek, jakich udzielają sobie nawzajem.

Do niedawna oba wskaźniki zmieniały się niemal równolegle. Jednak od 10 kwietnia ten znacznie ważniejszy dla kredytobiorców - WIBOR - zamiast podążać za stopami Rady, wystrzelił w przeciwnym kierunku. Dlaczego? Bo banki żądają we wzajemnych rozliczeniach wyższych odsetek, niż sugeruje to Rada.

Poziom stóp procentowych RPP i wskaźnika
WIBOR 3M od stycznia 2008 roku

... stopa referencyjna NBP   ... wskaźnik WIBOR 3M    .
źródło: NBP, Money.pl

Jeszcze 25 marca różnica między poziomem stóp RPP a WIBOR-em wynosiła zaledwie 0,2 punktu procentowego. Dziś - uwzględniając obowiązującą, nową stopę RPP - różnica sięga już 1,12 punktu.

Gdyby oba wskaźniki poruszały się naturalnym dotąd, równoległym torem, wczoraj WIBOR wynosiłby około 4 procent i od dziś kierowałby się w okolice 3,75 procent. Tymczasem wczoraj jego poziom wynosił 4,62 proc.

Polacy przepłacają w ratach

Dla kredytobiorców te ułamki procentów przekładają się jednak na realne i wcale niemałe kwoty. Money.pl sprawdził, ile dziś wynosi rata kredytu hipotecznego, a ile - gdyby nie zaskakujący wzrost WIBOR-u - wynosić powinna.

Jako przykład posłużył nam kredyt na kwotę 300 tysięcy złotych, zaciągnięty na 30 lat, którego oprocentowanie wynosi WIBOR 3M powiększony o 2-procentową marżę banku. Wczoraj rata takiego kredytu wynosiła 1920 złotych. Przy naturalnym poziomie WIBORU powinna być niższa o 120 złotych.


źródło: szacunki Money.pl

Kalkulator kredytowy. Sprawdź jaką ratę Ty zapłacisz

Czy rynek zareaguje na decyzję RPP po myśli kredytobiorców? To niestety mało prawdopodobne. Nawet jeśli WIBOR 3M tym razem pójdzie w ślad głównych stóp, to tylko nieznacznie. Na powrót wysokości rat do poziomów, na jakie mogłyby wskazywać stopy RPP, w najbliższym czasie liczyć nie możemy.

Stopy spadają, a kredyty i tak nie tanieją

Stopy spadają, a kredyty i tak nie tanieją

Kredytobiorcy po ostatnich decyzjach RPP powinni płacić bankom mniej. Rata za kredyt hipoteczny na 300 tysięcy złotych powinna być niższa nawet o 120 złotych. Ale nie jest i szybko nie będzie.
Rada Polityki Pieniężnej obniżyła wczoraj stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu 3,5 procent. W normalnych warunkach oznaczałoby to również rychłe obniżenie rat bankowych kredytów. Jednak od kwietnia warunki normalne już nie są.

Poziom kredytowych rat banki ustalają nie na podstawie stopy procentowej RPP, a głównie na podstawie wskaźnika WIBOR 3M, czyli średniej wartości oprocentowania trzymiesięcznych pożyczek, jakich udzielają sobie nawzajem.

Do niedawna oba wskaźniki zmieniały się niemal równolegle. Jednak od 10 kwietnia ten znacznie ważniejszy dla kredytobiorców - WIBOR - zamiast podążać za stopami Rady, wystrzelił w przeciwnym kierunku. Dlaczego? Bo banki żądają we wzajemnych rozliczeniach wyższych odsetek, niż sugeruje to Rada.

Poziom stóp procentowych RPP i wskaźnika
WIBOR 3M od stycznia 2008 roku

... stopa referencyjna NBP   ... wskaźnik WIBOR 3M    .
źródło: NBP, Money.pl

Jeszcze 25 marca różnica między poziomem stóp RPP a WIBOR-em wynosiła zaledwie 0,2 punktu procentowego. Dziś - uwzględniając obowiązującą, nową stopę RPP - różnica sięga już 1,12 punktu.

Gdyby oba wskaźniki poruszały się naturalnym dotąd, równoległym torem, wczoraj WIBOR wynosiłby około 4 procent i od dziś kierowałby się w okolice 3,75 procent. Tymczasem wczoraj jego poziom wynosił 4,62 proc.

Polacy przepłacają w ratach

Dla kredytobiorców te ułamki procentów przekładają się jednak na realne i wcale niemałe kwoty. Money.pl sprawdził, ile dziś wynosi rata kredytu hipotecznego, a ile - gdyby nie zaskakujący wzrost WIBOR-u - wynosić powinna.

Jako przykład posłużył nam kredyt na kwotę 300 tysięcy złotych, zaciągnięty na 30 lat, którego oprocentowanie wynosi WIBOR 3M powiększony o 2-procentową marżę banku. Wczoraj rata takiego kredytu wynosiła 1920 złotych. Przy naturalnym poziomie WIBORU powinna być niższa o 120 złotych.


źródło: szacunki Money.pl

Kalkulator kredytowy. Sprawdź jaką ratę Ty zapłacisz

Czy rynek zareaguje na decyzję RPP po myśli kredytobiorców? To niestety mało prawdopodobne. Nawet jeśli WIBOR 3M tym razem pójdzie w ślad głównych stóp, to tylko nieznacznie. Na powrót wysokości rat do poziomów, na jakie mogłyby wskazywać stopy RPP, w najbliższym czasie liczyć nie możemy.

Stopy spadają, a kredyty i tak nie tanieją

Burj Dubaj zdetronizowany. Kto sięgnie wyżej?

W Arabii Saudyjskiej powstanie najwyższy drapacz chmur na świecie. Królewska Wieża będzie miała 1000 metrów wysokości. Budowa ma kosztować 27 miliardów dolarów.
O planach zbudowania budynku mówiło się od wielu miesięcy, ale dopiero teraz firma milionera księcia al-Waleeda bin Talala podpisała umowy konieczne do rozpoczęcia inwestycji.

Królewska Wieża powstanie w mieście Jaddah nad Morzem Czerwonym, niedaleko lotniska. Będą się w niej znajdować biura, hotele i rezydencje.  

Obecnie najwyższy budynek świata znajduje się w Stanach Zjednoczonych i ma 600 metrów wysokości. We wrześniu jego miejsce zajmie o 200 metrów wyższy wieżowiec Burj Dubaj, który powstaje w Emiratach Arabskich.

Wyglądem nawiązuje do kwiatu pusytni, ma również islamskie ornamenty. Na 206 piętrach zmieszczą się apartamenty, biura i hotele, o których wystrój zadbali najsłynniejsi projektanci.

(IAR)
/money.pl

Burj Dubaj zdetronizowany. Kto sięgnie wyżej?

W Arabii Saudyjskiej powstanie najwyższy drapacz chmur na świecie. Królewska Wieża będzie miała 1000 metrów wysokości. Budowa ma kosztować 27 miliardów dolarów.
O planach zbudowania budynku mówiło się od wielu miesięcy, ale dopiero teraz firma milionera księcia al-Waleeda bin Talala podpisała umowy konieczne do rozpoczęcia inwestycji.

Królewska Wieża powstanie w mieście Jaddah nad Morzem Czerwonym, niedaleko lotniska. Będą się w niej znajdować biura, hotele i rezydencje.  

Obecnie najwyższy budynek świata znajduje się w Stanach Zjednoczonych i ma 600 metrów wysokości. We wrześniu jego miejsce zajmie o 200 metrów wyższy wieżowiec Burj Dubaj, który powstaje w Emiratach Arabskich.

Wyglądem nawiązuje do kwiatu pusytni, ma również islamskie ornamenty. Na 206 piętrach zmieszczą się apartamenty, biura i hotele, o których wystrój zadbali najsłynniejsi projektanci.

(IAR)
/money.pl

Wolna amerykanka budowlana?

Nowelizacja prawa budowlanego miała przynieść rewolucyjne zmiany na rynku budowlanym, zminimalizować biurokratyzacje upraszczając procedury. Jednak te uproszczone procedury zostały zakwestionowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Bez pozwoleń budowlanych - wolność czy wolna amerykanka?

Rzecznik wystąpił do Prezydenta o skierowanie zmienionej ustawy Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw, do Trybunału Konstytucyjnego.

Okazuje się ze w nowych przepisach jest przewaga "wszelkich chwytów dozwolonych" w tym godzących w konstytucyjne prawa i wolności osób trzecich. Wg Rzecznika Praw Obywatelskich rejestracja budowy nie uruchamia trybu administracyjnego umożliwiającego zweryfikowanie stopnia oddziaływania inwestycji budowlanej na sąsiadujące nieruchomości pomijając tym samym prawo własności. Organy administracyjne nie będą również zobligowane do powiadamiania osób trzecich o planowanej budowie czy robotach budowlanych.

W konsekwencji poszkodowany przez inwestora wnosząc sprawę na drogę sądową będzie zobowiązany do poniesienia całkowitych kosztów procesu pozostając przy tym bez jakiegokolwiek wsparcia państwa. Ponadto orzeczenie wyroku może nastąpić w terminie późniejszym niż zakończenie inwestycji budowlanej.

Organy administracji państwowej za sprawą znowelizowanej ustawy zdejmują z siebie obowiązek ochrony zainteresowanych podmiotów. Poza tym nie są one w stanie w czasie 30 dni zapoznać się z otrzymaną dokumentacją, co powoduje automatycznie rejestrację budowy i zgodę na rozpoczęcie inwestycji. Te sytuacje Rzecznik Praw Obywatelskich określił jako "milczącą zgodę" administracji publicznej.

Brak informacji i kontroli może spowodować nieład urbanistyczno-architektoniczny. Tryb roszczenia o wstrzymanie budowy również jest na niekorzyść właścicieli sąsiadujących nieruchomości, ponieważ wygasa w miesiąc od rozpoczęcia budowy. A o rozpoczęciu budowy mogą świadczyć takie czynności jak prace geodezyjne, czy wykonanie przyłączy do sieci na potrzeby procesu budowlanego. Zatem jest to zbyt krótki okres czasu, jeśli chodzi o możliwości zauważenia tego typu prac przez właścicieli sąsiadujących nieruchomości i wystąpienia z roszczeniem wstrzymania budowy.

- Stworzenie dobrego prawa jest zadaniem niezwykle trudnym. - mówi Justyna Zemanek architekt firmy ARCHETON Sp. z o.o. - Trzeba uwzględnić interesy wszystkich zainteresowanych stron oraz przewidzieć różnorodne konsekwencje nowych zapisów, a zmiany i ułatwienia muszą dotyczyć wielu obszarów.

Ułatwienie procesu inwestycyjnego miało pomoc w skróceniu czasu realizacji inwestycji, usuwając inwestorom wszelkie przeszkody. Obiecujące perspektywy rozwoju branży budowlanej prysnęły jak czar mydlanej banki. Wszyscy liczyli na wzrost indywidualnych inwestycji i przyjemną realizację marzeń. Tymczasem widmo samowoli ustawodawczej jak i budowlanej przekreśliło nadzieje na jakiekolwiek przejrzyste przepisy.

źródło informacji: INTERIA.PL/materiały prasowe

Wolna amerykanka budowlana?

Nowelizacja prawa budowlanego miała przynieść rewolucyjne zmiany na rynku budowlanym, zminimalizować biurokratyzacje upraszczając procedury. Jednak te uproszczone procedury zostały zakwestionowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Bez pozwoleń budowlanych - wolność czy wolna amerykanka?

Rzecznik wystąpił do Prezydenta o skierowanie zmienionej ustawy Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw, do Trybunału Konstytucyjnego.

Okazuje się ze w nowych przepisach jest przewaga "wszelkich chwytów dozwolonych" w tym godzących w konstytucyjne prawa i wolności osób trzecich. Wg Rzecznika Praw Obywatelskich rejestracja budowy nie uruchamia trybu administracyjnego umożliwiającego zweryfikowanie stopnia oddziaływania inwestycji budowlanej na sąsiadujące nieruchomości pomijając tym samym prawo własności. Organy administracyjne nie będą również zobligowane do powiadamiania osób trzecich o planowanej budowie czy robotach budowlanych.

W konsekwencji poszkodowany przez inwestora wnosząc sprawę na drogę sądową będzie zobowiązany do poniesienia całkowitych kosztów procesu pozostając przy tym bez jakiegokolwiek wsparcia państwa. Ponadto orzeczenie wyroku może nastąpić w terminie późniejszym niż zakończenie inwestycji budowlanej.

Organy administracji państwowej za sprawą znowelizowanej ustawy zdejmują z siebie obowiązek ochrony zainteresowanych podmiotów. Poza tym nie są one w stanie w czasie 30 dni zapoznać się z otrzymaną dokumentacją, co powoduje automatycznie rejestrację budowy i zgodę na rozpoczęcie inwestycji. Te sytuacje Rzecznik Praw Obywatelskich określił jako "milczącą zgodę" administracji publicznej.

Brak informacji i kontroli może spowodować nieład urbanistyczno-architektoniczny. Tryb roszczenia o wstrzymanie budowy również jest na niekorzyść właścicieli sąsiadujących nieruchomości, ponieważ wygasa w miesiąc od rozpoczęcia budowy. A o rozpoczęciu budowy mogą świadczyć takie czynności jak prace geodezyjne, czy wykonanie przyłączy do sieci na potrzeby procesu budowlanego. Zatem jest to zbyt krótki okres czasu, jeśli chodzi o możliwości zauważenia tego typu prac przez właścicieli sąsiadujących nieruchomości i wystąpienia z roszczeniem wstrzymania budowy.

- Stworzenie dobrego prawa jest zadaniem niezwykle trudnym. - mówi Justyna Zemanek architekt firmy ARCHETON Sp. z o.o. - Trzeba uwzględnić interesy wszystkich zainteresowanych stron oraz przewidzieć różnorodne konsekwencje nowych zapisów, a zmiany i ułatwienia muszą dotyczyć wielu obszarów.

Ułatwienie procesu inwestycyjnego miało pomoc w skróceniu czasu realizacji inwestycji, usuwając inwestorom wszelkie przeszkody. Obiecujące perspektywy rozwoju branży budowlanej prysnęły jak czar mydlanej banki. Wszyscy liczyli na wzrost indywidualnych inwestycji i przyjemną realizację marzeń. Tymczasem widmo samowoli ustawodawczej jak i budowlanej przekreśliło nadzieje na jakiekolwiek przejrzyste przepisy.

źródło informacji: INTERIA.PL/materiały prasowe

RPP:Obniżek stóp już nie będzie?

Halina Wasilewska-Trenkner, członek Rady Polityki Pieniężnej, nie widzi potrzeby dalszych obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Nie wykluczyła, że może być konieczna podwyżka stóp.

- Trudno odpowiedzieć, czy (poziom stóp - PAP) jest właściwy, natomiast można powiedzieć wprost, że jeżeli przyjmiemy, że inflacja faktycznie ukształtuje się w tym przedziale (wskazanym przez projekcję inflacji NBP - PAP), stopa referencyjna jest prawie zerowa realnie i pole do dalszych obniżek jest minimalne - powiedziała Wasilewska-Trenkner w Radiu PiN.

- Ja osobiście nie widzę potrzeby ich dalszych obniżek w najbliższym czasie. Najbliższy czas to może być do końca roku, aczkolwiek bardzo pilnie trzeba patrzeć na to, co się dzieje na rynkach światowych. Jeśli faktycznie ruszy fala ożywienia, zmiany cen surowców mogą się okazać dla nas zagrożeniem inflacyjnym - dodała.

- Paradoksalnie może się okazać w pewnym momencie, że podwyżka byłaby decyzją lepszą niż obniżka. Jeżeli by te procesy, o których się w tej chwili mówi - że to pierwsze kiełkujące oznaki, bardzo bujnie się rozwinęły - to tak się może zdarzyć - oceniła członek RPP.

Zdaniem Wasilewskiej-Trenkner zagrożenia dla inflacji są wciąż obecne, głównie ze strony cen ropy na rynkach światowych oraz kursu złotego.

- Zagrożenia (dla inflacji - PAP) ciągle są obecne.

interia.pl

RPP:Obniżek stóp już nie będzie?

Halina Wasilewska-Trenkner, członek Rady Polityki Pieniężnej, nie widzi potrzeby dalszych obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Nie wykluczyła, że może być konieczna podwyżka stóp.

- Trudno odpowiedzieć, czy (poziom stóp - PAP) jest właściwy, natomiast można powiedzieć wprost, że jeżeli przyjmiemy, że inflacja faktycznie ukształtuje się w tym przedziale (wskazanym przez projekcję inflacji NBP - PAP), stopa referencyjna jest prawie zerowa realnie i pole do dalszych obniżek jest minimalne - powiedziała Wasilewska-Trenkner w Radiu PiN.

- Ja osobiście nie widzę potrzeby ich dalszych obniżek w najbliższym czasie. Najbliższy czas to może być do końca roku, aczkolwiek bardzo pilnie trzeba patrzeć na to, co się dzieje na rynkach światowych. Jeśli faktycznie ruszy fala ożywienia, zmiany cen surowców mogą się okazać dla nas zagrożeniem inflacyjnym - dodała.

- Paradoksalnie może się okazać w pewnym momencie, że podwyżka byłaby decyzją lepszą niż obniżka. Jeżeli by te procesy, o których się w tej chwili mówi - że to pierwsze kiełkujące oznaki, bardzo bujnie się rozwinęły - to tak się może zdarzyć - oceniła członek RPP.

Zdaniem Wasilewskiej-Trenkner zagrożenia dla inflacji są wciąż obecne, głównie ze strony cen ropy na rynkach światowych oraz kursu złotego.

- Zagrożenia (dla inflacji - PAP) ciągle są obecne.

interia.pl

Jakie podatki może podnieść rząd

Jak czytamy w "Rzeczpospolitej", jeszcze tego lata rząd poinformuje o ewentualnych planach dotyczących podwyższenia podatków na 2010 r. Tak zapowiedział premier.
Rząd PO zaakceptował obniżkę podatków PIT, więc mało prawdopodobne, że zdecyduje się na ich podniesienie po roku obowiązywania i przed wyborami prezydenckimi. Doradca ekonomiczny prezydenta Ryszard Bugaj proponuje jednak, by dodać jeszcze 50% stawkę dla najbogatszych
Ekonomiści są także zdania, że rząd nie wykona na razie żadnych ruchów, jeśli chodzi o stawkę CIT.

- Jakiekolwiek próby podniesienia podatków dochodowych, zamiast przynieść wyższe wpływy, pogłębiłyby recesję - mówi prof. Andrzej Wernik.

Ekonomiści są zgodni, ze jedyne zmiany, na jakie rząd się zdecyduje, dotyczą podatków pośrednich, a tu pole manewrów jest duże. Największe efekty dałoby pewnie podniesienie stawki na żywność. VAT stanowi połowę wszystkich dochodów państwa, a jego podniesienie byłoby najmniej szkodliwe.

Więcej na zielonych stronach "Rzeczpospolitej".
onet.pl

Jakie podatki może podnieść rząd

Jak czytamy w "Rzeczpospolitej", jeszcze tego lata rząd poinformuje o ewentualnych planach dotyczących podwyższenia podatków na 2010 r. Tak zapowiedział premier.
Rząd PO zaakceptował obniżkę podatków PIT, więc mało prawdopodobne, że zdecyduje się na ich podniesienie po roku obowiązywania i przed wyborami prezydenckimi. Doradca ekonomiczny prezydenta Ryszard Bugaj proponuje jednak, by dodać jeszcze 50% stawkę dla najbogatszych
Ekonomiści są także zdania, że rząd nie wykona na razie żadnych ruchów, jeśli chodzi o stawkę CIT.

- Jakiekolwiek próby podniesienia podatków dochodowych, zamiast przynieść wyższe wpływy, pogłębiłyby recesję - mówi prof. Andrzej Wernik.

Ekonomiści są zgodni, ze jedyne zmiany, na jakie rząd się zdecyduje, dotyczą podatków pośrednich, a tu pole manewrów jest duże. Największe efekty dałoby pewnie podniesienie stawki na żywność. VAT stanowi połowę wszystkich dochodów państwa, a jego podniesienie byłoby najmniej szkodliwe.

Więcej na zielonych stronach "Rzeczpospolitej".
onet.pl

Polska najlepsza z największych

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) szacuje, że Polska i Australia to kraje, które spośród wszystkich 30 członków tej organizacji najłagodniej znoszą światowy kryzys gospodarczy - pisze "Puls Biznesu".
OECD to elitarny klub najmocniejszych gospodarek świata.

Gazeta podkreśla, że według najnowszej prognozy organizacji w 2009 r. nasza i australijska gospodarka skurczą się o 0,4 proc. We wszystkich pozostałych krajach członkowskich recesja ma być większa.
"Puls Biznesu" przypomina, że to już kolejna prognoza poważnej instytucji pokazująca, że polska gospodarka stosunkowo dobrze znosi kryzys. Wcześniej podobne wnioski można było wysnuć z raportów Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej byliśmy też w zestawieniu Eurostatu na temat wzrostu gospodarczego w pierwszym kwartale 2009 r.
wp.pl

Polska najlepsza z największych

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) szacuje, że Polska i Australia to kraje, które spośród wszystkich 30 członków tej organizacji najłagodniej znoszą światowy kryzys gospodarczy - pisze "Puls Biznesu".
OECD to elitarny klub najmocniejszych gospodarek świata.

Gazeta podkreśla, że według najnowszej prognozy organizacji w 2009 r. nasza i australijska gospodarka skurczą się o 0,4 proc. We wszystkich pozostałych krajach członkowskich recesja ma być większa.
"Puls Biznesu" przypomina, że to już kolejna prognoza poważnej instytucji pokazująca, że polska gospodarka stosunkowo dobrze znosi kryzys. Wcześniej podobne wnioski można było wysnuć z raportów Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej byliśmy też w zestawieniu Eurostatu na temat wzrostu gospodarczego w pierwszym kwartale 2009 r.
wp.pl

Sprzedaż detaliczna powyżej oczekiwań

Sprzedaż detaliczna spadła w maju 2009 roku o 2,1% w ujęciu miesięcznym, ale wzrosła o 1,1% r/r, podał Główny Urząd Statystyczny (GUS) .
W kwietniu sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,0% r/r.

W maju najszybciej rosła sprzedaż w działach: "pozostała sprzedaż detaliczna w niewyspecjalizowanych sklepach" - o 19,3% r/r oraz "włókno, odzież, obuwie" - o 17,1%. Jedyne spadki (w ujęciu rocznym) zanotowano w grupach: "paliwa stałe, ciekłe i gazowe" - o 11,2% oraz "pojazdy samochodowe, motocykle, części" - o 10,7% r/r.

Jedenastu ekonomistów, uwzględnionych w ankiecie agencji ISB, przewidywało, że sprzedaż detaliczna wzrosła w maju o 0,3%. Rozbieżności w ich oczekiwaniach były znaczne i wahały się od -0,8% do +1,4%.
ISB | 25.06.2009 | 10:21/wp.pl

Sprzedaż detaliczna powyżej oczekiwań

Sprzedaż detaliczna spadła w maju 2009 roku o 2,1% w ujęciu miesięcznym, ale wzrosła o 1,1% r/r, podał Główny Urząd Statystyczny (GUS) .
W kwietniu sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,0% r/r.

W maju najszybciej rosła sprzedaż w działach: "pozostała sprzedaż detaliczna w niewyspecjalizowanych sklepach" - o 19,3% r/r oraz "włókno, odzież, obuwie" - o 17,1%. Jedyne spadki (w ujęciu rocznym) zanotowano w grupach: "paliwa stałe, ciekłe i gazowe" - o 11,2% oraz "pojazdy samochodowe, motocykle, części" - o 10,7% r/r.

Jedenastu ekonomistów, uwzględnionych w ankiecie agencji ISB, przewidywało, że sprzedaż detaliczna wzrosła w maju o 0,3%. Rozbieżności w ich oczekiwaniach były znaczne i wahały się od -0,8% do +1,4%.
ISB | 25.06.2009 | 10:21/wp.pl

GUS podał dane o bezrobociu

Stopa bezrobocia w maju 2009 roku wyniosła 10,8 proc. wobec 11,0 proc. w kwietniu 2009 roku - podał GUS.
Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy w końcu maja 2009 roku wyniosła 1.683,4 tys. osób.

Z danych GUS na koniec maja wynika, że do urzędów pracy w ciągu miesiąca zgłosiło się 218,7 tys. osób poszukujących zatrudnienia, o 1,2 tys. więcej niż w kwietniu 2009 r. i o 50,5 tys. więcej niż przed rokiem.

Wśród bezrobotnych nowo zarejestrowanych 162,5 tys. osób, tj. 74,3 proc., stanowiły osoby rejestrujące się po raz kolejny (przed miesiącem - 78,9 proc., przed rokiem - 76,7 proc.
Z danych GUS na koniec maja 2009 r. wynika, że 563 zakłady pracy zadeklarowały zwolnienie w najbliższym czasie 30,5 tys. pracowników. Przed rokiem były to 133 zakłady z 9,7 tys. pracowników.

W maju 2009 r. pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 85,0 tys. ofert pracy (przed miesiącem 93,7 tys., przed rokiem 104,4 tys.).

W I kwartale 2009 roku utworzono 151,8 tys. miejsc pracy wobec 178,2 tys. w I kw. 2008 i 237,5 tys. w I kw. 2007 - wynika z badań GUS w firmach zatrudniających 1 i więcej pracowników.

W I kwartale 2009 r. zlikwidowano 143,9 tys. miejsc pracy.

W końcu marca 2009 roku liczba pracujących w podmiotach zatrudniających 1 osobę lub więcej wyniosła 10.576,4 tys. osób, przy czym w sektorze publicznym - 32,9 proc., a w sektorze prywatnym - 67,1 proc.

Na ogólną liczbę 494,8 tys. podmiotów, 28,9 tys., tj. 5,8 proc., dysponowało w końcu I kwartału br. wolnymi miejscami pracy, z tego 84,7 proc. to jednostki sektora prywatnego.

Liczba wolnych miejsc pracy w podmiotach zatrudniających 1 lub więcej osób na koniec I kwartału 2009 r. wyniosła 75,4 tys. W porównaniu z końcem IV kwartału 2008 r. w I kwartale 2009 r. nastąpił spadek liczby wolnych miejsc pracy o 19,2 proc.
PAP/wp.pl

GUS podał dane o bezrobociu

Stopa bezrobocia w maju 2009 roku wyniosła 10,8 proc. wobec 11,0 proc. w kwietniu 2009 roku - podał GUS.
Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy w końcu maja 2009 roku wyniosła 1.683,4 tys. osób.

Z danych GUS na koniec maja wynika, że do urzędów pracy w ciągu miesiąca zgłosiło się 218,7 tys. osób poszukujących zatrudnienia, o 1,2 tys. więcej niż w kwietniu 2009 r. i o 50,5 tys. więcej niż przed rokiem.

Wśród bezrobotnych nowo zarejestrowanych 162,5 tys. osób, tj. 74,3 proc., stanowiły osoby rejestrujące się po raz kolejny (przed miesiącem - 78,9 proc., przed rokiem - 76,7 proc.
Z danych GUS na koniec maja 2009 r. wynika, że 563 zakłady pracy zadeklarowały zwolnienie w najbliższym czasie 30,5 tys. pracowników. Przed rokiem były to 133 zakłady z 9,7 tys. pracowników.

W maju 2009 r. pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 85,0 tys. ofert pracy (przed miesiącem 93,7 tys., przed rokiem 104,4 tys.).

W I kwartale 2009 roku utworzono 151,8 tys. miejsc pracy wobec 178,2 tys. w I kw. 2008 i 237,5 tys. w I kw. 2007 - wynika z badań GUS w firmach zatrudniających 1 i więcej pracowników.

W I kwartale 2009 r. zlikwidowano 143,9 tys. miejsc pracy.

W końcu marca 2009 roku liczba pracujących w podmiotach zatrudniających 1 osobę lub więcej wyniosła 10.576,4 tys. osób, przy czym w sektorze publicznym - 32,9 proc., a w sektorze prywatnym - 67,1 proc.

Na ogólną liczbę 494,8 tys. podmiotów, 28,9 tys., tj. 5,8 proc., dysponowało w końcu I kwartału br. wolnymi miejscami pracy, z tego 84,7 proc. to jednostki sektora prywatnego.

Liczba wolnych miejsc pracy w podmiotach zatrudniających 1 lub więcej osób na koniec I kwartału 2009 r. wyniosła 75,4 tys. W porównaniu z końcem IV kwartału 2008 r. w I kwartale 2009 r. nastąpił spadek liczby wolnych miejsc pracy o 19,2 proc.
PAP/wp.pl

BZ WBK zebrał miliardy z nowej oferty lokat

BZ WBK zebrał z nowej oferty lokat ponad 4,3 mld zł.

Lokata z loterią była oferowana od 20 kwietnia do 19 czerwca. Minimalna wartość depozytu wynosiła 5 tys. złotych.

Lokatę z loterią promowała kampania telewizyjna, której gwiazdą był hollywoodzki aktor Danny DeVito.


  (PAP)
money.pl

BZ WBK zebrał miliardy z nowej oferty lokat

BZ WBK zebrał z nowej oferty lokat ponad 4,3 mld zł.

Lokata z loterią była oferowana od 20 kwietnia do 19 czerwca. Minimalna wartość depozytu wynosiła 5 tys. złotych.

Lokatę z loterią promowała kampania telewizyjna, której gwiazdą był hollywoodzki aktor Danny DeVito.


  (PAP)
money.pl

Wszyscy zrzucimy się na budżet. Po ile?

Każda polska rodzina dorzuci się do budżetu po 45 zł miesięcznie. Kiedy? Gdy VAT urośnie do 23 proc., a akcyza na paliwa o 10 groszy na litrze. A podwyżki teoretycznie mogą być jeszcze wyższe.

Minister finansów przedstawił rządowe pomysły na łatanie rosnącej dziury w państwowej kasie. I choć póki Jacek Rostowski (na zdjęciu) uspokaja, że w tym roku podatki nie urosną, to strażnik państwowej kasy nie wyklucza, że w 2010 roku stawki niektórych z nich mogą zostać zmienione.

VAT to łakomy kąsek Ale nie do ruszenia?

Najbardziej kusząca - z punktu widzenia rządzących - jest perspektywa podwyższenia podstawowej stawki VAT. Państwo czerpie bowiem najwięcej z wpływów z podatku od towarów i usług. W tegorocznym budżecie 118,5 z 303 mld zł dochodów budżetu to właśnie pieniądze z VAT-u.

Według szacunków podniesienie podstawowej stawki tylko o 1 pkt proc., do poziomu 23 proc. to w ciągu roku nawet 5 mld zł więcej w budżecie.

Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, teoretycznie możliwa jest podwyżka nawet o 3 pkt. proc. Unijna dyrektywa mówi bowiem, że podstawowa stawka VAT nie może przekraczać 25 proc.

Gdyby - w obliczu nagłego i poważnego załamania finansów publicznych - rząd musiał zdecydować się na taki krok, do kasy państwa wpłynęłoby aż o 15 mld zł więcej niż obecnie.

By uzyskać podobny efekt - jak wyliczyli analitycy banku ING - wystarczyłoby podnieść o 1 pkt. proc. nie tylko podstawową stawkę VAT, ale też obniżoną - 7 proc. - którą obłożone są takie towary, jak: żywność, leki czy mieszkania.  W sumie taka operacja dałaby budżetowi właśnie ok. 15 mld złotych.

Ale podwyżka VAT to tylko teoretycznie prosty sposób na szybkie łatanie dziury w budżecie. Prezydent Lech Kaczyński na pewno zawetuje ustawę zwiększającą obciążenia najuboższych Polaków. A Lewica takie weto poprze.

Akcyzą w dziurę. Rząd znów złupi kierowców?

Drugim podatkiem, którego podwyżkę już w tym roku brano pod uwagę, jest akcyza. Płacimy ją: gdy tankujemy i kupujemy alkohol lub papierosy.

W tym roku - mimo protestów producentów - rząd podnosił już stawki tego podatku m.in. na piwo i wódkę. Od lutego więcej płacą też palacze.

Zdaniem producentów kolejne podwyżki przyniosą skutek odwrotny od zamierzonego. Polacy zrezygnują z używek. W efekcie zmaleją wpływy do budżetu.

To może nie przekonać rządu, który do przyszłej podwyżki może wykorzystać wygodny pretekst. Osłabienie złotego spowodowało, że stawki podatku spadły poniżej wymaganego przez UE minimum. - Dlatego zmiany w akcyzie są niemal pewne - mówi Andrzej Rzońca, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Jest jeszcze akcyza na paliwa, która oprócz tego, że daje budżetowi najwięcej - w tym roku ma to być niemal połowa z 58 mld zł wpływów z akcyzy - to przy podwyżce dającej wymierne efekty, nie niesie ze sobą ryzyka spadku wpływów.

Z powodu paliwa droższego o 12,2 gr na litrze - akcyza wyższa o 10 gr plus VAT - Polacy nie zrezygnują z jazdy samochodem. A taka właśnie podwyżka dałaby budżetowi dodatkowe niemal 3 mld zł.

Gdy zestawimy ta kwotę z tą, którą można zyskać podnosząc stawkę VAT do 23 proc. okazuje się, że taka operacja dałaby ok. 8 mld zł. To niemal tyle samo, o ile rząd zwiększy tegoroczny deficyt.

Oznaczałoby to, że każda Polska rodzina dorzuciłaby się do przyszłorocznego budżetu po ok. 550 zł. Czyli po ok. 45 zł miesięcznie.

Gdyby VAT urósł do 25 proc. A akcyza na litrze benzyny, oleju napędowego i gazu LPG byłaby o 10 gr na litrze wyższa, to każda rodzina dorzuciłaby do wspólnej kasy nieco ponad 1200 zł rocznie więcej niż w tym roku. Czyli po ok. 100 zł miesięcznie.

 

VAT i akcyza to nie wszystko. Jest jeszcze składka rentowa

Podwyżki VAT i akcyzy to nie jedyne źródło, z którego rząd może uzyskać dodatkowe dochody. Według Andrzeja Rzońcy w grę wchodzi jeszcze podwyżka składki rentowej. Wydaje się to o tyle prawdopodobne, że SLD - które krytykowało zmiany wprowadzone przez Zytę Gilowską - może taki pomysł poprzeć. Szacowano, że obniżka wprowadzona przez rząd PiS pozbawiła budżet ok. 20 mld złotych.

Gdyby składka urosła z obecnych 6 do 13 procent - tyle wynosiła na początku 2007 roku - każdy z nas co miesiąc dostawałby - przy tych samych zarobkach brutto - od kilkudziesięciu do kilkuset złotych mniej niż dziś.


źródło Money.pl, wartości orientacyjne

W skali roku osoby zarabiające najmniej w tym scenariuszu straciłyby około 720 złotych. Przy zarobkach na poziomie pięciu tysięcy, fiskus zabrałby z pensji dodatkowe 2,4 tys. złotych.


Wszyscy zrzucimy się na budżet. Po ile?

Każda polska rodzina dorzuci się do budżetu po 45 zł miesięcznie. Kiedy? Gdy VAT urośnie do 23 proc., a akcyza na paliwa o 10 groszy na litrze. A podwyżki teoretycznie mogą być jeszcze wyższe.

Minister finansów przedstawił rządowe pomysły na łatanie rosnącej dziury w państwowej kasie. I choć póki Jacek Rostowski (na zdjęciu) uspokaja, że w tym roku podatki nie urosną, to strażnik państwowej kasy nie wyklucza, że w 2010 roku stawki niektórych z nich mogą zostać zmienione.

VAT to łakomy kąsek Ale nie do ruszenia?

Najbardziej kusząca - z punktu widzenia rządzących - jest perspektywa podwyższenia podstawowej stawki VAT. Państwo czerpie bowiem najwięcej z wpływów z podatku od towarów i usług. W tegorocznym budżecie 118,5 z 303 mld zł dochodów budżetu to właśnie pieniądze z VAT-u.

Według szacunków podniesienie podstawowej stawki tylko o 1 pkt proc., do poziomu 23 proc. to w ciągu roku nawet 5 mld zł więcej w budżecie.

Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, teoretycznie możliwa jest podwyżka nawet o 3 pkt. proc. Unijna dyrektywa mówi bowiem, że podstawowa stawka VAT nie może przekraczać 25 proc.

Gdyby - w obliczu nagłego i poważnego załamania finansów publicznych - rząd musiał zdecydować się na taki krok, do kasy państwa wpłynęłoby aż o 15 mld zł więcej niż obecnie.

By uzyskać podobny efekt - jak wyliczyli analitycy banku ING - wystarczyłoby podnieść o 1 pkt. proc. nie tylko podstawową stawkę VAT, ale też obniżoną - 7 proc. - którą obłożone są takie towary, jak: żywność, leki czy mieszkania.  W sumie taka operacja dałaby budżetowi właśnie ok. 15 mld złotych.

Ale podwyżka VAT to tylko teoretycznie prosty sposób na szybkie łatanie dziury w budżecie. Prezydent Lech Kaczyński na pewno zawetuje ustawę zwiększającą obciążenia najuboższych Polaków. A Lewica takie weto poprze.

Akcyzą w dziurę. Rząd znów złupi kierowców?

Drugim podatkiem, którego podwyżkę już w tym roku brano pod uwagę, jest akcyza. Płacimy ją: gdy tankujemy i kupujemy alkohol lub papierosy.

W tym roku - mimo protestów producentów - rząd podnosił już stawki tego podatku m.in. na piwo i wódkę. Od lutego więcej płacą też palacze.

Zdaniem producentów kolejne podwyżki przyniosą skutek odwrotny od zamierzonego. Polacy zrezygnują z używek. W efekcie zmaleją wpływy do budżetu.

To może nie przekonać rządu, który do przyszłej podwyżki może wykorzystać wygodny pretekst. Osłabienie złotego spowodowało, że stawki podatku spadły poniżej wymaganego przez UE minimum. - Dlatego zmiany w akcyzie są niemal pewne - mówi Andrzej Rzońca, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Jest jeszcze akcyza na paliwa, która oprócz tego, że daje budżetowi najwięcej - w tym roku ma to być niemal połowa z 58 mld zł wpływów z akcyzy - to przy podwyżce dającej wymierne efekty, nie niesie ze sobą ryzyka spadku wpływów.

Z powodu paliwa droższego o 12,2 gr na litrze - akcyza wyższa o 10 gr plus VAT - Polacy nie zrezygnują z jazdy samochodem. A taka właśnie podwyżka dałaby budżetowi dodatkowe niemal 3 mld zł.

Gdy zestawimy ta kwotę z tą, którą można zyskać podnosząc stawkę VAT do 23 proc. okazuje się, że taka operacja dałaby ok. 8 mld zł. To niemal tyle samo, o ile rząd zwiększy tegoroczny deficyt.

Oznaczałoby to, że każda Polska rodzina dorzuciłaby się do przyszłorocznego budżetu po ok. 550 zł. Czyli po ok. 45 zł miesięcznie.

Gdyby VAT urósł do 25 proc. A akcyza na litrze benzyny, oleju napędowego i gazu LPG byłaby o 10 gr na litrze wyższa, to każda rodzina dorzuciłaby do wspólnej kasy nieco ponad 1200 zł rocznie więcej niż w tym roku. Czyli po ok. 100 zł miesięcznie.

 

VAT i akcyza to nie wszystko. Jest jeszcze składka rentowa

Podwyżki VAT i akcyzy to nie jedyne źródło, z którego rząd może uzyskać dodatkowe dochody. Według Andrzeja Rzońcy w grę wchodzi jeszcze podwyżka składki rentowej. Wydaje się to o tyle prawdopodobne, że SLD - które krytykowało zmiany wprowadzone przez Zytę Gilowską - może taki pomysł poprzeć. Szacowano, że obniżka wprowadzona przez rząd PiS pozbawiła budżet ok. 20 mld złotych.

Gdyby składka urosła z obecnych 6 do 13 procent - tyle wynosiła na początku 2007 roku - każdy z nas co miesiąc dostawałby - przy tych samych zarobkach brutto - od kilkudziesięciu do kilkuset złotych mniej niż dziś.


źródło Money.pl, wartości orientacyjne

W skali roku osoby zarabiające najmniej w tym scenariuszu straciłyby około 720 złotych. Przy zarobkach na poziomie pięciu tysięcy, fiskus zabrałby z pensji dodatkowe 2,4 tys. złotych.


Polacy kupują mieszkania "na miarę"

Gdynia, Szczecin i Gdańsk były w maju liderami spadków cen mieszkań na rynku wtórnym. Wg najnowszej analizy serwisu Oferty.net średnie stawki wywoławcze w tych miastach były niższe w stosunku do kwietnia o 2,5 do 3 proc. Od momentu publikacji ostatniego raportu wzrosły raty kredytów hipotecznych we frankach. Posiadacze kredytów złotowych mogą spać spokojnie - wynika z analizy Open Finance.

Nieznacznie tańsze niż przed miesiącem były oferty sprzedaży mieszkań w Poznaniu (-1,1), Warszawie (-1 proc.) i Katowicach (-0,7 proc.). 1,5-procentowy wzrost średniej ceny ofertowej zanotował Kraków. O 1,1 proc. wyższa była średnia cena mieszkań wystawionych do sprzedaży w maju w Białymstoku, a o 0,8 proc. w Łodzi.

tab

Stabilne kredyty złotowe

Od ostatniego wspólnego raportu Oferty.net i Open Finance (20 maja) trzymiesięczne stopy WIBOR wzrosły o 6 pkt bazowych do 4,62 proc. przy czym praktycznie od końca maja pozostają one stabilne na obecnym poziomie. Od połowy kwietnia stopa WIBOR wzrosła o 50 pkt, ponieważ banki operujące na rynku międzybankowym uznały, że Rada Polityki Pieniężnej zakończyła w I kwartale br. cykl obniżek stóp procentowych.

Obecna sytuacja nie wymaga jednak dalszego wzrostu stóp WIBOR, ponieważ rynek pieniężny jako taki jest dostatecznie płynny, a ostatnie dane i przewidywania nie wskazują na ryzyko wzrostu inflacji w przyszłości. Dlatego można sądzić, że sytuacja na rynku pieniężnym pozostanie stabilna, lub ewentualnie ulegnie poprawie z punktu widzenia osób posiadających kredyty złotowe, których oprocentowanie zależne jest od stóp WIBOR. Poprawa będzie możliwa, jeśli rynek uzyska przekonanie, że RPP wróci do obniżek stóp procentowych. Analitycy Grupy Noble Bank spodziewają się obniżek o 50 pkt przed końcem roku, co sprowadziłoby trzymiesięczny WIBOR z powrotem w okolice 4,10 proc. i obniżyło raty istniejących kredytów hipotecznych o ok. 5 proc.

tab

Według Emila Szwedy z Open Finance nie jest natomiast przesądzone, że skorzystają na tym nowi kredytobiorcy. W ostatnich miesiącach proces podnoszenia marż kredytowych w bankach zatrzymał się (w odniesieniu do kredytów hipotecznych), lecz nie jest pewnym, na jak długo. Współczynniki wypłacalności banków nadal utrzymują się na niskich poziomach i w najbliższym czasie brak jest przesłanek dotyczących możliwości ich poprawy. W szczególności wypłata dywidendy przez PKO BP w kwocie 2,9 mld PLN może dodatkowo - choć czasowo - ograniczyć zdolność sektora do udzielania kredytów. Dlatego nie da się wykluczyć, że przeciętna marża od kredytu z niskim lub zerowym wkładem własnym wzrośnie z obecnych 3,2 proc. (mediana), co byłoby dla przyszłych kredytobiorców przeciwwagą dla oczekiwanych decyzji RPP.

Wyższe raty kredytowe we frankach

Od ostatniego raportu (20 maja) do 17 czerwca kurs franka wzrósł z 2,875 do 3,0 PLN czyli o 4,3 proc. i w takim właśnie stosunku wzrosły raty kredytów hipotecznych nominowanych w tej walucie, co potwierdzają wyliczenia Open Finance. Zmienność kursu walutowego pozostanie w najbliższym czasie głównym czynnikiem wpływającym na wysokość rat kredytów, ponieważ Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) nie ma możliwości dalszego obniżania stóp procentowych, a rozpoczęcie cyklu podwyżek wydaje się być dość odległe (i sprzeczne z deklaracjami samego SNB).

Jak się okazuje, próby wpłynięcia SNB na osłabienie franka wobec euro przez interwencje walutowe okazały się mało skuteczne, lub też obecny poziom notowań tej pary uznawany jest już za satysfakcjonujący dla władz banku centralnego (obecny kurs jest o 3 proc. niższy od dołka z 10 marca).

Nie widać powodów, dla których w najbliższym czasie miałoby nastąpić pogorszenie lub poprawienie sytuacji na rynku walutowym (z punktu widzenia posiadaczy kredytów walutowych). Złoty pozostaje słaby, a jedynym czynnikiem wzrostu jego wartości może być poprawa bilansu handlowego. Jednak ze względu na spadek eksportu (szybszy niż importu) nie jest to obecnie czynnik wywierający dostatecznie dużą presję na umocnienie złotego. Taką presję mógłby wywołać napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych i choć Polska ma warunki do tego, by przyciągać inwestorów, to jednocześnie światowy kryzys gospodarczy powstrzymuje powstawanie nowych inwestycji na całym świecie (nie tylko w Polsce). Stabilny, choć wysoki kurs franka, może się więc utrzymywać przez kilka miesięcy, jednak w dłuższym terminie wyższe jest prawdopodobieństwo spadku jego notowań.

Mniej zakupów "na wyrost"

Ograniczenie dostępności kredytów hipotecznych oraz spowolnienie gospodarcze skutkujące coraz częstszymi obawami o zatrudnienie i przyszłe dochody sprawiają, że osoby decydujące się na zakup mieszkania zdecydowanie racjonalniej podchodzą do kwestii jego wielkości i ceny. Zdaniem Marcina Drogomireckiego z serwisu Oferty.net, klienci szukają teraz przede wszystkim mieszkań takich, które odpowiadają ich rzeczywistym potrzebom i realnym możliwościom finansowym. Moda na kupowanie mieszkań "na wyrost" minęła.

W takiej sytuacji znów zaobserwować można wzrost zainteresowania mieszkaniami o mniejszych powierzchniach, o mniejszej liczbie pokoi. Z uwagi na najniższe ceny największą popularnością cieszą się mieszkania jedno- i dwupokojowe. Ich wybór jest obecnie duży a rozpiętość średnich cen - biorąc pod uwagę różne miasta - ogromna. Widać to szczególnie na przykładzie Warszawy i bądź co bądź nie tak odległej Łodzi; w stolicy ceny kawalerek są ponad dwukrotnie wyższe.

Znamienny jest także fakt, że wartość dwóch kawalerek w Poznaniu jest niższa od średniej ceny mieszkania 2-pokojowego w Warszawie.

tab

Rynek wtórny sprzedaży mieszkań w Warszawie

Ceny mieszkań w Warszawie są niezmiennie jednymi z najdroższych w Polsce. Droższe pozostają tylko apartamenty w kurortach nad morzem i w górach. Jednak ostatni rok przyniósł nie tylko wyraźny spadek cen (-8,1 proc.) ale też istotne zmiany w strukturze podaży ofert w stolicy. Analiza ofert publikowanych w serwisie Oferty.net wskazuje na zdecydowany wzrost udziału mieszkań, których cena ofertowa nie przekracza 7000 PLN za m kw.. W kwietniu 2008 roku wynosił on 6,3 proc. a w maju br. już 15,6 proc. Jednocześnie zdecydowanie, bo o blisko połowę, zmniejszył się udział ofert w cenie pow. 11 000 PLN; w kwietniu 2008 taką cenę ofertową miała niemal co piąta nowa oferta (18,9 proc.) a w maju br. już tylko jedna na dziesięć (10,8 proc.).

Open Finance

interia.pl

Polacy kupują mieszkania "na miarę"

Gdynia, Szczecin i Gdańsk były w maju liderami spadków cen mieszkań na rynku wtórnym. Wg najnowszej analizy serwisu Oferty.net średnie stawki wywoławcze w tych miastach były niższe w stosunku do kwietnia o 2,5 do 3 proc. Od momentu publikacji ostatniego raportu wzrosły raty kredytów hipotecznych we frankach. Posiadacze kredytów złotowych mogą spać spokojnie - wynika z analizy Open Finance.

Nieznacznie tańsze niż przed miesiącem były oferty sprzedaży mieszkań w Poznaniu (-1,1), Warszawie (-1 proc.) i Katowicach (-0,7 proc.). 1,5-procentowy wzrost średniej ceny ofertowej zanotował Kraków. O 1,1 proc. wyższa była średnia cena mieszkań wystawionych do sprzedaży w maju w Białymstoku, a o 0,8 proc. w Łodzi.

tab

Stabilne kredyty złotowe

Od ostatniego wspólnego raportu Oferty.net i Open Finance (20 maja) trzymiesięczne stopy WIBOR wzrosły o 6 pkt bazowych do 4,62 proc. przy czym praktycznie od końca maja pozostają one stabilne na obecnym poziomie. Od połowy kwietnia stopa WIBOR wzrosła o 50 pkt, ponieważ banki operujące na rynku międzybankowym uznały, że Rada Polityki Pieniężnej zakończyła w I kwartale br. cykl obniżek stóp procentowych.

Obecna sytuacja nie wymaga jednak dalszego wzrostu stóp WIBOR, ponieważ rynek pieniężny jako taki jest dostatecznie płynny, a ostatnie dane i przewidywania nie wskazują na ryzyko wzrostu inflacji w przyszłości. Dlatego można sądzić, że sytuacja na rynku pieniężnym pozostanie stabilna, lub ewentualnie ulegnie poprawie z punktu widzenia osób posiadających kredyty złotowe, których oprocentowanie zależne jest od stóp WIBOR. Poprawa będzie możliwa, jeśli rynek uzyska przekonanie, że RPP wróci do obniżek stóp procentowych. Analitycy Grupy Noble Bank spodziewają się obniżek o 50 pkt przed końcem roku, co sprowadziłoby trzymiesięczny WIBOR z powrotem w okolice 4,10 proc. i obniżyło raty istniejących kredytów hipotecznych o ok. 5 proc.

tab

Według Emila Szwedy z Open Finance nie jest natomiast przesądzone, że skorzystają na tym nowi kredytobiorcy. W ostatnich miesiącach proces podnoszenia marż kredytowych w bankach zatrzymał się (w odniesieniu do kredytów hipotecznych), lecz nie jest pewnym, na jak długo. Współczynniki wypłacalności banków nadal utrzymują się na niskich poziomach i w najbliższym czasie brak jest przesłanek dotyczących możliwości ich poprawy. W szczególności wypłata dywidendy przez PKO BP w kwocie 2,9 mld PLN może dodatkowo - choć czasowo - ograniczyć zdolność sektora do udzielania kredytów. Dlatego nie da się wykluczyć, że przeciętna marża od kredytu z niskim lub zerowym wkładem własnym wzrośnie z obecnych 3,2 proc. (mediana), co byłoby dla przyszłych kredytobiorców przeciwwagą dla oczekiwanych decyzji RPP.

Wyższe raty kredytowe we frankach

Od ostatniego raportu (20 maja) do 17 czerwca kurs franka wzrósł z 2,875 do 3,0 PLN czyli o 4,3 proc. i w takim właśnie stosunku wzrosły raty kredytów hipotecznych nominowanych w tej walucie, co potwierdzają wyliczenia Open Finance. Zmienność kursu walutowego pozostanie w najbliższym czasie głównym czynnikiem wpływającym na wysokość rat kredytów, ponieważ Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) nie ma możliwości dalszego obniżania stóp procentowych, a rozpoczęcie cyklu podwyżek wydaje się być dość odległe (i sprzeczne z deklaracjami samego SNB).

Jak się okazuje, próby wpłynięcia SNB na osłabienie franka wobec euro przez interwencje walutowe okazały się mało skuteczne, lub też obecny poziom notowań tej pary uznawany jest już za satysfakcjonujący dla władz banku centralnego (obecny kurs jest o 3 proc. niższy od dołka z 10 marca).

Nie widać powodów, dla których w najbliższym czasie miałoby nastąpić pogorszenie lub poprawienie sytuacji na rynku walutowym (z punktu widzenia posiadaczy kredytów walutowych). Złoty pozostaje słaby, a jedynym czynnikiem wzrostu jego wartości może być poprawa bilansu handlowego. Jednak ze względu na spadek eksportu (szybszy niż importu) nie jest to obecnie czynnik wywierający dostatecznie dużą presję na umocnienie złotego. Taką presję mógłby wywołać napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych i choć Polska ma warunki do tego, by przyciągać inwestorów, to jednocześnie światowy kryzys gospodarczy powstrzymuje powstawanie nowych inwestycji na całym świecie (nie tylko w Polsce). Stabilny, choć wysoki kurs franka, może się więc utrzymywać przez kilka miesięcy, jednak w dłuższym terminie wyższe jest prawdopodobieństwo spadku jego notowań.

Mniej zakupów "na wyrost"

Ograniczenie dostępności kredytów hipotecznych oraz spowolnienie gospodarcze skutkujące coraz częstszymi obawami o zatrudnienie i przyszłe dochody sprawiają, że osoby decydujące się na zakup mieszkania zdecydowanie racjonalniej podchodzą do kwestii jego wielkości i ceny. Zdaniem Marcina Drogomireckiego z serwisu Oferty.net, klienci szukają teraz przede wszystkim mieszkań takich, które odpowiadają ich rzeczywistym potrzebom i realnym możliwościom finansowym. Moda na kupowanie mieszkań "na wyrost" minęła.

W takiej sytuacji znów zaobserwować można wzrost zainteresowania mieszkaniami o mniejszych powierzchniach, o mniejszej liczbie pokoi. Z uwagi na najniższe ceny największą popularnością cieszą się mieszkania jedno- i dwupokojowe. Ich wybór jest obecnie duży a rozpiętość średnich cen - biorąc pod uwagę różne miasta - ogromna. Widać to szczególnie na przykładzie Warszawy i bądź co bądź nie tak odległej Łodzi; w stolicy ceny kawalerek są ponad dwukrotnie wyższe.

Znamienny jest także fakt, że wartość dwóch kawalerek w Poznaniu jest niższa od średniej ceny mieszkania 2-pokojowego w Warszawie.

tab

Rynek wtórny sprzedaży mieszkań w Warszawie

Ceny mieszkań w Warszawie są niezmiennie jednymi z najdroższych w Polsce. Droższe pozostają tylko apartamenty w kurortach nad morzem i w górach. Jednak ostatni rok przyniósł nie tylko wyraźny spadek cen (-8,1 proc.) ale też istotne zmiany w strukturze podaży ofert w stolicy. Analiza ofert publikowanych w serwisie Oferty.net wskazuje na zdecydowany wzrost udziału mieszkań, których cena ofertowa nie przekracza 7000 PLN za m kw.. W kwietniu 2008 roku wynosił on 6,3 proc. a w maju br. już 15,6 proc. Jednocześnie zdecydowanie, bo o blisko połowę, zmniejszył się udział ofert w cenie pow. 11 000 PLN; w kwietniu 2008 taką cenę ofertową miała niemal co piąta nowa oferta (18,9 proc.) a w maju br. już tylko jedna na dziesięć (10,8 proc.).

Open Finance

interia.pl

Wartość kredytów na nieruchomości w maju wzrosła o 3,9 mld zł

Wartość udzielonych przez banki kredytów na nieruchomości dla gospodarstw domowych w maju 2009 roku wzrosła o 3.934,9 mln zł w porównaniu z kwietniem tego roku - podał NBP.
W kwietniu wartość udzielonych przez banki kredytów na nieruchomości dla gospodarstw domowych spadła o 7.907,2 mln zł. Wartość kredytów w walutach w maju wzrosła mdm o 2.484,9 mln zł po spadku o 9.037,0 mln zł w kwietniu. Wartość kredytów w złotych w maju wzrosła o 1.450,0 mln zł po wzroście o 1.129,8 mln zł w kwietniu.
             PLN       WALUTY      OGÓŁEM
(w mln zł)
maj 67.760,7 145.818,6 213.579,3
kwiecień 66.310,7 143.333,7 209.644,4
PAP/INTERIA.PL

Wartość kredytów na nieruchomości w maju wzrosła o 3,9 mld zł

Wartość udzielonych przez banki kredytów na nieruchomości dla gospodarstw domowych w maju 2009 roku wzrosła o 3.934,9 mln zł w porównaniu z kwietniem tego roku - podał NBP.
W kwietniu wartość udzielonych przez banki kredytów na nieruchomości dla gospodarstw domowych spadła o 7.907,2 mln zł. Wartość kredytów w walutach w maju wzrosła mdm o 2.484,9 mln zł po spadku o 9.037,0 mln zł w kwietniu. Wartość kredytów w złotych w maju wzrosła o 1.450,0 mln zł po wzroście o 1.129,8 mln zł w kwietniu.
             PLN       WALUTY      OGÓŁEM
(w mln zł)
maj 67.760,7 145.818,6 213.579,3
kwiecień 66.310,7 143.333,7 209.644,4
PAP/INTERIA.PL

Energetyka: Podwyżki muszą być!

Podwyżki muszą być negocjowane przez zarządy spółek i załogi, ale nie ma zgody resortu skarbu na proste, ogólne podwyżki, jakie są proponowane w Enei - powiedział minister skarbu Aleksander Grad.
W poniedziałek związkowcy Enei przeprowadzili dwugodzinny strajk ostrzegawczy, domagając się m.in. podwyżek płac. "Myślę, że wszystkim jest znane stanowisko Ministerstwa Skarbu Państwa, jeśli chodzi o podwyżki. Uważamy, że w obecnej sytuacji, która wiąże się z kryzysem światowym, spółki powinny bardziej patrzeć na to, jak ograniczać wydatki i zwiększać przychody oraz wyniki finansowe, niż w prosty sposób podnosić koszty" - powiedział podczas briefingu minister.

"To jest oczywiście sprawa każdej ze spółek i musi być negocjowana pomiędzy zarządem spółek a załogą; natomiast z naszej strony (...) nie ma zgody na takie proste ogólne podwyżki, jakie są proponowane w Enei" - dodał.

Związkowcy spółki Enea rozpoczęli w poniedziałek o godz. 7 rano dwugodzinny strajk ostrzegawczy, podczas którego pracownicy mieli powstrzymywać się od usuwania awarii poza sytuacjami nagłymi, takimi jak pożar. Protest objął województwa: wielkopolskie, zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie i lubuskie. Według przewodniczącego komisji międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Piotra Adamskiego, strajkowało ponad 3 tys. pracowników energetycznej spółki.

Adamski poinformował, że strajk miał związek z nieprzestrzeganiem przez spółkę Enea Operator podstawowych zasad prawa pracy; chodzi m.in. o brak corocznych podwyżek i przedłużanie umów na czas określony. Jeżeli protest nie przyniesie żadnego skutku, związkowcy zamierzają zorganizować strajk generalny - dodał.

Minister Grad zauważył również, że związki zawodowe Enei nie zgadzają się na prywatyzację spółki, mimo że w ubiegłym roku domagały się pisemnego zobowiązania do jej przeprowadzenia wraz z terminem.

Z uwagi na to, że nie wiedzieliśmy, jak się sytuacja rozwinie na rynkach finansowych, takiego oświadczenia nie chcieliśmy wydać. Ostatecznie (...) zobowiązałem się do tego, że spółka zostanie sprywatyzowana i że akcje, które będą w posiadaniu pracowników, będą mogły być sprzedawane na tych samych zasadach, na jakich będzie je sprzedawał Skarb Państwa, a dzisiaj słyszę, że związki zawodowe nie zgadzają się na prywatyzację - wyjaśnił minister.

Do końca tego roku Ministerstwo Skarbu Państwa planuje przeprowadzić drugi etap prywatyzacji spółki. W ramach ubiegłorocznej oferty publicznej inwestorzy objęli pakiet akcji, stanowiący ok. 23,5 proc. kapitału zakładowego; obecnie Skarb Państwa posiada 76,5 proc. akcji Enei.

Zarząd spółki Enea jest w trakcie sporu zbiorowego ze związkowcami. Według rzeczniczki poznańskiej firmy Ewy Katulskiej, zarząd jest gotowy do dalszych rozmów ze związkowcami. "Ostatnie rozmowy i spotkania nie przyniosły rezultatów, stąd dzisiejsza akcja protestacyjna, która jest kolejnym etapem sporu. Zarząd jest otwarty na dialog i chce rozmawiać, a obu stronom zależy na dojściu do porozumienia i zakończeniu sporu" - powiedziała.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP


Energetyka: Podwyżki muszą być!

Podwyżki muszą być negocjowane przez zarządy spółek i załogi, ale nie ma zgody resortu skarbu na proste, ogólne podwyżki, jakie są proponowane w Enei - powiedział minister skarbu Aleksander Grad.
W poniedziałek związkowcy Enei przeprowadzili dwugodzinny strajk ostrzegawczy, domagając się m.in. podwyżek płac. "Myślę, że wszystkim jest znane stanowisko Ministerstwa Skarbu Państwa, jeśli chodzi o podwyżki. Uważamy, że w obecnej sytuacji, która wiąże się z kryzysem światowym, spółki powinny bardziej patrzeć na to, jak ograniczać wydatki i zwiększać przychody oraz wyniki finansowe, niż w prosty sposób podnosić koszty" - powiedział podczas briefingu minister.

"To jest oczywiście sprawa każdej ze spółek i musi być negocjowana pomiędzy zarządem spółek a załogą; natomiast z naszej strony (...) nie ma zgody na takie proste ogólne podwyżki, jakie są proponowane w Enei" - dodał.

Związkowcy spółki Enea rozpoczęli w poniedziałek o godz. 7 rano dwugodzinny strajk ostrzegawczy, podczas którego pracownicy mieli powstrzymywać się od usuwania awarii poza sytuacjami nagłymi, takimi jak pożar. Protest objął województwa: wielkopolskie, zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie i lubuskie. Według przewodniczącego komisji międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Piotra Adamskiego, strajkowało ponad 3 tys. pracowników energetycznej spółki.

Adamski poinformował, że strajk miał związek z nieprzestrzeganiem przez spółkę Enea Operator podstawowych zasad prawa pracy; chodzi m.in. o brak corocznych podwyżek i przedłużanie umów na czas określony. Jeżeli protest nie przyniesie żadnego skutku, związkowcy zamierzają zorganizować strajk generalny - dodał.

Minister Grad zauważył również, że związki zawodowe Enei nie zgadzają się na prywatyzację spółki, mimo że w ubiegłym roku domagały się pisemnego zobowiązania do jej przeprowadzenia wraz z terminem.

Z uwagi na to, że nie wiedzieliśmy, jak się sytuacja rozwinie na rynkach finansowych, takiego oświadczenia nie chcieliśmy wydać. Ostatecznie (...) zobowiązałem się do tego, że spółka zostanie sprywatyzowana i że akcje, które będą w posiadaniu pracowników, będą mogły być sprzedawane na tych samych zasadach, na jakich będzie je sprzedawał Skarb Państwa, a dzisiaj słyszę, że związki zawodowe nie zgadzają się na prywatyzację - wyjaśnił minister.

Do końca tego roku Ministerstwo Skarbu Państwa planuje przeprowadzić drugi etap prywatyzacji spółki. W ramach ubiegłorocznej oferty publicznej inwestorzy objęli pakiet akcji, stanowiący ok. 23,5 proc. kapitału zakładowego; obecnie Skarb Państwa posiada 76,5 proc. akcji Enei.

Zarząd spółki Enea jest w trakcie sporu zbiorowego ze związkowcami. Według rzeczniczki poznańskiej firmy Ewy Katulskiej, zarząd jest gotowy do dalszych rozmów ze związkowcami. "Ostatnie rozmowy i spotkania nie przyniosły rezultatów, stąd dzisiejsza akcja protestacyjna, która jest kolejnym etapem sporu. Zarząd jest otwarty na dialog i chce rozmawiać, a obu stronom zależy na dojściu do porozumienia i zakończeniu sporu" - powiedziała.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP


UE:Żółta czy czerwona kartka dla Polski?

Do 2012 roku Polska musi zmniejszyć deficyt finansów publicznych do wymaganego w Traktacie z Maastricht poziomu 3 proc. PKB - uznała w środę Komisja Europejska (KE), formalnie otwierając wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu.

Decyzja KE wynika z faktu, że deficyt finansów publicznych Polski wyniósł 3,9 proc. PKB w 2008 roku, czyli powyżej dopuszczonej wartości referencyjnej 3 proc. Według majowych prognoz gospodarczych KE, tegoroczny deficyt w Polsce ma wzrosnąć do 6,6 proc. PKB, a przyszłoroczny przekroczy 7 proc. Oznacza to, że nie jest tymczasowy.

"Jeśli nie będzie środków korygujących, sytuacja poważnie się pogorszy" - przestrzegł unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin

"Gdyby prognozy wzrostu były takie, jak zakładał polski rząd, to termin na poprawę byłby krótszy. Ale dostałem informacje od polskiego ministra finansów Jacka Rostowskiego, że deficyt będzie raczej zgodny z naszymi prognozami, a nie takimi, jak mówił rząd, czyli 4,6 proc.; zaś wzrost będzie bliski zera. Biorąc pod uwagę nasze prognozy a także ponowną ocenę sytuacji przez polski rząd, uważamy, że odpowiedni termin to 2012 rok" - oświadczył komisarz.

Otwierając procedurę nadmiernego deficytu przeciwko Polsce, Komisja Europejska (KE) zaleciła poprawę kontroli wykonania budżetu. Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wskazał, że polski rząd był zaskoczony zeszłorocznym deficytem finansów publicznych w wysokości 3,9 proc. PKB.

"Ostatnie doświadczenia pokazują nam, że kontrola budżetowa w Polsce musi być poprawiona. Fakt, że rząd nie był świadom, że na koniec zeszłego roku deficyt wyniósł 3,9 proc. pokazuje, że mechanizmy kontroli budżetowej nie funkcjonują sprawnie. Potrzebna jest poprawa" - powiedział Almunia.

Jego zdaniem, problemem jest stosowanie w Polsce metody kasowej przy obliczaniu deficytu, podczas gdy unijny standard to metoda memoriałowa, uwzględniająca zobowiązania do wydatków, które faktycznie nie zostały jeszcze poniesione.

"Cały nasz nadzór, metody księgowe, prognozy są oparte na (...) zasadach obliczania deficytu metodą memoriałową.(...), zaś Polska przywiązywała uwagę do liczb kasowych (...). Minister (finansów Jacek Rostowski) dowiedział się o tej różnicy w dniu, kiedy GUS powiadomił Eurostat, że deficyt wyniósł 3,9 proc. Spotkałem go i spytałem:

Jacek, co się dzieje? A on powiedział: muszę sprawdzić, to bardzo dziwne" - relacjonował dziennikarzom Almunia.

Przypomnijmy iż

Wydając w tym roku podobne decyzje, KE była łagodna wobec krajów członkowskich, które wraz z pogłębiającą się recesją zwiększyły swoje deficyty: dała czas Francji i Hiszpanii aż do 2012 r., a Irlandii do 2013 r., na zrównoważenie finansów publicznych. Niewykluczone jednak, że nakaże zrobić to Polsce do końca 2011 r., co byłoby zgodne z polskimi planami, zakładającymi wejście do strefy euro od 2012 r. Taką datę - do końca 2011 r. - podaje też Reuters, powołując się na dokument KE.

Zapowiadając tę decyzję w maju Komisja Europejska podkreśliła, że "przekroczenie dopuszczalnego pułapu wynika głównie z faktu, że niedawne dobre czasy zostały tylko w pewnym stopniu wykorzystane przez Polskę do konsolidacji finansów publicznych i reform po stronie wydatków, zwłaszcza w dziedzinie opieki społecznej" - głosi dokument KE.

Kto pokpił sprawę?

Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wcześniej ubolewał, że rząd nie wykorzystał wzrostu PKB o 4,8 proc. do reform strukturalnych. Uspokajał jednak, że procedura, którą Polska była już objęta w latach 2004-2008, nie jest żadną karą, tylko ma pomóc wydobyć się z kryzysu.

KE przedstawi swoją tzw. rekomendację w tej sprawie unijnej Radzie Ekofin (ministrom finansów "27"). Wtedy Rada zdecyduje kwalifikowaną większością głosów o jej przyjęciu. Nadmierny deficyt nie jest sam w sobie przeszkodą w wejściu do systemu stabilizacji kursu ERM2, który jest dwuletnim "przedsionkiem" przed wstąpieniem do strefy euro. Co innego przyjęcie nowego kraju do strefy euro - tutaj KE, podobnie jak Europejski Bank Centralny i kraje członkowskie wykluczają poluzowanie kryteriów, wśród których jest obowiązek obniżenia deficytu poniżej 3 proc.

W kryzysie wszystkie kraje są skonfrontowane ze spadkiem wzrostu gospodarczego i dochodów do budżetu i jednocześnie prawie wszystkie podnoszą wydatki na pobudzenie gospodarcze - stąd nadmierne deficyty budżetowe.

Poza Polską, procedura nadmiernego deficytu ma być także otwarta wobec Malty, Rumunii i Litwy.

KE wszczęła już w lutym taką samą procedurę wobec czterech krajów: Francji, Hiszpanii, Irlandii i Grecji. Wcześniej otwarte procedury miały już Wielka Brytania i Węgry (które w środę dostaną nowy termin na zejście do 3 proc.).

W zeszłym tygodniu Almunia zapowiedział na jesień otwarcie procedury nadmiernego deficytu wobec kolejnych dziewięciu krajów.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP


UE:Żółta czy czerwona kartka dla Polski?

Do 2012 roku Polska musi zmniejszyć deficyt finansów publicznych do wymaganego w Traktacie z Maastricht poziomu 3 proc. PKB - uznała w środę Komisja Europejska (KE), formalnie otwierając wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu.

Decyzja KE wynika z faktu, że deficyt finansów publicznych Polski wyniósł 3,9 proc. PKB w 2008 roku, czyli powyżej dopuszczonej wartości referencyjnej 3 proc. Według majowych prognoz gospodarczych KE, tegoroczny deficyt w Polsce ma wzrosnąć do 6,6 proc. PKB, a przyszłoroczny przekroczy 7 proc. Oznacza to, że nie jest tymczasowy.

"Jeśli nie będzie środków korygujących, sytuacja poważnie się pogorszy" - przestrzegł unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin

"Gdyby prognozy wzrostu były takie, jak zakładał polski rząd, to termin na poprawę byłby krótszy. Ale dostałem informacje od polskiego ministra finansów Jacka Rostowskiego, że deficyt będzie raczej zgodny z naszymi prognozami, a nie takimi, jak mówił rząd, czyli 4,6 proc.; zaś wzrost będzie bliski zera. Biorąc pod uwagę nasze prognozy a także ponowną ocenę sytuacji przez polski rząd, uważamy, że odpowiedni termin to 2012 rok" - oświadczył komisarz.

Otwierając procedurę nadmiernego deficytu przeciwko Polsce, Komisja Europejska (KE) zaleciła poprawę kontroli wykonania budżetu. Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wskazał, że polski rząd był zaskoczony zeszłorocznym deficytem finansów publicznych w wysokości 3,9 proc. PKB.

"Ostatnie doświadczenia pokazują nam, że kontrola budżetowa w Polsce musi być poprawiona. Fakt, że rząd nie był świadom, że na koniec zeszłego roku deficyt wyniósł 3,9 proc. pokazuje, że mechanizmy kontroli budżetowej nie funkcjonują sprawnie. Potrzebna jest poprawa" - powiedział Almunia.

Jego zdaniem, problemem jest stosowanie w Polsce metody kasowej przy obliczaniu deficytu, podczas gdy unijny standard to metoda memoriałowa, uwzględniająca zobowiązania do wydatków, które faktycznie nie zostały jeszcze poniesione.

"Cały nasz nadzór, metody księgowe, prognozy są oparte na (...) zasadach obliczania deficytu metodą memoriałową.(...), zaś Polska przywiązywała uwagę do liczb kasowych (...). Minister (finansów Jacek Rostowski) dowiedział się o tej różnicy w dniu, kiedy GUS powiadomił Eurostat, że deficyt wyniósł 3,9 proc. Spotkałem go i spytałem:

Jacek, co się dzieje? A on powiedział: muszę sprawdzić, to bardzo dziwne" - relacjonował dziennikarzom Almunia.

Przypomnijmy iż

Wydając w tym roku podobne decyzje, KE była łagodna wobec krajów członkowskich, które wraz z pogłębiającą się recesją zwiększyły swoje deficyty: dała czas Francji i Hiszpanii aż do 2012 r., a Irlandii do 2013 r., na zrównoważenie finansów publicznych. Niewykluczone jednak, że nakaże zrobić to Polsce do końca 2011 r., co byłoby zgodne z polskimi planami, zakładającymi wejście do strefy euro od 2012 r. Taką datę - do końca 2011 r. - podaje też Reuters, powołując się na dokument KE.

Zapowiadając tę decyzję w maju Komisja Europejska podkreśliła, że "przekroczenie dopuszczalnego pułapu wynika głównie z faktu, że niedawne dobre czasy zostały tylko w pewnym stopniu wykorzystane przez Polskę do konsolidacji finansów publicznych i reform po stronie wydatków, zwłaszcza w dziedzinie opieki społecznej" - głosi dokument KE.

Kto pokpił sprawę?

Unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Joaquin Almunia wcześniej ubolewał, że rząd nie wykorzystał wzrostu PKB o 4,8 proc. do reform strukturalnych. Uspokajał jednak, że procedura, którą Polska była już objęta w latach 2004-2008, nie jest żadną karą, tylko ma pomóc wydobyć się z kryzysu.

KE przedstawi swoją tzw. rekomendację w tej sprawie unijnej Radzie Ekofin (ministrom finansów "27"). Wtedy Rada zdecyduje kwalifikowaną większością głosów o jej przyjęciu. Nadmierny deficyt nie jest sam w sobie przeszkodą w wejściu do systemu stabilizacji kursu ERM2, który jest dwuletnim "przedsionkiem" przed wstąpieniem do strefy euro. Co innego przyjęcie nowego kraju do strefy euro - tutaj KE, podobnie jak Europejski Bank Centralny i kraje członkowskie wykluczają poluzowanie kryteriów, wśród których jest obowiązek obniżenia deficytu poniżej 3 proc.

W kryzysie wszystkie kraje są skonfrontowane ze spadkiem wzrostu gospodarczego i dochodów do budżetu i jednocześnie prawie wszystkie podnoszą wydatki na pobudzenie gospodarcze - stąd nadmierne deficyty budżetowe.

Poza Polską, procedura nadmiernego deficytu ma być także otwarta wobec Malty, Rumunii i Litwy.

KE wszczęła już w lutym taką samą procedurę wobec czterech krajów: Francji, Hiszpanii, Irlandii i Grecji. Wcześniej otwarte procedury miały już Wielka Brytania i Węgry (które w środę dostaną nowy termin na zejście do 3 proc.).

W zeszłym tygodniu Almunia zapowiedział na jesień otwarcie procedury nadmiernego deficytu wobec kolejnych dziewięciu krajów.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP


Rura zagrodzi Świnoujście

Gaz z Kataru może nigdy nie dotrzeć do Polski. Rosyjsko-niemieckie konsorcjum zaprojektowało Gazociąg Północny tak, że zablokuje drogę do gazoportu w Świnoujściu - donosi "Gazeta Wyborcza".
W przyszły poniedziałek Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podpisze w Katarze kontrakt na import skroplonego gazu - ogłosiło w poniedziałek Ministerstwo Skarbu. Surowiec z Kataru przez 20 lat będzie dostarczany do gazoportu, który do 2014 r. ma być zbudowany w Świnoujściu.
Rosyjsko-niemieckie konsorcjum postanowiło swoją rurę ułożyć w poprzek toru wodnego do portów w Szczecinie i Świnoujściu, bezpośrednio na dnie. Tor wodny ma głębokość 14,3 m, a średnica rury wynosi 1,4 m. Po ułożeniu rury na dnie głębokość toru skurczy się do 12,9 m. - wylicza "Gazeta Wyborcza".

14,3 m to wymagana głębokość toru dla bezpiecznej żeglugi gazowców Q-Flex o zanurzeniu 12,5 m przy pełnym załadunku - poinformowała nas Ewa Wieczorek, rzecznik Urzędu Morskiego w Szczecinie.

Więcej w "Gazecie Wyborczej"
(24.06.2009, godz. 07:17)
wp.pl

Rura zagrodzi Świnoujście

Gaz z Kataru może nigdy nie dotrzeć do Polski. Rosyjsko-niemieckie konsorcjum zaprojektowało Gazociąg Północny tak, że zablokuje drogę do gazoportu w Świnoujściu - donosi "Gazeta Wyborcza".
W przyszły poniedziałek Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podpisze w Katarze kontrakt na import skroplonego gazu - ogłosiło w poniedziałek Ministerstwo Skarbu. Surowiec z Kataru przez 20 lat będzie dostarczany do gazoportu, który do 2014 r. ma być zbudowany w Świnoujściu.
Rosyjsko-niemieckie konsorcjum postanowiło swoją rurę ułożyć w poprzek toru wodnego do portów w Szczecinie i Świnoujściu, bezpośrednio na dnie. Tor wodny ma głębokość 14,3 m, a średnica rury wynosi 1,4 m. Po ułożeniu rury na dnie głębokość toru skurczy się do 12,9 m. - wylicza "Gazeta Wyborcza".

14,3 m to wymagana głębokość toru dla bezpiecznej żeglugi gazowców Q-Flex o zanurzeniu 12,5 m przy pełnym załadunku - poinformowała nas Ewa Wieczorek, rzecznik Urzędu Morskiego w Szczecinie.

Więcej w "Gazecie Wyborczej"
(24.06.2009, godz. 07:17)
wp.pl

Przed wakacjami lepiej pozbyć się akcji z portfela

Od dawna oczekiwana korekta kilkumiesięcznych wzrostów może zepchnąć WIG20 w okolice 1600 pkt. Na urlop więc lepiej wybrać się z gotówką niż akcjami w portfelu.
Po gwałtownych poniedziałkowych spadkach skala wyprzedaży na GPW straciła na sile. Na wczorajszej sesji sprzedaż akcji do popołudnia utrzymywała WIG20 na niewielkim minusie. Indeks zakończył notowania spadkiem o 0,3 proc. Dzień wcześniej wyprzedaż ściągnęła go w dół o ponad 6 proc. Był to największy spadek w Europie.

Po wczorajszym raporcie Banku Światowego inwestorzy uświadomili sobie, że scenariusz, w którym następuje szybkie i ostre odbicie gospodarcze się nie zmaterializuje - powiedział agencji Bloomberg Michael Ganske, szef działu analiz rynków rozwijających się w londyńskim Commerzbanku.

Bank Światowy podwyższył swoje prognozy dla recesji i szacuje, że PKB Europy Środkowej i Wschodniej spadnie w 2009 roku o 1,6 proc., a spadek PKB globalnej gospodarki wyniesie 2,9 proc. Fatalny początek wakacji stwarza duże ryzyko dalszych, głębszych zniżek na rynkach akcji. Dlatego przed urlopem lepiej pozbyć się akcji z portfela. Sprzedaży sprzyja płynność rynku. Sezon urlopowy i przewidywane pogorszenie koniunktury giełdowej spowodują, że coraz trudniej będzie znaleźć chętnych na akcje.
Nie zostawiałbym akcji w portfelu. Ostatnie sesje traktowałbym jako początek większej korekty, lepiej w niej nie uczestniczyć. W ciągu kilku tygodni WIG20 może zejść poniżej 1800 pkt - mówi Robert Nejman, zarządzający funduszem Gandalf SFIO w MCI TFI.

Możliwe, że na początek głębszej korekty trzeba będzie poczekać do końca czerwca.

W tym czasie spadki nie powinny przybierać na sile, bo zarządzającym będzie zależało na utrzymaniu dobrych wyników. WIG20 może utrzymać się w przedziale 18001900 pkt - mówi Mirosław Saj, analityk BM DnB Nord.

Dodaje jednak, że przez ostatnie miesiące notowania rosły za szybko i za wysoko.

Inwestorzy i giełdy mocno wyprzedzili oczekiwaną poprawę w realnej gospodarce. Po roku spadków należało się odbicie, ale jego skala była o około 1015 proc. za wysoka. Korekta spadkowa może spowodować zejście WIG20 w okolice 1600 pkt. To poziom, na którym indeks może znaleźć równowagę i rozpocząć konsolidację. Inwestorzy powinni zastanowić się nad wykorzystaniem możliwości płynnego wyjścia z akcji - mówi Mirosław Saj.

Również Krzysztof Pado z Beskidzkiego Domu Maklerskiego szacuje, że jeśli WIG20 nie utrzyma się ponad poziomem 1800 pkt, będzie spadał w kierunku silnego wsparcia w okolicy 1650 pkt.

Jeśli inwestorzy będą chcieli zmniejszyć liczbę akcji w portfelu, zastanowiłbym się m.in. nad dalszym utrzymywaniem akcji KGHM, które mocno zyskały dzięki zwyżkom cen miedzi i wysokiej dywidendzie mówi Krzysztof Pado.

Także analityk BM DnB Nord radzi uważać na spółki surowcowe, które dzięki silnym wzrostom cen surowców były znacznie silniejsze niż indeks. WIG20 od dołka w połowie lutego do szczytów notowań w połowie czerwca zyskał 53,8 proc. Kurs KGHM wzrósł w tym czasie o 163,6 proc, Lotosu o 145,9 proc., a PKN o 65,7 proc. W tym okresie miedź na londyńskiej giełdzie zdrożała o 64,4 proc., a ropa 72,8 proc. Jednak surowce od połowy czerwca też zmagają się ze spadkami.

Jeśli zniżki na surowcach się utrzymają, te spółki będą jednymi z najbardziej narażonych na spadki. Bałbym się też banków. Na razie zachowują się stabilnie, ale wyceny niektórych z nich są niewspółmiernie wysokie w stosunku do słabych wyników, jakie pokażą za ten rok mówi Mirosław Saj.



Małgorzata Kwiatkowska
Gazeta Prawna
wp.pl

Przed wakacjami lepiej pozbyć się akcji z portfela

Od dawna oczekiwana korekta kilkumiesięcznych wzrostów może zepchnąć WIG20 w okolice 1600 pkt. Na urlop więc lepiej wybrać się z gotówką niż akcjami w portfelu.
Po gwałtownych poniedziałkowych spadkach skala wyprzedaży na GPW straciła na sile. Na wczorajszej sesji sprzedaż akcji do popołudnia utrzymywała WIG20 na niewielkim minusie. Indeks zakończył notowania spadkiem o 0,3 proc. Dzień wcześniej wyprzedaż ściągnęła go w dół o ponad 6 proc. Był to największy spadek w Europie.

Po wczorajszym raporcie Banku Światowego inwestorzy uświadomili sobie, że scenariusz, w którym następuje szybkie i ostre odbicie gospodarcze się nie zmaterializuje - powiedział agencji Bloomberg Michael Ganske, szef działu analiz rynków rozwijających się w londyńskim Commerzbanku.

Bank Światowy podwyższył swoje prognozy dla recesji i szacuje, że PKB Europy Środkowej i Wschodniej spadnie w 2009 roku o 1,6 proc., a spadek PKB globalnej gospodarki wyniesie 2,9 proc. Fatalny początek wakacji stwarza duże ryzyko dalszych, głębszych zniżek na rynkach akcji. Dlatego przed urlopem lepiej pozbyć się akcji z portfela. Sprzedaży sprzyja płynność rynku. Sezon urlopowy i przewidywane pogorszenie koniunktury giełdowej spowodują, że coraz trudniej będzie znaleźć chętnych na akcje.
Nie zostawiałbym akcji w portfelu. Ostatnie sesje traktowałbym jako początek większej korekty, lepiej w niej nie uczestniczyć. W ciągu kilku tygodni WIG20 może zejść poniżej 1800 pkt - mówi Robert Nejman, zarządzający funduszem Gandalf SFIO w MCI TFI.

Możliwe, że na początek głębszej korekty trzeba będzie poczekać do końca czerwca.

W tym czasie spadki nie powinny przybierać na sile, bo zarządzającym będzie zależało na utrzymaniu dobrych wyników. WIG20 może utrzymać się w przedziale 18001900 pkt - mówi Mirosław Saj, analityk BM DnB Nord.

Dodaje jednak, że przez ostatnie miesiące notowania rosły za szybko i za wysoko.

Inwestorzy i giełdy mocno wyprzedzili oczekiwaną poprawę w realnej gospodarce. Po roku spadków należało się odbicie, ale jego skala była o około 1015 proc. za wysoka. Korekta spadkowa może spowodować zejście WIG20 w okolice 1600 pkt. To poziom, na którym indeks może znaleźć równowagę i rozpocząć konsolidację. Inwestorzy powinni zastanowić się nad wykorzystaniem możliwości płynnego wyjścia z akcji - mówi Mirosław Saj.

Również Krzysztof Pado z Beskidzkiego Domu Maklerskiego szacuje, że jeśli WIG20 nie utrzyma się ponad poziomem 1800 pkt, będzie spadał w kierunku silnego wsparcia w okolicy 1650 pkt.

Jeśli inwestorzy będą chcieli zmniejszyć liczbę akcji w portfelu, zastanowiłbym się m.in. nad dalszym utrzymywaniem akcji KGHM, które mocno zyskały dzięki zwyżkom cen miedzi i wysokiej dywidendzie mówi Krzysztof Pado.

Także analityk BM DnB Nord radzi uważać na spółki surowcowe, które dzięki silnym wzrostom cen surowców były znacznie silniejsze niż indeks. WIG20 od dołka w połowie lutego do szczytów notowań w połowie czerwca zyskał 53,8 proc. Kurs KGHM wzrósł w tym czasie o 163,6 proc, Lotosu o 145,9 proc., a PKN o 65,7 proc. W tym okresie miedź na londyńskiej giełdzie zdrożała o 64,4 proc., a ropa 72,8 proc. Jednak surowce od połowy czerwca też zmagają się ze spadkami.

Jeśli zniżki na surowcach się utrzymają, te spółki będą jednymi z najbardziej narażonych na spadki. Bałbym się też banków. Na razie zachowują się stabilnie, ale wyceny niektórych z nich są niewspółmiernie wysokie w stosunku do słabych wyników, jakie pokażą za ten rok mówi Mirosław Saj.



Małgorzata Kwiatkowska
Gazeta Prawna
wp.pl

Podatnicy zapłacą za dziurę w budżecie

To już pewne. Deficyt w tym roku będzie wyższy niż planowano. I to aż o 9 mld zł. Czarne scenariusze mówią jednak, że dziura w kasie państwa będzie znacznie większa. A dla nas może się to skończyć podwyżką podatków, choć minister finansów zapewnia, że jeszcze nie w tym roku.
Tegoroczny deficyt wyniesie 27 mld zł, będzie więc o 9 mld zł wyższy niż planowany - zapowiedział wczoraj na konferencji po posiedzeniu rządu minister finansów Jacek Rostowski. W rzeczywistości braki budżetowe mogą być znacznie większe. Radio Zet podało, że na poniedziałkowym spotkaniu Rostowskiego z premierem Tuskiem minister finansów miał przyznać, że w tym roku w kasie państwa może zabraknąć ponad 50 miliardów złotych!
Czarne scenariusze zakładają, że tegoroczny deficyt może osiągnąć poziom tzw. dziury Bauca, czyli ponad 54 mld zł - mówi Gwiazdowski dla portalu dziennik.pl. Ekonomiści nie są zdziwieni zwiększeniem deficytu budżetowego. Prof. Witold Orłowski, twierdzi, że nie będzie ono odczuwalne dla przeciętnego Polaka. Jego zdaniem stanie się tak, jeśli rządowi uda się go szybko znaleźć środki na sfinansowanie deficytu. Również ekonomista Piotr Kalisz uważa, że propozycja zwiększenia deficytu o 9 miliardów jest neutralna dla gospodarki. Czy naprawdę?

Minister gospodarki Waldemar Pawlak uważa, że zwiększenie deficytu budżetowego to słuszna decyzja. W Sygnałach Dnia w Programie Pierwszym Polskiego Radia powiedział, że będzie to znacznie korzystniejsze dla polskiej gospodarki niż drastyczne ograniczanie wydatków. Polityk dodał, że jeśli deficyt uda się sfinansować na rynkach międzynarodowych, to krajowy rynek praktycznie tego nie odczuje.

Przypomnijmy: rząd chce zwiększyć deficyt do poziomu 27 miliardów złotych, czyli o 9 miliardów więcej, niż pierwotnie przewidywała ustawa budżetowa. Mniejsze o 37 miliardów dochody zostaną zbilansowane dodatkowymi wpływami z dywidend od spółek skarbu państwa na kwotę 5,3 miliarda i oszczędnościami - poczynionymi od początku roku na kwotę 19,7 miliarda złotych oraz dodatkowymi 3 miliardami obecnie.

Pytanie, czy decyzja o podniesieniu deficytu nie zapadła zbyt późno. Tu opinie są różne. Orłowski twierdzi, że nie. Natomiast Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska, ma inne zdanie. Według niego rząd powinien podjąć decyzję o deficycie znacznie wcześniej - czytamy w dziennik.pl. Jakub Borowski z Invest Banku, również tak, podkreśla jednak, że zwiększenie deficytu jest zgodne z oczekiwaniami rynkowymi, o czym świadczy brak reakcji rynków - kursu złotego, rentowności obligacji - na zapowiedzi ministra finansów.

Co czeka podatników?

Minister finansów uspokaja. W tym roku nie przewidujemy wzrostu podatków, ale jest jasne, że w sytuacji, w której mamy do czynienia z tak poważnym kryzysem, będziemy musieli na 2010 i 2011 zakreślić "ścieżkę poprawy" finansów publicznych - mówił szef resortu finansów po posiedzeniu rządu.

Wielu ekonomistów nie ma jednak wątpliwości: bez podwyżki podatków się nie obędzie. Podatki pójdą w górę - uważa Jakub Borowski.
Ten dług będziemy spłacać przez co najmniej 13 lat. W formie podniesionych podatków - twierdzi Gwiazdowski.

O przewidywanych zmianach w podatkach Rostowski miał już zresztą rozmawiać z premierem. Radio Zet podało, że w grę miałoby wchodzić przywrócenie trzeciej stawki PIT dla najbogatszych, w wysokości 40 procent. Kolejny krok to ewentualne podniesienie składki rentowej. Chodzi o 3-procentowy wzrost, rozłożony następująco: o 1 procent wzrośnie składka płacona przez pracownika, o 2 procent część odprowadzana przez pracodawcę. Zakłada się, że składka będzie stopniowo od 2011 roku spadać o jeden procent, aby wrócić do wysokości obowiązującej obecnie w 2014. W trakcie spotkania padła także propozycja podniesienia stawek VAT i akcyzy - utrzymuje Radio Zet.

Ze względu na stan budżetu rząd może przyjąć wszystkie te pomysły - twierdzi informator radia z kręgów rządowych.
wp.pl

Podatnicy zapłacą za dziurę w budżecie

To już pewne. Deficyt w tym roku będzie wyższy niż planowano. I to aż o 9 mld zł. Czarne scenariusze mówią jednak, że dziura w kasie państwa będzie znacznie większa. A dla nas może się to skończyć podwyżką podatków, choć minister finansów zapewnia, że jeszcze nie w tym roku.
Tegoroczny deficyt wyniesie 27 mld zł, będzie więc o 9 mld zł wyższy niż planowany - zapowiedział wczoraj na konferencji po posiedzeniu rządu minister finansów Jacek Rostowski. W rzeczywistości braki budżetowe mogą być znacznie większe. Radio Zet podało, że na poniedziałkowym spotkaniu Rostowskiego z premierem Tuskiem minister finansów miał przyznać, że w tym roku w kasie państwa może zabraknąć ponad 50 miliardów złotych!
Czarne scenariusze zakładają, że tegoroczny deficyt może osiągnąć poziom tzw. dziury Bauca, czyli ponad 54 mld zł - mówi Gwiazdowski dla portalu dziennik.pl. Ekonomiści nie są zdziwieni zwiększeniem deficytu budżetowego. Prof. Witold Orłowski, twierdzi, że nie będzie ono odczuwalne dla przeciętnego Polaka. Jego zdaniem stanie się tak, jeśli rządowi uda się go szybko znaleźć środki na sfinansowanie deficytu. Również ekonomista Piotr Kalisz uważa, że propozycja zwiększenia deficytu o 9 miliardów jest neutralna dla gospodarki. Czy naprawdę?

Minister gospodarki Waldemar Pawlak uważa, że zwiększenie deficytu budżetowego to słuszna decyzja. W Sygnałach Dnia w Programie Pierwszym Polskiego Radia powiedział, że będzie to znacznie korzystniejsze dla polskiej gospodarki niż drastyczne ograniczanie wydatków. Polityk dodał, że jeśli deficyt uda się sfinansować na rynkach międzynarodowych, to krajowy rynek praktycznie tego nie odczuje.

Przypomnijmy: rząd chce zwiększyć deficyt do poziomu 27 miliardów złotych, czyli o 9 miliardów więcej, niż pierwotnie przewidywała ustawa budżetowa. Mniejsze o 37 miliardów dochody zostaną zbilansowane dodatkowymi wpływami z dywidend od spółek skarbu państwa na kwotę 5,3 miliarda i oszczędnościami - poczynionymi od początku roku na kwotę 19,7 miliarda złotych oraz dodatkowymi 3 miliardami obecnie.

Pytanie, czy decyzja o podniesieniu deficytu nie zapadła zbyt późno. Tu opinie są różne. Orłowski twierdzi, że nie. Natomiast Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska, ma inne zdanie. Według niego rząd powinien podjąć decyzję o deficycie znacznie wcześniej - czytamy w dziennik.pl. Jakub Borowski z Invest Banku, również tak, podkreśla jednak, że zwiększenie deficytu jest zgodne z oczekiwaniami rynkowymi, o czym świadczy brak reakcji rynków - kursu złotego, rentowności obligacji - na zapowiedzi ministra finansów.

Co czeka podatników?

Minister finansów uspokaja. W tym roku nie przewidujemy wzrostu podatków, ale jest jasne, że w sytuacji, w której mamy do czynienia z tak poważnym kryzysem, będziemy musieli na 2010 i 2011 zakreślić "ścieżkę poprawy" finansów publicznych - mówił szef resortu finansów po posiedzeniu rządu.

Wielu ekonomistów nie ma jednak wątpliwości: bez podwyżki podatków się nie obędzie. Podatki pójdą w górę - uważa Jakub Borowski.
Ten dług będziemy spłacać przez co najmniej 13 lat. W formie podniesionych podatków - twierdzi Gwiazdowski.

O przewidywanych zmianach w podatkach Rostowski miał już zresztą rozmawiać z premierem. Radio Zet podało, że w grę miałoby wchodzić przywrócenie trzeciej stawki PIT dla najbogatszych, w wysokości 40 procent. Kolejny krok to ewentualne podniesienie składki rentowej. Chodzi o 3-procentowy wzrost, rozłożony następująco: o 1 procent wzrośnie składka płacona przez pracownika, o 2 procent część odprowadzana przez pracodawcę. Zakłada się, że składka będzie stopniowo od 2011 roku spadać o jeden procent, aby wrócić do wysokości obowiązującej obecnie w 2014. W trakcie spotkania padła także propozycja podniesienia stawek VAT i akcyzy - utrzymuje Radio Zet.

Ze względu na stan budżetu rząd może przyjąć wszystkie te pomysły - twierdzi informator radia z kręgów rządowych.
wp.pl

Koszt budowy domu spadł o 6 proc.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy koszt budowy 150-metrowego domu spadł o 6 proc. W porównaniu z jesienią ubiegłego roku ten spadek wynosi 30 proc.
Dzisiaj na budowę 150-metrowego domu w tzw. stanie deweloperskim trzeba wydać ponad 317 tys. zł – o prawie 135 tys. zł mniej niż w październiku 2008 roku.
Ceny materiałów budowlanych i robocizny wróciły do poziomu z roku 2006. Producenci nie będą już jednak skłonni do dalszych obniżek cen, bo mają tylko minimalne zyski - mówi Lechosław Nykiel z Katedry Inwestycji i Nieruchomości Uniwersytetu Łódzkiego.
Rzeczywiście są bardzo niewielkie możliwości dalszego spadku cen. Wielu producentom materiałów budowlanych groziłoby to bankructwem - dodaje Witold Werner z Instytutu Rozwoju Miast.

Według ekspertów czeka nas więc okres stabilnych cen w budownictwie jednorodzinnym. Już ostatnie trzy miesiące przyniosły tylko niewielkie zmiany. Na pewno nie ma już sytuacji, w której każda nowa dostawa towaru do składu budowlanego jest tańsza.

W ostatnim czasie staniały jeszcze nieco materiały ścienne, styropian, tynki oraz stolarka okienna. Z drugiej strony niektóre materiały budowlane w ostatnim czasie zdrożały. Więcej trzeba zapłacić za drewno na więźbę dachową (750–850 zł za m3), za dachówki cementowe (26–28 zł/szt.), glazurę i instalację wodno-kanalizacyjną.

Ceny w budownictwie spadają, ale coraz wolniej. Jest to spowodowane przede wszystkim mniejszym popytem na materiały i usługi budowlane - mówi Grzegorz Marciniak z firmy Bud-Ma.

Roman Grzyb

Jakie materiały budowlane najbardziej potaniały ? Co powoduje, że pogorszenie sytuacji w budownictwie powoli zaczynają odczuwać firmy wykończeniowe ?

Gazeta Prawna
wp.pl

Koszt budowy domu spadł o 6 proc.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy koszt budowy 150-metrowego domu spadł o 6 proc. W porównaniu z jesienią ubiegłego roku ten spadek wynosi 30 proc.
Dzisiaj na budowę 150-metrowego domu w tzw. stanie deweloperskim trzeba wydać ponad 317 tys. zł – o prawie 135 tys. zł mniej niż w październiku 2008 roku.
Ceny materiałów budowlanych i robocizny wróciły do poziomu z roku 2006. Producenci nie będą już jednak skłonni do dalszych obniżek cen, bo mają tylko minimalne zyski - mówi Lechosław Nykiel z Katedry Inwestycji i Nieruchomości Uniwersytetu Łódzkiego.
Rzeczywiście są bardzo niewielkie możliwości dalszego spadku cen. Wielu producentom materiałów budowlanych groziłoby to bankructwem - dodaje Witold Werner z Instytutu Rozwoju Miast.

Według ekspertów czeka nas więc okres stabilnych cen w budownictwie jednorodzinnym. Już ostatnie trzy miesiące przyniosły tylko niewielkie zmiany. Na pewno nie ma już sytuacji, w której każda nowa dostawa towaru do składu budowlanego jest tańsza.

W ostatnim czasie staniały jeszcze nieco materiały ścienne, styropian, tynki oraz stolarka okienna. Z drugiej strony niektóre materiały budowlane w ostatnim czasie zdrożały. Więcej trzeba zapłacić za drewno na więźbę dachową (750–850 zł za m3), za dachówki cementowe (26–28 zł/szt.), glazurę i instalację wodno-kanalizacyjną.

Ceny w budownictwie spadają, ale coraz wolniej. Jest to spowodowane przede wszystkim mniejszym popytem na materiały i usługi budowlane - mówi Grzegorz Marciniak z firmy Bud-Ma.

Roman Grzyb

Jakie materiały budowlane najbardziej potaniały ? Co powoduje, że pogorszenie sytuacji w budownictwie powoli zaczynają odczuwać firmy wykończeniowe ?

Gazeta Prawna
wp.pl

Mocniejszy od prognoz wzrost indeksu PMI w przemyśle eurolandu

Wstępny indeks PMI, określający koniunkturę w sektorze przemysłowym strefy euro, przygotowywany przez NTC Research na zlecenie Reutera, wyniósł w czerwcu 2009 roku 42,4 pkt wobec 40,7 pkt w maju - podano we wtorek we wstępnych wyliczeniach.
Analitycy szacowali, że indeks wyniesie 42,1 pkt. Wartość wskaźnika PMI powyżej 50 punktów oznacza ożywienie w sektorze.

Indeks PMI (Purchasing Managers' Index) powstaje na podstawie badania przeprowadzonego wśród około 3.000 firm z sektora przemysłowego. Dane pochodzą z Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Austrii, Grecji i Holandii.
onet.pl

Mocniejszy od prognoz wzrost indeksu PMI w przemyśle eurolandu

Wstępny indeks PMI, określający koniunkturę w sektorze przemysłowym strefy euro, przygotowywany przez NTC Research na zlecenie Reutera, wyniósł w czerwcu 2009 roku 42,4 pkt wobec 40,7 pkt w maju - podano we wtorek we wstępnych wyliczeniach.
Analitycy szacowali, że indeks wyniesie 42,1 pkt. Wartość wskaźnika PMI powyżej 50 punktów oznacza ożywienie w sektorze.

Indeks PMI (Purchasing Managers' Index) powstaje na podstawie badania przeprowadzonego wśród około 3.000 firm z sektora przemysłowego. Dane pochodzą z Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Austrii, Grecji i Holandii.
onet.pl

Wrocławski student w poszukiwaniu własnego lokum

Marzeniem większości Polaków jest posiadanie własnego mieszkania. Część z nas może liczyć na wsparcie ze strony rodziny, ale i tak często nie pokrywa ono w całości kwoty, jaką trzeba przeznaczyć na zakup mieszkania. W wielu przypadkach trzeba więc zdecydować się na odważny krok w postaci kredytu hipotecznego. Pojawia się też pytanie: czy lepiej teraz zdecydować się na kupno mieszkania czy może jeszcze wstrzymać się w nadziei, że ceny mieszkań spadną. Dylemat ten dotyczy jednak głównie osób posiadających stałą pracę. A jak z zaspokajaniem potrzeb mieszkaniowych radzą sobie wrocławscy studenci? I jakie mają w tym zakresie możliwości?

Najbardziej popularnymi formami zaspokajania potrzeb mieszkaniowych w przypadku grupy studentów jest wynajem pokoju (lub miejsca) w domu studenckim, wynajem mieszkania bądź miejsca w pokoju czy też kupno własnego "M".

Ta ostatnia forma dotyczy jednak niewielkiego odsetka studentów. Jest to związane głównie z brakiem posiadania stałej, dobrze płatnej pracy, która pozwoli zdobyć wymaganą przez banki zdolność kredytową.

Średnio za mkw. mieszkania na rynku wtórnym we Wrocławiu trzeba obecnie zapłacić  6 731 PLN (Tabela 1. przedstawia ceny mieszkań na wrocławskim rynku wtórnym, jakie kształtowały się od stycznia do kwietnia 2009 roku). Cena mkw. mieszkań od dewelopera kształtuje się z kolei na poziomie 7 831 PLN. Jest to więc bardzo duży wydatek. Tym bardziej, że część studentów nie ma pewności czy po zakończeniu studiów będzie chciała osiąść na stałe we Wrocławiu.


Tabela 1. Ceny mieszkań na rynku wtórnym we Wrocławiu od stycznia do kwietnia 2009 roku.

            źródło: Oferty.net


Decydując się na zakup 50-metrowego mieszkania z wtórnego rynku nieruchomości przy oprocentowaniu 6,5% na 30 lub 40 lat nasza rata wyniesie odpowiednio 2149,03 i 2528,27 PLN (wartość uśredniona, oferta różni się w poszczególnych bankach). Kupując takie mieszkanie od dewelopera zapłacimy miesięczne o ok. 200-400 PLN więcej. Dokładne dane przedstawia poniższa tabela:


Tabela 2. Raty kredytu hipotecznego przy 30- i 40-letnim okresie spłaty.

źródło: http://kalkulator.kredyt-hipoteczny.biz.pl


Dlatego też większość wrocławskich studentów decyduje się na wynajem mieszkania bądź też pokoju w domu studenckim. Biorąc pod uwagę wariant drugi należy się liczyć z wydatkiem rzędu 280-400 PLN miesięcznie. Oczywiste jest, że decydując się na zamieszkanie ze współlokatorami koszty te będą niższe. Za pokój 2-osobowy opłata w domu studenckim wyniesie 300-380 PLN, natomiast w 3-osobowym 280-340 PLN miesięcznie. Wiadomo jednak, że ilość miejsc w akademikach jest ograniczona, dlatego studenci zmuszeni są do szukania mieszkań na rynku wynajmu.

    Jak wynika z raportu Wynajem.pl średnia cena najmu za mkw. od stycznia do maja spadła o 3 zł. W styczniu 2009 roku wyniosła ona 41 PLN, w lutym 40 PLN, natomiast od marca do maja utrzymywała się na stałym poziomie i wyniosła 38 PLN. Przykładowo, w styczniu br. za wynajem 50-metrowego mieszkania zapłaciliśmy 2050 PLN, natomiast w czerwcu już 1900 PLN. Tak więc dla 50-metrowego mieszkania spadek czynszu wyniósł odpowiednio 150 PLN.


Tabela 3. Ceny w PLN/mkw. za wynajem mieszkania we Wrocławiu od stycznia do maja 2009 roku.

źródło: Wynajem.pl


Studenci mogą wybrać kilka form zaspokajania potrzeb mieszkaniowych: zakup własnego mieszkania, wynajem mieszkania lub pokoju w akademiku. Z pozyskaniem kredytu w dobie obecnej sytuacji na rynku finansowym w Polsce jest bardzo trudno. Decydując się na dom studencki również trzeba spełniać odpowiednie warunki np.: odległość od miejsca zamieszkania, dochód na jednego członka rodziny, średnia ocen. Nie każdy ma więc możliwość mieszkania w akademiku. A liczba miejsc jest w nich też mocno ograniczona. Większość musi więc wynająć mieszkanie na rynku. Tu również można napotkać na problemy. Mogą one wynikać zarówno ze strony wynajmującego jak i, niestety, najemcy. Niektórzy wynajmujący w obawie przed zniszczeniem mieszkania już na początku życzą sobie wysokich kaucji. Druga strona nadużywa czasem swojej pozycji dewastując oddane im pod wynajem mieszkania. Najbardziej dotkliwe dla najemców jest windowanie cen za lokale o niezbyt wysokim standardzie. Na szczęście czynsze ofertowe w ostatnich miesiącach wykazały tendencję spadkową. Tak więc również na rynku wynajmu mieszkań sytuacja powoli normalizuje się, co powinno ucieszyć studentów.

Mariola Malawska
Wynajem.pl
wp.pl

Wrocławski student w poszukiwaniu własnego lokum

Marzeniem większości Polaków jest posiadanie własnego mieszkania. Część z nas może liczyć na wsparcie ze strony rodziny, ale i tak często nie pokrywa ono w całości kwoty, jaką trzeba przeznaczyć na zakup mieszkania. W wielu przypadkach trzeba więc zdecydować się na odważny krok w postaci kredytu hipotecznego. Pojawia się też pytanie: czy lepiej teraz zdecydować się na kupno mieszkania czy może jeszcze wstrzymać się w nadziei, że ceny mieszkań spadną. Dylemat ten dotyczy jednak głównie osób posiadających stałą pracę. A jak z zaspokajaniem potrzeb mieszkaniowych radzą sobie wrocławscy studenci? I jakie mają w tym zakresie możliwości?

Najbardziej popularnymi formami zaspokajania potrzeb mieszkaniowych w przypadku grupy studentów jest wynajem pokoju (lub miejsca) w domu studenckim, wynajem mieszkania bądź miejsca w pokoju czy też kupno własnego "M".

Ta ostatnia forma dotyczy jednak niewielkiego odsetka studentów. Jest to związane głównie z brakiem posiadania stałej, dobrze płatnej pracy, która pozwoli zdobyć wymaganą przez banki zdolność kredytową.

Średnio za mkw. mieszkania na rynku wtórnym we Wrocławiu trzeba obecnie zapłacić  6 731 PLN (Tabela 1. przedstawia ceny mieszkań na wrocławskim rynku wtórnym, jakie kształtowały się od stycznia do kwietnia 2009 roku). Cena mkw. mieszkań od dewelopera kształtuje się z kolei na poziomie 7 831 PLN. Jest to więc bardzo duży wydatek. Tym bardziej, że część studentów nie ma pewności czy po zakończeniu studiów będzie chciała osiąść na stałe we Wrocławiu.


Tabela 1. Ceny mieszkań na rynku wtórnym we Wrocławiu od stycznia do kwietnia 2009 roku.

            źródło: Oferty.net


Decydując się na zakup 50-metrowego mieszkania z wtórnego rynku nieruchomości przy oprocentowaniu 6,5% na 30 lub 40 lat nasza rata wyniesie odpowiednio 2149,03 i 2528,27 PLN (wartość uśredniona, oferta różni się w poszczególnych bankach). Kupując takie mieszkanie od dewelopera zapłacimy miesięczne o ok. 200-400 PLN więcej. Dokładne dane przedstawia poniższa tabela:


Tabela 2. Raty kredytu hipotecznego przy 30- i 40-letnim okresie spłaty.

źródło: http://kalkulator.kredyt-hipoteczny.biz.pl


Dlatego też większość wrocławskich studentów decyduje się na wynajem mieszkania bądź też pokoju w domu studenckim. Biorąc pod uwagę wariant drugi należy się liczyć z wydatkiem rzędu 280-400 PLN miesięcznie. Oczywiste jest, że decydując się na zamieszkanie ze współlokatorami koszty te będą niższe. Za pokój 2-osobowy opłata w domu studenckim wyniesie 300-380 PLN, natomiast w 3-osobowym 280-340 PLN miesięcznie. Wiadomo jednak, że ilość miejsc w akademikach jest ograniczona, dlatego studenci zmuszeni są do szukania mieszkań na rynku wynajmu.

    Jak wynika z raportu Wynajem.pl średnia cena najmu za mkw. od stycznia do maja spadła o 3 zł. W styczniu 2009 roku wyniosła ona 41 PLN, w lutym 40 PLN, natomiast od marca do maja utrzymywała się na stałym poziomie i wyniosła 38 PLN. Przykładowo, w styczniu br. za wynajem 50-metrowego mieszkania zapłaciliśmy 2050 PLN, natomiast w czerwcu już 1900 PLN. Tak więc dla 50-metrowego mieszkania spadek czynszu wyniósł odpowiednio 150 PLN.


Tabela 3. Ceny w PLN/mkw. za wynajem mieszkania we Wrocławiu od stycznia do maja 2009 roku.

źródło: Wynajem.pl


Studenci mogą wybrać kilka form zaspokajania potrzeb mieszkaniowych: zakup własnego mieszkania, wynajem mieszkania lub pokoju w akademiku. Z pozyskaniem kredytu w dobie obecnej sytuacji na rynku finansowym w Polsce jest bardzo trudno. Decydując się na dom studencki również trzeba spełniać odpowiednie warunki np.: odległość od miejsca zamieszkania, dochód na jednego członka rodziny, średnia ocen. Nie każdy ma więc możliwość mieszkania w akademiku. A liczba miejsc jest w nich też mocno ograniczona. Większość musi więc wynająć mieszkanie na rynku. Tu również można napotkać na problemy. Mogą one wynikać zarówno ze strony wynajmującego jak i, niestety, najemcy. Niektórzy wynajmujący w obawie przed zniszczeniem mieszkania już na początku życzą sobie wysokich kaucji. Druga strona nadużywa czasem swojej pozycji dewastując oddane im pod wynajem mieszkania. Najbardziej dotkliwe dla najemców jest windowanie cen za lokale o niezbyt wysokim standardzie. Na szczęście czynsze ofertowe w ostatnich miesiącach wykazały tendencję spadkową. Tak więc również na rynku wynajmu mieszkań sytuacja powoli normalizuje się, co powinno ucieszyć studentów.

Mariola Malawska
Wynajem.pl
wp.pl

Pustaki ceramiczne

Obok cegieł najpopularniejszym materiałem wykorzystywanym do budowy ścian są pustaki ceramiczne.
Proces produkcyjny pustaka ceramicznego jest bardzo zbliżony do procesu wytwarzania cegieł. To czym różnią się pustaki od cegieł to ich wielkość oraz to, że pustaki zawsze mają otwory.

Sam układ otworów jest uzależniony od typu pustaka. Zazwyczaj otwory są umiejscowione mijankowo dzięki czemu proces powstawania tzw. mostków termicznych jest wyeliminowany. Samo powstawanie mostków jest także ograniczone ze względu na to, że pustaki są dużymi bryłami przez co ilość spoin jest mniejsza niż w przypadku cegieł.
Pustaki tak samo jak cegły i pozostałe materiały konstrukcyjne mają różną wytrzymałość na ściskanie określoną w MPa.

Pustaki są materiałem bardzo wytrzymałym oraz trwałym, a także mrozoodpornym, nisko nasiąkliwym, odpornym na działanie czynników zewnętrznych. Pustaki tak samo jak cegły są dobrym izolatorem zarówno akustycznym jak i cieplnym. Trzeba podkreślić, że są także ognioodporne i  nietoksyczne. Sporą zaletą jest także ich waga – są bardzo lekkie.

Obecnie każdy szanujący się producent ceramiki ma w swoim katalogu produktów jakiś unikalny typ pustaków. Niezależnie od tego można swobodnie podzielić pustaki na kilka kategorii, które nie są przypisane do konkretnych producentów.

Tak więc pustaki MAX (ZMS) należą do grupy największych pustaków dostępnych w sprzedaży. Ich zaletą jest kompatybilność z bardzo popularnymi cegłami modularnymi. Same drążenia stanowią około czterdziestu dwóch procent powierzchni.
Z kolei pustaki SZ (ZMS) cechuje to, że drążenia pokrywają około 38 proc. podstawy – one również są kompatybilne z cegłami modularnymi.

Wartymi zainteresowania są pustaki wykonane z ceramiki poryzowanej. Ich design przypomina klasyczne pustaki ceramiczne. Jednak ten rodzaj pustaków wytwarzany jest z gliny która jest mieszana z mączką drzewną. Dzięki temu, że podczas procesu wypalania pustaków owa mączka ulega spaleniu ten rodzaj pustaków cechuje wyróżniająca bardzo wysoka izolacyjność termiczna. Zależnie od producenta – wymiary, a także inne parametry mogą być zróżnicowane.

Opisywany powyżej typ pustaków stosuje się przede wszystkim do stawiania jednowarstwowych ścian zewnętrzach. W składach budowlanych z łatwością odszukamy tak zwane „pustaki połówkowe”, które możemy wykorzystać do budowy ścian działowych.

Odrębną kategorią pustaków są te, przeznaczone wyłącznie do tworzenia ścian działowych. Wyglądem przypominają cegły modularne. Można je nabyć w „wersji” drążonej poziomo jak i pionowo. Ich grubość to 80 - 100 milimetrów. Prócz wykorzystywania ich do budowy ścian działowych, konstruuje się z nich ściany osłonowe.

Ostatnia z kategorii to pustaki wentylacyjne. Produkowane są w trzech rodzajach (A, B oraz C), zaś każdy z nich wytwarzany jest w dwóch odmianach (z i bez otworu w ściance bocznej) Przeznaczeniem otworu jest umieszczenie w nim klatki wentylacyjnej.
dom.wp.pl

Pustaki ceramiczne

Obok cegieł najpopularniejszym materiałem wykorzystywanym do budowy ścian są pustaki ceramiczne.
Proces produkcyjny pustaka ceramicznego jest bardzo zbliżony do procesu wytwarzania cegieł. To czym różnią się pustaki od cegieł to ich wielkość oraz to, że pustaki zawsze mają otwory.

Sam układ otworów jest uzależniony od typu pustaka. Zazwyczaj otwory są umiejscowione mijankowo dzięki czemu proces powstawania tzw. mostków termicznych jest wyeliminowany. Samo powstawanie mostków jest także ograniczone ze względu na to, że pustaki są dużymi bryłami przez co ilość spoin jest mniejsza niż w przypadku cegieł.
Pustaki tak samo jak cegły i pozostałe materiały konstrukcyjne mają różną wytrzymałość na ściskanie określoną w MPa.

Pustaki są materiałem bardzo wytrzymałym oraz trwałym, a także mrozoodpornym, nisko nasiąkliwym, odpornym na działanie czynników zewnętrznych. Pustaki tak samo jak cegły są dobrym izolatorem zarówno akustycznym jak i cieplnym. Trzeba podkreślić, że są także ognioodporne i  nietoksyczne. Sporą zaletą jest także ich waga – są bardzo lekkie.

Obecnie każdy szanujący się producent ceramiki ma w swoim katalogu produktów jakiś unikalny typ pustaków. Niezależnie od tego można swobodnie podzielić pustaki na kilka kategorii, które nie są przypisane do konkretnych producentów.

Tak więc pustaki MAX (ZMS) należą do grupy największych pustaków dostępnych w sprzedaży. Ich zaletą jest kompatybilność z bardzo popularnymi cegłami modularnymi. Same drążenia stanowią około czterdziestu dwóch procent powierzchni.
Z kolei pustaki SZ (ZMS) cechuje to, że drążenia pokrywają około 38 proc. podstawy – one również są kompatybilne z cegłami modularnymi.

Wartymi zainteresowania są pustaki wykonane z ceramiki poryzowanej. Ich design przypomina klasyczne pustaki ceramiczne. Jednak ten rodzaj pustaków wytwarzany jest z gliny która jest mieszana z mączką drzewną. Dzięki temu, że podczas procesu wypalania pustaków owa mączka ulega spaleniu ten rodzaj pustaków cechuje wyróżniająca bardzo wysoka izolacyjność termiczna. Zależnie od producenta – wymiary, a także inne parametry mogą być zróżnicowane.

Opisywany powyżej typ pustaków stosuje się przede wszystkim do stawiania jednowarstwowych ścian zewnętrzach. W składach budowlanych z łatwością odszukamy tak zwane „pustaki połówkowe”, które możemy wykorzystać do budowy ścian działowych.

Odrębną kategorią pustaków są te, przeznaczone wyłącznie do tworzenia ścian działowych. Wyglądem przypominają cegły modularne. Można je nabyć w „wersji” drążonej poziomo jak i pionowo. Ich grubość to 80 - 100 milimetrów. Prócz wykorzystywania ich do budowy ścian działowych, konstruuje się z nich ściany osłonowe.

Ostatnia z kategorii to pustaki wentylacyjne. Produkowane są w trzech rodzajach (A, B oraz C), zaś każdy z nich wytwarzany jest w dwóch odmianach (z i bez otworu w ściance bocznej) Przeznaczeniem otworu jest umieszczenie w nim klatki wentylacyjnej.
dom.wp.pl

Wybuduj dom ze styropianu

Styropian kojarzy się nam raczej z produktem służącym do ocieplania ścian niż z materiałem konstrukcyjnym. A jednak! Okazuje się, że można wybudować lokum ze styropianu.
Pojawiły się już domy, do budowy których wykorzystano worki wypełnione piaskiem lub ziemią. Ich właściciele twierdzą, że ściany takiego mieszkania są w stanie wytrzymać nie tylko złe warunki pogodowe, ale także trzęsienie ziemi czy powódź. Teraz przyszedł czas na wykorzystanie styropianu.

W pierwszej chwili brzmi to dość niewiarygodnie, ale domy ze styropianu w Europie Zachodniej buduje się już od lat 60. U nas pierwsze budynki pojawiły się na początku lat 90, mimo tego technologia ta przyjmuje się u nas bardzo powoli.

Budowę takiego domu można przyrównać do ….zabawy klockami. Tylko zdecydowanie większymi niż te znane z dzieciństwa. Tak przynajmniej twierdzą entuzjaści tej metody. Zapewniają przy tym, że styropianowym mieszkaniom nie są straszne ani polskie zimy ani duże ulewy. Poza tym można go zbudować metodą gospodarczą, czyli z pomocą rodziny czy  znajomych.

W skrócie cała metoda budowy wygląda bardzo prosto. Na początku zestawiamy ze sobą kształtki styropianowe, w które wkładamy zbrojenie, następnie wypełniamy je betonem. W ten sposób styropian zastępuje deskowanie, a jednocześnie jest też izolacją termiczną. Początkowo takie kształtki wykorzystywano tylko do budowy ścian, teraz coraz częściej nowej technologii używa się też do konstruowania stropów i dachów.
Montaż poszczególnych elementów tego systemu zapewnia bardzo szybki postęp budowy, dzięki czemu surowy stan zamknięty można osiągnąć już w ciągu kilku tygodni. Styropianowe ściany mają doskonałą izolacyjność akustyczną i cieplną, w porównaniu z tradycyjnymi – z elementów ceramicznych lub pustaków – współczynnik ten jest o wiele wyższy. Grubość takich ścian nie przekracza zazwyczaj 30 cm.

Co ważne całe przedsięwzięcie łączy się też z mniejszymi kosztami i jest mniej pracochłonne niż tradycyjne technologie. Wynika to też z faktu, że waga materiałów użytych do budowy jest przeważnie 2-3 krotnie mniejsza.

Zazwyczaj najwięcej wątpliwości budzi szczelność takich domów. Ciepły dom jest jak termos. Większość potencjalnych nabywców boi się, że ściany nie będą oddychać i szybko pojawi się grzyb. To prawda, że trzeba zadbać o dobrą wentylację, ale z drugiej strony nowoczesne domy wykonuje się ze styropianu samogasnącego, odpornego na działanie wilgoci i przepuszczającego parę wodną.

Ostatnio nawet w Japonii powstało całe styropianowe osiedle. 480 okrągłych domków  - Aso Farm Land Resort Village na wyspie Kyushu wygląda jak z filmu s-f, ale to całkiem realne przedsięwzięcie.
dom.wp.pl

Wybuduj dom ze styropianu

Styropian kojarzy się nam raczej z produktem służącym do ocieplania ścian niż z materiałem konstrukcyjnym. A jednak! Okazuje się, że można wybudować lokum ze styropianu.
Pojawiły się już domy, do budowy których wykorzystano worki wypełnione piaskiem lub ziemią. Ich właściciele twierdzą, że ściany takiego mieszkania są w stanie wytrzymać nie tylko złe warunki pogodowe, ale także trzęsienie ziemi czy powódź. Teraz przyszedł czas na wykorzystanie styropianu.

W pierwszej chwili brzmi to dość niewiarygodnie, ale domy ze styropianu w Europie Zachodniej buduje się już od lat 60. U nas pierwsze budynki pojawiły się na początku lat 90, mimo tego technologia ta przyjmuje się u nas bardzo powoli.

Budowę takiego domu można przyrównać do ….zabawy klockami. Tylko zdecydowanie większymi niż te znane z dzieciństwa. Tak przynajmniej twierdzą entuzjaści tej metody. Zapewniają przy tym, że styropianowym mieszkaniom nie są straszne ani polskie zimy ani duże ulewy. Poza tym można go zbudować metodą gospodarczą, czyli z pomocą rodziny czy  znajomych.

W skrócie cała metoda budowy wygląda bardzo prosto. Na początku zestawiamy ze sobą kształtki styropianowe, w które wkładamy zbrojenie, następnie wypełniamy je betonem. W ten sposób styropian zastępuje deskowanie, a jednocześnie jest też izolacją termiczną. Początkowo takie kształtki wykorzystywano tylko do budowy ścian, teraz coraz częściej nowej technologii używa się też do konstruowania stropów i dachów.
Montaż poszczególnych elementów tego systemu zapewnia bardzo szybki postęp budowy, dzięki czemu surowy stan zamknięty można osiągnąć już w ciągu kilku tygodni. Styropianowe ściany mają doskonałą izolacyjność akustyczną i cieplną, w porównaniu z tradycyjnymi – z elementów ceramicznych lub pustaków – współczynnik ten jest o wiele wyższy. Grubość takich ścian nie przekracza zazwyczaj 30 cm.

Co ważne całe przedsięwzięcie łączy się też z mniejszymi kosztami i jest mniej pracochłonne niż tradycyjne technologie. Wynika to też z faktu, że waga materiałów użytych do budowy jest przeważnie 2-3 krotnie mniejsza.

Zazwyczaj najwięcej wątpliwości budzi szczelność takich domów. Ciepły dom jest jak termos. Większość potencjalnych nabywców boi się, że ściany nie będą oddychać i szybko pojawi się grzyb. To prawda, że trzeba zadbać o dobrą wentylację, ale z drugiej strony nowoczesne domy wykonuje się ze styropianu samogasnącego, odpornego na działanie wilgoci i przepuszczającego parę wodną.

Ostatnio nawet w Japonii powstało całe styropianowe osiedle. 480 okrągłych domków  - Aso Farm Land Resort Village na wyspie Kyushu wygląda jak z filmu s-f, ale to całkiem realne przedsięwzięcie.
dom.wp.pl

Nieczystości z toalet źródłem energii

Biogazownie zasilane kiszonką z kukurydzy już w Polsce funkcjonują. Planuje się też wykorzystanie glonów, sinic, a także z rzęsy wodnej. Ostatnim pomysłem jest też przetwarzanie… nieczystości z żaglówek i łodzi motorowych.
Nad takim projektem pracuje profesor Mirosław Krzemieniewski z wydziału ochrony środowiska Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

"Każdego roku po Wielkich Jeziorach Mazurskich pływa od 10 do 12,5 tysiąca żaglówek. Szacuje się, że na wodzie przebywa 50 tysięcy żeglarzy. Połowa jachtów pływających po jeziorach jest wyposażona w toalety chemiczne" - powiedział PAP prof. Krzemieniewski.

Tłumaczy, że chemiczne toalety zapewniają neutralizowanie zapachów oraz szybkie rozpuszczenie i odwodnienie odchodów. Środki chemiczne używane w toaletach chemicznych są jednak silnie bakteriobójcze i powstająca mieszanina fekaliów i tych substancji chemicznych wymaga odpowiedniej technologii oczyszczania.

Jak wyjaśnia autor projektu, właściciele jachtów czy żeglarze mogą wywozić nieczystości z łodzi do oczyszczalni ścieków, które są położone w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich. Jednak właściciele oczyszczalni często wzbraniają się przed przyjmowaniem ścieków z toalet chemicznych zarówno z jachtów jak i autokarów czy pól campingowych.
Chodzi o to, że te oczyszczalnie funkcjonują w oparciu o metodę osadu czynnego, czyli biologiczną tlenową metodę oczyszczania ścieków. Przyjmowanie nieczystości z chemicznych toalet z żaglówek powoduje, że wzrasta zapotrzebowanie na energię, która jest niezbędna do eksploatacji komór napowietrzania. Poza tym mikroflora osadu czynnego jest wrażliwa na substancje toksyczne występujące w ściekach. Jej zaburzenie może powodować złe funkcjonowanie oczyszczalni.

Stąd - jak dowodzi profesor Krzemieniewski - najlepszą technologią oczyszczania ścieków z toalet z żaglówek są procesy beztlenowej biodegradacji. Mikroorganizmy osadu beztlenowego są zdolne do rozkładu toksycznych związków chemicznych. Poza tym w wyniku fermentacji nieczystości z toalet chemicznych uzyskuje się biogaz, który zawiera wysokoenergetyczny metan.

W Polsce korzystając z doświadczeń takich krajów jak Niemcy czy Austria buduje się biogazownie zasilane kiszonką z kukurydzy. Jak wyliczono 4,5 tony kiszonki z kukurydzy zaspokaja całoroczne zapotrzebowanie energetyczne jednego gospodarstwa domowego.Produkcja energii w polskich biogazowniach wyłącznie z biomasy roślinnej jest dość droga. Koszt produkcji tony kiszonki z kukurydzy wynosi obecnie do 70 do 90 zł, więc aby obniżyć te koszty można by ją mieszać np. z odchodami zwierzęcymi lub ściekami z toalet chemicznych na żaglówkach.

ali/ tot/ jbr/
wp.pl

Nieczystości z toalet źródłem energii

Biogazownie zasilane kiszonką z kukurydzy już w Polsce funkcjonują. Planuje się też wykorzystanie glonów, sinic, a także z rzęsy wodnej. Ostatnim pomysłem jest też przetwarzanie… nieczystości z żaglówek i łodzi motorowych.
Nad takim projektem pracuje profesor Mirosław Krzemieniewski z wydziału ochrony środowiska Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

"Każdego roku po Wielkich Jeziorach Mazurskich pływa od 10 do 12,5 tysiąca żaglówek. Szacuje się, że na wodzie przebywa 50 tysięcy żeglarzy. Połowa jachtów pływających po jeziorach jest wyposażona w toalety chemiczne" - powiedział PAP prof. Krzemieniewski.

Tłumaczy, że chemiczne toalety zapewniają neutralizowanie zapachów oraz szybkie rozpuszczenie i odwodnienie odchodów. Środki chemiczne używane w toaletach chemicznych są jednak silnie bakteriobójcze i powstająca mieszanina fekaliów i tych substancji chemicznych wymaga odpowiedniej technologii oczyszczania.

Jak wyjaśnia autor projektu, właściciele jachtów czy żeglarze mogą wywozić nieczystości z łodzi do oczyszczalni ścieków, które są położone w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich. Jednak właściciele oczyszczalni często wzbraniają się przed przyjmowaniem ścieków z toalet chemicznych zarówno z jachtów jak i autokarów czy pól campingowych.
Chodzi o to, że te oczyszczalnie funkcjonują w oparciu o metodę osadu czynnego, czyli biologiczną tlenową metodę oczyszczania ścieków. Przyjmowanie nieczystości z chemicznych toalet z żaglówek powoduje, że wzrasta zapotrzebowanie na energię, która jest niezbędna do eksploatacji komór napowietrzania. Poza tym mikroflora osadu czynnego jest wrażliwa na substancje toksyczne występujące w ściekach. Jej zaburzenie może powodować złe funkcjonowanie oczyszczalni.

Stąd - jak dowodzi profesor Krzemieniewski - najlepszą technologią oczyszczania ścieków z toalet z żaglówek są procesy beztlenowej biodegradacji. Mikroorganizmy osadu beztlenowego są zdolne do rozkładu toksycznych związków chemicznych. Poza tym w wyniku fermentacji nieczystości z toalet chemicznych uzyskuje się biogaz, który zawiera wysokoenergetyczny metan.

W Polsce korzystając z doświadczeń takich krajów jak Niemcy czy Austria buduje się biogazownie zasilane kiszonką z kukurydzy. Jak wyliczono 4,5 tony kiszonki z kukurydzy zaspokaja całoroczne zapotrzebowanie energetyczne jednego gospodarstwa domowego.Produkcja energii w polskich biogazowniach wyłącznie z biomasy roślinnej jest dość droga. Koszt produkcji tony kiszonki z kukurydzy wynosi obecnie do 70 do 90 zł, więc aby obniżyć te koszty można by ją mieszać np. z odchodami zwierzęcymi lub ściekami z toalet chemicznych na żaglówkach.

ali/ tot/ jbr/
wp.pl

Wielka wyprzedaż wojskowych poligonów

Do 2012 r. wojsko zlikwiduje 25 garnizonów, a 45 tys. hektarów gruntu trafi pod młotek. Tak więc do cywilnej puli trafi ponad 20 proc. obecnych zasobów armii. Wśród nich prawdziwe perełki.
Agencja Mienia Wojskowego liczy na to , że uda jej się na tym ubić świetny interes. Jeszcze niedawno zapowiadano jej likwidację, a teraz ma zająć się zagospodarowaniem poligonów, koszar i magazynów, które opuści wojsko. W ostatnim czasie przejęła 432 hektary, a to tylko skromna zapowiedź  wielkiej wyprzedaży jaką zapowiada resort obrony. Przewiduje się, że część powojskowego mienia zostanie sprzedana na preferencyjnych zasadach lokalnym społecznościom, większość jednak trafi pod młotek.

Dotychczas AMW zajmowała się także sprzedażą nieruchomości opuszczonych przez policję, a także przez służby podlegające ministerstwu spraw wewnętrznych i administracji. Teraz agencja dysponuje prawie 10 tys. gruntów i 3,4 tys. budynków.

- Mimo kryzysu nie powinno być kłopotów ze sprzedażą mniejszych najatrakcyjniejszych nieruchomości – powiedział „Rzeczpospolitej” Zbigniew Prokopczyk, dyrektor zespołu gospodarki nieruchomościami w Agencji Mienia Wojskowego. – Błyskawicznie znalazły nabywców sudeckie strażnice zwolnione przez Straż Graniczną po przejściu do strefy Schengen.

Na pewno największym wzięciem będą cieszyć się budynki i tereny położone w atrakcyjnych miejscowościach turystycznych. I tak na przetarg idą ośrodki wypoczynkowe w Karkonoszach - gigantyczny Wysoki Kamień w Szklarskiej Porębie i  nieco mniejsze - Śnieżynka i Słoneczko w Karpaczu. Na przełęczy Kowary do kupienia będzie pięknie położona strażnica.

Na sprzedaż przeznaczono także jedną z najdroższych nieruchomości w kraju - Wrocławską Kępę Mieszczańską, położoną w sercu Wrocławia. Cena wywoławcza – 350 mln złotych. Wkrótce pod młotek trafić ma też twierdza Modlin z najdłuższym w Europie koszarowcem – wyceniono ją na 160 mln zł.
2009-06-18
źródło: wp.pl

Wielka wyprzedaż wojskowych poligonów

Do 2012 r. wojsko zlikwiduje 25 garnizonów, a 45 tys. hektarów gruntu trafi pod młotek. Tak więc do cywilnej puli trafi ponad 20 proc. obecnych zasobów armii. Wśród nich prawdziwe perełki.
Agencja Mienia Wojskowego liczy na to , że uda jej się na tym ubić świetny interes. Jeszcze niedawno zapowiadano jej likwidację, a teraz ma zająć się zagospodarowaniem poligonów, koszar i magazynów, które opuści wojsko. W ostatnim czasie przejęła 432 hektary, a to tylko skromna zapowiedź  wielkiej wyprzedaży jaką zapowiada resort obrony. Przewiduje się, że część powojskowego mienia zostanie sprzedana na preferencyjnych zasadach lokalnym społecznościom, większość jednak trafi pod młotek.

Dotychczas AMW zajmowała się także sprzedażą nieruchomości opuszczonych przez policję, a także przez służby podlegające ministerstwu spraw wewnętrznych i administracji. Teraz agencja dysponuje prawie 10 tys. gruntów i 3,4 tys. budynków.

- Mimo kryzysu nie powinno być kłopotów ze sprzedażą mniejszych najatrakcyjniejszych nieruchomości – powiedział „Rzeczpospolitej” Zbigniew Prokopczyk, dyrektor zespołu gospodarki nieruchomościami w Agencji Mienia Wojskowego. – Błyskawicznie znalazły nabywców sudeckie strażnice zwolnione przez Straż Graniczną po przejściu do strefy Schengen.

Na pewno największym wzięciem będą cieszyć się budynki i tereny położone w atrakcyjnych miejscowościach turystycznych. I tak na przetarg idą ośrodki wypoczynkowe w Karkonoszach - gigantyczny Wysoki Kamień w Szklarskiej Porębie i  nieco mniejsze - Śnieżynka i Słoneczko w Karpaczu. Na przełęczy Kowary do kupienia będzie pięknie położona strażnica.

Na sprzedaż przeznaczono także jedną z najdroższych nieruchomości w kraju - Wrocławską Kępę Mieszczańską, położoną w sercu Wrocławia. Cena wywoławcza – 350 mln złotych. Wkrótce pod młotek trafić ma też twierdza Modlin z najdłuższym w Europie koszarowcem – wyceniono ją na 160 mln zł.
2009-06-18
źródło: wp.pl

Piwonie – podstawy uprawy

W czerwcu zakwitają w naszych ogrodach jedne z najpiękniejszych i najbardziej okazałych bylin - piwonie. Co zrobić by co roku cieszyły nas imponującymi kwiatami?
Piwonia nazywana też "różą bez kolców” jest jedynym  przedstawicielem z rodziny piwoniowatych. W Polsce najczęściej uprawiane gatunki to piwonia chińska, koralowa, krzewiasta oraz lekarska. Piwonia krzewiasta jest dumą Chińczyków. Kwitnie bujnie, kwiaty występują w różnych kolorach, zazwyczaj - czerwonym, ale również w różowym, purpurowym, białym i żółtym. Jej liście są zielone, duże i pierzaste, doskonale wzbogacają walory wizualne krzewu. Jest to bylina ozdobna, bardzo dobrze prezentująca się w ogrodach.  Nadaję się zarówno na rabatkę jak i do wazonu, jako kwiat cięty. Dobór najlepszego stanowiska, sadzenie, pielęgnacja czy cięcie nie są kłopotliwe. Drobny wysiłek włożony w wyhodowanie tej rośliny opłaca się, efekt jest wspaniały.
Stanowisko

Roślina ta lubuje się w miejscach nasłonecznionych, jednak osłoniętych od wiatru. Piwonie krzewiaste dobrze rozwijają się również w półcieniu, dzięki czemu dłużej kwitnie. Do hodowli piwonii najlepiej jest wyznaczyć stanowisko o powierzchni nie mniejszej niż  1,2 m x 1,2 m.  Kwiat ten stale się rozrasta, warto więc stworzyć mu w tym celu odpowiednie warunki. Gleba piaszczysto-gliniasta najlepiej sprzyja rozwojowi piwonii, w przeciwieństwie do terenów podmokłych, gdzie uprawa staje się mocno utrudniona, szczególnie bez ulepszenia jej piaskiem. Dużym atutem piwonii jest jej odporność na mróz. Ukorzenia się dość długo, bo około dwóch lat. Po upływie tego czasu rozkwita najpiękniej.
Sadzenie i pielęgnacja

Najlepiej sadzić krzewy jesienią. Istotne jest delikatne pochylenie sadzonej rośliny oraz spulchnienie ziemi wokół niej. W okresie wiosennym wskazane jest  zasilenie kompostem, natomiast podczas letnich upałów koniecznie trzeba nawadniać roślinę. Pamiętajmy o  nawożeniu produktem bogatym w fosfor i potas.
Cięcie

Kwestia cięcia piwonii nie stanowi dużego problemu. Kwiat ten poddajemy cięciu tylko w przypadku kiedy jest to konieczne. Usuwamy w pierwszej kolejności pędy martwe. W porze jesiennej pędy piwonii zawiązują się, a więc każde cięcie dokonane w tym okresie pomniejszy ilość kwiatów na krzewie.

Katarzyna Paluch

dom.wp

Piwonie – podstawy uprawy

W czerwcu zakwitają w naszych ogrodach jedne z najpiękniejszych i najbardziej okazałych bylin - piwonie. Co zrobić by co roku cieszyły nas imponującymi kwiatami?
Piwonia nazywana też "różą bez kolców” jest jedynym  przedstawicielem z rodziny piwoniowatych. W Polsce najczęściej uprawiane gatunki to piwonia chińska, koralowa, krzewiasta oraz lekarska. Piwonia krzewiasta jest dumą Chińczyków. Kwitnie bujnie, kwiaty występują w różnych kolorach, zazwyczaj - czerwonym, ale również w różowym, purpurowym, białym i żółtym. Jej liście są zielone, duże i pierzaste, doskonale wzbogacają walory wizualne krzewu. Jest to bylina ozdobna, bardzo dobrze prezentująca się w ogrodach.  Nadaję się zarówno na rabatkę jak i do wazonu, jako kwiat cięty. Dobór najlepszego stanowiska, sadzenie, pielęgnacja czy cięcie nie są kłopotliwe. Drobny wysiłek włożony w wyhodowanie tej rośliny opłaca się, efekt jest wspaniały.
Stanowisko

Roślina ta lubuje się w miejscach nasłonecznionych, jednak osłoniętych od wiatru. Piwonie krzewiaste dobrze rozwijają się również w półcieniu, dzięki czemu dłużej kwitnie. Do hodowli piwonii najlepiej jest wyznaczyć stanowisko o powierzchni nie mniejszej niż  1,2 m x 1,2 m.  Kwiat ten stale się rozrasta, warto więc stworzyć mu w tym celu odpowiednie warunki. Gleba piaszczysto-gliniasta najlepiej sprzyja rozwojowi piwonii, w przeciwieństwie do terenów podmokłych, gdzie uprawa staje się mocno utrudniona, szczególnie bez ulepszenia jej piaskiem. Dużym atutem piwonii jest jej odporność na mróz. Ukorzenia się dość długo, bo około dwóch lat. Po upływie tego czasu rozkwita najpiękniej.
Sadzenie i pielęgnacja

Najlepiej sadzić krzewy jesienią. Istotne jest delikatne pochylenie sadzonej rośliny oraz spulchnienie ziemi wokół niej. W okresie wiosennym wskazane jest  zasilenie kompostem, natomiast podczas letnich upałów koniecznie trzeba nawadniać roślinę. Pamiętajmy o  nawożeniu produktem bogatym w fosfor i potas.
Cięcie

Kwestia cięcia piwonii nie stanowi dużego problemu. Kwiat ten poddajemy cięciu tylko w przypadku kiedy jest to konieczne. Usuwamy w pierwszej kolejności pędy martwe. W porze jesiennej pędy piwonii zawiązują się, a więc każde cięcie dokonane w tym okresie pomniejszy ilość kwiatów na krzewie.

Katarzyna Paluch

dom.wp

Sanatoria będą się prywatyzować

Jeszcze w tym roku ma zakończyć się prywatyzacja pierwszych czterech uzdrowisk. Nie czekając na jej wynik, sanatoria same próbują ratować swoją sytuację.
Na przełomie II i III kwartału ma zakończyć się prywatyzacja uzdrowiska w Ustce, Kamieniu Pomorskim, Wieńcu i Przerzeczynie. Są to pierwsze z 18 uzdrowisk wystawionych na sprzedaż przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Procesem prywatyzacji objęte było także uzdrowisko Kraków Swoszowice.

Został on jednak zakończony bez wyłonienia inwestora. Złożone oferty były poniżej naszych oczekiwań - informuje Maciej Wewiór, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.
Termin składania przez inwestorów ofert w procesie prywatyzacji upływa 22 czerwca. Jak poinformowało MSP, do kolejnego etapu prywatyzacji, polegającego na negocjacjach, przeszły cztery krajowe firmy, w tym spółka STP Investement z Bochni, będąca udziałowcem firmy Stalprodukt.

To oznacza, że nie ma chętnych na polskie uzdrowiska wśród zagranicznych inwestorów. Resort liczył szczególnie na firmy z Bliskiego Wschodu, gdzie oferta polskich sanatoriów była prezentowana.

W kwietniu ruszył poza tym proces prywatyzacji kolejnych uzdrowisk.

Do końca czerwca ma zostać podpisana umowa na sporządzenie analiz przedprywatyzacyjnych przez firmę doradczą Arcanum w uzdrowiskach Świeradów Czerniawa, Cieplice i Szczawno-Jedlina - wyjaśnia rzecznik MSP.

Oprócz tego 15 czerwca upłynął termin nadsyłania ofert na wybór doradcy w procesie prywatyzacji Przedsiębiorstwa Uzdrowiskowego Ustroń, Uzdrowiska Wysowa, Inowrocław i Połczyn, a 18 czerwca Zespołu Uzdrowisk Kłodzkich. Na te pierwsze oferty złożyło siedem firm, na te ostatnie osiem.

Na szybkie zakończenie procesów prywatyzacyjnych liczą sanatoria, które od lat zmagają się z brakiem środków na modernizacje i remonty. Na 25 spółek aż osiem przynosi straty.

Nie czekając na wyniki prywatyzacji, uzdrowiska same starają się zadbać o swoją przyszłość. W tym roku sprzyjać im będzie osłabienie się złotego. Dlatego liczą nawet na kilkudziesięcioprocentowy wzrost przyjazdów kuracjuszy z Niemiec oraz Czech, gdzie po modernizacji uzdrowisk ceny bardzo wzrosły.



Patrycja Otto
Gazeta Prawna
wp.pl

Sprawdź najnowsze oferty w serwisie

Oceń nasz serwis

średnia ocen: 4,4

Ten serwis korzysta z mechanizmów cookies (ciasteczka)

| Polityka Cookies