Marcin Krasoń, Związek Firm Doradztwa Finansowego i Open Finance:

- Z ostatniej ankiety przeprowadzonej wśród banków przez Narodowy Bank Polski wynika, że w trzecim kwartale banki zmniejszyły skalę zaostrzania polityki udzielania kredytów hipotecznych. Niestety w kolejnych miesiącach może rozpocząć się odwracanie tego trendu. Widać to w kampaniach reklamowych – coraz więcej instytucji zachęca klientów to pożyczania na mieszkanie.

Ważniejsze jest jednak, że oprócz pojawiania się spotów reklamowych, obserwujemy zmiany w ofertach banków. Od końca października korzystne dla klientów korekty wprowadziło co najmniej sześć z nich. Najwięcej poprawiło się w cenniku należących do Grupy BRE Banku: mBanku i MultiBanku, gdzie obniżono marże kredytów w euro o 0,5 pkt proc. oraz w Raiffeisenie, w którym maksymalne LTV wzrosło o 5 pkt proc., a minimalny dochód dla osób ubiegających się o kredyt w euro spadł z 5 do 3 tys. zł netto. Ofertę poprawiono także m.in. w PKO BP, BNP Paribas Fortis i Polbanku. Są to jednak stosunkowo niewielkie zmiany. Na rewolucję nie ma co liczyć, bo niebezpieczeństwo wzrostu portfela złych kredytów każe bankom ostrożnie obchodzić się z każdą złotówką.

Ostatnio można zauważyć ofensywę reklamową banków. Czy to oznacza, że rynek kredytów hipotecznych przeżywa odwilż?

Ostatnio można zauważyć ofensywę reklamową banków. Czy to oznacza, że rynek kredytów hipotecznych przeżywa odwilż?

Piotr Krawczyński, ZFDF i Notus Kredyt:

- Z analiz przeprowadzanych przez NBP wynika, że proces zaostrzania kryteriów udzielania kredytów zaczyna powoli wyhamowywać. Pierwsze symptomy poprawy sytuacji gospodarczej na świecie sprawiły, że w ostatnich tygodniach można zauważyć także zwiększoną akcję reklamową banków udzielających kredytów hipotecznych. Czy oznacza to przysłowiową „odwilż” na rynku? Na udzielenie twierdzącej odpowiedzi na to pytanie jest jeszcze zbyt wcześnie, bo jak wiadomo „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, choć każdą zmianę na korzyść klientów należy odbierać pozytywnie.

W ostatnim czasie banki, czy to za sprawą konkurencji czy powiększania posiadanego już portfela kredytowego i poprawy wyników finansowych, zmieniły swoją ofertę na bardziej pro-rynkową. Coraz większa liczba instytucji odchodzi m.in. od wymogu posiadania przez potencjalnych klientów wkładu własnego, a sam proces analizy wniosków kredytowych w bankach stał się bardziej przewidywalny. Może to wpłynąć na poprawę sytuacji na rynku mieszkaniowym – na co czekają nie tylko klienci indywidualni ale i deweloperzy. Niewykluczone, że w ostatnich tygodniach 2009 roku będziemy obserwować zwiększoną konkurencję i utrzymaną w granicach „zdrowego rozsądku” walkę o klienta  pomiędzy bankami. Dużo w tej kwestii zależeć będzie jednak od samych banków i od tego, czy nie zdecydują się na ponowne zaostrzenie warunków dla kredytobiorców hipotecznych.

Z drugiej strony należy zwrócić uwagę na możliwe komplikacje w przyszłym roku – Komisja Nadzoru Finansowego rekomendacji „T”. Mimo iż projekt jest na etapie konsultacji w branży finansowej, największe kontrowersje budzi wymóg ograniczający poziom maksymalnego zadłużenia kredytobiorcy (wszystkich jego zobowiązań łącznie) do 50 % dochodu. Według szacunków Związku Banków Polskich może to ograniczyć akcję kredytową w poszczególnych bankach od 20 % do aż 80 %. Ostateczny kształt rekomendacji poznamy w najbliższych tygodniach. pracuje nad wprowadzeniem

Tomasz Fabianowicz, ZFDF i Wealth Solutions: – Jestem zdania, że jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o odwilży w kredytach hipotecznych. Jesień zawsze była okresem wzmożonej aktywności reklamowej banków oraz żniw dla sprzedawców, stąd więcej reklam. Nadal jednak departamenty ryzyka banków utrzymują zaostrzone wymagania co do zdolności kredytowej. Eksperci przewidują, że to nie koniec zwolnień i bankructw, więc sami konsumenci z pewnym dystansem podchodzą do zaciągania długoterminowych zobowiązań. W chwili obecnej mamy deklaracje deweloperów odnośnie zwiększenia inwestycji, plany rządu poszerzenia grupy, dla której dostępny będzie program „Rodzina na swoim” oraz wyhamowania wojny depozytowej między bankami, która zwiększała koszt pozyskania pieniądza. To powinno doprowadzić do bardziej zdecydowanego konkurowania banków o klientów i odkręcenia kurka z kredytami w przewidywalnej przyszłości.

Paweł Cymcyk, ZFDF i AZ Finanse:

- W ciągu ostatnich tygodni faktycznie można obserwować zwiększoną aktywność banków w sektorze promocji kredytów hipotecznych. Na pierwszy rzut oka można zatem sądzić, że banki luzują wymagana kredytowe i chętnie udzielą kredytu każdemu zainteresowanemu. Takie przeświadczenie jest jednak dość złudne. Po pierwsze, wymagania odnośnie zdolności kredytowej nie  zmieniły się znacząco i nadal bardzo przydatny, a często niezbędny jest wkład własny. Ponadto cały czas utrzymuje się wysokie oprocentowanie kredytów, które w głównej mierze wynika z wysokich marż banków.

Warto podkreślić, że obecnie odsetki są najmniejsze z możliwych i w przyszłości wraz ze wzrostem stóp procentowych będą tylko wyższe. Ofensywa medialna nie wynika więc, ani z lepszych warunków kredytowych, ani z  dostępnego niskiego oprocentowania. Głównym powodem reklam kredytów hipotecznych  jest chęć wzmocnienia wizerunku. Dlatego należy je traktować jako promocję banku a nie kredytu.

Źródło: Związek Firm Doradztwa Finansowego