Dziś GUS poda, ile mieszkań oddano do użytku w październiku tego roku. Liczba budowanych, nowych lokali systematycznie rośnie. Rok 2009 jest rekordowy pod tym względem. Przez pierwsze dziewięć miesięcy tego roku na sprzedaż trafiło 7227 mieszkań więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku.


Źródło: GUS

Teoretycznie rosnąca liczba oddawanych do użytku mieszkań powinna powodować obniżki cen. Tym bardziej, że w tym roku wielu potencjalnych zostało wyeliminowanych z rynku za sprawą restrykcyjnej polityki banków.

Liczba kredytów hipotecznych udzielonych w pierwszej połowie 2009 roku była o 43 proc. mniejsza niż w pierwszych sześciu miesiącach 2008. Jednak od kilku miesięcy ceny mieszkań ustabilizowały się, bo deweloperzy zaczynają mniej budów, a banki powoli zaczynają zwiększać akcję kredytową.

Koniec obniżek - ceny stoją

Szczególnie na rynku wtórnym widać nadchodzącą stabilizację. Tam ceny wokół stałego poziomu oscylują już od trzech miesięcy. Ciągle jeszcze dość niespokojnie jest na rynku pierwotnym, ale to dlatego, że ceny deweloperów odnotowały największe spadki w pierwszej połowie roku.

Jak wynika z danych serwisu szybko.pl w Warszawie w październiku tego roku średnia cena ofertowa metra kwadratowego nowego lokalu osiągnęła wysokość 9252 złotych. We Wrocławiu trzeba było zapłacić 8300 zł. a w Krakowie 7824 zł. W gronie dużych, polskich miast najtaniej jest w Łodzi 5670. Mieszkanie można kupić jednak za niższą cenę, bo deweloperom udawało się sprzedać mieszkania średnio o 11,1 proc. taniej od ceny oferowanej w katalogach.


Źródło: www.szybko.pl i Expander

Na rynku wtórnym w ofercie biur nieruchomości najdrożej jest w Sopocie. Za metr kwadratowy trzeba tam zapłacić 10 tys 693 złotych. Za Sopotem plasuje się Warszawa z ceną 8763 zł i Kraków 7385. Najtaniej jest w Poznaniu - metr kwadratowy kosztuje tam 5938.


Źródło: www.szybko.pl i Expander

Co dalej - znów dziury w ziemi?

- Stabilizacja cen oznacza, że rynek wraca do normalności - mówi Marcin Gołębiowski, wiceprezes zarządu redNet Consulting. - Ceny pozostaną na pewnym poziomie i nie będą drastycznie zmieniały się z miesiąca na miesiąc. Okazji trzeba będzie się naprawdę naszukać - zapowiada.

Według Gołębiowskiego, okres najatrakcyjniejszych okazji mamy już za sobą. Był to przełom 2008 i 2009 roku. Systematycznie maleją bowiem rabaty, które skłonni są nam oferować sprzedający - w zeszłym roku dawali nawet 8 proc. zniżki. Średnia dla początku tego roku wynosząca 5 proc. też już jest za nami.

Niepokoi jednak fakt, że od stycznia do września tego roku urzędy wydały pozwolenia na budowę tylko 138,6 tys. mieszkań, gdy w tym samym okresie poprzedniego roku było ich 180,5 tys. Czy oznacza to, że za jakiś czas znów zabraknie wolnych lokali na sprzedaż i trzeba będzie kupować dziury w ziemi, a ceny pójdą w górę?

- Nie. Spadek liczby pozwoleń jest tymczasowy. Deweloperzy trzymają rękę na pulsie i gdy tylko banki zaczną znów odważniej kredytować klientów, to wrócą do budowy większej liczby mieszkań - wyjaśnia Gołębiowski. - Poza tym wielu z nich zawiesiło plany budowy, by zmienić strategię. Mniej opłacają się duże mieszkania o wysokim standardzie, a do łask klientów wracają mniejsze, ale tańsze lokale. Już niedługo ruszą takie właśnie budowy - wyjaśnia.

Jak szybko rynek osiągnie stabilność? Już za kilka miesięcy klienci powinni całkowicie oczyścić go z najatrakcyjniejszych okazji. Ten proces może jednak spowolnić albo przyspieszyć aktywność banków. Bo to od niej zależy popyt na mieszkania.

W drugim kwartale tego roku liczba liczba udzielanych kredytów hipotecznych była już większa niż między styczniem a marcem. A ostatnio do oferty banków wróciło nawet kredytowanie 100 proc. nieruchomości.



Źródło: money.pl