Dodał, że w całym ubiegłym roku inwestorzy złożyli prawie pół miliona wniosków o zwrot części wydatków związanych z budownictwem mieszkaniowym i otrzymali ponad 1,5 mld zł. Średnio na pieniądze z urzędu skarbowego trzeba czekać ok. 4,3 miesiąca. "Ze względu na cykl budowlany w drugiej połowie roku wniosków jest więcej" - zaznaczył Grabowski.

Wiceminister wziął udział w posiedzeniu połączonych komisji: finansów publicznych i infrastruktury, które pracowały nad zaproponowaną przez sejmową Komisję "Przyjazne Państwo" zmianą w ustawie o zwrocie osobom fizycznym niektórych wydatków związanych z budownictwem mieszkaniowym. Ma ona na celu wprowadzenie 60-dniowego terminu zwrotu.

Zgodnie z obecnymi przepisami, podatnicy, którzy tzw. systemem gospodarczym remontują mieszkania lub budują domy, mogą - w terminie 6 miesięcy - uzyskać zwrot kwoty odpowiadającej części VAT zawartego w cenie kupionych przez nich materiałów budowlanych. Odpowiada ona różnicy między 22 proc. stawką podatku VAT a 7 proc. stawką.

Według autorów projektu nowelizacji skrócenie terminu do 60 dni ujednolici go z terminem zawartym w znowelizowanej w ubiegłym roku ustawie o podatku od towarów i usług. "Spowoduje to uwolnienie środków finansowych dotychczas zamrożonych poprzez niezgodne z zasadą neutralności brzmienie przepisu, przyczyniając się do zwiększenia możliwości szybszego ukończenia budowy lub remontu" - czytamy w uzasadnieniu projektu.

"Analogia do zwrotu VAT jest nietrafna (...) Tu nie mamy do czynienia z podatkiem. Jeżeli mówilibyśmy o zwrocie VAT, to bylibyśmy w sprzeczności z dyrektywą unijną" - wyjaśniał stanowisko resortu wiceminister Grabowski (rząd jeszcze nie przyjął stanowiska - PAP). Dodał, że urzędy skarbowe mają pół roku na weryfikację wniosku, a ich decyzja jest ostateczna. W przypadku VAT czas na zwrot co prawda skrócono do 60 dni, ale urząd ma jeszcze pięć lat na kontrolę podatnika.

"Termin sześciomiesięczny jest bezpieczny dla finansów publicznych i chroni podatnika, gdyż nie jest nadmiernie długi" - powiedział Grabowski. Według niego skrócenie terminu do 60 dni może spowodować jednorazowy ubytek dochodów budżetu w wysokości ok. 300 mln zł.

Poseł Mirosław Sekuła z komisji "Przyjazne Państwo" przyznał, że skrócenie terminu sprawi kłopoty urzędom skarbowym, gdyż spowoduje konieczność "skrócenie kolejki wniosków czekających na rozpatrzenie". "Pieniądze zwracane inwestorom są od razu reinwestowane. Skrócenie terminu zwrotu przyspieszy obieg pieniądza w budownictwie mieszkaniowym" - zauważył.

Komisja przerwała prace nad nowelizację. Ma je wznowić po przyjęciu przez rząd oficjalnego stanowiska w sprawie.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP