Do procederu zostało wykorzystanych 57 fałszywych aktów notarialnych.

Śledczy wpadli na trop nieprawidłowości po otrzymaniu sygnału od jednego z urzędników, któremu podejrzany wydał się dokument przedstawiony jako pochodzący z okresu międzywojennego. Papier był pokryty patyną, ale pieczątka notariusza wyglądała, jakby została przystawiona chwilę wcześniej - mówi pracownik wydziału geodezji. Na podstawie dokumentu ludzie przedstawiający się jako spadkobiercy zamierzali odzyskać nieruchomości w Łodzi. Okazało się, że papier był fałszywy, podobnie jak kilkadziesiąt innych, które wpłynęły do urzędu.

Gdyby urzędnicy nie odkryli procederu, straty wyniosłyby ponad 60 milionów złotych. Obecnie miasto stara się odzyskać dwie utracone nieruchomości.

Szczegóły opisuje "Rzeczpospolita".