Niepokojącym zjawiskiem na rynku mieszkaniowym jest dalsze ograniczanie aktywności w zakresie nowych inwestycji. Dotyczy to głównie deweloperów, bo udział inwestorów indywidualnych w rynku mieszkaniowym jest cały czas wysoki.

Trzy lata temu mieliśmy do czynienia z eksplozją cen mieszkań. Lokale rozchodziły się błyskawiczne, bo nie było ich zbyt wiele. Rynek nieruchomości zaczął intensywnie rozkwitać, deweloperzy zaczęli rosnąć w siłę, a standardem stało się nabywanie dziury w ziemi. Kiedy więc w ubiegłym roku inwestorzy zaczęli mieć problemy ze sprzedażą mieszkań, od razu zaczęto mówić o kryzysie na rynku mieszkaniowym, bo punktem odniesienia był właśnie okres boomu.

 

Liczba mieszkań oddanych do użytku w okresie od stycznia do lipca tego roku jest już zdecydowanie wyższa niż w 1996 roku, kiedy to odnotowano najmniejszą ich liczbę od 1991 roku - 62,1 tys.

Zaskoczeniem nie jest też mniejsza liczba pozwoleń na budowę - Główny Urząd Statystyczny poinformował, że wydano ich o 22,9 proc. mniej w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Gwałtowna zmiana sytuacji była zaskoczeniem dla wielu inwestorów - już planowali kolejne inwestycje, kiedy pod znakiem zapytania stanęły te znajdujące się w budowie.

Branża boryka się z różnymi problemami, ale minął już okres szoku i przyszła pora na szukanie rozwiązań. Deweloperzy zmuszeni są do modyfikacji strategii i dopasowania się do sytuacji rynkowej. Potrzeby są różne, więc i oferty muszą być zróżnicowane, ale możliwości finansowe Polaków z reguły pozwalają na zakup standardowego mieszkania i takich lokali musi być na rynku najwięcej. Ale do ożywienia budownictwa mieszkaniowego dojdzie jedynie wtedy, gdy dostępne będzie odpowiednie zasilenie finansowe. A z tym cały czas jest problem.

Ostatnio prezes NBP potwierdził, że szybko podejmie działania wspierające rozwój akcji kredytowej banków spółdzielczych dla małych i średnich przedsiębiorstw. Spotkanie z przedstawicielami banków spółdzielczych było kolejnym w ramach prac nad Paktem na Rzecz Rozwoju Akcji Kredytowej, którego celem jest pobudzenie gospodarki poprzez wspólne działania NBP, organów państwa i samych banków.

Banki Spółdzielcze mają ok. 10,5 mld zł nadwyżki depozytów nad kwotą udzielonych przez te banki kredytów. Nie mogą jednak przeznaczyć tych pieniędzy na akcję kredytową ze względu na niedostatek kapitału, więc zwróciły się do NBP i organów państwa z propozycjami mającymi im to umożliwić.

Inwestorzy wyciągnęli pewnie wnioski z tego, co działo się w ostatnim czasie w budownictwie mieszkaniowym. Wiele zjawisk wynikało z niedojrzałości polskiego rynku. Załamanie ochłodziło mocno rozgrzany rynek nieruchomości, ale teraz konieczne jest jego ożywienie. Bez kapitału nie ruszą kolejne inwestycje. Ale kapitał potrzebny jest też zainteresowanym zakupem mieszkania, bo bez tego mieszkania będą czekały na rynku mimo chęci ich zakupu.

Brak szybkiego odblokowania akcji kredytowej będzie wiązał się z dłuższym zastojem w budowie mieszkań, bo od momentu rozpoczęcia budowy do oddania inwestycji mijają około 2 lata. I wtedy dane Głównego Urzędu Statystycznego mogą być zatrważające.

Deweloperzy wyhamowali. Bez kredytów nie ruszą