Poziom realnych, a nie nominalnych, stóp procentowych wyznacza stopień restrykcyjności polityki pieniężnej i determinację władz monetarnych w zwalczaniu inflacji. Dlatego przez długie lata polską specyfiką było utrzymywanie wyraźnie dodatnich realnych kosztów pieniądza. Nawet po tym, jak udało się inflację zbić do poziomów występujących w rozwiniętych krajach, nasze stopy procentowe pozostawały wyraźnie wyższe od tempa zmian cen. W okresie od początku 2003 r. do maja 2009 r. różnica sięgała przeciętnie 2,7 pkt proc. Chodziło o to, by utrwalić niską inflację.

Polityka monetarna łagodnieje

Obecny rok stoi pod znakiem odchodzenia od takiej polityki. Przyczyną tego jest nasilające się w naszym kraju spowolnienie gospodarcze. Z jednej strony, środek ciężkości polityki pieniężnej przesuwa ono (podobnie zresztą, jak na całym świecie) w stronę wzrostu gospodarczego, a nie walki z inflacją, z drugiej - samo osłabienie koniunktury gospodarczej skłania do oczekiwania na spadek tempa wzrostu cen w gospodarce. W dojrzałych krajach w tle działań władz monetarnych pojawia się wręcz obawa przed deflacją. Zresztą w wielu rozwiniętych krajach już się pojawiła. W lipcu zagościła w Niemczech, wcześniej w Kanadzie, Szwecji, Singapurze, Japonii, Szwajcarii, Hiszpanii, Irlandii, Tajlandii, czy Stanach Zjednoczonych.

Na razie jest to efekt przede wszystkim silnego spadku cen paliw i żywności. Oddziaływanie tych czynników właśnie powinno zacząć słabnąć ze względu na tzw. efekt bazy (ceny żywności i paliw zaczęły iść mocno w dół od połowy minionego roku, więc z każdym miesiącem roczna dynamika spadku będzie się zmniejszać, jeśli w tym roku ceny nie będą w takim samym stopniu iść w dół). Wtedy dopiero okaże się, jak poważne jest zagrożenie utrwaleniem się zjawisk deflacyjnych. To zaś będzie dawało wyobrażenie o skali skuteczności polityki banków centralnych, które zdecydowały się na radykalne poluzowanie polityki monetarnej, w zakresie ożywienia gospodarczego. Pojawiająca się deflacja w sporym stopniu ogranicza wpływ taniego pieniądza na gospodarki. Niskie stopy procentowe są natomiast korzystne dla sektora finansowego, który ma możliwość taniego pozyskiwania środków. W tym kontekście kluczowe staje się pytanie, czy znajdą się jednak chętni na kredyty, nawet jeśli banki będą mogły i chciały na większą skalę ich udzielać.

Sytuacja zacznie się zmieniać

Aktualnie realne stopy procentowe wspierają więc takie gospodarki, jak polska, rosyjska, bułgarska, koreańska, norweska, litewska, czy ukraińska, gdzie koszt pieniądza jest zerowy lub ujemny, a mają ograniczony wpływ w takich krajach, jak Chiny, Irlandia, Tajlandia, Węgry, Hiszpania, Turcja, czy Stany Zjednoczone, gdzie stopy procentowe przewyższają inflację. Nic więc dziwnego, że w tej drugiej grupie państw mamy wiele przykładów innych działań, mających pomóc gospodarkom. Chodzi w szczególności o programy stymulacyjne rządów (dobry przykład to Chiny), czy "drukowanie" pieniędzy przez władze monetarne (USA).

Ta sytuacja może zacząć się zmieniać w kolejnych miesiącach, jeśli sprawdzą się podstawowe scenariusze na przyszłość. Dla naszego kraju zakładają stopniowy spadek inflacji, dla państw dojrzałych jej wzrost. Oznaczać to będzie wzrost restrykcyjności polityki pieniężnej w Polsce (przy niezmienionych stopach procentowych) i jej luzowanie w krajach rozwiniętych. To zaś oznaczałoby dodatkowe wyzwania dla naszej gospodarki i szanse dla tych z państw dojrzałych.

Stopy oficjalnie a rynkowe

Można szacować, że w wyniku obecnej polityki monetarnej w naszym kraju stopy procentowe są zaniżone i to bez wątpienia biorą pod uwagę inwestorzy na rynku międzybankowym i papierów skarbowych. W efekcie rynkowe stopy procentowe wyraźnie odbiegają od oficjalnych. Nie ma tu co liczyć na istotne zmniejszenie się różnicy, przynajmniej do momentu aż inflacja znajdzie się poniżej celu władz monetarnych, czyli 2,5 proc. To wszystko oznacza zaś, że kredytobiorcy nie powinni w najbliższym czasie liczyć na istotne obniżenie kosztów obsługi długów. Natomiast w przypadku zobowiązań walutowych ciężar rat głównie zależeć będzie od kondycji złotego.

W jego przypadku od różnic w oficjalnych stopach procentowych ważniejsze są dysproporcje rynkowych kosztów pieniądza, jak również postrzegania przez globalnych inwestorów bardziej agresywnych inwestycji, w tym walut i papierów skarbowych z rynków wschodzących. W ostatnich miesiącach ogromne różnice stopniowo się zacierały (malała atrakcyjność bardziej ryzykownych aktywów), ale nie na tyle, by wykluczyć utrzymanie tej tendencji w przyszłości. Kluczem jest tu skala globalnego ożywienia gospodarczego i zrealizowanie się scenariusza, w którym przewodzić mu będą państwa rozwijające się.

Krzysztof Stępień

interia.pl