Według danych PAP, pieniądze zabezpieczone na 2018 rok dla programu „Mieszkanie dla Młodych” skończyły się już po dwóch dniach od nowego roku. Wszystkie środki (niebagatelna kwota ponad 380 mln złotych) odblokowane w ostatniej transzy programu kredytobiorcy zarezerwowali w 2 dni. Utrzymał się więc trend z ubiegłego roku, kiedy to obie pule rozeszły się w okamgnieniu (dodatkowa pula z sierpnia 2017 wyczerpała się w 6 godzin). Program „Mieszkanie dla Młodych” wprowadzony w 2014 roku pokazał więc, jak ogromne jest zapotrzebowanie na nowe mieszkania, od początku jego trwania liczba kredytobiorców, którzy dostaną dofinansowania wyniosła grubo ponad sto tysięcy, zaś kwota dofinansowań zapewniona przez Bank Gospodarstwa Krajowego to około 2,5 miliarda złotych. Nie dziwi zatem fakt, że po jeszcze przed zakończeniem programu „MdM” ustawodawcy zaplanowali podobny projekt, nazwany „Mieszkanie Plus”.

„Mieszkanie Plus” to nowa inicjatywa zaproponowana przez rząd Prawa i Sprawiedliwości w 2017 roku. Z założenia ma pomóc młodym Polakom rozwiązać problemy mieszkaniowe w jeszcze większym stopniu. O ile jednak program „Mieszkanie dla Młodych” polegał na dofinansowaniu do kredytu mieszkaniowego, o tyle „Mieszkanie Plus” dotyczyć ma budowania na zlecenie Państwa tanich mieszkań na wynajem. Będą one budowane przez deweloperów, którzy staną do przetargu. W prostych słowach – deweloper na zlecenie rządu ma wybudować mieszkanie, następnie tanio je wynająć. Cena wynajmu takiego mieszkania może być nawet dwukrotnie niższa niż mieszkania wolnorynkowego (wahać się ma od ok.6,5 zł za m2 do ok. 20 zł za m2), co ulżyć ma kieszeniom średniozamożnych Polaków, których do tej pory nie stać było na wynajem, a tym bardziej na kupno własnego lokum. W programie „Mieszkanie Plus” przewidziana jest możliwość wykupu mieszkania na własność, wówczas cena wynajmu będzie odpowiednio wyższa (ceny zależne są od lokalizacji nieruchomości). Według szacunków, mieszkań wybudowanych w programie „Mieszkanie Plus” może być nawet około 10 tysięcy, chętnych z pewnością nie zabraknie. Warto podkreślić, że inwestycje związane z tym programem dotyczyć będą także mniejszych polskich miast, takich jak między innymi Stalowa Wola, Wałbrzych, Grudziądz, Puławy czy Łowicz. W tym programie duża odpowiedzialność w przyznawaniu praw do mieszkań spada na samorządy lokalne, które samodzielnie mogą także starać się o objęcie ich miejscowości programem.

Niezależnie od wyżej opisanych mieszkaniowych programów pomocowych dla obywateli Polski, w roku 2017 przeżywaliśmy prawdziwy boom mieszkaniowy. Jeszcze długo przed końcem tegoż roku uznano go za rekordowy dla branży nieruchomości. W samych tylko sześciu największych miastach w Polsce (Kraków, Łódź, Poznań, Wrocław, Warszawa i aglomeracja Trójmiejska) sprzedano ponad 72 tysiące mieszkań. Jak oszacowano, po raz pierwszy od 2013 roku podaż została daleko w tyle za popytem, przez co pod koniec roku odnotowano wzrost cen nieruchomości. Tak dobra koniunktura ma związek ze stabilną sytuacją w krajowej gospodarce, na który składa się wzrost PKB, niewysoka inflacja, spadek bezrobocia, poprawa budżetu państwa. Nieco mniejszy wpływ na to miał także program 500+ i wzrost płac.

Największym i najdroższym rynkiem nieruchomości w Polsce jest rynek mieszkań w Warszawie. Według danych serwisu KLIKmapa.pl, w Warszawie sprzedano w 2017 roku ponad 25 tysięcy mieszkań, co było rekordową liczbą na tle całego kraju. Także ceny nieruchomości w Warszawie niezmiennie stoją na najwyższym poziomie. Średnia cena metra kwadratowego mieszkania z rynku pierwotnego w Warszawie to astronomiczne 8416 złotych, zaś z rynku wtórnego – nawet 8454 złote. Najdroższe mieszkania spotkać możemy w Śródmieściu, dzielnicy apartamentowców. Tam mieszkanie może kosztować nawet powyżej 35 tysięcy złotych za metr. To jednak ewenement, w innych dzielnicach Warszawy ceny są już bardziej stonowane. I tak na przykład dla Ochoty, Bielan, Mokotowa i Żoliborza cena to od 8,5 do 9,3 tysiąca złotych za metr kwadratowy, zaś najtaniej kupimy mieszkanie na warszawskiej Białołęce, gdzie znajdziemy mieszkania których cena wynosi nieco ponad 6 tysięcy złotych za m2. Na rynku wtórnym sytuacja wygląda podobnie, najdrożej (ok. 8,6 tys. za metr) zapłacimy za lokum na Żoliborzu, zaś najtańsze mieszkania znajdziemy na wspomnianej Białołęce a także na Targówku i Wawrze (ok 6 tys. za m2). Są to dzielnice zlokalizowane na peryferiach Warszawy, nie dziwi więc ich stosunkowo niska cena.

Jak już zostało wspomniane, pod koniec roku 2017 dał się zauważyć wzrost cen nieruchomości. Znawcy rynku przewidują, że trend ten utrzyma się także w roku bieżącym. Wzrost cen nie wpłynie znacząco na wielkość sprzedaży, tak że deweloperzy nie muszą obawiać się spadku zainteresowania ich inwestycjami, nowe mieszkania to nadal chodliwy towar i sprzedaje się na pniu niemal wszystkie mieszkania. Póki co, obowiązuje tutaj rynek producenta, nie zaś nabywcy. Deweloperzy dobrze o tym wiedzą, dlatego cały czas budują się nowe mieszkania, w roku 2017 oddano do użytku ponad 80 tysięcy mieszkań, to o około 13% więcej niż w roku 2016. Mamy więc do czynienia z prawdziwym boomem mieszkaniowym, według dostępnych raportów, buduje się obecnie dwa razy więcej niż w 2013 roku. Dobra koniunktura i sytuacja gospodarcza sprawia, że deweloperzy raczej nieprędko zwolnią tempo budowy nowych osiedli. Branża nieruchomości ma się zatem bardzo dobrze. Poprawiająca się sytuacja obywateli Polski i zwiększanie ich możliwości nabywczych sprawia, że coraz częściej decydują się oni na poszukiwanie własnego wymarzonego mieszkania.