W odróżnieniu od lat poprzednich, MIPIM staje się spotkaniem nie tylko tych firm, ludzi, którzy bezpośrednio tworzą substancję nieruchomości wokół nas – lecz także rośnie grupa uczestników reprezentujących szeroki zakres obsługujący tę branżę, także poszczególnych jej pracowników, głównie średniego i wysokiego szczebla. To widoczna zmiana w strukturze uczestników.

Z ciekawostek, parafrazując Wojciecha Młynarskiego, na tegorocznym MIPIM „na jednego uczestnika jeden prawnik przypadał, jeden prawnik na jednego uczestnika”. Na jednym z koktajli u skandynawskiego dewelopera prawnicy stanowili bodajże ponad połowę uczestników. Zaczyna być także dostrzegalna obecność osób z branży doradztwa personalnego. Czy to dobrze? Nie wiem, zauważyłam jednak, że w ich obecności niektóre tematy są przerywane, a rozmowy milkną...

Natomiast, mniej niż w latach poprzednich przyjechało przedstawicieli prasy, a ci, którzy uczestniczyli, byli bardziej pasywni niż ostatnimi laty.

Podczas rozmów ze znajomymi przedsiębiorcami z krajów Centralnej, Południowej i Wschodniej Europy z ciekawością słuchałam o ich problemach – poważnych problemach – ale także o niestandardowych, nowatorskich koncepcjach na biznes w czasie sprzedażowej flauty. I tak, jedna z największych firm w obrocie nieruchomościami na Łotwie z powodzeniem przygotowuje teraz wysoce specjalistyczne mapy na potrzeby Unii Europejskiej, NATO i innych międzynarodowych instytucji.

Firma More z Rumunii, będąca bodaj jedynym widocznym wystawcą z tego kraju, jest bardzo PR-owo aktywna i pro aktywna biznesowo w interwałach pomiędzy spotkaniami, konferencjami branżowymi: blog  www.realinromania-blog.com z wpisami właściciela firmy o rynku nieruchomości (często kontrowersyjnymi, owszem),  dwiema książkami opublikowanymi i rozsyłanymi do potencjalnych partnerów biznesowych. Polecam ciekawy wpis „2 lekcja z MIPIM”, w którym autor subiektywnie odpowiada na pytanie: dlaczego Polska jest i będzie liderem w regionie CEE. 

Z przyjemnością obserwuję także zmianę w stylu komunikacji przedstawicieli rosyjskich i ukraińskich. Przede wszystkim – znajomość języków obcych, oczywiście angielski, ale już w co drugim przypadku także francuski. Zakres i poziom rozmowy są dalece szersze i mniej „sprzedażowe” niż w poprzednich latach; z chęcią słuchają o doświadczeniach innych i realistycznie komentują na swoich lokalnych przykładach. Pozwolę sobie także na uwagę, że odzież pięknych hostess na rosyjskich stoiskach jest już znacznie bardziej wyważona, być może ku rozczarowaniu niektórych.

Skandynawowie natomiast – tradycyjnie – trzymają się głównie własnego grona: biznesowo i  towarzysko. Niemniej, gdy podczas mojego spotkania na stoisku miasta Kopenhaga moja znajoma Dunka powiedziała kilku osobom, że jestem z Polski, z ciekawości „zbiegło” się co najmniej 10 osób z konkretnymi zapytaniami. Czyli mamy swoje 5 minut – oby dłużej!

Sami o sobie często mówimy, że jesteśmy mistrzami niewykorzystanych szans. Tak w sporym stopniu było i tym razem – moim zdaniem. Mimo, iż wielki banner nad wejściem do Palais de Festival oznajmiał, iż Polska jest gościem honorowym tegorocznej edycji, to hostessy z Rosji i z Francji stojące od razu przy schodach na poziomy ekspozycyjne, rozdawały pracowicie przez trzy dni broszury o tych krajach i zapraszały na ich stoiska.

Na bardzo ciekawej panelowej dyskusji „Atrakcyjność inwestycyjna polskich miast”, prowadzonej sprawnie przez Redaktora Naczelnego „The Real Estate Voice”, niewielką niestety grupę zagranicznych słuchaczy zaskoczył fakt, iż była ona prowadzona… po polsku. Nie wiem też, z jakiego powodu reprezentantka miasta Krakowa powtarzała 6 razy, że „Kraków, to prastara siedziba królów polskich”, co zresztą zostało jako jedyne z tej wypowiedzi zapamiętane i powtarzane później jako anegdota przez towarzyszącego mi na tej sesji niemieckiego finansistę.

Szkoda, że nie zaplanowano wizyt „narodowych” na nasze stoiska, chociażby spośród wybranych wystawców. Głównie na polskich stoiskach spotykali się Polacy, lub ci obcokrajowcy, którzy już w Polsce pracują. Niemniej, niczego nie można zarzucić samej ekspozycji – w porównaniu z ubiegłymi latami wywalczono wyborną lokalizację, a stoiska były ciekawe i nowoczesne. Wszyscy gospodarze stoisk „miast stadionów Euro 2012” byli bardzo fachowi w udzielaniu informacji, a wiceprezydent Warszawy, Janusz Kochaniak, jest z pewnością jednym z tych urzędników, którzy ze wszech miar kompetentnie i z klasą reprezentują nasz kraj.

Prezes PAIZ, Sławomir Majman, podobnie wysoce kompetentny i wielojęzyczny, także był bardzo widoczny, lecz bardziej pośród reprezentacji regionalnych, zlokalizowanych w innym miejscu niż „miasta stadiony Euro 2012”. Ciekawi mnie, dlaczego te dwie reprezentacje polskie były tak bardzo rozdzielne, że aż… konkurowały ze sobą. Nawet oficjalny bankiet na stoisku Warszawy – głównego z reprezentacji „miasta stadiony Euro 2012” – nakładał się czasowo na imprezę „regionów”, która zresztą była bardzo udana i żywa: gotował na miejscu Karol Okrasa (wątróbki z glazurowanymi gruszkami włączam do domowego menu), grał na żywo folkowo-jazzowy ensemble, Prezes PAIZ dwoił się i troił przedstawiając sobie gości, przyczyniając się do nawiązania nowych relacji, zaproszeni byli sąsiadujący Chorwaci, Serbowie, Czesi, Słowacy.

Bankiet „miast” na stoisku Warszawy - był znacznie bardziej formalny, a obecni na nim byli  w 90% Polacy. Szkoda – bo tak też było podczas czterech dni imprezy. Podobnie także było na śniadaniu poświęconym Polsce, zorganizowanym przez Europaproperty w eleganckim hotelu Martinez.

Czy to aby nie znaczy, że zachwycanie się dodatnim wynikiem PKB za 2009, powtarzanie o powracającym optymizmie w całym sektorze, o atrakcyjności i bezkonkurencyjności inwestycyjnej naszego kraju nie jest aby na wyrost? Zwłaszcza w sektorze nieruchomości mieszkaniowych. Promocja, marketing, duma, owszem – ale jednak toutes proportions gardées. W sektorze komercyjnym brakuje produktu, który odpowiada jakością inwestorom – a te, które są przedmiotem transakcji, to przede wszystkim obiekty biurowe oraz obiekty handlowe, których powodzenie zależne jest od koniunktury w całej gospodarce. Przykładowo, spadek cen najmu powierzchni biurowych – nawet do 16,5 Eur/m2 efektywnie, w centrum Warszawy – a do tego dochodzi duży, pozornie niewidoczny rynek podnajmu – także nie rokuje dużego przyspieszenia wolumenu takich transakcji. Ewentualnie będą refinansowania, które jednak zostaną w prosty sposób przełożone na barki klientów: instytucjonalnych w sektorze komercyjnym, indywidualnych w sektorze mieszkaniowym.

Wracając do niedawnego spotkania branży w Cannes, uważam, że mniejsza nawet niż rok temu liczba uczestników, mniejszy obszar samych targów nie są sygnałem niepokojącym, a jedynie dopasowaniem do stanu gospodarki światowej i ekonomii lokalnych rynków. Moim zdaniem powrót do fajerwerków w postaci kilkusetmetrowych powierzchni wystawienniczych – celowały w tym miasta rosyjskie oraz projekty blisko i dalekowschodnie – już nie powróci. Jako memento – kłuł w oczy niedokończony, a właściwie ledwo rozpoczęty namiot i podest mające mieścić narodową ekspozycję hiszpańską. Spieszę uzupełnić, że było jednak na terenie targów kilka sporych ekspozycji hiszpańskich: firm, a także miast czy regionów.

To, co nie zmieniło się przez lata, mimo prawie dwóch lat zapaści na rynkach nieruchomości i finansów, to stały i wysoki poziom ceny uczestnictwa w tej imprezie. Czy zatem słońce i ambience Cannes  wystarczą do przyciągania odchudzonej reprezentacji branży, gdy w tym samym składzie, lecz po 5-io krotnie niższej cenie, będą mogli spotkać się na Real Vienna, lub na Expo Real, lub na kilku dorocznych edycjach rozdania branżowych nagród?

Kończąc tą oczywistą prowokacją, dodam, że już za dwa miesiące wykupię bilet lotniczy na MIPIM 2011.

Joanna Iwanowska, wiceprezes Europejskiego Instytutu Nieruchomości

źródło: Property Journal  nr 4-5/2010