Mieszkamy drzwi w drzwi, a zachowujemy się tak, jakbyśmy się nie znali. Sąsiada traktujemy jako zło konieczne, a często jak wroga. Aż 92 proc. Polaków ankietowanych przez CBOS przyznaje, że ze współmieszkańcami z bloku wymienia jedynie zdawkowe "dzień dobry". Zamiast działać razem dla wspólnego dobra, izolujemy się albo narzekamy na złych sąsiadów. Od tygodnia razem z naszymi czytelnikami szukaliśmy odpowiedzi, dlaczego tak jest i jak to zmienić.
- Kiedyś mieszkanie było miejscem rozmaitych spotkań, gdzie zapraszało się gości. Teraz ma nam zapewnić święty spokój. Sąsiad jawi się więc jako intruz. W dużym mieście tożsamość mieszkańca określa bardziej np. rodzaj uprawianego sportu niż związek z miejscem zamieszkania - diagnozuje socjolog dr Jacek Gądecki.

- Nowoczesne budownictwo łamie więzi. - Z badań wynika, że da się poznać sąsiadów, gdy w domu jest do 50 mieszkań. A deweloperzy dla zysku stawiają gigantyczne bloki z niesamowitą liczbą mieszkań na piętrze. Jednak ułatwianie ludziom kontaktów to jedna z ostatnich rzeczy, które przyszłyby do głowy deweloperom - mówi Olgierd Jagiełło z pracowni JEMS Architekci.

- Jest jednak nadzieja. Po opublikowaniu historii Adama Ćwiklińskiego, który wprowadził się do starej kamienicy i uprzykrza życie sąsiadom (robi remont z kuciem ścian późnym wieczorem, głośno słucha muzyki i wyśmiewa protestujących współlokatorów), dostaliśmy od was mnóstwo listów pełnych oburzenia takim zachowaniem. To może być znak, że jednak zależy nam na dobrosąsiedzkich stosunkach.

- Uśmiech, dobre słowo, przytrzymanie drzwi przed sąsiadką niosącą zakupy, rozmowa z sąsiadem na spacerze z psem - takie sposoby na przełamanie obcości podpowiadaliście w listach do "Metra".
metro
2009-04-19, ostatnia aktualizacja 2009-04-19 23:14