Niedoszli mieszkańcy osiedla Żubr liczą na ugodę z właścicielem spółki Marcelisem Boerem. Firma Adma (główny wierzyciel Providentii Invest), która do września 2008 r. budowała osiedle, zaproponowała, że przejmie spółkę "Osiedle Żubr" ze wszystkimi zobowiązaniami i doprowadzi budowę do końca. - Jesienią 2008 roku Providentia przestała płacić wykonawcy - powiedział Interia.pl Paweł Szczepański - prawnik firmy Adma. - Mamy potencjał organizacyjny i finansowy by dokończyć osiedle. Zaproponowaliśmy, że przejmiemy teren i dokończymy inwestycję- dodał.

Zabawa w ciuciubabkę

Takie rozwiązanie uchroniłoby mieszkańców oraz głównego wykonawcę przed konsekwencjami upadku dewelopera. Providentia podpisała dwie umowy przedwstępne ze spółką Adma, w której zobowiązała się, że jeżeli nie uzyska finansowania budowy, sprzeda osiedle. Pod koniec stycznia deweloper zamknął wszystkie biura (w Krakowie, Warszawie, Gdańsku, Poznaniu). Klienci na spotkaniach z wykonawcą ustalili, że Providentia utraciła płynność finansową oraz że wyprowadziła ze spółki około 12 milionów złotych - głównie z wpłat od niedoszłych mieszkańców. Adma dwukrotnie próbowała sfinalizować przejęcie osiedla, bezskutecznie. Kwestię wyczyszczonego konta bada krakowska prokuratura.

Wszystkiemu winien kryzys?

Sytuacje jak ta - niestety - będą się powtarzać. W czasach boomu na rynku nieruchomości, gdy kupowano "dziurę w ziemi" odeszły w niepamięć, ale wielu inwestycji deweloperzy nie zdołali ukończyć. Banki odcięły inwestorów od pieniędzy i nie tylko mali, ale także najwięksi deweloperzy mają problemy z ukończeniem inwestycji rozpoczętych jeszcze w czasach prosperity. W listopadzie Leszek Czarnecki zawiesił budowę sztandarowej Sky Tower we Wrocławiu, chwilę później Dom Development ogłosił, że zwalnia część załogi. Powód? Kryzys i brak zainteresowania inwestycjami ze strony klientów, którym trudno się dziwić. Oni też w bankach nie mają czego szukać. Jednak w tej sprawie problemy zdają się wynikać z innych powodów. Jeżeli we wrześniu pojawiły się problemy z finansowaniem budowy, dlaczego Providentia nie przystała na propozycję kupna Żubra przez wykonawcę? Dlaczego deweloper unika rozmów z klientami i przedstawicielami Admy? W tych działaniach widać złą wolę dewelopera. Niestety, ani stanowiska prezesa Marcelisa Boera ani spółki Providentia nie udało nam się uzyskać mimo wielokrotnych prób.

Klient ostatni gasi światło

Obecny system prawny nie gwarantuje bezpieczeństwa transakcji ludziom, którzy chcą kupić dom, lub mieszkanie, które nie zostało jeszcze wybudowane. W przypadku bankructwa dewelopera, klient może zaspokoić swoje roszczenia z majątku masy upadłościowej dopiero po instytucjach państwowych i bankach. Jedynie kupno gotowego lokalu może nas ustrzec przed ryzykiem bankructwa inwestora. Dlatego niedoszłym mieszkańcom osiedla Żubr tak zależy na ugodzie głównego wykonawcy z Providentią. Jeżeli Admie nie uda się przejąć inwestycji, wystąpi do sądu o ściągnięcie swoich 17 milionów od Providentii - mówi jeden z poszkodowanych - Providentia nie ma tych pieniędzy, więc sąd doprowadzi ją do upadłości. Klienci sądzą, że na tym może zależeć Holendrowi. Jedna ze spółek Marcelisa Boera (zasiada w kilkunastu zarządach) mogłaby przejąć osiedle w licytacji i zacząć "interes" od nowa.

Lekcja wychowania

Zdezorientowani klienci pojechali do siedziby spółki Providentia w czwartek, by osobiście porozmawiać z prezesem. - Boer na nasz widok wybiegł z biura przerażony, krzycząc że "uczciwi ludzie umawiają się na spotkania" - relacjonuje dziennikarz RMF FM. - Na pytania klientów odpowiadał Janusz Wesołowski - szef finansów Providentia, który ostatecznie nakazał wszystkim opuścić biuro i wezwał policję. Prezes obiecał, ze spotka się w Krakowie z delegacją mieszkańców. - Wszyscy wiemy, że tego nie zrobi - wątpią bezsilni klienci.

Plac budowy zamarł, budynki i materiały niszczeją, osiedle świeci pustkami, wszystko w ostateczności odbije się na kieszeniach klientów.

Sytuacja jak ta, pokazuje, że prawo jest nieudolne, bo człowiek jeśli chce, znajdzie w nim lukę, lub egzotyczną wykładnię. Ludzie nie pamiętają o podstawowej zasadzie kodeksu cywilnego: Art. 65.§ 2. W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu.

Michał Morek

interia.pl/Piątek, 20 marca (12:00)