Stracisz pracę? Rząd spłaci twój kredyt

Pomoc dla osób, które przez stratę pracy nie będą mogły spłacać kredytu hipotecznego, zaproponował tydzień temu premier Tusk. Rząd miałby za nie przez rok spłacać raty do banków. Wczoraj (25.02) Michał Boni, minister z kancelarii premiera, ujawnił w telewizji TVN CNBC Biznes szczegóły propozycji.

- Wsparcie trafiłoby do osób, których kredyt nie przekracza 500 tys. zł. Dochód gospodarstwa domowego nie będzie brany pod uwagę.

- Rata spłacana przez rząd wynosiłaby 500 zł -1,2 tys. zł miesięcznie. - Raczej adresujemy to do osób, które kupowały "przeciętne mieszkania", ale też nie chcemy tego limitować. Każda sytuacja będzie rozpatrywana indywidualnie - powiedział Boni.

- Wsparcie będzie nieoprocentowaną pożyczką - trzeba ją będzie zwrócić, ale dopiero po dwóch latach, a spłata będzie rozłożona na 5-10 lat.

- Ustawa będzie działała do 31 grudnia 2010 r. z możliwością przedłużenia. Jej szczegółowy projekt ma się pojawić w ciągu miesiąca.

Pieniądze pochodziłyby z Funduszu Pracy (tworzą go obowiązkowo pracodawcy, wpłacając do ZUS 2,45 proc. od naszych pensji). - Fundusz ma ok. 3,5 mln zł, które mogłyby pójść na spłaty kredytów hipotecznych. Trzeba by zabrać pieniądze np. z dopłat do szkoleń dla bezrobotnych - powiedziała wczoraj rzeczniczka Ministerstwa Pracy Bożena Diaby. Obecnie w Funduszu jest 6,3 mld zł.

Koalicjant chce inaczej

Pomysł rządu budzi opory PSL. Poseł Janusz Piechociński zgłosił inny model pomocy dla posiadaczy kredytów hipotecznych, którzy stracą zdolność spłacania rat: banki miałyby wówczas zawieszać spłatę np. o rok czy dwa, a w tym czasie odsetki spłacałby Krajowy Fundusz Mieszkaniowy. Potem kredytobiorca zwracałby je Funduszowi w kilku rocznych ratach. KFM mógłby też przejąć od niego spłatę całego długu, ale stawałby się właścicielem mieszkania. Kredytobiorca pozostawałby w nim jako najemca z prawem pierwokupu. - Nie chcemy, tak jak w wersji ministra Boniego, nakładać dodatkowych ciężarów na administrację, która nie ma pojęcia o kredytach mieszkaniowych - stwierdził poseł PSL.

Ekspert: Uwaga na wyłudzenia

- To kosztowny zabieg propagandowy, który ma dowieść, że rząd coś robi - mówi o propozycji Boniego Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. A. Smitha. Wskazuje możliwe pułapki: - Np. pracownicy mogą dogadywać się z szefami, co do zwolnienia, by wyłudzić rządową pomoc. A długi okres spłat może wywoływać nadzieje, że kolejny rząd okaże się hojniejszy i umorzy pożyczki - mówi Sadowski. Jego wątpliwości budzi też "indywidualna ocena" kandydatów do pomocy. - Część środków zjedzą urzędnicy, którzy będą oceniali sytuację każdego wnioskodawcy. Do tego potrzeba rzeszy ludzi - dodaje.

Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ "S", uważa, że środki z Funduszu Pracy muszą być przeznaczane na cele statutowe, czyli zasiłki dla bezrobotnych. - Zwolnienia trwają w najlepsze, kto wie, ilu bezrobotnych będziemy mieć do końca roku. Jeśli wydamy pieniądze na kredyty, to skąd później weźmiemy na zasiłki? - pyta Śniadek.
emetro.pl