Jednym z większych sukcesów legislacyjnych komisji “Przyjazne państwo” jest wprowadzenie przepisów powodujących odrolnienie ziemi w miastach. Tymczasem się okazuje, że przepisy zawierają błąd i proste zasady zmiany statusu nie obejmują wszystkich gruntów.

Nowy art. 5b ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych mówi, że jej przepisów nie stosuje się do użytków rolnych położonych w granicach administracyjnych miast. Użytkami zaś są grunty, którym status nadano w ewidencji gruntów i budynków. Jednocześnie ustawa zawiera długą listę nieruchomości, które są gruntami rolnymi, ale nie mają charakteru użytku rolnego. Wśród nich są m.in. drogi dojazdowe do gruntów rolnych (art. 2 ust. 1 pkt 10 tej ustawy).
To fatalne w skutkach niedopatrzenie ustawodawcy – uważa Bogdan Dąbrowski, radca prawny Urzędu Miasta w Poznaniu. Przysporzy kłopotów niejednemu budującemu, a urzędnicy też będą mieli twardy orzech do zgryzienia.

Sprawa dotyczy miast, w których nie ma miejscowych planów, a takich jest wciąż sporo. W Poznaniu nie ma ich np. jeszcze jedna trzecia powierzchni miasta. O co chodzi?
W myśl nowych zasad działki nie trzeba będzie odrolniać, wystarczy uzyskać decyzję ustalającą warunki zabudowy. Tę zaś otrzyma się dopiero, gdy spełni się warunki z ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, a konkretnie z art. 61. Zgodnie z tym przepisem działka musi mieć m.in. dostęp do drogi publicznej. Pół biedy, jeżeli ta odległość od planowanej inwestycji, np. domu, będzie niewielka – mówi mec. Dąbrowski. Bo dostęp, o którym mówi ustawa, będzie realizowany poprzez budowę drogi dojazdowej na gruntach rolnych, obejmujących do pół hektara klas I – III. Wówczas da się odrolnić grunt w drodze decyzji.

W innych wypadkach nie będzie to możliwe.
Urzędnicy będą musieli wybrać jedno z dwóch rozwiązań – wyjaśnia mec. Dąbrowski. Albo będą odmawiać wydania decyzji ustalającej warunki zabudowy, ponieważ nie będzie dostępu do drogi publicznej, albo ją wydadzą, a i wtedy łatwo będzie można ją unieważnić w sądzie.

Wówczas inwestor będzie musiał starać się o odrolnienie kawałka drogi dojazdowej do inwestycji, zgodnie z ustawą o ochronie gruntów rolnych i leśnych – wyjaśnia adwokat Rafał Dębowski. A to niezwykle długa i męcząca procedura.

Burmistrz lub prezydent miasta musi otrzymać na to zgodę. Wyraża ją, w zależności od klasy gruntów, minister rolnictwa lub marszałek województwa. Nie zawsze się jednak na to godzą.
Gdy już jednak gmina ją dostanie – dodaje mec. Dębowski musi uchwalić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, w którym zadecyduje, że te tereny rolne można przeznaczyć pod inwestycje lub budownictwo. Potem jeszcze trzeba się postarać o wyłączenie terenu z produkcji rolnej. Dopiero gdy się ją uzyska, grunty pod drogi dojazdowe w ewidencji gruntów i budynków zostają przekwalifikowane z rolnego na inwestycyjny.

Formalnie budujący nie będzie też zwolniony z opłaty za wyłączanie z produkcji. Dom więc mógłby powstać szybko, ale na drogę dojazdową trzeba będzie poczekać, chyba że urzędnicy zrezygnują z literalnego przestrzegania źle sformułowanych przepisów. Albo też budujący, nie oglądając się na przepisy, ją po prostu wybuduje.

Renata Krupa-Dąbrowska
wp.pl/Rzeczpospolita | 27.02.2009 | 06:50