Jak okiem sięgnąć brakuje na wszystko pieniędzy. Mamy dziurę budżetową Rostowskiego, którą dziś można oszacować nie na 18,5 mld zł, a realnie raczej na 50 - 60 mld zł, z nieuniknioną nowelizacją budżetu w połowie roku. A pamiętajmy, że nowelizacja budżetu to jednorazowe osłabienie waluty o 10 - 15 proc. Tak przynajmniej było w 2001 r.

Mniejsze wpływy
Wiemy również, że nie będzie już na pewno wzrostu ani 3,7 proc. PKB zapisanego w budżecie, a w czarnym scenariuszu nie będzie nawet wzrostu PKB zaplanowanego na 1,7 proc. Wzrost na poziomie zerowym będzie i tak niezły. Sytuacja może się jeszcze pogorszyć, gdyż ściągalność i wpływy podatkowe z pewnością zanurkują w tym roku, zwłaszcza te z podatków pośrednich, VAT-u i akcyzy, ale i z podatku CIT, a nawet PIT. Podobnie jak i podatków lokalnych. Wszystkie bowiem znacząco przeszacowano, w ogóle nie zakładając kryzysu. To niewątpliwie wpłynie na znaczące zmniejszenie zarówno dochodów budżetu państwa, jak i budżetów samorządowych.

Brak inwestycji
Znacząco zmniejszy się również w 2009 r. napływ inwestycji zagranicznych do Polski. Należy szacować, że z poziomu 10 mld EUR w 2008 r. do zaledwie 5 mld EUR. Wpływy z podatku VAT i akcyzy będą mniejsze i to o kilkadziesiąt miliardów złotych. I to nie tylko z powodu kryzysu gospodarczego, schładzania gospodarki, cięć inwestycyjnych, które właśnie zaordynował rząd i minister finansów, ale też z powodu poważnych błędów w zakresie projekcji budżetowej, błędów legislacyjnych oraz niedostosowania polskich przepisów do przepisów UE.

Bankructwa

Bankrutujące firmy i przedsiębiorstwa zawieszające swoją działalność, o których słyszymy codziennie, nie zapłacą przecież podatków ani PIT, ani VAT, ani akcyzy. Bezrobocie również znacznie ograniczy wpływy z PIT. Tylko w styczniu w Urzędach Pracy zarejestrowało się 250 tys. nowych bezrobotnych. Powracać będzie też do nas olbrzymia fala z Irlandii, Wielkiej Brytanii i innych krajów UE.

Kredyty

Polacy mają również coraz większe kłopoty ze spłatą swych kredytów. Tzw. złych kredytów gospodarstwa domowe mają już dziś około 10 mld zł. Te mogą już wkrótce przestać być obsługiwane. Powiększa się też skala wydatków socjalnych z budżetu, w związku z rosnącym bezrobociem. Między bajki z pewnością można włożyć pozycję 12 mld zł dochodów z prywatyzacji. Polski rząd musiałby znaleźć nie jednego szejka, który być może kupi polską GPW, ale co najmniej 100 takich szejków. Kto będzie dziś kupował polskie przedsiębiorstwa i resztówki tego, co pozostało po rabunkowej prywatyzacji, skoro można jeszcze trochę poczekać, aż część z nich po prostu zbankrutuje, bo nie będzie mogła zwrócić kredytów, nie otrzyma nowych. Już dziś wycena wielu z nich ma charakter śmieciowy.

Małe emerytury

Kolejna dziura w polskich finansach publicznych powstaje właśnie w systemie ubezpieczeń społecznych, na kontach ZUS i KRUS, po bezmyślnej obniżce składki rentowej o 4 pp. w zeszłym roku. Dodatkowo budżet musi wpompować 20 mld zł naszych pieniędzy do prawdziwej studni bez dna, jaką są obecnie fundusze emerytalne. W styczniu 2009 r. OFE straciły prawie 2 mld zł i nadal będą tracić w latach 2009 - 2010, najprawdopodobniej kolejne dziesiątki miliardów złotych, co zaowocuje kolejną dziurą rzędu 50 - 60 mld zł. Już wkrótce ZUS-owi zacznie brakować pieniędzy, które trzeba będzie gdzieś pożyczyć. Tylko od kogo pożyczać, skoro budżet państwa sam jest dziurawy?
Rosnące bezrobocie

Maleją pensje, rośnie szybko bezrobocie, a każdy procent wzrostu bezrobocia to ponad miliard złotych mniej wpływów do budżetu państwa. Pamiętajmy, że składki ZUS liczone są przecież od zarobków. Im większe bezrobocie, tym mniej składek. A rząd ze zwykłą pychą zaplanował w budżecie na 2009 r. zarówno wzrost zatrudnienia, jak i wzrost zarobków. Dotacja budżetowa do ZUS-u na ten rok, to kwota aż 37 mld zł. Kryzys przewróci więc nasz rynek pracy, ale również cały budżet FUS-u, pogłębiając skalę deficytu o dziesiątki miliardów złotych.

Kto zyskuje?
Tymczasem OFE odpowiedzialne za nasze emerytury z II filaru kupują akcje za nasze pieniądze na dołującej GPW. Tylko w styczniu 2009 r. kupiły je aż za 700 mln zł i to mimo całomiesięcznego spadku notowań na giełdzie. Mimo to minister finansów wraz z przedstawicielami OFE planują zwiększyć możliwość inwestowania za granicą przez OFE nawet do 30 proc. aktywów oraz pozwolić im na inwestowanie pieniędzy polskich emerytów w instrumenty pochodne i ryzykowne opcje.

20 zł po 10 latach

Właśnie wypłacono przez ZUS pierwszą emeryturę kapitałową w ramach II filara. Na skandalicznie niską kwotę zaledwie 918 zł 17 gr, z czego z rzekomego profesjonalnego 10-letniego inwestowania przez OFE wypracowano 23 zł 65 gr. Taka reforma zasługuje na Trybunał Stanu lub co najmniej komisję śledczą. Właściciele OFE, głównie zagraniczne banki i instytucje finansowe, zarabiały jednak przez te 10 lat i to całkiem nieźle. Niektórzy twierdzą, że było tego aż 3 mld zł, bo tracił budżet i tracili emeryci.

Państwo w długach

Straty, które zostaną poniesione w dobie najbliższych kilku lat, a może to być kwota nawet 50 - 60 mld zł, doprowadzą nie tylko do bankructwa FUS-u czy ZUS-u, nie tylko do bankructwa budżetu państwa, ale mogą wręcz doprowadzić do bankructwa całego państwa. OFE to system czarnej dziury, który wchłania każdą ilość środków i jest deficytowy już z założenia. Jest niekorzystny dla przyszłych emerytów i niezwykle kosztowny dla budżetu. Musi on ulec natychmiastowej radykalnej zmianie.

Nierealny deficyt

Widać też coraz bardziej skutki nierealnego deficytu i mechanicznych cięć wydatków budżetowych, jakie czekają resorty. Poczta zamyka placówki w małych miejscowościach. Sądy nie mają na rachunki za prąd i usługi pocztowe. Minister sprawiedliwości chce zlikwidować 120 wydziałów sądów grodzkich, co może skutecznie sparaliżować całe polskie sądownictwo. Gdańska policja ustala dzienny limit na paliwo rzędu 5 km i ma oszczędzać na prądzie. Ministerstwo Infrastruktury tnie pieniądze na drogi. To będzie zabójcze dla wszelkich prób wychodzenia Polski z kryzysu.

Oszukani?

Polska już wkrótce znajdzie się pod ogromną presją z powodu błędów pełnionych w walce z kryzysem. Czy w tej sytuacji rzeczywiście Polacy mogą spać spokojnie? Pamiętajmy, że MFW pomaga krajom w tarapatach finansowych, głównie bankrutom. Jeśli prawdą jest, że Polska prowadzi poufne rozmowy z MFW o ewentualnej pożyczce walutowej, chodzi o kwotę od 5 - 10 mld EUR, to sytuacja musi być znacznie poważniejsza niż się to wielu wydaje, a polskie społeczeństwo nie jest uczciwie informowane o skali tych zagrożeń.

Janusz Szewczak
Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym
wp.pl