Do takiego wniosku doszli eksperci Instytutu Globalizacji i Ruchów Społecznych (IGSM). Według danych, otrzymanych z biura prasowego instytutu, obecnie domy i mieszkania nie mogą znaleźć kupujących. Wyczekująca polityka sprzedawców w początkowej fazie kryzysu będzie prowadziła do wzrostu liczby niesprzedanych posiadłości. Ceny mogą spaść w bezprecedensowej skali, stwierdzili eksperci .
Według nich, deweloperzy nie doceniają konsekwencji ekonomicznego kryzysu - tracą ostatnią okazję by sprzedać, podczas gdy kupujący dysponują jeszcze pewna siłą nabywczą. Obecne upusty cen nieruchomości sięgają około 20-35%. Wraz z deweloperami także prywatni właściciele powiększają liczbę oferowanych lokali, ponieważ próbują zyskać pieniądze przez sprzedaż mieszkań. "Wzrost liczby lokali jest też przestrzegany na rynku najmu. Ten powiększył się w przybliżeniu o 30% w porównaniu z listopadem. W tym samym czasie, finansowa pozycja najemców  pogarsza się: pensje zmniejszają się, a zwolnienia mają masowy charakter,” uważa dyrektor IGSM, Boris Kagarlitsky. Jego zdaniem, wielu najemców nie będzie wypłacalnych  i to już wkrótce.
„Luty 2009 to krytyczny miesiąc, po którym pogarszanie sytuacji ekonomicznej w Rosji będzie bardziej intensywne, uważają eksperci IGSM. Inwestowanie w posiadłości rynkowe spadnie ostro. Aktualna sytuacja jest zapowiedzią dużego spadku. Kto nie sprzedał domów w grudniu i styczniu,  będzie musiał sprzedać teraz bardzo tanio” - mówi szef Centrum Badań Ekonomicznych IGSM Vasily Koltashov. Według jego ocen, 55-65 - procentowe  cięcie cen jest konieczne żeby rynek stał bardziej aktywny i udało się sprzedać nieruchomości obecne na rynku. Taka sytuacja może trwać do końca 2009, a ceny domów mogą być kilkakrotnie obniżane. Ale nawet taki spadek cen  może nie prowadzić do poprawy  rynku - konkludują analitycy. (wk)