- Już nie mogę słuchać administratorów galerii, którzy opowiadają, że kryzysu nie widać, a klientów jest tyle samo, co kilka miesięcy temu - mówi Krzysztof Seroka, właściciel sklepu z firmowymi jeansami w białostockiej galerii Carrefour Zielone Wzgórza. - Prawda jest taka, że obroty sklepów spadły od 30 do nawet 50 procent. Stajemy na głowie, żeby przyciągnąć klientów, co chwilę robimy promocje, ale to nic nie daje.

Kurczące się zarobki to niejedyny problem handlowców. Nie mniejszym zmartwieniem są rosnące czynsze, które płacą w euro. Ta waluta od września w stosunku do złotego umocniła się aż o 40 procent. O ile we wrześniu rachunki za 150-metrowy sklep w Białymstoku wynosiły około 20 tysięcy złotych, teraz - o 10 tys. więcej. W dużych miastach ceny sięgają nawet 40 tys. Jeśli właściciele sklepów chcieliby zerwać umowy przed czasem, musieliby zapłacić gigantyczne kary - tyle, ile galeria zarobiłaby na nich, gdyby umowa obowiązywała do końca.

- Na to nikogo nie stać. Podobnie, jak na płacenie kosmicznie wysokich rachunków. Dlatego jeśli galerie nie obniżą czynszów, wiele sklepów po prostu upadnie, a dziesiątki tysięcy ludzi straci pracę - nie ma wątpliwości Grzegorz Kwinta, prezes sieci ponad 50 młodzieżowych salonów Moodo.

- Gdyby nie umowa, nawet pięciu minut nie zastanawiałabym się nad likwidacją sklepów w galeriach - dodaje Małgorzata Majko-Dominiak, prezes łódzkiej firmy Verso sprzeającej garnitury m.in. w galeriach handlowych w Gdańsku, Toruniu, Poznaniu i Białymstoku.

Właściciele sklepów postanowili działać. Najpierw ci z Białegostoku założyli stowarzyszenie "Porozumienie Kupców Białostockich". Zapisało się do niego już prawie 200 handlowców. Twierdzą, że w grupie łatwiej będzie im negocjować zmianę umów. Wszystko wskazuje jednak na to, że stowarzyszenie rozrośnie się na całą Polskę, bo umowy w galeriach handlowych wszędzie są konstruowane tak samo. Małgorzata Majko-Dominiak już rozesłała maile do kilkudziesięciu osób, które prowadzą sklepy w różnych zakątkach kraju. Już ma sygnały od kilkunastu handlowców, którzy chcą się dołączyć do protestu.

- Musimy się zjednoczyć, bo inaczej nie przetrwamy kryzysu. Kiedy przeciwko nieuczciwym naszym zdaniem umowom zbuntują się handlowcy z całego kraju, usłyszy o nas cała Polska. Może wtedy galerie się ugną. A jak nie, to pozostanie nam już tylko sąd. Tyle, że wiele firm wyroku pewnie już nie doczeka - przewiduje Majko-Dominiak.

Handlowcy chcą w najbliższym czasie spotkać się z ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem. Galerie na razie pozostają nieugięte. Przypominają, że gdy kurs euro był niski, nie podnosiły czynszów
Joanna Dargiewicz
2009-02-09, ostatnia aktualizacja 2009-02-09 23:09.
emetro.pl