MBank to pierwszy w Polsce bank internetowy. Powstał pod koniec listopada 2000 roku. W dosyć skostniałej jeszcze polskiej bankowości, był to powiew świeżości. Konto za obsługę którego nie płaciło się ani grosza, a do tego możliwość zapłacenia wszelkich rachunków i sprawdzenia, czy pracodawca przelał nam wypłatę bez konieczności wychodzenia z domu było niespotykaną ofertą. Z mBankiem wiązały się więc osoby młode, dobrze wykształcone, otwarte na wszelkie nowinki, a przede wszystkim takie, które potrafiły dobrze liczyć. W końcu na przelewach za rachunki i opłatach związanych za prowadzenie konta można było sporo zaoszczędzić. I mBank na każdym kroku to podkreślał. Swoich konkurentów nazywał bankozaurami, którzy jak najwięcej chcą wyciągnąć z kieszeni klienta. Wśród tych, którzy założyli w mBanku konta, było sporo informatyków, ekonomistów, dziennikarzy, prawników, a także pracowników innych banków. Później wiele z nich zaciągnęło w mBanku kredyt mieszkaniowy. Miłość pomiędzy stronami kwitła, dopóki nie przyszedł kryzys.

MBank, pomimo tego, że Narodowy Bank Szwajcarski ściął stopy o ponad 2 punkty, oprocentowania kredytów mieszkaniowych nie zmniejszył (decyzja ta uzależniona jest od zarządu BRE, do które mBank należy), choć zrobiło to wiele innych banków, które nie cieszyły się takim zaufaniem klientów.

- MBank uważaliśmy za naprawdę porządny, nigdy nie było z nim problemów. Teraz, kiedy drożejący frank bije nas po kieszeni, powiedział: radźcie sobie sami, podpisaliście umowy i teraz to już tylko wasz problem - mówi Jakub (bank nie zna jego tożsamości), z wykształcenia ekonomista i informatyk, założyciel strony mstop.pl, od której zaczął się bojkot mBanku. - Dodatkowo w ubiegłym tygodniu przeczytałem, że grupa BRE nie zamierza obniżyć oprocentowania klientom, bo zarabianie na nich jest jedną z głównych zasad strategii banku na ten rok.

Od 21 stycznia, czyli dnia, kiedy Jakub uruchomił mstop.pl przyłączyło się do niego niemal dwa tysiące osób. - Strony zupełnie nie promowałem, założyłem ją tak naprawdę po to, by znaleźć 20 osób, z którymi wspólnie moglibyśmy wynegocjować lepsze umowy w innym banku. Jednak już pierwszego dnia stronę odwiedziło ok. 1700 osób - mówi. - Jesteśmy pokoleniem internetu i nie mieliśmy problemu by się odnaleźć.

Na mstop.pl wszyscy liczą swoje kredyty, by sprawdzić ile zarabia na nich bank. Na forach internetowych zamieszczają również wzory reklamacji do mBanku i pism, które po wydrukowaniu i podpisaniu wysyłają do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Rzecznika Praw Obywatelskich, Komisji Nadzoru Finansowego, Związku Banków Polskich. Dzielą się też swoimi historiami. Jeden z klientów pisze: Poszedłem dziś do innego banku i zapytałem o refinansowanie. Po podaniu informacji o mnie i o kredycie, zaproponowali mi lepsze warunki niż jako stary klient mam w mBanku.

Jak dotąd mBank pozostaje głuchy na te apele.

Anna Moszczyńska, rzecznik prasowy mBanku: - Prowadzenie stałego dialogu z Klientami i konsekwentnej, otwartej, polityki komunikacyjnej było i jest jednym z atutów mBanku. Niezależnie od wydarzeń ostatnich dwóch tygodni, zamierzamy tę strategię utrzymać.

Bankowcy ulegli jednak protestującym i w sobotę dojdzie do pierwszego spotkania ze zbuntowanymi klientami w siedzibie mBanku w Łodzi. Ile osób przyjedzie na spotkanie? Nie wiadomo.

Działacze mstop.pl mają też kolejny sukces. UOKiK, do którego wystosowali setki skarg, uznał, że zarząd BRE ustala oprocentowanie kredytów ze szkodą dla klientów i sprawę skieruje do sądu.
Joanna Dargiewicz, Kinga Graczyk
2009-02-10, ostatnia aktualizacja 2009-02-10 21:07
emetro.pl