Samą wartość wyemitowanych derywatów zbudowanych na pożyczkach zabezpieczonych nieruchomościami na amerykańskim rynku (CMO i CDS) Soros ocenia na ponad 40 bln dolarów (błahostka, trzykrotność amerykańskiego PKB). W dodatku straty te i odpisy narastają w miarę upływu czasu. Jim Rogers, kiedyś partner Sorosa w funduszu hedgingowym Quantum Fund twierdzi, że większość amerykańskich banków to bankruci, ale jeszcze o tym nie wiedzą.

Tłoczenie pieniądza

Reakcja rządu amerykańskiego (Departament Skarbu) i Fed jest zdecydowana: tłoczymy pieniądz do gospodarki. Budżet na obecny rok jest już szacowany na 1,4-1,6 bln dolarów i to bez kolejnych szykowanych programów. Ogółem zobowiązania rządu federalnego (nie tylko budżetu) zostały podliczone na 8,5 bln dolarów - to ok. 60 proc. obecnego PKB USA, nie licząc długu (10,4 bln dolarów - trzeba było przebudować tablicę świetlną na Times Square w Nowym Jorku, żeby dodać dodatkowe miejsce po przekroczeniu liczby 10 bilionów - amerykańskich trylionów - dolarów).

Fed, kierowana przez Bena S. Bernanke, realizuje konsekwentnie swoją strategię zwiększania płynności, aby nie powtórzyć błędu z Wielkiego Kryzysu. Otóż B.S. Bernanke, będąc czołowym autorytetem w analizie mechanizmu powstania Wielkiego Kryzysu z l929 r. jest przekonany, że błąd ówczesnych władz polegał na zbyt słabym i za późnym zasileniu gospodarki w pieniądz - i teraz nie chce powtórzyć tego błędu.

W 2002 r. B. Bernanke wygłosił słynne przemówienie w Radzie Gubernatorów:

- Jak złoto, dolar amerykański ma wartość tylko dopóki jego podaż jest ograniczona. Ale rząd amerykański ma technologię, zwaną prasą drukarską (obecnie jej elektronicznym odpowiednikiem), która pozwala wyprodukować tyle dolarów ile potrzebujemy, zasadniczo bez kosztu. Przez zwiększenie ilości dolarów w cyrkulacji lub nawet zwiększenie wiarygodności, rząd amerykański może także zredukować wartość dolara w stosunku do towarów i usług. Pod rządami pieniądza papierowego, zdeterminowany rząd może wygenerować większe wydatki i zatem - pozytywną inflację. Oczywiście rząd nie zamierza drukować pieniądza i dystrybuować chcąc nie chcąc (willy-nilly).

Dla podkreślenia determinacji Fedu Bernanke stwierdził, że "w razie potrzeby będzie nawet zrzucał pieniądze z helikoptera". Amerykanie lubią takie soczyste stwierdzenia. Od tego czasu przyczepiło się do niego określenie: Ben-helikopter.

I działa konsekwentnie: zwiększył sumę bilansową Fedu w ciągu drugiej połowy 2008 r. z 800 mld dolarów do 2,3 bln dolarów. Zakupuje już nie tylko papiery Skarbu Państwa, ale jako zabezpieczenie kredytów dla banków, różne obligacje zabezpieczone "mortgidżami (mortgages) z długów mieszkaniowych, a nawet długami z kart kredytowych". Jim Roberts - jeden z tych, którzy uważają tę drogę za ślepą uliczkę - w jednym z wywiadów na YouTube zażartował, że Bernanke wkrótce będzie sprzedawał zadłużone domy, stare samochody, robił eksmisje (foreclousure) i sprzedaż garażową.

Obserwatorzy rynków finansowych zastanawiają się, czy recesja w USA potrwa tylko rok, czy może koniunktura powoli wróci w 2010 r. - tak jak byśmy mieli do czynienia tylko z poważnym kryzysem i recesją. W takiej sytuacji zasilanie gospodarki i sektora bankowego w pieniądz wydaje się z krótkiej perspektywy oczywiste. Co prawda wciąż podnoszą się głosy (np. P.R. Krugmana), że dotychczasowe programy pomocy - w tym nowy prezydenta Baracka Obamy - są niewystarczające.

Ale to jest filozofia - więcej tego samego. Oczywiście szef Fedu zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa przekroczenia granicy bezpieczeństwa podaży pieniądza do gospodarki, ale wierzy, że walka z groźbą kryzysu jest najważniejsza, a Fed "zdąży zejść w porę z tygrysa inflacji".

Gazeta Bankowa

Niedziela, 8 lutego (06:00)