Sytuacja w ostatnich miesiącach zmieniła się diametralnie. Jeszcze na początku września za dolara płaciliśmy 2,30 zł, natomiast za euro 3,34 zł. Jeśli chodzi o franka był to poziom 2,06 zł.

Inwestorzy uciekali
Kłopoty emerging markets, które rozpoczęły się na jesieni, mające związek z problemami gospodarki węgierskiej, zachęciły inwestorów do ucieczki z rynków wschodzących, w tym także z Polski. Złoty padł ofiarą problemów na Węgrzech. Zagraniczny kapitał, który zaczął obawiać się, że podobna sytuacja może dotknąć polską gospodarkę, rozpoczął wzmożoną sprzedaż naszej waluty. W efekcie zaowocowało to mocnym osłabieniem złotego w kilku poprzednich miesiącach.

Ból kredytobiorców
Obecny kurs walut odbiega znacznie od tego sprzed pół roku. Za dolara należy zapłacić ok. 3,30 zł, a w przypadku euro i franka jest to 4,35 zł i 2,86 zł. Oznacza to, że dolar zyskał wobec naszej waluty ponad 40 proc., frank umocnił się natomiast o ponad 38 proc., a euro o ponad 30 proc. Słaby złoty mocno uderza w kredytobiorców, którzy przy kredycie zaciągniętym na np. 20 lat na kwotę 200 tys. zł we frankach jeszcze niedawno płacili ratę na poziomie 1 000 zł. Dziś muszą płacić ratę w wysokości już 1 4000 zł.

Czekając na poprawę

Mocno niepewna sytuacja, która utrzymuje się na światowych rynkach finansowych, nie sprzyja umocnieniu się złotego. Trudno przypuszczać, żeby nasza waluta zaczęła proces umacniania wcześniej niż pod koniec II kwartału obecnego roku. Dopóki sytuacja gospodarek rozwiniętych nie ulegnie poprawie, inwestorzy zagraniczni nie będą mieli ochoty ryzykować inwestycji na rynkach wschodzących, a co się z tym wiąże nie będą kupowali walut z regionu emerging markets.

Ważny kapitał

Polska waluta znajduje się w koszyku z innymi walutami państw z Europy Centralnej i pomimo dobrych fundamentów naszej gospodarki rozwój sytuacji w innych krajach z naszego regionu warunkuje zachowanie naszej waluty w ostatnim czasie, na co kluczowy wpływ ma kapitał zagraniczny.

Maciej Dyja
Autor jest głównym analitykiem Gold Finance
wp.pl