Ponieważ żyjemy w globalnej wiosce, kryzys w jednej branży bardzo często przenosi się na inne sektory rynku. Tak też było w przypadku nieruchomości. Kiedy zaczął się kryzys na rynkach finansowych, deweloperzy mocno zacisnęli pasa. Czy teraz, w roku 2009, ich branżę czekają nowe wyzwania, czy wciąż tematem przewodnim związanym z nieruchomościami będzie "kryzys"? Oto jak przedstawiciele rynku widzą rok 2009.
Piotr Drygas, dyrektor marketingu Nickel Development:

- Rok 2009 przyniesie zapewne weryfikację wśród deweloperów. Z rynku zejdą najprawdopodobniej firmy o strukturze globalnej - te będą miały problemy na tak dużej liczbie rynków, że będą musiały zmniejszyć i to często znacząco swój portfel inwestycji. Ponadto kłopoty mogą mieć małe firmy, które nie wytrzymają presji cenowej przy równoczesnych kłopotach z finansowaniem swoich inwestycji.

- Zapewne będziemy obserwować także zmiany w działaniach marketingowych firm - z jednej strony będzie można zauważyć zwiększenie budżetów reklamowych u dużych podmiotów, aby w czasach problemów jeszcze mocniej oddziaływać na potencjalnych klientów. Małe i średnie podmioty będą musiały obcinać budżety marketingowe i albo będą znikały z "rynku", staną się niewidoczne dla klientów, albo zmienią swoją mieszankę promocyjną i zaczną wykorzystywać inne narzędzia.

Matylda King, residential sales & business development director:

- Wielu klientów, nie mogąc pozwolić sobie na zakup mieszkania w 2008 roku, zostało zmuszonych do wstrzymania decyzji o zakupie lub znalezienia alternatywy, jaką może być pozostanie w obecnym mieszkaniu lub wynajem. Myślę, że w 2009 roku będziemy obserwować powrót i wzmocnienie sektora najmu nieruchomości mieszkaniowych. Ponadto wiele osób, które kupiły mieszkania przed kryzysem, może stanąć przed koniecznością pozbycia się ich z powodu wzrostu kosztów obsługi kredytów i rosnących cen walut, wskutek czego na rynku wtórnym pojawi się wiele ciekawych ofert.

- Rynek pierwotny już teraz oferuje wiele atrakcyjnych mieszkań w gotowych lub będących na wykończeniu inwestycjach. W dłuższej perspektywie można pozwolić sobie na umiarkowany optymizm w kwestii wzrostu sprzedaży i ponownej stabilizacji rynku. Decydujące znaczenie będzie miała jednak postawa banków i złagodzenie zasad przyznawania kredytów, jak i ich oprocentowanie.

Tomasz Bonecki-Duda, wiceprezes zarządu Hirny BD:

- W 2009 roku terminy zakończenia inwestycji będą opóźniane ze względu na brak środków finansowych i chęć skorzystania z niższych kosztów produkcji. Podaż mieszkań z rynku wtórnego jest duża, ale średnie ceny spadają bardzo powoli i to głównie za sprawą właścicieli, którzy nie mogą sobie pozwolić na wstrzymanie się ze sprzedażą. Obecnie średnio co drugi, a niedługo co czwarty klient z ubiegających się o kredyt, uzyskuje go w wysokości wnioskowanej na konkretne mieszkanie.

- Dzieje się tak ze względu na konieczność posiadania ok. 20 proc. wkładu własnego, wzrost raty kredytowej i zaostrzenie kryteriów dotyczących liczenia zdolności kredytowej klientów. Niedługo poziom płac i zatrudnienia zacznie silnie spadać ze względu na sytuację gospodarczą w kraju i za granicą. Czyli popyt na mieszkania będzie dalej spadał.

Monika Szymańska

interia.pl