Amerykański rząd opracował ustawę ratunkową, która ma uchronić setki tysięcy właścicieli domów przed skutkami kryzysu hipotecznego w USA. Jej głównym założeniem jest plan sfinansowania funduszu dla kredytobiorców zagrożonych przejęciem domów przez banki. Plan zakłada, że zadłużeni właściciele będą mogli zawierać z bankami umowy o obniżenie sumy kredytu do około 85 % obecnej wartości rynkowej domu, a banki muszą same zdecydować czy godzą się na to, czy przejmują nieruchomość do sprzedaży w drodze licytacji, co w obecnej sytuacji niskiego popytu i niskich cen pozbawia je średnio 50 % dochodów z udzielonej pożyczki. Pomoc rządowa ma się zamknąć w kwocie około 300 miliardów dolarów. Pieniądze federalne będą wspomagać dwie wielkie firmy kredytowe, specjalizujące się w konsolidacji trudnych kredytów hipotecznych – Fannie Mae (Federal National Mortage Association) i Freddie Mac (Federal Home Loan Mortage Corporation), które będą mogły gwarantować kredyty na zakup domów w wysokości do 625 tys. dolarów, a nie jak poprzednio do 417 tys. dolarów. W zamian poddadzą się zaostrzonemu nadzorowi ze strony specjalnie utworzonej państwowej agencji Federal Housing Finance Agency, co jest o tyle ważne, że obligacje hipoteczne tych dwóch firm kredytowych kupowane są zarówno przez inwestorów amerykańskich, jak i rządy innych krajów (m.in. Chin i Rosji). O skali działalności na rynku amerykańskim Fannie Mae i Freddie Mac świadczyć może wartość przejętych przez nie do tej pory domów, wynosząca około 6,9 mld dolarów, podczas gdy do 8,5 tysiąca banków trafiły nieruchomości o wartości 8,6 mld dolarów. Ustawa przewiduje ponadto ulgi podatkowe dla osób po raz pierwszy kupujących dom. Ma to zwiększyć popyt zarówno na domy wystawiane na licytacje przez banki, jak i nowo budowane, a także zlikwidować obecną niekorzystną stagnację w budownictwie. Amerykańscy ekonomiści oceniają ustawę, jako pomocną dla gospodarki państwa, jednak na krótką metę, podkreślając jednocześnie jej duże znaczenie psychologiczne dla opanowania paniki na rynku. Ostrzegają jednak przed budowaniem świadomości społecznej, że ryzykowne działania finansowe nie są prawdziwym zagrożeniem, bo ostatecznie będzie można liczyć na pomoc państwa. (źródło: Gazeta Wyborcza)