Prekursor architektury organicznej

Wiek XX. wkraczał w swoje trzydziestolecie, gdy Frank Lloyd Wright obchodził 63. urodziny. Wydawało się, że jego kariera, prekursora architektury organicznej, który sławił budownictwo wkomponowane i zespolone z naturą, jest skończona. Świat po pierwszej wojnie z admiracją patrzył na nowy styl. Styl, który miał służyć rosnącej liczebnie klasie pracującej. Wright krytykował go żarliwie - Skoro ludzkość żyje w wieku maszyn nie oznacza to, że ich domy mają wyglądać jak maszyny.
Za dużo okien, za dużo żelbetu, za cienkie kolumny – wyliczał z ironią. I wtedy po raz kolejny przypomniał światu o swoim talencie. W latach 1935-1939 powstała jedna z najsłynniejszych konstrukcji jego autorstwa  – Fallingwater (Spadająca Woda). Dom zbudowany na zlecenie przemysłowca E.J. Kaufmana jest cudownie wtopiony w otaczającą naturę. Składa się z kilku wolnonośnych balkonów i tarasów, pod którymi przepływa górski strumień. Do budowy elementów pionowych wykorzystano kamień, do poziomych - beton. Wright wykorzystując założenia nowego stylu stworzył budowlę, która pozostała w zgodzie z jego teorią, że jesteśmy częścią otaczającej natury.

Lidia Paulińska
-Thompson
Dziennikarka, członkini Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy. Od 2002 roku mieszka na stałe w Kalifornii. Zajmuje stanowisko Dyrektora Finansowego w firmie Ra Tech Solar. Entuzjastka alternatywnych technologii. Uczestniczy w konferencjach i spotkaniach poświęconych energetyce słonecznej. Lubi podróże i grę w golfa.


Niemiłe przebudzenie w wieku XXI
Wiek XXI. przyniósł ludzkości nowe wyzwania. Wyczerpywanie się zasobów naturalnych i widmo kryzysu klimatycznego przestało być jedynie tematem filmów sciene fiction, a zaczęło dominować w filmach dokumentalnych. Ten najsłynniejszy to „Niewygodna prawda” z 2006 roku, w którym znany działacz na rzecz globalnego ocieplenia - Al Gore, uświadomił nam, że zmiana klimatu na skutek naszego nieprzemyślanego działania jest faktem. No cóż ... Druga polowa XX wieku była okresem agresywnej eksploatacji naturalnych surowców w celu zaspokojenia gwałtownie rosnącego zapotrzebowania na energię. Energia jest najważniejszym zasobem i istnieje nierozłączny związek pomiędzy rozwojem gospodarczym a jej zużyciem. Żyjąc we współczesnym świecie, nie potrafimy już wyobrazić sobie egzystowania bez światła, ogrzewania, telewizora, komputera czy pralki. Rzecz w tym, że pozyskiwana przez nas energia w 91% pochodzi ze źródeł nieodnawialnych. Pozostaje więc pytanie, jak sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię wiedząc, że ropy naftowej starczy nam jeszcze na 30-40 lat, gazu ziemnego na 35-45 lat, a węgla może na 100. Nawet, jeśli te prognozy są pesymistyczne, nie zmienia to faktu, że trzeba pilnie szukać nowych rozwiązań. Dodatkowo sytuację pogarsza to, że eksploatacja naturalnych surowców zatruwa środowisko. Ludzkość XXI wieku zrozumiała, że zapędziliśmy się w przysłowiowy kozi róg.

Odnawialne źródła energii
Sytuacja kryzysu zmusza do przeniesienia uwagi na odnawialne źródła energii. W poczuciu braku czasu świat zjednoczył się w działaniach na rzecz przywrócenia równowagi energetycznej i zahamowania ocieplania się klimatu ziemi. Odnawialne źródła energii są odpowiedzią na te wyzwania, bo są bezpieczne, dostępne dla każdego i nie zanieczyszczają środowiska naturalnego. Ale jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach. Słońce świeci za darmo, ale niestety urządzenia do pozyskiwania energii słonecznej są bardzo kosztowne. Chociaż naukowcy i technolodzy prześcigają się w poszukiwaniu nowych, bardziej wydajnych i tańszych rozwiązań, to energetyka ze źródeł odnawialnych ma szansę na rozwój tylko w przypadku poparcia ze strony rządów i budowania aliansów światowych, które połączą wspólne działania. I tak na szczęście się dzieje. Rządy wspierają finansowymi dotacjami i ulgami podatkowymi nie tylko  indywidualnych i instytucjonalnych producentów zielonej energii, ale również placówki naukowe i jednostki gospodarcze związane z sektorem energii odnawialnych.


W San Francisco jest wiele takich dachów

Popierajmy producentów zielonej energii
17 lutego 2009 roku prezydent Barack Obama podpisał Pakiet Stymulujący, przeznaczając na alternatywne energie 80 miliardów dolarów. Z tego 25 miliardów na same instalacje słoneczne, które są najpopularniejsze na rynku amerykańskim. Również praktyką krajów członkowskich Unii Europejskiej jest rządowe wspieranie producentów zielonej energii. Raport Komisji Europejskiej stwierdza, że na 27 państw Unii aż 18 stosuje system taryfowy, a 2 kraje również ulgi podatkowe. Najskuteczniejszym i najbardziej szczodrym jest rząd niemiecki, który ustalił stałe taryfy, aktualizowane co kilka lat. Wysokość tych taryf zależy od źródła energii, rodzaju technologii i wielkości instalacji. Poparcie rządowe spowodowało, że Niemcy są dzisiaj przodującym gigantem energii odnawialnych w Europie. Polska, jako członek UE, przyjęła unijny pakiet energetyczno-klimatyczny. Zobowiązuje on nasz kraj do  produkcji 15% energii z odnawialnych źródeł do 2020 roku. Niestety, wciąż jednak niewiele się dzieje. Polska nie może się pochwalić żadnymi spektakularnymi działaniami w tym zakresie. Niemniej, musi sprostać nałożonym przez Unię zobowiązaniom, których termin zbliża się milowymi krokami. Tymczasem świat się zmienia pod wpływem tej nowej rewolucji w sektorze energii odnawialnych, jak i znaczących funduszy, które płyną szerokim strumieniem. Podobnie rzecz się ma z rynkiem nieruchomości. 

Dlaczego energia słoneczna

Stała się hitem na rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych? Po analizie wyników dotychczasowych badań rynku, jasno nasuwają się następujące wnioski: • Domy i nowe osiedla, wyposażone w systemy baterii słonecznych, sprzedają się szybciej i za wyższą cenę. Według badań komisji ds. Wydajności Energetycznej i Energii Odnawialnych przy amerykańskim Departamencie Energetyki – aż dwukrotnie szybciej, nawet w okresie recesji na rynku nieruchomości. 
• Aż 75% Amerykanów wybiera deweloperów, którzy budują energetycznie wydajne domy. Nawet wtedy, gdy wiąże się to z wyższą ceną.
• Jeśli energia otrzymana z baterii słonecznych redukuje rachunek za energię elektryczną o 1000 dolarów rocznie, to wartość takiego domu na rynku wzrośnie o 20 000 dolarów – udowadniają rzeczoznawcy od nieruchomości. Oznacza to, że domy posiadające instalację słoneczną mają wyższą wartość rynkową. 
• Energia słoneczna nie drożeje. Właściciel systemu słonecznego może liczyć, że ceny za energię elektryczną nie będą rosły z dnia na dzień w zawrotnym tempie. Dlatego aż 9 na 10 Amerykanów chciałoby zamieszkać w takim domu. „Wybór jest naprawdę prosty – komentuje na wesoło jeden z internautów
– jeśli mam do wyboru dwa identyczne domy, ale jeden ogrzewa wodę i dostarcza prąd elektryczny za darmo, to jest jasne, który dom wybiorę”. 

Domy zasilane energią słoneczną cieszą się większym zainteresowaniem, ponieważ ich marketingowa wartość jest wyższa. Czy firmy deweloperskie stawiające na bogate wykończenie domu mogą jeszcze dziś konkurować z firmami stawiającymi na wydajność energetyczną i prezentującymi domy zasilane energią słoneczną? Jest raczej przesądzone, że klient postawi na efektywność, ponieważ koszty utrzymania tego domu będą niższe. A nabywcy potrafią liczyć. Ciepła woda i prąd elektryczny bez ponoszenia miesięcznych opłat będą zawsze na czasie. A szczególnie, w okresie niepewności ekonomicznej. Inwestycja w dom na takim osiedlu będzie bardziej opłacalna. Jeśli jeszcze dodać, że firma deweloperska budująca osiedla zasilane energią słoneczną skorzysta z hojnych rabatów stanowych i federalnych odpisów podatkowych, to chyba wybór przestaje być wyborem.


Dom Seniora w San Mateo, w Kalifornii

Z laboratorium pod strzechy

Patrząc na rosnące, jak grzyby po deszczu, amerykańskie osiedla zasilane energią słoneczną, warto przypomnieć, jak technologia systemów baterii fotowoltaicznych trafiła pod strzechy. Jest to historia o niespełnionych obietnicach i nadziejach, o upartych charakterach ludzkich i nieprawdopodobnych sojuszach. W latach 50. ośrodki naukowo-badawcze, podobnie jak dzisiaj, często były sponsorowane przez firmy, które szukały innowacji i produktów do wprowadzenia na rynek. Jedną z takich firm był Western Bell Telephone. Firma ta w latach 50. pracowała nad wynalezieniem przyrządu zasilającego stacje telefoniczne. Naukowcy tej firmy – Daryl Chapin, Calvin Fuller i Gerald Pearson – przyczynili się do powstania pierwszego ogniwa fotowoltaicznego. Pewnego letniego dnia 1953 roku Pearson zauważył, że promień słońca, który wpadł przez okno wywołał impuls elektryczny po zetknięciu się z krzemowym materiałem, leżącym na jego biurku. Jak wiadomo, na biurkach naukowców znajduje się wiele przedmiotów i wszystkie są podłączone do urządzeń mierzących, w razie gdyby stało się coś nieoczekiwanego. Pearson, niedowierzając własnym oczom, powtórzył doświadczenie w asyście Chapina i Fullera. Teraz trzej badacze połączyli swoje siły. Niemniej, mimo ich wysiłków, przez kolejne miesiące nie udało się wykrzesać z ogniwa fotowoltaicznego więcej niż 4% wydajności. W takiej sytuacji WBT straciło zainteresowanie odkryciem i nakazało naukowcom zająć się czymś bardziej obiecującym. Gdy odkryciem na poważnie zainteresował się rywal WBT - firma Radio Corporation of America, WBT szybko powróciło do porzuconego tematu. Ogniwo fotowoltaiczne ulepszono i zaprezentowano na konferencji prasowej w New Jersey, a potem w Akademii Naukowej w Waszyngtonie. Prasa podchwyciła sprawę. New York Times uznał to za warte zamieszczenia na pierwszej stronie z komentarzem, że nareszcie ziściło się marzenie ludzkości - zaprzęgnięto energię słoneczną w jej służbę. Szybko jednak okazało się, że przedwcześnie ogłoszono zwycięstwo. Chapin dokonał obliczeń, z których wynikało, że jeśli koszt ogniwa produkującego 1 Watt elektryczności wynosi 286 dolarów, to właściciel domu musiałby zapłacić 1,4 miliona dolarów za wyprodukowanie elektryczności, która pokryje zapotrzebowanie jego gospodarstwa domowego. Te liczby szybko ostudziły zapał naukowców i WBT.
A prasa nie zostawiła na odkryciu przysłowiowej suchej nitki. Wydawało się, że to już koniec kariery ogniwa fotowoltaicznego. Dziś, z perspektywy czasu wiemy, że jednak nie. Odkryciem zainteresował się sektor, który niekoniecznie kieruje się rachunkiem ekonomicznym. Był to rząd Stanów Zjednoczonych.

Lidia Paulińska-Thompson
Źródło: Property Journal - Polska Giełda Nieruchomości nr 02-03/10