Ceny domów spadły o 30 procent licząc od szczytu w 2006 roku i wielu ekonomistów spodziewa się w tym roku kolejnego tąpnięcia, bo na rynku pojawi się nowa fala zlicytowanych nieruchomości. Tempo odrodzenia będzie się różnić w zależności od regionu kraju, a te najciężej dotknięte kryzysem będą najdłużej dochodzić do siebie. Jednocześnie miliony właścicieli domów, którzy znaleźli się „pod wodą” – czyli ich kredyty hipoteczne przewyższają wartość nieruchomości – przez lata będą się zmagać z ujemnym kapitałem, co zwiększa ryzyko ich upadłości.

“Co zrobimy później, kiedy ludzie, którzy powinni oszczędzać na swoją emeryturę lub edukację będą zamiast tego wydawać pieniądze na to, by móc pozostać w swoich zadłużonych domach?”, powiedział Brent White, profesor prawa z Uniwersytetu w Arizonie, który analizował to zagadnienie.

Ekonomiści obawiają się, że w dalszej części roku na rynku nieruchomości może dojść do kolejnego tąpnięcia, kiedy wygasną rządowe rozwiązania mające wesprzeć sprzedaż, takie jak wyjątkowe niskie stopy procentowe czy ulgi podatkowe dla kupujących.

“Po prostu nie jesteśmy przekonani, że rynek nieruchomości może się utrzymać o własnych siłach, bez wsparcia fiskalnego”, powiedział Paul Dales, ekonomista z firmy konsultingowej Capital Economics.

Pojawiają się pewne sygnały, że rynek nieruchomości się wzmacnia. Sprzedaż domów w ubiegłym roku wzrosła o pięć procent w porównaniu z 2008, a nawis niesprzedanych nieruchomości na rynku znacząco spadł. Indeks cen domów Standard & Poor's/Case-Shiller, opublikowany we wtorek, pokazał, że w 20 najważniejszych miastach ceny wzrosły pomiędzy październikiem i listopadem o 0,2 procent. To szósty miesięczny wzrost z rzędu.

Jednak ten sam raport pokazał niepewną naturę ożywienia. W niektórych obszarach metropolitalnych, w tym w Nowym Jorku, Chicago i Waszyngtonie, ceny spadły w listopadzie w porównaniu z poprzednim miesiącem, wynika ze wskazań indeksu. Zaś ceny we wszystkich 20 miastach były o 5,3 procent niższe w porównaniu z analogicznym okresem 2008 roku.

Nie ma “wyraźnych oznak trwałego, ogólnego odrodzenia”, powiedział David Blitzer, przewodniczący komisji sporządzającej indeks.

W istocie wielu ekonomistów spodziewa się dalszych strat. Moody’s Economy.com prognozuje w tym roku spadek cen domów o kolejne 10 procent, zaś Barclays o osiem procent do początku 2011 roku. Wells Fargo jest bardziej optymistyczny – jego zdaniem wartość domów skurczy się w tym roku o zaledwie trzy procent.

Nawet po stabilizacji rynku nieruchomości miną lata, zanim niektórzy właściciele odczują wzrost wartości swoich domów. Około 25 procent z nich jest dziś winnych bankom więcej, niż są warte ich domy, wynika z danych firmy badawczej First American CoreLogic.

Wprawdzie historycznie zajmuje od pięciu do 10 lat zanim ceny domów odrobią straty po dużym tąpnięciu, twierdzą analitycy, to tym razem może to wymagać dużo więcej czasu, szczególnie w regionach kraju najciężej dotkniętych przez kryzys.

“W Kalifornii, na Florydzie, czyli w strefach ‘ground zero’ pełne odrodzenie może zająć 15 lat”, powiedział Lawrence Yun, główny ekonomista Narodowego Stowarzyszenia Pośredników Nieruchomości.

W regionach, które wcześniej opanowała spekulacyjna gorączka, takich jak Naples na Florydzie, Las Vegas i w niektórych częściach Południowej Kalifornii, może to być nawet dłużej, powiedział Mark Zandi, główny ekonomista Moody’s Economy.com. „Nie jest tak, że nigdy nie wrócimy do poprzedniego poziomu. Ale na to trzeba pokoleń, by dochody i majątek wzrosły odpowiednio”, powiedział.

By osiągnąć zdrowe ożywienie, rynek nieruchomości musi uniknąć szybkiego wzrostu cen, którym charakteryzował się poprzedni boom, twierdzą ekonomiści. Jeżeli ceny domów będą rosły znacząco szybciej niż inflacja, może to doprowadzić do kolejnej bańki spekulacyjnej, dodają.

W normalnych warunkach rynkowych ceny domów rosną o trzy do pięciu procent rocznie, powiedział Yun. Jednak w czasie boomu w wielu regionach tempo to było dwukrotnie wyższe.

Autorka: Renae Merle
onet.pl