Zaadaptowane strychy nie są wymysłem naszych czasów. Już dawniej ludzie, którzy nie mieli pieniędzy na wynajęcie lokum na niższych piętrach, aranżowali je sobie pod dachem kamienic. Teraz jednak mieszkanie na strychu przestało być koniecznością, a stało się sposobem życia.

- Szczególnie chętnie są one kupowane przez ludzi młodych, którzy stawiają na oryginalność i ciekawe rozwiązania architektoniczne - mówi Anna Romejko-Rudnicka, pośredniczka w sprzedaży mieszkań z agencji Dom-Nieruchomości. - Ale ważna jest również lokalizacja: jeśli strych, to tylko w centrum, najlepiej na starówce.

Jak każde mieszkanie, tak i te na strychu mają swoje wady i zalety. Ich miłośnicy mówią o otwartej przestrzeni, która daje wręcz nieograniczone możliwości jej zagospodarowania. Tu można postawić kanapę, tam ulokować łazienkę i nikt nie mówi nam, jaki - według założeń architekta - powinien być rozkład pomieszczeń, bo ich tutaj nie ma. Jest natomiast mnóstwo skosów i piękne widoki za oknem.

- To idealne lokum dla ludzi, którzy cenią sobie klimat i indywidualność - mówi Krzysztof Kułton, właściciel zaadaptowanego strychu na Nowym Dworze. - Wszystko tutaj jest specyficzne: od oświetlenia po belki stropowe.

Plusy i minusy

Mieszkania pod dachem mają również praktyczne zalety.

- Ogromnym plusem jest to, że wieczorami nie trzeba się martwić o komary. Po prostu nie dolatują one tak wysoko - wyjaśnia Michał, mieszkaniec poddasza w jednej z kamienic na Sępolnie.

Takie mieszkania są również o 10-15 procent tańsze niż te na niższych kondygnacjach. Cena zależy jednak od standardu i położenia danego lokalu - im bliżej centrum, tym drożej. Przykładowo: za 98-metrowe mieszkanie na Sępolnie zapłacimy niecałe 500 tysięcy złotych. Na Nowym Dworze podobny metrażem lokal (90 metrów kwadratowych) kosztuje już 100 tysięcy złotych mniej.

Wpływ na cenę ma również samo usytuowanie mieszkania w kamienicy - na najwyższym piętrze, bez wind. Codzienna wspinaczka na trzecią czy czwartą kondygnację to zbyt wielki wysiłek dla osób starszych, ale taka perspektywa odstrasza często także młodych.

- Znaleźliśmy urocze, klimatyczne mieszkanie na ostatnim piętrze. Takie, jakiego od dawna szukaliśmy - mówią Agnieszka Dul i Piotr Komborski, którzy wkrótce spodziewają się potomka. - Problem w tym, że bez windy wchodzenie na górę czy wnoszenie wózka byłoby bardzo uciążliwe. Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na nie, chociaż właściciel obniżył cenę.

Mnóstwo schodów do pokonania to niejedyne wady mieszkania tuż pod dachem. Problemem może okazać się też ogrzanie takiego pomieszczenia, jako że - inaczej niż w przypadku lokali na niższych kondygnacjach - nie można liczyć na dodatkowe ciepło płynące od sąsiadów.

- Ponieważ ściany nie ogrzewają się od sąsiednich mieszkań, utrzymanie ciepła wymaga więcej zachodu. Trochę jak w domu jednorodzinnym - wyjaśnia Kułton.

Mieszkańcy strychu pierwsi również ucierpią w wypadku uszkodzenia dachu. A latem w ich mieszkaniu zawsze będzie goręcej niż u sąsiadów z dołu.

Droga przez mękę

Mimo to chętnych na zakup adaptowanego strychu nie brakuje. Natomiast ofert sprzedaży takich lokali jest bardzo mało.

- Rzeczywiście, takie oferty zdarzają nam się sporadycznie - potwierdza Mariusz Radecki z agencji Giełda Nieruchomości. - Wynika to prawdopodobnie stąd, że adaptacja strychu jest niezwykle kłopotliwa i wiąże się z masą formalności. Dlatego, kiedy już się ktoś namęczy i uda mu się przerobić go na wygodne mieszkanie, nie chce z niego łatwo zrezygnować.

Adaptacja strychu to istotnie droga przez mękę. Najpierw należy uzyskać zgodę jego właściciela, czyli wspólnoty wszystkich mieszkańców kamienicy, potwierdzoną umową zawierającą warunki przeprowadzenia remontu. Nie jest to jednak łatwe, jako że mieszkańcy na ogół niechętnie godzą się na dodatkowego lokatora, który będzie im tupał w sufit, a przez okres remontu zakłócał spokój. Poważnym problemem jest też zmiana wysokości udziałów wszystkich właścicieli lokali, która następuje w wyniku nabycia przez nas własności strychu, dawniej dzielonego między lokatorów. Wiąże się to z koniecznością dokonania - na nasz koszt - zmian w aktach notarialnych i księgach wieczystych wszystkich mieszkańców.

Kiedy już wszystko zostanie uzgodnione, a umowa podpisana, możemy przystąpić do wykonania projektu architektonicznego przebudowy, a następnie przedstawić go w urzędzie miasta wraz z wnioskiem o pozwolenie na budowę. Teraz pozostaje łatwiejsza część: znalezienie ekipy remontowej, przeprowadzenie remontu oraz uzyskanie wszelkich obowiązkowych pozwoleń. Kiedy już nasz strych został przerobiony na mieszkanie, okazuje się, że nie należy on do nas: notariusz ustanawia na rzecz wspólnoty odrębną własność nowego lokalu, a dopiero ta w odrębnej umowie przenosi ową własność na nas. Jeszcze tylko założenie księgi wieczystej i nowe mieszkanie formalnie należy do nas.

Nie brzmi to zachęcająco, dlatego nic dziwnego, że szukający mieszkania na strychu wolą je kupić na rynku wtórnym, niż sami dokonywać adaptacji. Daje to dużą oszczędność czasu i kosztów, choć, jak twierdzi wielu właścicieli mieszkań-strychów, odbiera też część satysfakcji z możliwości samodzielnego decydowania o wyglądzie naszego lokum.


Źródło: wrocław.gazeta.pl