Ofert na rynku jest naprawdę sporo. Ale ta hossa może nie potrwać już zbyt długo. Jak informuje „Rzeczpospolita” jeżeli szukamy atrakcyjnego mieszkania – z dobrą lokalizacją i  wysokim standardem wykończenia nie powinniśmy specjalnie ociągać się z kupnem, bo zapewne ktoś sprzątnie nam wymarzone M sprzed nosa. Teraz jeszcze na rynku mamy „nadpodaż” takich nieruchomości, za chwilę interesujących propozycji będzie coraz mniej.

Tą sytuację najlepiej porównać do posezonowej wyprzedaży w sklepach. Możemy z kupnem zwlekać do ostatniej chwili, ale na koniec i tak zostają tylko wybrakowane artykuły. Podobnie dzieje się na rynku nieruchomości. Analitycy przewidują, że oferta może znacząco skurczyć się już pod koniec tego roku. A wówczas nie będzie już tak łatwo o wynegocjowanie satysfakcjonującej nas ceny.

Mieszkaniowe zakupy na rynku pierwotnym najlepiej było poczynić już kilka miesięcy temu. Według Michała Okonia z firmy deweloperskiej Marvipol, biorąc pod uwagę koszty inwestycji na dalsze obniżki nie ma już co liczyć. Ewentualnie potanieją jeszcze mieszkania z najniższej półki. Jeżeli jednak cena nie jest jedynym kryterium, które decyduje o wyborze mieszkania, właśnie teraz jest doskonały moment na zakup własnego M.
Według analiz Metrohouse różnica w cenach ofertowych i transakcyjnych na rynku wtórnym wynosi dziś ok. 4 proc., a w czasie hossy sprzedający nie zgadzali się na obniżki większe niż 2 procent. Poza tym na wiosnę zazwyczaj sprzedaje się więcej mieszkań, dotyczy to szczególnie gotowych lokali, wykończonych „pod klucz”. Nowe inwestycje zamrożono, deweloperzy nie budują, niedługo więc nie wyszukamy już tak łatwiej wartościowej nieruchomości.  

Kolejnym powodem do pośpiechu może być spodziewane zwiększenie dostępności kredytów hipotecznych. Jeżeli łatwiej będzie o pożyczkę w banku, deweloperzy natychmiast zrezygnują z wszelkich promocji, a mieszkania automatycznie podrożeją. 
dom.wp