Co sprawiło, że chluba budownictwa z minionych dekad znowu staje się modna? W znacznej mierze przyczynił się do tego kryzys w kapitalistycznym świecie. Tanie kredyty stały się nieosiągalne dla przeciętnego Kowalskiego, nowe mieszkania - mimo spadających cen - wciąż za drogie, dlaczego więc nie zamieszkać w osiedlu z wielkiej płyty?

O mieszkania w bloku rozgorzała prawdziwa walka. Okazało się, że nawet pogardzane dotąd klitki ze ślepymi kuchniami zyskały w oczach klientów. Nie mówiąc już o tych, których rozkład jest nieco bardziej sensowny. Co prawda atmosfery rodem z serialu "Alternatywy 4" trudno już się doszukać, jednak życie w starym osiedlu nadal oferuje parę atrakcji, o które ciężko w grodzonych, strzeżonych i monitorowanych deweloperskich enklawach ciszy i spokoju.

Blokowiska to przede wszystkim więcej przestrzeni i zieleni między budynkami, nie tylko równo przystrzyżony pasek trawnika z rolki przed oknami i mikroskopijnej wielkości drzewka. Nawet jeżeli mieszkanie jest małe, to chociaż widoku z okna nie zasłania nam dom z przeciwka, nie musimy więc oglądać scenek rodzajowych z życia sąsiadów co często zdarza się na zagęszczonych do granic możliwości nowo wybudowanych osiedlach.
Poza tym mieszkańcy chwalą sobie świetną lokalizację - wielkie blokowiska są zazwyczaj dobrze skomunikowane z centrum i resztą miasta. Posiadają też niezłą infrastrukturę. Jeszcze niedawno wielu klientów agencji nieruchomości od razu odrzucało propozycje w dzielnicach z wielkiej płyty. Teraz, po przeliczeniu pieniędzy, ograniczają wymagania i pocieszają się łatwiejszym dojazdem do pracy. A także tym, że większość bloków ma już za sobą remonty, a przynajmniej mniejszy lub większy lifting. I nawet dobrze wyglądają, przynajmniej na zewnątrz. O ile nie trafimy na okazy, które straszą wściekłym kolorem lub udziwnionym wzorem wydaje się, że zamieszkanie na takim odrestaurowanym styropianem blokowisku nie jest już tak wielkim wyrzeczeniem.

Ważną kwestią są też sąsiedzi. Większości nie poznamy, chyba że zaprzyjaźnimy się z nimi sącząc różnorakie płyny przed klatką wejściową. Na pewno zaś odgłosy zza ściany nie pozwolą nam zapomnieć, że w molochu nie mieszkamy sami. Akustyka wielkiej płyty nigdy nie pozwoli poczuć się samotnym. Nie wszystkim mogą przypaść też do gustu nieco kłopotliwi lokatorzy, szczególnie tam, gdzie funkcjonują jeszcze zsypy na śmieci możemy spodziewać się przemarszu karaluchów przez nasze mieszkania.

Wygląda jednak na to, że nawet te niedogodności nie odstraszają klientów. Przynajmniej na razie. Ceny mieszkań z wielkiej płyty są mniej więcej o 20 proc. niższe niż w nowych osiedlach. Kupują je zazwyczaj młodzi, dla których jest to pierwsze własne M. Planują, że tak "zblokowani" będą mieszkać tylko kilka lat.
dom.wp